Skip to main content

Full text of "Piśmiennictwo polskie, od czasów najdawniejszych az̀ do roku 1830: z rȩkopisów i druków ..."

See other formats


Google 



This is a digital copy of a book that was prcscrvod for gcncrations on library shclvcs bcforc it was carcfully scannod by Google as part of a projcct 

to make the world's books discoverablc onlinc. 

It has survived long enough for the copyright to cxpirc and thc book to cntcr thc public domain. A public domain book is one that was never subjcct 

to copyright or whose legał copyright term has expircd. Whcthcr a book is in thc public domain may vary country to country. Public domain books 

are our gateways to the past, representing a wealth of history, cultuie and knowledge that's often difficult to discovcr. 

Marks, notations and other maiginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journcy from thc 

publishcr to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commcrcial partics, including placing lechnical rcstrictions on automated querying. 
We also ask that you: 

+ Make non-commercial use ofthefiles We designed Google Book Search for use by individuals, and we request that you use these files for 
person al, non-commercial purposes. 

+ Refrainfinm automated ąuerying Do not send automated querics of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a laige amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attributłonTht Goog^s "watermark" you see on each file is essential for in forming peopleabout thisproject and helping them lind 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can'l offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
anywhere in the world. Copyright infringement liabili^ can be quite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps rcaders 
discoYcr the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli icxi of this book on the web 

at |http: //books. google .com/l 



Google 



Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznydi pólkach, zanim została troskliwie zeska^ 

nowana przez Google w ramach projektu światowej bibhoteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 

dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 

dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 

dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 

długą podróż tej książki od wydawcy do bibhoteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady uźytkowEinia 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prEice takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostEu^czać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 
Prosimy również o; 

• Wykorzystywanie tych phków jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w nickomcrcyjnycti 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysylanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tlumaczeniEimi maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości telfstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny"Googłe w łsażdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowyeti 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 



Hganie prawa 

W ItEiżdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana łisiążka została uznana za część powszecłmego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób tralrtowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych lirajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej użj'wać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 
tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem [http : //books . google . comT] 







JlkaM, 



»*'? 







'ARTES SCIENTIA VERlTAtf 

I. ■ \x 



// i ^ /( / - 



i 



?i rC /Si 



7\ 



^••-/••^ ' 



lx. 












\ 






I 
I 

I 



PISHIBNNICTWO POLSKIH, 

OD CZASÓW NAJDAWNIEJSZYCH 



! ' AZ DO ROKU 1830. 



z BEKUFISÓW I UBUKÓW ZEBRAWSZY, W OBRAZIE LITEBATDB 

POŁSKli^ HISTORYCZNIE SKREŚLONYM, 

PRZEDSTAWIŁ 



TOM I. 



^ ZAWIERA: 

I \ISTi<;P DO DZ|I£ŁA, TUDZIKŻ Zl^^ROTY PIŚMIENNICTWA 1 UTERATUR' 

ZEWNĘTRZNIE AŻ DO ROKU 1650 ROZWAŻONE. 

, (z DWOMA ŁITOOBAPIAMl). 



\ 



WARSZAWA, 

Mla4«m i ^rakicw 8. ORCEŁBRINDA Kiltguia I T;pHnfo 

pny nlicy Miodaw^j Nr. 4t6. 

1851. 



891-859 



vi 



Wolno dnikowad, z warunkiem złocenia w Komitecie Cenzury, po 
wydrukowaniu, prawem przepisanej liczby egiemplarzy. 

w Warszawie dnia 6 (18) Paidnernika 1849 roku. 

Cenzor P. DubroWSkl. 



) 



f 



i^ 



ii-^2^s?>:>^i 



PRZEDMOWA. 



W 



ychodzi piąty, ale i ostatni ustęp, zrobiony do dziąjtfw 
prmiFodawstwa Słowian, na większą skalę, niz poprzedue 
ich W7danie zamierzonych, który Piśmiennictwo polakif, 
w obrazie historyi literatury przedstawione, obejmiOe. 
Obracbowawszy się z siłami potrzebnemi do wykońcsenia 
tej ciężkiej i trudnej pracy, coraz więcej przekonywam się 
o tern, ze odrębnych od głównego przedmiotu badaft czy- 
nić mi wjęcej nie podobna ; bo inaczćj odchodziłbym za- 
nadto od celu, i mogłoby nastąpić przez to, iz rozpierzcha- 
jąc swe siły, nie doszedłbym tam, gdzie sobie zamieny- 
łem, iz zstępując z gościńca na poboczne szlaki, mógłbym 
^ się minąć zgłównem przedsięwzięciem. Przewiduję więc, 

; ie juz nie wyjdzie ustęp szósty, w którym dzieje wyznań 

religijnych chrześciańskiego kościoła, ani siódmy, w któ- 
rym historya miast, przemysłu i handlu w Polsce, na Li- 
twie i Rusi, przedstawić się miała, i ze prócz osobnych 
kronik, początkowe dzieje krain polskich i ziemiopisy ich, 
? a£ do czasu podziału Polski na osobne księstwa, przez 

* Bolesława Krzywoustego r. 1139 zrobionego, (które jako 

dalszy ciąg ustępu czwartego dodatkowo do Pierwo- 
I tnych dziejów Polski i Litwy zamyślam wy dać,) obejmować 

mających, wit więcej napisać nie podobna mi będzie: zwła- 
szcza gdy fiaty ten ustęp wiele mi zajął czasu, i gdy doio 



mozołu i cięikicb trudów podjąć jeszcze przyjdzie, zanim 
się wykończy całkowicie. 

Ustęp ten, jak z toku badań mycb nad prawodawstwem 
Słowian wynikł, tak tei z dalszym icb postępem w ścisłym 
zostaje związku. Początkowo szło mi o to, bym zbadał te- 
chniczne wyrazy graw ojczystych, i nauczył się rozumieć 
wysłowienie się polskie statutcTw naszych po łacinie pisy- 
wanych; następnie szło ml o to, bym poznał, o ile pisarze 
polscy, z rzemiosła i sztuki nieprawnicy, posiadali wieda^ 
ojczystego prawa ^ nakoniec o to, bym się dowiedział, o 
ile myśl prawa, w ogóle i w szczegółach od narodu pojęta, 
przeszła w jego masśj, i w nich się upowszechniła (kształt 
rządów dawnej Polski wymagaŁ tego, ażeby każdy miesz- 
kaniec kraju, miał jakiekolwiek praw powszechnie obowię^- 
zi^ących pojęcie). Po rozwiązaniu zrobionych sobie pytań, 
Ził mi było opuścić reszty, która się sama przy śledzeniu 
prawdy nawinęła, a którą, jako przydać się na cóś użyte- 
cznego mogącą, zachowawszy w pamięci, wylałem na pa* 
pięr. . Zal, mówię, było opuścić poezyą, wymowę, i imie 
w związku z niemi zostające nauki, zwłaszcza, gdym do- 
strzegł, iz nabytą o nich wiedzę złączywszy wjedno z tern, 
co się w poprzednich zbadało dziełach, można przez to 
rzucić nowe światło na piśmiennictwo polskie, skreślić 
obraz historyi jego wierniejszy od takowegoz, przez po- 
przednich historyi rzeczonej rozwazaczy zrobiony, i tak 
nowy dać przyczynek do dziejów dawnej Polski >vewnę- 
trznych, któremi się az dotąd mniej niz zewnętrznemi u 
nas zajmowano. Com przedsięwziął, wykonałem, a wyko- 
nałem dotąd o poławę. Obecnie przedstawiam w trzech 
tomowem d^ele pierwszą część obrazu, która wizerunek 
polskiego piśmiennictwa i jego ducha (litera&rą nazwa- 



łem go, z czego się we wstępie do dzieta wytiómaczę,) ał 
do r/1650 poznać daje. Droga część, która odtąd począ- 
wszy pójdzie ai do rokn 1830, nastąpi później wtyluź to- 
mach skreślona, a mieć będzie dodatkowy, czyli siódmy, 
a może i ósmy tom, gdzie się wszystko wypowie, co i jak 
pisywano w Polsce językiem obcym, czyli ojczystym dla 
ludów, które od rzeki Odry az do Dniepru i Dźwiny, od 
morza bałtyckiego, a£ do czarnego i gór karpackich, sze- 
roko rozciągające się kraje, wespół z nami zamieszkując, 
nie pisały, lub rzadko, po polsku^ chociał język nas? jako 
panujący posiadały. 

Obecnie wychodzące dzieło dopełnia obrazu nauk i my- 
śli, o których wiadomość powziąłem, którą pojąłem, obcu- 
jąc z żywymi i umarłymi^, w miarę jak pojąć ich, zrozumieć, 
lub nawet odgadnąć zdołałem. Nie wszyscy bowiem otwar- 
cie i jasno wypowiedzieli co myślą, bądź ze ukrywali pra^^ 
wdę, bądź £e sami jasnego nie mieli jćj pojęcia. Od ręka 
1812, w którym szczęśliwy los zdarzył mi poznać się z ś. 
p. Jerzym Samuelem Bandtkie, i następnie dał mi (w latach 
1814 — 1818,) zabrać za granicą Polski znajomość z męka- 
mi, w poważnych i nadobnych naukach (poezyi i wymowie 
mianowicie, w których jui w kraju, w szkołach pijarskich 
ćwicząc się, zasmakowałem) czasu swojego najbieglejsze- 
mi, powziąłem z ich obcowania i rady to przekonanie, ze 
nauki nie do tego słuiyc powinny, aieby się ich zwolenni- 
cy niemi pieścili, lecz aieby do praktycznego iycia zastoso- 
wywać starali się, co o nich od mądrych dowiedzą się lu- 
d^, lub w starych i nowych wyczytają księgach. Tą myślą 
wiedziony usiłowałem, gdy mi od roku 1820, przyszło 
działać na polu naukowćm, nabytą Ihigwistycznycb, pra- 
wnych, historycznych i filozoficznych wiadomości wiedzę 



VIII 

zastosowywać 4o kraju ojczystego, mając przedewszyst* 
kiem praktyczną nauk użyteczność na baczeniu, i cieszytem 
się tą błogą nadzieją, ie nie padnie na skałę rzucone 
przezemnie ziarno, lecz w pulchnej obumarłszy ziemi, pa- 
ści kiełelć, zakwitnie, i wyda owoc pożądany. Ziściły aię 
juz poniekąd życzenia moje, i mam nadzieję ze się wię- 
cej ziszczą, skoro czytająca publiczność lepiej się zapozna 
z pismami poprzednio przezemnie wydanemi, dokładnfe 
się w nich rozpatrzy, zgłębi je, i wyrozumie należycie. 
Tegoż samego spodziewam się po obecnie wychodzącMk 
dziele (w którem historyą zastosowałem do literatury,) 
i mniemam, ie podana w niem o całym obszarze polskiego 
piśmiennictwa wiedza, nie do zaspokojenia samej tylko po- 
służy ciekawości, lecz zwróci uwagę aa praktyczność, 
ktdra zawsze temuż przewodniczyła piśmiennictwu, flinie, 
wyobraziciela tej myśli, gdy osądzi zapaśny w wiedzę, bo- 
gaty w pomysły, i doświadczony w tego rodzaju badaniach 
znawca dziejów, nabędzie u mnie prawa do wdzięczności, 
i stabie w rzędzie tych mężów, których uwielbiam i wyso- 
ce cenię, jako powołanych na to, by mądrą radą wspie- 
rali usiłowania pracujących z gorliwą dla publicznego do- 
bra chęcią. 



yUatem w Wanzawie w miesiącu Kwietniu 1851 r9ku. 






Ib 
I 



PISnBHNIGTWA POLSKIEGO 



C2FM I. • 



\\ 



Powody oljawiettiii Bię fAśmiemileiwa 

poi^kieso, dwoiste Jego liee 

i BOnkowo auioofcy« 



w 



ynikiem potrzeb i ducha czasu jest polskie pićmieimi- 
ctwo; walne w dawnej literaturze europejskiej, z przyczyn- 
ny nowo^aciński^j poezyi, kttfrą z siebie wysiuło; wa£ne 
w dziejach słowiańskich ludów, przez swoję.dąlnośel kie- 
runek, które brało w politycznym świecie, prowadząc na* 
ród do poznaniir samego siebie, i przekonania się o tćm, 
czćm jest, i dla czego jest (akfm ; ważne w historyi nauko- 
wości swc^skt^j, z powodu cudnie pięknćj mowy, którą se- 
bie ukśztałcfto; waine nakoniec dla ducha otyy watelskiego, 
który go oSyWiał, i dla walki ustawiczni, któtą rróinóm 
powodneniem wiódł z cudzoziemszczyzną; raz upadając pod 
przemoinym jćj wpływem, to znowu wygórowawszy nad 
nią, nietftzwatąjiąc j^j rozpościerać się na polu krajowego 
piśmieniiictwa, i tak żapobićgająt, ażeby ofbćyzna nie zade- 
rlrta swojskie cyWiHzacyi, a tein samto nie rfszcźyła ow<i- 
ctL omystowego łyiiia naroAa. Usiłowanie przeto, aieby 
obok łacińskiego polskie poirstało piśmiienaictwo, i s^abe 
iyci^ mające zarody ojezyst<j cyn^zacyl (z ust toWiem tfo 
ust przechodziły nie będąfc wytałóne ńa piśmie) ptzyjąwszy 
W siebie, trwabzy im byt zapewniło i dąfaiość do rozkrze- 



wienia i utwierdzenia tegoż piśmiennictwa głównie odtąd 
skierowana: duch który go ożywiał, i który wiodąc walkę 
z cudzoziemszczyzną, nie godził w to ażeby chińskim jakoby 
przedzielić swojską od europejskiej oświaty murem, lecz 
i owszem usiłował zjć z obcą cy wilizacyą w zgodzie, byle 
ztąd narodowość polska nie poniosła jakowego szwanku : 
myśl z takowego ścierania się przeciwnych sobie żywiołów 
wydobyta, a dająca życie dwom literaturom (polskiej i łacin- 
skiej) wzrosłym na ojczystej niwie: stosunek do nich naro- 
du i cywilizacyi jego: wszystko to, mówię, stanowi tło 
i wyrobienie obrazu , który na widok publiczny tern chę- 
tnej w ystawiam, gdy w ystąpiwszy przedemną z podobnemi 
tworami biegU w swoim kunszcie mistrzowie, uchyUli się 
następnie od przedsicwziętt\j pracy. 

Znawca rzuciwszy okiem na mój obraz, i nąjwjdatniej- 
sze na nim rozpoznawszy rysy, zapyta pewno, zkąd się 
wzięła w Polsce owa cudzoziemszczyzna, która długo, bo az 
do XIII wieku, wszechwładne nad krąjowem piśmienni- 
ctwem wykonywała panowanie? czćm się to stało, ze go 
zupełnie zagłuszyć nie mogła? kto wśród wpłjwu na nas 
łaciny, ocalił zaród piśmienności ojczystej, i pieśni, klechdy, 
tudzież przysłowia narodowe w ślimaczej, jakoby zaskle- 
piwszy skorupie, dał je Polakom, gdy się pisać po polsku 
odważyli, jako wątek do układania dzieł w ojczystym du- 
chu pomyślanych? Zapyta dalej: czy ci, którym bogaty ten 
zasób do użytkowania dano, umieli z niego korzystać; czy 
umieli całkowicie lub w części poznać swój do cudzoziem- 
szczyzny stosunek, i przekonawszy się o tem, ze ona słu- 
żyć ojczystej sprawie, anie rozkazywać jej winna, umieU ją 
tak nakierować, ażeby dla polskości posłużyła dogodnie? 



i 

; i 
■ i 



l słusznie zrobi te pytania, gdyż rzeczywiście w rysach 
temi zagadnieniami objętych tkwi wyraz przedstawionego 
na moim obrazie wizerunku. Zagadnionyrwięc, rozwięzigąc 
w ciągu tego dzieia uczynione mi pytania, zwracać będę 
uwagę na to: co łacińska literatura, wstępując na nastę 
ziemię, a następnie dając miejsce polskiej, zostawiła po m* 
bie -dobrego i złego; czem wynagrodzili jej ówcześni Pola- 
cy za to, ze oświeciwszy się przez nią, wywołali ją z poli- 
tycznego życia, tak iz odtąd w szkole tylko (zwłaszcza po 
wyparowaniu siebie z protestanckich kościołów) mogła 
swe, i to nie sama, lecz wespół z polszczyzną, dalsze wy- 
wierać panowanie; kiedy i dla jakich powodów polska lite- 
ratura objawiła się; wjakim była stanie, zanim ją na pi- 
śmie wyrażać zaczęto; jak, piśmienną zostawszy, i naprzAd 
przy pomocy łaciński^, a następnie o własnych stojąc si- 
łach rozwijała się, pielęgnowana będąc ręką polskich pisa** 
rzów; jak żyła i wzrastała z narodem, stała się oryginalną, 
i różne przeszła koleje od najdawniejszych, az do naszych 
czasów. Przedęwszystkiem prace mężów, którzy tak wiel- 
kiego dokonali dzieła krytycznie rozebrać usiłowałem, 
wzgląd szczególniej fmając na ich usposobienie naukowe, 
na dzielność gieniuszu, o ile takową przez oryginalność po«* 
roysłów swoich udowodnili w swych pismach, na koniec na 
wpływ, jaki przez swe dzieła wywarli na spółczesnych 
i potomnych. 

Polska literatura będąc naprzód ludową, narodową sta- 
ła się następnie, uszlachetniona przez nąjznakomitsiych 
pisarzów XV, XVI wieku, na jakich mogliśmy się w ówczas 
zdobyć. Długo chodziła pierwsza odrębną drogą, nieznana^ 
czyli raczej wzgardzona będąc od narodu , to jest od oby« 



6 

wateli polityczne w kraju znaczenie mnących, a hołdują 
cych łacinie wyłącznie. Zwróciwszy z czasem uwagę n 
siebie, szczególniej dla języka, {w którym tkwiła, i pieśs 
którą brzmiała, wykształciła się następnie, i npowszecbnl 
ła, czyli unarodowiła. Naleiy więc objawić co było powi 
dem owego zbliżenia się szlachty do gminu, co nakłonił 
polskie dowcipy, łe odtąd nie samej jui hołdując łacinii 
jęły się pospolitej mowy, pisywały w niej, i na wzorac 
starożytnej kształcić zaczęły ludową literaturę: tudzieS w] 
pada rozebrać, czy byli ówcześni Polacy, i o ile zdolni pc 
znać i ocenić, a tem samem zrozumieć swoją narodowoś 
i w pismach swych ją unieśmiertelnić : na koniec potrzet 
będzie wskazać, jaką ztąd korzyść odniosło nasze piśmie) 
nictwo, a przez nie naród: czy sztuka, idąc w pomoc lud<^ 
wej literaturze, historyczności jej nie zatarła śladu, prze 
szłość łącząc z teraźniejszością , pogaństwa zabytki dc 
cbrześciańskich przenosząc czasów, i tak narodowe nasze 
piśmiennictwo rozwijając. 

Duch, który w przestworze wieków kilkunastu oły« 
wiał i dotąd oiywia polską literaturę, był i jest duchen 
czasu: zarody więc piśmiennictwa naszego, i z ich wątkt 
wysnute dzieła pisarzy polskich, dokładnie poznawszy, tM 
samem odgadniemy potęgę umysłowości naszego ludb 
1 narodu. 

Stwórca wszech rzeczy otoczył świat przestrzenią wie* 
ków, której my nazwisko czasu dajemy, rozkazawszy, aże- 
by wszystko stosowało się do niego, i powolne było jegc 
duchowi, jako temu, który ludziom daje natchnienie, dl 
działania ich wywołując. Kto pojmuje ducha wieku i dzik 
ła 2 wszelką na czas oględnością, ten nie chybia celti, gAjfj 



POfftęiHiJ^ ^ ciiise«. Uioi^eiii piasąc w^duotm ^zw% Bie tyt- 
ko olu^wiąją w pismach sw^^jk^ dąlme wieku, ale oraft po* 
umć dąią; azjdi są srozwniaoł od ludzi, dia kUirycli pi3zą. 
Tak więc pi4ąiio«i||jetwo kM^A^gfi aarodu, jaat oraz wyobrar 
heniem $po8obu myśtenia czasu^ diyąe pfoznać c^a umy^ło^ 
wegp wyksz^iceaia nęSciw, naukowość sw(ue89 wieku ro^ 
prezentHiącycfa, tudzież stawiając przed oay wyrazisto 
ckreiloay pbraz siiy moralaej aarodu, pisma genius^w 
spiHfapsaych czytąjącegp, ponN^cego ją zaicb prakty^ 
aną korzyść odnieść umiejącego. 

Czarodziąjie mają tąjemae sztuki do zakliaaiia ukrywa^ 
lących aię przed icb wzrokiem duchów, i przymuszeMO ich 
do. wyznafia, coijidc w ukryciu działają. Rówaiez, ale 
ii^sze loąją 9ztuki baiacze d«iejdw, do zakliaaiia ducha^ 
ktciry porusza ^ąiysty jfiidzkie do diziaiaaia, ażeby wyznał,^ 
dla jakich przyczyn taki, a ale iassy obriit nadaje meczom. 
Bo duch ten iaacząj sobie postępHJe/aniieli óm, co strzeże 
l^ąjemnic przyrodzenia. Tamten daje ze (skutków poz«ae 
sweczyny^ a ziesztą ukirywą je ziipein«^ (en nie tai si^ 
z dziaiąnieai swąjiiĘi, wszysM^a jawołe czyni, lecz przyczyn 
ppsftcpku swojego nie wyjawia, dorozumiewać się tylka 0| 
nich każe. Wszakże jest i aa niego sposc^b; jest rcisacakft 
czaro4zig^, którą uderzoay, opowiedzieć aausi, zczefn 
aię ukrywa. Tąrdszczką są zewjiętrzne przyczyny, kt^ei 
oari^d; do piapMepiMctwa pobudziły, zmisiły go do wjjftwien 
nia^ jco dotą4. tąid: w g>tęM serca^ i co odosobniono żyjącego^ 
zetKnęio złudami odległe aiieszkĄHceiiii, aSeby podich^ 
^pi^y W^in rozwiał swą oświatę, w roziicąnym kierunku. 

0(łką4 ilucfa boski wstąpit wkąwaigMuy, ozywii eiałai 
j dai mu ucznC) i? jest człowiekiem, nauki. 



8 

i sztoki gdy z czasem pojęte, i dobrze zrozamiane zostały, 
oświeciły rozumy ludzi i naprawiły ich serca, wskazawszy 
im, czćm byli, czem są, i czem być powinni. Z pomiędzy 
wszystkich starożytnych narodów sami tylko Grecy myśl 
tę pojęli zupełnie, poznawszy z gruntu znaczenie i przezna- 
czenie wszelkich , boskich i ludzkich nauk, i przykładem 
na sobie stwierdzonym dowiedli tego, ie dobrze zrozu- 
mieli, co znaczyło owo podanie o synu Japetowym, który 
skradł niebu promień światła, i nim oświecił ród ludzki. 
Przy pomocy tej boskiej jświatłości podołali Grecy do- 
prowadzić u siebie nauki i sztuki do najwyższego stopnia 
doskonałości, które następnie przyswoiwszy sobie Rzymia- 
nie, upowszechnili je w zachodniej Europie. Tą światło- 
ścią boską mieli się tak£e następcy Rzymian, Niemcy i Sło- 
wianie oświecić, inszym wszakże aniżeli tamci sposobem. 

Niemieckie bowiem ludy, burzyciele i nąibliisi dziedzi- 
ce potęgi rzymskiej, nie poszły w Aaukach [i sztukach to- 
rem swoich poprzedników; gdy£ nie były jak Rzymianie 
wykwitną cywiiizacyą zepsute, a więc nie były usposobio- 
ne do tego , ażeby równiei łatwo jak tamci cudzą oświatą 
przesiąkły zupełnie, i wynarodowiły się. Czerstwą one na- 
rodowość mając, na j^ sile raczćj polegać, i swoje, grube 
wprawdzie, ale rozpustą nieskażone , obyczaje i zwyczaje 
pielęgnować wolały, aniżeli przelać się w bryłę zbytkami 
w)'cieńczonych , i od siebie podbitych narodów. Długo 
wszakże byliby musieli czekać Niemcy na to, aż się ich cy- 
wiiizacyą oddzielnym i właściwym sobie rozwinie sposo« 
bem, jak to niegdyś miało miejsce w starożytnej Grecyi 
która szczęśliwym traton wzniósłszy się w cywilizacyi w} 
żćj Md inne ludy, odstrychnęła się od nich pod względf 



9 

Oświaty, no wq, oryginaJną, stworzyła sobie, i przez to wła- 
śnie narody, od którjch się niegdyś była wkurzyła sama, 
przyciągnąwszy do siebie, własnych sw}xh mistrzów stała 
się nauczycielką. Podobieństwa do prawdy nie masz nawet^ 
ażeby za czasów cbrześciaństwa mogło było u Niemców 
podobne o ddzielenie się nastąpić , gdy objawiona przez 
Chrjstusa wiara zbliżając do siebie wszystkie, wszelkiego 
języka i obyczajów ludy, stawiała ich w konieczności bra- 
tania się i łączenia w jedno ciało. Musiały przeto rzeczy 
wziąć obrót nowy, musiały mocm'ejsze siły zetrzćć się ze 
słabszemi, musiały pierwsze dodać drugim mocy, a mimo 
wiedzy i woli swej ulegając oświacie podbitego przez siebie 
Rzymu,dogorywąiące światło starożytnego świata rozżarzyć 
na Watykani e, i tak z kagańca mdło przyświecającego no- 
we wyprowadzić światło, któreby gorejąc jasno, długo- 
trwałe ognisko nowej europejskiej oświaty zapaliło, szero- 
kim płomieniem ząjąwszy się w sercach barbarzyńskich 
ludów. 

Dziwnie dopomogło rozszerzeniu się tego światła, ze- 
tknięcie się Niemców na wschodzie ze Słowianami, na za- 
chodzie zaś i na południu z celtyckiemi ludami, uczestnika- 
mi rzymskiej oświaty, ze wszystkich europejskich narodów 
nąjwcześniejszemi; które tułając się po gruzach wielowła- 
dnego niegdyś Rzymu, przypominały znikomość człowie- 
czej potęgi. To starcie się różnorodnych plemion, zetknię- 
cie się z sobą nowych myśli, wydobycie się z serc ludzi no- 
wych uczuć, w zamęt ówczesny świat wprawiło, a człowie- 
czy naród ciekawością nabawiło; co się też nowego z tęj 
mieszaniny wykłuje? Czas okazał, że z tego zamętu, cię- 
żarnego sprzecznemi nasionami, nie same rodzić się miały 

FIBMKN. rOI.8. T. I. 2 



10 

potwory, ale ze wydobywać się musiały i ^rody nową 
oświaty, w sztukach pięknych, a następnie w naukach obja 
wić się mąjącói* Muzyka nowa powstała naprzód, która d» 
tąd pod nazwiskiem niemieckiej i liiszpańskićj za oryginalitf 
uchodzi. Następnie sztuka malarska objawiła się z tamt^ 
i z tćj strony Alpów, przybrawszy odrębny od bizanckią 
charakter. Nakoniec z Saracenami toczone boje przywoła 
ły do życia umilkłe juz w giermańskich lasach Bardów pie 
nia, które połączywszy się z piosnkami Trubadurów, ofau 
dziły za Pireneami długo uśpioną poezyą mauro^hiszpań 
ską (romance). Te posępne i czułe pienia urokiem swoin 
orzekła następnie literatura starożytna, a natchnąwszy je 
sztuką, stworzyła nowy rodzaj poezyi, który się odezw® 
w sonetach, tudzież w epicznym włoskich poetów wierszu 
Nie dostawało jeszcze smętnej dumki , któraby przyjęti 
w poczet nowo-europejskich pieni, uzupełniła wieniec rO' 
mantycznej poezyi. Lecz i ta, posiadając już wi:a8ną, różni 
od niemieckiej i hiszpańskiej, muzykę, miała z czasem po- 
łączyć się ze swojemi siostrami, błąkając się długo po nie* 
zmierzonych okiem obszarach słowiańskiej ziemicy, i pta* 
cząc nad spustoszeniem roznoszonym po niąj przez ocięŻA* 
łego Niemca, i hyżego w biegu Tatarzyna. 

'Okoliczności nastroiły nasz język do zanucenia tej Anmt 
ki. Nie lud wszakże, ale szlachta zaśpiewała ją zachodowi 
Było to owego czasu, kiedy zebrani do Konstancyi ducha- 
wtti i świeccy panowie naradzali się nad tern, jakby odwró*^ 
cić od rzymsko-katolickiego kośdoła złe, które się do itfegc 
wkradło z powodu rozwolnionych obyczajów. Nie poli^ 
wszakże^ szlachta smutną tę dumkę zanuciła pierwsza: po^ 
wtórzyła ją tylko za czeską, sierdzącą się na Rzym za te, 



1* 

ie Janowi Hussowi wtorujĄceinu Wikl^owej nucie, kazał 
r. UtS zg4neć M stosie, mimo prsedstawleii (1), jakie 
przeciwko Mmtt ctyniH , żebrani na sobdr konstancyjski 
C^eM i Polacy. Wyfcońano rotkaz kościoła, ale bezsknte - 
ctnie. Bo tbocłaS ogieA strawił cktło czeskiego męża, my- 
śM jego poireć nie nWgł. Z ni*j to, jakoby z puszki Pan- 
dory, wyleciały rdjfe rozlitziłych o kościełe mniemań, a te 
zrodziwszy nowe pomysły o naukach i towarzysklem łyciu 
naroddw, szczęście jednym,- meszczęście drugim przjuiośły 
lud^m. Sama tylko nad2i(f^a osiadi^zy na dnie naczyniaf, nie 
wyszła na świat, d/ijąc rodowi człowieczemu tę otuchę, 
le skoro głosem Hussa wywołany pi^otestantyzra wyśpiewa 
swoje piosenkę, a pobudzone pi-zezeń namiętności ucichną, 
wtedy światło wydarte niebu wydobywszy się z pod thtau- 
ry zakrywając^ mu boskie lice, odsłoni prawdę ludziom, 
rozsprzęzony porządek towarzyskiego życia we właściwe 
karby znowu wprowadzi, i w miejsce smutnej słowiańskiej 
dumki €<iś wesołego zanuci. Nitmieckie ludy niektóre po- 
dołały utrzymać się przy protestantyzjmie, u Słowian zwich- 
nięty on został. Za przyczyną w tez tropy idący skutek 
to sprawił, ze u pierwszych miała praezeń Y^inieść się 
oświata i długo utrzyma^ć, u drugich wysoko podskoczyć, 
a niżko, lecz nie na zawsze upaśf . 

Kiedy po ukończeniu wojen krzyżowych, a następnie 
po ustąpieniu Tatarów za Dniepr, a Saracenów za Herkule- 
so we słupy, w blizkie stosunki nie wchodząc już Europa zą 
Wschodem , całą baczność bezpieczme zwracać na siebi<^ 

(1) DwutygfO&ilk Btemckf, Kraków 1844, niimier 5, sir. 148. 
Palacki Gesch. Ton Khmen 111, SffT nstim: 



12 

mogła, nasiona rzymskiej oświaty, zostawione na włoskiąj 
ziemi, poruszać się, i bujnie wzrastać poczęły. Zdrów emi so- 
kami zasiliło je chrześciaństwo (romantyzm), a to sprawi- 
ło, ze starożytnej oświaty ziarno na niwie nowo uprawnej 
wzrósłszy, wyrodziło się na lepsze, i stworzyło chrze- 
ściańsko-eurppejskie piśmiennictwo, które wyłącznie i ro- 
dowicie w XV juz wieku tak dalece rozwinęło się i u nas, 
ze odtąd mogło poniekąd stać o siłach własnych (1). Wło- 
ska literatura odurzyła, i niemal zaślepiła blaskiem piękno- 
ści swojej, zdumiałe na widok takiego cudu oczy Europej- 
czyków; sprawiła, ze język i literatura włoska stała się 
dworską, i źe uszlachetniona pracami hesperyjskich gie- 
niuszów dawna pros tacza mowa italskiego ludu (ii voIga- 
re) (2), stała się środkiem objawienia nowych pomysłów 
poezyi romantycznej. Ta poezya miała natchnąć nowem 
życiem samą nawet literaturę starożytnego Rzymu, nauczyć 
europejskie ludy lepiej ją rozumieć, i w niej smakować, a 
nawet , dziwnym zbiegiem okoliczności , nauczyć samychze 

(1) Inaczej sądzi P. Jocher we wstępie, VI przyp! do pierwszego 
tomu obrazu biSliograficzno-historycznego w rozprawie literatura 
i filologia staroiytna. 

(2) Rozumiem przez to język czyli języki ludów italskich, oprócz 
łacińskiego (uim naprzód Lacyum mówiło, następnie używał go 
Rzym), mające rozliczne narzecza. Te narzecza następnie w tym sto- 
sunku się do niego (łacińskiego) miały, w jakim łaciński do rzym« 
skićj literatury zostawał w wiekach średnicli. W ciągu tego dzieła, 
często się na ten szczegół powoływać będę. O językach italskich 
ludów badania rozpoczął obecnie Teodor Mommsen^ w dziele: Die 
unteritalischen Dialekte Leip%ig 1850. Zabytki języków ftych 
zebrał i granice Ich na mappie etnograficznej wskazał. KUkanas'cie 
narachowałna rzeczy, i osobnemi Je kolorami odznaczył. 



13 

Bizantyńcdw , jak starożytną grecką literaturę pojmować, 
i z niej należycie korzystać mają. Dante, Petrarka, Ariost 
i Tasso, tatwo mogli u Włochów nowy rodzaj poezyi stwo- 
rzyć , bo ogładziwszy i dworiuącym uczyniwszy ów pro- 
staczy gminu swojego język, potrzebowali tylko ze staro- 
żytnej literatury pożyczaną krasą przyodziać romantyzm, 
ażeby z rozmaitych płatków utkana nowa poezya równieS 
zdumiewała, jak dziwacznie klejona, a wspaniałością swoją 
zdumiewająca budowa gotycka. 

Bez względu na to , ze pienia te zanucili spółrodacy 
Papiezów, rzuciła się do nich zhussyciała, a następnie zpro- 
testanciała szlachta polska, i właśnie ów największy prze- 
ciwnik Rzymu podchwytąjąc jednem uchem Włochów, dru- 
gim śpiewność polskich piosnek podsłuchując, pierwszym 
był, co chciwymi swych ziomków na poezyą uczynił wło- 
ską B}iić juz wprawdzie przed nim znakomici wieszczowie, 
a o tyle od niego znakomitsi, ze porównany z nuni Mikołaj 
Rej powinienby się nazywać wierszokletą (Dantem nazwał 
go wszakże Trzycieski): atoli lepiej do serca ówczesnych 
Polaków przemówiły jego chropowate wiersze, nii gładkie 
ich i wymuskane rymy. Bo on w duchu czasu, a oni w du- 
chu Rzymu śpiewali; bo on po narodowemu strojny wziął 
do ręki lutnię, a oni w pożyczaną od cudzoziemców suknią 
przyodziani, dżwięaeli i jęczeli nad uchem Polaków tyle- 
kroć juz słyszaną im piosnką. Zebrała się około rubaszne- 
go szlachcica chmara pismaków , zaczęła śpiewać podług 
nuty jego gędżby, ale ich mało kto słuchał. Az przyszedł 
Jan Kochanowski i uderzył w strony powszechnie przed 
Rejem brzmiącej relig^nąj liry, a chociaż po cudzoziemska 
zanuciły trafił 4o serca, bo wszystkich oczarował urokiem 



14 

cudnej mowy. OAtąd koleją występowali na widok polskie- 
go piśmiennictwa piewcy i mówcy, i podobał się kaSdy, 
kto tak mówił, jak Mikołaj, a śpiewał jak Jan; kto wylewał 
na papier słówka, stosowne do polotu myśli narodu i ogła- 
dy jego jęiyka; kto w duchu Reja przemówił do przeko- 
nania jednjm, a w duchu Kochanowskiego do serca trafił 
drugim: czyli, kto do protestantyzmem przesiąkłej szlachty 
po słowiaAsku, a do tej co rzymsko-katolickiego trzymała 
się kościoła, po włosku zaśpiewał; kto temu lub owemu 
stronnictwu przypadł do smaku, chociaiby tez nie należał 
do niego, lecz , że się tak wyrażę, sam sobie był stronni- 
ctwem. 

Należy o tem wiedzieć, że czeska piosnka narobiła 
w Polsce wiele wrzawy, sprawwszy: że niedawno co obja- 
wionemu , i w wyższych warsztwach polskiego obywatel- 
stwa osiadłemu piśmiennictwu, zagłada grozić zaczęła od 
tych właśnie, którzy go przy końcu Xin wieku hojną 
wsparli ręką ; że szkoła główna Krakowska świeżo przez 
Władysława Jagiełłę zbudowana, wstrzęsła się i ku upad- 
kowi nachylać się poczęła, a promień oświaty narodowćj, 
który przedtóm dziwną losów koleją między cudzoziem- 
szczyzną, a swojszczyzną migotał , teraz zaś szczęśliwych 
okoliczności zbiegiem w mocnym kagańcu osadzony dla sa- 
mej tylko polskiej literatury jasnem światłem błyskotać 
zaczął, że ten, mówię, promień bledniał odtąd i gasł wido- 
cznie ; że prawa krajowe , przed kilkudziesiąt laty w po- 
rządny zbiór przywiedzione, w zamęt przywilejów napo- 
wrót wpadały, czyli zwyczajom samopas chodzącym miej- 
sca znowu ustępowały ; że królewska władza w zasadac' 
swydi dzielnością Władysława Łokietka jakkolwiek ust 



15 

łona, chwiaia się i siabła, kołalana i rozrywana będąc, juz 
nie poiityczneiai tylko jak dotąd, lecz i rel^gnemi stronni- 
ctwami; ze gdy rzymsko-katolickie duchowieństw o szukało 
sposobów,! jakby zaradzić ziemu, i namówiło do tego z wiel- 
kiem dla kraju nieszczęściem Monarcbę, ii mniemanych na 
to złe lekarzów przyjął do kraju, ci, (Jezuitów przez to ro- 
zumiem), wszystko do reszty zakłóciwszy, przywiedli o 
zgubę ośmatę polską. Okoliczności te, brzenueniem niesz- 
część ciężarne, należy na jaw stopniowo wywieść, inaczej 
bowiem nie rozumielibyśmy kolei , przez które piśmienni- 
ctwo przechodziło krajowe. 

Od Łaby ai do ujścia Dniepru w Czarne morze, od 
brzegów Niemieckiego oceanu i Bałtyku, az po śnieżysty 
Bałkan i krańce JUiryku, w błogiem otrętwieniu (bo nawy- 
kłe do znoszenia cierpliwie ucisku i nędzy) mieszkając po 
obu stronacb Karpat samorodne pokolenia słowiańskie, a 
ponad Wisłą, Dnieprem, Odrą i Łabą, zwłaszcza tam, gdzie 
szerszem płynęły korytem te rzeki, również i ponad brze- 
gami rzeczonych mórz pomieszane z różnoplemiennemi lu- 
dami wespół żyjąc, mogłyby się były wcześnie oświecić od 
strony sąsiedniej im Grecyi, gdyby ich był od północy, za- 
chodu i wschodu nie naciskał napływ barbarzyńskich lu- 
dów; gdyby im był przez różnorodną swą cywilizacyą nie 
mieszał pojęć, gdyby mdławo przyświecającego im świateł- 
ka nie gasił był grubćm barbarzyństwem. Bo od niepamię- 
tnych czasów styczność mieli Grecy z krajami przez Sło- 
wian zamieszkiwauemi, i swoje do nich wnosili cywilizacyą. 
Czytamy u łlerodota (przypomioam że pisał po r. 444 przed 
Chr.), ze mieszkańcy Tracyi wydawali swe córki za Gre- 
ków , że Tesalczykowie żenili się w bogatym u Koryntyan 



16 

Bacbydtfw rodzie (1). Ś. Jan Złotousty, za panowania Cesarza 
rzymskiego Dtfmicyana (w pierw, po Chr. wieku), do Scytów 
na wygnanie skazany, miewał w mieście Oibii (stało w o- 
kolicach dzisiejszej Odessy) rozmowy ze Scyta o duchu 
poezyi Homera (2). Znali Grecy i póinoc , przybywszy na 
początku czwartego przed Chr. wieku na okręcie po bur-' 
sztyn w okolice dzisiejszego Gdańska lub Królewca wysła- 
nym, i nie bez tego, ażeby tu śladów swojej cy wilizacyi nie 
zostawili po sobie (3). To od strony Grecyi na Słowian 
spadające światło, odbijając się szczególniej w duchowem 
życiu zakarpackich ludów (literatura ludowa, o którćj 
w pierwszym zaraz powie się zwrocie, daje dowód na to), 
przedzierało się przez śnieżyste Tatry, i na tak później 
(w XIII wieku) nazywaną Małąpolskę,- boskie swe rzucało 
promienie. 

Lecz gasiło je padające na Słowian od zachodnio i wscho- 
dnio-północnej Europy strony barbarzyństwo niemieckich, 
litewskich, scytyjskich i sarmackich ludów. Z dwoma pier- 
wszemi pomieszani Słowianie, należeli do tak zwanej ger 

(1) Herod. Y. 92 VI 39. Wedłng świadectwa Jego urodził się 
sławny w dziejach starożytnego świata Temistokles z takowego mał- 
żeństwa, mając matką HegezypOę, córkę Olora królika Traków. 

(2) Dionis Chrysostomi orationes, Łutetiae 1604. 437 oratio LXXX. 

(3) Na to dałem dowód tr pienootnych dziejach Polski i U* 
łwi/y tudzież w Rocznikach i kronikach Polski i Ulwy. najdaw- 
niejs%ych (są tu dwie rozprawy pod napisami: Roczniki i kronika 
Polski przedlechickiśj^ Roczniki i kronika Lechów i Lechif) wy- 
danych w Warsz. 1846. 1850 roku, do których czytelnika odsyłając, 
będę mu tylko przywodził świadectwa późniój wynalezione, czyli nie 
znajdające się tamie. 



17 

mańskićj, czyli róznoplemiennćj rzeszy, krańce panowania 
swego po rzekę Wisłę, az do władania w tych stronach Go« 
tdw (w przestworze końca pierwszego, a początku piątego 
po Chr. wieku) rozciągającej. Zmieszani z dwoma drugimi, 
nosili nazwę władzców swoich, Scytami , Sarmatami nazy- 
wając się. Mianowicie tez mieszkający między Dnieprem a 
Wisłą, nazwisko to nosili za czasu istnienia germańskiej 
rzeszy, od Swewów az do drugiej połowy pierwszego po 
Chr. wieku, naczelnie rządzonej. Gdy się rozprzęgła ta 
rzesza, posunęli Sarmatowie dalćj za rzekę Wisłę panowa- 
nie swoje, ai wreszcie Wandalowie i Gotowie zniweczyli ich 
władzę, i w piątym po Chr. wieku swoje znowu przez Hu- 
ndw zniweczoną ujrzeii (1) drudzy. W tym róinych nad 
Dnieprem, Wisłą, Odrą rŁabą rozpostartych rządów zamę- 
cie, nie wyginął pierwotny krajów tych mieszkaniec, prze- 
chowywał przybrane sobie od połoienia miejsc nazwisko, 
język i zwyczaje swe utrzymywał przy życiu, cierpliwie 
czekając czasu, w którymby na wolność wyszedłszy, mógł 
się po swojemu nazywać i rządzić, dać polot myśli, i ojczy- 
stą, róinorodnem barbarzyństwem zeszpeconą cywilizacyą, 
kształcić po narodowemu, oddziaływając tak, co cudzo- 
ziemszczyzna szkodliwie zdziałała. Stało się to w szóstym 
po Chr. wieku, bo wtedy za sprawą* wyższego obywatel- 
stwa swego, od lechy, czyli posiadanćj majętności ziem- 
skiej Lechami, Lachami, Lechitami zwanego, powstały mię- 
dzy Odrą a Wisłą, morzem baltyckićm a karpackiemi góra- 

(1) Co Rzymianie Germanią^ to Adam Bremeóski, (umarł po 
r. 1076), Siowiań8zc%y%ną nazywa. Tenże Swewów sąsiadami 
Sarmatów i Słowian być mieni, i znowu Słowian scytyjskim nazywa 
ludem, uPertz IX. 283, 285, 305, 311. 

riŚMIBtl. FOU. T. I. ^ 



18 

Mil drobne rózBych nazwisk powszechnie (rzeczpo^olite) 
i księstwa^ jednego języka a róinych narzeczy,, dwojakiego 
cyrylflkiego a łacińskiego pisma, używające; duchem tchną- 
ce jednym, a różne zwyczaje w politycznych i domowych 
zachowujące stosunkach; jedne), bo katolicką wiarę, we- 
dług dwóch, słowiańskiego i łacińskiego "obrządku, wy- 
snowąjące. Zgoła stan polityczny, domowy, duchowy, reli- 
gyny krajów, z których w IX wieku, Lechitów obaliwszy 
rządy, utworzyli Piastowie nowe państwo, Polską (1) 
w DL X. Xl. stoleciu szczegółowo i ogólnie nazywane, po- 
dobny był do dzisiejszej ośmdziesięcio blizko milionowej 
Słowiańszczyzny. 

Rozpoczęli Piastowie ujednostajnienie cywilizacyi pol- 
skiej « od reorganizacy i kraju, wreligynym naprzód, a nastę- 
pnie w politycznym względzie, co z trudnością przychodzi- 
ło. Chrześciaństwo bowiem pierwotne, z katolickiej Grecyi 
pierwiastkowo wyszłe, a przez Papiezów w obrzędzie swo- 
im zatwierdzone, przykro snadź było porzucić, do dawnych 
z Grecyą stosunków tradycyjnie nawykłym Małopolanom. 
Lgnęli więc do pisma tyrylskiego, i używać go nie prze- 
staU, a nawet gdy łacińskie z czasem zaczęli kreślić zgło- 
ski, pisywali je według wymawiania cyrylskiego alfabetu 
w XV jeszcze wieku, (co w następnym tego dzieła okaże- 
my tomie). Pod jeden tez polityczny kształt rządu dobro- 
wolnie przywieść od Łachów pochodzące, czyli polityczną 
swoją towarzyskość wywodzące ludy, nie udało się, i mocą 
oręża zdobywać musieli Piastowie Łęczan nadłabańskich, 

(1) Pierwotne dzieje 12. Roczniki 1 kroniki a mianowicie R 
c%niki I kronika Lechów i Lechii 101 nstpn. 



10 

czyli Łuiycan, tudiiei PoniorK«ii6w. Za polotem myili 
BzeiH język, i gdy uą do pisana wzi^i Wielkopolanie i Ma- 
zowszaaie, robili w wiasnem narzeczu przekłady z innych 
językdw. Usilność atoli krakowskich dmkarń (od r. 1500, 
a bardziej od r. 1608, lub co pewniejsza od 1514, poczęto 
drukować całkowicie po polsku), i gienialne dzieła po^ 
skich pisarzy sprawiły, ze ZMiłopolskie narzecze wzięło 
górę nad innemi. Natchnąć jednym polską cy wilizacyą du- 
chem wzięło M siebie duchowieństwo; by polityczne sto- 
sunki statutem praw ujednostajnić, królowie się tego pod- 
jęli: oboje udało się wyśmienicie. Atoli pierwsze tylko 
uwiecznić się mogło : drugie popadło w dawny zamęt juł 
na początku XVI wieku. 

Nacierające na Polskę od zachodnio-północnej Europy 
barbarzyistwo, zrobiło wielki zamęt w pojęciach i ducho- 
wem życiu narodu, czego ślad mocny pozostał wklech- 
dacb, jak się o tem niżej fpowie. Wpływ łaciny i niemczy- 
zny, przy tak ścisłych, jakie nueliśray z Rzymem i niemie- 
ckiem cesarstwem stosunkach, działając silnie, sprawił ze 
polski język upadał, party będąc wpływem cudzoziemszczy- 
zny. Wśród wielkiej jaka panowała ciemnoty, łatwo się 
mogły wciskać do Wielkopolski powstałe na zachodzie re- 
ligijne mniemania, czem się głównie Biczowników i Begi- 
nów (społeczeństwo braterską wyobrażające miłość) od- 
znaczyła sekta. Lecz ową za szkodliwą uznawszy (r. 1261 
miała głównie między gminem wielu zwolenników) wytę- 
piła wkrótce} duchowna i świecka władza : druga znalazł- 
szy z początku dobre u duchowieństwa wzięcie* dozMwa- 
ła wsparcia se stroAy Biskupów właśnie w tym samym cza^^ 



20 

sie, czyli w 1285 roku, (1) w którym, zebrawszy się do 
Łęczycy na syaod prowincyonalDy, Biskupi polscy pod prze- 
wodnictwem Arcybiskupa gnieźnieńskiego, wznowili da- 
wne, przez Arcybiskupa Fulkona r. 1233, zapadłe posta- 
nowienie, nakazi^ące: ażeby każdy Pleban utrzymywał 
przy parafii szkołę, a w niej nie sadzał na nauczycieli Niem- 
ców tych, którzyby języka polskiego nie posiadali, i w nim 
pisarzów wykładać uczniom nie umieli. Co ponowił r. 1357 
na synodzie kaliskim Jarosław zBogoryi, gnieźnieński Ar- 
cybiskup, z tym do owych ustaw zrobionym przez siebie 
wstępem, »ze dla zachowania i doskonalenia polskiego ję- 
zyka, winny być przy kościołach katedralnych, po klaszto- 
rach i po innych [miejscach, ustanowione szkoły, a w nich 
powinni być pomieszczani nauczyciele tacy, którzyby do- 
brze język polski posiadając, dzieła pisarzów wykładali 
uczniom po polsku (2)." Słowo wyrzeczone przez czcigo- 
dnych arcypasterzy, chodzi w parze z ich czynem; skoro 

(1) Uskarża się przed Papieżem Tomasz wrocławski Biskup na 
Henryka księcia szląskiego, ze brictwo Beginek, wysługujących się 
Dominikanom, wypędził z ich własnych mieszkań, i takowe żołnie- 
rzami swemi osadził: Religiosas feminas gue apud nos Beghine 
dicuntuTy coiwentui fratrum Predicatorum in Wrati%lawia de^ 
sertietites in licitis et honestis^ idem dux de propriis ipsarum 
domibus per satellites suos ejecit, Stenzel Urknnden zur Gesch. 
des Btsthoms Breslau. Porównaj 146. Ztąd dopełnić P. Łukasze- 
wkza o kościołach brud c%eskieh 5. nstpn. 

(2) R. 1233. Hem siaiuimuSy ui omnes ecciesiarum reeiore^ 
seu piebani per wUtfersam dioecesim polonicae geniis consUtuU 
pro honore suarum ecciesiarum et ad laudem daminicam habo-^ 
ant scholas per ttceniiam dominicam statutas, non ponant teu' 



21 

bowiem ci raz przemówili za językiem pobkim, wnet za- 
częli duchowni wydawać pisma w tymże jętyku, juz to tto- 
macząc psalmy i pismo święte starego i aowego zakonu, 
juz układając pieśni nabożnej treści, co po większo części 
zczeskiego az do r. 1450 wyłącznie, odtąd zaś kiedy nie- 
kiedy tylko tłomaczyli. 

Duchowieństwu ^tez winniśmy założenie uniwersytetu 
w Krakowie. Ono albowiem władnąc sercem Królowej Ja- 
dwigi, namówiło ją do wzniesienia powszechni nauk w sto- 
licy swego państwa, wykonywając wolę Kazimirza W. 
który toź samo uczynić zamierzał, ale zaskoczony śmier- 
cią zamiaru swojego spełnić nie mógł. Gdy i Królowa przed 
wykonaniem przedsięwzięcia przeniosła się do wieczności, 

tonicam gentemad regenduin ipsag, nisi sint polotiica lingua 
ad aucłeres exponendos pueris in latinutn polonice infarmati^ 
I dal^j : statuimus insuper ad conserwationem et pramoiionem 
łinguae polonicae: in singulis locis eccłesiarum cathedralium 
et cotwentualium et aliis gtdbuscungtte locis non ponantur re- 
ctores scholarum, nisi linguam polonicom pcprie icianł et pot' 
sint pueris auctores ewponere in polonica lingua. Przepisałem 
r. 1842, z rękopisu wbibli. Załuskich w St. Petersburgu przechowy- 
wanego, który ma taki świeżo zrobiony napis: ,,Constitutiones Eccle* 
siarum Poloniae a Domino Jaroslao de Bogoria/' Dal^ napis tenże 
opićwa: „Codex (Iste) autographjis, Augustl 11. Regis temporibus, 
a Sueciae militiae Ductore eradito, aliis cm spolils iScclesiasticis ic 
Ittertrlis Upsalam Suecorum Atkeuas dOYectus, ibiąue auno Salutis 
1741 (rzymską) a doctissimo Comite Josepho Aodrea Zaluscio, Su- 
premo tunc Ręgni Poloolae Referendario recuperatus." Pod koniec 
atol, iz tak powiem, hlstorya ustawy w Jak najkrótszym rysie, o czćm 
porównąf artykuł w BibL War. r. 1851. L 91. nstpn. pod napisem i> £/a- 
wnych statutach synodalnych polskich i t. d. Uwagę zwracam na 



32 

prtywiddł go do skytka owdowiały po niej Jagieło (1), 
zwłaszcza gdy umierająca prosiła go o to monarchiai. LeesL, 
zwyczajną rzeczy Koleją, stało się, ii zamiar, jaki miało 
duchowieństwo, królowę aa ów zakład namawiając, po- 
szedł opacznie; bo uniwersytet zamiast przeszkodzić sze- 
rzeniu wkradających się z sąsiednich Czech do Polski Wi> 
kiefa, a następnie Hussa o kościelności mniemań, dopo- 
mógł im owszem do upowszechnienia się w Krakowie, 
(zkąd się one po Małopolsce i Rusi rozchodziły, gdy prze* 
ciwoie do Mazowsza i Litwy z Wielkopolski dostawały się); 
a dopomógł, za sprawą samegoi duchowieństwa, które dcK 
bro wolnie nastręczyło do tego sposobność, ażeby się pol- 
skość bliżej zapoznała z czesczyzną, aieby umysłowość na- 
sza z czeską się naukowo pobratawszy, zaczęła się poro- 
zumiewać wzajemnie i we względzie kościelności. Polskie 
bowiem duchowieństwo, właśnie przez tłomaczenie z cze- 
skiego na język polski, pokazawszy Polakom drogę do 
wyszukiwania i przyswojenia ojczystą) mowie pism czeskich^ 
sprawiło przez to, ie rozpościerane następnie po Czechach 

to, ze zbiór tea nie wszystkie postanowienia najdawniejsze objął, 
gdyż nie masz tu ustaw Idziego Kardynała, z czasów Bolesława Krzy* 
woiłstego. Dał^ ZA\Tacam uwagę na to, ze inny rękopis statutów sy- 
nodalnych Jarosława, który w następnym tomie dzieła tego opiszęi, 
obejmuje ustawy lakle, jakich tn nie nasz. 

(1) HlkołaJ Łasicki w kazaniu (z sptfłczesne^o rękopisu ndzleHł 
tul z niego wiatek p. Palaeki) na pogrzebie Jagieły r. 1 4S4 mfa- 
nćm, mtędzy innemi rzcfkł: lEErexerat hsuper fn cirftate Kntkoirtensl 
generale studimn, Instftuens legi theologlam, canones et artes, non 
▼ero leges, quta non legibus sed consuetudlnibus patria iOa gttbenrth 
tetnr. 



23 

w Xm, XrV wieku Waldensów tdama (1), upowszechniały 
się i wPoŁsce. Ztąd tćź poszło szybkie hussytyzfflu u nas 
rozszerzanie się, zwłaszcza gdy z czasem w saaćm jego 
gniaździe, w Pradze mówię (r. 1348 założono tamże uni- 
wersytet), napawała się hussytyzmem młodzież polska 
i litewska, kosztem Królowej Jadwigi naukę tamże pobie- 
rająca; i gdy nowo r. IdOO założony krakowski uniwer- 
sytet, w samym początku zhusyciał. Władysław bowiem 
Jagieło sprowadził r. 1410 z Pragi najsławniejszego pod 
ów czas uczonego (2) czeskiego, ażeby polską nauk po- 
wszechnie lepiej urządził, co też przywiódł do skutku 
tenże, przy pomocy zhusyciałych rodaków i Polaków (3). 
Spostrzegło swój błąd duchowieństwo, mianowicie też 
gdy się przekonało o tem, że sami krakowscy Professorp- 
wie husycko-odszczepieńcze, czeskich braci zdania rozsie- 
wać zaczęli (r. 1449 Andrzej zDobczyna Gułka); przez co 
zniechęciło się ku uniwersytetowi i ojczystej mowie, i zno- 
wu na dawną czyli łacińską drogę skierować polską usiło- 
wało naukowość, ale nadaremnie. Przyszła bowiem pol- 
skości w pomoc druga okoliczność, która nie tylko rozwia- 
niu się języka, lecz i kształtowaniu się (politycznych wyo- 
brażeń narodu, dziwnie dopomagała. Okolicznością tą było 
bUższe zapoznanie się z Rusią i Litwą, tudzież brak nau- 
kowego wykształcenia w Władysławie Jagiele. 

(1) Były one poprzednikami Wlklefctwych, osobliwie wiatach 
1381 -—ISSS, po Czechach rozpostartych mniemać. 

(i) Był nim Hieronim z Pragf , przyjaciel Hassa, który w rok po 
nim zgorzał w Konstancyi na stosie. 

(3) Łdcaszcwicz o kosc. br. czesk. 8. nstpo. PdteU Gesch. 
Ul. 157. 388. 



24 

W pierwotnych dziejach Polski i Litwy wykazałem, od* 
wieczny związek między ruskiemi i litewskiemi, a tak zwa* 
nemi łechickiemi czyli polskiemi ludami zachodzący; zwra- 
cając oraz uwagę na to, jak fudy te, dla różnych okoli* 
cznośd, róSnie się znosząc, występowały nawzajem 
z przyjaźnią lub wrogostwem dla^ siebie. Kiedy za spra- 
wą Kazimirza W. roku 1340. Ruś Czerwona (dzisiej- 
sza Ruś galicyjska), a za powództwem Władysława Jagię^ 
ły r. 1386. Litwa i reszta przeddnieprski^j Rusi połączy- 
ła się z Polską, znalazły się te kraje w dziwnym do nas 
stosunku. Obadwa uciskał rozpostarty nad sobą przez Ge- 
dymina Wielkiego księcia litewskiego (1) feudalizm, czego 
nie znała Polska ; obudwóch była cy wilizacya odmienna, a 
od polskićj wielce różna. Cywilizacya ta u Litwinów zewnę- 
trznie pogańską, wewnętrznie różnobarwną, a mianowicie 
ruską będąc, nie miała jeszcze wydatnćj cechy; gdy prze- 
ciwnie cywilizacya ruska miała ją wyrobioną na greckićm 
(wschodnio-katolickiego kościoła) wyznaniu, które głębo- 
ko w umysłowośc ruskiego narodu, i również silnie jak wy- 
znanie łacińskie (zachodnio-katolickiego kościoła) wumy- 
słowości polskiego ludu, wkorzeniło się. Obadwa kraje, 
Litwa i Ruś, mówię, nie miały przewodnika, któryby je 
teraz do cywllizacyi zachodnio-europejskiej przez Polskę 
zbliżone, mógł przewieść: łacińskiego bowiem języka, który 
głównie w ówczesnej naukowości panował, albo wcale, albo 
bardzo mało posiadał lat win i Rusin. Nadto mieli obadwa 
różne ku tej cywllizacyi usposobienie. Litwa była ku nićj 

(1) Umarł r. 184L Z wyjątkiem Czerwona, całą Ruś przed. 

dnieprską zhołdowal on Litwie. 



25 

pochopniejsza: wyjątkowo bowiem chrześciańską (greckie- 
go wyznania), a w ogóle pogańską będąc, (naczelnie bo- 
wiem rządzący Litwą Wielcy Książęta bałwochwalcami by- 
li), mogła łatwo przez przyjęcie chrztu ś. w kościele rzym- 
sko-katolickim dojść tej cywUizacyi, na obrządku i łaciń- 
skim języku opartej. Ale Ruś, odwiecznie chrześciańską, 
nie mogła porzucić wiary przodków, nie godziło się jąj 
greckiej cy wilizacyi na łacińską zamienić, zwłaszcza gdy 
(podług powszechnego ludów ówczesnych wyobrażenia) 
oświata jej chodziła z religią w parze. Pomimo więc to, zę 
miłem spoglądała okiem na skutki łacińskiej cywilizacyi, 
któremi się cieszyła Polska, musiała od niej Ruś stronić. 
Obadwa ludy wyprowadziła Polska z tak przykrego 
połoienia, w czem dopomogło jej wzrastające zamiłowanie 
ojczystej mowy, wciskające się do kraju husyckie zdania, 
myśl o łacinie czystsza, a przynajmniej nie tyle co wprzód 
pokalana, lubo tę dopiero upowszechniony po Polsce, za 
panowania Zygmunta Augusta, protestantyzm ustalił. Do 
ochrzczonego z litewskim narodem Władysława Jagieły, 
(który oprócz swojego i ruskiego języka żadnym innym, 
a łacińskim bynajmniej nie mówił), odzywała się po polsku 
na. dworze z nim obradując szlachta , przez co język nasz 
nabierał większego w polityce znaczenia. Dotąd albowiem 
kościelność tylko i sądowa izba, przystęp mu dawała do 
stosunków politycznych, a zresztą zastępowała go łacina: 
gdyiwobcej pisywać mowie krajowe prawa, przyjęty 
odwiecznie nakazywał zwyczaj ; gdyż co na publicznych 
zapadło obradach , w łacińskim języku pisywane i odczy- 
tywane być musiało; przy czńm atoli nakazywał znowu da- 
wny zwyczaj, by co w łacińskiej nie kałdemu zrozumiał^ 

A 

PIŚMIKf. rOŁS* T. z. ^ 



2« 

napisano mowie, objaśniane było po polsku, wiecującym 
Królowi i panom (i). Zwyczaj ten zmieniono teraz o tyle, 
ii ponieważ nfe umiał po łacinie Król, przeto w polskim 
języku musiano z nim rozważać na sejmach zapaść ma- 
jące postanowienia, a gdy zapadły i z mocy odwiecznie trwa* 
jącćgo prawa po łacinie pisane być musiały , przeto przyiąj- 
mniej odczytywać mu je należało po polsku. Szlachta 
słuchając Jagiełę w ruskim języku rozprawiającego i łar 
two rozumiejąc go, coraz więcej się o podobieństwie, a po* 
niekąd tożsamości obudwóch przekonywała języków. K'woli 
też jego w polskim odbywały się języku publicznie z Hu- 
sytami w akademii krakowskiej miewane rozprawy: k'woU 
jego służbę bożą w ojczystej mowie, według słowiańskiego 
obrządku, sprawowali sprowadzeni na to umyślnie z Pragi 
do Krakowa czescy zakonnicy (2), co jako rzecz nader wa- 
żną zapisał w swojćj kronice Długosz. Od języka do poli- 
tycznych przechodząc stosunków, zwracano na to uwagę 
Rusi (z Litwą nie było w tej mierze żadnej trudności), iż 
cywiiizacya łacińska da się łatwo pogodzić z ruską, byle 
umiano użyć pierwszej bez szkody drugiej; co łatwo przyj- 
dzie, skoro wydobyty z łupiny owoc obróci się na użytek, 
precz jako nieużyteczną odrzuciwszy na bok pokrywającą 
go skorupę; którą to skorupą gdy niby jest język, owocem 

(1) Za Władysława Łokietka na sejmie Chęcińskim zapadłą 
ustawę r. 1300, roztrząsnąwszy na wiecy Kazimirz W. i panowie 
r. 1343, i uznawszy Ją prawomocną, kazali spisać, 1 dodać do oMy 
te słowa: Quo guidem in»irumenia perlecto eiexposUo mUgmif 
ter (hmino regi et baromibnu mtU omnAuSy unanimUer cenienia 
im €0 rmta babeniea eigraia^ iaudateruni et approhaterunt. Pp- 
Nwaąl Bamłikieto jus potonicum 23. 

(2) Długosz, I. B. 127, 577. 



27 

zaś zawarte w nim myśli , przeto byle swolskiem, polaiucw 
lub niskiem objawioBO siowem, ukrjtego w łacińskim p^ 
śmie ducha, moie się cel osięgnąć iatwo, bez żadnego ztąd 
dla ruskiej narodowości szwanku. Tą snadź kierowani my^ 
ślą Polacy, zaczęli na ojczysty język tłomaczyć polskie 
statuta; tą Rusini wiedzeni, rozpoczęli tychże statut4^w, 
tudzież książek lekarskich po łacinie pisanych przekłady. 
Co wszystkim trafiło do przekonania, duchowieństwo wy- 
jąwszy. To albowiem przewidywało, iż w takim stanie rze* 
czy, nie będzie mogło przywieść do skutku zamierzonego 
celu, czyli że nie będzie mogło nawrócić Rusi na łono 
rzymsko-katolickiego kościoła. Przeczuwało też, iż skoro 
się z polskiemi statutami bliżej zapozna zyskana dla korony 
Ruś i Litwa , wtedy pracując w dalszym statutów tychże 
postępie, przeistoczy polityczny stan kraju, z uszczerbkiem 
duchownej władzy; co się też ziściło. Rzućmy okiem na ten 
szczegół, jest bowiem i on nader ważnym w dziejach piś** 
miennictwa polskiego. Według tradycyi , ktcirą zochował 
Nestor, a którą objaśniają tak zwane Lechitów czyli pol* 
skie przedhistoiyczne w podaniach zachowane nam dzieje, 
przenieść się miały z Uliryi nad Wisłę, parte od Wołochów 
czyli Celtów, a następnie Rzymian, słowiańskie (niektóre 
tylko rozumie się) ludy. Nad tą rzeką jedne z nich , dru- 
gie nad Dnieprem nie wiadomo kiedy osiadłszy, zastosowa- 
ły unię swoje do nazwiska przemagających już tamże gro- 
mad Łachów i Polan (1), i nazywały się Lachami, Polana- 
mi. Pierwsza nazwa była stanowa, druga ludowa; ani słychu 

(1) Pierwotne dzieje 57 nstpn. 404. Porównaj drugą rozprawę 
w Rocznikach o Lechach i LechiU 



' ■ 1 



'4 



28 

bawies w dziejach o narodzie, któryby się Łachami miano* 
wat; lecz był pod tern nazwiskiem stan ludzi znany, po 
Palące, Czechach i Germanii osiadły. Ci to Lachowie, górę 
niegdyś wziąwszy nad resztą mieszkańców nadwiślańskich 
krajów, sprawili, ze w Polsce przelało się, według Nestora, 
nuwjsko ich na Polan nadwiślańskich , podobnie jak dziś 
od nazwiska panujących im obcego pokolenia ludów, miana 
róiae noszą słowiańskie ludy, uchodząc w politycznym 
względzie pod nazwiskiem Niemców, Prusaków i t. p., we 
względzie zaś prywatnym Polakami (Polanami) nazywając 
się. Wszakże w samej tylko Polsce miano Lachów i Polan 
było jednego znaczenia, za granicą bowiem co innego zna- 
czył Lach, a co innego Polak, i dotąd mają dwoiste znacze- 
nie Jedni a drudzy u wieśniactwa serbskiego (1), lubo nie 
słusznie. Niegdyś bowiem (2) dobrze Lach od Polaka od- 
różniany bywał , gdyż pierwszy rozkazywał drugiemu , i 
tamten .do rządzącego krajem stanu , ten do ulegającego 
rządom jego, czyli do ludzi, należał: ale z czasem przypu- 
szczani drudzy do godności Lachów i szlachtą się stawszy, 
tak dalece pomieszali się razem, iż Polakiem ten co rządził, 
i ten co rządów słuchał, był nazwany . W Czechach też 
i w Germanii miano Lachów na ludowe nazwisk o nie zeszło; 
tam albowiem nie byli Lachowie tyle co u nas możni, tam 
osobny wprawdzie stan ludzi, ale nie tyle co u nas rozgałę- 
ziony stanowili : jednem słowem nie był tam lechizm tyle, 
co w Polsce upowszechniony, aczkolwiek stanowości prawa 
posiadał, czyli miał od ogólnych praw krajowych wyoso- 
bni enia. 

(1) Pierw. dz. 66, Srpsk. nar. pjesrae zebrane przez Wuka Ste- 
fanowicza wydane w Wiedniu w 3 tom. Porównaj 111. 48. 
(2) Pierw otn. dzieje 66. 



29 

K'woIi tych wyosobnień powiedzieliśmy stówko o La- 
chach, obszernie rozwiódłszy się nad nimi w pierwotnych 
dziejach Polski i Litwy, tudzież w rocznikach 1 kronikach 
Polski i Litwy najdawniejszych. K'woli im powtórzymy, co 
się tam o prawach najdawniejszych Lachom i ludziom słu- 
żących rzekło, to jest: rozmedziemy się nad tem, jak zwy- 
czajem rozwinięte, i w statucie wiślickim za sprawą Kazi- 
mirza W. r. 1347 zjednoczone szlachty i ludzi prawa, psu- 
ły się przez przywileje (1), i niegdyś równoważone będąc, 
przeważyły się pod Władysławem Jagiełą na korzyść 
szlachty, pokrzywdziwszy w tem ludzi i prawa ich zepsu- 
wszy, co napróżno usiłowali naprawić polscy Królowie, 
imię Zygmuntów noszący. 

Powszechnią polską , na równości obywatelskiej uzasa- 
dnioną, a przez starszyznę ziemską kierowaną, przez ludzi 
zaś czyli majątku nieruchomego nie posiadających, a więc 
obywatelami nie będących, podtrzymywaną (gdyż tą klassą 
ludzi, która do nabywania majątków, a więc do obywatel- 
stwa, drogę otwartą sobie miała, obywatele, że się tak wy- 
rażę, rekrutowali się), zwichnęli Lachowie ; utworzywszy 
na sposób Niemców, osobny stan uprzywilejowanych oby- 
wateli, szlachtą zwanych, odrębne prawa od reszty obywa- 
telstwa mającój, i prawa te dla swojego szlacheckiego koła 
zachowującej, nie dopuszczając do nich tych obywateli, któ- 
rzy się ich stopniowo nie dobili. Majątek nieruchomy ziem- 
ski, większy, mniejszy, stanowił te stopnie, a prawa przez 
to nabyte, polegały na rycerskiem prawie, na którem zno- 

(1) Tak od Mikołaja Łasicklego, w miejscu wyzćj wskazanym, 
nazwane leges. 



30 

w<i rtflae wspierały się szlachcie słołąoe przywileje, a ich 
zifadą był wyższy, niższy, szacunek £ycia, który tytułem 
kary opłacał zabójca, śmierć obywatelowi rycerzowi nie- 
roimyśinte zadający (1); rozmyślne albowiem zabójstwo 
karano śmiercią. Zwyczaj przyjął za prawo, ze (według 
niemieckich wyobrażeń) szlachta najbogatsza panami (Ba- 
rones) wyłącznie, tudzież łącznie z uboższą szlachtą, ry- 
cerzami różnego stopnia (milites) nazywała się (2). Zkąd 
się potworzyły klassy obywatelstwa, i nastała kastowość 
z róznemi od powszechnego prawa krajowego wyosobnie- 
niami, świeckim i duchownym osobom wyłącznie słuzącemi; 
które rozszerzając zakres przyznawanych przez Króla u- 
przywilcjowauej mniejszości narodu swobód, wtłaczało na 
barki przywilejami nieobdarzonych obywateli ciężar ziem- 
skich powinności, machinę rządu krajowego utrzymujących. 
Ztąd potworzyły się stronnictwa, z których każde odrębne, 
z dobrem kraju najczęściej niezgodne, miało widoki. Ha- 
słem tych stronnictw było osłabiać władzę Króla, ciągnąć 
do siebie, ileby się dało, korzyści z kraju, dbać o siebie 
więcej , niz o powszechne dobro. Rozsprzęzoną przez to 
monarszą władzę, starał się wzmocnić Władysław Łokietek, 
co tez uczynił, obciąwszy, ile mógł, przywileje duchownych 
i świeckich panów. Reszty miał dokonać następca jego, 
i według możności to wykonał. Spisawszy statut, i w nim 
zwyczajem rozwinięte a z duchem czasu jeszcze zgodne 

(1) Tak zwana gław8%c%y%na pojęta według zasad praw nie- 
mieckich, klony jest wykład obszerny w Rocznikach ł kronikach (re- 
jestr wskaże miejsca). 

(2) Pierwotne dzieje 235 nstpn. 



31 

prawa objąwszy, tadziei dodawszy do nich pozostawione 
stanom przywileje, i tok w ustawę ją zamieniwszy , spra* 
wił przez to, ii odtąd statutem, a nie przywilejami i zwy- 
czajami rządziła się Polska, ii jedno prawo, stuszneść 
z przywilejowością godzące, rozkazywało wszystkim, a nikt 
nadal o nowe przywileje nie miał kusi<^ się więcej. Tak 
urządziwszy ziemskie prawa, wziął się następnie Kazi- 
mirz W. i do urządzenia praw mląjskicb, kt6ryvh mało ty- 
kając wewnętrznie, czyli tak je, jak się z niemieckich praw 
stosownie do okoliczności rozwinęły, zostawiwszy, pood- 
mieniał nieco w prawach rodowych, w zobowiązaniach, te- 
stamentach i spadkach, organizacji sądowej (uczynił te 
zmiany w latach 1336—1358). Wziął nakoniec pod roz- 
wagę prawa duchowno-świeckie, o dziesięcinach zw)'czajem 
rozwinięte, lecz tylko małopolskie urządził (1359—1361), 
gdy oprócz krakowskiej, inne dyecezye bądź nie chciały, bądź 
nie miały potrzeby spisywania takowych ; zwłaszcza gdy 
i «to miały na względzie , li jeieli się dobremi owe mało- 
polsko-dyecezalne okażą być prawa, przyswoją sobie tako- 
we: co tez nastąpiło. Uspokojone w swoich prawach stany, 
nie zostawiły ich długo w całości: jui bowiem następca 
Kazimirza W. Król Ludwik dawał nowe duchownym i 
świeckim stanom przywileje, a Władysław Jagieło dawał 
ich więcej , w nowszym wszakie , czyli Kazimirzowskim 
wydiO^c je duchu. iPrzywileje bowiem te kie szły dla poje- 
dynczych osób, jak bywało niegdyś, lecz dla stanów, czyli 
kast, a dotyczyły się politycznego prawa, różne nowo, 
w duchu dawnym, uprzywilejowanemu obywatelstwu zape- 
wniając wolności. Lecz potrzeba i duch cia&u wymagał no- 
wych, dotąd nieznanych przywiUy^; o które gdy się jesz- 



82 

cze upomnieć nie śmiano, czy nie umiano, zaczęto się pod 
dawne podszywać wyobraienia , by tak dostiipić celu bez 
nadwerężenia szanowanych od narodu opinii. Chciano przy- 
wiliyu na wolność wyznania, tem bardziej, gdy Władysław 
Jagieio hassytyzmowi az dotąd sprzyjający (1), naparty 
o to będąc od duchowieństwa, WTdał w gniaździc polskiego 
hussytyzmu, czyli w Wielkopolsce, groźną przeciwko llussy- 
tom ustawę (2), i gdy przeszedł na stronę duchowieństwa, 
ktdre piosnkę o Hussie brzmiącą po Polsce usilnie starało 
się wraz z Królem przywieść do milczenia. Ci wi^c, dla któ- 
rych pieśń ta mile brzmiała, nie śmiejąc, czyli raczej nie 
wiedząc, jakby rozwinąć sztandar wolności sumnienia, sta- 
rali się o coraz nowsze wolności polityczne, mniemając , ze 
obwarowawszy się niemi, potrafią czoło stawić groźnemu 
duchowieństwu, które, osobliwie tez w Wielkopolsce, ogniem, 
mieczem i wznowioną inkwizycyą ś. (3), groziło swoim 
i świeckim hussytyzmowi sprzyjającym ludziom. Bo nie tyl- 
ko szlachta, lecz i duchowni sprzyjali nowości, z wielkiem 
zgorszeniem Biskupów , na których ciągle nalegał Papież, 
ażeby się hussyckie o kościelności wyobrażenia starali wy- 
korzeniać w swoich dyecezyach (4). Tak postępując polscy 
Biskupi sobie i rządowi gotowali zgubę, sprawiwszy takiem 
postępowaniem , ze monarchja nasza, w rzeczpospolitą się 
zamieniwszy, miała na swem czele Króla ż zawiązanemi 
rękami; który przystając na wszystko, czego iądano, przy- 

(1) Dowody na to u Łukaszew. o kość. braci czesk. 10. 

(2) W Wieluniu r. 1424, Łukasz, tamie 12. 

(3) Przeciwko biczownikom i innym sekciarzom utworzono ją 
w Wielkopolsce w xni ju£ ^vleku. 

(4) Łukasz, tamie 6 nstpn. 



33 

stać musiał i na wyjęcie świeckich obywateli od biskupiej 
władzy; skutkiem czego protestantyzm uzyskał prawo 
polskiego obywatelstwa, zwłaszcza gdy w czasie bezkró- 
lewia zrobiona na sejmie ustawa, wolność sumnieuia wszy- 
stkim zawarowała wyznaniom. Wtedy wniwecz poszły tyle 
niegdyś znaczące polskiego duchowieństwa prawa, a spro- * 
wadzeni na uleczenie złego Jezuici, zrobili to przez swój 
postępek z Rusią, ze Polska i Litwa, popadłszy w sen letur- 
giczny w XVII wieku, siebie i swoje sponiewierała piśmien- 
nictwo. 

Cóź takiego miał w sobie hussytyzm, ze się bardzo nie 
podobał Rzymowi, a podobał ludom? Czemze jest, i w ja- 
kim do niego zostaje stosunku protestantyzm? Zkądze się 
drugi wziął wPolsce\ i cóz dobrego nam, a co złego 
zrządzii? 

Trwający od niepamiętnych czasów (co raz wykażemy), 
między chrześcianami spór o wiarę i kościelność, toczył 
się w XIV wieku głównie o to: „czy chrześciaństwo w rzym- 
skim kościele wyznawane, stosuje się ściśle do zasad, jakie 
Chrystus i jego Apostołowie podali wyznawcom swej wia- 
ry? azali wczem nie zboczyło z przepisanej sobie drogi, po 
której iść nakazał mu Zbawiciel świata?" Pytania te, zaró- 
wno do nauki jak i urządzeń 'kościelnych zmierzając, go- 
dziły w spór, który się następnie między rzymskim kościo. 
łem a odstępcami od niego w nienawiść wzajemną zamieni- 
wszy, dzielił odtąd chrześciaństwo na dwa jakoby nieprzy- 
jazne sobie stronnictwa. Odpowiadając na te zapytania, 
jedni obstawali za kościołem rzymskim, twierdząc, «,źe gdy 
nim duch kieruje święty, przeto boskiego jest początku, 

MSMIEK. POLS. T. I. *^ 



34 

czegokolwiek tenie kościół uczy, i ze boskości jego nie na- 
rusza ta okoliczność, iz niektórzy wyznawcy myślą lub 
czynem błądzą niekiedy; tacy bowiem, jako duchem niepo* 
wodujący się boskim, tem samem od kościoła odpadli, 
i przez to sobie, a nie jemu zaszkodzili: gdyż kościół, mi- 
mo ich odszczepieństwa trwać na wieki będzie, a żadna moc 
piekielna potęgi jego nie złamie." Drudzy, w toz samo go- 
dząc, czynili uwagę: ze „w duchu boskim wtedy działa ko- 
ściół, gdy zgodnie z przepisami Chrystusa i uczniów jego 
stanowi; ze wtedy a kiedy indziej bynajmniej, są jego u- 
stawy boskiego początku, i jako takie obowięzują wyzna- 
wców katolickiej wiary pod utratą zbawienia." Wiklef, ro- 
dem Anglik, Professor uniwersytetu oksfordzkiego, stron- 
nik Bogumiłów sekty, powtarzając dawną piosnkę, prze- 
ciwko hierarchji kościoła i niektórym zasadom wiary nu- 
coną, stał się odszczepieńcem przez to właśnie, iz prze- 
ciwko postanowieniom o wierze (Soyfmta^ uczynionjm, po- 
wstawał. Jan Huss nie tykał wiary, oderwać się od kościo- 
ła bynajmniej nie zamyślał, pragnął jedynie tego, ażeby 
hierarchja duchowna naprawiona, obyczajów rozwolnienie 
powściągnione, i dawny zwyczaj w pierwotnym kościele 
miejsce mający, a następnie usuniony z niego, przywrócony 
został. Jęcząc w więzieniu wydał pismo, w którem obja- 
wił to zdanie: »ze dawny pierwotnego kościoła obyczaj, 
udzielania ludowi ś. eucharystyi pod obiema postaciami 
(którego się dotąd obrządek trzyma grecki), wznowiony 
być winien, dla tego, ii go Jezus Chrystus przy ostatniej 
z uczniami swemi wieczerzy, na pamiątkę swoje zachowy- 
wać kazał ; ze gdy kościół rzymski trzymał się go state- 



35 

cznie a£ do Xn wieku (1), i święcie przestrzegał tego, aże- 
by nie sami tylko kapłani, jak bywało następnie (i dziś się 
toz samo, ale w moc postanowienia soborów Konstancyeń- 
skiego i Trydenckiego utrzymuje), lecz i wierni, pod posta- 
cią chleba i wina brali kommunią ś., przeto postanowienie 
to artykułem wiary juz będące, przy wrócićby należało. " Tak 
więc ani Huss, ani jego zwolennicy odszczepieńcami od ko- 
ścioła nie byli ; co sam Papież, ale dopiero po spalenia 
Hussa, wyrzekł wespół z soborem w Bazylei następnie (r. 
1433) zebranym, pozwoliwszy między ionemi na to Cze- 
chom, ażeby ofiarę Ołtarza pod obydwoma przyjmowali po- 
staciami; co juz poprzednioY 1432 polskie duchowieństwo 
wraz z swoim arcypasterzem uznało, oświadczywszy pu- 
blicznie, i zdanie swoje ogłosiwszy na piśmie, „ze zwolen-. 
nicy Hussa bynajmniej nie są odszczepieńcami od kościoła 
katolickiego (2)." Jedna atoli odcień Hussytó w, tak zwani 
bracia czescy, ze się do postanowień soboru nie chciała we 
wszystkiem stosować, do odszczepieńców liczeną była. 
Kiedy więc odszczepieńcem nie był Huss, za róż zgorzał 
na stosie? Spalony został w skutek nieporozumienia, jakie 
zaszło między hierarchją kościoła , a krązącemi pod ów 
czas opiniami, które pod ogólną Wiklefa odszczepieńczych 

(1) Zgodnos'ć ł r()ZQOs'ć między wschodnim i zachodnim kos'clo- 
łem, z niemieckiego przez Fr. Siarczyńskiego przełożone! dodatkami 
pomnożone, wydane w Warsz. 1831. Porównaj 165. nstpn. 

(2) Takie zeznanie, według Długosza I. B. stronica 605. nstpn.^ 
nczynfll Arcybiskup gnieźnieński tudziezkujawski, poznański, chełmiń- 
ski Biskupi. Atoli Zbigniew Oleśnicki Biskup krakowski nie podzielał 
tego zdania (co w nim pochwala Długosz): należał bo>\1em do stron- 
nictwa, które połączeniu się Czech z Polską przeszkadzało usilnie. 



36 

mniemań podciągano liczbę, a z których zaledwie jedne 
i drugą, a Sądną rzeczywiście całości rzymskiego kościoła 
nieszkodliwą, Huss podzielał. Zgładzony tei został jako 
wznowiciel dawnych, obecnie z duchem hierarchicznych po- 
rząjików niezgodnych zwyczajów. Umarł nakoniec przez 
zbieg nieszczęśliwych okoliczności ; co jasno i wymownie 
świeżo opowiedział historyk czeski (1), wystawiwszy do- 
kładnie zasługi znakomitego męża, około wzniesienia pi* 
smiennictwa, narodowości, obyczajności, nie tylko wła* 
snego kraju, nic tylko Słowiańszczyzny, lecz i całej ludz- 
kości podjęte. Wszystko to czyniło Słowianom, i zesło- 
wiańszczonym ludom, drogie wspomnienie czeskiego męSa, 
gdziekolwiek imię jego doszło. 

Inszą drogą poszedł protestantyzm, poprzednik Wikle- 
fa a następca Ilussa, który dopiero po przejściu wielu nie* 
szczęść kolei, już szkodliwie, już błogo na piśmiennictwo 
polskie na przemian wpływających, trafił na koniec na tę 
drogę, na której go dziś widzimy. Różni się on od hussy- 
tyzmu tem szczególniej, że zaledwie jedno i drugie posta- 
nowienie o wierze, przez powszechne sobory zatwierdzone 
przyjąwszy, ma osobną od kościoła katolickiego (do które- 
go należąc niegdyś zerwał z nim następnie) niezawisłą hie- 
rarcbją duchowną: że przeciwko postanowieniom jego pro- 
testując (zkąd też nazwisko swoje uzyskał), czyli uchyla- 

• 

jąc się od praw, które tenże stanowi kościół, osobne two- 
rzy dla siebie postanowienia , szanowaae we wszystkich 
krajach europejskich, a mianowicie w Niemczech, gdzie mu 
pokojem westfalskim wolność ¥ryznania r. 1648 zapewnia* 

(1) Palacki Gesch. ron BOhm: 111, 152. nstpn. 



37 

no. Długo się błąkał, zanim trafił na pewną drogę. Z la- 
teranizmu i kalwinizmu wpadł w róine sekciarstwa, z któ- 
rych aryańskie obOrzało nąjwięcćj. Po ugodzie przez Pa- 
pieża w Bazylei z Czechami, jak rzekliśmy zawartej, po- 
wstał UW protestantyzm pod hasłem Lutra, Kalwina i in- 
nych sekciarzy, aź się wreszcie w zasadach tak zwanego 
kościoła anglikańskiego, w wyznaniu helweckićm i aug- 
szpurskićm zjednoczył, które dotąd wyznawa. Rozważmy, 
jak się ukształtował, i w jakich postaciach przeszedł do 
Polski. 

Główną [zasadę religii chrześcijańskiej z ewanielii ś. 
Mateusza wyczerpniętą o Trójcy ś., wiarę chrześcian w je- 
dynego Boga utwierdzającą, obwarował naprzód po- 
wszechny sobór nicejski roku 325 , potem konstantyno- 
politański roku 381, wyrzekłszy: „ze Syn Boży i Duch 
święty równi są Ojcu." Odtąd każdego z chrześcian, coby 
tej zasadzie nie hołdował, ścigano jako heretyka, jako 
odszczepieńcę od powszechnego kościoła. Znaleźli się al- 
bowiem tacy, którzy bóstwa Synowi odmawiali. Na ich 
czele stanął, nafpoczątku czwartego wieku po Chr., Ary- 
usz aleksandryjskiego kościoła w Egipcie chrześciański 
kapłan, mszcząc się przez to na kościele katolickim za to, 
iź nie jemu, iecz ś. Atanazemu oddał aleksandryjskie bi- 
skupstwo. Mniemania Aryuszowego chwycili się przed 
swoim upadkiem niemieccy Gotowie i Lombardowie, nad 
Dunajem i wLombardyi pod ów czas władnący. Przytłu- 
mioną tę, jak ją odtąd zwać zaczęto, aryańską sektę, wzno- 
wił nad Dunajem na początku XII wieku niejaki Bazyli 
z powołania lekarz, i takową między zwolennikami swemi 
upowszechnił. Byli to po większój części Bułgarowie, a 



38 

więc ludzie z pochodzenia Azyatowie, zjfzyka Słowianie, 
którzy tez słowiańską nazwę Bogumiłiiw, czyli miłosier* 
dziu bożemu (1) oddających się ludzi, iradali sobie, odrzu- 
ciwszy pismo starego zakonu (z wyjątkiem Psałterza i ksiąg 
Proroków), ewanieliom tylko i listom apostoljskim hołdu- 
jąc, tudzież dzieje apostolskie i Apokalipsę za księgi wy- 
znania swego przyjmując. Nie dawali wiary w Trójcę świę- 
tą, obrazy świętych, krzyż Zbawiciela, 1 mszą ś. odrzucili 
Mnichów nie mieli, aczkolwiek sami w mnisie stroili się su- 
knie, czci nie wyrządzali Bogarodzicy, chrztu ś. nie udzie- 
lali niemowlętom; w zmartwychwstanie , tudzież w nie- 
śmiertelność duszy po narodowemu wierzyli, i według po- 
jęci słowiańskiej mitologii duchów roje przyczepili do wyo- 
brażeń o najwyższej istocie, nabożeństwo wjęzyku ojczy- 
stym odprawo waH. Z sprawozdania, jakie o swej wierze 
złożył naczelnik tej sekty paniuącemu pod ów czas Cesa- 
rzowi [greckiemu Aleksemu Komnenowi (który go nastę- 
pnie, jako odszczepieńca kazał r. 1110 spalić), tudzież 
z rozmowy, jaką w tej mierze miał z jednym Bogumiłem, 
opisał tę sektę ze wszystkiemi szczegółami, spółczesny 
zdarzeniu temu Eutymiusz Zygadenus mnich grecki, i poto- 
mności przekazał (2). Z tego co w tej mierze podał prze- 
konywamy się, ze błędne Aryusza mniemanie z sekciarskie- 
mi dawniejszych wieków opiniami (3), tudzież z słowiań- 
sko-pogańskiemi wyobrażeniami pomieszane, zasadą były 

(1 ) Milowati^ misererl, porównaj Mikloslcza radtces ling. sloren. 
p. t. w. 

(2) Najnowsze wydanie opoiriadania tego drukiem ogłosił Giese- 
ler, EutkymU lygadeni narraiio de BifgumiUSy Oottingae 1842. 
* (3) Eutymiusz po szozególe wyraża te sekty, 1 mniemania icli 
zbija. 



39 

Bogumiłów wiary, którą oczyścić z takowy eh usiłował na- 
stępnie luterski i kalwiński protestantyzm, i dotąd usiłu* 
je. Ci to Bogumiłowie położyli} jego zasady, gdyi pierwsi 
protestowali się przeciw kościołowi katolickiemu. Przestra* 
szeni śmiercią mistrza swego, udali się jedni na wschód 
drudzy na zachód. Pierwsi na niewdzięczną trafiwszy niwę, 
Rusini bowiem do których poszli nic snadź nie chcieli wie* 
dzieć o ich mniemaniach, (jakoż po dziś nie widać sekt za* 
dnych między Małorossyanami) musieli wędrować za Dniepr, 
i tam snadź między Połowcami, Kumanami i innemi azya* 
tyckiemi pod ów czas w dzisiejszej Rossyi panującymi luda- 
mi, osiedliwszy się , dali początek sektom Małakanów, Du- 
choborców, i innym od kościoła odszczepieńcom, o których 
pierwotnem się wWielkorossyi zjawieniu, nic zgoła dokła- 
dnego nie wiemy obecnie (1). Drudzy poszedłszy na za- 
chód dostali się do Włoch, gdzie trafili na inną sektę, w do- 
linach sabaudzkich pod nazwiskiem Waidensów ukrywającą 
się. Ztąd przeszli do południowój Francyi, gdzie znowu 
inne Albingensów, Pikardytów sekty połączyły [się z nimi 
Ztąd się do Anglii dostali, gdzie Wiklefiści przyjąwszy ich 
zasady, pomnożyli je błędami nowemi. Po upadku wCze« 
chach zasad Wiklefa, nie przepadły Bogumiłów mniemania, 
wskrzesili je bowiem około r. 1517—19: Marcin Luter 
w Saksonii, tudzież Zwingli i Jan Kalwin wSzwąjcaryi, 
którzy dawną, krojem nowym odświeżoną, a z mniemań o 
czarcie (w którego istność Luter mianowicie mocną dawał 

(1) Taki jest mój domysł o początku sekciarstwa w Rossy!. Po- 
równaj zresztą Etudes sw la situalion interieure de la Russie 
par le Baron Augustę de Harthausen Hanotre 1847. w dwóch 
tomach. Mianowicie tez I. 298. nstpn. 



40 

wiarę) mało oczyszczoną naukę, tak dalece rozpostarli^ iz 
pod nazwiskiem protestantów mogli juz jawnie wystąpić r. 
1529 ich zwolennicy (1). A ponieważ protestancka nauka nie 
tak z zasadami religii chrześciauskiej, jak raczej z ustawami 
kościoła katolickiego, (aczkolwiek powszechnemi, przecież 
dziełem ludzkiem będącemi) i hierarchicznemi porządkami 
Rzymu nie zgadzała się, ponieważ głosiła, ze ona dopiero 
zwróci clirześciaństwo do wyobrażeń pierwszych wieków, 
do pojęć apostolskich, przeto znalazła dobre u wielu chrze- 
ścian przyjęcie, i szybko się upowszechniała; pomimo ze 
wnetr. 1534 Ignacy Lojola Hiszpan (w poczet śś. później 
policzony) bieg jej tamować zaczął, nowy zakon mnisi, któ- 
ry od imienia Jezusa przybrał nazwisko Jezuitów, na niego 
nasadziwszy. Lecz co Luter i Kalwin naprawił, wiarę Bo- 
gumiłów z przydatków szkodliwych oczyściwszy, to ze- 
psuł aryanizm, sekty ich po swojemu poprawionej odnowi- 
ciel. Ten przeistoczonego protestantyzmu opówiadacz, ary- 
anizm mówię, powstał w]samych Włoszech, objawiwszy 
się w osobie mnicha (zakonu ojców Franciszkanów, od któ- 
rych do Kapucynów następnie przeszedł) nazwiskiem Ochi- 
na. Mnich ów wysokie w zakonie swym sprawując godności, 
(Jenerałem był po dwakroć w kapucyńskim zakonie), za- 
czął r. 1541 głosić zd&niłi, z owćmi Bogumiłów muiema- 
niaffli zgodne, i takowe przez spółrodaka swego Lisimani- 
na takoż Franciszkanina, Bony królowej polskiej niegdyś 
spowiednika a następnie od kościoła odszczepieńcy, upo- 

(1) ArtykiU od bezimieimego podany do Jahrbucher przez Jor- 
dana wydawanych, a mający napis : Die Reformation Ut sławi- 
scAen Ursprungs, Porównaj Rok 1844. IV 147. nstpn. 



41 

wszecbDJał r. 1545—1547 w Polsce. Zdania dwóch tych 
Aryaninów podchwycił Piotr z Goniądza Podlasianin, i r, 
1556 odezwał sie z nimi na zjeździe polskich róznowiercó w, 
naukę Hussytów, Lutra i Kalwina wyłącznie dotąd wyzna- 
wających. 

Nie miano nic w Polsce (duchowieństwo i KroIa wyjąw- 
szy) przeciwko protestantyzmowi; owszem, biorąc go z po- 
czątku za hussytyzm, coś narodowego upatrywano w nim, 
z przyczyny ze zasadę jego położyli Bógumiłowie, ze Czesi 
usiłowali nadać hierarchii kościoła kierunek nowy, i przez 
poprawioną kościelność usiłowali wpłynąć na cywilizacyą 
ludów.. Nic więc dziwnego, ze się łatwo przez Czechom 
zhołdowany Szląsk dostawał hussytyzm do Polski, i na- 
przód się u Wielkopolanów usadowiwszy, wciskał do Mało- 
polski. Za jego idąc śladem, wnet się wyznanie saskie i hel- 
weckie rozszerzyło po koronie i Litwie, owe około roku 
1520 w Poznaniu przez Samuela zakonu Dominikańskiego 
kapłana, to zaś później (bo przy schyłku pierwszej poło- 
wy XrVi wieku) przez Andrzeja Prazmowśkiego Proboszcza 
przy kościele ś. Jana w Poznaniu (patrz o nim artykuł) 
rozsiewane. W tym czasie zle poszło Hussytom w Czechach. 
Po wielu przemianach losu, po różnych kolejach panują- 
cych tu monarchów, dostała się korona czeska do domu 
rakuskiego. Ferdynand I. Rakuszanin a Król czeski zaczął 
srogo prześladować dawne wyznanie, czyli raczej hussy- 
ckiego wyznania tę odcień, która się braćmi czeskiemi albo 
'Jedno tą nazywała. Kazał jej w czterdziestu dwóch dniach 
granice państwa opuścić. Wtedy to bracia czescy przybyli 
1548 da Wielkopolski, zkąd przez zabiegi Benedykta Izbiń-! 
skiego Biskupa poznańskiego, rozkazem Zygmunta I wypa- 

F18MIEN. rOŁS. T. L g 



42 

• 

rowani, przenieśli się do Albrechta Księcia pruskiego Polsltf 
bołdownika, i ztąd przez wysyłanych od siebie Ministrdw 
(tak zwano księży protestanckich w ogóle . wszystkich), aa 
Wielkopolskę wpływali. Działo się to, jak rzekliśmy, mimo 
woli Monarchy, który surowe wydawał rozkazy przeciwjco 
wszelkim nowościom w wierze, i stanowił {prawa na potę- 
pienie i okaraaie odszczepieńców od kościoła katolickiego. 
W tej nieprzycbylności ku protestantyzmowi trwali wszy^ 
scy Królowie polscy, az do Zygmunta Augusta. Z jego wstą- 
pieniem na tron (r. 1548), otworem stanęła Polska i Litwa 
dla wyznawców nowej wiary. Wtedy to zjawiła się u nas 
i owa sekta najsubtelniejszego protestantyzmu, którą ary^ 
ańską lub socyniańską zwano, z przyczyny ze przypoBiina* 
ła naukę Aryusza (1), przez kościół [katolicki w IV jus 
wieku po Chrystusie, jak powiedziałem, potępioną. Leliosz 
i Faust Socynowie rodem Włosi, którzy wdrugićj połowie 
XVI wieku do Polski przybyli, wyznanie to utwierdzili mię- 
dzy szlachtą, a nawet i duchowieństwem (2). Nie pierwsi 
oni aryanizm do nas wnieśli, albowiem z Wita Korczew* 
skiego (3) pokazuje się, ze juz przed nimi wdzierał się on 
z Prus do Polski. . . 

(1) Czemu wszakże przeczyli Aryanie utrzymiyąc, ze czystą 
Chrystusa wyznawają wiarę, i nazywali się Zwolennikami apostolski^ 
wiary. Porównaj artykuł Mo8kor%awscy, 

(2) Bielski kron. polska 600, 621. wyd. 1. 

(3) Rozmowy jego wydrukowano r. 1550. Poró>vnaj artykuły^ 
Wił Korc%ew8ki^ Walenty Smakius^ Faust Socyn. 

Uprzedzam czytelnika ze pod napisami artykułów^ będą pojedyih 
tt^ UbUograkzn^j i biograficzni^} treśei rozprawki, we' wszystkich 
tOBUicta naszego dzieła nodeszcsane. ^ ^ . 



43 

Wszystkie wyznania me tylko le nie doznawały od 
Zygmunta Aogasta prześladowania, ale nawet miały w nin 
opiekuna. Pod wpływem bowiem tego Kridla stanęło na sej« 
mie piotrkowskim r. i 562 prawo, tamujące sądy duchowne 
Biskupów, w sprawach o niestosowanie się w czymkolwiek 
do przepisów rzymsko-katolickiego kościoła (1). Przez t0 
prawo byli protestanci od natarczywości duchownej wła* 
dzy bezpieczni, i mogli się oddać swobodnie rozprawom o 
swćj wierze, które jui to z katolcikiemi, juS swoimi wspcH:- 
wyznawcami, a mianowicie Aryanami miewaU. Wszakfie 
zbierała się nad ich głowami burza, groiąca Im zgubą. 
Hezyusz Biskup warmiński sprowadził r. 1565 Jezuitów^ 
i w Brunsbergu wspaniałe załoiył im kolegium: zkąd Wa- 
leryan Protaszewicz Biskup wileński wezwał ich na Litwę 
i osadził w Wilnie 1569,bez najmniejszego ze strony prote- 
stantów, mogącego się stawić w tej mierze oporu. Tak da- 
lece oni czuli się na siłach, i gardzili słabością przeciwni- 
ków! Lecz w krotce spostrzegli się i przekonali^ ze o 2ycie 
lub śmierć wypadnie im stoczyć walkę z zakonem, dla na- 
wrócenia odszczepieńców ustanowionym. Umyślili więc od- 
łożyć na bok toczone dotąd między sobą niesnaski, i pełą>« 
czyć się w Jedno ciało: co t6i na ró2nych synodach, juiod 
t. 1555 po rozlicznych miejscach w Wielko i Małopolsce 
miąnydi, przywodzili do skutku. Ogólny czyli jeneridny 
synod odbył się w Sandondrzu r. I59t), a więc jeszcze ' 
za Syeia Zygmunta Augusta, i ten to synod połąoisył w ja^ 
dno ciało trzy wyznania, saskie (luterskie) czyli jak się 
nazywało ewangeliczne, czeskie czyli Jedifotę braci zakonu 
Cbrystusowego, i helweckie (kalwińskie):, wy l^iiczy wszy 

(1) Bielski kron. polsk. 612. - " '^' 



44 

od grona 3W ego aryańskię wyznanie, z którem żadne zgro- 
madzenie protestanckie nie chciato mieć spoinie twa^ utrzy- 
mując, ze jak ogień z wodą, tak ich wiara z własną icb po- 
godzić ^ę nie może (1). Połączeni wzajemnie z sobą prote- 
stanci, zostali za polityczno-religune ciało rzeczypospoUtćj 
uznani przez sejm, który się podczas bezkrólewia, po wyga* 
śnięciu ostatniego potomka z linii prostej rodu Jagieloń- 
skiegor. 1572 nastąpionego, odbył w Warszawie. Albowiem 
na sejmie konwokacyjnym, zamieniwszy krakowskiej ziemi 
konfederacyą na ogólną (warszawską), zobowiązały się 
prawem do tego rzeczypospolitiU stany, ze o mniemania 
religijne wpokoju zachowają każdego. Na dotrzymanie pra- 
wa tego przysięgali odtąd Królowie polscy (pacta conyenta), 
powoływani na tron od narodu. 

Tak przelotem postęp protestantyzmu polskiego przej- 
rzawszy, zastanowimy się teraz szczegółowo nad tem, co 
on nam z sobą dobrego, a co złego przyniósł, i jak, tudzież 
za czyją sprawą, wziąwszy polot, ugrzązł na postępu 
drodze. 

Protestantyzm sprawił naprzód wiele dobrego, dla sa- 
mego nawet rzymsko-katolickiego duchowieństwa, (jak to 
wyznawali Jezuici, główni jego nieprzyjaciele (2)0 przy- 
wiódłszy (naszych kapłanów ku temu , ze zarzucone nauki 
nowu wzięli przed się* i ku lepszemu wykony waniu po- 
' wimiości swych pilntój przykładać się musieli. W tej mie- 
rne są nader ważne słowa Skargi (3): » Przed Lutrem 

(1) Pordwnaj artykuł Jakób Zaborowski. 

(2) Por<5wnaj artykuły Poworłowski, Grodzicki, 

fS) Wkazanlach niedzielnych, a mianowicie w Arimnft^/ n/7 /^/ifff 



43 

(mówi on) bardzo byłi wiauce y powimiości swey stępieli 
Daszy kapłani, zbroie icta^ księgi y biblie y szkoły, zarzdze- 
wiałe leiały. Gdy powstanie nieprzyjaciel, wszytko się 
ma polerować, y do woyny a szczęśliwego zwycięstwa spo- 
sabiać." Powtdre, sprawił to, ze polskie piśmiennictwo nie 
stało śię powszednim tylko dla luda cblebem (na co stara- 
no się go od czasu Hussa wykierować), lecz zamienione 
wpokarm duszy, dążyło do wyższych celów, zmusiwszy ła- 
cinę do tego, by we właściwych sobie zostając karbach, 
przyświecała narodowości [ polskiej , a nie niszczyła jej. 
Myśl tę, ażeby nas kto źle nie [zrozumiał, dokładniąj nieco 
rozwinąć należy, co juz tu, jui niżej,, o znaczeniu literatu- 
ry i różnych jej rozprawiając zwrotach, wyłożymy. 

Poezya, filozofia i piękne sztuki, dały polot cywilizacyi 
grecki^;[rocznikar8two i prawnictwo dawszy popęd rzymskie- 
mu piśmiennictwu, podniosło go do wyższo potęgi, na cywi- 
lizacyą ogółumpło przez to wpłynąwszy; dla tego też naród 
rzymski grecką w miejsce własnej, po narodowemu nie ror- 
zwiniętej, przyswoił sobie oświatę^ potrzebując czegoś mil- 
szego dla rozwesdcAia i ukształcenia serca, nad oschłe ro- 
cznikarstwo, nad subtelne! nawet ludziom rzemiosła i sztu- 
ki nie bardzo miłe, bo niełatwo dostępne prawoznawstwo^ 
Chożo i Jekko rozwinęła się na grecki^ poezya [rzymska, 
w szatę wspaniałą i powabną przystroiły się dzieje, lecz tak 
odrodzona literatura Rzymu, nie wyrugowała greckicy cy- 
wilizacyi z serca Rzymian: bo każdy, co patrzćć umiał, do- 
strzegał łatwo, że łacińskie, odrodzone piśmiennictwo jest» 
pod względem sztuki uważane, rośliną z pod pięknego nie- 
ba Grecyi na italską przesadzoną ziemię; dla tego też roz- 
weselał się swojską w potrzebie tylko, czyli poił się nią 



4» 

mttiy, gdy nie mdgi czerpać z czystej wód krynicy. Tak 
więc w fewnem zaledwie, aczkolwiek szerokićm, bo tyle 
v3iouów w zachodniej Earopie pod władzą Rzyma Syjących 
Indów kole, obracaio się rzymskie piśmiennictwo, skazane 
będąc na to, a£eby nie przemówiło do serc rzymskiego la* 
do, i barbarzyńskich Rzymowi hołdujących narodów. Bo 
lada nie miał Rzym wielowładny pan starożytnego świata, 
(któżby bowiem niewolników i łaknących chleba proleta* 
Fyów policzył do naroda, gdy takowych sama konstytucya 
rzymska od udziału w sprawach państwa prawie wykluczy- 
łia, policzywszy ich do ostatnićj, nic na sejmie nie znaczą* 
cój klassy obywatelstwa?); bo barbarzyński gmin nie rozu- 
miał obcej sobie mowy, i sam 4ylko bogatszy stan naroda 
nauczywszy się jej, pojmował łacinę. Gdy tak skazane zo- 
stało r2^ymskie piśmiennictwo na usługi pewnej tylko klas* 
Sie hidu, gdy przeznaczone będąc do oaiągnienia pewnych 
celów, służyło wybranym tylko a nie ogółowi, przeto t^, 
skoro od Rzymian do barbarzyńców zachodnich fprzeszła, 
usłtigiwało im dalój, będąc na takie same, co Rzymianie 
skazane wysługi. Tęi same co i gdzieindziój czyniło n nas 
słulfoę, posługując duchowieństwa, rocznikarzom, urzę^ 
dom. Lud polski nie miał o nićm pojęcia, wyjąwszy gdy 
się po łacinie wyuczył, co do wyjątków należało. Tymcza- 
sem nadeszła chwila smusząląca duchowieństwo i szlachtę, 
jąć się, jak mówiono, chłopskiej mowy; za nią na^szłft 
niezabawem druga, która wskazywała potrzebę obznajmio- 
nym z łaciną sięgnąć wnićj wyi«j, a sięgnąć ttón, gdzie cy- 
wiliząjący się zachód, czerpał od >zasu ^'awieoia się wło- 
skich wieszczów nowe światło, i nowy brał pokarm dla' 
doszy. 



47 

Nad zwycząjowem earopejskich ludów prawem^ zaczęło 
brać górę u Włochów w XU wieku nowo kształcone prar 
wnictwo rzymskie. Poznać go nie mógł dokładnie^ kto nie 
poznał z gruntu języka i historyi rzymskiego ludu. Pozna- 
wanie obudwócb, poprowadziło naturalną rzeczy koląją do 
rozważania poezyi, starożytności, filozofii; co wszystko 
chcąc posieść europejscy uczeni, musieli (tąż samą idąc ko<* 
leją, co wybrańsi, czyli|ukształceńsi rzymskiego narodu mę- 
żowie) zaglądać do literatury greckiej, i rozpoznawać ją 
w zrzódle. Wtedy przekonano się o tern, że co inszego 
jest łacina, a co innego rzymska literatura , że chociaż 
ohiedWie te nauki użytek przynoszą, druga wszakże wa- 
żniejszą jest od pierwszćj; gdyż pierwsza służy a panuje 
druga, i ta dopiero oświeca rzeczywiście, ucząc jak, czyli 
przez co, potężnymi stali się Rzymianie, jak, częścią przy- 
swajając sobie częścią naśladując literaturę obcego ludu, 
(1) ukształtowali własną, a (według mylnego średnich 
wieków wyobrażenia) wznieśli ją wyżej, lepszych od Gre- 
ków posiadłszy poetów, lepszych historyków. Mówiono też 
i o tem, że na łacinie wychowani mężowie, rozwyąiąc dalej 
€0 rozpoczęli Rzymianie, mogą nawet wyrównać im^ i tak 
gładko jak oni pisać, i tak harmonijne jak tamci nucić ła* 
cińskie wiersze. Utrzymywano, że nawet i pisarze, którym- 
by nieba nie dały dojść do tej mądrości (raczej mechani- 

(!) Przyswaja sobie kto żywcem, bądź wobcćj mowie bądź 
w przekładach, przenosi z obcego do swojskiego j^yka; nasladujei 
kto z^Kitnijąc się na obce wzory, tworzy im podobne, nie kop^ąjąe 
kh. Tak Horacy liryków greckich, tak Salustyuszą Tacyt naślado- 
wał. Pffzedwaie Wirg^ przyswajał sobie Homera w Eneidzie, Te<»« 
kryta w sielaiduicb, a Uezyoda wGeorgikacb naśladował. ; 



48 

ma, mianowicie co się przyswajania dotyczy, na co nie 
umiano baczyć), mogliby z rzymsczyzny wielki dla ojczy- 
stego zrobić uSytek piśmiennictwa, gdyby umieli naśladować 
nymskie wzory, lub polskiej przyswajać je mowie zdołali. 
Tak wygórowanego rozumu nie mieli sekciarze, im szło 
^ widaki, o pewne cele, a cele materyalne, aczkolwiek mnie- 
mali, £e dobro ludzkości mają na względzie, ędy przez pi- 
sma sporzą stronników dla swojej koteryi. I mimowolnie 
zrobili dobrze, nie tego wszakże dopiąwszy celu, który mie- 
li na myśli, lecz, jak często bywa, wcale inny zabiegów 
swych osiągnąwszy skutek. Napróźno Jezuici (1) wyzywali 
ró£nowierców po łacinie, nie chcąc się w pospolitej mowie 
^odzywać przed ciemnym, jak mawiali, motłochem; na pró- 
ino wołali drudzy, ze kto pisze po polsku, bratni euro- 
pejskich ludów zrywa związek; które jednym chrześciań^ 
skim tchnąć duchem, jednćj tei czyli łacińskiej używać po- 
winny mowy, a używać jeieli nie zawsze, to wtedy przy- 
najmniej, gdy o przedmiocie rozprawiajają uczonym. Prze- 
kładem pism ich odpowiadano na to, a zresztą zostawiono 
fm do woli, rozszerzać po Europie w łacińskiej mowie swą 
sławę, uwagę przytem czyniąc, że jeżeli swemi dziełami 
zasłużą na to, postara śię o przekład ich na ojczysty język 
sMima Europa (2). 

( 1 ) Patrz artykuły Piotr Skarga, Jakób Wujek. 

(2) Patrz artylfuł Cypry an Bazylik. Znalazłem w bibliotece 
DrezdeńskićJ znane powszechnie Modrzewskiego dzieło, Fricii Mo^ 
drm>ij Commentariomm de Republiea ememUmda HM ęningue 
BaMeoe \S&4. w ósemce, na którego kartkach ctystego papieru, 
do okładek egzemplarza przyklejonych, poroUone są wyciągi z li- 
stów Jana Justyniana z Padwy, (po dwafaroć miały z4ruka wyjść U 



49 

Wszelako tak z przekładt^w, jak z oryginaloych dzieł, 
Polaków tycb, którzy po łacioie pisali, był użytek nie mały: 
bo przez pracę pierwszych kształcił się jeżyk; bo przez 
pisma drugich polskie lub o Polsce podawane wiadomości, 
rozszerzały się po świecie. Ale górne owe dowcipy, które 
nam z literatury rzymskiej tyle dobrego naobiecywały, 
skończyły na łacińskich wierszach, które ówczesna Eu- 
ropa z oklaskiem przyjąwszy, naznaczyła Polakom drugie 
po Rzymianach w poezyi rzymskiej miąjsce. 

Skończyły więc owe dowcipy na przyswajaniu najczęścićj, 
a mało na naśladownictwie Rzymian; co w Polsce będąc dłu- 
go podziwienia celem, nie ma miru obecnie. Dziś bowiem ina- 
czej sądzi o tem powszechność, uważając słusznie , ze łacin* 
skim naszym poetom toz samo się przytrafiło, co malarzom 
owym, którzy połoiywszy kopią obok oryginału, z którego 

Bety, Ja znam tylko jedno, znajduje się przy wydaniu dzieła Modrzew- 
skiego w Bazylei Jak rzekłem r. 1 555,) pisywanych do ziomka naszego 
Z listów tych dochodzę, ze Modrzewski nadesłał egzemplarze swega 
dzieła Justynianowi, dla rozesłania ich po dworach europejskich. 
Oświadcza Modrzewskiemu tenże, iS rzeczone egzemplarze będzie 
się starał upowszechnić po Włoszech i Węgrzech mianowicie: le 
Cesarz Maksymilian prosił go o to, ażeby mu księgę o wojskowości 
przełożył na Język hiszpański, (czy oprócz własnego ten tylko posia- 
dał Cesarz niemiecki?) i mówi nakoniec, ze nic piękniejszego nad to 
nie czytał z dzieł obecnie wydanych w Europie. Biblioteka przy Gi- 
mnazyum Ś. Maryi Magdaleny w Wrocławiu, posiada pien;^'sze wy- 
danie dzieła Modrzewskiego (Lazarus Andreae excudebat mensę 
Aprili 1551 w ósemce, ostatni znak druku %. iij)^ na ktdrćm znaj- 
duje się własnoręczny autora przypis: „Prziaczyelyowi szwemu las- 
caw^nu panu Danielowi SchilingowT. 

PIAmIBK. POL0. T. I. 7 



50 

ją tdjęli, oczekują, co tez więcej, pierwsze czy drugie po- 
dziwiać będą znawcy, i czy na jednćj połoią szali obiedwie 
prace? Mówi teS światła publiczność, 2e przyswajaczom Rzy- 
mian przydarzyło się tol samo , co nowych kruszców wy* 
lalazcom, którzy z wielu róSnej wartości metalów nową 
ulawszy massę, rozumieją, ie ona tę samą wartość, co pier- 
wiastek z którego powstała, mieć będzie. Próżne oczeki- 
wanie! kopia, by najcudniejsza pozostanie kopią, i niższą od 
oryginału wartość mając, w stosunku tylko do pierwotwo- 
TO, aiali go wiernie przedstawia, azali tei same co on wy- 
obraza kształty, podziwianą będzie. Kompozycya, chociaż- 
by naśladowanemu kruszcowi zewnętrznie wyrównywała, 
nie będzie miała tejie co on ceny. Znawca podziwiając 
w malowidle koloryt i pędzel artysty, a w kompozycyi miąi- 
8Z0ŚĆ, ciężkość i połysk metalu, może nie dostrzedz fbłszu 
w spotwarzeniu sztuki, ale tez rodowości nie uzna w niej 
czystćj; może się zgodzić na to, Se nowy kruszec ze wszech 
miar dobrze jest naśladowany, ale i to przyzna, 2e wartość 
jego pierwiastkowi nie wyrównywa bynajmniej. Zgoła po- 
wić, o naśladowanych lub przyswojonych z obcćj literatury 
pobkiemu piśmiennictwu dziełach, toz samo, co dziś o rzym- 
skich w porównaniu ich do greckich wyrzekła krytyka, 
przekonawszy o tćm, ze w nich przebya się sztuka, ale nie 
twórczość, ie one w swojskićj mowie obce wyobrazem'a 
tylko I obce wyraził}' myśli, i są nak!szfałt nowego naczy- 
nia W} robionego z drzewa, które gdy się napełni płynem, 
lak dalece nim przejd^e, ze nawet po oczyszczeniu cuchnąć 
mm będzie. 

A jeżeli się tak rzecz ma z i^bcćm piśoueniuctwem kti)- 
re pobratano z polskiem, lub polskiej przyswojono go mo- 



SI 

\Tie, toz SKiwJć o przeniesionym z obcego do również ob- 
cego języka? cóź powiedzieć o łacinie wprowadzonej w u* 
czone dzieła polskich pisarzów? cóź o rzymskich instytii* 
cyach, któreni polskie zastąpiono? Zaiste stała się łacina 
ową pasozytąą rośliną, która ze szkodą swojskich plant, 
wyhodowała się na ziemi polskicy; która uczonych naszych 
wiele trudów nabawiwszy, narodowi niejaką, ludowi źadnćj 
korzyści nie przyniosła. Dużo na łacinę spotrzebowaii 
czasu pisarze polscy, dużo około ni^ podąjmowall zachodu 
i podtymowali go chętnie, kusząc się tą myślą, ze skoro za 
jej pomocą, oswoją naród polski z instytacyami Rzymu, lub 
nawet przywiodą go do tego , ażeby w miejsce własnych, 
rzymskie przyjął zasady, wtedy może Polska wyrównać 
w potędze Rzymowi, może dać rozwinięcie politycznym 
stosunkom, może polszczyzna za pośredjiictwem łaciny na 
cywiiizacyą korzystnie wpłynąć, pierwsze, z wielką dla 
krajowych praw szkodą, udało się poniekąd: drugie, za 
wpływem protestantyzmu, wielkie dla oświaty ogólnej przy* 
niosło korzyści. Bo gdyby nie protestantyzm, byłaby się 
może oświata polska na toż samo, co węgierska wykiero- 
wała, byłaby w łacinie utkwiwszy, nie posiadła ojczystego 
piśmiennictwa. Sekciarstwo bowiem polskich protestantów 
sprawiło, że opuszczając łacinę (tylko ci protestanci, któ* 
rzy po polsku nie umieli, używali jej piśmiennie i ustnie) 
coraz więcćj dążyło nasze piśmiennictwo do polskości, co- 
raz bardziej narodowym ożywiało się duchent 

Po trzecie, miał protestantyzm pobratać znowu, odwy- 
kłych od siebie Słowian i Niemców, miał wyprowadzoną, 
z nad Łaby polskość wprowadzić w dawną siedzibę, miał 
polepszyć dolę gnębionego od szlachty ludu: lecz spełzły 



52 

na niczem piękne nadzieje. Rzecz tę rozwinę w ciągu dzie- 
ła: tu zaś tyle o niej powiem, ile o niej powiedzieć naleiy 
we wstępie. 

Wykazałem w pierwotnych dziejach, jak niegdyś nad- 
łabańscy, nadodrzaascy i nadwiślańscy Słowianie, tudzież 
siedzący przy ujściu Wisły do morza Litwini, jedne, pod 
nazwą Germanów, stanowili z Niemcami rzeszę. Skoro się 
ta rozpadła, i różne z nićj potworzyły się państwa, usiło- 
wali Niemcy oderwane od siebie, i w jeden polski naród 
' zlane słowiańskie ludy, przywieść pod swoje zawisłość. To 
się im na czas krótki udało (1); natomiast posiedli na dtugo, 
za sprawą Konrada mazowieckiego Księcia, polskie Prusy, 
zkąd się ku Litwie posuwali jedni, gdy przeciwnie drudzy 
Niemcy, wdzierali się przez Szlązk i Pomorze do Polski. 

Widzieliśmy wyzńj, jak niegdyś przez cywilizacyą i 
oświatę niemiecką zagrożoną narodowość polską, urato- 
wali od zguby arcy-pasterze polskiego kościoła, ocaliwszy 
nam język, który wywołali ze szkół polskich kierujący 
niemi nauczyciele niemieccy. Na Szlązku atoli, na Pomorzu 
i w Prusiech szły rzeczy opacznie, gdyż lam władali czę- 
ścią Książęta sprzyjający i hołdujący niemczyznie, częścią 
niemieccy panowali tamże Krzyżacy, polskiej i litewskiej 
narodowości wrogowie jawni. Gdyby temu nie byli pano- 
wie polscy, (wiedzeni obawą narażenia kraju na wojnę 
z Czechami) przeszkodzili , byłby uratowany Szlązk , bo 
Wacław IV Król czeski zwracał Polsce tę prowincyą (któ- 
rej książęta uznali się być w Xlii, XIV, wielu Czechów hoł- 

(!) Zapanowania nam Gotów i Wandalów, za pierwszych Pia- 
stów, a osobliwie Mieczysława L, jak w Pierwotn. dziejach i Roczni- 
kach (w rozprawie pierwszej) wykazaliśmy. 



53 

downikami (1). Byłby po drugi raz jeszcze uszedł Szlf^k 
zguby (za panowania Jagieły, którego Czesi do rządów 
nad sobą r. 1420 zapraszali), gdyby temu nie byio prze- 
szkodziło (2), obudwóch narodów szczęściu przeciwne 
stronnictwo, które nabawiwszy część polskiego duchowień- 
stwa (stał' na jego czele Biskup krakowski) bojainią, ii 
skorosię Polacy blizćj z Czechami zetkną zhusycieją do 
reszty, odwiodło Króla polskiego od chęci przyjęcia cze- 
skiej korony. Czas naprawił, co panowie i Biskupi zepsuli, 
położywszy za Kazimirza Jagielończyka koniec niemczenin 
pruskich krajów. Wtedy to, po złamaniu potęgi krzyżackiej, 
przekonali się przecież o tern Niemcy , ze nie tylko wyna- 
radawiać dalej Prus i Pomorza (gdańskiego) nie podobna, 
lecz nawet potrzeba im samym polszczyć się, jeżeli dłużej 
chcą ostać w swych siedzibach bezpieczni. I tak się tez 
stało. W ów czas pielęgnowali polskość nie tylko prywatni, 
lecz i KsiąSęta niemieckiego rodu', panujący w Prusiech 
i w Zgorzelcu (Brandenburg), częścią powodowani do tego 
zemstą, którą ku polskiemu pałali duchowieństwu, częścią 
będąc k'temu wiedzeni widokiem zysku. Gdy albowiem du- 
chowieństwo, lubo nie całe, głównie nastawało na to, ażeby 
Krzyżaków (którzy kościelne poobcinali fundusze zmniej- 
szywszy dziesięciny, którzy z probostw rugowali Paro- 
chów polskich Niemcami je osadzając,) wypędzić z Pruss (3), 

(1) Palackilll. 204 utrzymuje, ze nie cały Szlązk, lecz tylko 
część kraju chciał, i to w zastaw tylko, dać Polsce Wacław. 

(2) Dług. IL B. 428 nstpn: 

(3) Wiadomo ze gdy szło o rozstrzygnieoie pytania, czy przyjąć 
pod opiekę Prussy poddające się Polsce? Wtedy Biskup krakowski 
odradzał to uczynić, dając za przyczynę zaprzysiężone z Krzyża- 
kami traktaty, które zrywać poczytywał za obrazę bożą. 



34 

ci przeto rozszerzali między rządzonym od siebie polskim 
gflukiem protestantyzm, a rozszerzali go po polsku, sądząc, 
(na czem się tez nie zawiedli), ze tak łatwiej przejdzie «& 
da sambie Polski. Dziwne przez to spełniły się znowu wy* 
rd^i niebios. Bo (ąi samą bronią, którą duchowni wyparo- 
wali niemieckość z Polski; pokonywali teraz Niemcy zna- 
€2enie polskiego duchowieństwa, luteranizm po słowian- 
sku głoszony nasadzając na niego. Co tem więcej boleć 
musiało polskich duchownych, gdy i to było pewnem, Łt 
właśnie Biskup polski (1) przyczynił się niegdyś do ura^ 
towania pruskiej niemczyzny, namówiwszy Zygmunta Sta* 
rego, ażeby z resztek krzyżackich w Prusiech posiadło- 
ści osobne utworzył księstwo , i takowe dał na lennośc 
wyznawcy luteranizmu. Z takich samych powodów co Al- 
brecht, nowo od Polaków kreowany Książę pruski, sprzy- 
jali polskości Margrabiowie zgorzeliccy, krewni jego i do- 
mniemywani następcy (2), a sprzyjali w tym widoku, ze im 
więcćj się polskością przejmą, tem większy wpływ na Pol- 
skę wywierać będą; ze im więcej ją upowszechnią, tem bar- 
dziej ku luteranizmowi gmin nagną (3), a kościoły i szko- 
ły polskie zlutrzywśzy, pod swoje władzę zagarną wszystko. 
Co ażeby tem prędzej przywieść do skutku, schlebiano ludo^ 
wi, w skutek czego dola gminu bywała ale chwilowo tylko 

(1) Piotr Tomicki. PordwiiaJ wydaną od nas Polskę pod wzglę- 
dem obyc%djóu> IV. 373, nstpn. 

(2) Porównaj artykuły: Jan Małeckie Jan Seklucyan^ Katania 
synodjwe z r. 1599. 

(3) Gmina polska w Toruniu , prędzej niz niemiecka , wyznanie 
Lutra przyjęła, Łukaszewicz w przyp. do Ostrowskiego dziejów ko- 
ścioła, Ul. 16. ^ 



55 

tepszą tam, gdzie panował Niemiec, lub Polak zprotestan* 
dały , Di£ gdzie urządził rodowity obywatel katolik. Tak 
i za naszych czasów, gdy Napoleon wyzwalał nas z pod 
mocy Prusaków, uczyli się Niemcy po polsku, by urzędy 
moglf piastować w Polsce. Wszelako miłość ta ku polsko- 
ści ostygła niezabawem w ówczesnych i dzisiejszych Niem- 
cach, skoro ich przestał ogrzewać ogień blaskiem pienię* 
dzy wzniecany. Dla tego tei jak tylko, o własnych siłach 
wywalczywszy wojnę trzydziestoletnią, przekonali się o tem 
Niemcy, £e bez Polaków ostać mogą; skoro tćł Napoleon 
nie taką, jak się oni spodziewali, lecz w szczupłych grani- 
cach zamkniętą prz>^rócił Polskę, wtedy z miłośników 
polskości stali się jej prześladowcami, i znowu po dawnemu 
poczynali sobie, nie myśląc wcale o polskości. 

Bezstronny atoli ludzkich spraw rozwaiacz, nie na sku- 
tek, lecz na powód działania bacząc, raczej okolicznościom 
nil Niemcom odstępstwo to poczyta za winę ; bo i owszem 
gotowi byli usłuiyć polskośd, gdyby się ta o własnych si- 
łach była w innym postawiła stanie. RówaieS nie policzy 
na karb protestantyzmowi przykrego, w którem się prze- 
zeń znalefliśmy położenia; ani weźmie za złe duchowień- 
atwa polskiemu, &e się mu wszystkiemi opierało siłami; ale 
eałe spadłe ztąd na nas nieszczęść brzemię zwali na tych, 
którzy podjąwizy się być złego lekarzami , nie umieli nas 
inaczej wyleczyć^ jak oświatę niszcząc, i w chorobliwy stan 
zdrowie narodu wprawiając; ażeby omdlały na siłach nie 
umiał sobie radzić, lecz powodować się dał ślepo ich rada- 
BM, które jak i dokąd go zawiodły, zobaczymy mity 

Zarzucano protestantom: ie * nie ze względu na ogólne 
dobro, lecz dla osobistych widoków, jęli się nowości, przy- 



56 

krząc sobie karność kościoła katolickiego, szczegiUaiej teł 
w rzeczy o małżeństwie i postach; ie przez nieb rozwolniły 
się obyczaje nawet pomiędzy duchowieństwem, które, Bi* 
skupów nie wyjąwszy, sprzyjało im dla tego, ażeby zrywać 
kościelne śluby (księża: Jan Łaski, Jakób Przyłiiski, Marcin 
Krowićki, Marcin z Opoczna, Stanisław Orzechowski, i wielu 
innych, strofowani od swej władzy o zażyłość z niewiasta- 
mi, pożenili się (1). Wymawiano tez protestantom, ze wła- 
snego zdania o tem, co czynią nie mając, ślepo naśladują 
cudzoziemców, ciągnąc gwałtem ku nowej wierze lud cie- 
mny, a bynajmniej przez to doli jego nie poprawiając sta- 
nowczo, ale chwilowo tylko. Jakoż dla zysku obracała szla- 
chta rzymsko-katolickie we włościach swoich stojące ko- 
ścioły na protestanckie, stawiając przez to w potrzebie 
poddanych uczęszczama do nich, po wypędzeniu katolic- 
kiego Pasterza. Na czem wszakże nic nie zyskiwali podda- 
ni , bo ofiary przez nich dla Proboszcza niegdyś składane 
zabierał teraz pan (2). Pisywano dla ludu księgi o now^' 
wierze, a nie oświecono go wprzód, i nie nauczono ich czy- 
tać. Tu i owdzie robiono zjazdy, w celu obmyślenia środ- 
ków ku polepszeniu doU gminu (3), lecz na pozór tylko. 
Konfederacya nawet protestantów z katolikami, po śmierci 
Zygmunta Augusta zrobiona, do której samo nawet ducho- 
wieństwo rzymsko - katolickie dla utrzynMinia pokoju 

( 1 ) Orzechowski w dyalogu, rozmowa IV. (patrz artykuł Stani- 
sław ' Or%echtnD$ki). 

(2 ) Skarga , w kazaniach niedzielnych , mianowicie w kazaniu 
na VIL XX niedzielę po świątkach; przeczy temu Moskorzowskf, 
(w odpowiedzi na wtóre zawstydź, str, 665), przeczą i inni. 

(3) Porównaj artykuł Piotr Skarga. 



57 

w narodzie przystąpiło (1), była, jak uważa Podwo- 
rzecki (2), dalszym ciągiem związków (przez szlacbtę pro- 
testancką robionydi w Niemczech, Holandyi, Anglii: z tą 
tylko różnicą, ze tam łączyli się protestanci przeciwko ka- 
tolikom, a w Polsce protestanci z katolikami łączyli się 
przeciwko każdemu, któryby chciał swobody szlachty na- 
ruszyć. 

Lecz zarzuty te niesłusznie czyniono protestanckiej 
wierze w ogóle* Złe bowiem owe nie było jego koniecznym 
wypłj^wem. Albowiem kiedy jeszcze Europa protestanty- 
zmu nie znała, działy się nadużycia w czasach średniowie- 
kowćj ciemnoty, ilekroć zmysłowość i samolubstwo wiel- 
kiego stopnia zepsucia dochodziły; każąc czyste duchowień- 
stwa obyczaje, i czyniąc ze strony wyuzdanego rycerstwa, 
niepokój ludowi i rządom. To zaś, ze i polski protestantyzm 
z przeczącego stał się twierdzącym, ze zopozycyi przeciw- 
ko kościołowi katohckiemu stał się wyznaniem, nie juz 
hierarchją tylko, jak to było za Jana Hussa i jego zwolen- 
ników, lecz samą wiarę z opoki, na którzy ją usadowił Je- 
zus Chrystus, rusząjącem, to właśnie sprawiło, ze się u 
nas nie mógł utrzymać protestantyzm; zwłaszcza gdy za- 
witał do narodu, który od przejścia z pogaństwa do chrze- 
ściaństwa katolicką czyli objawioną wyznawał wiarę, i dla 
którego przeto nie było stosownem to nowe, na samym 
rozumie oparte, wyznanie religijne. Tak więc prędzej, pó- 
iniąj, musiała upaść u nas nowa wiara, spełniwszy swe, 
które z przeznaczenia miała posłannictwo; co tez nastąpiło, 

(1) Paprockiego herby, 315. 

(2) Sloń pochylony, 101, 104. :. 

8 

FIŚMUEll. POŁ9. T. Z. 



^8 

idcoro protestantyzm być prieslał czćm był istotnie, lub 
skoro być nie lodgł, czem być musiał, to jest opozycyą 
przeciwko kościołowi katoHckiemu stawianą. Że tern był 
istotnie w Polsce, ze miał warunkowe tylko życie, powinien 
był sam okazać to na sobie, powinien był przeżyć się sam, 
« nie umierać przyspieszoną śmiercią. Tak albowiem byłby 
udowodnił, ze upadł własną niemocą; gdy przeciwnie śmierć 
tebiy cios z obcej ręki odebrawszy, narzekał na to słusznie, 
ił dawszy mu prawo do życia, 2yć jednakże nie dozwo- 
lono. Chociaż Zygmunt August, przez obwieszczoną od 
siebie roku 1564 w Parczowie ustawę, wyjść z kraju 
Aryanom rozkazał, i ten rozkaz na sejmie lubelskim 
r. 1966 powtórzył, przecież zakazu tego do rodowitych 
Polaków nie rozciągnął: warując tylko, ażeby cudzoziemcy 
itdania aryaAskie podzielający, wydalili się z kraju, Polacy 
zaś, zwłaszcza niższego stanu, strzegli się zarażać mnie* 
teaniami aryaAskiemi. Gdy nadto byt nienaruszony zape* 
wnjła wszystkich w ogóle protestantów wierze konfedera- 
cyn jeneralna narodu, i nikt prócz dawcy nie był mocen 
odebrać jej prawa raz nadanego, tćm pewniej, gdy i w wa- 
rtinkach wyboru Króla, przez Henryka, Stefana i Zygmunta 
III zaprzysiężonych, wyraźnie stało, ażeby w pokoju różno- 
wiercy zachowani byli, przeto należało wszystkie prote- 
stanckie wyznania zachować przy życiu, gdy miały do tego 
ptawo. 

Na jakiż więc zarzut zasłużył protestantyzm słusznie? 
Ztełużył nafi , że się targnął na zasady wiary katolickiej, 
ze chcąc przewieść swój zamiar, wdał się w politykę, nie 
samą kościelność, lecz i przeistoczenie świeckich rządów za 
cel obrawszy sobie. Obadwa zarzuty biorąc pod ścisłą roz- 



50 

wagę, roztrząsać je będziemy W ciągu dzieta naszego, za* 
patrDJąc się na nie z stanowiska dziejów i kościoła. Drogi 
szczególniej zajmie nas mocno : jest bowiem nader waSny, 
łączy się ścisłym węzłem z opowiadaną od nas rzeczą, we 
wszystkie jej wciska się [części i cząsteczki. Wszędzie się 
on na polu piśmiennictwa spotyka. Gdziekolwiek się w lite* 
raturze obrócisz, o zarzut ten trącać ustawicznie i, ie tak 

m 

powiem, ocierać się o niego musisz. Dotyka zaś nie tylko 
sprawcy, lecz i spólnika winy; czyli, nie na sam protestan* 
tyzm ale i na nas (żeśmy się przezeń wielce rozruszali, Se, 
naśladiyąc go, usiłowaliśmy przez kościół świeckie przeisto* 
czyć rządy), tudzież na Królów naszych, ie się z nim obejść 
nie umieli, spada ztąd wina. Największa zaś na Jezuitach 
ciąży, ze ułagodzony i prawie uśpiony przez tolerancyą 
protestantyzm obudziwszy i rozdrażniwszy, wywołali w nim 
opozycyą na nowo, a natchnąwszy jej myślą wszystkich, 
jak ich u nas zwano, dyssydentów (nie wyznających zasady 
rzymsko-katolickiego kościoła,) zamiast zmniejszyć, pomno* 
żyli dla rządu nieprzyjaciół liczbę, co z czasem kraj do upad- 
ku powiodło. 

Rucfaawość i, ze tak powiem, ustawiczne fertanie się, le- 
ży w charakterze słowiańskich ludów wszystkich. Niemałą 
tego (dobrego przy rozumnem uiyciu) daru, wiata opatrz- 
ność w polską umysłowość, wskazawszy jej za pośredni- 
ctwem duchowieństwa drogę do oświaty, ażeby nauka ru- 
chliwość ową miarkowała i nią kierowała, a po przywro* 
ceniu narodowi spokojności, za sprawą przedostatniego 
z Piastów polskich (Władysława Łokietka) ustaliwszy rząd 
kraju, ustaliła oraz i churakternarodu, młodzieńczość jego 
ubrawszy w mczką poM agę, i przyozdobiwszy Ją rozwagą, 



00 

mocą lunysiu, hartem daszy, które to cnoty powodi^ąc wy- 
trwałość w przedsięwzięciach, pobudziyą do tęgoćci w dzia- 
łaniii, uzbrajając odwagą cywilną serce młodziana, męztwo 
w nim (energią nazywali go plastycznie wyrażać się lubiący 
Grecy) obudziwszy. HieUśmy swojską cywilizacyą (polity*- 
cznością stosownie^ sami może nie wiedząc o tern, nazywali 
ją nasi przodkowie (1) ), która głęboko wkorzenii^szy się 
w narodowość, czyli charakteru swojskiego piętno przybra- 
wszy, niczem się zatrzeć nie dała i nie da. Do niej przystą- 
piła oświata, to jest sposobność ^pojmowania nauk i sztuk, 
nie przez wybranych, lecz przez ogół narodu. Krążąc ona 
po różnych manowcach O^k to bywa u każdego ludu), stałe 
wreszcie obrała w polskości siedlisko, przypadłszy jćj do 
smaku, czyli trafiwszy narodowi polskiemu do serca i prze- 
konania właśnie przez to, iz się z jego zaprzyjaźniła cha-: 
rakterem. Przemówiła do nas oświata, gdy nam ją zręcznie 
Arcybiskup Fulko i jego następcy podsunęli, i odtąd taką 
tylko chciał mieć naród za podstawę swojego wykształce- 
nia, aczkolwiek ją, z powodu mało ustalonego charakteru 
swojego, rozwinąć niemogąc, poczytywał niekiedy ogładę 
i przejęcie się cudzoziemszczyzną za najwyższy szczyt mą- 
drości, chociaż mu ta, a mianowicie niemieckość nie przy- 
staia wcale, przeciwną będąc narodowemu jego charakte- 
rowi, od niemieckiego różnemu zupełnie. Był bowiem Po- 
lak jak wszelki Słowianin rozrzucony, a Niemiec skupiony 
w sobie; ruchawym był jeden i drugi, ale ów czynnie ten 
biernie. W skutek czego nie mógł pierwszy wytrwać 
w przedsięwzięciu, ani dokonać co przedsięwziął, będąc za 

(1) Cywilizacyą od cititas^ polityczDOs'ć od /TbAtę stosownie 
nazywano. 



61 

nadto rozrzucony w myśli, będąc za nadto ruchliwy, ażeby 
poprzestał na tern co zyskał, ażeby się znowu nie brał do 
tego, na czem się juz był raz oszukał. Zaprotestowawszy 
przeciwko kościołowi, i zdanie swoje krwią własną okupi* 
wszy (Jan Hoss, Hieronim z Pragi, spaleni oa stosie) miał po- 
ciechę, ze kościół przyjął protestacyą jego. Zamiast po* 
przestać na tćm, naśladował Niemca, który obrachowawszy 
korzyść, jaka ztąd spaść nań za podjęte znoje musi nieo- 
chybnie, protestacyą ową wznowił, z niej rozwinął prote- 
8 tao ty zm, i przekazał go nam w darze. Był to drugi przy- 
kład ślepego naśladowania; skutkiem którego straciliśmy 
i wypuścili z rąk co się samo nadarzyło, a przyjęliśmy co 
właśnie miało podkopać i zakłócić nam pokój. Rozumiem 
przez to miejskość (która w czasie krzyżowych wojen ro* 
zwinąwszy się w zachodniej Europie, łatwo sobie rzymską, 
municypaloość i korporacyi czyli cechów rzymskie urządzę* 
nia przyswoiła, i) którą zamiast wprost naśladować, przy- 
jęliśmy przyswojoną sobie od Niemców, i przez nią zniemczy- 
liśmy miasta nasze, zapaliwszy tak domową niejako wojnę, 
pomiędzy mieszczanami a ziemianami wszczętą. 

Tak więc żywość ich umysłu , mądrem niekierowana 
umiarkowaniem, doprowadziła Słowian w drugą ostate- 
czność; z obojętności bowiem na to, co im było (ak drogie, 
wpadli w lekkomyślność, ztąd zaś w ospałość i lenislwo, 
co się zwykle żywym przytrafia um}słom, które dwa tak 
na pozór sprzeczne, a rzeczywiście zgodne z sobą przymio- 
ty, rucbawość mówię i lenistwo, parają chętnie. Kto się 
albowiena leni poznać rzecz z gruntu, wmawia w siebie lek- 
komyślnie, ze ona nic nie warta, i tak samowolnie opuszcza 



02 

mą i lentwiejie^ właśnie przez to, łe sobie nie chciał udać 
ftacy by rzecz zgłębić. 

r Raz trzeci spróbowawszy naśladować obcj^znę, miał 
Polak tę pociechę, ze, po wielu o to usiłowaniach daremnie 
podjętych, dopiął w reszcie co sobie zamierzyła lubo i tak 
nie dotarł do końca. Z początku za ogładą się tylko i poio- 
pem ubiegał, błąlcał się jako nomada, kocząjąc pod ebc^ 
cywilizacyi niebem, goszcząc w różnej europejskich ludów 
literaturze. Lecz im szedł dalej, tern więcej porzucał na- 
śladownictwo, na wiełkie zdobywał się myśli, i byłby się 
przy nich utrzymał, gdyby znowu nie była stanęła na za* 
wadzie zbyteczna ruchliwość, i nie nadarzyły się różne 
lirzeszkody, tamujące mu drogę do celu. Poznamy teprze<- 
szkody w następnym tomie, biorąc na uwagę szkoły, nauki, 
piflarzów, obrazowi się poezyi i prozy (drugiemu osobliwie) 
przypatrując. Tu króciuchno nadmienimy o wszystkiem, 
czyniąc przejście od wątku literatury do j^ historyi, którą 
w najogólniejszych zeszkicTijemy rysach. 

Wielcy ludzie, znakomite, bądź polityczne bądź nauko* 
we, instylucye, mądre rządy, kierując powszechnym nai*odu 
uiiBysłem, wypiełęgnywująmu rozumi kształcą jego chara- 
kier. Te środki do nabywania światła jedynie pomocne 
mieliśmy i my, lecz wyszły one na istne anachronizmy, na 
Wł^^ sł}'nne niz rzeczywiście wielkie charaktery; bo wła- 
i^e przez to ze się nie mogły urzeczywistnić, wyszły na 
karłiftw, lub skarłowaciałe istoty, nie przyniósłszy narodo- 
wi żadnej korzyści. Chyba ze było w przeznaczeniu, ażeby 
nie od wielkich lecz maluczkich ludzi przyszło Słowianom 
zbawienie: chyba że chciała opatrzność, by karłowaciejąc 
dochodziły słowiańskie dowcipy do potęgi olbrzymiej; 



«8 

chyba ie były i są miotane ruchliwości burzą po to» aieby 
w ciągłym zostając rucbu, Bie zflegmiały i nie rozpieściły 
się na łonie pokoju, jak niemieckie geniusze, instytucye, 
rządy, lecz zawsze doświadczeniem i nędzą chłostane, wy* 
szły kiedyś na jaw czerstwe, świeże, bo ustawicznie obmy* 
wane gorącym nieszczęść ukropem. Ow tracki Orfeusz 
(zył r. 1184 przed Chr.) który piekła poruszał swempie- 
.Biem, ów Anacharsis filozof (co w szóstym zył przed Chr. 
wieku), ów Zamolksis co słynął po nim, a głosił nieśmier- 
tehiość duszy (1), były to sł}7ine anachronizmy: bo ci mę- 
żowie nie w porę porodzili się na słowiańskiej ziemi, bo 
wcześnie głosili miałkim dowcipom głębokie myśli, których 
pojąć,.atćm samem skorzystać z ich rozumu górnego one 
nie mogły. Toz samo się działo po Chr. za Karpatami (tu, 
w krainie Argipeów, (Chrobatów?) zył Anacharsis). Boć i ów 
. Scyta, który w okoUcy dzisią|szej Odessy z ś. Janem Złoto- 
ustym o Homerze rozprawiał; boć i Mateusz Biskup krako- 
wski, który w Xn tvieku o przedpiastowskiej Polski rozwo- 
dząc się dziejach, na Troga Pompeja dziś zaginionego i inne 
obecnie nie znane nam dzieła, często powołuje się; boć 
i Rzymianie owi (po łacinie uczeni mężowie), którzy we- 
dług Edrisego arabskiego krajopisca tłumnie Polskę r. 
1102—1139 zamieszkiwali (2), istnemi byli anacbronizma- 
mL A tak, ie tu obcych siów uiyję (3), anachronizmy te, 
pozostały dla nas bezużyteczne: bo lud, nie rozumiejąc 
kh, lie tylko nie poszedł, ale nawet opierał się iść za nie- 

(1) Polska śred. wieków I. 356. nstpa. 

(2) Polska średn. wiek. U. 356. 

(3) Krytyka pamiętników Soplicy, w Orędowniku z r. tS4I. w nu- 
m«ze 49 na stronicy 303 nstpn. 



04 

ml, pozostawiwszy ich w historyi, jako samotne, jako bez- 
nłytecsae, i dla tego słynne raczćj, niź rzeczywiście wiel- 
kie, bo na próżno zniiające się dla dobra powszechnego, 
dowcipy. Toz; samo się z instytucyami naakowemi i polity- 
cznemi stało. Uniwersytet krakowski chromał i biedował, 
gdy sokoli w nim utopiono wzrok dla w}badania, czy no* 
wćm nie migoce światłem. KomunalnośC upadając pod 
wpływem panów, którzy dążyli do tego, by Polskę na pa6- 
sko-szlachecką zamienić rzeczpospolitą, nie miała wsparcia 
od Królów polskich, ducha czasu i swojej władzy niepojmu- 
jących. Boć z Piasfów sam tylko Bolesław Chrobry prakty- 
cznie władzę swoje pojmował: następcy zaś jego, az do 
Władysława Łokietka, poetycznie ją pojmowali. Chcii^ll je- 
dni samowładztwa, inni federacyi, inni o swoje raczój* kie- 
szeń ni£ naród dbali, inni znowu o federacyi marzyli (Bole- 
sławowie Śmiały i Krzywousty, Mieczysław Stary, Kazi- 
mirz Sprawiedliwy), a bujając w myślach popuszczali cugli 
panom, po to jedynie, ażeby ci, dobremi lub złemi wiedzeni 
będąc cbęciami (Świętopełk pomorski, Szwencowie wiążący 
się z Czechami przeciwko Łokietkowi), wystawiali kraj na 
zgubę, i coraz nowsze zgotowywali mu klęski. W tak usta- 
wicznej ruchliwości, i w niezgodzie z rządem kraju zostając 
naród, mógłze swobodnie rozwijać swój charakter, jak to 
uczynili równie jak my ruchliwi Celto-Galowie, i inne za- 
chodnie ludy, pod niemieckiem zostające panowaniem? Po- 
wie kto, ze sami ci Niemcy, burzyciele świata, zanadto bę- 
dąc ruchliwi, przecież ustalili swój charakter? Takjest, byli 
ruchliwymi, lecz biernie, ale nie czynnie; ruszali się bo ich 
w ruch wprawiono, sami nie byliby się poruszyli wcale. 
Prócz tego ruchliwość ich chodziła w parze zinstytucyą 



0« 

fóudalności, (której jedyitfe winni są Niemcy ukształtowa- 
nie polityczne,) czyli władzą rządu, bez ktrtrej nic nie 
przedsiębrali, bez kttfrćj do reformy kościoła nie przystą- 
pili, przy którćj pomocy o protestantyzm nawet (któremu 
znowu winni swoje polityczne i umysłowe odrodzenie), roz- 
poczęli walkę; tćm skorzej, tem zabićglej około wjpielę- 
gnowania obudwtfch, feudalności mówię i protestantyzmu, 
chodząc, im więcćj obiedwie niesłychanie ważnych nastrę- 
czały im korzyści. Burzył Niemiec obce painstwo, burzył 
kościół katolicki , bo Ksiąięta i rycerze nferaleccy, miel! 
ztąd obłowy wielkie, w zabranych nieprzyjacielowi krajach, 
w suprymowanych dobrach kościelnych, na lennćm prawie 
osiadając. 

Ale Polacy w ciągłćm nieporozumieniu z rządem lyjąc, 
1 na rząd ten podejrzllwem patrząc okiem(przyczync złego 
daliśmy wyiej), mogliS myśleć o rozwinięciu charakteru na- 
rodowego, wśród ustawicznie prowadzonej o ubezpieczenie 
politycznych instyturyj ruchawki? Zwłaszcza, gdy dla mia- 
ł*j oświaty instytucye te nie inaczćj naprawiać umieli, jafc 
łatając je, to po niemiecku (I), to po wenecku (2),* to po 
rzymsku: w czem, mianowicie tez co się dotyczy rzymsczyzny, 
włosczyzny, potakiwali ira Jezuici, myśląc, ze lepiój przy- 
lgnie polska szlachta do wiary rzymsko-katolfckiej, gdy się 
z łaciną i rzymsko-polit^Tznem, bliżej obezna prawem. 

Mniemam przeto £e się nie mylę, utrzymując, ii prote- 
stantyzm, uczyniwszy nas zbyt mchawymi, na wielkie przez 
to naraził nieszczęście, ie równowałąc na szali dobre ze 

(1) Pacia contenia^ mmcyp^likOii. 

(2) Porównaj artykuł ii/Ar^» ffci>/«c*i. 

9 



nBMlBN. P0Ł8 T. I. 



H 

zt^iBi któn nam 9 lubo mioiowakiie (boć Niemcy uskar- 
iać się na protestantyzn nie mogą) spowodował, wypądai« 
mmoseKi ze protestantyzm teołe więcej nam wtiąt nii dał; 
jest bowiem niewątpliwą rzeczą, ze się stał dla nas szko* 
dłiw}m we w:(ględzie politycznym, błogi zaś we względzie 
naukowym tylko, czyli wpłynął dobroczynnie na nasze pićh 
niięnnictwo, ale nie o tyle, jak sądzą pospolicie. Gdy i prze-* 
zeń racz^ na ilości, niz na jakości zyskało polskie piśmienni- 
ctwo, gdyż kilku podrzędnych pisarzy (którzy do lepszych, 
lubo nie najlepszych policzeni być winni) wyjąwszy, reszta 
ich raczej rozwinięciu się języka, aniżeli wyrobieniu prozy^ 
lub polotowi poezyi, wydobyć się na jaw dopomogła. Gdy- 
by nie chęcią uzyskiwania przywilejów na Królu (potrzebą 
naprzód, a następnie żądzą posiadania ich jak najwięcej, 
wiedziona do tego będąc), kierowała się była szlachta, 
n^ilemam, ze porządek rzeczy, $tatutem wiślickim obwaro-* 
wany, byłby długo trwał w swej mocy, ze władza prawo- 
dawcza obraduiiąc z Królem , raczćjby była w duchu po- 
prawy zaprowadzonego porządku (czego piękny dawały 
p]:zykład czasy Władysława Jagieły, i pierwsze lata pano- 
wania syna jego Kazimirza), niz obalenia albo przeistoczę* 
Oia. tego, co istniało poprzednio. Wszdcże tak zostały na- 
strojone rzeczy, iz w przecinanym pójść musiały kierimku, 
odkąd protestantyzm podawał nam myśl reformowania nie- 
tylko kościoła, ale i rządu, i to co wolno i z namysłem po- 
VinQO się było rozwijać , szybko i bez należytego zastano- 
cienia się przeistaczać zaczął. Czemu niebacznie dopoma- 
gali Jagielonowie, którzy znowu poetycznie, a nie prakty- 
cznie pojmując rządy, dali się w porozumienie , łe albo 
dziejów, a więc świata i ludzi me znali, albo teł igraszkę 



6? 

sobie robili z religii. Tei sim Zygmunt Stary, w rok p« 
ustanowieiin IcBnego księitiri praskiego, (kt^reim catoM 
wyzimiiia ausipurskiego warował), ^mierdą karał (r. 1520) 
Cfdateczan za to, łe rzymsko-katolicką porzuciwszy wiarę, 
wyznanie Marcina Lutra przyjęli, aczkolwiek poprzednio, 
w pisanym do Ekiuąyi liicie (1), przyrzekł być stniieii 
owiec i kozłów, czyli równą mićć nad katolikami jak pro- 
testantami opiekę przyobiecał. Ten sam Zygmunt August, 
który r. 1S64 uchwałę parczowską wy£ej wspomnioną pod- 
pisał, dawał tegoł samego roku prz}iiileje na wolność wy- 
znania koronnym i litewskim protestantom (2). Na co ba- 
cząc naród mniemał, 2e zgodnie z uczuciami monarchy 
(któremu polityka niby nie dozwalała, przez jawne na łono 
kościoła protestanckiego przejście, zerwać zupełnie z Pa- 
piełem) działa , gdy protestantyzm i rzecz-pospolitę roz-. 
wija w Polsce i na Litwie, i ie im spieszni^ działa w t^ 
mierze, t^m lepięf czyni. Obumierała jui bowiem rodzina 
jagielońska, i miała osierocony tron zostawić po sobie; a 
więc nalegało się spieszyć, i jeszcze za Sycia Zygmunta 
Augusta tak urządzić rzeczpospolitę, ateby po śmierci 
Króla mogła się ostać bezpiecznie. Gdy przeto przyśpie- 
szonym rzeczy musiały iść biegiem, I ^y rućfaawość myśli 
nie dała narodowi spokojnie zastanowić się nad sobą , nic 
dziwnego ie raczćj u obcych, ni£ w pośród siebie szukał 
zasobów do rozwinięcia rzeczypospolitćj, i ie ładna znowu 
gnieździć się zaczęła w polskićm piśmiennictwie. Lecz nikt 
nie spodziewał się ztąd czegoś złego, bo sztiimk poniesiony 

<1) Czackiego dzieła w trzech tomach wydane w Poznaniu 1842. 
P9równaj L 812. 

<2) Łukasz, dzieje kościoła helweclc. L 0. 



08 

Wf wnątr^, mógł się naprawić zewnątrz, i, jak to zwykle 
bywa w łutteiacb budowy niocn^ , mogła chorobę prze- 
mi^ flsyczna siła, zwiększona teraz w trdtii^&sób dla Pol- 
ski|. ścisłem przez unią łubelską n 1569, połączeniem .się 
a nią Litwy i Rusi; które pod jedne formę rz^u przy wio- 
^zabiegi o to, życzliwego wszysrtl^ trzem narodom ja- 
gielpńskiego płemienia ; które jjuż przez to, juz iei przez 
aibjeig 9zczęśliw>xh okoliczności , zjednoczyły się w jedno 
ciało polityczne. Atoli znaleźli i na to sposób Jezuici, i nad 
czem daremnie niegdyś 'pracował Zygmunt I. Król czeski 
ą niemiecki Cesarz, zaczęli do skutku przywodzić, godząc 
w to , ażeby Ruś przywieść na łono rzymsko-katolickiego 
kościoła, czyjli poróżnić ją z Polską. 

\ Chcąc swój zamiar doprowadzić do skutku, musieli na- 
przód targnąć się na protestantyzm, wojować go i nim szor- 
ować; następnie musieli toz samo co on, ale w odwrotnym 
kierunku spełnić. posłannictwo, oddziały wając co on zdzia- 
łał, i* odstępcó w od rzymsko-katolickiego kościoła od swej 
;^pwu wiary uczynić odstępcami. Zkądby się wzięli, -i po- 
cAby przyszli 4o Polski, napomknąłem o tern, a szeroce 
.opowiedzieli to inni (1). Wprowadził ich do nas Kardynał 
Hozyusz, i w Warmii osadził r. 1564, zkąd Andrzej Nos- 
kowski Biskup płocki przeprowadził ich r. 1565 do Pułtu- 
i9kii, Następnie i, 1570 osiedli w Poznaniu i t. d. 

Zygmuntowi Augustowi, który obojętniejszym był na re- 
11^ niz na gusła j zabobony, który w młodości rozwiozłe 
YffMi życie- a w starości zgryzotami sumnienia za to drę- 

^;X0 Czytaj wyborcy artykuł w Tygodalku literackim , w nume- 
rze 9 z r. 1841 pod napisem: Hi8toryc%na wiadonjupść o Jęn^uilacA 
w Polsce. 



60 

czony będąc, naprózno oglądai się diugo, za lekarzem ciała 
i duszy; temu Królowi, mówię, zręcznie podsunęli Biskupi 
nasi Jezuitów, niby mających doskonałe lekarstwo nt 
wszelkie dolegliwości. Przyjął ich łaskawie Zygmunt, przy- 
chylność okazał, i udarował kościołem Ś. Barbary w Wil« 
nie, a umierając bibliotekę zamkową przekazał im r. 1572 
w testamencie. Tąi samą drogą wkradli się w serca nastę- 
pców Zygmunta Augusta. Chcąc się przypodobać Henry* 
kowi Walezyuszowi, przypisali mu Jezuici postylę, przez 
księdza Wujka zgromadzenia swego kapłana napisaną: a 
gdy ten uszedł z Polski r. 1574, wnęcili się do .łask Ste- 
fiina Batorego. Ten Monarcha w młodości swej zagorzały 
zwolennik protestantyzmu, gdy został polskim Królem 
r. 1576, tak dalece położył w Jezuitach swoje zaufanie^ 
ze publicznie mawiał, iz gdyby nie był Monarchą, zostałby 
Jezuitą. Wszystkie polskie kraje chciał on zjezuicić, coraz 
więcej synów Ignacego LojoJi sprowadzał do Polski, t 
umierając miłość ku nim odkażał synowcowi swemu Zy- 
gmuntowi Batoremu (1). Najwyżej wzniósł Jezuitów zna- 
czenie ich wychowaniec Zygmunt III, pod którym tak wzro^ 
ńli, ze ośmnaście liczyli w Polsce kolegiów, w których był(i 
do pięciuset zgromadzenia jezusowego kapłanów (2). Przy 
pomocy tego Króla podołali oni od r. 1588, zamiary swctje 
doprowadzić do skutku. > ? 

Celem ich zabiegów było, ażeby wykorzeniwszy :iii#» 
straszniejszy dla siebie, bo najwięcej między szlachtą maftof- 

(1) Przywiedziony Rostkowski przez L S. Bandtkiego, w roz- 
mait. krakowsk. I. 120. Osiński w życiu Skargi 60. Siarczyńsklego 
Obraz wieku I. 127. 

(2) Jochera obraz U. 676. 



70 

j^lską apowszechniony protestantyzm, to jest aryanism, 
• przez to postawiwszy się w staaie zupełnej swobody ze 
itrony nowowierców (o resztę protestantów nateraz nie 
tyle dbali), bezpiecznie się poświęcić mogli przywiedzenia 
koScioła greko-polskiego na Rnsi do unii z Rzymem. I do- 
kazali swego, uderzywszy w usposobienie do tego mających 
Prałatów greckiej cerkwi, jak się to z pism ich, które ci po 
sobie zostawili, pokazuje dostatecznie (1). Protestantyzm, 
który od Krakowa rozszerzył «ic a£ pod Kijów (2), pier- 
wszą snadż ku temu usłał im drogę. Obawiano się, aSeby 
umysłów ukształceAszego nie ogarnął obywatelstwa rus* 
kiego; zwłaszcza gdy carogrodzki Patryarcha, nie maj4c 
na zawołanie takich, jakimi byli Jezuici, kościoła swego 
obrońców , nie mógł przeszkadzać odszczepieństwu od wy- 
raania wschodniego, w wyiszych stanach objawiającemu się. 
To na widoku mając ruskie duchowieństwo i obywatele d, 
którzy wiernymi ojców pozostali wierze, chętnie się do unii 
skłaniali, zwłaszcza gdy sądzili, ii według pojęć w pier- 
wotnym panujących kościele, połączenie ruskiej z łacińską 
nastąpi cerkwią. Tego mniemania był Konstanty KsiaSę 
Ostrogski , naprzód zwolennik, następnie główny nieprzy- 
jaciel unii. Ten, skoro mu na ą|ezdzie w Brześciu Litew- 
skiii r. 1595 ku temu umówionym, oświadczono, ze unia 
ohudwóch kościołów w to zmierza, aSeby grecki pod łaciń- 
4a poddać kościół, i na nierówności praw osadzić obadwa 
IdK, izby pierwszy do jedności przystąpił z drugim, nie jak 

(1) Porównaj artykuły: Hipacy Pocieja Melecy Smotrycki^ 
KśUkMt Sakowic%^ tadzie2 listy pierwszego z rękopisów w dodat- 
kach do drugiego tomu naszego dzieła wydane. 

(2) Szczęsny Zebrowski w przypisaniu dziełka r^r^/^/a naplastr. 



71 

równy do rdwnego, (według pierwotnego kokioit katoli- 
ckiego pojęć, którym osobni rządzili Patryarchowie , rzya- 
skiemu w niczem, artykuły wiary wyjąwszy, nie podlegli), 
|e€z jako podrzędny do rozkaziyącego mu (i), odstąpił od 
przedsięwzięcia. 

Połączenie kościołów obudwóch inny, jak sobie zamie- 
rzali Jezuici, wzięło skutek. Zamiast bowiem odstrychnąć 
od protestantów, zbliżono ich do Rusi, i odtąd to, czego 
dawniel nie bywało, łączyli się Rusini dyzunici z wyznaw- 
cami auszpurskiego i helweckiego wyznania, (bynajmniej 
Zfić zAryanami), politycznie wszakSe, a nie religunie. 
W składzie bowiem wiary zupełnie się różniły z sobą gre- 
ckie i protestanckie wyznania. Gdyi pierwsze (uznanie nad 
aobą władzy Papieża wyjąwszy), zgadzało się w głównych 
artykułach wiary z rzymsko-katolickim, dru^e przeciwnie 
godziły w to w ogóle, w co starodawna Bogumiłów zmierza- 
ła sekta, a w szczegółach niektórychiróiniły się tak od nićj, 
jak znowu od swoich sekt wielce. A tak unią kościołów 
robiąc, nie dopięli, mówię, zamiaru swego Jezuici. Wpraw- 
dzie poróinili oni nie tylko Polskę z Rusią, lecz i między 
Polakami niezgod zasiali ziarno: gdy jedni Króla jezuity- 
zipem napojonego mając na czele, ścigali orężem Kozaków, 
przeciwko unii wojiuących; drudzy łagodząc umysły , wy- 
stawiali ziomkom przewrotną politykę Monarchy, która kłó- 
cąc naród gotuje mu zgubę, a kojąc Rusinów gniewy po- 
wzięte o to na Polaków, ze ruchawości swćj nie chcą u2yć 
ku uspokojeniu kraju, wzywali ich do cierpliwości. Jakoż 

(1) Pamiętniki moje L 4^ ns^n. Listy Hlpacego Pocieja wyzićj 
wzndankowane*. 



72 

nie zaspał naród ogólnej kraj a sprawy, lecz na drodze dy- 
^matycznej, zbrojno, według ówczesnych wyobrażeń, wy- 
stąpił r. 1606, zjazd polityczny obywatelstwa małopolskie- 
go (do którego się i prowincye inne przez swych posłan- 
ników przyłączyły) wSandomirzu naznaczywszy, i, wsku- 
tek zrobionych tu narad, formalne zaskarżenie na Jezuitów 
przed sejm zaniósłszy (1). W podaniu o to uczynionćm, 
wymieniwszy wszystkie nieszczęścia , jakich doznała już 
i dozna od Jezuitów Polska; wykazali i to zebrani na wal- 
ną do Sandomirza radę obywatele , że synowie Lojoli dążą 
do obalenia istniejącego obecnie rządu , i do pokłócenia 
między sobą obywateli rzeczypospolitej; stawili nakoniec 
przed oczy sejmi^ącym stanom , że poty w Polsce pokoju 
pewnego spodziewać się nie można, póki Jezuici wypędzeni 
z Bićj nie będą (2). Gdy manifest ten, którego się bardzo 
ulękli Jezuici, został przez zabiegi Zygmunta IH udaremnio- 
ny na sejmie, zebrała się tegoż samego roku Litwa, a na- 
stępnego wystąpiła wespół z nią Polska, i w rokoszowem 
polu pod Jeziornem (przy miasteczku Stężyca w Małopol- 
sce) r. 1607 spoliwszy się w jeden polityczny związek czyli 
w konltederacyą, wypowiedziała Królowi posłuszeństwo. 
Maniftst tym końcem wydany (3), ubolewa między innemi 
na to: „że Król obierając sobie za nąjdufalsze (najwiemiej- 

(1) Pordwnaj wyżćj wzmiankowany artykuł w Tygodniku lilera- 
ckimz r. 1841 w numerze 9. 

(2) Siarczyńskiego obraz wieku 26. 27. 

(3; Z orygioału w archiwum Kórnickim znajdującego się, wy- 
dnilcowaay będzie wraz z listem Biskupa przemyślskiego Michała 
kbpystenskiego, w dodatkach do drugiego tomu naszego dzieła. Wy* 
jatki z obudwdch pism przywodzę tu w dzisiejszćj plsownf. 



73 

sze) poradniki, ludzie albo cudzoziemskie ku wzgardzie 
narodowi naszemu, albo nieumiejętne, albo złośliwe, rozry- 
wa i miesza stany rzeczypospolitej rozmaitemi sekcyami 
(rozdwojeniem w wierze)." Wielką to radość jak w koronie 
i Utwie, tak szczególniej na Rusi sprawiło. I zaraz r. 1606 
wystosował odezwę do rokoszu ten sam Biskup . polsko- 
grecki, który unii w Brześciu Litewskim nie podpisawszy, 
przywiódł innych Biskupów, a swoich współwierców, do 
oderwania się od tćjie. Był nim ^lichał Kopysteński Biskup- 
przemyśłski i Samborski. Ten, w manifeście sw7m do star- 
szyzny rokoszowej zaniesionym, oświadcza: „ze była stra- 
szną Polska każdemu nieprzyjacielowi, póki całość i rów- 
ność praw koronnych każdemu była zachowana, póki mię- 
dzy pospolitą rzeczą jednostajna myśl i miłość panowała, 
póki ludziom religii greckiej nabożeństwo w całości zacho- 
wywano. Co gdy teraz Król Zygmunt naruszył , przeto 
ucieka się (Biskup) do swoich panów braci (do reprezentu- 
jących koronę i Litwę obywateli), ą|eby się do jego kró- 
lewskiej mości przyczynić raczyli, by czyniący niniejszą o- 
dezwę , był z duchowieństwem swem i rzeczą pospolitą 
religii greckiej, przy starodawnych nabożeństwach i wolno- 
ściach cale (w zupełności praw) zachowany". Próśb od 
rokoszu zaniesionych do siebie, a do naprawy rzecz^^po- 
spolitej dążących (będzie o tćm w drugim tomie dzieła), 
nie raczył wysłuchać Król Zygmunt, lecz jak się (wydru- 
kowane w dodatku do drugiego tomu) pieśni rokoszowe wy- 
raziły/ niósł wespół z Senatorami wiernymi sobie (imiona 
ich są wyliczone tamże) , z księimi i Patrami (Jezuitami) 
wodę na ugaszenie pożaru, który rozniecili: Janusz ksiąią 
RadziWił Marszałek koła rokoszowego, Mikołij Zebrzydow*. 

FI81IIB9, rOŁ8. T. I. • 10 



74 

ski Wojewoda krakowski, drugie po nim miejsce w radzie 
rokoszowej mający, Stanisław Stadnicki ze Zmigroda (d|a* 
biem wcielonym nazywa go jedna z anti-rókoszowych pie- 
śni), przeciwko Jędrzejowi takoż ze Zmigroda Stadnickie- 
mu, Jezuitów na zjeździe sandomirskim obrońcy, występu- 
jący, nakoniec krocie najznakomitszej szlachty, własnorę- 
cznie podpisanej na manifeście. I nie zabawem zagasił po- 
itr, zaczerpnąwszy wody z włoskiej przebiegów politycz- 
nych pełnej studni; którą u nas Królowa Bona wykopaw- 
szy, dalsze o niej staranie równym jak sama była intry- 
gantom zostawiła. Tą wodą była niezgoda , studnią obłą- 
kanie polityczne, intrygantami Jezuici. Piekielna ta trójka 
stała w logicznym stosunku do oświaty, jaką miał naród, 
a była wynikiem ciemnoty, z której wzięła życie. Jakie 
bowiem drzewo, taki był i owoc jego, jaka przyczyna ta- 
kim i skutek. Pomimo ze rozum daradzał narodowi tchnąć 
jedności duchem, podzielili się, jak rzekłem, reprezentanci 
narodu na stronnictwa, z których jedno z Królem i ducho- 
wieństwem, a drugie z rokoszem czyli opozycyą, naprzeciw 
jezuickim postawioną sztukom, trzymało. Pierwsze było 
silniejsze, bo było zni^m wojsko. Wystąpił przeciwko nie- 
mu do walki rokosz, i pod Guzowem (wieś o półtory mili 
od Radomia le£ąca) pobity, ale nie zupełnie, stał jeszcze 
silnie. Sięgli więc Jezuici po wodę do włoskićj studni, za- 
czerpnęli z niej f mówi pieśń rokoszowa) Machiawela rad, 
i niemi Mikołaja Zebrzydowskiego zdurzyli, a wystawiwszy 
moy »ze działając w interesie narodu, t^m samem wznosi 
aiMzenie szlachty, a osłabia wpływy panów;" szlachcie zaś 
Ifodmucfanąwszy do ucha, Ae nie powinna dowierzać pa- 
Bom, kUftrzy nie j^, lecz własne mi^ąj m widoku dobro,* 



75 

przywiedli rokosz do tego, ze przeprosiwszy Króla, roz- 
szedł się do domu. Jękły lutnie polskich pisorymów: jedni 
1 to nąjznakomifsi (Miaskowski, Simonides, i bezimienni)^ 
przeciwko rokoszowi; inni i to pośledniejsi .(nieznane nam 
ich nazwiska), za rokoszem śpiewali. Cieszyli się ztąd Je- 
suici, ie miałki narodu rozum, dozwolił im zwycięsko wyjść 
z sprawy, o której pomyślnym skutku bardzo byli zwi^tpilŁ 
Podobnie niegdyś Królowa Bona, podburzywszy szlachtę 
do podniesienia kokoszej wąjny przeciwko .Królowi i pa* 
nom, a następnie Króla nasadziwszy na nią, zniweczyła za- 
miary narodu naprawienia rzeczypospolitąj ; i cieszyła się 
bardzo, ie znalazła narzędzie ślepo usłużyć sobie z cza* 
sem mogące do dopięcia pewnych celów. 

Zkądze tak miałki rozum u narodu, z oświaty powszech- 
nie słynącego na północy, od czasów niepamiętnych? Czem- 
ze się stało, ie Polak wystąpiwszy groźno przeciwko Jezu- 
itom, dał im sobie broń wytrącić z ręki? Odpowiedź na ta 
da rzut oka na stan zakładów polsko-naukowych w czasie^ 
o którym mowa, więcej bowi^n powiedzieć o tćm, nie ma 
na teraz potrzeby. 

Krótko brzmi piosnka o szkołach polskich, lecz długa 
odbrzmiewa echo wielokrotnie odzywające się jej głosy^ 
powtarzając je przez ośm -wieków jednakowo. Za pogań- 
skich czasów nie mieliśmy żadnych zakładów naukowych, 
niemąjąc jak Litwini, kastowe urządzonej hierarchii ducho- 
wnćj. Wtedy wielcy ludzie zastępowali nam instytuta nau- 
kowe, bez żadnego ztąd, jak rzekliśmy wyiąj, na og(Uw| 
odwiatę wpływu. Za czasów chrześciańskich były parafial- 
ne i klasztorne szkoły, których dążność ku ogólnemu do- 
bru skierowało duchowieństwo. Wszechnicę nauk (univer- 



76 

silas stndioTum, generale studium), zamierzali Młbfyc Kaa^ 
mirzW. i Królowa Jadwiga, lecz spełzły na nirzem ich zamia- 
ry. Przywiódł je dopiero Władysław Jagieło do skatku, ale 
zakładu swego nie postawił w tym stanie, ^eby się mógł 
ostać bezpiecznie, wśród wpływających nań zewnątrz i we- 
wnątrz okoliczności. Stało się przez to, ze uniwersytet do- 
znał tego losu, co krajowe prawa: ze gdy go Jagieło pod- 
dał pod wpłj^wy ludzi, nie zaś Instytucyi, przeto w miarę 
tylko dobrych chęci lub możności tychże, mógł uniwersytet 
pomyślnóm cieszyć się powodzeniem; również jak i prawa, 
iterze martwćj, a nie osobno postanowionej na to magi-, 
straturze, do pielęgnowania będąc dane, nie długo mogły 
W;dobrym zostawać stanie. Tak bywało wprawdzie i za 
granicą, lecz tam wielka instytucya, bo powszechny na 
rzymskiej oświacie ukształtowanego narodu rozum, bo 
rzymskie, a nie z\i7czajem, jak u nas rozwinięte prawo, 
mor mając obowięzującą, dawało możność samemu narodo- 
wi, 'czuwania nad pomyślnością swoich zakładów nauko- 
wych; a litera prawa, nie każdemu [zrozumiała, zmuszała 
do tego, ażeby do wyrozumiewania jej przeznaczono ludzi, 
umyślnie wybranych po to {z grona uczonych mężów. Ale u 
nas przeciwnie było. Bo dopiero zakłady naukowe miały 
ukształtować naród, dla tego tez musiał uniwersytetu za- 
łoiyciel poddać go pod opiekę duchowieństwa, pod ów 
cz&s najwięcój oświaty w Polsce mającego. Lecz kapłani, 
jako ludzie pewnego stanu, wtedy tylko dobrze iyczyć ma 
mogli, gdy działał w ich widokach. Kapłani przeto, dążność 
jaką miał uniwersytet ku swoim skierowali celom, użyli go 
za narzędzie do wpływania przezeń na cały naród według 
sUrej myśU. Miał bowiem uniwersytet w przeznaczeniu kie 



77 

rowac oświatił w ca*ym kraju, ł tnn któccm robił po Pol- 
sce zakłady naukowe, czyli, jak się w otr 4»^5 nazywały, 
kolonie albo akademie, z ramienia swego i Pror««^|.(^ 
w nich stanowił. Lecz jak sam zawisł był od krakowskiego 
Biskupa Kanclerza swego, czyli jak dziś mówimy, Kurato- 
ra, tak i kolonie te od Biskupa zależały. Krótko mówiąc, 
rozum ludzki to sprawił, ze taka, jak ją opiszemy spotkała 
uniwersytet dola; ze taz sama przyczyna która u nas nau- 
kę prawa tamowała, stała na przeszkodzie pomyślności 
jego. Bo zwyczajem ukształtowane, pielęgnowali również 
zwyczajowo, czyli dawnym ojców trybem hodowtili go lu- 
dzie, naukowo niewykształceni ; którzy w rozum nie pod- 
rósłszy sami, nie mogli, mimo chęci, wykształcać tego, co 
rozumnie czyli naukowo rozwijać się liiyło powinno, jeleli 
miało przynieść dla narodu po&y tek nale&y ty. Wszelako le- 
pszy los spotkał uniwersytet mi miało go prawo. Naród 
bowiem podrasta)ąc w rozum, gdy nie mógł pod swoje pie- 
czę przywieść wszechnicy naukowćj (bo gdyby ją było 
duchowieństwo wypuściło z swej ręki, byłoby wkrótce 
całą przez to zhussyciałą, z protestanciatą, ujrzało Pol- 
skę), przynajmniój czuwał nad jćj istnieniem, i mgdy sejm 
nie opuścił głównego zakłada Muz polskich w przykrej 
doli, aczkolwiek do wzniesienia go przyczynić się nie chciał, 
czy nie mógł. 

Zwyczajnym wieków średnich trybem, założony został 
uniwersytet o czterech wydziałach, czyli miał cztery, ii 
tak powiem , główne szkoły albo akademie (teologiczną, 
prawną, lekarską, fllozoflczną, w tym mieściła się i historya 
tudziei filologia), które wjedno ciało, czyli wjednę nauk 



78 

jlołączoHe wsrechnią, ts^^^Y^' powszechaią jedoę (1), od 
swojego zało/j'"^^^ jagielońską niestosownie - nazywaną 
akad^*-*' (2). »Wydziałów tych jako tez całego uniwersy- 
tetu działalność, jego wpływ na oświatę narodu, znaczę*- 
nie wreszcie, zawisło było od zewnętrznych okoliczności. 
W miarę {więc, jak się zdawał z nauką kościoła rzymsko* 
' katolickiego postępować zgodnie, więcej względów dozna- 
wał od bezpośrednich swych opiekunów, czyli więcej miał 
łaski u władzy duchownćj; i przeciwnie. Zaufanie położyło 
duchowieństwo w uniwersytecie po nastąpionej z Czechami 
przez Papie&a zgodzie (3), i odtąd to i po polsku, lubo rzad- 
ko, pisywali Professorowie krakowscj^ (4), tudzież uniwer- 
sytetu mis trze (5); z których gdy się przenie wierzył du- 
chowieństwu Andrzej z Dobczyna Gałka, nastąpiła [co do 
polskości przez cały wiek XV cisza. Niewiadomo albowiem, 
czy z ówczesnych pism polskich, z rękopisów przezemnie 
wydanych, jest oprócz dwóch, trzech, innti jakowe Profes* 
sorów krakowskkh dziełem. Wszelako widać, iź uniwersy- 
tet i witej nie próżnował mierze. Skoro albowiem polskie 
H Halera (od r. 1506) pokazały się druki, wychodzić za- 
częły i mistrzów krakowskich w polskim języku pisane 
dzieła (6), dawno snadź przygotowane: lecz dopiero wte- 
dy drukiem ogłoszone światu. 

(I) Na to prawie wychodzi łaciński wyraz unirersUas. 
' (2) Niestosownie, mówię, bo przez akademią Jeden rozumieć na- 
teEy wydział. 

(3) R. 1433 9aciiba8ileenBia. 
. (4) Andrzćj Gtłka^ Jakób Parkosz. 
(5) Magistri, stopień uczony wmdwersytecie uzyskuji^y. 
(0) Odr. 1521. Jana z Koszyczek, stopniem Bakałarza zaszczy- 
conego w uniwersytecie, pierwsza, Oe wiem, Jest tego rodzaju praca. 



79 

Gdyby nawet nic nie byt napisał po polsku uniwersy* 
tet przez caiy ciąg swojego by tu> nie wahalibyśmy się i tak 
przyznać mu wielkich dla piśmiennictwa polskiego zasług: 
gdyż tern samem, że w naukach^pracował gruntownie, przy* 
sposabiał przyszłych pisarzów; aczkolwiek ci nie na tern ja* 
kie im pokazał, lecz na innem wystąpili polu; aczkolwiek nie 
wjęzyku łacińskim, w którym nauki pobierali, lecz w polskim 
dali się poznać światu. Uniwersytet albowiem przez to swo- 
jemu odpowiedział przeznaczeniu, ie przynajmniej w sto* 
sowanych umiejętnościach naukowo i z europejską praco* 
wał sławą. Przez wykład takowych, zagrzał on do pi* 
śmiennictwa młode umysły, zostawując własnej ich woli, 
wystąpić natem lub na innem polu, i popisywać się w łacin* 
skim lub polskim języku. I tak się też stało. Z umiejętno- 
ści stosowanych najwyżej posunął uniwersytet nauki przy- 
rodzone. Pisał o anatomii i o morowąj zarazie, już w ów 
czas, kiedy na zachodzie o obadwóch wiedza była jeszcze 
wkolebce (1). Zajmował się optyką, i sławnymi ztąd Kra- 
kowian uczynił, którzy według zeznania Sarnickiego (2), 
trudnili się odwiecznie sztuką przedstawiania cieni zmar- 
łych za pomoicą optyki. Właśnie też w dzieła o umiejętno- 
ściach stosowanych nie jest ubogie ąj^^^yste piśmiennictwo; 
aczkolwiek bogatsze jest w pisma nadobne nauki obrabiają- 
ce. Chociaż wykład ich stał w uniwersytecie nizko, wybor- 
nie przecież obrabiali prozę i poezyą pisarze polscy, nie 

(1) Rękopis w bibliotece Zamojskich z r. 1464 w którym między 
innem! są: Tractatus de anatomia omnium membrorum corparis 
humani, Tractatus de regimine pestilenciali Magistri Johanńis 
Ilkus CoUegiati et in medicis łicentiatt. 

(2) Ańnales, Cracoviae 1587. PortfwnaJ 898. 



8) 

poszedłszy w tej mierze Holendrów torem, którzy nic pra- 
wie z takowychie nauk, w swoich uniwersytetach wy- 
śmienicie wykładanych, ojczystemu nie przysporzyli pi- 
śmiennictwu. Rzecz dziwnaf ie właśnie kiedy znowu wpadł 
w niełaskę u duchowieństwa uniwersytet (1), i kiedy za- 
pomniany i ftinduszami nieopatrywany będąc (oprócz bo- 
wiem teologicznego i prawnego walczyły inne wydziały 
z pierwszemi potrzebami życia), nie tylko nie mógł stać 
na stopie nauk europejskich, ale nawet daleko poza niemi 
pozostawał w tyle; rzecz dziwna, mówię, ze wtedy nąjwy- 
zćj się wzniosło polskie piśmiennictwo. Lubo zaś wzorowi 
XVI wieku pisarze nasi kształcili się za granicą, przecież 
większa ich część w Krakowie wydoskonaliła się, własnćj 
pracy do tego dołożywszy, i tak przykładem własnym do 
naśladowania siebie zachęciwszy drugich. Podziwiajmy 
wtem mądre wyroki Boga, iktóry wśród złego powodzenia 
a nawet upadku jego zakładów naukowych, nie dopuszcza 
narodowi upaść umysłowo, wlewając wjego serce miłość 
dla nauk, i w miejsce żywych wskazując mu umarłych, 
a£eby, gdy ustnego nauk wykładu słuchać pisarz nie mo- 
że, z ksiąg czerpał mądrość obflcie. Za tą skazówką Opatrz- 
ności chodzili zawsze Polacy, starali się o dobre dla swego 
piśmiennictwa wzory, i podług nich, nie raz z pomyślnym 
skutkiem, bo samodzielnie, ojczystą kształcili literaturę. 
Dowód na to postawi osnowa naszego dzieła. 

Naród polski, a z nim uniwersytet, zostając w ruchu, nie 
raz omdlewał i ustawał, słabiejąc częściej z niewygód jak 



o y 



(1) Z przyczyny wkradającego się do serc młodzieży' protestaij- 
tyzmu, czemu przecież bynąjnmi^ nie była wiąną akademia. 



81 

obfitości potrzebnych do przyzwoitego życia środków. Wte- 
dy stawał się na niejaki czas opieszałym. Właśnie w takim 
znajdował się on stanie, kiedy napadłszy naii Jezuici roz* 
poczęli z nim walkę o iycie lub śmierć. Wśród chrzęstu 
piór, wrzasku szermujących, i gwaru przypatrując^ się 
zapaśnikom gawiedzi, zmierziły sobie polskie Muzy uniwer- 
sytet, i właśnie pod ów czas opuściiy go, kiedy Radziwił 
z Zebrzydowskim podnieśli rokosz. Tak gasło dawne nauk 
światło, pomroka nocy szeroko zalegała polskich nauk po- 
le, dozwalając rozpościerać się na niem kuglarstwu jezu- 
ickiemu, wtedy właśnie, kiedy narodowi nie mamideł, lecz 
gruntownej oświaty potrzeba było. Gdy tak krakowski 
upadał, powstały inne uniwersytety, o których napomkną- 
wszy, opowiem resztę o zakładach polsko -naukowych. 

Była akademia, czyli wyisza szkoła, którą Jan Lubrań- 
ski niegdyś Professor uniwersytetu, a następnie Biskup 
poznański założył r. 1 500 w Poznaniu, i oprócz lekarskićj 
sztuki, wszystkie inne nauki w wyższym nieco, ni£ w szko- 
łach parafialnych stopniu, w niej chciał mieć wykładane, 
sprowadziwszy kutemu z Krakowa Professorów. Lecz zale- 
dwie szkoła ta lat trzydzieści istniała, została luteraniz- 
mem zarażona przez Krzysztofa Endorflna Lipszczanina, 
który jako stronnik Marcina Lutra, usuniony będąc z Lipska 
przez tameczne duchowieństwo katolickie, wezwany został 
od Biskupa poznańskiego Jana Latalskiego do wykładu ję- 
zyków starożytnych w Lubrańskiego szkole. Odwróciła 
więc i od tego zakładu oblicze swoje duchowieństwo, i dla 
tego tez chromał on odtąd az do r. 1569. Wtedy to An- 
drzćj Czarnkowski Biskup poznański nowy mu nadał kieru- 
nek, sprowadziwszy do niego na nauczycieli Benedykta 

piamsir. pol*, t. !• **• 



92 

Herbesta i Grzegorza Samborczyka,' Professorów uniweray- 
tetu. Ci przy pomocy dobranych sobie do sptiłdziałania, a 
po katolicka myślących uczonych, dali odwrotny kierunek 
szkole, z wielką dla religii, małą dla gruntowności nauk 
korzyścią, gdyż zakład szkolny kierowany przez nich wię« 
kszego światła nie znosił (1). Wtedy to, czyli właśnie 
w roku zawarcia unii Brzeskićj (r. 1593), wystąpił wielki 
Kanclerz Koronny Jan Zamojski, z nowo przez siebie o wła- 
snym koszcie założonym uniwersytetem w Zamościu, który 
wiele obiecywał. Miał bowiem ten uniwersytet odrodzić 
dawny jagieloński, i właśnie te nauki które w nun podupa- 
dły (umiejętności stosowane, nauki nadobne), nie tylko po- 
dnieść, lecz i wznieść wyżej. I tak tez było, póki zył JaA 
Zamojski, (który właśnie w czasie rokoszowania (r. 1605) 
legł w grobie), tudzież syn jego Tomasz. Po ich śmierci, 
upadać zaczął zamojski uniwersytet, lat zaledwie trzydzie- 
ści kilka żyjąc zdrowo i pożytecznie, W tak krótkim 
przeciągu czasu mógtze nawet pomyśleć o tern , ze zabły- 
snąwszy przeleje rozum w massy narodu? 

Tym czasem nie tylko żyli, lecz juz szeroce rozpostarli 
się byli po kraju Jezuici , uzyskawszy nawet akademią 
własną, którą im również o własnym koszcie założył 
r. 1579 w Wilnie Walery an Protatzewicz tameczny Bii^up. 
Akademią tę potwierdził Stefan Batory, Władysław zaś lY 
wyniósł ją do rzędu uniwersytefoi. Lecz Jezuitom była za 
małą, obszerniąjsze od korony granice mająca wespół 
z Rusią Litwa. Chciało im się prseto mieć zakład naukowy 
w ówczesnej stolicy państwa, a nawet, gdyby się dało, 

(1) .Łukaszewicz o koso. braci 19 nstpn. 56 ns^a. 



88 

• 

myślali posieść krakowski uniwersytet Tego m czas iie« 
jaki dokazali , pomimo prawa, kt^re opiewało, łe iadna 
akademia , a nawet iaden zakiad wyższy , a od nniwersy* 
tetu odrębny, lie mołe istnieć obok jagielońskiego w Kra- 
kowie. Tak po części uzyskawszy Jezeici nad poniłonya 
przeciwnikiem przewagę , udawali przed narodem, ze ga* 
snące w obudwdcli uniwersytetach światło zapalą, i wras 
z oiywioną przez siebie katolicką wiarą upadłe podżwigną 
nauki. Lecz przeciwnie się stało; nie tylko bowiem światła 
nie zapalili nowego, ale gasnące zgasili do reszty, zwłasz- 
cza gdy i protestanckie zakłady naukowe o śmierć^przy- 
prawHi. Z niemi bowiem na Litwie i w Koronie przy koń- 
cu XVI i na początku XVII wieku przedsięwziąwszy walr 
czyć , poniłyli i zdeptali je. Wtedy-to, nowi ci synowie Ja- 
peta , skradłszy niebu ogień , i wydobywszy ztąd promień 
światła , tak ni^ po kuglarsku zamigotali przed oczami 
polskiego narodu, z takim blaskiem i tak sztucznie nićm 
zabłysnęli Litwie, ze olśniony przez to wzrok obudwtfcb 
ludów do reszty ociemniał, i przez dwa blizko wieki nosił 
kataraktę na oczach, nie widząc tego, jak srodze a nawet 
sroząj od nich niz niegdyś od Krzyżaków pokrzywdzony zo- 
stał. Tamci bowiem oszukali go ^ złupili z imienia, obszer- 
ne kraje wydarłszy Polsce i zniemczywszy je: ci ocUęli mu 
miłość u ludów, Ruś, Prusy, państwa Inflanckie poburzy w- 
szy nań 9 jak w dalszym tego dzieła opowiemy tomie (1). 
Wtedy t# Pandora otworzyła napełnioną swą puszkę fa- 
natycznemi wyotora&Nriamir zkąd wrogie dla rozumu łudz- 
ił) Tym ezasem porównąf rozpfawę w Roku Odroinkonif jmnh 
iiy%m. R. 1845, VI. 61. nstpn. 



84 

kiego wyleciały myśli , i zamieszały go. Ukryta na dnie 
nieszczęśliwego naczynia nadzieja, dopiero w środku XVUI 
wieka wejrzawszy na nas, dawała i dot^d daje otnchę, łe 
przytłumiona polska oświata XYI wieku, znowu kiedyś od- 
iyje, i w długie między nami zamieszka czasy, a język nasz, 
najdelikatniejsze uczucia i najgłębsze myśli kwiecisto i wy- 
razisto wynurzyć zdolny, zabrzmi znowu wtedy, i po tylu 
które przeszedł kolejach , wsławi się dziełami , piękności 
i wielkości narodowej mowie odpowiednieini. 

Tak w najogólniejszym rysie wystawiwszy los zakła- 
dów polsko-naukowych (obszernie , ale z zastosowaniem 
W}kładu do zakresu naszej pracy, raz jeszcze o tej rzeczy 
w drugim powiemy tomie), zwrócimy uwagę na treść mają- 
cego się przedstawić dzieła, zaczynając od objaśnienia jego 
napisu. Naprzód więc rozwiązać naleiy pytanić, dla czego 
o piśmiennictwie polskiem mówić przedsiębiorąc, skupić je 
umyśliliśmy w obrazie literatury? w jakim stosunku do 
obudwóch jest cywilizacya? czem się mój wykład od ta- 
kichSe prac poprzedników moich róSnić ma? z jakich zrzó- 
deł rzecz całą wyczerpnęliśmy? 

Pod wyrazem literatura rozumieli Rzymianie wiedzę 
nauk dokładną i wyrozumowaną (1). Wyraz ten przy- 
swoiwszy sobie zachodnio-europejskie ludy (tćm bardzićj, 

(1) Cycerona zdanie (wfiliplce 2. rozdż. 45) o JuHnszu Cezarze, 
wyrzeczone w tych słowach: fiUi in iHo ingenium^ raHo^ meme^ 
riOy Uiiśruiura^ cogitaOe^ diUcenłim^ ołi|ańtią|4c nczeni, określili 
Je w sposób następujący: Uiteraiura hic esi plefui Htterarum 
e^gmm ma perUk^ gma ęm^ p^ieH attguśd mH dlcere, aut 
9criber6. 



85 

gdy piśmiennictwo kh od czasu przyjęcia cbrześciaństwa 
dwojakie, łacińskie i swojskie, być zaczęło), inaczą) zna- 
czenie jego okieśljły. Przez literaturę bowiem rozumieją 
one nie tylko piśmiennych nauk wiedzę, lecz i wiadomość 
dokładną o tćm wszystkiem, co umysłowe życie wszelkie- 
go ludu cechując, ma organizm nauki, artystycznie w ca- 
łość pewną rozwiniętej , lub rozwinąć się mogącej. Tak 
więc literatury zbiorowa nazwa, podciąga pod swoje miano 
różne wiadomości, bez których jak sama obejść się nie 
może, tak również i te łatwo nie obejdą się bez niej, jeżeli 
się w sposób naukowy, i znaczeniu dzisiąiszej europejskich 
ludów cywilizacyi odpowiednio przedstawić mają, jako je- 
dność ze wszech miar, lub w pewnym tylko rozwinięta sto- 
pniu. Jaśniej powiem, czcze nosiłoby imię, lub nawet nie 
byłoby nosić go zdolnćm piśmiennictwo, gdyby się nie 
przedstawiło choć w części do stopnia artystycznej cało- 
ści posunięte : sztuka zniżyłaby się do rzędu rzemiosł, 
gdyby się jakkolwiek nie wsparła na nauce : c>'wilizacya 
nie byłaby, czem się być mieni, gdyby się z piśmienictwem 
i sztuką nie pobratawszy, zostawała w pierwotnej ludów 
surowości Lubo zaś każda z nich byłaby poniekąd, czem 
się być chełpi, przypuściwszy, iz zrzekłszy się europejskie- 
go znaczenia, chciałaby się z nich każda zamknąć w swoj^ 
ciasnocie, i na nizkim pozostać stopniu, (czyż bowiem przez 
pisarza, przez malarza i t p. artysty i bazgracza nie zwy-* 
kliśmy rozumieć?); wszelako byłaby tćm na pozór tylko^ 
boć ta jue o to chodzi czem cą^^ lecz jakiem iesU Jak zal 
cywilizacya bez dwóch pierwszych, tak szczególniej litera- 
tura bez piśmiennictwa obejść się żadnym nie może sposo- 



86 

bem, albowiem w samćm to juł nazwisku jćj leiy, iz pi- 
śmienną (1) być musi koniecznie. 

Wywiódłszy tak na jaw róSnicę, i ścisły między sobą 
związek literatury, piśmiennictwa, cywilizacyi wykazawszy, 
winienem ostrzedz czytelnika i o tćm, ie myśl europejskich 
ludów o literatury znaczeniu odgadąjąc, dwa wyosobniłem 
żywioły w tych, które opowiedzieć przedsiębiorę dziejach, 
odróżniwszy w nich literaturę od piśmiennictwa. Usiłowa- 
łem przez to zwrócić uwagę na to , ze literatura nasza 
owego czasu do którego ją pociągnąłem, miała i ma, czyli 
raczej powinna mieć, w uczonym świecie znaczenie nietylko 
rzymskie, ale i europejskie, czyli ze w cząsteczce przynaj- 
mniej jest, czem była włoska, (z europejskich literatur 
w XVI wieku najukształceńsza), a zresztą ze lubo piśmien- 
nictwem tylko jest, czyli surowym materyałem, z którego 
dotąd we względzie słownikarstwa i językoznawstwa li 
uiytkowano, ie jednak da się z materyału tego i dla sztuki 
wydobyć wiele, i tak rozszerzyć przez to szczupły dotąd 
zakres literatury polski^. Chcąc to wykazać, czyli pragnąc 
naszemu piśmiennictwu większe, jak dotąd miało, nadać 
naczenie, wyosobniłem z niego literaturę, i tak wyoso- 
bnioną ująłem w obraz, a obrazu tego najwydatniejsze rysy 
przedstawiłem, jakoby w dalekowidzu (perspectiva), szkiei 
i szkiełek do wyraSenia widoku dobrawszy właśnie z owej 
ptSnłienności, i przy pomocy optycznych narzędzi wizeru- 
nek jego dokładnie przedstawić zamyśliwszy. Zgoła zro- 
Młem toz samo , czyli usiłowałem zrobić, co wykonywają 



\. 



(1) LUiera od Uno mazać, jak ygdu^a od ygajfta ryć^ pisać; 
zgoła gdzie nie ma pisma, (chociażby to mazanhiąi bazgraniną tylko 
być miało), tam i literatnry nie ma, i nie będzie. 



87 

sztukmistrze; stawiający na widoku malowidło lub posąg 
tak, izby przez szkiełka owe przedstawiały się na obrazie 
przedmioty według prawideł sztuki, a przypatrując się 
malowidłu lub rzeźbie znawca, powziął ztąd przekonanie, 
ie widok przedstawionych mu arcytworów nie byłby tak 
odkryty, że twarz ulanego lub wyciosanego posągu nie 
byłaby tak wydatna, gdyby malarz lub snycerz mając pod 
ręką materyał dostatni, nie był z niego wybrał co najle- 
pszego, co nąjprzydatniejszego, do przedstawienia, do wy- 
dania na jaśnią całości obrazu. Krótko mówiąc,. gdyby pi- 
śmiennictwo nie było ją wsparło, literatura też zaintere- 
sowałby nas nie mogła, tę bowiem dopełniło tamto, i tak 
coś wykoiiczonęgo, coś w rodzaju swoim dokładnego, do- 
pomogło przedstawić. Obraz zaś piśmiennictwo i literaturę 
na jaw dający, coś dokładnego, wykończonego ukaże, skoro 
się na nim ze stanowiska naukowego zewnętrznie i wewnę- 
trznie rzecz przedstawi tak, iżby wszystkie jej części, czą- 
stki i cząsteczki wyrazem będąc jednej, ściśle wiążącej się 
z sobą, czyli organicznej całości, stanowiły jedno ciało, 
dorodne i duchowe, czyli piękną proporcyą członków 
i pełnością umysłowego życia odznaczające się, zewnątrz 
* i wewnątrz. W rozwoju tego ogromu nic lekceważonćm, 
nic pominiętem być nie powinno, lecz każda, by najmniej- 
sza drobnostka, przywiedziona i stosownie umieszczona 
być ma; ażeby pozioma obok wjniosłej, skarłowaciała 
obok olbrzymiej całostki, lub całości w szeregu artysty- 
cznie ustawionych przedmiotów stały, a wszystkie jednym 
prawdy życia brzmiały tonem, naraz zgodnemi głosy wto- 
rąjąc pisarzowi himn o literaturze, według okoliczności ci- 
cho lub donośnie, czuło i rzewliwie, lub potocznie i sucho 



88 



śpiewającemu. Zycie to wyrażający duch ludzkości, sku- 
piony będąc w ognisku oświaty, czyli cywilizacyi ludu i 
narodu , ma go tez takiem przedstawiać w przestworze 
wieków , jakiem ono było rzeczywiście, bądź ze się obłę- 
dem uczucia lub myśli pokazywało uwikłane, bądź ze ja- 
śniało czerstwością i świeżością sił, wydatnie nosząc na 
twarzy wyraz swój prawdziwy. 

Mimo to wszakie jak malarz (chociażby i wszystkim 
warunkom, jakich wymaga sztuka uczynił zadosyć, cho- 
ciażby rysunek dobrze wykonał, kolorytu dobrał należycie, 
cień i światło zachował; zgoła chociażby nietylko wizeru- 
nek postaci oddał jak potrzeba, lecz nawet duszę jej 
czyli wyraz uchwycił myśli) popaść może pod zarzut , iz 
przedstawiając jedno o dwóch twarzach ciało, wyobraził 
coś potwornego: tak również i historyk, literaturę ojczy- 
stą dwoiste, bo polskie i łacińskie mającą lice, razem wy- 
obrażający , na zarzut takiż zasłużyć może przez to , że 
w jedno zmieszał , co z przyrodzenia swego odosobniono 
czyli na dwóch obrazach przedstawione być winno. Lecz 
gdy tu o obrazie z dwóch w jeden artystycznie zjanym 
jest mowa , przeto też według prawideł sztuki spoglądać 
na takowy potrzeba. 

Kta wprost patrzy na obraz w sztucznym ustawiony 
cieniu i świetle, inaczej gó widzi niż ów, co z ukosa jak 
powinien nań spogląda, i na jednymże dostrzega raz postać 
zgrzybiałego starca , drugi raz wizerunek chożego mło- 
dziana ogląda. Takimże sposobem i na wizerunek, który 
polska przedstawia literatura, patrzeć należy. Spojrzyj nań 
wprost, a zobaczysz w nim ludowo-narodową; wejrzyj z u- 
kosa, a dostrzeżesz ludową tylko lub U narodową, jedne 



89 

THś drugą i trzecią wieniie, bo nie brtyddćj nie pi^LBii^ 
jak jest w naturze oddaną, na wizerunku zoczysz. Bądi 
w posągu, bądź w malowidle, wyobraioną oglądać będziesz 
pierwszą, czyli ludowo-narodową literaturę polską, do* 
strzezesz znowu, iz swojska pomieszana ta jest z obcą; ie 
drugą w rzymskim stylo odlewający sztukmistrz, dla tego 
ie Polakiem był, cóś swojskiego do odlewu domieszał; ie 
tenie polskim pędzlem rzymski malując obraz, wymalował 
coś polskiego, i jeieli wniczćm ibmui, to przynąjmniąi 
w przydatkach do wizerunku, nie umiał polskości swćj 
utak: w skutek czego kędziory włosów na ^posiUi cudzo- 
ziemski uplótł, ubiór zaś ciała po polsku udrapował, a ró- 
żnych płatów, krajowego tudzież zagranicznegaądiryrobu^ 
na przedstawienie szaty użył. Toi samo li w ludowej lub 
narodów ^ dostrzeżesz: kaidego bowiem narodu literatura 
dwoista jest,! rodzima i naśladownicza, a jedna i druga ści- 
słe się łączy, i tak dalece zlewa aię w jedno, iz niepodobna 
zgoła odłączyć jednej od drugi-. 

Łatwo więc pojąć, ze nie tylko można, ale koniecznie 
nawet potrzeba w jedno łączyć polską literaturę z łacińską, 
gdy jednej niepodobna oddzielić od drugiej. Wszakże osa* 
mej tylko literaturze , a nie o piśmiennictwie , o rzymsczy- 
śnie, nie zaś o łacinie, rozumieć to naleiy: druga bowiem^ 
jako nie ścisłe, a przynąjmnićj rzadko łącząca się z polską^ 
odrębnie od niej, równiei jak wszelka, w podobnymze stor 
sunku niezostająca do naszej (ruska, niemiecka, litewska, 
M nawet słowiańska wszelka, jak czeska i inna) piśmien- 
ność, przydatkowo rozwiniętą być winna. Tak i P. Wisznie- 
wski (i), aczkolwiek mniema, i.iz kto o polskiej literaturze 

(1) Hist. Bter. VI. we wstifp. XVI. 

12 

riŚMIEN. F0Ł8. T. I. *^^ 



mówiąc wyklucia od m(e$ iacMską, daje tylko poło vę prze* 
dartego na dwoiie •brasit, z ktdr ejby nikt prawdziwego o 
caiości wyobrawniazroUć sabie aie zdałał; owszem, wpa^ 
trojąc się w sapę tyłto wpoMLim języku zawartą literata* 
rę naszą, powziąłby IMfszywe i bardzo opaczne o J19 prze* 
aztości mnienanie:'* • tak i P. Wiszniewski, mówię, obiedwie 
literatury wykład^ąc, i zaabą ścisłe je wiążąc, przecie! 
nie w jednym je, lecz w 4wóch, osobno polską a osotoa 
iacińską przedstawjąyąc7<^i^» obrazach, malaje. Szkoda 
tylko , 2e , nieidąc • za natebnieniem, osobno literatufyi 
a osobno piśmienności nie poioiył, i lada fiitałaszkę^ 
obok szczytnych wierszy po tacinie przez naszych piaa<» 
rzy wyśpiewanych ,- umieśdŁ Strzegąc się tegoż same* 
go błędu, a jednakie myśl jego podzielając, rzymską litera* 
turę z polską zleję w jedno- łacinę zaś rdwniez na lymie 
co i polsczyznę obrazie mieszcząc, wyrażę oboje w tej pO* 
ataci, jaką miała twarz pogańsko • rzymskiego Janusa; 
gdyż jak owa dwojobliczna iiyła, tak i piśmiennictwo ia* 
ciAskie i polskie jest dwapostactowe. Ponieważ . zaś i te 
obadwa stykają się niekiedy bardzo blizko z sobą (literar 
tura rzymska, powtarzam^ ztyka się z naszą zawsze), prze^ 
to obraz przedstawiający te twarze, na jednym materyate 
po obodwócb wymion}' będzie stronach tak, iz obadwa 
pod ręką zawsze mając, będziesz mógł, napatrzywszy się 
nań po jednaj stronie, oglądać go zaraz po stronie drugi- 
niby dopełniając wrażeń, ktdreś otrzymał, patrząc na stro* 
nę odwrotną. Będziesz miał nadto wymalowany ów obraz 
tak, iibyś mógł snadno podzielić go na dwoje, nienarusza* 
jąc wizerunku. Wyraiony przeto mieć będziesz niby na 
drewnie, niby na tekturze, aiebyś zręcznie^ stucznie ała- 



ot 

twb ma tery ał rozłapawdsy, lab rozciąwszy na dwoje, uzy- 
skał przez to dwa niejako obrazy. 

Stosując się do praw, istotom wszeIkim*od przyrodze* 
nią danym,^ przechodzi ka£da organiczna całoś<! przez tó* 
zne zmiany, czyniąc zwroty, i przez to życie swe, stabt 
łub silne^ chorobliwe lub czerstwe, objawiając. 

Naukowość każdego ludu, wieńcem będąc jego cywlli- 
zacyi, żyje w podaniach, zanim przejdzie w pismo. Ujęta 
piórem pisarza, i tak byt swój zapewniony mająca, poważne 
literatury wtedy przybiera miano, gdy się jćj uda wytiieM 
do wyiszćj potęgi choć część jestestwa swojego, i przed** 
stawić ją światu, jako utwór umysłowośd swćj najpiękniej- 
szy, najszlachetniejszy, najwięcej narodowość znamioniuą* 
cy. Wynik takowej cywilizacyi ludu wydobywszy z jego 
podań' (niby jądro z twardej orzecha skorupy), postawiliśmy 
nti czele pierwszego zwrotu, a w drugi- miejscu poiołyli-^ 
śmy resztę tejie cywilizacyi spominkdw. Ludową literaturą 
nazwaliśmy ten wynik przeto, ie od hidu wyszedł, i pod 
względem uczucia piękna, nąjartysf^cznićj obrobiony prze- 
zeń został ten umysłowości jego ttwór. Obok niego stót 
w drt^im zwrocie piśmiennictwo, czyfi w> stępują wszelkit 
zabytki pisma i druków, które nie przez podania, lecz od-^ 
razu przez pismo, przekazane nam zostawszy, dziełem fĄ 
ucy wilizowaAszej , bo sztukę pisania posiadającej częśd lu- 
du, narodem nazywanej powszechnie. I ono na dwa rozpa^ 
da dziJGiły. Jeden znich niższego rzędu dzieła, czyli wła- 
ściwie tak zwane piśmiennictwo, drugi litlmiturę czy 11 wyż- 
szego rzędu twory w sobie mieSci: którte ze sfęnaroiioWi 
spodobały dla wdzięku i sztuki, łe pieśft śpiewana na nutę 
Polakowi właściwą, przedl^tawiła wsóMe ob reis rodowości 



92 

i narodowości polskiej nąjwyiaustsiy, narodową literaturą 
nazwaną została słusznie. W środku między nią a tamtą 
stoi ludo wo-narodowa, czyli ta literatura, kt^ra na tle ludo- 
wym usnuta, wzoiosłtt* się do nąjwyzsz^ w piśmiennictwie 
potęgi przez to, Se pióro wieszczego ducha pisarzy, ubra- 
wszy rodowość nasze w szatę najartystyczniej wyrobione- 
go piękną, dało życie dziełom polskością oddychającym naj- 
więcej. 

Szeroce teraz rozwodząc się nad tern, com tu powie- 
daiał w krótkości, zwracam naprzód uwagę na (o, ze lite- 
ratura polska, biorąc ją ogólnie, uczyniła dotąd trzy zwro- 
ty, z których każdy w ciągłym zostając postępie, mnićj wię- 
cć} odbywa dalej swoje kołąj. Wszelako najwięcej z nich 
postępuje drugi. Pierwszemu albowiem uby wiyą, trzeciemu 
niełatwo przybywają pracownicy, z przyczyny,! ze lud prze- 
chodząc przez cywUazacyą w narody utracą nąjukształceń- 
sz}xh członków swojego społeczeństwa, utracą swoich pie- 
śniarzy, powieśdarzy, i swoich się, ie tak powiem, niby- 
filpzofów pozbywa; tudzieS z przyczyny tej, ze gdy łatwiej 
jest narodowym , .nii ludowo-narodowym zostać pisarzem, 
jp:i^to rzadko się uczeni nasi na trzeciego rodzaju literatu- 
ry puszczali i puszczają pole: albowiem uprawiać je tylko 
może geniusz głęboko w ducha narodowości, przez wszech- 
stronne naukowe wykształcenie, wdrożony, co nader tru- 
dną jest rzeczą. Dodajmy do tego nowość myśli o takiej 
literaturze, /świeio między ludami słowiańskiemi niby 
zjuartwych wstałej, a dziwić się nie będziemy, Iz dotąd 
sa mało u nas postąpiono w tym piśnienności rodzaju. Od 
czasu upadku starożytni literatury greckią) (która głó** 
wnie między łudami dawnego świata twórczo i samodziel- 



98 

lie^tjFwiUsacyą ich rozwyata i kształciła), wszystiue pra- 
wie europejskie narody, artystyczirie Itteraturę swą kształ* 
cące^ «rodziaiei cywiłizacyi nąlinBiei brały na to wątku. 
Tern fliBi^j Połaey^tniemogąc dła rółnyeh przyczyn oświaty 
aw^ oryginakiie rozwijać, zdołaif literaturę ludu obrabiać, 
oyli, co na jedno wydiodzi, z piśmieaną ją, znaśładowni* 
dwa po Mjwiększąj części powstałą, kojarzyć. Od czasów 
Mardna BiełriLiego, Reja, Górnickiego, zaledwie kilku 
zAich, uczuciem raczój, nii przeświadczeniem ku temu wie« 
dMni, poczęli jedni ludowo, drudzy ludowo-narodowo śpię- 
imt i opowiadać. A poniewai dwóch, trzech wyjąwszy, 
wta)'scy inni rzemieślnikami raczćj, nii artystami w tem 
byli, gdy nawet sami mistrze, jakby od niechcenia i mimo 
wiedzy co czynią* uprawiali tę literaturę, a gawiedzi popi- 
sując^ się z nią nikt słuchać nie chciał: przeto zapomniana 
leżała a£ do naszego czasu, w którym przywoławszy ją do 
życia genialni nasi piewcy, wyłącznie na polu poezyi dotąd 
uprawiają takową. Wszyscy zresztą pisarze (aS do r. 1650 
dochodzących rozwaSę nateraz,) piśmiennictwu hołdi^ąc 
wyłącznie, wnićm sił próbowali, i dzieła w obcych wydane 
językach częścią tłomaczyli, częścią je przyswajali, częścią 
naśladowali, czyli na ich wzór tworzyh oryginalne. ISiektó* 
rzy z nich, a mianowicie Jan Kęejhanowaki, stali się nawet 
narodowy mi, powszechną uwag^ całego narodu ściągną* 
wszy na siebie, i wielkiej u niego powagi ztąd nabywszy 
słusznie. 

Podług tych zwrotów rozwalać będę literaturę polską 
(zładńską łącznie): ludową^ jak rzekłem, umieszczę aa 
czelei narodową i ludowo-narodową na końcu rozważać bę- 
dę, w środku Aąś po$tav^ię piśauennictwoi i z dwóch na nie- 



04 

g0 zapatrzę się i^anoinslL NajdawnjąjseemD) i rękopłsiiw 
(aidor. 1532)i £driikdw(od 1614 do 1564doehod»icycb,) 
wydobytemu, tadsieS wzorowyia jego tw(ircMi, w pier- 
wszym i dragim tomie, podrzędajw zaś pismom i pisarzom 
w trzecim dam miejsce. Porządek ten i rMkład sam się 
Homaczy zsiebie^ Naieły bowiem wykazać napriM^jak się 
rozum pierwotnego rozwijał Polaka pod przewodnictwem 
uczucia i pojmowania prayrodzema tylko, jak iyi w my- 
ślach i dzii^dzlnie duchowości, zanim go łacina i wszelaki 
inny późniejszego pochodzenia będący, przywaliwszy po^ 
kład, do wzrostu i zakwitnienia (niby tłustością roślinną 
nasiąkła a spróchniała mierzwa, dla uprawy ziemi na rolę 
izocona) dopomógł mu a czasem. 

Zwrot więc pierwszy* wywiedzie na jaw pieśai, klechdy i 
przysłowia^niby poezyą^ powieściarstwo (w którem się i dzie- 
je mieszczą,) todziei filozofią ludu, i obszernie o tem powie, 
w jakim stanie byt język, zanim go łacina zaczęła na swoje 
naginać kształty: eo poniewai bez zapoznania się zpiśmiei* 
nictwem jasno wytłomaK^zyć się nie da, przeto rzeczywiście 
zmianka tylko uczyni się o tćm w pierwszym zwrocie, wła- 
ściwa zaś historya pierwotnego języka w drugim dzieła te*- 
go tomie, na czele literatury systematyczme obrobionej, 
wyłuszczoną będzie. €ywiiizacya narodu była w pierwszym 
zwrocie podobną do literatury indu , podstawa j^ albo* 
triem była swojską, rodzimą, aczkolwiek obc6j oświaty 
zaczynały juz pokrywać ją warsztwy. 

Polityczny stan narodu i ludu wspierał się na związ- 
Ihich rodowych: rządzące wespół z monarchą obywatelstwo; 
rządzony przez obudwóch łttd, zasadzał osób swych i ma-> 
jątków bezpieczeństwo ttb prawach krtijowych. W środku 



95 

BBiędzy narodem a aim ttato mieszczrastYD, a częścią da 
pierwszych, cięścią do drugiego nałeiąc, ubezpieczaio się 
Binueckieni pnmuaŁ Nic zgoia o ten, co w skład polity- 
czMgo i naukowego iyda wchodzie aie napomyka literata- 
ra ludu: życia bowieii takiego lud nie «iai, nie naieiąc do 
repreientacyi narodu, nauk nie posiadał, nie umiejąc po^ 
łMinie. Ducbowność i duchowość, ciyli reiigyaość i oświ^ 
cenie, tudziei moralny i materyainy śwmtf według własne** 
gO; pcjęty zmysłu, zajmował go nieco; teci jego stosunki 
wczuciem, uczuciem mówię , pojmomł tylko, pogańskie 
z chrześdatekiemi mieszając w}'obraieniai Dziś nawet lud: 
ma podobae świata pojmowanie, ni&wyznwszy się zupełnie 
z wyobrażeń pogańskich. Głębokie ma spółczucie do natu- 
ry, którą zab<ribonnie czyli przesądnie pojmuje, aczkolwiek 
po chrześdańsku w Boga iywego, i wwechmocaość jegc^ 
opatrzną mocno wierzy. Dziś nawet pnyrodzenie nie prze*** 
stało być dia ludu tajemniczym, niepojętym przybytkiem 
dziwów: lecz jui nowych o tajniku t> m nfe okłada piosnek; 
dawne tylko powtarzając w tym względzie. Poeci jego (dziśr 
po największej części żebractwem trudniące się obojćj płci 
osoby), składając nowe pieśni, na chrześeiańsko* religijny; 
na krajowo-dziejowy przedmiot nakręcają ich treść (1); 
a karczma, pole łub pastwiska są miejscem, gdzie się świa- 
towa okłada poezya; wieczorne zaś wiejskidi prządek przy 
kagańcu schadzki są widowiskiem, w ktdr^ dawne wystę- 

(1) Przed kilkunastu laty słyszałem na Kalwaryi Zebrzydo^^skić^ 
w cyrkule wadowickim, w Galicy! austryacklćj, śpiewającą niewiastę 
nowo przez siebie uloloną pies'ń o śmierci Księcia Jś%efa Ponia^ 
tćmikiegOy kttiry r. 1813 cofijąc się z woJsMem Napoleona po prze- 
giai^ bitwie pod ŁlpsUem, nloaął w Bsterze. 



01& 

piiją klechdy. Zgoia dziś jeszcM £yje literatura ładu, i da** 
Uj się, lubo w fanym wcale nii przedtem, rozwija kierunku. 
Zwrot drugi i aaego -zupeinie rodzaju literatury przed- 
stawia widok. Jf»t tu piśmiennictwo, i jest, jak rzekłem; 
literatura narodowa. Moje ukształtowało pióro jui mier* 
ayfh, a nawet nic nits znaczących, juz wzorowych pisarzdw, 
IM nader obszerny ta literatura zakres, bo w sześcio wie- 
kowym blizko przestworze czasu, od r. 1290 az po dziś, 

* 

ciągnie się, wiodąc aa sobą niezliczone pismaków a nader 
BMiło genialnych pinarzów roje, którzy nadto (zwłaszcza 
gdy dowcip niejsze umysły wymykają się zwrotowi temu) 
do trzeciego zwrotu przenoszą się najczęści^. Z rękopisów 
iatar>ch druków wydtHi)ywszy« obadwa zjawiska, stowili- 
śaiy je (az do>. 1660) jako podziwienia godny poezyi i pro- 
2f, tak przyswajanej tudzież naśladowanej jak oryginalnej, 
obraz, który cywiłizacyi narodowo) utajonego w swoich ry- 
sach i kolorycie objawiając ducha, pomaga przejrzóć wskroś 
serce, daje ogarnąć rozum, i w jednej jakoby księdze 
wszechstronnie opisany żywot polskiego narodu poznać 
i ocenić dozwala. Literatura ta (ze juz o niej tylko, piśmien- 
nictwo pominąwszy, niecoś więcej powiem) aczkolwiek dwó- 

• 

lita, bo obca czyli cudzoziemska i polska wjednę z ową ca- 
łość zlana, przecieł rzeczywiście jest jednolitą: językiem 
bowiem różni się tylko ta cd owej, a zresztą polska z obcćj 
zwykle tłomaczona lub naśladowana, ma takież same co ła- 
cińska i t. p. myśli, takiz tok mowy, a poniekąd i zwroty. 
Chcąc poznać przyczynę, dla czego taką utworzył sobie 
naród, skoro się wziął do pisania; chcąc odgadnąć, czemu 
raczej, gdy piśmiennym być zaczął, ludowej nie wydosko- 
nalał; chcąc się wreszcie przekonać o tern, ze hołdować 



•7 

^ryiąciMe^^ a ową poiniaAac; a poaiekfid aawdst iN^gardiAć 
masiat istotnie: cbcąc^ mówię* sdać sobie spmwę z Ukiogi 
neccy biegu, wyzćj sięgmići wiele poprzedoicb, ak'tena 
fNitrzełmych^ aaleły nabyć wiadomości. Tych zasięgnąwszy^ 
przekona aię o tern każdy, 2e literatura polska musiata 
wziąć ów obrót, gdy pcyedyńczydi pisarzów i całąj jnassy 
narodu takie byio naukowe usposobienie, aleby na jtejiylr 
ko drodze nasza literatura, ai do czasu wznowienia trzer 
ciego jq zwrotu, kształconą i. pojmowaną być mog^a; alęby 
naśladowaną i oryginalnie obrabianą będąc, nie mogtn spro^- 
stać cudzoziemski^, włoskią} mianowicie, ftancuj^kiąi, WĘf 
w^kićl, angielskiej^ biszpańskig, z.takicbze literatur (^ 
polska , z greckimi osobliwie i. rzymskimi , naślado wany^; 
zwłaszcza gdy wzorowi pisarze nasi, idąc za ogólnym po4 
ów czas zachodu popędem, nie tylko w swoim, lecz i w ob^ 
cycb pisywali językach, i tak rozrywali siły, które przy tak 
wielkim, zwłaszcza na polskićj ziemi, geniuszów Died(»sŁa|r 
ku, skupiać owszem, i wyłącznie ojczystemu poświęcać aa* 
leiało piśmiennictwu, je£eli przezeń literatura narodowji 
miała wznieść się rzeczywiście. 

Bieg rzeczy wskazuje, jakiego isię porządku trzymać 
należy, zagadki te odgadując. Wypada bowiem poznać na* 
przód wszystkich bez różnicy, bezimiennych i Imieopy^ 
pisarzów; wykazać, co za ich sprawą polskie piśmiennictwo 
i literatura zyskała; przekonać się o tern, ze większego po* 
stepu, nad ten który wskażemy, zrobić nie mogła, juz to 
dla tego ze, jak rzekliśmy, szczupłą była u nas liczba zna* 
mienitośd naukowych, juz tei, ze mały poczet pisarzów 
wielkich, nie samemu się tylko polskiemu, lecz i łacińskie- 
mu poświęcał piśmiennictwu. Wypada następnie wyłuszczyć^ 

FIŚMIBK. P0Ł8. T. I. ^^ 



M 

«V^ir roKdwojMia się naszf go płtaiemuctwa, na polskie ic»- 
•laMeaidkie, dTobrego, co rtego, spłynęło na ję^yŁ ojczysty 
Mtteratarę; pawłedtiawsay popi^edaio to tern, ie prey ta- 
JAa staaie zakładów naukowych, jaki hył u nas, prsy takia 
Wpływie wwnętrEnych okolitznośd na społeczeiskic stbsnn* 
ki narodu i jego cywilizacył, UHisieli pisarza owym, jak się 
^wledriało, iść w nankacłi toveiD, a naród musiał nabrać ta* 
Ittk^jakfMniał o literaturze wyobraiefi, zniewołońy ftędąc 
^Mffbić Jaką mu przedstawiono^ gdy nie znał inszej. Jęsyk 
t<Sl pójść ttusiał tąi samą koleją, naginać się na obce, oso- 
filmie idi łaciifekie kształty, a riawet cudzoziemskie przyj- 
tto^M wytazy,' i tak wynaradawiać się na własno zi^mł 
Wktft %a^zał się ów iS^cisły wyim wzmiankowany żwią^ 
tek, ttiędzy polskićm a łacińskićm piśmiennictwem, tudzież 
Ifttititurą , iz dziś niepodobi^stwem jast mówiąc o pierw- 
śtini lub pierwsżiśj, zamilczeć następnych. Wszelako, dświ^ 
gilgktc z zieini cięSar , brać go częściowo , kłaść na barki 
i'¥lnosić naleSy , aieby cały podnioełszy razem i aa siebie 
Wziąwszy, nie ponieść szwanku. Czego się chroniąc, posta- 
nowiłem nie o wszystkiem na raz, lecz stopniowo o całym 
mówić ogromie, wziąwszy na uwagę wszelkie piśmienni- 
cMiro, jakie kiedykolwiek znane i uływane było w Polsce, 
iid<ctasów najdawniejszych. 

'• Wywód rzeczy rozpoczynam obecnie rozbiorem mupię- 
Ktiiejszt^ tegoż piśmiennictwa części, czyli rysem literatury, 
A* mianowicie rzymskiój, nie pomijając jednakie wszelakiej 
iiih^j, jeżeli tylko na ńaszę, w pewnym przynajmniej stopniu 
spłynąwszy, stała się niezbędnie potrzebną dla jej zrozu- 
niienia; inaczćj bowiem pominiętą na teraz, i do tomu oso- 
tfa^go odesłaną być winna, gdy Sadiój nie masz potrzeby 



la 



m^wió o Di^ olK)k poiakiąj. obeesie Objaśaię nea 9nyA» 
kittdcii. 
r IWeły bez wątpieiia poiaać przyctyny , dla kUirydl'> 
beifd atarolytnej poezyi oddawali nasi wieszczowie, i w J^ 
dudni pisywati polskie i teiiiskię ryiiy; lec^ mówiąc o ry^ 
wmtk.pB polsku pisaa}'di> mie jest potrsetaą a aawet jMt 
nieB»s£abną rzeczą bmIwić €raz o taciitókicb. Ich bowlen' 
dfkhimło edaieiioego M polskości jMt składny i op#^ 
wiedzenie ga iisxycii wcale wymaga wartiaków. dicąc b#a 
wieta łacińskie sroziomleć rymy^ iiale£y ^faroSytną pozaM 
poetyka chcąc fo^ąć, ery dobrze, Horacego mówiąc słowf 
(1)^ czysjU^imsi: pisarze, gdy drzewo nomii dolara (gty 
pisywali po łaclQieX Mdeły w najdrobniejszych szceegótadf 
poznać fakg rzeczy naukowy di zachodniej Eofópy , ^zyli 
potf zęba bistoryą w historyi opowiedzieć , i tak dwf^ iii 
raz robić praee^ ka^dą połowicznie przedstawiać czyff 
dwoki, poiską osobno a osobno todAską rozwijając. IfóWiąe 
bowien o poldci^ , a ^raz łacłńidciiśj łjn^ce , nie fdfMbntN 
prayszedłszy d# Kocbaiowskiego pieniów, nie psdzieflić lii 
Awfjię, nie tyikopod wtgltdcai^ języka ietz i ducha poeżyl,^ 
pinmiów t}X'h£e. Nikt teinie wozumić drugich, jeleli t^ 
ma osobao zewnętrzna i wewięfersna poez>a rzymska nM 
piEedstawi, i tak nie podzieli się cśtosci na dwoje. AłAif 
więc uniknąć tego^ nalepy w osobnym' tomie opisać plMy 
pisarz^ polskich cudzoziemskie, z polską literaturą nfiś 
wi^e się ściśle, Jdąc za przewodnlttwem Czech<Jw, kUM 
rzy tez obcą literaturę od narodowej oddzielili, wspenWiiłŁ 
wszy nawiasem jedne {wzy dKugićj, a zresztą osd^ roz- 



r..f(l) Sermsiif £>10l k 04 U. 



■■■.'■ ' • ••.'U 



100 

wiiąwsiy każdą. Tom przeto dodatiiawy^^o obecnie wyf* 
chodzącego napisany dzieła nastąpi później, w któryś re^i 
8»(a .si$ o piśHiienniciwie dbc^i w Polsce utworzonem 
(q^wie; w którym nie tylko łscitta lecz i Utęwsczyzna, cwt' 
csyzoa, niemczyzM, hebrąjsczyzia, a nawet i arąbsczyzii' 
ąnąldzie swcue.mejste, jlekroc chodząc iMiąiopaS) niOjpoiąr 
osyia się i nie zlała w jedno z polakiem . piśmiennictwem^i 
Nie wjkloczając przeto jedot^ od drugiąj^ zawieszam nater^ 
ma opowieść literatury ładński^^ zamierzywszy sobie moi 
wić o nity w obecoie wychodzącem ^iele nawiasowo tylko; 
Wymaga tego wykład rzeczy i wymaga safaa koniecznoscy. 
gdyi pomijając obcą literatarę , nie^ zrozumielibyśmy pot-* 
ski^, a nawet biegu oświaty nasz^ ttie pojęlibyśmy. 

Gdy albowiem w Polsce mówiono i pisano róznemi ję*. 
Ofkami) i gdy oświeceAsza część polskiego narodu musiałii 
się uczyć |tych języków, to właśnie pociągało za sobą ko-* 
aiecznie inny^li nauk nabycie, zmuszając do bUzszego 
poznawania się zhistoryą róinych ludów, i tak 
las do wtajemniczenia się w rózaolitą narodowość » tak 
obcych jako tez i owych plemioa, które jedao polityczne 
ciało składały z nami, n Wielki to miało wpływ oa cywili^ 
aacyą nasze i ludów. owych: działało na język «e tylk« 
we względzie rozwyania się. lecz i na obce naginania go 
kształty; na literaturę wreszcie wpłynęło,, sprawiwszy, ił 
t#. w drogim zwrocie, jakoby w zaczarowanym, kole krę^^ 
cąc się ustawicznie, nie mogła w trzeci: zwrot przechodzk: 

i*tw*. ■ 

'V > •Zbiegły się w jedno koryto rozlicsne strugi polskiej 
mowy po złączeniu się ziem różnych w jedno Polski miano, 
i to koryto płynęło słowiańskim trybem, dopóki się nikt 



o hićg. jego. nie trószaji. Skora uczeń pomyśleli o dał^ 
siych jęsykt losadb, uuali być konieczoą rzeczą, eprzeć jegf 
ksztąłtowafiie się Aa łacinie, i oparli go, praciyąc nad tem 
przez trzy wieki (1). Przez co uratowali go od zguby, spra- 
wili bowiem, ii nie ugrązi w otchiani prowincyonalizmów 
rdinolitych powiatowszczyzn Polskę zamiazkąjących ła^ 
dciw. Jakim torem poszedł język, takim i literatura poszła, 
UAn znowu poc^gnęła za sobą cywilizacyą narodu, a ta 
pclmęła go na kolą) niestatecznego losu, by się po niq 
toczył w krainę przygód i nieszczęść. Tego to zwrotu 
czas, był pełen burz i fenomenalnych w hisforyi Polski, 
Utwy i Rusi zjawisk, który po większe) części niepogodny 
i zasępiony, kiedy niekiedy tylko jasnością się wypogadzał 
słoftca, a zwykle napędzając wichry, sprowadzał dzdie i 
nawałnice. Wtedy to wszystko na opak się obróciło w ko«- 
ścieie, na sąjmie, w sądach, w domowem zaciszu; walczyły 
o myśl z katolikami, z sobą swarzyły się o drobnostki, ró« 
ine protestanckie sekty; ścierały się opimami róine szeroką 
Polskę zamieszkujące ludy, radząc i wadząc się po polsku, 
i 4ak mowę nasze rozszerzając a rząd podkopąjąc; krzyio* 
wały się po kraju rozmaite z łaciny wyzwolone literatury, 
a polska nie wiedząc , pod którąj się ma zaciągnąć chorą^ 
giew, przypadkiem potoczyła się w zwrot trzeci, i poznała 
ie jest u siebie, nTóciwszy tam zkąd była przed wieki 
wyszła. 

Zwrot ten miał, czyli chciał skierować wszystko na da- 
wną drogę. Naród polski uczuciem naprzód a następnie róz- 

(l) W przestworze lat 1568—1817, wtedy kewlem Ptetr Sttto^ 
rynsz zaczął, a Onofty KopczyisU skońetył naginać Język polski 
na łacińskie kształty. 



ifaNB, iMistf pował sobie w tćj mieree. Wkładał v wręliy 
powypadane feeliii x drewniaiiego budyiku IłMranrrjr, |f^ 
zyfca, cyWilnacyi polskićj, i tak odbudowywał gmacli, kM^ 
ry w dnigićj połowie XVI wieko fiMwiać tkciąmiisy aMt 
palartoe, do akóAczeila ntistępcooi go swym zostMitifi 
Małe m pozdr od t. i (>7S, (1) w rzeczy zw tam^ wielki 
csyniąc postępy, uekął odbudowywanie przybytki (!zy8(i«i 
iroiowćj pel9kiej literatury od pobfataaja ludow^ z Mr#w 
domii od zapatrz waaia się na język zsłowiafisko-polśkiego 
stanowiska, od rozwaiaato stosoakdw, w jakich i^ojrifia 
eyirttizofya do cudzoziemski^ zos^tawać po wiana. Czytrią^ 
zwolna, ale pewne w pracy swi^j postępy, pracuje o* ciągli 
i w trudach nie ustaje. Obce z języka swego wy rznci|$ą« 
kształty, stnk-opołskie w ich inłejsce wsuwa, ciekawie M^ 
gfądając w stere i naw^słowiańi^fe narzecza^ alali z nirłh 
bez jakowdgo jednak2^ zbfd dla swćj rodowości szwanku^ 
wkiąć się co z nirh i na łi£ytek obrócić nie dis. Przywołują 
do iycia ludową łiteratnrę i narodową z ttlą bluCii, posiłktt^ 
jąe ją piśmiennością, i niby w ten dopełniane spoatfb, wifa^ 
ki ktttałtował się slan szlachecki przed wfeki, poczteai 
wybranssego zasilając się ludu. Dla siebie tymcżaśMro 
l#orzy naród tę literaturę, wygładza Ją i otMbia artyM)^ 
cMe, łeca przydłi ślę ona i ludowi, gdy się ukaztałci 1 p<^ 



>/ 



(1) W którym Zbigniew Morsztyn ^ francuzUego idasyeyzmu 
w Polsce wskrzesiciel, pisać zaprzestał; a bardzie Jeszcze od drugićj 
polowy XVIII wieku, w ictórćj zaczęły, po upadlcu r. 1750. Jezuitów, 
pokaaywa^ się Ignacego Krasicklega.dzieta; nątwięe^ zaś od roku 
18!ł«, w którym wrwołał na Jaw Kazimirz Krodiiaskl romantyków 
z klassykami walkę. . . ' i. • . m; 



lOS 

Mowae ją zdoła. Na uwagę zastngaje drogą, po której 
obaaie połska aczoaość cbodzi, rodsimój siiUMijąc litera- 
tmry. WewnętrzDe narodu awojego blil^i roawaząjąc oaa 
dzieje , poznaje tak rodzimą cy wilizacyą. Kutemu ułjwa 
flposolNi na«riLOwego, jakiego się zwykił trzymać matema- 
tycy, ktdrzy od znaoych do nieznanych postępując, apr^w^ 
dzają tak domysty awe, przekonyirąląc aię o tem co pe*^ 
wnćm^ z tego co jest aiepewaem. Skutkiem czego same się 
tylko krytycznie wybadane pewniki ostają w dziejacli, nie*» 
pewne zaś i prawdę zaciemniające wieóci ostępiąją z widno- 
kręgu historycznej wiedzy. 

Tą drogą będę usiłował postępować i w tych badaniach. 
Od dostępnych i lekkich a swojskich, do trudnych i cięłkich 
bo obcych wiadomości idąc, mam zamiar chronologicznie 
naprzód rozważyć wszystkie* zwroty literatury polskiej; a 
następaie, nagromadzone szczegóły razem zebrawszy, opo* 
wiedzfec je systematycznie; przedstawić literaturę polską 
rodowo i do biegu cywilizacyi europ€jskiej stosuokoiio, ro- 
zwinąć ją państwowo i na resztę słowiańszczyzny wpływo* 
wo, wykazać Jój działanie na charakter i fiycie narodu, sto- 
sunek jej do sztuk pięknych rozważyć, a rzecz przedstawić 
tak, "ażeby rzyteintk miał to przekonanie, 2e przedstawia- 
jący historyą literatury pisarz lubo wiedział e wszystkićm, 
jednakże to jedynie przedstawił z niej, o rzóm mniemał Se 
wyda ujmujące i wielkie wraienie. Co mając na uwadze wy- 
powiem nie tylko to, o cz*m się w zarysach króciucbno we 
wstępie ftenych mówiło, lecz nadto usiłować będę \17pro- 
. wadzić wnioski z tego co było, o tem co bidzie, lub być 
moie. Postępując kutemu dro^ą, jaką wskazaH matematycy, 
położę naprzód zagadnieaie ka^ ego zwrotu, następnie dam 



ł04 

twierizeiiie^ Ji nakoniec dowodsedie. Zwrot pierwszy dft 
zroUenia B^tlrHcłiiioJszy, czyniąc na tej drodze i w takim 
•hracąjąc go fcieniaku; mam dojść do tego wypadku* 6tanovt 
CMgo^ ze jak pierwotae dzieje Polaki,: tak i ttteratarę lada^ 
zaohowały . nam paidania, a u wiecznito jHI • tpiamoy w ktteem 
8ię>TO[zczytivąc widzimy jasno , ze promienie światła tego 
skupiając się w piśnienDictWłe jakoby w ogniskuj. orozchth 
dzą się na: wszystkie strony Jiteratttvy> narodowej, .odblask 
rzucając na przt^aiość, a oświeci^ naatępność, i jasnćni 
śmatłem rąiąci wzrok tak dalece, iz zaledwie mocno z Mir 
tury ukształtowane oczy niektór}'€h pisw zów, znieść: je 
i RWflJe pisma zdobić nićm mogą. Gi wiaśnie pisarze, w nie- 
wielkiej liczbie jaśniejąc w naszem « pism iennictwie y i niby 
świece Wi»ród ciemności nocy, są tern dla literatury, f czte 
święci pańscy dJa powszechni katolickiego, ludu. Oni .bOr 
wtem twórcami literatury będąc, są tern samem w j^ 
przybytku, czem są święci mężowie w katolickiao^. ko* 
ściele. Wyrwawszy tych pisarzów z pośr^M tłumu małych 
różnego stopnia dowcipów, zrobię tem, samem zwrot trsLep^ 
a zresztą wszelkie innych pisarzów imiennie i bezimiennie 
znanych prace, policzywszy do piśmiennifitwa , i.znicigo 
znowu znakomitszych wybrawszy^ przez to samo drugi, 
czyli między ludową a ludo wo-narodową. literaturą środku- 
jący zwrot uczynię. Obodwa te zwroty, tąz samą znowu 
drogą, co piei'wszy przechodząc, położę naprzód zaga- 
dnienie i twierdzenie, a pokaziuąc, ze pisarze w pomyr 
słach swych nowi , a w wykonaniu ich umiejętni, zasłu- 
żyli sobie przez to samo, ażebyśmy ich do świateł w li- 
teraturze policzyli, dam tąk dowodzenie prawdziwości 
tęgo,, {jffm s^bie założył. ZKąd ąię pokąze, ^ dwóch zalet 



ewjreh ubytek upośiedziwsiy resztę pisarzy, poniiyt ich , 
i 4o piśmennictwa odesławszy, w drugim umi eścił rzędzie, 
rdłae znowu według różnego usposobienia umysłowego 
porobiwszy z nich oddziały, lekkością swoją jednych do 
zera, ważnością do ciężkości zwrotu trzeciego zbliżywszy 
drugich mniej więcej, jak się to w swojem opowie miejscu. 
Droga, którą piójdziemy, prowadząc nas prościej do celu 
niz poprzedników naszych^ ułatwi nam oraz podróż w krai* 
nie tego rodzaju dziejów; skutkiem czego da się ogrom 
dziejów tychże na mniejszej o połowę pomieścić przestrze- 
ni, tern łatwiej, ze rozwój rozważanego przedmiotu znaj- 
dzie zasiłek w ogłoszonych dawniej pismach naszych, które 
umyślnie w tym wydawszy niegdyś celu, przywołam te- 
raz na pomoc, by usłużyły przy zwalczeąju trudności, któ- 
rych tu co krok napotykać się będzie wiele. Przewidzia- 
wszy bowiem poprzednio, ze zamiar dawno powzięty, wy- 
stawienia piśmiennictwa polskiego w obrazie jego literatu- 
ry, nie da się żadną miarą dopiąć bez obc^j pomocy, poro- 
biłem osobne kutemu wypracowania, o życiu poiitycznem 
i domowem narodu, w rozlicznym wziętem kierunku, które 
złożyłem: w Pierwotnych dziejach Polski i Litwy, w roczni- 
kach i kronikach Polski i Łechii (dodatkowo do tychże 
dziejówzrobionych), w historyiPrawodawstw słowiańskich^, 
w Pamiętnikach odziąjach, piśmiennictwie i prawodawstwie 
Słowian, w Polsce az do pierwszej połowej XVII wieku pod 
względem obyczajów i zwyczajów w czterech częściach opi- 
sanej. W tych pismach wziąłem na uwagę Koronę i Litwę, 
a lubo na drugą mało dotąd (dla braku zrzódeł) miałem 
w;^ędu, przecież i ten ubytek da się obecnie zapełnić 

niMIBH. FOŁ8. T. I. ^^ 



i06 

dsiełami, ktiire po wyjściu pisma mojego wyszły na pnbli- 
cny widok, a które przywiodłem w wspomoionycb wyżej 
jnerwotnych dziejach Polski i Litwy. Do zasobów tycłi doda- 

» 

wszy pomoce naukowe, czyli wszystkie jakie zaznać mogłem 
pisma, do tegoS samego co moje zmierzające cela, (a które 
wymieniwszy gdzie o nieb wspomnieć wypadnie, dam oa 
koAcu tomu drugiego krytyczny ich rozbiór), będzie z cze- 
go dopełniać obecnie wychodzącą na publiczny widok pra- 
c^. Słóweczko jeszcze. 

Zasób, który do napisania mojego dzieła zebrawszy, 
dałem mu go za podstawę, wątek, z którego tło tudzieS 
malowidło obrazu literatury wyrobiłem, polega, jak rze- 
kłem, na rękopisach i drukach, powyszukiwanych przeze- 
mnie po różnych bibliotekach publicznych i prywatnych, tu- 
dzież pozbieranych od uczonych mężów, którzy mi powy- 
najdowane od siebie rękopisy dali do użytku ; o czćm zdam 
sprawę tamże, tudzież w dodatkach do wszystkich tomów 
dzieła mojego. Czy wszystko zebrałem? tego nie twierdzę, 
(bo i któż byłby w stanie skupić, co po różnych, a niedostę- 
pnych spoczywając kątach, leży w ukryciu, pilnie strzeżone 
a nawet tajone będąc, by nie wyszło na jaw?); to wszakże 
zapewnić mogę, żem zebrał więcej od moich poprzedników, 
i że o żadnem nie powiem piśmie, któregobym w rękach nie 
milftł, nie czytał, nie rozważył; Pod tym więc względem 
liważane dzieło moje, dokładniejsze jest od owych, które 
przedstawili PP. Jocher i Wiszniewski. 

Wypracowaniem nawet różni się od nich, bo, miano- 
iHcle też dzieło drugiego, nie jest od mojego bogatsze 
Wtreść, aczkolwiek obszerniejszy ma na poz^ rozmiar. 



107 

Przekonania o tćm nabędzie czytelnik po przeczytaniu mo- 
jej pracy, i wtedy to albo mi przyzna, źem spełnił, co so- 
bie zamierzyłem, albo coś lepszego napisze ; zwłaszcza 
jeżeli jest znawcą, i na temie co ja praciue polu. Przystąp- 
my do rzeczy. 



■'^^^^ś^^^t^f^ 



I 

Ą 



.. i 



.:1 



ii 



ZWROT I. 



LITERATURA LUDOWA. 

1. ROZWÓJ LITER 4TURY LUDOWĆJ HISTORYCZNY. 



a) Zkąd powstała literatura ludu? 
JćJ przeszłość i teraźniejszość. 



K 



azdemu społeczeństwa ludzkiemu daje Bóg pokarm i na- 
pój z ziemi, dla ciała; zmyśli, dla duszy. Każdemu krajowi 
daje wyzszem usposobieniem umysłu obdarzonych mężów, 
którzy, badawczem okiem rozważając przyrodzenia postać, 
zwracają uwagę ziomków na pożytki miejscowe, i uczą icłi| 
jak pojmować mają wszecbmocność, ludźmi i ziemią opieku- 
jącego się najwyższego jestestwa. A tak z ziemi bierze 
człowiek pożywienie, i ona była pierwszym przedmiotem 
badawczćj myśli, która naprowadziła go na pierwiastkowe 
pojęcie o bóstwie. Tę myśl kierował on na towarzyskości 
swej politycznej i domowej stosunki. Ztąd też właśnie po- 
chodzi, że człowiek bóstwo opiekuńcze po ziemsku naprzód, 
a dopiero następnie duchowo pojmował. Pojęcia te, panu- 
jące za pogaństwa w umysiach naszych przodków, przebi- 
jając się nie tak w krajowych jako raczej w sąsiadów na- 
szych rocznikach, są w nich tak ciemno wyrażone, iż nąjby- 



109 

sŁrzejsze nawet oko tnidiio w mcb prawdy dostrzeie (1). 
Nasi pisarze nie rychło się do powiedzenia o nich czegoś 
WEięli, nienawidząc pogatetwa, które w pojęciach tych 
tkwiła (2). Gdy rczasem koniecznol(Gii( zostali zmuszew* 
Irf oóś powiedzieć o nicfa^ wtedy nawet ciemno się wyrazaH 
0.tem amyślnie. Dopiero późaiejsi kiedy niekiedy, a corae 
dirtMitnieji coraz jaśniej, wspominali o podaniach lodu. W ich 
zeznania wpatrzywszy się, i uczynione przez nich wzmianki 
porównawszy z takowemii, które postronni zachowali pisa- 
rze; a nadto wmyśliwszy [się w to głęboko^ co aS dotąd o 
pogaństwie zachował hid w swojej pamięci, skreśliliśmy 
obraz słowiańsko*polskiej mitologii (3). Do niego odsyła- 
jąc, zwrócę obecnie, uwagę czytelnika na dwa szczegóły, 
% później odkrytych źrzódeł wydobyte , i zastanowię się nad 
myśłą,.jaką o istności jedynego Boga i czczenia w nim przy- 
rody^ tudziei o nieśmiertelności duszy, przechowały nam 
historyczne pomniki. 

Marzenia to są czcze, co nie dawno wyrzeczono o nad** 
dunajskich Słowianach (4), »ie jedynobóstwa i nieśmier- 
telności duszy naucz}i: ich Zamolksis, nankę o tem od Pita* 
goresa powziętą im objawiwszy.-* gdyż naprzód, pojedynczy 
tylko a nie massa ludo hołdować mogła, aź do czasu zja- 

(1) Porównaj Prokoplusza, (zył w YI.), I Helmolda, (zył w XII. 
po Chr, wieku), przywiedzionych w pierwotnych dziejach Polski 1 Li- 
twy 1 27^ 

(2) Galus 28. Mateusz (u Kadłubk. I. 84. wyd. Kownack.) po 
dwa kroć tylko, i to nawiasem, wspomnieli o pogaństwie: gentilUa- 
tis ritus: Yanda diis immortalibm vicHmet. • 

(S) -Hcrwotne dzieje 125 nstpn. 

(4) Polska średnich wieków I. 356 nstpn. 



110 

wienia 6ię chrześciaistwa, naare o jednym Bugu, władz ty 
wszech rzeczy; powtóre, za rbrześciańskicb aawet czasów, 
|N>gańakie nie tylko między ludem^ lecz i w oświeceńsag 
klasie narodu, panowały wyobrażenia. Jake& sekta Bogor 
mUów (1) ciągle utrzymywała przy życiu dawne lad« 
przesądy, moc przyrodzenia uznawając w aiie, idórą ona 
W aiemskicb ot^awiała tworaeb, a pojęcie tej mocy uosobi- 
Stuiąjąc w Bogu* licznego potomstwa rodzicu. Ten pełen 
dtf^ron i sprawiedliwości będąc, kierował sprawami świata 
przez białycb i czarnych duchciw, czyli ABioł<iw i Czartów 
(tielfflolda biali i czarni bogowie), a wespół z nimi objawia* 
jąc swą siłę w mocy przyrodzenia, sprawiał to (według 
tychże Bogumiłciw mniemania) swą łaską, ze się ono a 
BAiem śmiertelni ciągle za życia i po swym przemieniali 
skonie; ze różne pożytki cią^rnioae od ludzi z ziemi,* przy- 
bierały różne, bo dobre i złe postacie, wydając z swojego 
łona ruziiizue, życie i śmierć przynoszące plony; i znowu, 
gdy nadeszła zima, obumierając, ażeby w dalszem następ- 
stwie, lez same co wprzód sprawiały dziwy. Tak i ludzie, 
za życia i po śmierci ulegali zmianom, gdyż łaską opatrzę* 
ni bóstwa mężowie (2) niektórzy posiadali tę własność, ii 
się przemieniać mogli, to w żmije, to w zwierzęta czworo* 

(1) uznawała ona jedynego Boga, wyobrażając go sobie w posta- 
ci starca z długą brodą. Obok niego czciła potomstwo jego, w oso- 
bie dobrych i złych duchów, z ludźmi obcujących. Eutymiusz w dzieł- 
ku wspomnlouśm wy2ćj 7. 33. mtfwi o tern. 

(2 ) Magami czyli Czarnoksiężnikami nazywali się Bogumiłowle, 
co przyznając im Eutymiusz, dodaję^ taąile 35^ ze są kuglarzami 
i szalbierzami. 



tli 

Bołne (1), i odmłeBiać znowu; ie pii śmierci przybierali po* 
stacie ptastwa łaskawego lub drapiezne^ro, ^tosolvniedo 
łycia, które przed ćmienia wiedli, dobre lub złe. Taką 
mocą bywały opatrywane i twory ziemi, fudziei zwierzę- 
ta; zioła bowiem posiadały moc czarodziejska, klacze pręd- 
konogie ubiegały tyle na raz, co nąjrączejszy koń na trzy 
razy (2). Wyobrażenia te sięgając najodleglejszej staro- 
zytMśCi (3), przeciągają się w długie wieki, istniejąc wszę- 
dzie, gdziekolwiek podług śladu dzieiriw przebywali Sło* 
wianie (4). Zmyślą, wynik tychże wyobrażeń stanowiącą, 
wiązała się droga, następstwem pierwszej niejako będąca. 

Nie było narodH i nie masz, któryby nie miał pojęcia 
o Boga i nieśmiertelności duszy, lecz róine lody różnie poj- 
mowały przeznaczenie bóstwa. Słtiwianie opiekowanie się 
pokojem, Niemcy przeciwnie zajmowanie się wojną, stawiali 
za cel głównych jego zatrudnień (5). Takież same czyli 
różne miały wyobrażenie o nieśmiertelności duszy obadwa 
narody, podzielając wtćj mierze dwa wielkie starożytnego 

(1 ) Srpske narodne pjegme IL 60, a I, 508. 

(2) Tamie IL 459, IIŁ 295. O paproci klóri niewidzlaloym czyni 
mćwi Kuba w mUrkische Sagen wydanych w Berlinie i 843. Poró- 
wnaj 206. 

(3) Juz bowiem Herodot powiada o sztuce posiadanej od Budy- 
ndw, zamieniania się w wilków i odmieniania: tak zwani wilkołaki. 

(4) Ś. Eligiusz, zyi w siódmym po Chr. wieku, przywiedziony 
w dziele les Germaim atant te CkrUtianUme par 0%anam, Parii 
i847,y rtówi o takowych drfwach n Swcwow, Fryzów, Ptendryjczy- 
k^. Z lego! wieka Jest świadectwo o Anglii, przytoczone w plerwo*' 
tnych dziejach 469. 

(5) Świadectwa o tćm w pierwotn. dziej. 185. nstpn. 



112 

świata zdaniami utrzymiu^c: ,, ze dusza wyzwoliwszy się 
przez śmierć człowieka z więzów, któremi ją krępowało 
ożywione sobą ciało, wstępuje w nowe kształty, by dalej 
zyć^odnowionem życiem; tudzież twierdząc, ze dusza po roz- 
łączeniu się z ciałem, nie przechodzi w postacie inne, lecę 
duchowy wiedzie żywot, błogo lub nieszczęśliwie; że 
wziąwszy powtórnie na siebie ciało złożone w grobie, z mar- 
twych kiedyś powstanie." Dzieje uczą, że pierwszego zda-^ 
nia trzymały się pokój lubiące ludy, drugiego -zaś wojo*-. 
wnicze narody. Tak więc gdy Słowianie podzielali o nię- 
śmiertelDOści duszy zdanie pierwsze, Niemcy zaś drugie, 
przeto słusznie wyrzekł Ditmar (1), -iż według słowiań- 
skich ludów mniemania, kończy się wszystko ze śmiercią," 
co miało znaczyć, że ludy te wierzyły, iż, raz obumarłszy 
nie wstaną z martwych w tej, jaką za życia nosiły postaci, 
lecz w postaci innćj. Widocznie się to pokazuje zmniemar 
nia, jakie w tej mierze Bogumiłowie mieli, mieszając poję* 
cia słowiańsko-narodowe z chrześciańskiemi wyobrażeniar 
mi. Według bowiem Eutymiusza mawiali oni: „że człowiek 
nie umiera, lecz wiecznym snem ujęty zamiema się w postać 
inną, a z ziemskiego czyli cielesnego wyzuwszy się życia, 
przybiera nieśmiertelną i boską Chrystusa szatę, dawny 
swój charakter zatrzymując, jaki miał za życia: że tak przy^ 
branego prowadzą Aniołowie do królestwa Boga ojca, że 
ciało, które z siebie zrzucił człowiek, rozpada się w popiół 
i proch, i już nie powstanie więcej." 

Ani wątpić (według tego, com w pierwotnych dziejacb 
powiedział), ze- mniemania owe o istności jedynego Boga 

(1) u Perta V. 789. 



il3 

O lieśmiertelności duszy podzielały wszystkie ludy, lechi« 
ckiemi w dziejacb nazywane; z tą atoli różnicą, iz mieszka- 
jące błiiąi Niemcdw i z nimi w ustawicznej zostające styczno- 
ścią a mianowicie Pomorzanie, icb raczej niS swojskie o nie- 
śmiertelności miały zdanie (1). Ani tez godzi się wątpić 
o tem/ze cbrzećciańską przyjąwszy wiarę te ludy, pogań- 
stwo z nią mieszały: co tern więcćj ma podobieństwa do 
prawdy, gdy wyobrażenia pogańskie istniały w całej swej 
mocy nawet między wyższą pbywateistwa warsztwą tam^ 
zkąd nam cbrześciaństwo zawitało. Czytamy w żywocie ś. 
Wacława (2), że jeszcze za życia świętego męża (bratem 
był Dąbrówki żouy Mieczysława L), bałwochwalstwu od-* 
dawali się czescy panowie. Czytamy u Kosmasa, że w XII. 
jeszcze wieku pogańskie obrządki odpraAviał lud czeski. 
W Polsce, jak uważa Galus, było wiele pogan jeszcze za 
panowania Władysława Hermana, a .mianowicie w Mazo- 
wsza. Dzisiejsze przesądy i zabobony stawiają dowód na 
to, że i obecnie {nie ze wszystkiem się uwolnił od pogań- 
skich wyobrażeń lud polski. 

Właśnie te wyobrażenia są łańcuchem silnym, który po- 
gańskie z chrześciańskiemi spaja czasy, który przeszłość 
dziś jeszcze z teraźniejszością wiążąc, tćm mocnem, ale co- 
raz więcej słabiejącem już -ogniwem, jedność między zniensH 
czonemi, a narodowość przecbowąiącemi Słowianami utrzy- 
muje. Po tern tylko znamieniu można jeszcze dobrze po- 
znać, że pruscy Mazurowie, Pomorzanie, Meklenburczycy, 



. I 



(1) Pamiętniki moje II. 107. 

(2) UPertz YI. 215, w dziesiątym napisane było wieku. 

I ^ 

riŚMISM. rOŁS T. I. * ^ 



U4 

RogiaDie, Łuiycanie, Szlązacy^ do jednego z Polakami na-* 
lezą rodu (rozważ te przesądy i. zabobony, które się przy 
zbiorach klechd znąjdiuą); z zabytków literatury jedności 
t^ poznać nie można. Miejsce albowiem jej, niemiecka za* 
jęia II nich. Lud nasz tern więciy się oddawai przesądom 
i zabobonom, gdy nie miał udziału w cy wilizacyi, która 
z rzymsko-katolicką wiarą, włacińskim języku przybywała 
z zachodu; gdy nawet opowiadaczy ttij wiary nie nawidził, 
i dotąd (mianowicie tez Łuiycanie i Góral tatrański) w da- 
wnych opowiadaniach postać mnicha za zwiastuna nie- 
szczęść wystawuje sobie. Przechowywał więc pogańską 
grubizmem nacechowaną swojskość, gdyznie posiadał ża- 
dnych środków do wykształcenia jej. Bo nie było w Polsce 
wieszczym duchem przejętych mężów, którzyby przodkąjąc 
ludowi przykładem lub radą, byli mu tern, czem b>ł Bojaa 
dla Rusinów^ czćm Lumir dla Czechów, czem narodowi 
piewcy dla Serbów; którzy w pieniach o półku Igora, w kró-? 
lodworskim rękopisie, w śpiewach narodowych serbskich, 
imię swoje i poezyą słowiańską unieśmiertehuli; aczkolwiek 
nie brakło polskim pokoleniom na ludziach dp pieśni i po- 
wieści pochopnych. Lecz ludzie ci mieli poziome umysłyf 
opowiadali przeszłość bez zajęcia, teraźniejszość bez 
czucia. Zgoła nie zająwszy umysłów ani śpiewem^ ani 
opowieścią, wpadli w zapomnienie wraz swą krótko 
brzmiącą pieśnią. Przez co stanęła pogańsko-polska po- 
esy a i opowieść na niższym jeszcze stopniu*, niz wscho- 
dnio-indyjska, niz meksykańska; a stanęła przez to, iz 
nie miała zasiłku żadnego *ani z wewnątrz, ani z zewnątrz. 
WIndyach bowiem i Ameryce, przed zawitaniem tamie 



115 

finropejcsykóir, skupiona w sobie i wdzierstwem obcego 
zy wioht nfebędąc niepokojona poezya narodowa, rozwijać 
się jakkolwiek mogła, i rozwinęła się niby całość, niby wą- 
tek z jednego kłębka i pasma wysnaty: lecz polska we- 
wnątrz słaba, bo nie wsparta gędzbą wieszczów, ale brana 
na niską od poziomych pieśniarzy nutę, zewnątrz napły- 
wem obcych wyobrażeń matana, unosiła się w powietrzu 
niby tak zwane babie lato śród pogodnego dnia jesieni; 
której światło łacińsko-europejskiej przyświecając cywili- 
zacyi, ziębiło ją a nie zagrzewało, którą jesienny pomiatał 
wicher, i z nicości powstały tejże poezyi wątek rozdmuchy- 
wał w powietrza. Ztąd tez, gdy wreszcie zetknęła się pol- 
skość z łaciną, przystała jedna do drugiej tak, iz na sam 
rzut oka rozeznać było łatwo, ze jedna dla drugiej nie 
przystoi; i% łatwo było odgadnąć, ze dopiero gdy się 
pierwsza odłączy od drugiej, (albowiem ją szpeciła, niby 
obłaiąca człowieka ubiór jesienna pajęczyna,) może wiesz- 
czym duchem obdarzony pieśniarz, wyśpiewać z tak oczy- 
szczonego wątku coś narodowego, coś miłego, coś do ser- 
ca, choć na chwilkę, przemawiającego. Albowiem pomysł 
o jedności Boga tkwiąc głęboko w narodowym śpiewie, da- 
wał nadzieję, £e byle pieśń gminną natchnąć chrześciań. 
stwa duchem, wlać w nią myśl, i nadobną którą brzmiała 
nutę, skierować do słów poety, moie pieśń ta» harmonij- 
nie o2eniona z{wyobraźnią i uczuciem wieszcza, płynąć we- 
sp6i zpoezyą, moie jednćm z nią korytem zmierzać do oce^ 
anu wieczności, niby dwa strumienie w jedną połączone 
rzekę. I tak się te£ stało z trzema polsko-pogańskięj oświa- 
ty zarodami, które w pieśniach, klechdach, przysłowiach, 
tworząc tak zwaną literaturę hido, objawiły się słowem 



11« 

I 

a utwierdziły pismem; które zapisane będąc wpomDikach* 
bistoryi polskiego narodu, przeszły w poczet jego piśmien* 
nictwa, i stały się zarodem literatury prawdziwie narody 
wej, bo na rodowej uzasadnioną} myśli. 

Wględnijmy historycznie na troisty ten zaród piśmien- 
nictwa narodowego, i powiedzmy jak on powstawał, rozra^ 
stał się i wykształcał. 



b) Historyczuy rozwój pietśui luda. 

Cz(im jest gmin polski, tem i jego pieśni: noszą bowiem 
na sobie wydatny charakter tego, który je utworzył, lub 
dla którego je utworzono. Proste są one, lubo nie prosta* 
cze; są pieśniami bez pieśni, czyli są odgłosem uczuć ludu, 
który, tkwiąc zawsze przy ziemi, nie wzniósł się nigdy da 
wyższego znaczenia, narodem nie był, nie mając reprezeor^ 
tacyi na obradach publicznych, a więc i poezyi, w wyzszem 
wyrazu tego znaczeniu, mieć nie mógł; zwłaszcza gdy się 
nikt nie chciał nią opiekować szczerze, a ten, czyją była 
własnością, wypielęgnować jej nie był wstanie. Lecz jak 
w umyśle i ciele ludu naszego tkwiła moc duszy i wrzała 
siła wyższych uczuć zdolna, byle kto chciał i umiał pod- 
nieść ją do wySszej potęgi; jak sam łatwo przyjmował ogła- 
dę i swój um uśpiony rozwijał na wielki rozum; jak uszla- 
chetniając się zasilał zdrowym sokiem massę narodu, który; 
do swojego przybrał g^' grona: tak i w pieśniach jego były 
i są zasoby dla wieszczego ducha, zdolne i siebie uzaciiić,^ 
i zasilić ten wątek któryby je w siebie wcieliła byje kto, 
wyzwoliwszy ich ziarno zpokrywąiącę^Jegminności łupi-; 



117 

ny, doponrógi im do wzrostu, ażeby się mogły wydobyć 
z ziemi, zazielenić i urośc, a zakwitnąwszy wydać owoc 
poezyi, nazwiska tego godnej. Ta moc i siła nie tkwiła 
w duszy i ciele pieśni, czyli nie spoczywała w myśli i sło* 
wach jej, bo i cóż mogło być wzniosłego . w tern, co, zosta- 
jąc ustawicznie przy ziemi, nie śmiało nigdy podnieść w gó- 
rę swojego oblicza? cóż powabnego w myśli, ciągle obraca- 
ącćj się około wątku więzami wiejskiego grubizmu pląta- 
nego? ale ukrywała się w śpiewności tudzież w uczuciu, 
czem tkliwe serce pociągając ku sobie, rozrzewniała je, 
zniewalając do pokochania tego, co na taką nutę śpiewał, 
i do użalenia się nad jego losem, że ją na taki nucił sposób. 
Wesołą i smętną będąc na przemian pieśń gminna, nosiła na 
sobie charakter elegij, ale oddzielny od owego, jaki mają 
tego rodzaju pienia najwykształceńszych narodów pogań- 
skiego i cbrzesciańskiego świata: marzy ale nie buja myślą, 
rzeczywistość, bądź byłą bądź obecną, wydarzoną lub po- 
dług umu ludu uprawdopodobnioną opiewa,'weseląc się nad 
tem co jest, lub może być, smęcąc oraz, że takićm a nie 
lepszem jest rzeczywiście, lub że się uzacnić nie może: gdy 
zaś nie widzi sposobu osiągnienia życzeń swych celu, ani 
możności spełnienia tego o czem marzy, szydzi z losu, we- 
sołe i smutne pienia satyrą przeplatając. 

Charakter taki miała i dotąd ma gminna pieśń polska, 
w takim stanie zastał ją naród, gdy z powodu hussytyzmu 
zetknął się z ludem, i na język ojczysty większą jak dotąd 
zaczął zwracać uwagę. Wszakże lubo na ludowości, a więc 
na jednćj niby spoczywała i dotąd spoczywa pieśń gminna 
zasadzie, nie mogła przecież ostać się w pierwotnej posta- 
ci, nie zarwać czegoś z szlacheckoścl, i z postępem czasu 



118 

Bie zmieniać się w wątku i wyrażeniu. Bo ocierał się lud 
o naród; rozwijająca się w wyższych stanach oświata, aczkol- 
wiek niewidocznie przecież jakkolwiek, wpływała nań tak, 
ii mimowolnie nawet musiał lud stawać się jej uczestni- 
kiem. Ztąd poszło, ie tworzone przez poetów piosnki nie- 
które przylgnęły do ludu, i z czasem weszły w poczet pie- 
śBi gminnych. Ztąd poszło i to, ze te pieśni, jednakie so- 
bie myślą, różniły się z postępem wieku obrazowością (1), 
wysłowieniem, ogładą; tak iż lubo zawsze pełzały po zie- 
mi, szły przecież z postępem czasu, a narodowa oświata 
gminowi na udział za czasów panowania łaciny dana, po- 
wstawać i do szlachty, nawzajem zaś szlachecka do ludu, 
przechodzić zaczęła. 

Jest nader trudno wykazać historycznie ten postęp, 
z przyczyny braku pomników, któreby przedstawiły, za- 
ród, rozwijanie się, i kształcenie pieśni gminnych. Wiemy 
wszakże to, że one istniały w X — XVI wieku , bo je lud 
ipiewywały i że z czasem na podobieństwo ludowych ukła- 
dano szlacheckie piosenki. Zkąd wypływa wniosek, że nie 
wszystkie pieśni, które teraz gminnemi są, wyszły od lu- 
du, lecz że wiele przeszło od szlachty do gminu: z któ- 
rych jedne przypadły mu do smaku przez to, że z jego 
wyobrażeniami zgodnie ułożono je, drugie że jako nieod- 
pawiedne, a nawet 'niegodne siebie, odrzucił lud, i skazał 
M zapomnienie (2). Wiemy nadto, że gdy w niektórych 

liasnkach są zmianki o zabytkach pogaństwa, nie mogą one 

• 
(1) Rozwiaąłeoi tę myśl w dziele Polska IV. 229. następne. 
. ^ (^) Porównaj co nizćj^ w krytycznym poglądzie na rozwój lite* 
ratury ludu lilstoryczny, o pieśniach gminnych^ ich zbiorach i obro- 
bieniu powiem. 



119 

być wypiywem czasów chrześciańskich, lecz odleglejszych 
sięgać muszą. Na to bacząc, możemy jeżeli nie dowieść, to 
przyniunioiej uprawdopodobnić, ze tak zwane szydebne 
(burlesąue) pieśni do najdawiu^uszych należą, i z pogaće- 
skiemi w równi co do czasu postawione być winny: ze 
z świeckich bardzo dawnemi, a polsko-rodzimemi są te, 
które zŁuzyczanami» z innymi zaśr Słowianami bynąjmnićj, 
spólne mamy; ze bliskie im wiekiem są spólne nam z ijiszemi 
siowiańskiemi pokoleniami : ze niektóre, z ducha gminne 
a z krój u szlacheckie, powstać mogły w XVI juz wieku: ze 
najnowszego, a przynajmniej nowszego niz dumy pochodze- 
nia, są tak zwane legendy. 

W pierwotnych dziejach Polski wyliczyłem twory przy- 
rodzenia wyżej nad inne cenione, i zwróciłem uwagę czytel- 
nika na to, ze gdy do nich wielką przywięzywano wagę, 
przeto właśme przedmioty te, wyżej nad insze stawione, 
cześć boską musiały odbierać od ludzi, w grubizmie pier- 
wotnego pogaństwa tkwiących. Z postępem czasu, przy co 
raz więcąi rozwyąjących się zdrowszych o religii wyobra- 
żeniach, a za czasów chrześciaństwa zbojaźni obrażenia 
nowej wiary, . puszczał Pohik w niepamięć dawne o czci 
bóstw wyobrażenia, (lubo z długiego nawyknienia nie mógł 
otyłe myśl swą wyzwolić, ażeby zmianki o nich nie czynił), 
a nawet, gorliwy teraz Chrystusa • zwolennik, wyśmiewał 
to, przed czem się niegdyś kłaniał. 

Ztąd w pośmiewisko obrócope niektóre obrzędy pogań- 
skiej religii, ztąd szyderstwo z samych bóstw dawnych, 
ztąd nakoniec nalgrawanie się z tego, co było zabytkiem 
pierwotnego bałwochwalstwa; kiedy człowiek czcił przy- 
rodę, od ziemi ku niebu oblicza swego jeszcze nie zwróci- 



120 

wszy. Tak powstały szydebne pleśni, w których ubcfetwia- 
ne niegdyś zwierzęta są przedmiotem grubego żarto, i któ- 
r)'m wesoła myśl ludu dała za towarzyszów takie stworze- 
nia, które nie były moie przedmiotem czci za czasów po- 
gańskich. Mają tego rodzaju piosnki nie tylko Polary i Ru- 
sini, lecz i nadłabaóscy Słowianie, tudzież Litwini (1). 
Wydawcy pieśni łużyckich nazwali te proste żarty h wybu- 
jałym rozumem i gminno-płaskim dowcipem:" (2), i słusznie, 
lecz musiał mieć lud, w innych pieśniach umny i rozumny, 
ważny powód, gdy się w tych tu na podobne zdobył bła- 
zeństwa. Zresztą jest zastanowienia godną rzeczą, że pie- 
śni gminne, zmiankę czyniące o pogaństwie, nie świeckie ' 
rzeczy, lecz religijność mają na celu; i zasługuje na uwagę, 
że piśmienne zabytki poezyi z czasów chrześciańskich, cześć 
boską i dzieje krajowe przedewszystkiem opiewają. Zkąd 
widać, że Polak poganinem będąc wzniósł naprzód swe pie- 
nia na chwałę bóstwa, chrześcianinem zaś zostawszy, reli- 
gii naprzód poświęcił pieśni te, które pismu powierzył. 

Pomijam religijne, te albowiem utworzono dla ludu; a 
pierwszy ich ślad dowodnie uzasadniony, pokazuje się ra- 
zem z przekładem cząstek tudzież całkowitego pisma ś., 
co w Xin wieku i następnych miało miejsce. Pogańsko-świec- 
kie, według tego cośmy rzekli, i według świadectwa dzie- 
jów, są dawniejsze od religijnych. Naprzód pokazują się nad 
Łabą, dalej w Polsce, następnie na Pomorzu w X— XII wieku, 

(1) Zbierano je jiiz w XVII wieku. Porównaj L, Hawpte a J. E. Smo- 
lerja wesmczki 1. 363, 384. (nizćj całkowity napis dzieła przywiodę; 
toz samo o innych dziełach krOtko wyrażonych zauważam, których 
całe tytuły tam gdzie tego zajdzie potrzeba wymienione będą.) 

(2) Tamże 363. blUhender Unsinn und nUrrUcher Volk9wit%: 



121 

te pieśni w obcymi bo w niemiedUm i iacinskim, dochowane 
nam językiL iśpiewana w XI wieku za Bolesława Śmiaie- 
go o Polanach, w matym tylko uryweczku doszła naszych 
czasów; śpiewana w XU za Bolesława Kędzierzawego o po* 
ległych w boju z Prusakami rycerzach (będzie o tych pie* 
niach w drugim tomie przy rozwoju pieśni historycznych)^ 
poszła w niepamięć; śpiewana w XIII wieku pieśń o zamor- 
dowaniu Ludgardy zaginęła (1). Pieśń -o bitwie pod Dą- 
brową doszła nas w odpisie z początku X\I wieku (2). Inne 
pieśni z czasów Władysława Warneńczyka, Witołda i nar 
stępnycb, wspomnione od Samickiego (3), zaginęły. Wszyst- 
kie te pieśni są historyczne. Na pytanie, jakiegoby były 
wątku inne światowe ptosenki, i które z nich są niOdawnit^ 
sze? trudno odpowiedzieć, dla braku dawnych, a czystych 
pomników, gdyż wszystkie które w tym rodzaju mamy, 
uległy, jak wyżej rzekłem, pri^eistoczeniu, i są mieszaniną 
dawności i nowośd. Wszakże wnioskować się godzi , ze 
niektóre (przez wydawców tak zwabe pieśni tyccące się 
zdarzeń domowych, róznćj treści, dumy i t. p.) policzyć na- 
leży do najda^iniejszych , a obok nich ze moina umieśóć 
pieśni do tańca tudzież obrzędowe^ nakoniec le kilka szla- 
checko-gminnych odnosi się do wieku XVI z pewnością. Na 
pochodzenie reszty piosnek żadnego nie masz dowodu; i, 
rzecz dziwna, właśnie te, które za najpiękniejsze w całem 
pieśniarstwie pospolitóm poczytujemy (4), zdą^ą się być 
nie utworem ludu, lecz dla ludu. 

(1) Przywiedzione o tern świadectwa porównaj w Pamiętn. IŁ 50 

(2) Bibl. Warsz. 184S. Sierpień 370 nstpn. 

(3) Porównaj w drugim tomie wywód historycznych pieśni. 

(4) U UpińsL L 126. 146. 

nŚKUK, POLS. T. Ł lU 



122 

JuŁ gdzidndzićj powiedzittem (1), dla czego za nąjda^ 
waiejsze a pobko^rodzime pieśni mam te dnmy, ktiire nam 
są z Łużyczanami sptilne.ZapoIsko-rodzime uwaiam je dla 
tego, ie a Polaków tylko i u aadłabańskich Słowian, a n 
inszych bynajmniej, nie znajdnją się one. Czy w Polsce, czy 
u Łużyczan , utworzono je naprzód? I na to z pewnością 
nic powiedzieć nie możemy. Mamy wprawdzie piosnkę pol- 
ską, która dosłownie łazyckiej odpowiada, a ma być utwo- 
rzona w Polsce (2); zkądby wypadł wniosek, ze jak ta 
przeszła od nas do Łużyczan , tak i insze mogły się do 
nich dostać z Polski. Lecz piosnka ta jest nowym utworem, 
sięga najdalej czasów trzydziestoletniój wojny, jest oczywi- 
ście tłumaczoną z niemieckiego, nie przeszła do naszego 
gminu, i iaden tei zbiór polsko -gminnych pleśni nie zawie- 
ra jej. Inaczej się rzecz ma z pieśniami łuiyckiemi temi» 
które i nasz gmin śpiewa (3); są one bardzo dawne, wła- 
śnie dla tego , ie je nad Łabą i w całćj Polsce lud nad, 
i tnogły razem u Polaków i Łużyczan powstać w owych ju£ 
czasach , kiedy jeszcze pod jednym rządem iyły dwa te, 
X jedBi^ó szczepu, podług świadectwa Nestora, pochodzące 
ludy. Do ich ficzby nalełą insze nadto pieśni, które w u- 
łamkaeh lub całkowicie do nas doszły. Zastanawiają łuły- 
ckićj pieśni (4) dwa ułamki: 

(1) Polska lY. 229. 

(2) Tak sądzą PP. Hawpt i Saołer, tanSe L 380. 

(3) Wskazałem je w dziele mojćm Polska 1. 229. Zakres ich po- 
"wi^kszył zbiór P. Łfplfiskieso, 179. 101, w Hezbę Ich wchodzą po* 
kuinica i młynarecmka. 

(4) Hawpta i Smoleija pjesidczkl I. 27. 



li3 

Mkódtt teąir koników te^Awacst, 
Starszi pak mecziki psupaawasze. 



Szto »y ty Hołdrassko tola czinif, 

Zo maas ty pod b^koni kravy meczikT 



odpowiadające pieśniom pohktm (1): 

Starsza siostra usłyszała — 
Konika mn osiodłała: 
Młodsza siostra miecz podaje. 



* 

•tr * 



Cóź to za krew po drodze. 
Na trzewiczka i nodze? 

Z tą rii&iiicą, łe tre&ć i:iiiyckich piosnek jest odmienna od 
pieśni polskich, mając snienacka wtrącone owe wiersze, 
Biby ałamki dawnych śpiewtfw. Zastanawiają tei dwie łu- 
życkie całkowite pieśni (2>, mające za przedmiot rozmowę 
między matką a córką, opowiadające jak rycerz wykradł 
dziewczynę, i co sobie wysłołył dziarski pachołek posłu- 
gując przez lat siedm pana: kCóre równiei całkowitym^ 
trzem polskim (3) mającym napis: Kał, rycerz i dziewczyna, 
grób, odpowiadają. Nucono je> nad Łabą, Wartą i Wisłą, 
i rozlicznie przeistaczanoi, na gorsze jak u ŁuSyczan , nar 
lepsze jak ii Polaków. 

Najwięcćj uległa zmianom pieśń o rycerzu i dziewczy- 
nie. Nie tylko w Polsce śipłewywana jest z róinemi odmia- 

(t) U Źegoty Pauli pieśni polsk. 69, u Wdjcick. I. 116, pieśni 
szląskie w Tygodniku Uteraddm z r. 1848 Nr. 97. 2lt. 
{2) U Wtfjcick. I. SO^ 40, 78. * 
(3) U Wójdek. L lis. M. 5<L 



124 

nami, ale i w Łuiycach pokaznje się ona w r(«licznej po- 
staci , mając zwrotki w tych niemal słowach zawarte co 
i nasze pieśni. Łużycka (35) śpiewa: 

Ńeptacz, iieptacz luby niójl 
Szak je swjeifi holcow dosd— 
Holcow je di^e swjeći dosd, 
Ale źzana, kajzz ty bje. 

a polska (1): 

Nie jeden ja Jasiu kwiat, 
Jestci tego pełen iwiat. 
— Chodby było i tyńąc. 
Nie chciałem żadnej przysiądz. 

Insze odmiany tej pieśni objawiają rozmowę młodzieńca 
i w grobie złożonej dziewczyny, która utysktye na to, ze 
wstać nie może z martwych, i oddać kochankowi dary: per- 
swazye matki dawane synowi, ażeby nie rozpaczał za umar- 
łą dziewczyną, gdyż ich Jest wiele na świecie (89) i t. p. 

Zdarzyłze to przypadek, ie sobie tak podobne są owe 
pieśni? Bynąimniej, leo^ poszło to ztąd, ze z jednego po- 
wstały źrzódła , i miejscowe, u inszych Słowian bądź nie- 
zpane bądź mało znaczące, zdarzenie wyśpiewały. Boć 
iaden zbiór słowiańskich, Polska i Łuiyce wyjąwszy, nie 
posiada podobnych im pieśni (2), a przeciwnie ma kilka ta- 
kich, które opiewają wypadek powszechną uwagę wszyst- 
kich zwracający, tudzież wiele takich, które śpiewają o zga* 
nie rycerza, jakim słowiańscy wojownicy zwykle mężnego 

V ■ . 

(1) u Wójc L 57. U. 297, u J. J. Upiask. I. 2. 

(2) Pieśń o rycerzu i d%ieurc%pnie wyjąwszy, którą oprdcz 
nas, (Wojcick. I. 337. Lipiński 1. 22)^ mają i Serlowie* . 



125 

dokonywali żywota. Zdarzenia te, bądź ie u nas zasziy 
bądź ze u naszych sąsiadów nastąpiły, gdy wiele narobiły 
wrzawy, lub, jako na miłą nam nutę wyśpiewane będąc, 
spodobały się u nas i sąsiadiyących z nami pobratymców, 
przeto narodOwemi stały się u Polaków, Serbów, Słowa- 
ków, Czechów i Morawian, a u innych Słowian bynąjmniq. 
Słusznie uważać je naleSy za staroiytne, lubo nie podobna 
ani czasu ich oznaczyć, ani wyśledzić tego, czy one u nas 
lob u naszych sąsiadów powstały naprzód. Tu należą my- 
śliwskie pieśni, jak owa którą pod napisem łowi/ czytamy 
w zbiorze Wójcickiego (1). We dwoistej postaci znajduje- 
my ją u Serbów: na jedne zwrócił uwagę P. Wójcicki; (2), 
druga jest u Wuka Stef. Karadzicza (3). Powtóre pieśfi o 
siostrze trucicielce, tudziei o rycerzu i dziewczynie (i Cze- 
si śpiewają te pieśni), którą wyzćj powołałem. Po trzecie 
pieśń nosząca nazwę przbmiany (4), w troistćj postaci po- 
kaziyąca się (5). ' ?o czwarte rycerska pieśń, opiewająca 
Sale osieroconego po jeźdzcn rumaka. Serbska (6) nuci: 

Kopam zemlu do kolena, 
Grizem trawn do korena. 

a polska (7) śpiewa: 

A koń Jego welo niego, 
GrEeMe nóiką sahije go: 

(1> I. 144. 

(2) W waryantacb do Ł tomu swych pieśni 842. 

(3) Srpske narodne pjesnie. Porównaj 1. 317. 

(4) U Wójcicki. 141. 

(5) Jędnę postać wyrazili J. J. Lipiński I. 70. i Wtfjcick. I. 340, 
drugą wyraził Wuk Stef. Karadz. tamże 378, 435. 

(6) U Wukt Stef: Kiurtdz. tani£e 454. 

(7) U Źegoty Pauli polsic. pieśni 69. 



Jui wygrsf bal po kjolaiUt 
Zatiyący swego pana. 

Ijiśze wspólne nam z Czechami, Morawianami i Słowakami 
wyliczyU PP. Wójcicki (1), tudzież K. J. Erben (2). Dwie, 
o rycerzu i dziewczynie , tudzież myśliwską , a obiedwie 
śpiewywane dotąd na Szlązku około Raciborza i Kozia, 
przywiódł P. Hoffiuann-Fallersleben (3). 

Pieśni do tańca tak są dawne^ jak i same tańce. Kra- 
kowiaki głównie tu zasługują na uwagę , jako mieszkanki 
krain nadstr>jskich i nadwiślańskich, blizko źrzódeł tych 
rzek położonych. Z' tych jedne od ludu wyszły , drugie 
otworzone i ludojri podsunięte zostały. Ponieważ w duchu 
gminnym zrobiono je, przeto lud śpiewywa je dotąd, i za 
własne poczytuje. Do tegoż rodzaju pieśni Uczę chrześciań- 
sko-obrzędowe: nie są one bardzo stare. Za najstarsze mam 
dwie weselne (4), które mogąXVf sięgać wieku, jak wska- 
ziyeich myśl, czyli racząj sposób objawienia tćj myśli, w o- 
wym uzy walny wieku. Pieśń pod napisem wj/bór (5), może 
się uważać za utwór wieku XVI, juz się bowiem w ówczes- 
nych czeskich pomnikach (6) znajduje. Trzy przygodne, 

(1) W waryantach do I. tomu pieśni. 

(2) Pjsne nńrodnj w Czechacb, w Praze 1842 nstpu., wedw6ch 
tomikach. Szanowny wydawca porównał czeskie z pieśniami wszyst- 
kich Słowian drukiem ogłoszonemf. 

(3) Monathschrift eon und fUr ScAlesien , pismo czasowe .wy- 
dawane przez Prof. Hoffmana-FaliersiebeB, w Wfochnitt 1829* Po- 
równaj 486 ustpn. Wyszły dwt tomy. 

(4) U Wacława z Oleska pod liczbą 14S9 149 na str« 46 w Przy- 
jacielu luda z rokn 1837. Porównaj 271. 

(5) U Wójcick. I. 134. 

(6) Jungmana hlstorie-cżeake literatury. P#r4wną} 199. Nr. 201. 

202. •'■'•. :- n . ^ ♦ . 



127 

jedM o dibanie, a dwie o swMznua dsiewcsyny, (z któ- 
tycłi trzecią pnerabiano roamude, skąd lowt powstaty 
-j^sśni) (i), z tegoż czasu anadź pochodzą. Śpiewają Je 
wnystide pokolenia polskie (2), mieszając w nie prowui* 
cyonałizHiy, wałiie we względzie słownikarstwa. Tok tych 
pieśni okazi^e , ie one nie wysziy od ludo lecz od wiej- 
skich ć^Ńewaków, ale ginfamewl się stały przez to , ze do 
pojęcia i smaku przypadły wietaiactwu. Toł samo naleły 
powiedzieć o niektórych dumach. Sięgają one myślą i wąt-^ 
kiem odległej starożytności: lecz dwie tylko (3) są rzeczy- 
wiście w duchu ludu, i dhi lodu stosownie utworzone. Re* 
szta ich jest % nazwy ludową , z rzeczy miejską lab szła- 
<diecką, myślą i tokiem nie zręcznie zastosowaną do ludu. 
Jedne ubrano strojno, drugie zbrojno, a dawszy im okaza- 
ły przyodziewek, sprawiono przez to, ie się one nie prze- 
darły do^adsza wiejskiego, lecz stały się własnością dwor- 
skiej i miejskiąj gawiedzi: niektdre z nich nawet sama tylko 
śpiewywała szlachta. Do takich liczę dwie w zbiorze Wa- 
cława z Oleska (4), XVI sięgające wieku. W tym8e rzędzie 
kładkę dwie,, ktdre dotąd śpiewywane są w okolicy Osterode 
w Prusiech wschodnich (5). 

(1) Miaaowide pieśń p»d napisem: irat^mśeMeł u UfińA. 
I 180. 

(2) U Wtfjcick. 1. 41. J. J.ŁipińaL L 82 Chrebackie pleśni, wfilM. 
Waraz. z i^a 1842. Luty 471. . 

(3) Podolanka u Wójcick. I. 71, 232. 289. Sierota u Żegoty 
Pauli pieśni polsk. 75. 

(4) Pod liczbą 110. 254. 3tr. 286, 396. 

(5) Przyjaciel ludu z roku 1839. Porównaj 47. 48; 



128 

Najnowszego pochodzeitUi są legendy, co sięletąd poka« 
mjo, ie u każdego słowiańskiego luda inne są, albo małe 
lub bardzo odległe mają podobieństwo* Mają Łoiyczanie 
legendę o ucieczce Najświętszej Panny (1), która podobna 
jpst do dwóch pieśni przez lud polski powtarzanych, o u« 
deczce matki boskićj z dzieciątkiem Jezus gonionej od He- 
roda Króla, tudzież do pieśni o ucieczce Ś. Kunegundy przed 
Tatarami. Zastanawia, ze legendy niektóre, tak nasze jako 
i łużyckie, śpiewają o wędrówce Jezusa Chrystusa i świę- 
tych pańskich, i ie o wędrówce takiejźe oprócz naszych 
pieśni tylk^^ serbskie (2) i moskiewskie powtarzają. Łuży- 
ckie legendy śpiewają: o spotkaniu się w drodze tnatki bo- 
skiej i ś. Elżbiety, o wędrówce Jezusa Chrystusa, (jak cho- 
dząc po świecie wstąpił do chaty biednej niewiasty, dla któ- 
r^ i dla uczniów swoich kupił chleba za trzydzieści sre- 
brników, przy czem został oszukany przez Judasza.) Le- 
gendy polskie nucą o wędrówce ś. Heleny i Chrystusa Pana: 
z których driiga utworzona jest z pieśni o sierocie. 

Zastanawia, ze łużycka legenda o Dawidzie powstała 
z mniemania ludu p człowieku osadzonym za karę na księży- 
cu, legendy zaś o karczmarzu wisielcu i o zabójczym matce, 
z podania starego zakonu o Józefie patryarsze i braciach, 
tudzież z pieśni, którą i polski lud śpiew} wa o matce wła- 
snego[dziecięcia zabójczyni. Z tej legendy dwie znowu insze 
utworzono. Zresztą legendy polskie (3) nie mają nic 
wspólnego z łuzyckiemi, a te znowu z legendami inszych 

(1) Smolerja piesn. I. 275. 

(2) U Wuka Karadzlcza srpske narodu piesme I. 124. 

(8) W zbiorach PP. Źcgoty PauU pieśni ludu polsk. 73. Wój- 
clck. pieśni O. 319. 



12» 

Stowiań, wyjąwszy ową o 1 Jera}iii (1). Legenda bowiem 
tejłe treści, z przeszło pięciuset wierszy składająca się, a 
rozliczne przygody świętego nię£a opowiadająca, jest do- 
tąd śpiewywana przez moskiewskich dziadów (2), a nigdzie 
indzićj w iadnym, ile wiem zakątku Słowiansczyzny, znaną 
nie jest Co wszystko rozważywszy, tudzież pomniawszy 
na to, ie łuiyckie legendy zabawy światowe, jako to sko- 
ki, na poważne zamieniwszy tany, śpiewają o Aniołach 
i Czartach weselących się, polskie zaś legendy ze o wę- 
drówce Jezusa i świętych pańskich rozprawiając, światowe 
zdarzenia przez gminne opiewane pieśni z boskiemi miesza- 
ją sprawami, przyznamy: ie tego rodzaju pieśni nie z myśli 
i serca ludu wyszły, lecz przez duchowieństwo i kościelną 
czeladź utworzone będąc, przyczepione zostały bądź do czy- 
nów w starym i nowym wydarzonych zakonie, bądź do podań 
kronikarskich o zawitamu świętych gości do chaty Piasta^ 
bądź na koniec do zdarzeń pieśniami gminnemi wsławionych,, 
a nawet i do zabobonów, jak owa o Dawidzie legenda. 

Nie tylko nasze, lea i inszych Słowian pieśni gminne 
mało mąią spólnego z Litwą. W serbskich tylko (3) i kra- 
inskich (d) stoi o dziewicy węzowąj (u Krąinców topielco- 
wej) zonie, podobnie jak to nuci litewska .pieśń (5). 

(1) Smolera łuiyck: piesn Ł 278. 

(2) Znidduje się w zbiorze P. Piotra Wasil: Kinrjewskiego w Mo- 
skwie, którego pieśni niedaiivno tom pierwszy z druku wyszedł. 

(3) Wuka Stefan: Karadzicza srpske narodu, piesme I. str. 190. 

(4) Słoyenskepesni kraJusUga narodu, wydane wLublanie 1S39. 
przez Achacela^i Korytkę, porównaj I. 30. 

(5) J. J. Kraszewsk: o braciach ŻaUisoweJ lony, w Witolorau- 
dzie, wWifaiie 1840. nstfpa w trzech tom. wydanćj. Porów. I. 63. 

nŚMIEV. rOŁ8. T* !• ^' 



• w pierwotnyclf dżi^&ieU Wodo |mls&iege (na Btnmky 
904) wsknafem na śhitf hlstorynncrścr jegt) po€s>T a idąc 
ti tj-ni śladem wydtfcył^iii ttf Ha jaw pterwiastek piediif, 
lyde narodu, w rozHcznjrm jtge kleronkii, opowMąjjącydr, 
ed ludu rzeczywiście pechódząeyelji lub m podobieństwo 
ludowości utworzonych, a śpiewywanych przez lud polski 
W odlegf^i starożytności. Wskazałem na dawność ich bytu; 
świadectwem bistoryi i podobieństwem takicbie piosnek, 
nte tylko u ŁuSyczan plemiennikew wielkiej Polanów i Chro* 
batfłw f odziny, ale i u Rusina, ' Czechów, Morawian, Ser- 
bia. Jeden duch słowiański oływia wszystkie i całości 
ii|czy je węzłem, ale całość ta ma swoje szczegóły miejsco* 
mi, które stanowią róinicę pomiędzy pieśniami gminnemi, 
wyżej jedne nad drugie, a nad wszystkie najwyżej wzno- 
sząc serbskie narodowe śpiewy. Są one węzłem, łączącj^m 
j^^Epieśniarstwem, które się ri nas wXYF rozwinęło wie* 
Kir 'są zarodem poezyi narodowej, nieśmiało głos podno*- 
szacuj obok wieszczych pieni,' wytłómacztHiyeh na polski 
jl^nyk z arcytworów cudzoriemklój literatury. Obca roz- 
pościerała się na dworach panów i szlachty, swojska tulH* 
sJę pod strzechę gminną. Wywołał ją itikrycia język, a 
przywabiła do niej śpii>wność, co znowu narodowość, a 
z nią i gminność na jaw wywiodło. Słusznie powiedział 
?• Erben, ze kto chce poznać duchiBi tych pieśni i smakować 
wtfch, śpiewać je a nie czytać powinien. Gminna wszedł- 
szy w poczet szlacheckiój poezyi uzupełhiła ją, itymsposo- 
bcm pierwszy zaród literatury, wpuszczony w pulchną ski- 
bę, zapłodnił umysłowość polską. 



«■.:••>! 



131 

e) Hidtoryeniy rmiw^ podań i klechd. 

Sam czas przeistaczai, uiozmaical i rozwijał świeckie 
pieśni: umiejętna ręka owczesnycii, po łacinie uczonych 
mężów, mało się ich tknęła, i z tty przyczjny, ze dla treści 
ich pogaństwem i światowością oddydiającej, unikano tego 
rodzaju poezyi, religijną pielęgnując tylko. Wszakże gdy 
nadeszła chwila, w której się na gminnych poznano piosen- 
kach, łatwo było z nich użytkować, i uowem natchnąć je 
życiem. Nie tak się rzecz miała z opowiadaniami : dla tego 
tuz są one dotąd martwym głazem, który ożywić przycho- 
dzi nader trudno. 

Opowiadania były albo podaniami i legendami, czyli 
wspomnieniamit albo .klechdami, czyli pogadankami poety- 
cznego wątku. Zdarzenie wszelkie, które światowej będąc 
treści, istotnie się lub domniemalnie, osobie jakowej, rze- 
czy, miejscu, w pewnym chociażby i nieograniczonym cza- 
sie przy traflwszy, żyio w wspomnieniach ludu, podaniem na- 
zywano; legendą mianując go szczegółowo wtedy, gdy re- 
ligijność treścią była podania tegoż. Zasadę swą miały 
whistoryi opowieść, podania i legendy, lub zdawały się 
mieć : bo jeżeli na samej się tylko wyobraźni wspierały lu- 
du, były najwięcej historyczną klechdą czyli opowieścią, 
wktórej występujące osoby wspierały byt swój jakkolwiek 
na historyczności. Nie było« więc historyą podanie i legen- 
da, dopóki je za takową nie uznała krytyka. Klechda prze- 
ciwnie poezyą bywała zawsze, i właśnie dla swojej treści 
nie mogła się nigdy wznieść do godności dziejów, nawet 
i historyczna klechda. Lud wszelako, który nie rozeznawał 
lecz wierzył, i w równi stawiał sąd i przesąd, ióżni<*y tako- 



1S3 

wćj, w ebttdwóchtycfiittpeiiiiepneciwfiych sobie rodzajach 
opowiadań, nie czynii: zkąd wielkie zamieszanie powstało. 
Zastanowię się nad tern szczegółowo w krytycznym poglą- 
dzie: tu zaś o samych tylko klechdach i to w ogdle mtfwiąc, 
Bjtdffltenię to jeszcze, ze od niepamiętnych czasów miesza- 
no podania i legendy z. dziejami, i klechdy przyczepiano do 
meh, a łącząc swojskość i obcość z obndwoma rodzajami 
opowiadań, tworzono ztąd rozliczne, wybi^ałością myśli 
nacechowane opowieści. Przez co, równiei jak i przez to^ 
ii- podania 1 klechdy na takićm nie stanęły co pieśni ludo- 
we stanowisku, nader diały był z nich uiy tek, i iadnego 
prawie zasiłku nie mogła się ztąd spodziewać narodowa 
Mteratura. Albowiem nie zostały martwe jak historya, pra- 
wdę nago przedstawiająca, lecz zawsze świeie i od pier- 
wotnej postaci swćj odmienne przybierając lice, i tak po- 
mieszane z baśniami żyjąc, przedstawiały tem większą dla 
hfetoryka i przedstawiają trudność, im mni^ dla ich odga- 
dnienia podały środków szczupłe nader źrzódła pierwo- 
tnych Polski dziejów. Klechdy, aczkolwiek słułyły i słiizą 
ludowi za środek umacniania się wbogobojności i cnocie, 
przedstawiając mu pod postacią prawdy lub bajki religUne 
i moralne nauki: przecież gdy od wieków silnie działał na 
nie wpływ obcyzny, opowiadając^ ludowi zebrane na za- 
chodzie i wschodzie pełne dziwów bajdy, przeto właśnie ta 
okcyzna bardzićj jeszcze oddaliła lud polski od czystego 
pojmowania narodowości, i sprawiła, ie z dawnych a zna- 
iych sobie klechd, tworząc nowe, wypielięgnowywał dla 
śWoiĄ wyobraźni dziwolągi i bajdy niedorzeczne, któremi- 
by się bawiąc oś\iiecał oraz. Lecz mimo dziwactW cechują- 
cych te baśnie, mimo cudzoziemski<y, w którą się ustroiły 



18Ś 

ssaty, mąj4 one irewnętruią wartoA^ mają swe cele 1 du- 
stę, i własną, ie się tak wyraię, fllotoflą I BEtakę posia- 
dają; esem się uakomide odznaczając, pokazi^ą się być 
pełne rpzuna i wdzięku dla tycb, ktdrży znaczenie ich 
i przeznaczenie odgadywać umieją. Są one podobne do 
dfzewa, kttfre pielęgnowane nie będąc, wydaje owoc płoń- 
ny; są podobne do rośliny, która wpuszczona w wnętrzno* 
ści urodzajnej ziemi, gdy się rozwinęła i w chwast bąjntf 
rozkrzewiła, czeka błogićj chwili, aieby przesadzona 
z wiejskiego pola na ogrodową rolę, mogła (pozbywszy się 
surowych soków), wydać szlachetny owoc, a przez to od« 
powiedzieć właściwemu przeznaczeniu. 

Czego nie wyśpiewał lud, w tajemnice wpatrzywszy 
się przyrodzenia , o tćm rozprawiał , opowiadiyąc rzecz, 
jak ją widział, jak pojmował, jak o ni^ sądził. A jak 
pieśń jego była bez pieśni, tak i sąd o przyrodzeniu nie 
miał sądu, czyli wspierał się na przesądzie, aynwlska przy- 
rody przenoszącym ^tajemniczości sftrę. Mianowicie. tez 
klechdy (1) do dzisiejszych romansów bardzo podobne, zaj- 
mowały wielce, i miały nawet u narodu swoje powaSanie^ 
dla tego, 2e niejako przedstawiały stopnie* przez które 
rozum przechodził ludu. Naprzód polegały na wierze, na* 
stępnie moralność, nakoniec zabawa była ich podstawą, łą^ 
cząc w jedno trojakie te zjawiska, i jednćm jakoby wiąSąc je 
z sobą ogDiwem, nierówno do troistój o rzeczach onych 
przystawającćm wiedzy. 

(1) Nie pochodzi ten wyraz od Clechd ptfłnocnych, Jak mylnie 
Czacki (dzieł I. 23, 1 11, 129, 3 55.) a z nim Linde mówi, lecz raczej 
od klechiania^ klekłania^ paplotania. Zrztfdłosłowem jesł staro-sł. 
wyraz MA, znaczący kr%yk^ mówieni^ hała^we. 



m 

I PoifZBb^byio ^ilaćj wi«ry, < «2eł»y pr eyziiawać za prt- 
w^dfi co 0tiuro2yte9ćć cudowna podowała o dsiwacb przy- 
ro4ze9ua;.€0|ita«viła o przenuanacb i ątąionych przyrody 
ffijtadb; €0|»rzekau&i o Mdzwyczajoycfa zdarzeBiacb. Wte- 
cemiai wte opomiadaoia rodziu tadzki dopókj w dzieciń- 
Blifm zostawai , dopóki ułM^stwiał .przyrodzeme , dopóki 
pr<zypisywał jego silę wszystko, czego słabya nie mdgi 
dófbcignąć umenL Lecz wiara tasiabła, wmiarę jak się 
]/^Uddi ffiiurn^ i tylko tych po dawoemu ozy wiaia ludzi, 
i^\óny IM: tyi^ze co wprzódy stopniu oświaty stali. Prze* 
CH¥iue 09 którzy sięgli wyżej, potrzebowali zrozoiaialsze- 
go dla swojej wyobraźiu języka: a gdy znowu i ci podsko* 
CzyU wrozun, wymagali ażeby język tea nie same prze- 
wawiai słowa, lecz i myśli głosił. Gdyż o ile fizyczne upa- 
dały ludu siły, o tyle się moralne wzmagały i rosły; a 
przez ale poważniał lud postępą^ąc w umie, wchodząc 
priezeń w przybytek mądrości. 

Powiedzieliśmy wyżej, co znaczyła przemiasy* i jak się 
^aiemi łąp^yła iK^iśle myśl o nieamiertejiności duizy, zasto- 
sowana do. pojęcia p przechodzeaiu duchów z jednego cią^ 
i^ą^.w.drugie. Zastanawiając się oad ciałem dziecinny pier- 
wotnych ludzi roznm, i uznawszy go by^ć zasłcmą, If^ra 
P(^leka aitióoaą za żyda w śmier^ia^ch zwłokach aię- 
jim«^tAdoą. człowieka duszę; wmósł, ze i mąz, który za ła- 
fjką bóstwa przemieniać się wr^a^ postacie umie,, posiada 
pewne narzędzie, którem jakoby ciałem pokrywą s^ą 
sztukę, i ze byle go pozbawić tego przyboru, nie będzie 
Idi mógł wrócić do postaci dawnćj, lecz pozostać fnusi, 
t^Ji^ićj zostawał podczais ^dy go z narzędzia owego ogo- 
łocono. Wilkołafcięia caypita cudó^aą jSwepaska, źnjiją 



13S 

Ugenniczft kosstila: oiebnwnj Icrb spdiwsKy ją^ prztviie« 
słony albo zostawał w swcjiij postaci , ' dopóki prij4>oni 
swojego nie uzyslcał, albo tracił łycie (1). Zupełną wto 
wiarę dawalł Bulgarowie wX wieku (2), zupełną dawalf 
Czesi w X^I[ jeszcze stoleciu, n ktdrycb śwłatlcfjsi nawet 
męSowie prawUl (3), iS polska rodzimi Łaskicb wŁęczy- 
ckićm zamieszkała, traci rok rocznie jednego członka rodu» 
który się zamienia w wilka, płacąc trit karę z» zabójotwa 
ś. Stanisława, którego śmierci spólniczką byłls. Dziś nawet 
wierzy w wilkołaków polski Ind, i dziś >eszeze daje wiarę 
w ich istnienie zniemczony nad Łabą Słowianin (4). Ponie* 
wni i zwierzęta posiadały tajemną przemian sztukę, przeto 
oirzebiały stę klacze cudownym sposobem, i rodziły nastę** 
pnie skrzydlate konie, ćrzebięta prędkraogie i t. p. (5); 
Takową siłę posiadały i zioła, słu^c dla tego do szt«k 
tajemnych. Snadno je było rozpoznać , bo wyrzeczone 
nad niemi wieszcze słowa, .sprawiały, fe się zwijały 
w trąbkę (6). 

Zostawszy cfarześciantnem Polak, nie mógł się rozstać 
z dawną swą o ubóstwianiu przyrody myślą, a jednakie ror* 
stać się z nią musiał: bo nowa wiara opowiadała o wszech- 
mocnośd jednego tylko Boga, w nicość obróciwszy dawną 

(1) Srpsk. ^m. IL 60,61. 

(2) Łuitprand u Pmz V. 309. 

(S) Według klecbdj n Maleho bacboiii Dii §& nstpa. 
. (4) fiiare 102. Temne die Yolkssag. ftą Panu 308* Kallif 
mibk. Sagen 250. 

(5) Sprsk. pjesm^ IŁ 106, 450. 

(6) Tamże III. 295. 



m 

potęgę dadbf^w. Ta. atoli przyroda była tak silna, t*k ca- 
(i«WBa» dawała zdrowie i wazelalue człowiekowi dobro. 
j!t duchy byty tak potulne iiagodne; tak usłużne okazyr 
WlAs Bią ludziom, tak rozkochane; w śmiertelnych, ze tru- 
tko było rozstać się z niemi (1). Gdy atoli porzucić je 
miąaiano, wnidst przeto lud, ie jakowoć zfii&t musiała z je- 
go duchami znuaaa» ie siłę 8w;ą utraciły nadprzyrodzoną, 
kiedy się Uk łaiwo dały wyparować: ze nowe duchy wzię- 
ły nad niemi gdrę, i ze tym przybyszom należy okazywać 
względy kiedy tak padło, zwłaszcza gdy to są gniewliwe 
istoty, gdy nie tak jak narodowe sprzyjają krajowcom, 
gdy postacią samą nakazują trwogę. Swojskie (albowiem 
duchy były białe, obce zaś czarne, zewnątrz i wewnątrz 
si^etie, bo rogate, ogoniaste, kudłate, szkodliwe, psotne, 
dzartami, diabłami nazywano Je, i w jednym ich ze swoj- 
skjemi nie stawiano rzędzie. Godną albowiem jest zastano- 
wienia rzeczą, łe chociaż z. czasem i swojskim duchom dał 
nasz lud nazwisko czartów, i tez same co obcym przyznał im 
przymioty, jednakie nie ze wszystki^m uważał jednakowo 
tyjdi i tamtych, wyrobiwszy sobie przez to różnicę (2) oie- 

: ■ • • ■ . • • f , ■ : : ■ . 

^ (1) Mianowicie tći płci leńslciiy duchy czyli tak z,waae Wiły, t.j. 
Małe dziewice, zawięzywały z śmiertelnymi stusunki miłosne, a na- 
wet wynajmowały się im do pracy, spijały razem z bohaterami, wła- 
dały ich sercami ujmując ich sobie wdzięldem^ dawały im swe dzie- 
ci na wychowanie. Srpsk. pjesm. H. 135, 21S, 518. UL 168.; toz 
samo ale o eaarowBkaeh mówią nadłabańside .klechdy u Kuhn 47, 
łOa nstpn. Nii^J, m^ąe rzecz o czarownicach) powiem Jeszcze o tćni. 
(2) Rozważ, com w krytycznym poglądzie powiedział nizćj o niś* 
miecktm a polskim diable^ przy podaniach 1 legendach ktdre w kle- 
chdy przeszły. 



187 

iDleckiego a polskiega djaMa. ^ea liemiecki ^abeł jeat 
gtdwną sprężyną bcjaisi luda, wpływał nai strachem i 
sprawiał przez to, £e csłowiek musiał się zachowywać 
w karbach przyzwoitości , bo ioacze) wpadłby był w moc 
ssataJiskii, dawszy aa zgubę dało swoje i duszę. 

To pojęcie ducha (złego) zastosowano z czasem do 
przypadków , które się wydarzyć miały pewnemu zbójcy, 
a o których posłuchajmy. Czynny żywot młodocianych lu- 
dów otyawiał się głównie w rycerskich sprawach. Jeżeli 
naród nie prowadził wojny, puszczali się pojedynczy jego 
obywatele na wyprawy, abrojao przebiegając bądź dalekie, 
bądź ościenne , bądź nawet własne kraje, szukając przy- 
gód, czyniąc łupieie, oczyszczając swą ziemię z potworów. 
Tak więc wojaczka, a z nią łotrostwo, znamionowały życie 
przedsiębiercze pierwotnych ludów podczas pokoju. Trwa* 
ło to ai do cnsu, w którym lepsze pojęcie cywilizacyi zwró- 
ciło £ywsze umysły do zajęcia się czemś, ludzkości bardzie 
odpowiedniem. Zajrzyjmy do najdawniejszych dziejów sło- 
wiańskich ludów, a przekonamy się o tóm, ze i przodkowie 
nasi dzieUIi to przekonanie, i£ łotrowanie nie przynosi za- 
kały walecznym męiom. Powiada Tacyt (1), „ie ile się tyl- 
ko lasów i góf między Fennami i Peucynami (czyli między 
Dniestrem a ujściem Wisły, bo tu mieszkali Peucyni i Fenni) 
rozlega » Wenedowie t j. Słowianie, łotrowstwem swojćm 
napełnili wszystkie". Ten sposób iycia dotąd trwa u Góra- 
li tatrańskich, którzy mniemają, ,.iziść na zbój jest coś 
szlachetnego, jest coś odznaczającego aię" (Z); zwłaszcza^ 

(1) Germ: 46. 

(2) L. Żejszner we wstępie 15. do pięsi^ Pojlha}ąn. .^ .. ,^, 

n^Minr. pocj. t. i. j[ 8 



ś 



ig&f zujmnjący śfę ebtłjectwem góralscy hidsie , raesej dla 
roltrywki, mii rabunku oMerafą sobie to zatnidafenie, i na* 
pidy czyniąc, straszą tylko; anie złego, chyba w gwafito*" 
wMj potrzebie , chyba w nadzwyczajnym przypadku , nie 
robią nikomu. Niekiedy atoli głotnym się stawał ten lub 
tm zbtfjca, 1 słynął z okrucMistwa. Takowego ścigało 
przeklęctwo obecnych i potomnjTh: takowego imię poda* 
Wttno pamięci na wieczną wzgardę, opowiadając przygody 
)łgo od pokolenia do pokolenia, ,Jak był 6traszn}in dla ludz- 
IMśd wrogiem (hibo nim nie tnwtze bywał, ZH^kle bowiem 
polMnym, i dta tego miłosiernym okazywał się), i jak za 
to, za iycia jeszcze swego, pokutował cięiko". Takim był 
6it tbójCB, o którym rozgłosiłu klechda jednakowo w ogó- 
le, różnie zaś co do szczegółów opowiadając o nim, w prze* 
stworze krajów rozciągających się między rzeką Łabą a 
Btoieprem. Kteehda ta bard«o dawna, moie być uwnSana 
za tgnSsko, w którem wszystkie tego rodzaju, drugiój ii tak 
powiem doby, opowiadania skupiając się razem, są niejako 
d'#ugłośną harmonijnie zgadz^ącą się pogadanką o lu- 
dziach i durhacb, takiei usposobienie umysłu, co zbójca ów 
nńyących. Kształciła się zaś ta klechda w przestworze 
XHI— XV wieku, I atanoulta w Polsce przejście do klechd 
narodowych trzeciój czy4i ostatniej doby, jak się nfiój(przy 
j^odaniach i legendadi, które w klechdy przeszły) wyłusz- 
ety. Opowiadali ją i dotąd opowiadają Łofiycanie, Polacy 
Kllus^i (I), w głównój caęiftci klechdy jednożg^dnie glo- 
stee, „ie zMJca napotkawszy chłopczynę który sie ucził 



(1) Opowiedział ml ruską klechdę P. małozierskl Ukrainiec, ba- 
wiąc w Warszawie r. 1»47. 



1 



i89 



BilvKttędza, i prMd nim oldawiwasy cbęć odfiokutawuia u 
pztchy, otrzynał od niego roEkfix, aieby przy osadzonćii 
pna siebie w ziemi drzewku klęczat, dopókiby to nie wyf 
dtło owoeów".. Drzewkiem owem miała być, wediug polakity 
i ftłskiej klechdy, pałka zbójecka, ktcHra się łatwo rozrosła 
w draewo, gdyż (mówi sama tylko ruska powieść) polewał 
ją co ranek zb(yca» przynosząc o pół mili. wodę w usŁacbb 
po którą chodził na klęczkach. Nie podaiąc tego szczegółu 
łuiycka (1), mówi p^ prostu: ,M obok zasadzonego na pał- 
górku drzewka klęczał łotr nazwiskiem Upskuli^oni'' a pqJU 
ska, ,3e morderczą pałkę zatknąwszy w ziemi IUadĄf(2),p(^ 
ktttował za grzechy''. I stało się £e gdy chłopię owo zo£rtar 
ło Księdzem (Prałatem czyni go łużycka, Biskupem polska 
klechda), przyszło przypadkiem aa miejsce pokuty, i zdu* 
miałotsię, widząc starca ^ długą brodą, klęczącego obok 
jabłoai* Pyta co za jeden? i(wyszio mu bowiem z pamięci 
całe zdarzenie) i dowiadiu^ się^ ie ten pokutnik jest owym 
zbctfcą, którego tu był prsed wielu laty osadził za grĘOr 
chy pewny chttopczyna* Zyskał rozgrzeszenie zbójca, przy 
ato róine natracą klechda okoliczności, róine wedłMf 
miejscowych czyniąc opowiadania. 

W dntgiej połowie XV wieku nastała trzecia doba klechd, 
w której oprócz powyissych ( o wSkełakacb i Madeju) o« 



i . 



(1) Ma napis: Li/nkuHJantme łaie, jest w zUorze klechd przy 
ditigin tomie łaiycklch pieśai ladn^ od Ł. UaWpta i i. E. SmolerJS 

wydanych. 

(2) Tak się miał nazywać. Porównaj tom I. 174. Klechd. tadtt 
FotaUegs I Rusi przez K. Wł. Wójcickiego w Warszawie IĄ47 r. 
w.dwóch tomikach wydanych. Ru^a klechda nie nazywii zbójcy f o 
Unieniu. 



/ 



f40 

pDwiadań, wystąpiły nowego rodzaja opowieści, i w ciągłej 
^wlarzaiy się odibiaBie przez cztery następne wieki, coraz 
nowszą biorąc na siebie postać. Nowy ten rodzaj kledid 
obraca się około dwóch istot, kttfremi są Sowizrzał i Twar- 
iowski. leli tło jest toz samo, ce i dawniejszych klechd, 
iMz inne pokazują dię na nićm postacie, które wszak£e nie 
itmieniiuąc swego jestestwa jak wilkołaki, nie pokutujf{ za 
grzechy jak rozbójnicy, lecz psotują i dowcipnie dają nauki 
ludziom, zadziwiają czarodziejską sztuką, są wesołe i roba- 
ikne, jak sam lud, z którego się wysnuły wyobraźni. W pierw- 
Btćj połowie XI\ wieku, za czasów Kazimirza W., pokazał się 
w Polsce Sowizrzał i bawił naród błazeństwem dowcipnćm, 
iiynąc u nas nawet po śmierci, dopóki (w drugićj snadź po* 
i*Wie XV wieku) nowy nie zjawił się kuglarz, dowcipniejszy 
i zręczniejszy od niego. Gdy Sowizrzała postać znikła z o- 
czu narodowi (1), przypięto do ftowej osoby, cokolwiek wie- 
dziano o dawniejszej, i odtąd prawiono jednakowe o obu- 
dwóch powiastki, większą atoli do drugićj osoby przywię- 
Mjąc wagę. Bo chociaż w wiekach XY1 XVii te& same o 
Twardowskimi co i o Sowizrzale były a nas pogadanki ^ (2), 

)' * (1) Sowizrzał znalazł jeszcze za iycte swego biografii w osobie 
Flscharta r. 1340 według h S. Ban^tkieg^t dziiy^w narodu pi^lskiego 
trzeciego wydania, portfwnaj II. 75. Ponieważ zas miał Juz r. 1350 
BleCyć. (Porównaj przywledziOBe nk^j diś Yotkuagśn. der. AUmark 
h:tA Bbert allgenwłneś UMofr. iMPieoH. L 557, lecz porównaj 
PolAa IV. 380.) przeto w Polsce przebywać musiał przed tym ro* 



'tjt) Wylcazałem to w osobnym arlylcide, Polslca pod wzg^dem 
otyezajdw IV. 376 nstpn., i wykaSt w krytycznyih poglądzie nii^ 
pod znakiem //. 



i41 

wateliko większą mragę zwracano m i^erwsisego, i praet 
dąg dwMh' wieków jedne, a coras nowszą tworzono o nim 
kleclidę; gdy przeciwnie o Sowizrzale dawne tylko powta- 
rzano wieści. Za Zygmunta Starego (wstąpił na tron r. 1506 
lunarł r. 1548) nie Sył ju2 Twardowski; iyli jego ucznie, 
i czarodziejstwem zdumiewali naród. 

Mimo to wszakie Posselowi, dzieje Polski r. 1623 pi* 
szącemu, opowiadano: Jak r. 1551, wywołjwał Twardowski 
cjień zmariej Królowi Barbary, jak r. 1570 dawał w Byd- 
goszczy radę zbogacenia się ubogiemu szlachcicowi". Skoro 
tylko r. 1635 wyszedł z druku Diskurs nabo2ny przez Al- 
brychta Radzi wiła wydany, w którym stało o pewnym 
Hiszpanie posiadającym sztukę odmłodzenia się, wnet szcze- 
gół ten zastosowano do Twardowskiego, i po wszystkich 
krąiach polskich i litewskich opowiadano, Jak czarnoksię- 
inik rozkazał słudze swemu rozsiekać się na sztuki i po- 
chować w ziemi , jak z martwych powstawszy zył dalćj 
i dotąd żyje". Dotąd bowiem śpiewa o nim Sandomirzanin 
na osobną nutę (1)» śpiewa i Wielkopolanin, pierwszy z (h 
soby, drugi z wieści znając Twardowskiego (bo w Sando- 
mirskiein przebywał czarnoksiężnik, i ztamtąd porwał go 
djabeł; bo za krańce Małopolski nie wychylił się): a opo^ 
Władając i śpiewając o nim, nie zupomina wilkołaków i. Ma^ 
dąia. Tak więc i drugi ten rodzą) poezyi^ który ludowi 
stoi za romans, ma swoje przeszłość, zostaje w styczności 
z teraźniejszością J ogniwem swojćm zahacza o łańcuch lu- 

(1) Spisał piosnkę i nutę P. Juliusz Kolberg: jest ona takaż sa- 
ma, jaką z Wielkopolski przywiódł P. lipiński I. Ji& Wydawca myl- 
nie ją ma za zmyśloną, czyU do dzisiejszych stosującą się zdarzeń. 



143 

doYO-naradowej literatury polduej^ jak o teoi króeiiKhiio 
teraz, a szerz^ w drugim dzieia tego opowiemy tomie.. 



. • » ■ ■ * 

d} Historyetuy rozwój przysto wió w Indu. 

Gminną poezyą przyswoiwszy sobie wyłszy stan obywa- 
telstwa polskiego, przerobił ją i uszlachetnił. Kie tak się 
rzecz miała z przysłowiami. Czegoś więcej potrzeba* tu było 
nt£ czucia, aleby znicii po narodowemu utworzyć filozofią,, 
ogólną co do myśli, i-wsptflttą nam ze światem (bo Inszćj 
filozofU być nie mo£e , stczegcHoWa bowiem i rodzima poI-> 
tka fliozofla nie da się wymyśleć), a szczególna co do kroju 
i sposobu wyrażenia jćj. Dziś nawet czas ku temu nie nad- 
Sfeedł jeszcze. A tak pozostały się przysłowia jedne szła' 
cbde wyłącznie właściwe, drugie gminu wyłączną własno- 
ścią będące: spólności, jak to miało inf^jśce* w piosnkach, 
liie było tu. Wytwomiejsze I gładsze powtarzała szlachta: 
chłopi mieli w ustach przysłowia proste. Wszakże nie tyl- 
ko myślą i ogładą rtfittią się przy^słotwia, lecz ! sfóstmkiem 
siryiii do zatrudnień jMncMu i drugiemu stanowi właści- 
wych. Tbk więc chłopskiej V^ieśniaći^ością, Azlacheeklt dwor*^ 
stwem i ryeerskićm powołaniem odznaczają się. Tak BiH 
zWŚM chłopskie prtyBtowfa ti P. Wójcickiego, są prz«kę- 
Mmtt cbłdpów ze strony szlachty: li szlacheckich, prżeff 
thtoptf^ na szlachtę wymyśloiiych nit było. Nie powalył 
aSc na to uciśniony gburek, złorze«ył W duchu ciarticho- 
wi (1), lecz myśli swej objawić nie śmiał. 

' . <f> Tak pogardliwie snywał on szlaftatę. 



143 

nUermiem jednych i drogich trudniono się o bm od 
diwnego ciasn: dziś stczególni^ wielu prac^ swą pnei* 
ndotowi poświęca tenu (1): lecs dotąd nie zrobił nikt Mr 
kiyttęe z nieb uiytko, cz>1i nie postawił ani kroku ku te*' 
sra, ażeby w ogólnych przynajmniej rysach wystawił obraz 
flfaizoAi naroda ; podobnyi ińytok zrobiwszy z myśli ludu, 
jaki nasi wieszczowie z gmina^ poeeyi uczynili, i^iewnośd 
piosenek do utworu Ihryczno-świeckićj poezyi XVI wieku 
uiywszy. Celem okazania tego, jak pisarze nasi XV. XVI 
wieku, sadząc gminnym , ale juz wykształceńszym dowd* 
pens, piśmiennictwo óweiesne umiejętnie połączyli z prze- 
szłością^ z kwiatu/ Se się tak wyrażę , przysłowidwmiód 
¥ryssaw8zy, i nim dzieła swe okrasiwszy; tudziei cełem 
przywiedzenia ku temu uczonych polskich, aieby, znane 
dotąd przysłowia fliozoflcznie zbadawszy, wykazali, jak teS 
polskie obywatelstwo szlacheckiego i gminnego rodu zasta- 
nawiało się nad wszystkjićm co go otaczało, jak rozumowało 

(1) P. Wójcicki w następującycb dziełach swych: Przysłowia 
w Warszawie 1830 tomów dwa. Starożytne przypowieści z XV — 
XVnwiekn, tamie 188S. O przysłowiach hiśtorycztiych i roi- 
mczffcĄ w starych gawędach 1 obrazach w Warszawie 1840 r. 
w tamte IL 299 nastf pn. Pr^słowia eUopskie w Zarysach domo- 
wych w Warszawie 1S42 w tomte dnigim 30 nasttpn. rez^sał się 
o tym pneteiecie. P. Wiac^y Pol w Kwartala. naakowym IL UH 
nstpo. roziriddł się ofllozofU hufy z przysłowlów wydobyć się mo<N 
lącćj. Czemu zaprzeczył P. Jan SzlachtowsU w Bibliotece nauko- 
wego zakładu imienia Ossolińskich VII. 93. nstpn. Słóweczko po- 
wiem w tomie drugim naszego dzieła o tćm^ w Jakfan stosunka zostają 
przysłowia ludu do filozofii rzeczywiście? Dd^ szcuBgiM^ zebra- 
niem i wyjaśnieniem przysłowiów zajmują się PP. Tymoteuaz Lipiński, 
Stan. iaehowicz, A. Bartoszewicz! ^ ' : 



144 

^ świecie po swoijemii» niby rodumą prsez to objawiając 
ii«zoflą; kładę ta rasprosxone po ówczesnych dziełach 
przysłowia, (kursywą wydrukować je kazałem^ poninąiRt 
szy .owe, które zbiorami objęte iw osobnych dziełach dm^ 
kiem są ogłoszone. Układ ich w duchu narodowości, a by« 
najmniej nie dowolnie zrobiony^ wyktojnć ma, ze lubo nie 
uczenie, przecież zdrowo umieli oni rozumować o świecie. 
Dusza czyli duch danjf od Boga jest jako w lampie 
ogieńi lampa brudna i ciemna ah rozjainieje przez ogień^ 
tak, ciało człowieka przez duszę (1). Mauką zasila się dth 
sza jąk pokarvięm ciało , a nauka najwięcej przychodzi 
przez czytanie dobrych książek , kształcąc człowieczy ro-^ 
zvm. Kto tm roztoaiy co czyla^ i do siebie zastosować za^ 
niedbuję, mzystko to jedno- jakby groch rzueai Tia ^ś(ia-* 
n% (3). Rozum z poczciwością za wszystko slaje{^y. mik 
on ostry, r^os^ a skrzydła szerokie^ i jako bujny orzeł >lat« 
pod obłoki, ucząc człowieka, co winien jest panu świata,^ 
co cnocie, co rzeczypospolitej i ojczyźnie swojej (4). Przez 
niego poznajemy y jak żyć bezpiecznie i cnotliwiej zadpęgo 
strachu żadnej przygody nie obawiając się^ i tak źywf^fr 
prawie błogosławiony prowadząc. Ku poczciwemu zaś ily« 
watowi te nauki są nąjpotrzebniąjsze, które są rozumem 
a powaznemi cnotami ozdobione, jako jest aprawiedUwośir; 
stałość, roztropność, pomierność, przy tćm- tei miłosierdzie,' 
stateczność a rozmyślne uważanie wkald^j poćzciwćj spra- 
wie swoj*j, a izby się cżtowiek każdy Sam w sobie słusznił 

(1) Rcj«^ Wlzw. It9. '' 

(2> »ą|a, iyw: 14. * «^ ij 

(4) Reja, Wiz. 6, Źyw: 85. .VM#/łX> ru:! / v »i*'i!V łA .*iJłi?^. 



145 

f/ftsądzic^ a jako ono powiadają stoą sfę [własną piędzią 
r&zmiettyc umiał (1). Taki prowadząc iywot człowiek 
będzie hft wiecznie, bo smieró poczciwa nie jest śmieró, 
ale ^woł drugi. Bo chociaS zła i dobra sprawa jest jako 
dzwon bardzo głośny, przecież nie iyl ten, po kim piękna 
nie ortała się pamięć. Takiemi myślami, za rozumu wodzą, 
duszę swą człowiek napawać powinien, przybijać je jak 
gdyby ćwieczkami do swćj głowy, i przezeń kierować się 
nimi, podobnie jak ieglarz łodzią kieruje na wodzie (2). 

Podług przysłowia: „koniec każdej rzeczy, ma bt/ó na pie- 
czy prowadząc się rozumny obywatel, wszystko zaczynał 
od Boga, gdyż miał to przekonanie, ze nic nie trudno, kto 
w imię pańskie co rozpocznie (3). A naprzód starał się 
o cnotliwych przyjaciół, wiedząc o tem, ie jakie lowarzy^ 
stwo, takie i obyczaje bywają (4): ubiegał się za cnotą, 
gdyż cnoHimemii nigdy cnota na złe nie wyszła (5); 
owszem, zwłaszcza jeżeli obdarzony nią człowiek miał i ro- 
zum po temu, szczęścić zwykle towarzyszyło jego cnocie^ 
jako przy słońcu cień chodzi zawsze za ciałem (6). Uni- 
kał rozkoszy, która się ntgdy z cnotą nie zgadza, i nie 
powtarzał, że trudno jest o szkapę, by jechać za cnotą 
(7), czyli że nie zawsze biedny człowiek może ubiegać się 

(1) Reja, Źyw. 13. 

(2) Reja, Wiz. 29, 68, Źyw. 36. Szynionowicza siei. 10. Zbyli- 
towsk: Schadzka. 

(3) Reja, Wiz. 3. 49. . 
(4j Reja, 'Żyw. 7. 

(5) Tegoż Zyw. 46. 

(6) Goślickiego Witanie, str. 9. 

(7) Reja, Wiz. 22. - 

nŚMIBM. rOŁ8. T. I. ^ 



o poczciwość. Przestrzegał nieskazitelaośfci imienia, ażeby 
jawnego przodka mąjąc^ oie został lUecaym potomldęji^ ję* 
g;p, i nie sląi się z.^.^. swojego rodu (1); wę skąpił, po,- 
jtriiebnym dóbj swoijCb, ufając w Ęogu, ze on mu t« dcądr 
iąąd nagrodzi* bo więpąf ma, awidi rozdać. . Ąle jpąlą^ku 
swego drugim udzielał rozumnie, prz.ekQnany będąc, ze 
ffcarby bez sh^znego szafowania^ są jak mięM m rg^K 
szaleńca (2). Pr:^ysłowie niosło (3), |e hojnym byą 
w ntiarę^ słatcy szanować, w godnem 9ię kock^ufi, jest r^- 
czą pańską. Nie nadużywał mieoia rozpasaw^zy się na 
^ytki^ wiedząc o tem„ ze nie pąn^n, ale docT^esnym jest 
dóbr swoich wlodurzem. Nie powtarzał lekkomyślaie^ lei 
tyle jest naszego co. uzyje^iy, a po imerci niediaj psu, 
rośnie trawa (niechą} sobie kto. cbce zabierze FefiZrtę)^ 
Tak żyjąc, ani, niechęci, a^i zazdrości nie wzl^itdzał. Żało- 
wano go po śmiercią za życia d<^br mu nie zajrzano, zyi 
wiecznie w pamięci cnotliwycbi spi:awdząjąc ną aobię eg^ir; 
ne o poczciwych ludziach zdanie (4); 

Ze to 00 oczy widią, wszystko z czasem minie , 
Jedno aiawą poc^iwi^ taTnigdy nie gtoie. 

Powtarzano: źe iwiat jest komedyą, a walka plewie 
dkm złych ludtt (5), 2e ws^cędy a wszędy jest złych peł- 
nOf a człowiek człowiekowi jest raz miasto Boga^ drugi 

« 

(1) Reja, Wiz. 97. 

(2) Szymanowlcza siei. 13. Strykowsk. Goniec 3. 

(3) Zabczyca, Polityka dworska. 

(4) Reja, Wiz. I. 19, 22, Szymonowicza slcI. 14. 

(5) Reja, Wiz. 76, 104. 



. • . ł 



147 

raz miaslo wilka, ze tzetęśdt ludźmi ciska jako piłką, a 
wszystko próznoić na stoiećie ^o się leda jako plecie (1). 
To wszystko uczyło rozmAnych, jak świat i Syjąc>xh na 
nim ludzi uważać, i jak z nimi postępować sobie mają. Za- 
lełało wiele na tćm, aSeby się obsaczyć cnotliwymi i taki- 
mi przyjaciółmi, % którymiby łatwo i przyjemnie iyć się 
dało i od klórychby, jak mawiano, nie chciało się umrzei 
(Z). WśKak£e rozum ostrzegał o tćm, ażeby i z najszczer-- 
śzym przyjacielem postępować sobie ostrożnie^ aieby gÓ 
nie obrałać lekkomyślnie, i rzadko igrać z mm słówkami 
(8), zwłaszcza gdy te wylatują ptaszkiem i zaraz stąf4 
się rogatym wołem (4); aieby się o ile moina niu^lęcćj 
do zwyczajów stosować przyjaciela i 2yć jego trybem, gdył 
jakim jest kto, radby widzieć aieby wszyscy takimi byli, 
która*to iądza stoi każdemu za drugie przyrodzenie (5). 
Nawżlyem przyjaciel powinien był postępować sobie tak, 
aieby się zastosowaniem ze swćj strdny powolnym okazał 
przyjacielowi, by byt wilk syt i owca cała (6), a pamiętf($ 
ó t*m: ie ręka rękę utnywa, noga wspiera nogę (7); alfei 
by zawieńył przyjacielowi szczerze, dalekim będąc od my- 
śli tej.' ie pod jedwabnemi slówkdnti jego umysł ]esi ja- 
dowity, ale i owszem, Se jego usta tylko to objawiają có 

(1) Reja, Zyw. 78, 101. Klonowtcza Worek Jud. 106. Stryko- 
wskiego Goniec 3» 

(2) Reja, Wiz. 104. 

(3) Reja, Źyw. 72. 

(4) Gabr. LeopoUty kazanie Jako y my. 

(5) Reja, Zyw. 83, 113. 

(6) Klonowicza przemowa do Worka' Jud. 

(7) Szymonowicza słeL 13. 



f48 

mu tkwi na myśli (1). Długo a długo potrzeba było szu- 
kać takiego przyjaciela. Zwykle znajdowało się go we wła- 
snym stanie. Nierówni rzadko by wali sobie przyjaciółmi od 
serca; mawiano, ze jako przy sukni mol, przy żelazie 
rdza, przy drzewie robaka łąk przy zacności hardośó 
i pycha się rodzi (2). Nąjjtatwiej było przy ochocie zna- 
leźć przyjaciela, ale był to przyjaciel nieszczery, pasi- 
brzuch, który zawartą przyjaźń chętnie zamieniał na no- 
wą, jeżeli kto lepszą sprawił mu ucztę. Przysłowie niosło: 
kogo u pełnej (czary) nabędziesz, tego u pełnej pozbęr 
dziesz (3). Tacy przyjaciele również skorzy byli do zwady 

» 

jak. i do przyjacielskich uścisków. Mawiano o nich: ^ali się 
wnet biją^ ali z sobą piją" (4). 

Gdy każdy miał to przekonanie, ze wyjąwszy szczere- 
go swego przyjaciela, może od wszystkich innych ludzi ła- 
two szkodę ponieść, zwłaszcza gdy nietrudno jest o dre- 
wno temu, kto chce •psa uderzyć (5); rozumny przeto czło- 
wiek unikał spotkań niemiłych ze współobywatelami, nikomu 
zaczepki do kłótni ^ie dawał, a jeżeli mimowolnie obraził, 
zaraz przepraszał, wiedząc o tent: ze mowa gładka^ la- 
mie gniew {Qy Na swojćj pasał roli, nie będąc pewny, 
czy mu sąsiad i na ugorze paść dozwoli bezpiecznie (7). 

(1) Szymonowicza siei. 16. 

(2) PiekarsL kazanie Smętny wyja%d, Mijakowsk. kazanie Ko* 

k09%. 

(3) Kochanowski dz. I. wyd. 198. 

(4) Bielsk. Sejm. 21. 

(5) Reja, Żyw. 80. 

(6) Radawieck. kazanie /7(>i5tr(^^. 

(7) Reja, Żyw. 180. 









149 

Matą swoją chudobę ochraniał Nie pragnąi cudzego, prze- 
konany będąc: ze %a wydercą zawrze chodzi nędza^ a na 
wiasnem przestając, dbało to jedynie, aieby chociaż ubo- 
go, jednakie chędogo było zawsze około niego. Ulki 
w Boga, wiedząc, ie co on obiecaĄ zazdrość mu tego nie 
ukradnie (1). Pozorem się nie uwodził, przeJLonany bę- 
dąc: ze często u)i§cej jeH pieniędzy w starej kalecie, nii 
nowej f i w płóciennym worku więc^, niz wadamaszkowym 
(2). Chwalił dawne czasy, ale przestawał na teraźniej- 
szych (3); nie ubiegał się za zyskiem łatając po świecie, 
pewny tego, ze rychłej kamień obroinie, gdy na miefecu 
łeiy, i ze lepsza kopa gotowa^ niż dukatów kufa, która 
wisi na poteiełrzu (4). 

O kobietach było przekonanie: ze mają długie włosy, 
ale rozum krótki (5), Uważano je za gadatliwe i do swa- 
woli skłonne, i starano się od pierwszej wady przyaąj- 
mniąj dziewice, a od drugićj wszystkie zabezpieczyć ko- 
biety. Milczenie więc poczytano za przystojne dla płci pa- 
nieńskiąj (6). Całą płeć białą radzono trzymać w ryzie, ha 
jeżeli Sie jej raz swa wola popuści, juz się ona po tern po<* 
wazy wszystkiego (7). Miano za złe mężczyźnie, kti^ry się 
żenił niemając przyzwoitego opatrzenia, a odprawiwszy 

(1) Szymonowicza siei. 9, 13, 10, 17. 

(2) Klonowicza przęm. do, Worka Jii4 

(3) Szymonowicza siei. 16. 

(4) Broszura Albertus % wojny ^ Adama Czachrowsk. poezye. 

(5) Bielski, Sejm 9. 

(6) Bielski, Sejm 15. 

(7) Reja, Wiz. 59. Szymon#wic;(a sld. 7.. 



150 

gbdy, muMal cierpieó gUdy (1), I mniemano : ie między 
giodnemi miłość długo trwać nie może. Bo bez soli t bez 
chleba, jest zla miłość (2), a gdzie tej nie masz, wtakićm 
małieństwie jest łf/zka po obiedzie; co znaczyło: ie takie 
długo ostać się nie może bezpiecznie (3). 

-Stary od rady, młody od zwady," mawiało przysło* 
wie (4), co znaczyło: ze stary rozumem, a młody dziel- 
]ić)ś€ią powinien się był zalecać. Dwa kroć młodym, czyli 
lekkomyślnym człowiekiem nazj^wano szalonego starca, któ- 
ry nie pomny na powagę wieku swego, .ubiegał się za za- 
bawami, tańcząc i skacząc Jak kot głodny po Tcomórze 
pusiij (5); któremu na gody, nie było niepogody, a wdo^ 
mu kusa rada, gdyż dawał się powodować albo panu sy- 
nowi, albo pani Sonie, albo nawet czeladzi. Zle tam (ma- 
wiano), gdzie pan ojciec za piecem, a pan h/n za stołem 
^spodaraje; gdzie ogon rządzi, a głowa błądzi, bo gdzie 
-silą rządzi, pewno dom zbłądzi, i gdzie gospodarz cur 
-^zą radą zyje pewno nie ntyje (6). Zalety 1 rozum mło- 
AtieAca i starca, pewnym czasu przeciągiem o»ac£óno. 
€«łowiek młody liczący dwadzieścia l*t wieku, gładkością 
liczerstwośdą słynąć był powinien; mający lat trzydzieści 
ma rałowieka średniego wieku uchodził, a zalecać się miał 
strojnem odzieniem i dzielnością siły; przed czterdziestu 

(1) Wujek, Fos tyla 122. 

(2) Reja, Źyw. 31. Szymoncmićża Siei. S. 

(3) Paprock. Próba cnót 

(4) Reja, Żyw. lOf. 

(5) Reja, Wiz. 2. Zyw. 121. 

(6) Kazanie bezimiennego na pogr%ebie Doroty % OJr%anowa 
Bar%ynśJ^ Wituoskiego kazaide Dtftn wiełki. 



i9i 

laty iiiiQiDy, przed .pięćdziesiąt mądry, przed sześćdziesiąt 
pieniężny, do ośmdziesięciu trwały być byi powinien, i trzy- 
mać się miai krzepko: starzec bez pieniędzy, za giupca 
ucbodzii (1). Rzecz biabą poriiwnywaiH^ ze starą babą, 
ktdra w kazdąj okoliczności, ani pomoże^ ani zawadzi, dla 
tego mawiano: baba ^ mo%4i, liy kolom (2). 

Za ludzi niedostatku nigdy niecierpiących miano Księiy> 
bo naród opatrywał icb we wszystkie potrzeby życia, n*- 
mo własnycb, ktiire oni mieli flui4ttsz6w. Gdziekolwiek 
Ksiądz zaiozył siedzibę swoje, garnęło się do niego pospcii- 
stwo z darami, i byle nawet w lesie osiadł, pewnym byt 
tego, ze mu każdy cós przyniesie. Mawiano o ducbownyck 
ze im się zawsze dobrze dziąje, mając naturę owczą, kt6ra 
icb ciągle pokrywa weiną, i ze Popu idzie jak skopu, rano 
go obłupisz, w nocy porośnie (3). Wesołe nawet, podług 
powszecbnego zdania, życie Ksiądz prowadził: bo obok ko- 
ścioła, przy ktdrym mieszkał, zwykle przystawiał sobie 
diabeł kapUcę, to jest karczmę, gdzie we święta przygry- 
wała muzyka dla Księdza i weselącego się po nabożeń- 
stwie tłumu (4). 

Szlacbta bratała się zpanami, a odpycbała od siebie 
gmin, mieszczan nie wyjąwszy, gdyż za nimi oprdcz bo- 
gactw, którycb im zazdrościła, nic nie przemawiało. Uwa- 
żali jedni, ze podniesienie mieszczan do stanu szlacheckie- 

(1) Z Gospodarstwa JezdecL 

(2) List Stanisława Koszutskicjto r. 1&46. w Bidiosk. pis^. 
histor. II. str. 27. 

(3) Przemowa do Czarownicy powołaa. 

(4) Rozmowa lU. Dworzanina z Mnichem, GalMiyel Łeopol. Orato- 
ńmi^iwiiśkiśurifćsffimdfitwoje. 



nu 

go, mogłoby i na Uszlachetnienie ich- sposobu myślenia 
wpływ zbawienny wywrzeć, zwłaszcza gdy i drewno urna* 
iowane szlachetnim 9ię staje (1): ale odpierali to mniema- 
lie drudzy uwagą, ze gdy pan Cham chełpi się z bogactw, 
jak pstry kot zakryty w krobi (kobiałka, koszyk), uszla- 
chetniony nadymałby się jak mięsopustna kiszka (2). Że 
więc^ jeszcze pyszniłoby się jego potomstwo, gdyż jakie 
nasienie, taki łei awoc^ gdy pospolicie tak śpiewa jak na- 
fogkla wrona, gdy nigdy nie ^atai się szydło w worxe, gdy 
tćitniei wierzga koń siwy i cisawy, i gdy ten co w piecu 
tęga, drugiego maca ozogiem (3), i trudno jest z wilka 
uczynić barana. Dawszy mu herb i zrobiwszy go szlachci- 
cem, zawsze on wilkiem będzie (4). Nie zdolnym się okaie 
Ho rycerskich zabaw, jako ten, ktdry przywykł ubiegać się 
sa podłym zyskiem, podobny do puchacza, który nie rad 
w słońce patrzy; podobny do kozy, której gdy na lutni 
pięknie przygrywać będziesz, ona jednak wolahby, byś 
jej dał kapusty (5). A więc : niech świnia gdy nie umie, 
na dudach nie gędzie (6), i w jakićm się urodził, niech w ła- 
kićm pozostanie rzemiośle. 

Przysłowia niosły: ,Jaka osiadlośc, tacy i kmiotkowie; 
jaki panbywa, takaiczeladaCI), .które ptfwodowały szła- 

. (1) Reja, Wiz: 101. 
(2) Strykowsk. Goniec 3. Reja Żyw. 1 57. 
(3; Stryk. Goniec 6. Paprock. Próba cnót. Reja Wiz. 123, 36. 
Hozinowa i. Dworzs(ńIna z Mnichem. 
(4) Rej, Wiz. 78, 100. 
(5; Reja, Wiz. 29, 9f. 

(6) Paprock. Próba cnót. 

(7) Reja, Wiz. 115. PaprocW we wiei^zn nA hcrt Litewski. 



' ''.' ' . 



163 

chtę do ntrzymy wania ludzi swoich w porządku. Miata szla- 
chta tę względem gminu politykę, ażeby on zawsze pilnie 
odrabiał powinność dworską i . nie zalegał w robociznie 
z ktdręjby z czasem uiścić się trudno mu było; bo i 8zeu>6 
kiedy się na skóry zadłuży ^ tedy podeszwami wypłaca (1). 
Do usług dobierano młodych chłopców, i wychowywano ich 
w domu na dobrych służących , wykorzeniając za młodu 
wady jakie mieli , bo znowotku (dopóki nowy) po brzegu 
poznawać chciano garnek, dopóki się czego ttustego nie 
napije; i wosk póki miękkie rychlej w siebie pieczęć przyj-- 
mie (2). Wystawnem i miękkiem życiem szlachta pociągała 
gmin ku sobie, a komu polewka dworska raz zasmakować 
la, nie dbał juz o dom własny y czepiał się i usługiwał pa« 
nom, pomnąc na przysłowie: ze wielekroć się i sroka pozy^ 
wi latając za orłem (3). Kto nie był drewnianym (leni- 
wym) skigą u dworu, dobrze mu się powodziło; wszystko 
u pana wyprosił, a mało potrzeba mu było prosić; przeci- 
wnie ten , którego i mąka kłóła (gnuśny człowiek) nie- 
wiele przy pacierzach (proźbach) zyskał. Przysłowie nio- 
sło: ze pilnemu słudze^ zawsze rósł guz na brzuchu, a le- 
niwemu na grzbiecie; to jest: £e pierwszy nie lubił się 
wczasować i pielęgnować jak drugi (4). Wielką zaletą było 
dla sługi, loiele wiedzieć^ a mało mówić ^ czyli mieć język 

(i; Reja, Żyw: 167. 

(2) Przysłowia u Reja, Żyw: 6. Wiz. 190. 

(8) Szymonowicza siei: 14. Przemowa wydawcy do tłumaczenia 
dzieła Piotra Krescentyna. 

(4) Szymonowlcza siei: 14. Roszyński O nowinie cudownej, Re- 
ja, Żyw: 25. 26. 

riimm. fols. t. u ^^ 



154 

Ea zębami; nie łajać postępkom pańskim, gdyż pastuch po^ 
toinien pilnować owiec, dnie przyganiaó dworowi. Gdy 
się co złego zbroiło przyznać się do winy, a nie przywo- 
dzić na świadków własnej niewinności resztę czeladzi dw or- 
skiej, zwłaszcza gdy dworscy ludzie wszyscy trzymali 
z sobą razem , i jeden drugiemu najlepsze dawał świade- 
ctwo przed panem, jak Cygani, którzy uniewinniali się przy - 
foodząc na świadków własne dzieci, to jest podobnych so- 
bie złodziei (1). Najlepszą receptą ną swawolić służebni- 
ków bywał kij łęgi, ale dobry pan nie za lada przewinie- 
niem brał się do tego lekarstwa, czekał poprawy i cierpli- 
wie wyglądał końca. Wszakże nigdy złego nie minęła kara, 
1 pan wiedział o tem, że złodziej i toilknosi, aż ich łez sa- 
mych poniosą (2). Roztropność kazała nie drażnić sługi, 
bo przysłowia uczyły: gdy pies śpi na śmieciu, nie nastę- 
puj mu na ogon^ aby cię nie ukąsił; pies nie kąsa, gdy go 
kto nie drazm; kto bije, bywa tez i bity (3). 



e) Przejście lądowej literatury z ustnyeli 
podań w pismo 9 pierwszy zaród dzisiejszego 

rpmansa. 

Zwróciwszy na siebie uwagę pieśni ludu, przeszły 
w XVl wieku w poezyą nazwiska tego godną, która słynę- 
ła odtąd i słynie pod osobnem mianem ludowo-narodowej 
pieśni. Przysłowia zbierano^ lecz ich nie obrabiano. Najle- 

,(i) Szymonowicza siei: 17,18. Paprock: Dziesięcioro przykazań. 

(2) Reja, Wiz: 78. Żyiv: 134. 

(3) Reja, Źyw: 146. Szymonowicza siei. 16. 



155 

lisze powodzenie miała powieść, i ona to rzeczywiście 
przejście z ustnej, iz się tak wyrażę, literatury iudow^i 
do piśmiennej zrobiwszy, stała się główną podstawą ludo- 
wego piśmiennictwa. Rozwalmy to po szczególe. 

^ Bawiła w domowem zaciszu i nauczała klechda. Gdy 
lud, zwłaszcza majętniejszy, występował na świat, spotykał 
się wtedy z inną klechdą; za jej przewodnictwem przepro- 
wadzał dawne wyobrażenia swoje w krainę nowych myśli, 
i znowu, za ich przewodnictwem, nowszych i coraz nowszych 
nabierał pojęć o świecie i jego stosunkach. Szkoła niższego 
rzędu bywała mu pierwszym do tego wstępem , a czytelnia 
z którą się tu obznajmiał młodzieniec, otwierała dalszego 
kształcenia się pole, komu los szczęśliwy dozwolił zbliżyć 
się do pierwszćj, komu dał sposobność wykształcać się dalej, 
przez czytanie pism, pojęciu i potrzebom ludu odpowiednich. 
Bardzo sto£fOwnie Jak się o tem w swoun czasie przekonamy, 
przepisała u nas w X\. X\I wieku władza szkolna, ażeby 
Bakałarze uczyli bajek £zopa w szkołach niższego rzędu. 
Bardzo mądrze wzięli się oględni na zysk księgarze do wy- 
tłaczania powieści ludowych, i stosowny wybór książek czy- 
nili. Zyskała na tęm klechda nadspodziewanie. Chociaż ża- 
czek wstępując do szkoły, chociaż młodzieniec lub dorosły 
mężczyzna, biorąc do rąk drukowaną książkę, rozstawał 
się z wyobrażeniami dawnemi; jednakże nie zrywał zupeł- 
nie ze światem cudów, który go niegdyś zajmował, którego 
myślami żył, i na skrzydłach marzeń unosił się z niemi. 
Świat bowiem ten, pusty na teraz dla niego, uchylił się mu 
z widoku, ukrył się tylko przed nim do czasu, póki lepiąj 
nie przejrzy, i szanować się nie nauczy, czem gardzić przy- 
zwyczajono go w szkole, co wyśmiała, wyszydziła, obrzyn 



156 

dziła mu książka. Nauczył po łacinie Bakałarz młode pa- 
cbolę, i dał mu do rąk w łacińskim języku napisane bajki 
Ezopa. Dorosłego młodzieńca, lub nawet mężczyznę, po- 
częstował księgarz powieścią, w której ludowe pojęcia o 
duchach , przesądach , zabobonach obalił , chociaż w nich 
wprowadził Rokitę ^jabła i t. p. Takiemi nowo napojony 
zdaniami, z litością spoglądał postępowy ów człowiek na 
to, co niegdyś uwielbiał. Lecz na niego znowu patrzał z li- 
tością, w szkołach wyższych ukształcony zak, szydząc 
z prostaka, który bajkę lub powieść za cóś mędrszego od 
klechdy poczytał, gdy przecież w obudwóch tez same ga- 
dały , działały istoty , i djabeł Rokita podobniusieńki był 
do chytrego lisa, opasłego wieprza, drapieżnego wilka i t. p. 
Nad obudwoma znowu litował się i dziś lituje wieszcz, a 
nie może wyjść z zadziwienia, ze klechda i powieść , wła- 
śnie przez taki obrót rzeczy, zamiast zginąć ocalały. Jakoż 
nie byłaby przylgnęła bajka do gminu, nie byłaby powieść 
znalazła do niego przystępu, gdyby w obudwóch inne isto- 
ty, a nie zwierzęta, a nie djabły, były odgrywały swą rolę 
Nawet postęp nie dałby się osięgnąć na innej drodze, i mo- 
ieby z czasem był nasz lud, podobnie jak niemiecki, zapo- 
mniał o klechdzie, gdyby postępując, inną był poszedł dro- 
gą, gdyby był klechdy ciągle nie przypominał sobie; chociaż 
rozumiał, ze zapomniał o nićj. 

Zobaczemy, w dalszćm rozwinięciu tćj myśli, jak wier- 
szopisowie i wieszczowie nasi, jak ludowo-narodowi powie- 
ściarze, uchwyciwszy ją, wcielili lub chcieli wcielać ludową 
pieśń i klechdę w literaturę; jak wielcy pisarze, gdy się to 
nie udawało tamtym, chwyciwszy znowu za ten wątek, do- 
prowadzili i doprowadzają do skutku, co taiBici zamierzyli. 



157 

Zobaczemy tei, wjakim stosunku ludowo polska literatura, 
stanęła do ludowo-niemieckićj , jak ta zaginęła , a nasza 
ocalała, i czemu. Zobaczemy nakoniec, jak, za przewodni- 
ctwem Dąjek Ezopa, klechda w ludową powieść przeszedł- 
szy , przechodzi dziś , za pośrednictwem nauki i sztuki, 
w poetyczne utwory ludowo - narodowych piewców. Za- 
czniemy rozwój rzeczy od głębszego poglądu na pieśni, 
klechdy, zabytki ich, i z krytycznego stanowiska rozwa- 
zemy je. 

2. KIIYTYCZNY POGLĄD NA ROZWÓJ LITERATURY 

LUDOWĆJ. 

a) Pieśni gminne, ieii zbiory i obrobienie. 

a. Pieśni gmiiine najdawni^sze. 

Ulubiony sobie przedmiot kochamy więcej, gdy nas za- 
skoczy trwoga utracenia go. Sprawdziło się to na Niem- 
cach, zagrożonych po r. 1 806 nie tak utratą, jak raczćj 
nadwątleniem swojej narodowości. Na rozliczne odnogi po- 
dzielony odwiecznie niemiecki naród, i nigdzie oprócz wła- 
ściwych Niemiec samoistny (bo dawna Skandynawia, Szwe- 
cya, Dania, Anglia, bo Szwajcarya, odczepiwszy się od pnia 
i rdzenia narodu, oddzielną w sobie rozwinęły narodowość; 
bo nawet arcyksięstwo austryackie, nie jest, mówiąc ściśle, 
rodzimo*niemieckim krajem), obawiał się słusznie, ażeby 
przewagę pod ówczas mający w jego kraju Francuzi, tegoS 
samego nie dokazałi swym wpływem, czego się za pośre- 
dnictwem germaiDstwa sami Niemcy dopuścili niegdyś na 
Słowianach i ludach innych. 



158 

Po raz pierwszy więc przemyśliwac zaczęli o tern, jak- 
by od siebie odepchnąć wpływ ludu, który wyższą cywili- 
zacyą swą nacierał na niemieckość , który z czasem mógł 
z nią toz samo uczynić, czego za Renem i w Anglii fbieszka- 
jacy Celtowie na Frankach 9 na Saksonach dokazali. Po kró- 
tkiej rozwadze, bo długo zastanawiać się nad ^rzeczą, gro- 
żące nie dozwalało niebezpieczeństwo, wzięli się Niemcy 
do badania starożytności krajowych, a wzięli się nie w tym, 
co dzisiejsi Słowianie, lecz w odwrotnie pomyślanym celu. 
Bo im nie szło o to, ażeby się za pośrednictwem nauk ku 
odlegle mieszkającym zbliżywszy plemiennikom, przez roz- 
patrywanie się w ich dziejach własne objaśniali; lecz raczej 
o to, ażeby rozważana przeszłość obudziła miłość ku nie- 
mieckiej narodowości, nic w samych tylko Niemcach, lecz 
i w zniemczonych ludach. Krótko mówiąc , chcieli za po- 
mocą przeszłości wzmocnić teraźniejszość , i ażeby się bar- 
dzo nie oddalać od celu, przedsięwzięli badać li tylko swoj- 
ską w granicach dzisiejszych Niemiec ' lezącą przeszłość, 
uprzejmie wezwawszy tak po za granicami temi będące, od 
pnia i rdzenia narodu niemieckie odszczepione lody, jako 
te2 zniemczonych Słowian zaprosiwszy, by własną znowu 
badając, wyrozumieniu czysto niemieckićj przeszłości do- 
pomogli. Mianowicie tez Jakób Grrinun, najdzielniejszy na 
tem polu pracownik, wezwał Szwedów, Duńczyków i t. p., 
ażeby z miejscowych podań i piśmiennych późniejszego 
wieku zabytków, dopełnili wydane przez siebie starożytno- 
ści niemieckiego prawa (1). Tenże obok niemieckiego: 

• * 
(1) Deutsche RechtsalterthUm^, Guttiogen IS2». Portfwnaj przed- 
mowę XVIII. 



l&O 

łwdająe obecnie pogaństwo germańskich Słowian , nie się- 
gał i nie sięga gruntu, lecz z stanowiska niemieckiego sto« 
wiańską rozważa mitologią, w tćm przekonania będąc , ie 
cokolwiek niedokiadnie, lob mylnie poda, sprostają to sło- 
wiańscy pisarze. Odpowiadając życzeniom szanownego 
Niemca, przedsiębiorę objaśnić szczegóły do odgadnienia 
pozostawione w dwóch świeżo wynalezionych i przez niego 
wydanych piosnkach pogańsko-niemieckich (1), zwłaszcza, 
gdy według mojego wyrozumienia rzeczy, dotyczą się pio^ 
snki owe Polski. Pochodzą bowiem z nad rzeki Sali, w któ* 
rćj na znak granic swojego państwa bił przed ośm set laty 
Bolesław Chrobry (2) żelazne słupy; nad którą rzeką mie* 
szkało niegdyś słowiańskie , w niepamiętnych juz czasach 
zniemczone pokolenie; a które pomieszawszy swój język 
z niemieckim, utworzyło osobny, środek między górno a 
dolno niemieckiem narzeczem (hocb, platt-deutsch) trzyma- 
jący dyalekt. Przywiodę naprzód same piosnki, a następnie 
uwagi nad niemi poczynię. 

aa. RusałkL 

Niegdyiś siadywały -Rusałki, siadywały tu i tam, 

jedne czymly sploty, drugie wstrzymywały pierzchających 

z pobojowiska wojów, 
inne wiły wieńce , 
by Ticzci<$ polot wysokich bogów, by iiczci<$ pochód rycerzy. 

(1) Ueber %wei entdeckten Gedichte aus der Zeit de% deu^ 
Uchen UęidejUhutiiB^ rozprawka umieszczoua na czele deieła: Pkh 
lologUche und historische Mhandhaigen derKoenigL Mademić 
der Wissenschaften %u Berlin, Aus dem Jahre 1842. Berlin 1844. 

<2) Według Gala 36. 



160 

Myśl piosnki zdaje się być ta: ,,dopóki jednym duchem 
tchnęły po obudwóch stronach (rzeki, kraju) mieszkające 

ludy, przebywały tu i tam ich bóstwa, które oddając się 

• 

zwykłym zatrudnieniom swoim, cześć wyrządzały kraj za- 
słaniającym swą piersią rycerzom, i wyższego rzędu bo- 
gom". Bóstwa te nazwane w oryginale idisi, wychodzą na 
to co (święte) Dziewy, czyli Rusałki. Pojęła je pieśń 
w znaczeniu słowiańskiem i niemieckićm. Albowiem we- 
dług śpiewów serbskich zajmowały się Wiły i wojną. Wyż- 
si nad nie znaczeniem byli bogowie , w oryginale hapł" 
bandun nazwani, co Grimm wykłada dii consentes. . Reszta 
uwag o tej pieśni powie się niżej. 

^^. Zaklęcia pr%ytoracają rumakowi zdrowie. 

Pol i Wodan ndaU się do lasii. 

Wtedy Baldera konik wywichnąt nogę; 

naówczas zaśpiewały nad nim słowa wieszcze Sinthgut i 

Siinna jćj siostra, 
zaśpiewała je nad nim Fma i Folia jój siostra, 
zaśpiewał Wodan jak umiał najlepiej, 
bieg krwi wspak obrócił, zaklął złamanie kości i zwichnie* 

nie członków, 
(wtedy) koś(f do kości, krew do krwi, 
członek do członka (przystawszy) same się zrosły . 

W oryginale nie mają te piosnki napisów, dał im je wy- 
dawca, nad pierwszą położywszy Nimfy; nad drugą Balde- 
ra konik, cośmy w polskim przekładzie zmieniU. Coby zna- 
czył w drugiej piosnce wyraz Po/? pyta P. Grimm; jestze nim 
wymieniony w drugim wierszu Balder (bóg jasności świa- 
tła)? lub jestze Balder różną od Pola osobą? Waha się 
uczony Niemiec w daniu na to odpowiedzi, lecz skłonniejszy 
się być okazuje do dwojenia, aniżeli do pojednoczenia bo- 



itl 



gtfw; na oo się sgidsaau W orygiMle taz sama ręka dopi- 
saila k do P. tak, ii się czyta /%>/ lub Phol. Bądź pierw* 
atyidy bądź drugim sposobem pisać będziemy tea wyraz» 
wyjdzie oa aa to co aiemieckie Pfeil, Pfahl (strzała, grot), 
I strzałę [czyli pocisk boga, jednćm słowem Pioruna ozaa* 
csac będzie (1> Utrzymywidi Bogumiłowi^ ze unikają ich 
złe ducby , odlatiyąć Jak strzała wyrzucona z pocisku 
(«a£4 róiQv §QiĄy^ zkąd się tłumaczy ów, w piosnce pierw- 
szej, wspomniony polot bogów.*^ 

Ten obraz myóla i nazwisko bcistwa odpowiadają znacze- 
niu, jakie do Peruna przy więzy wali Słowianie, od objawia- 
nia się w błyskawicy i gromie , Polem)^ Pholem czyli Strza- 
ł:ą (2), mianując go. Zresztą nazwisko to , tuidziei zaklę- 
cia, ważną w słowiańskićj mitologii rolę odgrywające, wy- 
jąwszy, wszystko tchnie w pieśm niemczyzną. Opiewa ona 
zdarzenie, które się Donarowi i Wodanowi (dwom nąjwyz-* 
szym słowiańskim i niemieckim bóstwom) wydarzyły, gdy 
jechali na łowy. Szwank, który odniósł koń Baldera (był 
to ustawiczny Wodana towarzysz i niby giermek rycerskie- 
go boga,), został naprawiony przez niewiasty czarodziejki. 
Nie dziwmy się temu, £e one niemieckie noszą nazwy 
w pieśni. Wszystko albowiem zniemczało nad Salą i Łabą 
w wieku, z którego tą pieśń pochodzi; zwłaszcza gdy tu- 
tęisi Ligiowie rozumieli jeżyk niemiecki, w pierwszym juz 
przed Chryst. wieku (3). 

(i) Pierwotn. dzieje 13^. 

(2) Porównaj Adelonga p. w. /yw/, Pfahl^ Bo/ile. 

(3) Plutarch w życiu Haryusza 19. mówi: ze gdy przed bitwą 
z Rzymianami wydali odgłos do walki Ambronowie (późniejsi Sakso- 
nowie), zrozumieli go Ich 'sprzymierzeńcy Ligiowie (Łęczanie). 

nsMinr. rou. t. !• H 



P, (ftitDin/iijEimozaliWBsy 8ię'*ńad objaśmeiiieB nazwiska 
f^t, (chHflfł go iniejfśtiowością iDbjaśnie, ak nAderettiaie), 
wyri^kt tlakoniec , ie ule wW,' boby znaczył rzee$y wiście-, 
i'pt*zyszłytti badamota toiBłaWłije odicadoieDie t^ zagadki 
lił' isATttb i iny czynimy /'laiiłoftiłkńw ^ prawdy upr«i?j4iie 
Wij^wająt, aiel/y zdanie swoje o mśt^m objiśtiteniu rze- 
czy, ótwbrsiyK raczyli. Date*, li j^yka lylko dotytftące się 
iiwa^i pbinijam,' a bścźyc bt^ę ń* pówOd napfsanta i prze* 
chowania tych piosnek. * "' 

'* /Na kóńcd ośtatriićfg:b tłiehrza pioSnki' pierwszej położo- 
no zgłoskę ///'która coby znaczyła? pyta Grimm ; i odpo- 
wiada , ' ze albo uWadkćża pióshkf , albo nazA?ę m lększego 
poematu , żkąd ją wyjęto, bknaczhć ona raoze. Lecz' o !ó 
mniejsza, ważniejszą botnem rżtczą jest pytaule, gdzie, ja^ 
kim sposobem, i na j^i ćet; piófeńki owe przechowane nam 
zpstaty? Bibliótelća Ikapituty tner^^^^ niegdyś ktito- 

hckiej, obecnie 'zaś (od czasóW Marcfna Lutra) proteśtan* 
clciiij, posiada mi^dży innemi ręKopIs złóiony z kartek wrd- 
inj eh czasach póspiśywanych, k zaiwlerajĄcych pisma rzym- 
sko -teologicznej treści, dwife^kartfeC wyjąwszy/ Z t}'Ch jedna 
w JX zapisana wiekiij zawieri, zkądinąd jiiS, i z wcześniej- 
szego, bo z Vllłż^ifekti póchttdzfące^^ (1), znane 
?ąpyty\vama, litórŁ^Ś.^^óni^ffcj^nś^ i ztrtemćio- 
nych iudów Apostoł, ibiał^ ^fatfhwitipógaiskim Toryngem 
i Sasom, gdy ich w poczet chrześciktk ' pyifyjtóiował; tapfi*y^ 
wania te dotyczyły się pogańskich zAbobonów^ o które bada- 
jąc chrzest ś.p|'Z3jm^ią^y(:]< Jud;(i jm^ ŚAKifity^^^^^ 



»• - • • ■ ■ ■ , , 






"''^-'■"'- 1.'" ■* '. 1.- *.' 

(1) Pjfzedruk jego, ófygiaał' nówd''wfd\\^'fiiwśzy, ffał Pertz 

111. 1«7« • 



t c ■ • ■ >•;*»'■:■ 



iM6 

sięiieb DaluiŁ>iMi>inft.'l>ngaJkir(ki>v Xjivieka^piaaift« zat 
mamiipifiśiii owe^rPoniewaiii pier^otfiltkośdoia kapiani 
dtielili to ifirieKo^Mie, ie> pogański^) bósUral* są ta i6(o« 
zrijtti dnchy^ ktśre; wJiaiiPaiadiitidl iudEą-^zceu^apBh; siedli^ 
slM-iśaUt ''0bniW9ay^;;irspdłm£i jZlymifl' Jo42iBi4 
pffMfoiesEhiU^o^ P9Dtiqąi4,tiiiiiyoiLaJąictir£eśdan'(]); !^^ 
aie^az sądaiK^ ae Jbyle. w^dsiac ) i^Misib^zakliaan ia tyrł(|e 
dn£kiyf^^ tnoiiia ich iMiwo .alyĆKaa carzędaip da qddc4aij9 
waata tego»>.co.ziepsuli».>i^jB«s^diJ»ido^ o Jialectirat ^nzy** 
wiedii, a nawet o imierć poDfeyprawili: « priUo ka^rtaiiitkataii 
l^Cj^^opy tywaii się pilaie Uiduo tąiemice pogańskie, ia£et 
bj$'i([;(i kiedyś użyć dla. dobra aowanawnieoaych, spisywali 
j^,dlA;sw4ij wiadomości i tak przechowywali. Tym końcem 
prj(t!r|0;,kapi)aul:iacr&abarsko«katoliccy(' (2), spisawszy ią« 
kl^KMf^pr^i^k^re ttiegdyaiodayskał ranhak zdrowie; s^ 
sali 'Oiiąz /^piiewkę jO: RiUM^kach, imezco piosnki, obiedwie 
2Ąi^0i^ęll.Qd iiguby, JNa dowiMific po dobie niieinamai 
kiązyiy i w SHoadynawit, przy$¥odzi firimm :baj()c duB$k% 
z A|^;(viadaa«a ludu .w UbssLiym spisaaą/wiak«^; tadzki* 
s%>?;e4zkle w X. łub XI wieku ^spisane tęjn treści podania j 
-^a.l^^pic J^ o tćjED ze tak jbyj^fii bać i w Poisce/Ebieranoi 

(1) Bogunąiłowię Md^zylij i^Mfko[ ięli,Aą«yph,.f>cteaaiąia*xte 
ducby^ ą z resztą .czepiają ^ę wszy^fJ^ich lu(Ui,J^a\y,ąti j^ skooia 
tyjcize mieszkają w trupach i po cmeijitarzacli przebywają. 

(i) Przypomiiiani, ze za ^ czasów BoIęsła\ya Chrobrego był 
Y* M^ffebiirgu Biskujj^hi Dltmar/ wlefki Śłówitó, a iit1aBioi\'lcie PoTa- 
Ic^^Wt, ni^ipfzyjadel, ćzło^wfek rozległig M śWóJ >vrek tiaifśt, *ałe mi^ 
tegoż wieku owiany atmosferą, który wielką potęgę przypisywał 
czarią kldry wiele ó ptgaśśtwIeliiWw^łowiań^kieh wletelał, i nie 
jedno spisał. 



ł • . . » ł 



nu 

jeszcwaa poceątku MMwidLiit AriikieBi fgłaMAiio euro- 
dsiejskf e satuki/ dla dobniy jak się wydawca tyth bredni 
wgrrazii, bidikośd (1)^ lecz o teiii wątpię, ażeby na taki 
ceUspowodn tegoy ó Jakin P.Ch^imoBi ni^i» miały być 
tnibraebiirgu spisane owepiMnki. Albawiem nie zawierii- 
ją.pne stów wieszczych, aie podają zaklęć, którychby nau-^ 
etyiwszy: się na pMnięć (jak polski Themutus magicuB 
prlepiBiue), i paWti^rsywszy je, moSsa było oddziaływać, 
ee^ii^ez nfe, 'prky potnoćy czartow8kićj> zdziałano na szko« 
dęicsłówieka: albowieii piosnki owe (^6lnie tylko zdają 
jj^nawę o rzeczy i Mówią, łe> słowa wieszcze śpiewając' 
niewiasty, ie Wedan zaklęcia czyniąc, ozdrawiał: co prze* 
dei nie mogło się na nic przydać temu, kt6ry złe oddzia- 
ływać chciał. Mniemam przeto^ li poganin jakiś napisał 
s^e pieśni obiedwie, resztę pargamlna prdiną zostawi* 
wszy. Tę pr6inią zapełnił następnie chrześcianin westch- 
nieniem poboinćm, zapomniawszy lub niecbcąc zatri^ć po- 
gaMuej pieśnią zwłaszcza jeieli chrześcianin ów będąc 
CBdzoziemcem (wieki ich kapłatekie sprawowało w Nfmn- 
ciedi urzędy), nie rozomiał jćj, lob S«o\iiattfnem będąc 
nawróconym/ii dla tego pociąg ko ojczystym pamiątkom 
mając, zatrzeć ich nie chciał. Mogła nawet kartka lóźna 
rrtzemzłniiemi rdwniei lóźnenri byćpóiniój (niby silm re- 
iiMn, jakich Wiele słowiańskie liczyły i liczą biblioteki,) 
zszyta: co smk oprawa księgi, i położony na nlćj. w XV 
wi^ku napis poświadczać się zdaje. Bądź co. bądź, mamy 
pieśń pogańską w niepamiętnych czasach śpiewy waną o po- 



•k' 



,l( (1) Ftrównij umieszaony nizćj artykuł p^d napisem Tke$mmt$ 
magicus. 



i%6 



locie wysokich bogów i PeruBie, co się zgadMzpogańskie- 
mi Siowian wyobrażeniami, 

yy. Bole9i€m> Kr%ywou§iy ff04%i Hf % Póm9r%ałumU 

Na wzgórzystym morza brzegu, 

o który si^ roztn|ek]ą pieniące bdNrsByi 

leży starodawna Pomorzan ziemia, 

cel szyderczej Niemców mowy. . 

Jednakże ta, po wszystkie wieM} \ ..•.,. ■ 

byia gniazdem wiary, cnoty, wtisanioMi 

Nie jeden, próżną nadęty pychą, 
zapyta, skądie ta pochwala zienif'^ 
Zkąd? zapytii] oto starych kronik; 
tam znajdziesz zapisane o niój podania, 
ztąd^dowiesz sią dostatecznie, 
ze się mylisz w swem mniemaalFai 

Ważne pamięci czyny zdziałała przodków odwaga; 
które dzii leżą wprocha, wran zprzebrzaiiaią wie4cią» 
To wabi piewca, by nucit o stawie ojczystej; 
która jest tak wzniosta, która nam chlnbę przynosL 
Chętnie więc wioMBcz wyry wa świetności tę nocy, 
i ciekawema nchn potomków, pieiiń o niej nncL 

By to to w rokn tysiącznym setn3rm i siódmym, 

kiedy Bolesław przemożny Książę Polski, 

praybyt tu z dzielną wojów rotą, 

po idawę i bogate tnpy. 

Lud twój i silę morską 

połączył z nim, Mikołaj Król Dano w. 

Wtedy nie jedna krwawa stoczyła się walka! 
Wtedy strachem przejmował odgłos wojennego rogu! 
Wtedy wielu bohatyrów przyj- wieczna noc na swoje łono; 
ścierały się tłumy . w iciśnionych szeregach. 
Wysoka chorągiew Gryfa (i) uciekała, 
gdziekolwiek na nią Biaty-Orzeł (3) natarł. 

(1) Herb P^moria. (a) lf<rb PoTthi. 



CzemiiK tyl podają przestraszone tluniy? 
Wszak cię bronią twierdze wieżami warowne; 
wfizak opór zwycięzcy, dają silne mury. 
- wwwaaąsHWyiolw^foiiwLaiorEą.M^^ją . .. 

a żelazna krata broni wstępu do bram. 



„Nawet gdyby wtiem^.wrjlyśsM się mary, 
] tam was dosięne btyskąiący or<^" 
Tak gróźnemi słowy pioriuii|i9 Ksił|«ę, . 
i jedno po dnigiem wcią^. i^MMito zdobywa. 
Przełamywał brawy i oM»twiaM; . ^ . . ; . .«•».■•;.» 
jego straszny napad gruzy czynił z murów. 

Przybył pod liiatogi«ddł|riUiy <»Holi#ą9 ../ r 
życie i śmierć ioBył> byle :^obyc wały. » 
„Ży(5 aLb4i uauerac!^" mówią obl^ni^ . 
i bronią się dzielnie • poddai^ się nie chcą« 
„Odstąp, mówIą^PeklU Kaiąftę;' . 

nie zdobędziesz tego grodu!" 

. •• -^.-j . • • ■ • ' > . 

Pienił «i^ o4 złościy gdy te c^Msał i^iąs^; ■ ■ \ 

nieodzowna jego woł% by. posiąść gród, wii^ go ttŁ miedmusil 

Jednak męztwe obłęsutiych wysoce poważa wsercn, 

i dla tego chciałby, raczej, pokona($ ich łaskawością. 

Więc z dwoma 0Bei3riami^ -śle do Bioh Woźsege,'- 

a Woźny wypełnia, co mu pomczono. 

„Odważni obreńoy! twierdiy oł>^iiefiej!^ - (te słowa: 

Rzekł Woźny, ,,iłnełiąjcie, poełaimictwa iMęcia, którego 
„1 wartoź jest skrapiać szlachetną krwią a&emlę, 
gdy chorągiew wasza pierzcha z placu bejtil 
Wszak pierzchliwie mtła »pśśród wrtawy wojny, 
i nigdy przed naszem nie ostoi męztwem. 

Więc waim ślę dt^ sfeći^yty', Wały i rterH^W^; 
ftnaczeńic ich łatwo Odgadnąć moil^cfe! 
Jeden łaskę znaczy, a dttigi śniierd wtÓ!i!y; 
wybierajcież przeto, i tak skończcie walkę. 
Wybrawszy szczyt Mały, będzie dlir%%t łaskb ; ' = • 

wybrawszy czerwony, będ;Eie pożar i mieczl' ' 



im 

„Potężnemu Kal^ciUf {.«NiparU rycame) śUny p«sdr«wleiijye: 
lecz chor^fwi Grytai hm pnytMi^zy bronić, 
nie moźew lękliwie odst^powftd ^ niój; 
z 8zcz>-tów.nMie«ifeiByck Bie h l w em Łśineęo^ 
przezuaesenitt zweiMU ulegsitM ■totecmie; 
lękliwośc walecznym nie przystoi m^Kf^M'" 



Uwiecznita pamięć tę odwagę męzóWy 

i dzielne ich siuwa podata potomstwn. 
A c{r/. począł Ksiąśęt napad na gród zrobił, 
i po stosach tnipów wdrapał się do twierdzy. 
Przekroczywszy wały, wyłamał bram wrota^ 
wpośród ulic ciasnych bój rozpoczął srogi. 

Krwią się ubamiily kamieniste bruki; 

a ziemię zaległy waleczni kó w roty I 
pd^alonjch sławiią bitnych mężów ^liefcią, 
, ■ : aaraełuinieiięk rozłegt się wpowietnm. . 
, Resztki ustęyiąją, cofając się w szyku, 
by odeprzeć napaść na xony i dzieci. 

. Th 0^1 daJesej walki, odważnej, rycerskiej; 

ti^ma rozstrzygnąć się bój o śmierć lub życie. ... 

Bo i gdy tysiące nieszczęść nię^om grozą, 

t wtedy probiłją, jakhy njń6 nłewoK! ' u 

, A. iUiąsę zocsywsay, ze nie równa walł»; - ' : v, 

wyrzekł słowo godne dzielnego rycerza: . < 

,,Męźe wielkiej dusK^ zfótcie brótirfa stronił '• J- 

, Niechriejcie daremnie zwiękezad stpfy tliipdwl •. .-ii 

słowu i czci dzielnych zadosyć się stało; ^ 

wiecznąście się sławą okryli w tej walce. 

Czyy. godsi idę illepo rzncad w przepaść nłeettenęśif, '- 
. i tąk.Q0ieracaópl^ciil&wą.ftWi|iiaMąw«t^' 

' Wnet książęce słowo trafia w serca mężów; 

i spetfBęty niecze, skóńćsyiia się walkai ' ' • e^< 

A czego nporna nie dopięła przemoc,' 
tego wielkomyślnc dokazalo słowo; 
bo jakim się w boju rycerz wyda prawie, 
taldm go wrtg dslehiy waisj^i scanuje. ' 



. t 



■ 



IM 

Grodsie, któty Mf»s wrfród rMkomoćj tąkl! 

Stachajy co prmtń laty twe dsiaUity przodki; 
i GO dla uczczenia wiecznej ich pami^i. 
Pomorskie kroniki wpisały do dziejów;* 
ztądto śpiewak wiernie, i nieskazitelnie, 
wysnutą osnowę, J 
iijąl .sztucznym wierszem. 



d8. S%lą%kie pieśni, 

P. Goedsche przywodzi kilka pieśni z czasu panowania 
na Szlązku Bolesława Krzywoustego , napadu Tatarów, 
Hussytów. Takiemi są: Śpiew o Wojsławie ze złotą ręką, 
której nie przywodzę, gdyi nie jest starożytną; co się po- 
kazuje ztąd [szczególniej, iz zdarzenie według Marcina Ga- 
la 186. o Żelisławie (którego Bolesław Krzywousty złotą 
ndarował ręką) opowiadane, do Wojsława (1) zastosował 
śpiewak. Taka tez jest pieśń o zamordowaniu w Środzie 
Księżniczki tatarskiej: taką pieśń o oblężeniu Gorlic przez 
Hussytów, którą inni o napadzie Tatarów na to miasto śpie- 
wają: taką nakoniec o bezbożnym łowcu. Jedna tylko o 
dzwonach w jeziorze zdaje się być dawnćj daty, (w klech- 
dy szatę przybrali ją wszyscy Słowianie), z treści wszakże 
a nie z wysłowienia. Opiewa, jak poganie Szlązacy, zdjęty 
dzwon z wieży kościoła chrześciańskiego, utopili w jeziorze: 
który co lato, na uroczystość ś. Jana Chrzciciela '(w czasie 
obchodu święta pogańskich Rusałek), wypływał na po- 
wierzchnią wody i iałośnie dzwonił. Toi samo dotąd prawi 
Słowianin i Litwin ; z czem miesza podania o zapadłych 

(1) Stronnikiem był Sieciecha, Bolesławowi Krzywoustemu nie« 
przychybym okazywał się, Gallus 159 nstpn. 



IM 

miastach, o zalanych lad mających być Ealanemi z czasem, 
krajach; tego bowiem rodzaju pogadanki słyszeć się dotąd 
dają w Zgorzelickim kraju, na Pomorzu i w Polsce (1). Md- 
wią Górale, ze gdyby staw tatrowy, czyli tak zwane mor- 
skie oko, wyszło kiedy z swych brzegów, zalałoby wszyst- 
kie równiny polskie az do samego morza. 

§. Stówko o tych Śpiewach, z uwagą na pieśni ludu 

a pieśni utworzone dla ludu. 

Gdy nie wiemy z pewnością, kiedy i przez kogo utwo* 
rzone zostały pieśni szlązkie, przeto, odkładającjenabok, 
zastanowimy się nad pieśnią o jzgodzie między Bolesławem 
Krzywoustym a Pomorzanami zawartej. Przy rozważania 
j^ nasuwają się naprzód te pytania; co opiewa ona? jaka 
jej wiarogodność? jaki jej stosunek do poezyi ludu? Pyta- 
nie pierwsze nie w to godzi, jaka jest treść pieśni. Myśl bo- 
wiem w niej zawarta leży jak na dłoni; lecz raczej w to, 
co dało powód do utworzenia jej? We wstępie do pieśni 
głosi wieszcz, «ze chcąc pamięć przodków wyrwać z zapo- 
mnienia, nucić przedsięwziął.'* Ciekawość więc wiodła go 
do celu, szło mu o dzieje, bynajmniej zaś o to, czy pieśń 
jego na górniejszą niź ją lud mógł wyśpiewać, zanucona 
nutę, przejdzie do ludu. Toz samo śnadź mieli na widoku 
historyczno-polskich pieśni układacze^ co za nim opowiemy, 
wyłuszczymy pokrótce powód układania śpiewów o wał? 
kuch z Pomorzany. 

Gdy wiadomo, ze głównymi Pomorzan nieprzyjaciółmi 
byli Polacy, i gdy również wiadomo, ze plemiennikami 

(I) Kwbn 198, 210, 246. Temme 187, 313. nstpn. Lucyana Sie- 
mieńsk. podania. 

PIŚMIBM. F0Ł8 T. I. 22 



170 

pierwszych byli drudzy, przeto trodnoby były pojąc nie- 
fnyjaiń wszczętą między rodzonemi braćmi, gdyby nie 
przyszło na myśl, ze raczćj Królowie polscy, niz sami Po- 
lacy, byli owemi nieprzyjaciółmi pomorskiego ludu; gnie* 
wając się na niego śnadi o to, ze przystać nie chciał na 
osadzenie rodziny Piasta na tronie Popiela, i na zamienienie 
lechlckiej rzeczypospolilej w monarcbją. Ztąd też owe woj- 
ny, które snadź juz Ziemowit rozpoczął, a prowadził je 
każdy Król polski, od Mieczysława I. począwszy, aż do Bo- 
lesława Krzywoustego, i tak następnie (1). Wojował z Po- 
morzanami Bolesław Chrobry, Śmiały, Władysław Her- 
nnn, nakoniec Bolesław Krzywousty , o czćm w dziejach 
Królów tychże powie Naruszewicz. Długo ciągnęły się te 
wojny, aż się wreszcie skończyły odpadnieniem Pomorza 
od Polski, z wyjątkiem tak zwanego Pomorza gdańskiego, 
które po wielu kolejach losu, dostawszy się znowu Polsce 
za Kazimirza Jagielończyka, było w jej dzierżeniu aż do 
pierwszego podziału kraju, przeszedłszy wówczas pod pa- 
nowanie Królów pruskich, przy których też do dziś dnia 
zostaje. 

Wojny te opiewano. O jednych wypadkach natychmiast 
wkładano piosnki, o drugich późnićj śpiewywano, przera- 
biając na pieśni kronik starych opowiadania. 

Świadczy Galus (2j, że kiedy zrobiona r. 1104 na Ke- 
Mbrzeżan pomorskich wyprawa poszła szczęśliwie, podano 

(I) Pierwotne dzieje 57. nstpne 572. Dorozumlewa się Narusze- 
iWcz, ze juz Ziemowit wojowat Pomorzanów. Prowadził zas* wojnę 
riSeczysław I. z Wotyńcami, Pomorzanami od Wolina. 

{2) 1 92. Uode etiam In proverbium cantileaą compouitur, ubi sa- 
tis illa probitas et audacia conYenieoter e\tollltiu*. 



171 

ją pamięci Mstępców, pieśń o m^ Mtycbaiiast złosywssy, 
wktórąj porówoywąiąc dawnicjste prwciwko PomorzuoBł 
robione wydeczid z teraźniąjszą wfljjiią, śpiewano o ten : 
«xe niegdyś powracając do donu Polacy z Pomorza przy- 
nosili solone i zatęchłe ryby, teraz xm skaczące jeszcze 
czyli żywe i świeże przynoszą; że przedtem zaledwie się na 
zdobywanie miast puszczali, teraz zaś odważają się i aa 
morze, którego burz i huku nie boją się juz wcale; ze da<* 
wniej polscy rycerze polowali aa dzikiego zwierza, teras 
zaś poląją na dziwotwory i na plony morza". Piesi zaś/ 
którąśmy przywiedli wyżej, a ktdra na początku XVI wie« 
ku znaną juz byia(l), opiewa wyprawę Krzywoustego r. 
1107 przeciwko Białogrodowi przedsięwziętą. Wszystko 
w ni^ historycznie i stosownie do czasu opowiedziano. Rok 
wyprawy, położenie Biatogrodo, szczytów przesianie, 
wzięto z kronik XII wieko (2); położenie miejsca nowsze, 
herb pomorski i polski, tudzież cały układ pieśni, a miano- 
wicie też j^ wstęp i zakończeaie, wskazują na wiek pó- 
źoiąiszy. 

Ta okoliczność , że według kronik i dawnych dziejów, 
przymięszywając do nich nowsze zdarzenia, układano pie* 
śni, dozwala głęboko wejrzeć w historyczność tychże: zkąd 

(1) Tomasz Kancow pomorsid kroidkarz, umarł r. 1542, znał 
ją według świadectwa wydawcy pieśni wydrukowanej w PammerscAe 
Pro9łn%ial'Blaetłerv(m /. C. L. Haken^ Treptow a. d. Rega 1820. 
Porównaj trzeć! poszyttomn I. tego pisma. 

(2) Datę wyprawy zobacz w Narusz, hist. UL 98. nstpn. Połp- 
zenie Białogrodu opisał zywotopislec Ottona ś. II. 20. cH>Ua$ guae 
a pulchro loci ilUus situ in iarbapaJoeuiione pocabulum śraAaM^ 
JSelgrad mąicupatur. Szi^ty fl^ttt M*fefM a l^^dł. h 207. 



17t 

jai nieochybny wyprowadur się ten wniosek, Se jedne pie- 
śni okładali sami piewcy luda, drugie zaś układał poeta 
dia piewców, a tern samem dla ludu. Najdawniejsze pieśni 
historyczne narodu polskiego, a mianowicie: iale nad gro- 
bem Bolesława Chrobrego, pieśń o wyprmmch Kędzierza- 
wego na Pomorzanów V. 1118 i następn., pieśń śpiewa- 
ła pi*zez Niemców na pochwałę Krzywoustego (1), pieśń 
o porażce Polaków w Pruiieeh za Bolesława Kędzierzawe' 
go, są częścią przez samego może Gala, częścią przez nie- 
wiadomego ułożone piewcę (2). Toż samo powiedzieć należy 
o wszystkich historycznych pieśniach polskich, które nie 
wyszły od ludu, lecz do ludu od piewców przeszły, lub 
przejść do niego mogiy. Rzecz bowiem zadziwienia godna, 
ze lud polski takie tylko historyczne śpiewa pieśni, które 
sam utworzył, w których pełno jest anachronizmów, (za- 
raz tego na serbskich dokażemy pieśniach), w których tylko 
rzecz główna na dziejach się wspiera, poboczne zaś okoli- 
czności są do nich przyczepione mylnie: co właśnie napro- 
wadza na myśl, że gdy się w nich nieumiejętność przebija 
dftiejów, przeto nie mogił ich utworzyć znawcy, lecz lud 
nieświadomy historyi nrasiał być ich twórcą (3). 

/. Pieśni Serbskie. 

' Potęzaiy niegdyś naród serbski, uległszy tureckiemu 

jarzmu (4), zasklepił się we własnej narodowości jak śli*- 

.»'•.■ ■ . . . • . ... 

(1) Przywodzi je Galus SI, 243, 274. 

(2) O drugićj mówi Boguchwała, dodając ze poległych diverso 
fkodo Polonia lugubrifer deplangit. 

''^' t^) Obszernie o t^m mtfwi Polska, pod względem obyczajów T\\ 
Vti. hstpn. I ten Ustęp o ptesnlacH SerbsMcb. 

(4) Porównaj artykał PafnipifOU Jane%ard gp(Uś%ć%one. 



173 

mak w skorupie, i odtąd dla niej £yi tylko, i jćj oddychał 
powietrzem. W rozkoszaćj nad Dunajem przemieszkując 
krainie , natclinął się nader wcześnie wysokim poezyi du* 
cbem, w jej tworach złożył narodowych pamiątek wspo- 
mnienia, w nićj zamknął swoje dzieje, i zgoła uczynił poe- 
zyą składem swojej narodowości , wjśpiewawszy ją a nie 
opisawszy; gdyż wysoce niegdyś oświecony Serb, tak bar- 
dzo pod tureckiem ociemniał panowaniem, ze nawet pisać 
zapomniał. Rzuciwszy więc na bok pióro , wziął się do 
gędźby: lutnia stanęła mu za księgę, za pismo, za pomnik 
sztuki; zgoła tern dlań stała się, częm są dla nas bibliote- 
ki, drukarskie prasy, pracownie sztukmistrzów. Na niej 
wyśpiewał całą swoje przeszłość, pogańskie zarówno jak 
cbrześciańskie objąwszy czasy, w pieśniach zamknął reli- 
gią, życie polityczne, domowe, duc}iowość, moralność, a na- 
wet zmysłowość; zgoła wszystko, czem naród jakowy, bo- 
gobojnie, prawnie, skromnie, pracowicie i t. p. żyje, czem 
swpję utrzymuje narodowość. 

O pieśniach tych ani pojęcia nie miała Europa, az przy- 
padkiem na jedne z nich trafił, r. 1789. Góthe, i dał ją po- 
znać swym ziomkom w przekładzie niemieckim , gorące 
przy tem objawiwszy życzenie, by co piędząj zajął się ktoś 
zebraniem ich i wydaniem. Uczynił z^dosyć żądaniu P. Wuk 
Stefanowicz Karadzicz r. 1S24, wyd«ws8iyje w oryginale 

m 

9 niąjakiem ich objaśnieniem. Zaraz w następnym roku po- 
kazało się czelniejszycb pieśni niemieckie tłumaczenie, a we 
Irzy lata później wyszedł inny ich przekład, i odtąd często 
wychodziły pojedynczych przekłady i wychodzą dotąd (1). 

. . • ».'"•' . ' ; ^ ■ . ' 

(1) Mówiłem o wydanluch t (rzdcładach V HIst; prUwód. I. 31. 



174 

Lecz wydanie dawniejsze ani może iść w porównanie z tęini 
które p. Wuk przed kilku laty ogłosił w Wiedniu w trzecłi 
toniach (1), ol^ąwszy w tomie drugim i trzecim tak przes 
siebie nazwane junackie czyli historyczne pieśni najstarsi^e 
i średniowiekowe , w pierwszym zaś umieściwszy resztę 
pieśni, które zeńskiemi, (niby nie męzkiemi/ nie rycerskie- 
mi) nazwał. 

Jak niegdyś Giitbe, tak i ja gorąco tego pragnę, ażeby 
ktoś zajął się co rychło przekładem tych pieśni na polski 
język: dotąd bowiem nie posiadamy ich więcej nad kilka» 
które w przekładzie po pismach peryodycznych poumiesz- 
czano. Trudno wyrazić, iieby praca taka przyniosła użytku, 
nie tylko wyrozumieniu wewnętrznych naszych dziejów, 
(bo Serb wszystko, co wiedział wyśpiewał w swych ple* 
śniach, zkąd wielce objaśnić się da iyde naszych przodków 
ni do XVI wieku,), lecz nawet historyezności słowiańskiej 
poezyi. Pieśni albowiem te najlepiej przekonywają o t^ 
ze lubo do wysokiego stopnia może się wznieść naturalnym 
rozwijana sposobem peezya, jednakże bez nauki nie stanie 
ona nigdy na szczeblu, na jakim stanęły arcydzieła eure^ 
pejskich kunsztmistrzów. Jaśnićj powiem: jest w serbskich 
pieśniach natchnienie, ogłada, wyraz, lecz nie masz ani 
wyższej wyobraźni, aii t#j piękności, którą się przez wyż- 
szą nabywa cywiiizacyą. Wyobraźnia bowiem serbsklcft 
śpiewaków wysoko nad poziom nie sięga; ogłada ich pieśni 

• ■ > - ■ 

• (f) SrpRke tmrmiM pjesfnę y 9kkpio ich i nu s^ijet i%aaś 
unik Słćfanmtfim KmrMie% uBee%m 1 84i-46. Jest to drugie wyda* 
nie ; pierwsze wyszło wcześniej. Przypominam że lubo- obadwa wy- 
dania pijzywodzc w mćm daiełe. ^glę jednakie ąąjczcacky. 



178 

podobając się z naturalnej naiwności, nie t}iko nie zachwy-* 
ca, lecz niekiedy ckliwość sprawia, jako ta, kMra nie ma- 
jąc rzeczywiście ogładzenia czyli polorn, nie uoue się cią- 
gle w przyzwoitości utrzymać karbach ; w}Taz nakoniec 
tych śpiewów, zadziwiając głębokością myśli i wzniosło- 
ścią ducha, często smakobraia dobry, i mimowolnie nasuwa 
tę uwagę, ie serbska poezya odgrywa w historyi literatury 
słowiańskich ludów okres rapsodyów greckich, przed uło- 
ieniem ich w jedne Iliady i Odyssei całość; Ie przypomina 
czasy liryki, na wyiszą nutę jeiszrze nie nastrojonej; ze na- 
wet pojęcia nie ma o wyobraźni, jaką w tworach europejskich 
podziwiamy wieszczów. 

Umieli serbscy śpiewacy traflać w smak ludowi, ale nie 
zupełnie. Ukiad ich pieśni zewnętrzny i wewnętrzny jest 
często homerowski, a zakończenie wiejskie, jakiem się na- 
sze odznaczają klechdy. Przybyłego do domu gościa sadza 
gospodarz do stołu, darzy go jadłem i napitkiem, a dopiero 
następnie o imię go pyta. W pieśni śpiewają się inne pieśni, 
i opowiadają krajowe dzieje sposobem, jakim szkockie opo- 
wiedział Waltera-Szkota ostatni Alinstrel. Większa część 
śpiewów kończy się ucinkiem, przez który wynurza gęślarz 
swoje życzenia słuchającej go rzeszy , każe jąj być dobrej 
myśli, i nie pytać o to, czy tak rzeczywiście było, jak opo^ 
wiedział, tysiąc i kilkaset wyśpiewawszy wierszy (1). Co 
nie ze wszystkiem zaspokajało Serba. Bo gdy dla niego 
pieśń, będąc odgłosem przeszłości i obecności, być nadto 

(1) Homerowski układ win. 204. Pieśa w pieśni III. 171. Serb- 
skie dzieje w jednym rapsodzie UL 52. nstpn. Udoklem odznacza- 
jące się pieśni są Uł. 1 67, 1 92, 470, $26. 



176 

miała wróibą tego, co na przyszłość będzie, przeto wyma- 
gał od śpiewaka, ażeby na takowe nastrajał swą lutnię to- 
ny, któreby troisty ten Jak go nazywać zwykliśmy, moment 
opiewając, z teraźniejszością ściśle łączyły przeszłość i przy- 
szłość. Przez co zetknął się Serb z powszechną słowiańskie- 
go ludu pieśnią, który jak rzekliśmy wyżej, bardzo sobie 
w anachronizmach podobał dziejów. Naturalnie, ze śpie- 
wak (który przynajmniej uczuciem, gdy nauką nie mógł, 
odgadywał sztukę,) nie chciał w tym względzie potakiwać 
wiejskiej gawiedzi: dla tego tez najczęściej lud brał się sam 
do śpiewu, i nucił anachronizmów pełne pieśni. Z takowych 
dwie przywiodę w treści. 

a.«. Pieśń o moskiewskich darach w Carogrodzie, 
a tureckich podarunkach u? Moskwie. 

„Szeroka Moskwa napisała list do Miijezyta Cara tnreckiego, a przy 
nim postata mu dary: dla niego , dla najstarszego syna Ibrahima , dla 
pierwszej Snttanki. Cieszyt sic Car darami, lecz oraz klopocił, coby dad 
w zamian. Pyta swych nr^dników o radę, a ci odrzekli, ażeby się raczej 
zapytał o to starego Patryarchy. Wezwany przed Cara starzec radzi, ze 
gdy Sułtan jest w posiadaniu starożytnych narodu serbskiego pamiątek, 
które mi\ wcale potrzebne nie są, przeto niechby je przesłał Moskwie, 
a ta bardzo je mile przyjmie. I tak się też stało Moskiewskim posłom, 
którzy przyjęli dary, dał napomnienie tenże Fatryarcha, ażeby nie wra- 
cali zwyczajną drogą Po odjeździe posłów przybył do Cara Basza So- 
k^owicz, a dowiedziawszy się od niego co zaszło, poważył się łajad go 
o to. Car rozkazał Baszy, by dościgł moskiewskich posłów, a odebraw- 
szy im dary, samych przyprawił o śmierć. Lecz zwyczajną ścigając on 
ich drogą, doścignąć nie mógł. Skoro o tćni zdał sprawę Carowi, ten ka- 
zał przyprawić o śmierd Patryarchę". 

Są różne waryanfy łty pieśni, a w nich stoi: ze Pani Eli- 
zabetka (Carowa Elżbieta), napisawszy Hst do Cara Soli- 
mana , upomniała się mu o narodowe Serbów pamiątki, 



177 

uwagę czyniąc » ze takowe spadiy na nią, jako ojcowizna^ 
następstwa prawem. SoMman odpisał, £e w posiadaniu tych 
pamiątek zostaje Car tatarski w Krymie. Do niego więc 
udata się po nią pani Elizabetka: a gdy ten wydać ich nie 
chciał, wtedy zabrawszy Krym, przyłączyła go do sw4ijćj 
ojczyzny. 

^^. Pieśń o tiapadsiie Turk&w na Wiedeń. 

• 

„Car Ottoman zbiera wojsko, by go powie^d na Wiedeń. Zebrawizy 
przebywa rzek^ Drawę, i zawalających sobie drogę Niemców poraziw- 
szy, rozkiada się bez żadnej przeszkody pod Wiedniem. Przelękła pani 
Cesarzowa (Marya Teressa?) pisze list do Króla moskiewskiego, przyo- 
biecując wydad za je^o syna Michała swą córkę , byleby tenże przybył 
na odsiecz miastu. Ojciec otwiera synowi myśl Cesarzowej. Ten nie jest 
od żenitby, by^e Cesarz zobowiązał się pościd lirody i piątki, tndzieś 
przyrzekł zachowywać cztery posty w roku (snche dni!). Na co gdy się- 
zgodził Cesarz, Królewicz Michał zebrał trzykrod sto tysięcy wojska. 
Wszakże i tak nie ufając swój sile , udał się do lackićj ziemi, zkąd po- 
prowadził z sobą pod Wiedeń Lacha i Polaka. Rozłożył się po nad Du^ 
najem. Zoczyli go carscy Wezyrowie, i oimadczyli, że «koro zdobędi| 
i złapią Wiedeń , uderzą na to naddunajskie wojsko. A na to odrzekł 
Car Knpmliczowi Wezyrowi : „trudna będzie sprawa z tćm wojskiem/ 
gdyż to są Moskale, z którymi nie raz wojując, przes nich pobity zosta* 
łem." Przepowiedział dobrze. Pobici bowiem zostali pod Wiedniena 
Turcy. Uciekający Car, spojrzawszy po raz ostatni na miasto , przy-, 
rzekł, że dopóki słońce i księżyc świecić będą, nigdy z niem wojowad 
nię zechce.'.'. * 

JakieS bajdy! jakże dziwną mieszaninę prawdy z fałszem 
widzimy w tych pieśniach. Dosłyszawszy o tćm śpiewak, £e 
r.l75Śza panowania Cesarzowej Elżbiety osiedlili się wdzi- 
siejsz^śj południowej Rossyi serbscy wychodźcy, wziął ztąd^. 
pochop do bajania o przeniesieniu pamiątek serbskich dó 
Rossyi (do Moskwy), a ztąd do Krymu skoczył: który jak 

PlŚMlZir. POLS. T. I. ^^ 



Yrmńomo, za panowania Katarzyny IŁ Tarkom zabrany do- 
piero został. Przypiąwszy do tych zdarzeń śmierć Patry- 
archy carogrodzkiego za panowania ojciEi dzisiejszego Suł- 
tana nastąpioną, dziwnie pomieszał dawnośc z nowością. 
Ciiwniejszą jeszcze zrobił mieszaninę w drugiej pieśni. Po- 
słyszawszy bowiem o tćm, ze panował na północy jakiś 
Król Michał (Korybut Wiszniowiecki?), i że Polacy oswo- 
bodzili Wiedeń, naciągnął rzecz całą na stronę Moskwy: 
gdyż grecki obrządek wyznający Serb nie przypuszcza, 
ażeby w Słowiańszczyznle mógł być wielki jakowy czyn 
wykonany przez kogoś, który nie jest tegoż samego co on, 
czyli grćckiegó kościoła wyznawcą. W pieśni tej uderzają 
^wie okoliczności: wymieniona dawna nazwa Lechii, i odró^ 
inienie Lechów od Polaków (co snadź tradycyjnie utrzy- 
mywało ]śic od czńsó W niepamiętnych między serbskim lu- 
dem, i utrzymuje dotąd); powtóre, stosunki między synem 
moskiewskiego, czyli raczej polskiego, Króla (przed którym 
aie raż pierzchali Tiircy) a ceśat^i^kini domem. Przez syna 
^ęgo rozumieć się ma Jakób Sobieski syn Jana III, o którym 
pod czas wyprawy wiedeńskiej biegały po Europie wieści, 
ii poślubi Cesarzówńę. Ani się dziwić temu, ze śpiewak la- 
mową zrobił mięszanmę osób i narodów; szło bowiem o to, 
aieby dawne Jana Sobieskiego i Wezyra KuprulegO irżasy, 
zbliiyć do wieku (Maryi Teressy) pani^jącćj Cesarzowej 
i syna j^j Józefa II, który był ostatnim z Cesarzów, w ture- 
cką Wl^lątabyćh wojnę. Nie dawno więic temu, Jak zył 
ćpfówtdc, co ułoiył tę piosnkę, i hyć może, iz dotąd 



.< '. 






iw 



8. Zbiory pietoi, leh wałnoć^ i obrobienie. 

Dawno juz mieli Serbowie (ni 756) i Rossywie (r. 1780) 
zbiory pieśai aarodowycb, zanim Źoryan ChodakowaKi zwrą? 
cać zacząt uwagę Polaków aa wielki zapas piosenek swoiir 
skiego lujdu, nie mogąc się odżałować tego, ze Janowi Ko- 
chanowskiemu myśl nie przyszła^ by ludowe zbierai pieśni 
(1). Odtąd zaczęły się pokazywać pieśni ludu polskitsg<^p 
odtąd powstawały icb zbiory, naprzód za staraniem Łukąr 
sza Gołębio wskiego.r. 1830, następnie Wacława z01e$ką 
i innych (2), i dotąd się, miAiiowidę tez po pismach peryo<- 
dycznych i zbiorowych, (a osobliwie w Przyjacielu ludu. 
Bibliotece Warszawskiej, w Noworocznikach i t. p. umie?- 
szczane) nowo pokazują. Mimo anachronizmów, jakich pełn^ 
w pieśniach ludu, mają one swą wartość nawet we w^^gl^ 
dzie historycznym; gdyż chocjuź ii^rost brać z mch dowodp 
nie można, godzi się wszakże użyć ich za skazówkę do doh 
chodzenia prawdy, i według podanego tak śladu można 
szukać w d^ejach świadectwa, o którego istnienie potrącił 

m 

(1) O Słowiaoszczyznie przed cfarześciaóstweiu^ z Ćwiczeń nau- 
kowych 1818 wydanych, przedrukował ^^ygm. Ant. Helcel wKr|e 
kowie 1835. Porównaj 11. nstpn. 

(2) Wyliczył Je SzafiEarzyk w bibliograficznym przeglądzie zbio- 
rów pie^ słowiańskich narodowych, podanym do Czesldego muze- 
um r. 18S8. rv. 545. natpn. Nie dostaje tu dwdcb pdźni^ zrobionych 
zUorów: Piosnki ludu wielkopolskiego %ebral i wydoi J. J. U' 
jdAskiw Po%na9du Ź842: (dotąd wyszła część pierwsza ma wyjść 
iph więcćj); Pieśni ludu Podhalan cny li Górali taśrowych pol- 
skich^ zebrał Ludwik Zejszner w Warszawie 1845. . 



f80 

historyczny pieśni ludowej anachronizm (1). Można tez za 
tern przewodnictwem szukać, porównawczym sposobenv, 
prawdy w ludowej pieśni dziś zniemczonych Słowian, gdyi 
właśnie dla tego, ie dot^d słowiańskie nucą piosenki ci lu- 
dzie, słowiańskiej swej rodowości dowodzą przez to. Ude* 
Tzający tego przykład mamy na polskich a p()łnocno-niemie- 
ckich pieśniach i podaniach, które częścią są zupełnie ta- 
kiei; same, jakie dotąd nasz lud śpiewa i opowiada, częścią 
bywszy takiemi, wyszły dziś z obiegu, i tylko wwspomnie* 
niach żyją. W tym względzie zwracam uwagę na dziełko P. 
Kuhn (2). Autor umieściwszy w niem, świeSo z ust ludu 
zgorzeiickiego (Mark Brandenburg) zebrane podania, i z ta- 
kowemiS odległej mieszkających a w niepamiętnych jui cza- 
śadi zniemczonych Meklenburczyków i Hanowerczyków, 
porównawszy je, zaprzeczył temu, aSeby z pewnością jaką 
ii^yosobnić się z nich dało, co jest słowiańskiego, a co nie- 
mieckiego (3). Wczćm się bardzo pomylił; albowiem wła- 
śnie dla tego, ie nic podobnego im nie posiada niemieckie 

(1) Zmlanka o Lachach i Polakach uczyniona w pieśni serb- 
skiej, treściowo wyz^J przywiedzionej. 

. (2) MMrkische Sagen nnd MUrchen nebst efnem Anhange ron 
fiebriinchen lind Abei^aał^en, gesammelt und herausgegeben v<m 
Adalbert Kuba, Berlin 1843. 

(3) We wstępie stronica V. mów! on : Zwar scheint es hin und 
wieder, afs habe unsre BorSIkerang auch slawisches bewabrt, alleln 
es ist hn YerfaUtnIss zum dentschen so gering, dass es gegen das- 
selbe durcfaans nicht in Betracht kommt; wenfgstens kann es, wenn 
es in hOherem Grade yorhanden sein soUte, aur in der Art der Fali 
seta, dass es nkit dem dentschen so yerwandt Ist, dass eine Unter- 
scheidung gar nicht mehr m9gHch ist. 



IBl 

pieśniarstwo i pogaftstwo, płynie ztąd wniosek, ze pieśni t€ 
podania i klechdy, nie mają początku niemieckiego. Gdy 
więc u zniemczonych tylko Słowian, tudzież u dzisiejszych 
Polaków i Litwinów znachodzą się (do polskiego i litewskie* 
go szczepu, według dziejów, należały niegdyś zniemczone 
owe ludy) takowe piosnki i podania, czyż moina wątpić 
o tem, ze te ludowej oświaty zabytki z słowiańskiego nie 
wypłynęły źrzódła? Wyliczę je (1), i pod sąd bezstronnego 
Sędziego podam w}'śledzenie ich rodowodu, i praw obywa* 
telstwa. Połoię tekst niemiecki w przekładzie, de którego 
raczy czytelnik pododawać polskie przykłady, z tego tu 
dzieła, z pierwotnych dziejów Polski i Litwy, tudzieS z Pa* 
mii^tników moich wydobywszy je. 

W czasie zapust obchodzą parobcy i dziewki wiejskit 
domy, zbierając podarunki, co się u nich nazywa combrem 
(zampem, zempern). Na Zielone-Świątki chodząc z majem 
śpiewy wają Hału, Haileluja, czyniąc to osobliwie w tak zwa* 
nych wsiach isłowiańskich (wendische DOriter), gdzie sfę 
utrzymuje rozliczny zwyczaj majenia (szeroce opisuje go 
Kuhn). Wyścigi i obieranie Króla są tu znane, i wiedza o 
nich az w głąb Turyngii zachodzi. W starćj Marchii około 
Salcwedel, sadzają w ziemię świeio w lesie ścięte drzewa; 
a tańcząc wokoło śpiewają ^Henilu! Henllu! czuwaj." Drze* 
wo to wiozą stare baby, młode idąc około wozu śpiewają 
słowiańskie piosnki. Wświętj^m obchodzie oprowadzają 
około drzewa bydło, aieby nie pi^adło nfeszczęśdn: ofla- 
Tę sprawuję Wójt gminy (niby starszy wioski), {Przepasany 
białym ręcznikiem. TakieS obchody czynią się na wiosnę 

» 

(1> Idą w zbiorze P. Kuhn od stron. 307. aS da końca dzieła. . 



182 

fo iMlach, dla aproszema niebios, by zasiewom nie szko« 
deiły didze i burze. Kwiat paproci noszą przy sobie, by 
aię stać niewidzialnym. Kogut w szczególnym jest poważa- 
niu; ubywają go do ofiar, przy czćm ogromnym bocbnem 
obleba obdzielają przytgmnych. Wszystko to istnieje dotąd, 
i jest we zwyczaju: żyje zaś w wspomnieniach tylico, co te* 
raz opowiem. W wieku XVI jeszcze panował zwyczaj, iz 
starców do pracy niezdatnych własne zabijały dzieci, uro- 
czystym sposobem. Wczasie obzynków tez same, co u nas 
pani^wały obrzędy, i takież same śpiewy wano piosnki, a 
dziewczęta^ jak niegdyś u ząkarpackich Słowian, goniły 
M wyścigi. Podobnez co u nas obrzędy kolędowe wraz 
" z śpiewami, utrzymywały się; godowe, chrzestne, pogrze- 
bowe atoli miały wiele odmiennego, snadź przez to, ii gdy 
II nas postęp czasu wprowadził w tem nie jedne nowość, 
Iirzeciwnie u Słowian zniemczonych trwało wszystko w da- 
wnej pierwocie. I tak w piątek, jako w dzień uroczysty, zą- 
ci^ynały się w Uanowerskiem wesela. W poniedziałek wy* 
syłał pan młody sześciokonny po swoje zonę powdz, wktd* 
ry ona nazajutrz dopiero z druchnami wsiadłszy, wiozła 
I?a9em swcye sprzęty ; przęsłicę trzymała w ręku jedna 
x4ruchieA, obwinięta lnem mnogim ; druga, siedząc obok, 
rzucała z wozu dzieciom jabłka i orzecjby. Przyjmował teść 
a^wą ptdiarem ;|4wa, z którego ona nieco upiwszy, resztę 
^. za głowę wylewała. Następowarl: szlub, podczas które- 
g^ iid^y wilia panaa aiłoda nogą przyszłego małżonką* 
liiabyjf^ w czasie pobycia małżeńskiego nie bijał. Pobiesio- 
4«ie bywały tańce pod gHikm niebem w tak zwanem gro- 
dzisku, czyli w miejscu za wsią na górze połozonem, a 
przeznaczonem na tańce weselne: goście naprzód tańcowali 



183 

zmtodą nęiatką, a dopiero wko£ieu taicsyli z sobą pa^ 
stWo młodzi. Po tajlicach następowały wyścigi między mło- 
dem małżeństwem (młoda pani postępowała kilka kroków 
naprzód, za nią pośpieszał małżonek): przy koAcn mety 
stały niewiasty, które złapawszy ntłodą męiatkę, zdziera^ 
ły jej z głowy wieniec, a ubierały ją w czepiec. W końcu 
spór z sobą wiodły drucbny o starą przęślicę (nową bowiem 
przywiozła z sobą dp domu panna młoda). Wesołek odby- 
wał na siwym koniu skoki, pokazywały się przd[>rane czar* 
ne panie, i t. p. Chrzciny nic nie mają obecnie z obrzędami 
naszemi wspólnego; wszystko albowiem, co dawnością trąr 
ciło wygluzował, i na swój obrócił zwyczaj chrystyanizm. 
Wprawdzie u Niemców, takąi samą śpiewywali niegdyif 
piosnkę, z ochrzczonym dziAięciem wracający z kościoła 
kumowie, nucąc: 

Een Heiden hem we weg drog'n 

Un een frohm*n Christ* n breng^ne we jo wedder 

jaką i Rusioi (1) dotąd śpiewają, zaczynając podobniei 
piosnkę: 

A my pryjszty sboioho domu, 
piynesty detynu do domua 
detyna chreszczena, 

« 

wszelako jedno i draga cbrześciaństwa tchnie ducbeni, 
i przez Księży chrześciańskicb ułoiona być się zdaje. Tóitt 
więcej przebyało się pogaństwa w obrzędach pagneha*^ 
wycbf które się z tako wemii w litewskich kronikach i piei^ 
sniach ładu moskiewskiego zawartemi zgadzają. Skoro wy^ 

(1) U Wacława z Oleska 47. 



184 

zionął ducha zmarły, otwierano okna komnaty śmiertelnąj, 
aieby tćm łatwiej mogła w powietrze ulecieć dusza. Do 
trupa włożonego w trunnę dokładano łyżkę, klucz, grze- 
bień z włosami wyczesanemi po raz ostatni z głowy zmar- 
łą}, i kładziono mu w usta pieniądz. Wynosząc ciało na 
cmentarz zatrzymywano się w głównych drzwiach domu, 
by tymczasem wylać za trupem wiadro wody, dla przecięcia 
mu odwrotu do domu, gdyby z martwych powstawszy 
chciał doń powrócić. 

Źleby się wybrał, ktoby chciał pieśni ludu obrabiać na 
sposób, jak obrabiano arcydzieła starożytnych i średnio- 
wiekowych wieszczów. Bo jak dzieło przez jednego 
człowieka zrobione, moie jeden człowiek obrobić nau- 
kowo ; tak znowu dzieło zbiff^owego człowieka czyli na- 
rodu, nie jeden lecz razem wszyscy narodu, a nawet 
wszyscy wielkiego plemienia Słowian uczeni, i to nie 
od razu, lecz stopniowo (w miarę potrzeby lub nastręczo- 
nych ku temu środków) obrobić są zdolni. Są albowiem 
pleśni wyrobem myśli ludu, są składem umysłowej jego 
potęgi i niemocy, są treścią jego życia religijnego, polity- 
cznego, domowego; co wszystko dotąd mało pojęte, [do- 
piero wtedy zrozumiane będzie, gdy rozłoSone na części 
i cząstki pieśni ludu zostaną objaśnione, a następnie wje- 
diię znowu całość złożone będą. K'temu są naprzód plred- 
wstępne prace potrzebne, któreby naprawiły, co mimowol- 
iiifi lud zepsuł; który na pozór wiele, a rzeczywiście mało 
umiejąc (nauki bowiem, powtarzam, zwłaszcza dokładnćj, 
iMwąi^ Mwet eSi&ae, nie zna lud), który jiri&o podrzędny 
malarz, jako wszystkowiedz, malując wszystko i rozpra- 
wiając o wszystkiem, zagwazdał raezćj mi odmalował 



186 

w swych pieśniadi wittmego iyck ohraz; kMry opowiada- 
jąc o sobie, pogadał wiele SkiMM , przoióstszy z właści- 
wego miejsca i czasu pieśni w inne strony i wieki, przez ce 
iycie swe anaciironiczDie przedstawił. Lecz gdy prace te 
zapewne się tak dłago pociągną jak dłago psowano co one 
naprawić mają, potrzeba tymczasem zrobić przypomnienie 
i odbicie dacha poetycznego pieśni tych, odtwarzając nie- 
widzialną jego postać, ażeby się dał poznać z lica, przer 
mdwił do nas, i wyjawił czem jest, i po co objawił się 
światu, niezaginąwszy wraz z dobrem niegdyś mienieni 
swobodnego przed czasy i lepszą jak dziś cywilizacyą ma- 
jącego ludu. Usłyszym wtedy od tego ducha, ze po to 
ostał, ażeby gminowi był jedyną pociechą w niedoli, słu* 
ząc polskiemu wieśniakowi obyczajem domowych duchów, 
którzy, jak dotąd nasz chłopek wierzy, chętnie wynajmo- 
wali się do pracy gospodarzom, i służyli im chętnie, do* 
póki się z nimi obchodzili godnie. B0 czyż nie ten sam sto- 
sunek zachodził między ludem, a jego literaturą? czy£ 
ten, co wyszedłszy zbiegiem okollaności z pomiędzy Indu, 
nie zrywał z nim stosunków, i niegodnie się^ nie obszedł 
z duchem cywilizacji swojskiąj ? Wyludowiwszy się, czyli 
ludowość, a co gorsza narodowość » porzuciwszy, i ułam- 
kową cywilizacyą stanu lub narodu, do którego przeszedł 
przyjąwszy, wstydzit się dawną) cywiiizacyi, wstydził mo- 
wy ojców, którą teraz na materyatłzm, na salonowy zamie- 
nił język. Duch tez domowy opuścił go, a poezya ludowa, 
którćj odstąpił, ukrywała się odtąd przed nim jako prze^ 
obcym człowiekiem, płonąc rumieńcem wstydu, ię nie^ 
gdyś widział jój wdzięki Ja szaniuąc dziewica^ tę wstydU- 
wośe pieśni, o tyle tylka odsłonię postać ludowąi poezyi, 

niiOEir, P0L8, t. i. ^^ 



486 

ttt legp wymaga psyohicMe poznaiife samycAie piosenek; 
mjUy mało tyk^c naterac wątkn ludowego życia, i treść 
ffeśtii o tyle t]4ko pod krytarkę poddągając, o ile tego odsio- 
iiieiiie mąjUku owego Sycia wymaga koniecznie, nad samą 

m 

tylko duchowością ich zastanawiać się będę, i w drugim te« 
go dzieła tomie wykeSę, co one pięknego, co właściwego 

1 odrębnego w sobie mając, zwrdciły na siebie uwagę naro- 
dowycb wieszczy; którzy, a mianowicie Szymonowicz (Symo- 
nides), Zbylitowscy i roni, na ludową jul nutę wyśpiewując 
narodowe pieśni i piosnki, załoiyli węgielny kamień do wy- 
bndowania z czasem przybytku narodowej poezyi. Co za 
nim nastąpi, raczy czytelnik rozważyć wstęp do zbioru pie- 
śtti Wacława z Oleska, gdzie najlepiej i najobsjEerniej roz- 
wiedziono się w czasaeh najnowszych o tym przedmiocie. 



h} Klechdy polskie I obrobienie leli. 

ą. Tto Ueebd i zapatrywajpi^ się na uie z historycznego 

stanowiska. 

Szczebiocze dziecię^ skofo z niemowlęctwa wyazedłazy 
niraczy się mdwić; opowiada pe swojemu o czem dowiedzia* 
ło się lub słyszało, i f& do wieku męzkiego klekta o lem, 
co niegdyś mocno wyobraźnią sigmowało jego. Aie w na- 
stępstwie czasu coraz p#waiaiiy, coraz głębia rzecz poj-. 
rihdlJąc, nowo ją sobie wykształca wnmyśle, ał wreszcie 
iln^dzfe do tego ^rzekonatfia, le gdy iMiwiąca go, gdy ser- 
eiś*f umytri: ujmująca bo: ((adfca, jest friłną windą, więc 
dte rozrywki lepi^ się inAM ganialncati poetdw twaranń, 
itf*wyk»tl(łt!ać i upiększać powiastki dziecinnym pnjfstoy 



ne umysłoflft. Wtedy poraitea klechdy i wpaezyi rozrywki 
szoka, podobajitc aobie w upramiopodobniefaia rzerzyiffL 
stycta, lub w wyobrajćai wieszcza wydarzonych rzeczy wista^ 
ściach, przeaoBząc nad opowieści ludu sztukmistrzów op^ 
wiadania. Tak więc zaczyna się rozrywać czytywaniem ro^ 
mansdw, (które inr więcćj naród jaki ma rozwiniętą cywili^ 
zacyą, tern doskonalsze posiada, bo tóm więcej sztuczniej 
szych a prawdopodobniejszycb tego rodząja pism w swoj^j^ 
literaturze liczy,) as zestarzawsi^- się, i we własnćm zgiiti-^^ 
śmawszy piśmiennictwie, wraca się znowu do bajek, klecąe' 
dziwolągi o świecie, i miiosoe tworząc powiastki; przez co' 
wiaśnie znać dąie, iz zdziecinniała gdy się takowemi liibP 
zajmować bajdami. 

Tę kolej przebiegła literatura giecka, która się klech'^ 
darni rozpoczyna i kończy (IX a które coraz piękniejszej 
coraz wyksztaiceńsze pokazując się, wpadają znowu po' 
upływie kilkunastu wieków;* w dzieciństwo a nawet wnie^' 
dorzeczność. (2). Podobnego rodzaju pismami rozpoczy^* 
nają się i pierwotne polskie draki (3), lecz i one zczasett^ 
coraz powazniąją, coraz mężnieją, dzieciństwo porzucąjątr. 
Od klechd tei^ częścią rodzimych, częśdą wspólnych littł 
z tako wemiz sąsiednich ludów, rozpoczynają się opowitH 
dania wszystkicli Słowian. Najstarsze posiadają Serbowi^; 
gdyż klechdy ich w pieśniach narodowych napomykane (nikt 

(1 ) Groddeck initia histariae Graecor. litterar. wydanie drugie 
wWIhile 1821: nstpn. w dwóch tomach. Por(JwaaJlI. 98. 165 nstpn. 

(2) A. L, Grimm MHrchen der Griechen und Bómer^ wyszły ' 
bez' oznaczenia rt>ku w Grimma; 

(3) Rozmowy Salomona z Mśtfchołtem, przez Jana Bakałarza 
zKosz^c^k; 



dotąd luda tego nie zapytał o nie, i nie spisał ich), mają po- 
dobieństwo z greckiemi (1). W pierwotnej prostocie tkwią one 
dotąd, niepostąpiwszy nawet o tyle co litewskie, o różnych 
Ułd^w narodowość ocierające się klechdy. Bo w sobie sa- 
mym zaniknąwszy swoje narodowość Serb, nie dał j<U wy- 
prysnąć z rodzimej skorupy, by tak nie skalała się, potrą- 
ciwszy o sąsiednich a obcej wiary będących ludów opowia- 
dania. Przeciwnie Litwa czyniła: ta albowiem chętnie przy- 
awąiała sobie sąsiednich ludów powiastki, otoczona Skan- 
dynawczykami (których do snu i do czuwania zaprawiała 
klechda, którzy się guślarzami i czarownikami otaczali wie- 
c|UMe) (2), tak dalece marzeniami ich przesiąkła, ze nawet 
mistrzów swych przeszła w tworzeniu nowych f coraz no- 
wazych klechd: przez co takiej dostąpiła sławy, ze jedna 
litewska kraina (Kuronia) uchodziła za siedlisko wróżbi- 
tów, guślarzy, czarowników, i na jednćj z nimi szali kła- 
dzionych lekarzy. Pełna była dziwów ta kraina, jako teS 
okalające ją ziemie. Tu albowiem stała świątynia, wktórćj 
smoki cześć odbierały boską (3). Wokoło Kuronii lezące 
wyspy i lądy zamieszkiwały rycerskie Amazonki, ludkowie 
mali (którzy, Bóg wie zkąd przybywszy, nawiedzali co 
rok sąsiednie okolice, a złupiwszy je, uciekali niewiadomo 
dokąd), kobiety brodate, Sylwany, Czarnoksiężnicy sło- 



(1) Syn który pojął za zonę własną matkę, i znalazł w rozpła- 
tanej rybie klucze rzucone w morze, srpsk. piesm. U. 73. 74. Podo- 
bnież bajali Grecy o Edypie i Gigesle. 

(2; Rozważ co o Duńczykach i Norwegczykacb opowiada Adam 
BremeńsU u Pertz IX. 320, 826, 350. 

(3) Kraj Kurondw, u Adama Bremeńskiego tamże 340, 874. 



IM 

wami potęgi wszystkiego dokaziyący, wszystko co się u 
świecie działo wiedzący (1). Bajdy te za wątek do opo- 
wiadania wziąwszy Łitwioi, potworzyli z nich dziwne kle- 
chdy, mające w sobie coś uroczego, coś iuidzw}Czajiiego, 
nadprzyrodzonego, jednćm słowem coś fSintastycznego. To 
właśnie charakter ich stanowiąc, (obszernie o tem powie 
się przy rozbiorze literatury litewskiej ), stawia je wśrodka 
między skandynawskiemi, a następnie na roskość je i pol- 
skość nagina, wprowadzając przez to litewskie powiastki 
na ocean słowiańskiej klćchdowośd. 

Gdy nie jest naszym zamiarem puszczać sie tu na ob* 
szerne badań pole, przeto rozpatrzymy się po niem ogól- 
nie tylko, zastanawiając się nad klecfadami| w miarę jak 
wyrozumienie polskich i litewskich, wymaga bliższego się 
z klechdziarstwem reszty słowiańszczyzny zapoznania. Po- 
wiem więc tylko, iz wszystkich słowiańskich ludów klech- 
dy mają coś powszechnego a własnego i obcego, tudzież 
posiadają coś wyłącznego a miejscowego I swojskiego: ze 
ponieważ wielki ten ogrom powieściarstwa wpływał na 
siebie wzajemnie, i wjednćj jakoby osnowie się plącząc, 
jedne niby stanowił cołośc; i gdy znowu całostki tej ogro- 
mnej całości odstając od siebie, odrębne tworzyły massy: 
przeto niepodobną byłoby rzeczą znaleźć się w tym zamę- 
cie, gdybyśmy choć w kilku słowacii nie opisali, granicy, 
oddzielającej klechdy jednego ludu od takowycbze ludu 
drugiego. Wątek ich powszechny a własny stanowią prze- 
obrażenia, i udatni głuptasowie, o których wymarzone 
koncepta skupiono w Sowizrzale, rozstrzelone tak wielkie- 

(1) AdMi BreraeiskI tamfe 375, 379. 382. 



IDO 

g» siońca promienie wjedńćm jakoby zebrawszy ogiańouL 
Takowegoz rodzaju klechdy (obcość za podstawę mające) 
oosobistniona w bobatyracb , junakach, rycerzach, złych 
dochach, potworach, nadawszy tym istotom częścią nie-* 
miecki (skandynawski mianowicie), częścią swojski chara- 
kter. Głównie rossyjskie i serbskie, i wśrodku stojące mię^ 
dzy niemi polskie, odznaczają się w tej mierze klechdy, 
z tą atoli r6inieą> ze gdy w pierwszych osoby owe zupeł* 
iiie po obcemu, przeciwnie w drugich po narodowemu dzia-* 
łają. Nigdzie bowiem taka jak u Serbów zażyłość bohaty- 
rów z bóstwem; nigdzie tak bliski jak tu nie zachodził 
między ludźmi a duchami stosunek. Coby wyłącznego a 
miąjscowego i swojskiego posiadały polskie klechdy, wyka^ 
zaliśmy wyz^jruwagę zwróciwszy na to, ze pobożność I oby- 
watelskość głównym jest ich charakterem^ i ie się najdobi^ 
tnićj w klechdzie o Twardowsfcim(szczegółowo rozwiniemy 
ją niiej) przebija. Rossyjskich klechd tłem jest przemysł, 
wydatny w kupieckim* rozumie handl&rzy ruskich ( 1 ). Na 
próżno starałem się coś podobnego odkryć wklechdach Ru- 
sinów, nie znalazłem w nich nic yrydatnego co by je od tako*- 
wych£e, własnością pannjących niegdyś nad nimi Litwinów 
i Polaków będącą, odróżniało wielce; ^ryjąwszy może to, 
ie' religijność, główrfa cecha i czeskich klechd, góruje na- 
stępnie wklecUdadi ruskiego osobliwie ludu. Wiem o tern 
dobrze i wyzmwam^ ze wszyscy w og^łle Słowianie, a nfe 
sami Czesi i Rtisini odznaczyli się religijnością; ale wiem 
i to, 2e głównie wWedidach tych Ittdówzywiół religijny 

(I) Źr%ódło i treść ruskich Ska%ek wAthen. r. 1843. I, 189. 
r. 1845 V. 1 18 nstpn. Artyjod: P. RomoaUa EoMeredLiego. 



t»i 



przeważa (1), ze o czem w klechdach Sio wian innych czar- 
ci lub zwierzęta rozprawiają zwyMe , o t^m w czeskich 
czynią pogadanki pustelnicy, Księia, czarownice, i t. p., (2), 
z religijną zabobonnością czeskiego i ruskiego ludu ściśle 
powiązane istoty. Wszakże tło klechd siowiańsko-narodo- 
wy eh tak dalece jest na przedstawiającym go obrazie za- 
gwazdane^ ze prawie niepodobna rozeznać go, i swojskość 
na niem od obcyzny odróżnić. Co poszło ztąd, iz skoro 
tylko został raz pierwotny pomysł klechdy obcemi dodat- 
kami zagmatwany, te, coraz więcej napływając na niego, 
zatarły jej wizerunek do niepoznania. Chcąc dt)jść pier* 
wiastku, ckwycono się dziś analizy, i za pomocą jej zdej- 
miuąc z klechdy jedne powłokę po drugiej, usiłowano tak 
wynaleźć samo jej jądro. Oprócz mnie wystąpił na tem po- 
lu Ksiądz Jan Wagilewicz, który wykazał: jak w postać 
czarta oblókłszy lud ruski Tatarskiego Chana, utworzył 
ztąd klechdę o dziwnym potworze, ruską niegdyś trapią- 
cym ziemię (3). Nie dziwąjmy się temu, ze nikt więcej nie 
probi^e swych sił w badaniach tego rodzaju. Jakie bowiem 
rzecz roztrząsać, gdy jej diotąd nie zebrano w jedne ca- 
iość? gdy dotąd śie fnany rtaem igromadz0iiy€h klechd, 
i właśnie przez to, niemogąc się prsypatrzyć z Utzka ich 
całości, wątku ich nie dochodzimy. 



(1) Porówna MjptfloitelBzą, weMug ra^ge widzenia, cteską kle- 
ehdę pod napisem S^wmnOa dad^^ Haleho bacherky f. 63; astpn. 

(i) C Mdcho m. 14. fV. 88. n^tpn. 

(8) S%etedywy Bunjak^ Berda w Uryczu^ Biblioteka nauko- 
wego zakładu imienia Ossolińskich XL 181. nstpn. VI. 151. nstpu. 






§. Sbiorjr podań i klechd polnkieh, ich znaczenie, 

podział i obrobienie. 

Pismo, które tygodniowo przez lat szesnaście wycho- 
dziło w Lesznie (i), zaczęło pierwsze drukiem ogłaszać 
u nas podania ludu i klechdy. W trzy lata później pokaza- 
ły się klechdy, cz}li, jak je wydawca nazwał, starożytne 
podania i powieści ludu polskiego i Rusi, które zebrał 
i spisał p. Kazim. Wład. Wójcicki. Odtąd, w małych przer- 
wach cztfsu, wychodzić zaczęły i ciągle wychodzą takowez 
zbiory, w krajach niegdyś słowiańskich a dziś całkiem lub 
V części zniemczonych, jako to wPrusiech (królewskiemi 
niegdyś i ksiązęcemi a dziś wschodniemi i zachodniemi zwa- 
nych), na Pomorzu, w Saksonii, na Szlązku, w Łuzycach, 
w państwach austriackich (w Czechach, Arcyksięstwie> Ko- 
rutanach. Słowackiej ziemi), w Meklenburgii, wZgorzeli- 
cach czyli w starej i nowej Marchii, Westfalii (2). Odtąd 

(1) Przyjaciel łudu^ wychodził r. 1834—1 849. DzieS się na 
Idta, ka2dy zas' rok na dwa tomy, a tom na numerów 25 rozpada. 
• (T) Porówna): iUe YMcsgaffem 0§Spreussenś, LUhauens und 
Wesiprmssen wim Teiau und Temme Berlin i%37 --Pammersche 
Sagen r. Ed. Hellm. Freyberg Paewalk i839. — Die Yolks^agen 
von Pammem und RUgen ron Temme Berlin 1840. — Sagen^ Le- 
genden^ MUrchen und Er%Mlungen^ aus der Geschichte des 
iMUiscĄen Yotkee r. Molf Segnit% Meiuern Ś839. t 1. z sześciu 
poflzytóW; złożony. — SluUchen Sugen-Hi$iorien und Legenden^ 
Schat% heramkegeben von Hennann GUdiche Meiuen 1839. Je- 
den tomik w trzech poszy tach. — Yolkssagen und YolkitkUmliche 
benkmale der Luueihk v. H. G. GrUte Ęaut%en 1839.— Die 
Yolkssagen des Kaiserslaales Oeslerreich r. Ludw. Bechslein 



tez, t. j. od ukazania się pracy P. Wójcickiego, wychodzą 
zbiory polskich podań i Idechd, i znąldują się: wji-^pomnier 
mach wielkopolskich przez Edw, Hr, Raczyńskiego^. 
wdwckh tomach (są tu Ii tylko podania); w Pomesciach 
ludu spisanych % podań przez Karola Balińskiego (1); 
w dziełku niemieckiem jodnotomikowem, z trzech poszytów 
składającem się, które pod napisem Gross^Polens Kalio* 
nalsagen, Mdhrche?i und Legenden und Lokalsagen des . 
Grossherzoglhums Posen, podał w Bydgoszczy 1842 do 
druku P. Neumann, (zamyślone nazwisko San- Marle przy- 
brawszy); w zbiorze pieśni łużyckich pp. Hawpta i Smole* 
^i^i^)i w piśmie cztero-tomikowćm w St. Petersburgu 1844 
nstpn. wydanem pod tytułem: Szlachcic Zawalnia czyli. 
Białoruś w fanlaslyoznych opowiadaniach przez Jaruk 
Barszczewskiego; w Podaniach i Legendach polskich^ ru* , 

• 

Leip%ig 1840, Jeden tomik w trzech poszytach. — Meklenburgische 
YolkstnUrchen^ Sympathien und andere Thorheiten ton Mm- 
sSuSy Meklenburgische Yolkssagen und Yolksaberglaube von 
G&ntkery Aberglatdfen in Meklenburg ton Beyer^ rozprawki te' 
znajdują slf wtórnie piątym, i^smym i dziewiątym pisma zbiorowego,'' 
które pod tytułem JakrbUeher des Ytrepu fUr Meklenburgiseka 
Gesehiehie und Akerihumskunde (hereusgegeben ton Lisch) 
\i Szwerynie od r. 1 836 wychodzi.—- Jdiirkische Sagen und Mitr- 
cheny które wydał Kuhn wyzćj przywiodłem. — Die Yolkssagen der 
AUmark Tangermunde 1844. w dwóch tomikach. — WesifUUsche 
Yolks^Sagen und Er%ahUmgen t. J. KrUger Siegen und Wiesbrn- 
den 1845. Jeden tdmik. 

(1) Wyszły według wyrobu i wydania K. Wład. Wójcickiego 
w Warazawie 1842. 

(2) Przy drugim tomie są tak zwane baintc^ki i bmniicfM 
czyli Klechdy i Łegenc^. 

nŚMUN. FOLS. I. I. ^^ 



skieh^ Ulewskich^ które zebrał Lueian Siemiemki tv Po- 
znaniu 184^ RozwaSmy co się wafinego wtycb znajdaje 
zMorach. 

Aczkolwiek większa część tych pisarzy, którzy poda- 
nia i klechdy zniemczonych Słowian zbierali, Ii tylko 
^księgarskim widoku pracowała, godząc w to, by zbiera- 
nioą swą ułudzie publiczność, i grosz za kupno książki zy- 
skać od nićj; wszelako u kaidego z nich natrafisz na ten 
lab ów szczegOł waSny dla wyjaśnienia Jiteratury ludu o 
Wiłach, których prowadzenie się rozpustą cechuje Bech- 
stelnj o wyroku, który według Knlgera wydał w Westfalii 
dJNibeł, chcąc przez to poprawić wyrok sądowy, podobniei 
]lik to on u nas uczynił, sprostowawszy wyrok Trybunału 

fiBelskiego. Z!aden atoli ze zbieraczy nie uczynił by naj- 
mniejszej zmianki o tem, 2e klechdy i podania, które przy- 
wiódł, są powszechnie między Słowianami znane (1). Je- 
zeYi zaś, jak gdyby od niechcenia, powiedział, ze mniema- 
nie to lub owo (o liczbie siedmiu) jest słowiańsKie, lub na 
Djęmieckiej dziś, a niegdyś słowiańskiej powitało ziemi 
(%% ostrzegł cię natychmiasty żebyś Da tem nic nie budo- 
wai; łub mylaem rzeczy pojęciem wprowadził cię w błąd. 

V Nic dziwnego, £e dawaićj, kiedy jeszcze między Sło- 
wikitiami a NienJcamł tl^ała nienawiść narodowa, ze da- 
wilfej; mówię, wśzystkióm, co złe i szpetne było wzaje- 
mnie się darząc, co najlepszego zachowywano wyłącznie 

~^\ł, , . .» - » . ■ • ^ ■ . ^ ■. • 

dla siebie: lecz dziwno, ze i dziś trwa ten ot)yczaj, czego 



••i." I* • ' ł • I , 



(1) w zbiorze Segnica podr%ucone d%iecko przez etmt9k,(}ler 
^ci$e»a^fy i^fPfiihmi^ śmierci, i tf, 

(2) Das WendetUhor w Yolkssagen der iBtmatti. J '*' 'i ^ 



,1 ".I'**" ,i'.,.\'r 



1»» 

jawny dai dti^M P. Kuba Nie prze<xąc on tenu, it 
Łh\^, między KDiemczAnyai ludem, istnieją 4ot4d dawae 
podania siowiańakie, utrzymuje wszakże, ze tylko obrzyn 
di^i . lub w wyobraźni przesadzone j(kostacie, są pechadze^ 
nia siowiaaskiego (1). I nic dziwnego, gdy ani języka nie 
znal ludo, o Udrego klechdach wyrokować nie wahał się 
(2); ani miai by nąimniąjsze narodowości słowiański^ pod- 
jęcie. Toz samo i o reszcie zbieraczy klechd jio wiedzieć na- 
leży: i ci bowiem nic zgoła dia wyrozumienia literatury 
ludu nie uczynili. Na usprawiedliwienie zaś swoje to tylko 
zapisał jeden i drugi zbieracz^ £e dosyć uczynił, gdy poda- 
nie i klechdę opowiedział, źe napisał co m(igł, nie będąfc 
wstanie wywiedzieć się o wszystkiem, gdyż lud słowiański 
ukrywa się z swoją literaturą Cd); ze nie troszczył się ^ 
wybadanie pierwiastku i narodowości podań, gdy wiado- 
mo, źe słowiańskie nad Łabą i w Prusiech zachodnicb (na 
Pomorzu gdańskiem) mieszkające ludy, wynarodowiły się 
do tego stopnia, iz nawet 4> podaniach sw> eh zapomniawszy, 
memieckie powtarzają tylko (4). Zeznania te są wa&lie: 

(1) Wesi&^ rak^ ^mora^ olbr%ym^ pałac Juir^enki^ portiwmij 
wsiQp do jego dzieła. 

(2) Gasia bc^stwo gospodarczei> dotąd u karpsckicb Gi^rali ^- 
%da g^ospodarz; Mallineken^ luaUnkL, luatiuy; Zamkal, zamek, sta- 
rosł. wyraz, (porównaj Miklosicza wAr, pKoinknąti)^ Lach od łacina 
zamiast od ljecha\ (porównaj Adelunga i Miklosicza p. w. Lachę, 
fjecha), Kuhn 24, 36, 41, 184. 

(3) O KaszfAach powiedział to P. Temme, we wstępie do pb- 

mersAcich klechd. 

(4) To braci Grimmów zdanie powtórzył Tettau i Temme, w prze- 
mowie X. XI. do podań pruskich. 



490 

^iryrażnie albowiem głoszą, ie (pracę P. Kahn wyjąwszy) 
wszyscy zbieracze ograniczyli się na spisaniu tego, o czem 
«ię dorywczo dowiedzieli, ze ludu nie wybadywali, i po*^ 
chodzenia podań nie śledzili. Nam przeto naleiy zastana- 
wiać się nad tern, nad czćm się zbieracze owi nie zastana- 
wiali; do nas należy podań i klechd nadłabańskich, pomor- 
fikich, pruskich pierwiastek słowiańsko -polski wykazać 
{udowodniwszy to podobieństwem do naszych); a należy 
tern więcej, gdy cała zasługa zbieraczy owych polega tylko 
•na stylo, który u niektórych jest prawdziwie ludowy, bo 
.prosty i niewinny (1); tudzieS na wstępach, a z resztą Są- 
dnych nie ma zalet. We wstępach mianowicie obszernie się 
nad tern, co właściwie podanie a co klechda znaczy roz- 
wiódłszy zbieracze, usprawiedliwić się usiłowali z uczynio- 
nego sobie zarzutu, »ze spisy swe porobionemi z kronik wy- 
ciągami pozapychali, nieprzcdstawiwszy rzeczy tak, jak ją 
lud opowiada; ze podania i klechdy pomieszali razem, a 
biorąc jedne za drugie, nie pokazali nam właściwego ich 
iiblicza." Gdy zarzut ten zarówno na niemieckich jak i na 
polskich klechd zbieraczach ciąży, bliżej przeto zastanowić 
aię nad nim należy. 

Przez podanie rozumiemy to opowiadanie, które na 
kronikach lub wieści polegając, przekazuje bądź rzeczywi- 
wiste (nago i bez żadnych ozdób poetycznych), bądź tez 
i^rżydatkami upstrzone i poezyi szatą przyodziane dzieje, 
które uwieczniały się pismem lub słowami z ust do ust 
przechodzącemi, dla nauki i zabawy czytających je i po- 
wtarzających. Dwoiste to opowiadanie w tym się ma do dzie- 

• 

(1) Kuhn, Temme, Tettau, Siemtcńskf. 



1«7 

jów stosunku, co historyii i romans historyczny. Przeci- 
wnie klechda zawiera opowia lanie takie, ktrtre na wyo- 
braźni polegając lodu, uprawdopodobnia zdarzenie, przy- 
czepione do czynu lub osoby wymarzonćj w wyobraźni lu- 
du, a przedstawiające (en czyn tak, iź czytelnik lub słuchacz 
za prawdziwe je mając wierzy w to, £e istotnie miało ono 
lub mogło mieć miejsce. Klechda przeto romansem jest oby- 
czajowym, uczuciowym, fantastycznym i t. p., powstaje z wy- 
obraźni ludu, zamieszkuje między ludem, i jest najdobit- 
niejszym liczuć jego wyrazem; gdy przeciwnie podanie, po 
za wyobraźnią ludu biorąc switj początek, i w szrankach 
się dziejów albo miejscowych opowiadań trzymając, jest ' 
wyrazem ducha narodowych wspomnień, jf st tłem historyi, 
nie raz nadi>sutem lub skalanem, które naprawić lub oczy- . 
ścić historyka jest rzeczą, a które nie lada kto dziejopisa- 
rza uczczony mianem, sprostuje, gdyż właśnie sprostowa- 
nie ich do najtrudniejszych odgadnień należy. Pracowali- 
śqiy na tem polu, spróbowawszy w Pierwotnych dziejach 
Polski i LitW}' wykazać prawdę, w podaniu o najdawniej- 
szych dziejąc polskiego i litewskiego narodu zewnętrznych 
i wewnętrznych w kronikach zawartćm; i usiłowawszy 
nadto wydobyć ową prawdę z rozlicznych a spółczesnych 
i wiary godnych źrzódeł. Tak wykazawszy jui, jaki poly- 
tek ciągnie z podań historya n.arudu, wykażmy teraz jaki 
z nich ma historya literatury, a mianowicie: czy, i o ile 
opowiadanie jakie, w zakres działania lub klechdy wcho- 
dząc, maluje umysłowość narodu, jest jego usposobienia^ 
moralnego wyrazem dobitnym, i bądź własnej wyobraźni 
ludu jest płodem, bądź rośliną z obc^j na ojczystą przesa- 
dzoną ziemię. 



1«6 

Podanie, bądź rzeczywiste, bądź przydatkami upstrzo* 
fle, styka się biizko z klechdą, wsiąka ją w siebie , łub 
wfiią przectn>dzi. Boć tein samem, ze podanie, za nim go 
diiiejo[HS do godności historyi wyniesie, za urojenie poczy* 
tywane bywa; bo tem samem, ze przydatkami upstrzone 
będąc, w krainie marzeń choć częściowo przebywa; bo tem 
samem, ze dopóki przez krytykę (niby duch pokutiijący 
przez ogień czyscowy) nie przejdzie, i nie wykaże, iz się 
na histoi7Cznym wspiera wątku, jest wszelkie podanie 
Uecbdą, i wspólne z nią posiada źrzódło. Krótko mówiąc> 
|irzed dziejowym objawem swoim jest wszelkie podanie 
^ <klechdą, polega na mniemaniu ludu, i żyje doczesnem lub 
wiecznem życiem; gdyż jak w niego uwierzono, tak tez 
wiara ta ustać może, skoro się obali lub krytyka piórem, 
lub powątpiewaniem (w miarę postępu ludu w oświacie), 
lob skoro pójdzie w zapomnienie ; zwłaszcza jeżeli się ku 
nowszym podaniom lub klechdom zwrócą umysły, i o da- 
wnych zapomną. Tylko głęboko, dla swej dziejowości )ub 
szczy tności, w umysł nie tylko ludu lecz całego narodu 
wkorzenione podania lub klechdy trwają wiecznie, istnie- 
jąc i wtenczas, gdy się o ich przekonano ułudzie. Tak po- 
danie o Lechu, tak klechda o Twardowskim, nigdy nie za- 
.ginie, aczkolwiek dziś w bytność Lechów a nie Lecha wie- 
rzymy, aczkolwiek wcale inne mamy o czarcie i czarach 
wyobrażenie. Ważność albowiem i piękność tych bajd, za- 
ginąć im nie da nigdy, 

Z innej atoU podanie uważając strony, znąjdziem je 
wielce od klechdy róznem. Gdy albowiem o tarotem, ze cóś 
prawdy wsobie mieści, domniemywamy się zawsze, w tej 
przeciwnie nie przypuszczamy nic prawdziwego, nic zgoła 



199v 



OE ih) imieiiiaw A jak podaoie, im więcej j^iydatkami j€8t 
upfitrzoAe> tein bardiiej się da kkeciidy nachyla, tak mMK 
wn klechda im więcej się od miejscowwd oddala, tem d»> 
lej wkcainę wyobraźni nachodzi, i nakoniee w marzeniach 
poety ginie. Pożytek atoli ze wszystkich, lubo nierówny, 
ciągnie historya.^ Wszystkie albowiem malują nam usposo- 
bitnie umysłowe ludu, wszystkie są wyrazem moralnego 
jego uczucia; lecz największą korzyść ofbiesł histor>*a li- 
teratury z miejscowych, lob z obcych a do miejscowości 
zastosowanych podań I klechd; gdy£ takowe za ntwitr lub 
wyrób ludu wyobraźoi uważając ona, sioszDie według nich 
mierzy poetyczne, stopniowo^ rozwijające się ludu uspose^^ 
bierne; resztę zaś do rzędu tego nienaleiących tworów ma 
za wsi&azówkę, jak i co sądzić mamy o stnnie umysłowości 
tych ludzi, którzy sohie w takowych podobają marzeniach. 
Zgoła literatura ludu zostaje w ścisłym stosunku do litera*^ 
tury narodu; według bowiem tworów, które przedstawia, 
sądzi się jej dobroć, wnioskaje o wposobieniu umystswóm 
ludu; podobnie jak z dzieł, które narodowa literatura dąfe, 
o pisarzach się i czytającej publiczności dziś sądzi. 

W objaśnieniu Utei*atury ludu n^der mało postąpiono 
dotąd. We wstępach do zbiorów powiedzieli nieco wszyscy 
pisarze (i)t przypisami ten;iów azczegói objaśnili,/ ale 
bezskuteczffie.^iNie oM bowiemi wtego rodaajui bafbHiuioIr 
chNal ażeby szczegóły podania lub klechdy oloaćmc; tecn^ 
cacz^ oto, ażeby wykazać ducha, który je oiywia^.F. Bap.; 
szczewski obrał sobie nową drogę. Wystawił jak w domu 



(1) Siemleńsktego sdwit oiió) Jiodltezbą sżtfstą tego^ rtMMal u 
szczegśłpim) rezbiammy: * -' 



200 

szlachcica. Zawslai, lubiącego podaniowe i klechdowe po> 

* 

gadanki, zbierała się ciekawa tego rodzaju opowiadań cho* 
za.druzyna, i aawzajem udzielała sobie, co kto wiedział. 
Giła zaleta pisma polega na tero, że drużyna owa opowia- 
da wieraie, gdyż co mówi, zgadza się z rzeczywistością 
(1): wszakże aie chodzi oto, co było, (az nadto bowiem 
wieieotem wiemy), lecz czemu tak było, i co znaczyło. 
Ja przeto obieraia kutemu inną drogę. Mimo puszczając roz- 
biiir podair (gdyż wyjaśnienie ich nie do bistoryi literatu- 
ry, lecz do dziejów aarodu należy), zwrócę uwagę na to, 
jak się treść icb mieszała z klechdami, następnie zaś na 
same tylko bacząc klechdy, powiem co się o najszczytniej- 
sząj z nich (klechda o Twardowskim) nowo wyśledzić dało. 
Po czem wykazawszy po szczególe, jak z tej nowe powsta- 
wały Klechdy, opowiem o przesadzonych z obcej na ojczy« 
stą ziemię, tudzież o. tych, które giną w marzeniu, lub są 
wybujałej umysłowi>ści ludu płodem^ a zakończę rzecz udo- 
wodnieniem tQgO) że podania i klechdy są istotnie dobitnym 
wyrazem mouratnego usposobienia polskiego ludu. 

aH: O fiodaniach i Ugenddch^ kt&riś w klechdy pr%ei%ły. 



>• 



>.t.Mało zna lud podań rzeczy wii^cb^ czyli z krontkam 
ziq>ełaut zgodnych: ale takich posiada wiele, których tło 
nedpsute bib sktłane zostało długością czasu, powtarza- 
niem wieko wam, przechodzeniem zuot do ust; których 

(1) Uderzyła mnie powieść o Twardowskim I jego towarzyszu. 

ltWWtlil^.»M^ Ul* U. aatpn. Według Btgimttów ezarci mieli isto- 

. tnie ofywlac martwe ciała, ukrywając ducbaawctfaga w tni^ - 




SOf 



-^^^«jpoirflid«iibv na inwtm mi%}$evt^ lAhy wydanoactra, i t. pi 
Ład ałbo wien; pełen będąc ir yobneM/prttksttałra, tiplę* 
kata Mbr wykoMairia, o cz^n się da^riedsiałzdiiigAw^ wyw 
finrarając itąd czego w iiicii aie było i nieiiaflK/ wsuwając 
lat co się im aa aic nie pnydafto i priydać aie moie: pny 
caeai poddąie histoiyi swoje rozimowaaie^ i tak powodią|e 
Aikióm czyny,, me będąe w staaie wyobrazić aobie^ it mę 
mm jedaa aa dwiecie dzieje niesptawiediiwośe, i roWąkray-^ 
Wdy/ bez ładnej: przyc^Eoy. Takich, według wieści posty-* 
ssanycb podaA, a mających Baruszoaą prawdę, pełne są 
wylćj od nas wyttcaoae zbiory; ktdre jednak są nie mni^ 
walne od aapisanyeh w księdze dziejów^ a waine przez tó^ 
łi wiatoie BWem przetstoeieaiem^lepi^ ati rzeczywiste pO«* 
daaia, przedstawiigą sposdb myśłenJa luda. Pn&ywiodę aa 
to przykłady.' 

PodMie d Bolesławie Łysym Księciu ligaickim) który 
około r. 1278 sdcazuł człowieka aa śmierć, a ktdry mimo 
to itgład!totty^ze ifiriatai nie został, przeistoczył ład sadązfc^ 
twtei^dżąc, 80 i e^sseia aoMał oh zgładzanym (bo jakSe 
nie, kiedy kazarKiBiąlęf^żf i^ to Mderrf chodził pe^ świecie 
W p»9t«i dBdm ( 1>- CO* znowa prwistaezywszy lad polski 
ł o^0Wted^iawMyr i£ tyłko^^braz, aiiie saniego ctłowiehą 
zgładzono, zastosował to opowiadanie do Władysława 
łiókietki (2). Napaił tatarów na Szlązk, skbtkiem czego 
zaszła krwawa a nieszczęśliwa dla Szlązakó w W twa ppd 
Lignicą r. 1210, wy rozumował lu4 tak, » P^P*^ ten mia| 



■ i» / 



ri) Polska I./82. Goedsche 179. 
(2) U Siemiensk. pod liczbą 42. 

26 



flSMISK. POŁS. T. I. 



202 

I, 

być nastęiKstwem zemsty Cbau, gdyi wnieście Srodzie^ąpn^^ 
oiyące W przejeździe taturskie Kaięzniczki mieli pomordpl^ 
Wić Sziązacy (i). Przygody Walgirza iHeligundy, według ' 
ząchoduth i sławiańskieh opowieści opisaae od Boguchwa*- 
iy (2); nie przeszły do ludu polskiego w tćj jak ją kroni- 
l^arą przedstawił postaci, lecz raczej według śpiewu serb* 
sUego (8), lub innej opowieści jakowej, ktdrą nasz lud po 
swojemu przerobił. Śpiewają dotąd Czamogorcy e rycerzu 
i dbr^ymie, którzy wząienmie, pod wpływem takicbze przy^ 
gtfd co Walgirz a Wisław, i ztakimze skutkiem, walczyli 
z sobą. Matka rycerza owego zakocbała się w olbrzymie: 
lecz ten poślubić jej nie chciał, obawiając się jej syna, 
dzielnego w<tJownika; Ta przeto, cfacąc się przypodobać ko* 
ehankowi, narażała młodziana na rózne^ podobne jak Ue-r 
Ugunda Walgirza, przygody. Zwycięzko wyszedł rycerz 
z walki, i matkę zdrajczynią żywcem spalił. Podobnez zda* 
rżenie opowiada lud polski, w klechdy oblókłszy go szatę; 
w ktdr^ tyleż, co w podaniu o wćm, i 4yte£ co w owej pie- 
śoi.iv>stępQje osób, kqz osoby te inacząi w klechdzie pol-r 
akiego działają ludu, lubo z tyjn san^yu), co^ | tam skutkiem; 
• Bo nie iona^ nie malka, iecz siostra: jEj^rąiczyniąUiiJęi^i 
która brata na różne przygody narada, byle $ię.pr«u5z to 
lunypodobać olbr^zymowi ko€iiiankowixswepu. Zcatóm po: 

:■.•'■' ' j ■ . ' '♦,■.'• t . * ■ j ' • - ■ •' • ' « '. 

^ (1) Goed^che 203. Toz samo powtarzano w Mora^iL z przyczyny 
()ltwy Morawian i Czechów r. 1241 z Tatarami pod Ołomuńcem za- 
szłej. Porównaj ptżypisy ' io ' rękop! k^ólodworśkiegó wydartego 
trPradze 1829, stronica 218. "» ' 

(2) Paniiętnilci II. 77. Grimm und Schmaler Lateinlsche Gedichte 
des zehnten und eilften Jahrhunderts, GOItingen 183$. 

(3) Srpsk. pjesm II. 26. 




r -.■ /. 4. 



208 

mięszfri: lud podania wslęte spogafishfa, fzariioksięstwa, 
bajecznych dziejów greckich, rzynskieh, niemieckicb, a na* 
wet i z pisma ś. starego zakonu, dosłyszane przez siebie; 
Wszystko razem pomieszawszy, bajał: o* cudowna studni 
wborze, o czamoksięzki^' aptece w zamków^ wlety pod 
kopułą, i zaczarowanej maści, kt(>rą zlepione członki %m 
stały w jedno ciało; o zaczarowanym ogrodzie, w któryś 
złote jabłka rosły pilnowane od Jędzy, o Królewnie przy* 
kutć) dó ielaznćj kuli łaAcudiami, o wilczycy kałmiąc^ 
W jamie, o czarodziejskiej sile tkwiącej we włosach olbrzy* 
mićj brody (które w siedmioro splecione nie mogły być ro*- 
zerwane żadną mocą) , o cudownem żrzódle uzdrawiają* 
cćm ślepotę i t. p. Wiemy ie istniały u Słowian cudowne 
studnie w borze, hib na polu pod drzewami (1). Począ- 
wszy od ówćj Medei, umiały czarownice przysposabiać cu- 
downe maśfie,' i nią oiywiały popłatane w kawałki ludzkie 
ciała (2). Sławne były u starożytnych ogrody z jabłkami 
złoteroi, pilnowane od smoków: sławną jest Andromeda 
przykuta do skały, którą uratował męiny Perseusz i po- 
jął za Sonę; sławną wilczyca, karmicielka Remula i Rema. 
A kiedy słowiańskie czarownice (podług późniejszych wy- 
obraSeA) umiały ze dzwona i z powroza (3) a nawet z księ- 
życa, (jak w zabytkach pogaństwa gdzieindzi^i powiedzia- 
łem), mleko doić, czemuiby go nie umiał był (mniemał lud) 
wysączyć rycerz z pełnych wymion wilczycy? Owe jabłka 
zerwane, ta naczerpana woda, to udojone mleko, miały za 

(1) Pierwotne dzieje 456. Kuhn 248. 

(2) O widii metamorph: Yil. 176. nstpn. 

(3) Polska IV. 166. 



.204 

cel podnieść krasę lica: o czem prawiąc klechda, mówita 
zgodnie z prawdą, gdy£ po wszystkie wieki ubiegały się za 
ploknością ttiewiasty (i). We włosaeh tkwiła siła hebrąj? 
skiego Samsona i nieodieckicb oUirzymi^w: zr4)bioQy z nieb 
iplot wsiediniojro (święta u Słowian liczba, jak w żaby tkacb 
psogaństwa powiedziałem tamże) nie dał się zerwać ludzką 
nocą. Łagodnego charakteru lud polski nie mógł przypu- 
ścić tego, aieby się olbrzym srozej od panów mógł : obąjść 
f jeńcem .0woi(n, którzy (Mazepa jest t^go przykładem nąj* 
nowszym) winowajców puszczali na zgubę, do grzbietu 
dzikiego koqia przywiązawszy ich. W rybim płynie obmy- 
wszy mu. oczy, przywrócił młody Tobiasz wzrok ojcu sta- 
remu. Czemuzby (myślał nasz lud,) nie miał tegoż do- 
stąpić kaidy, ktoby w świętem żrzódle (wiele takich było 
i jest u nas) obmył ślepotą zarażone oczy? Rycerz miecza 
^wycięzkiego, łącznie z łagodnością polskiego charakteru^ 
ukarał zdrąjczynią siostrę: bo pogardził nią, nie chciał na- 
wet spojrzćc na wyrodną. Ale kiedy się przekonał, ze ni- 
cz^ od knowania zdrady odwiedzioną być nie może, wtedy 
m drobne, wraz z olbrzymem jej kochankiem, porąbał ją 
sztuki. 

. Inne podania opowiada lud goło, czyli nie miesza ich 
z klechdami (2). Trudoo at^li wyśledzić, czy one ^ miej- 
aoowości utworem, lub czy są wymysłem nowszym^ w du- 
diu pojęć ludu, lecz nie przez lud opowiadanym (3). Po- 

(i; Polska I\^ 23, 24. 
(2) U Siemieńsk. pod liczb. 45, 47. 

(3J U Siemieńsk. pod liczb. 4 kWrtj lud, w ten jak je tu przed- 
stawiano sposób, opowiadać nie może. 



201 

■ 

danie o Botestowie. Śmiały n, któK «iićj przywiodą, dosta** 
io się zCztKbio G4iaii (atraaakicłi» a stała się aarodo^ffem 
tak przez tr^ść swoje,, jako teii prze% p^^iadaoą ^v nieoi 
z>wą wiarę lodu. Zaeszią może by ci w zbiofach pę, W^ 
ckkiegOi, BaUa^iago ». i innych niejedno podania ieu czy 
pprócz zrobionej o miąjscowoćci wzmianki, jest w nich oaś 
hisitprycziteęo, €Ky. mają tłodzicyowe chociażby, i nadpsiUet 
wy^Młic tego żadną miarą nie mogłem. . i 

,; Podania rejiigupe^. które legendami.. (i) nazywać zwy^* 
liliśmy, nie tak Ueścią, jako raczmy istotowością występu^ 
jacy cb tu o^ab,^ lOdznacząją się. Dzipiąją w nich bowiem 
bądź, święci,. b%dź. biogesiawieni mężowie, duchy wszfK 
kiego rodzaju, czarodzieje wreszcie; a działają zopełnid 
lub w części reUgijnie» tak, iz cokolwiek przedsiębiorą, co-r 
cbę W sobie religuności lub przesądu (występowanie czftł 
rodziejuw) nosi Wyobrażenia z takowerai wiążące się poi* 
daniami » panowały n Słowian juz za pogańskich czasów; 
lecz za chrzffściaństwa poszły w ochydę, a świecki puy-^ 
brawszy charakter, stały się rzeczywiście klechdo wemi 
hieroglifami, znii^ne będąc do wąLku bajek, jakiemi pia** 
stunki bawiły i dotąd bawią pielęgnowane przez siebie 
dziatki. Potrącę o nie , zanim przejdę do właściwych le^^ 
gend. 

Gminne u Słowian panowały rządy , az wreszcie mo<4 
narcbje lub rzeczypospolite od monarchiów zawisłe, usta- 
liły się u nich. Powolnym szło to krokiem, gdyS niechętnie 
poddawał się lud władzy jednego. Kiedy przeniógło zda- 
nie za króle wskiemi oświadczone rządami, przybrano wteść 



(1) J)\X'Cmi^,jf.yf. f agenda, 



*\ 



SM 

opowiadaną o t^ w postać gadki, czyli alegoryi, wypro- 
wadMjąc na scenę ub(istwiane snadź niegdyś istoty. Pra- 
wiono więc: jak niegdyd ptacy wybierali sobie Króla, i jakie 
dia tego za i przeciw odzywały się głosy. Opowiadano, jafc 
toi samo pod takiemii okolicznościami, Uczyniły ryby. Jak 
ptacy odtąd, niby pasterze trzody (gromad ludu), pasali 
takowe po bujnych trawach i jałowych rolach, a gdy paść 
nie umieli, przeto trzoda słuchać ich nie chciała. Gadki te 
sami tylko nadłabańscy Słowianie (1) opowiadali, oni bo- 
wiem, z prayczyny niezgody na zasadę nowo tworzącyćli 
się monarchii, padli pierwsi ofiarą zmienionych o rządzie 
Wyobrażeń. Opowiadania te przeistoczono następnie na 
biyki o zwierzętach , zwracając głównie myśl na wilka, 
(przy czem się bez uderzających częstokroć dziwactw (2) 
nie obeszło,) i nie raz biorąc za tło opowiadania Ezopa 
bajM , wcześnie u wszystkich Słowian, Moskwę wyjąwszy, 
upowszechnione. Z bajkami bowiem Ezopa dopiero na po- 
czątku XVII wieku Polacy obznajmili Rossyan (3). 
. Ważne są legendy i w nie bogate jest ludowe powie- 
ściarstwo, aczkolwiek największa część takowych z poda-^ 
manii pomieszaną być się ukazuje; bądź £e . legend właści- 
wych mało ma lud polski (czemu wierzyć trudno) , bądź, 
co pewniejsza, ze jeszcze nie zostały odszukane takowe. 
Podanie o dwóch przychodniach cudotwornych , którzy 

, (1) JahrbUcber (Ueklenburg.) V. 74 JlCubn 203. nstpn. Smoljer. 

(2) Porównaj klechdę o ielasmi/m wilku^ wierszem przez P. 
Czaikowskięgo w Bibl. Warsz. z miesiąca Stycznia 1845, pięknie 
oddaną. 

(3) ^akiś Gozwiński urzędnik przy poselstwie polskićm^ przeło- 
żył Je, porównaj Podberesk. w Atheli. I. 1S9. nśtpn. 



207 

w domu PiasU i Rzepichy jadio i aapitek rozmioiylj, 
przeistoczywszy w legendę (1), opowiadano o dziadka (miat 
nim być Ś. Piotr Apostoł), za którego iaską biedaa wdowa 
miaia pomnożony pcHsetek ptiłtna. Chcąc zanieść do Żyda 
kilka ztąd iokci, by za to kupić cbleba i soli, zaczęła go 
mierzyd' i mierzyła a£ do zacbodu słońca (2). 

Legend pomieszanych z klechdami jest bardzo wiele. 
Występują naprzód takie, do utworzenia których dostar- 
czyły wątku zabytki pogaństwa i chrześciańskie wyobra- 
żenia, wyprowadziwszy na scenę Bogarodzicę, Chrystusa, 
Świętych Pańskich (3), w mitijsce Aniołów czyli dobrych 
duchów, tudzież czarta czyli złego ducha. Tego rodzaju 
baśnie zrobiły na gminie tem większe wraienie, ze zdawa- 
ły zgadzać się z podaniami znanemi jemu juz w czasach 
pogańskich. Bo przypominam, ze będąc poganinem wierzył 
w to Słowianin, iz pokutąjąca po śmierci dusza tuła się po 
ziemi , bądź przedzierzgniona w różne postacie, bądź za 
pomocą czarodziejstwa przybierając na siebie kształty ró- 
zne,.i znowu wracając do pierwotnej istoty swćj. Dziwy te, 
z zupełną w me wiarą, w IX jeszcze wieku powtarzano za 
Karpatami, i wskazywano ludzi, którzy sztukę przedzierz? 
gania się w zwierzęta posiadać mieli (4). Z tego żrzódła 

• I - I 

■ ■ * . 'akii 

(1 ) Jest w zbiorze P. Balińskiego pod napisem Jaimmna, 

(2) Toz samo pomorska legenda uTemme 166. nstpn. 

(3) Łu£yck1e legendy są w tćj mferze nader wazńe. 

(4) Luidprand u Pertz V. 309. mówi o Bułgarskim Królu Symeo- 
nie w IX wieku panującym: qiii duos fllios habutt, nniim noftiine Ba- 
janum, alterum qui nunc usque superest^ potenterąue Bulgarls princi- 
patur nomine Petrum. Bąjanum aute^i adeo Coece (fere) magicam di- 
dicisse, ut ex bomLue subito fiei:i lupmn 4uaąveGunąue cęrneres 
feram. 



TdOS 

ITjrpłynęło mnieoMmie 9 Wiikotakacb/ nad ktdrćm razwio'' 
diem się wyiej. 

r. Gdy w to wierzył ład, Se złożeni po śmierci do^roba 
iód^e nie zostają tmnze wiecznie inflęzieDi, łecz ie łeb 
dasze bujają niekiedy po ziemi ; nic więc dziwnego, ik 
przy więzy wał wiarę do wypadku, który za chrześciadskich 
«iai^dw zą}ś^ miał u Bretonów w \IF po Cbrystnsie wieku. 
Zdarzenie to, upowszechnione w Niemczecb przez Sakeo*- 
iHłw, doszło i do nas. Z początku samopos snadć poWtai*za^ 
M tu baśń będąc, została w Xll{ wieku do podań o czarcie 
naiSMsowana : następnie przyczepiona do powiastki w prze^ 
stworze ^ednich wieków o łoSu Amadejowćm opowiada- 
ni; u Polaków zaś, z powodu jakowegoś rozbójnika (któ^ 
1^0 snadź od owego Amadeja nazwały Madejem nasze 
ktecbdy), pomieszana będąc z miejscowemi opowiadania* 
mi, dała powód do róinych gadanin. W r. 071 opowiadano 
o niejakimś człowieku w Brytanii, który z martwycb wstaw- 
szy, udzielił ludziom wiadomości o miejscach kary wprry^ 
i^złóm iyciu i ogniach czyscowych (1). W r. teł 1090^ pe- 
wny Ksiądz saski, zostając w zachwyceniu, był do piekieł 
porwany. Powróciwszy opowiadał o katuszach zgotowa- 
nyieh tamte dla bezbożnych (2). Powiastki te zastosowane 
do czarta , mieszkającego (podług mniemań w XIII wieku 
upowszechnionych,) zwykle wespół ze swą matką Lub bab- 
ką (3), zrodziły ową klechdę o rozbój||uku Madeju. 

,, . (1) Aaa. XiuUen8. .U Pert^Ł II. 220* 
- ' <2) Ann. lAugustani u Pertz V. Iid3.. 

f^y ftłmm Deutsche Myłfcohg.- Wył. I. 565. lai żły duch M- 

Jtf, a nawet zaMjał dwą MBkę^ ope>\\iada Kulmt49. 

• 1'.. • 



309 

Prawiono, ie litościwsza od syna matka, priechowymh 
ła podrółBych, którzy się w czarcią jamę zabłąkali, leci 
djabeł za powrotem zwietrzał człowiecze ciało, i pozent 
nieszczęiliwycli przechodaiów. Ich dała zamieniały mą 
w jabłka, to jest ob oc z religią poganach Słowian w śdf 
słym zostający związku , a w jabłkach tych przemieszki- 
wały dusze zamordowanych istot. Dotąd powtarza te dzip 
wy lud czeski, bając o zaklętych dziewicach, w jabłko 
ukrywających się pod gołębią postacią (1) i t. p., a za- 
miast o Madeju, prawi o młodzieńcu podróiującym do słoA^ 
ca, aSeby się go zapytnć, czemu rano i wieczór nie tak bar- 
dzo, jak w południe grzeje? z czem znowu miesza klechdy 
o rycerzu miecza zwycięzkiego (była wyzćj), i o szklan^ 
górze (będzie niżej). Wszystkie atoli te bajdy nie tyle są 
piękne, ile owa o Madeju (2), która stawszy się niejaka 
punktem oparcia się pogadanek o czarcie i czarownicacli, 
zrodziła wielki szereg rozlicznych klechd. Godną albo- 
wiem uwagi jest rzeczą, ze z niej wzięła początek insza 
znowu klechda o Kojacie (3); ze do niej przyczepiono U^ 
tewską gadkę o wę%u, i szlązką powieść o Rzepoliczii, 
(w którego podziemne kraje zapadła kąpiąca się Księżni- 
czka , zkąd ją wyratował jeden z szlązkich Piastów zało- 

(1) K. J. Erben PJsne narodne w Czechach I. 24, 26. Pismo 
czasowe które w Pradze pod tytałem Kwety wychodzi Porównaj 
r. 1845, numer 25, 26, 58, 59. 

(2) Od Amadeja raczej, niz od tegoż imienia Królika ScyWw, 
Oak Kołłątaj korrespondencye I. 65, utrzymuje) , wziął rozbójnik 
nazwisko swoje. 

(3) Przyjacielludu r. 1838, 167. 



riŚMIEK. POŁS. T. I. 



27 



210 

bycitl miasta Raciborza) (1); ze Madej zostawszy z czasem 
inraeistoczony na wroga łudn, to jest na ciaracba czyli 

mtacfadca, stał się krwi cłiciw}injak wiłkołidc (2); ze aako- 

• 

Biec czarta z Madejem tymże pobratano , dawszy pierwsze- 
nm niemiecką postać , i od polskiego odróżniwszy go czar- 
la Ztąd powstały następujące w zbiorze P. Balińskiego le- 
^ndy: Kaganiec, Kochanie^ ^forff, Wąi, Przeznaczanie^ ze 
abiaru zaś P. Wójcir^ego te: Powietrze j Oczy urocze. Por- 
wanie wichrem, Djabli taniec^ Jonek, Willcohlii, Dżuma, 
Momen. W zbiorze P. Siemieńskiego są cudnie piękne: Kry- 

m 

Mtofor, Żaby i grobla w WiHicy, Głowa w izbie senator- 
ikiej w Krakowie, Wąi, Kryszlofory w Krakowie, Upiór, 
Diuma , i wszystkie bez róznicyj klechdy, które z treści 
legendami są. P. Siemieński wskazał niektórych ślad histo- 
ryczny przez to , iz wymienił pisarza , który takowe za- 
lisał pierwszy. Najstarsza a najpiękniejsza legenda jest 
pod napisem Krysztofor, utworzono ją z pieśni oś. Kry* 
aztoforze, w pierwszej połowie XVI wieku drukiem ogło- 
szonej (3). Uwagę zwracam na to, ze czysto religijne, czyli 
bez £adnych obcych przydatków utworzone legendy są na- 
der rzadkie. Do ich rzędu należy ze zbioru P. Balińskie- 
go: Sierota, Trupia głowa, Pogrzeb Skomy ; w zbiorze 
P. Siemieńskiego: Pani Kinga jest najpiękniejsza. Tyle 

(1) Klecbdę tę pięknie opisał Muzeusz Deutsche YołksmaAł-cAen^ 
pierwsze wydanie wyszło w Gotha 1782 nstpn. Podobną mieli Zgo- 
rzelttanie n Kithn 263. nstpn. 282. nstpn. 

(2) W zbiorze P. Balińskiego klechha Złftr. 

(3) Lelew. Bibl. ksiąg dw. I. 148. nstpn. Mieli. Balińskiego Pi- 
sma historyczne IV. 124. 



211 

O tern, resztę opowiem w tnecli do artykułu tego doda* 
Dych ustępach, które są: 

I. Ustęp o Madeja. 

Dwa główaie kraje dawsej Polski słynęły zbc^caiiit; 
Pomorze i tatrauskie okolice. Tam odwieczale trudnili się 
korsarsXwem krajowi mieszkańcy, a kiedy późnimy upowsze* 
cbniło się w Niemczech rycerskie łotrowstwo^ słynęło Po<* 
morze i l<idowem zbójectwem, które przedzierało się ztąd 
do Polski (1). W Tatiach jest po dziś zbójectwo w ceaie^ 
uważane będ^c za dandyzm u tamecznych mieszkańców (2). 
Przeciwnie ci Polacy, którzy równiny od Łaby ai do Dnie* 
pru rozciągające się zamieszkiwali , nie będąc do uniesień 
poetycznych pochopni, mieli zbójectwo w odrazie: z ohydą 
tez, a rzadko z poszanowaniem (3) wspominają o niea, 
ruskie, polskie, szlązkie, łużyckie, meklenburskie, a nawet 
późniejsze pomorskie klechdy, zwłaszcza gdy z czasem da<- 
ło się ono i Pomorzanom bardzo we znaki (4). Tylko zbój- 
ca Madą) ualeiał do wyjątku, i z pewnem uaiesieniem wspo« 
mioany bywał, podobnie jak dotąd miłe przy więzują wspiH 
mnienie do Janosika zbąjcy tatraascy i węgierscy Górale; 
Rzecz dziwna, ie wielce podobai, wediug opowiadań lodu, 
są do siebie obadwaj ^wi zbójcy* z tą atoli różnicą, it 
w X\JU[l wieka Janosik, a w wiekach Xlllr-xy żyjący Mah 

• 
, - ■ ■ 

(1) Pierw. dz. 62. 

(2) Zejszuer we wstępie 14 nstpa. do fMiń Podhalan. 

(3) iak mówi kledida Balińakie^ Zwierciadio. 

. (4) Porównaj zMory klechd, tudzież Pamięta. II. 127. Polska 
IV. 126. nstpn. 



212 

dęj noszą wydatpe piętno swojego czasu. Zresztą rozma- 
wiał i Janosik z szkolnymi żakami, słuchał kazania mło^ 
dego kapłana > i chciał się udać na pokutę, gdyby go od 
zamiaru nie byli odwiedli towarzysze (1). 

Nie jednakowo o Madeju opowiada się klechda. We- 
dług ruskićj , kazał Ksiądz zbrtjcy, ażeby otrząsł jabłoń. 
Co gdy uczynił, pospadały na ziemię owoce, wyjąwszy dwa 
jabłka. „Jeszcześ nie odpokutował, rzecze ma wtedy , bo 
właśnie dwa owe jabłka są to dusze twoich rodziców, 
ktdrycheś zamordował, reszta jabłek znaczy dusze obcych 
dla ciebie rodem ludzi: za morderstwo tych opłaciłeś ju2 
pokutą ; za śmierć rodziców bynajmniej , przeto pokutuj 
ddćj". Przeciwnie według polskiej , jedno pozostało na 
drzewie jabłko, i znaczyło duszę ojca własnego, którego 
Madej zabił, a czego, spowiedź przed Księdzem czyniąc, 
■ie wyjawił. Co gdy uczynił, spadło i to jabłko, a z niego 
siwy wyleciał gołąbek. Według łużyckiej klechdy zbójca 
nie zamordował ojca; otrząśnione więc spadły na ziemię 
jabiJka wszystkie, i wzniósł się w powietrze biały gołą- 
bek: była to dusza samegoz mordercy. Łuiycka i polska 
miesza tez do opowiadania gadkę o czarcie, który podszedł 
człowieka , wymógłszy na nim zapis dziecięcia, o którego 
narodzeniu się nie wiedział ojciec (2). Dziecię owo pod- 
rósłszy , zasłużyło sobie przez cnotliwe i pracowicie na 
arakach spędzone iycie, na łaskę bołą. W nią uftae przed- 
sięwzięło podróż do piekieł, by wymódz na czarcie zwrot 

(1 ) Orędownik r. 1843, nmner 44 astpn. 

(2) Tożsamo, ale odrębnie, bez stosowania do zbójcy, mówi 
klechda zgorzelicka u Kuhn 33$ toz litewska u Siemię. 33, nie wy- 
^wiając dziecka do piekieł. 



213 

danego mu zapisu. W drodze zabłąkał się chłopczyaa do 
chaty złrójcy, który dowiedziawszy się o cela podróiy, da- 
rował mu życie, zobowiązawszy go atoli , aieby się przy- 
patrzył w piekle łożu, na którem miał za morderstwa ka- 
rę znosić po śmierci. Stało ńę jak łądał; obejrzał łoie 
chłopiec (ognistćm było,) i opisał zbójcy. Zkąd powstała 
w nim trwoga, a za nią skłonność do pokuty. 

Gdyby nie Ksiądz wplątany w powieść, moinaby twier- 
dzić , iz w klechdzie (według pierwotnej postaci jej) dro- 
bne opowiadane okoliczności (jabłoń, gołąbki) wskazi^ą 
na pogańskie czasy. Wszakże pewniejszą jest rzeczą , ii 
cbrześciańskim, ale bardzo dawnym czasom, winna ona 
swój początek. Mimo puszczam, iz przed końcem X1Y wie* 
ku, w którym Litwa chrzest ś. przyjęła, mogła być ta 
klechda znaną na Żmudzi, gdyż opowiadając ją Litwini, 
mieszają Krywekrywejtę do opowieści (1), umyślnie może 
barwiąc tak klechdę dawnym kolorytem: zastanawiam zaś 
czytelnika uwagę na tło chrześciańskie , służące za pod- 
stawę pogadance o Madeju (według polskiego o mej i łu- 
życkiego opowiadania), tudzież na występiąjące w niej oso- 
by, nakoniec na miejsce, na którem się rzecz działa. A na- 
przód grają w klechdzie wainą rolę piekło i zamieszkąjący 
je czarci (2) , i występują w m'ąj pofooini Indzie , dla któ- 
rych zawsze bywał otwarty pochód w podziemne miejsca, 
i wolny z nich powrót. Chrześciańskie czasy wymarzyły 
krąiące o tych miejscach podania, i w odległej starozytno- 

(1) Porównaj klechdę Rwn$%y8 w podaniach I legendach przei 
Luc. Siemieńskiego wydanych. 

(2) Z pomiędzy których zastanawia kulawy djabeł, którego pol- 
ska klechda na kulawego przeistoczyła Twardowskiego. 



2U 

mA upowszechnić je między Siowianaroi musiały , gdy jui 
Bogumiłowie bajali o walce Boga i Aniołdw, którą mieli 
c Szatanami czyli duchami ziemia (którzy zostawszy strą* 
Gtti z nieba, musieli nowy na ziemi pobyty czyli nowy świat 
stworzyć dla siebie, i w takowym pod nazwiskiem czartów 
rządzili odtąd) (1). Miejsca te, według pomysłów chrze* 
ściańskich, gorejąc ustawicznym ognieii, uzyskały z czasem 
nazwisko piekła (2), i w dalszem rozwinięciu pomysłów 
o sobie , zostały siedliskiem złych duchów. Od tego to 
czasu nie mniemano jue> ze po wyjściu z ciała wstępiyą 
w zwierzęta złych kidzi dusze, ale sądzono, ze w piekle 
ponoszą katusze. Zgoła, widać ze bajda o Madeju w cza* 
sach niepamiętnych powstawszy, rozwyała się następnie 
rozmaicie, przybierając różne postacie, piekło, łozę Amade* 
jowe, kulawko T\yardowskiego. Według wszelkiego d* 
prawdy podobieństwa powstała ona w ojczyźnie Janosika, 
zkąd się nad Wisłę , a ztąd nad Dniepr 1 Łabę przeniosła: 
co (ze o tem mimo chodem powiem,) uczy^ iS jeograflczme 
należy zbierać i rozwaiać klechdy i podania, ze Edw. Hr. 
Ilaczyilaki , a za nnn Cfoedsche , nie trafnie miastowe i gro* 
dowo zbierali je, w jednej rubryce mieszcząc t«, które 
w jakiem mieście, grodzie i jego okolicy opowiadają. Nie 
miąjski bowiem, lecz wiejski lud narodowe zwłaszcza two- 
rey klechdy, i do miast je przynosi. 
: Fomysł mój co do miejscowości kAechdy opieram na 
^mi:. 2e ^dy w blizkości* pieScła mieszkał Madej, przeto 

(1) Porównaj DicUonaire iafernalpar J. ColUa de Plaucy a Pa- 
ris 1844, w artykułach Uenfer^ Diable\ srpske pjesme II. 85, tu- 
dzież Zpewanky Kollara I. \2. gdzie mowa o strzefcu który w piekle 
postradał kawał nogi. 

(2) Peklo od starosłow. peką^ piekę, portf\Vti4^)(Q^o^^^ P- ^' ^« 



215 

mieszkanie to być mit»ato Ba podgóriu Tatrów. Nigdue 
ifidziej, jak tylko w tatraaskicb górach upatrywano pie* 
kio (1): tam spuścił się strzelec, nauczony od Jędzy (którą 
od zimna drżącą przywrócił do życia,) jak ma podziemną 
odbywać podróż; tam szedł po swój cyrograf uczeń. Gdy 
wyszedłszy z Madejowej chaty, nie długo zaszedł do pie* 
kła, przeto musiał w pobliżu jego mieszkać zbójca. 



2. Ustęp o djable uieuiieckim. 

U Niemców w dnigini po Cłir}Słusie wieku, po raz 
pierwszy pokazuje się czart, przybiera posiać miejscowych 
złych duchów , staje się nieprzyjacielem rodu ludzkiego, 
kusząc go i do grzechu przywodząc; na pozór czyniąc mu 
niekiedy dobrze, a następnie przyprawiając go o zgubę, 
przez te właśnie dary, klóremi obsypywał człowieka. Po- 
kazując się ludziom to czarny jak murzyn, to blaskiem 
Anioła jaśniejąc, donosił im wiele srebra, byle się zaparli 
Chrystusa. Szczegóhiiej wyrządzał tę przysługę hiszpań- 
skim Manicheuszom (2). W miejscach świętych przebywać 
lubił, aieby tamże przeszkadzał nabożnym w modłach. Od- 
wodząc ludzi od poznania prawdziwego Boga, ciągnął ku 

(1) Kollara Zpewanky I. 12. 

(2) AdemaruPerlz VI. 143 mówi pod r. 1022, ze Księża nie- 
którzy calscy : decepti a ąuodam rustfco (qui se dicebat ftc^re v!r- 
tutes, et ,pulTerem e\ niortuis pueris śecum ferebat, de qiio si quem 
posset commumcai'e, mox Manicheum faciebat,) adorabant diabolum, 
qui primo eis in Aefyopis deinde angeli lucis figuralione apparebat, 
et eis multum cotidle argeutum deferebat. 



216 

pogaństwu. Opętowy wał jednych, drugich trapił w choro- 
bie^ przywodząc im aa pamięć popełnione grzechy. Nic się 
■ie utaiło przed nim, wygadał wszystko, cokolwiek i kie* 
dykolwiek przytrafiło się ułomnym ludziom. Najwięcćj 
broił w VIII wieku po narodzeniu Chrystusa, to jest wła- 
śnie w owym czasie, kiedy na północy religia rzymsko-ka- 
tolicka rozszerzała się za sprawą pobożnych Cesarzów i 
świętych mężów. Przywiedźmy szczegóły ważniejsze, jakie 
w tej mierze w ówczesnych kronikach wyczytać się dały. 

Ś. Notker miał w opactwie święto-galskim w Szwajca- 
ryi nie małą utarczkę z czartem. Zły duch okładany cięż- 
kiemi razy przez ś. męża, żałośnie narzekał w języku nie- 
mieckim, biada mi! biada! wołając (1). Bity i nogami ko- 
pany musiał na koniec zaśpiewać piosenkę, przez którą 
nauczał gmin czarów: a tak dowiedział się ś. Notker o 
śpiewce, i silnie pracował nad tem, ażeby jej lud zapomniał. 
Gdy w Kolonii, r. 870 poświęcić miano kościół, słyszano 
rozmawiających tamże czartów, i ubolewających nad tem, 
że muszą ustąpić z dotychczasowej siedziby swej (2). Kie- 
dy ś. Anskar zaszczepiał u Duńczyków wiarę katolicką, 
zjawił się człowiek , który udawał że właśnie co powraca 
z rady miejscowych bogów. Ci mieli narzekać na to, że ich 
opuszcza lud dotąd im wierny, i zamyśla poddać się chrze- 
ściańskiemu Bogu. Mieli oświadczyć, że jeżeli Duńczykom 
mało na tych bogach, których czczą, gotowi są przybrać 
do swego grona Króla ich, i przez to pomnożyć liczbę bo- 
gów prawdziwie narodowych (3). Około tegoż czasu, roku 

Cl) Au wi! mir wi! casus s. Galii u Pertz U. 98. 

(2) Fuldens. ann. u Pertz I. 383. 

(3) Yita s. Ansharij u Pertz U. 690. 



217 

871, opętał czart Karola syna Ludwika Cesarza, i tak mo* 
cno nim miotał, ie zaledwie sześciu silnych ludzi mogto 
utrzymać Cesarzewicza (1). Wychodzili czarci z kloaki 
z ogromną w ręku księgą, w której spisane mając wszyst- 
kie grzechy, czytywali je chorobą złoconym na ioiu lu- 
dziom (2). Około Bingen nad Renem (w miejscu dziś Kem- 
pten zwanem) mieszkał r. 858 czart, wielki psotnik. Rzu- 
cał kamienie o ściany, a jak gdyby młotem łoskot wydając, 
przestraszał ludzi. Wdawał się niekiedy w rozmowę 
z człowiekiem, i czynił mu dobrze, darowywując mu co 
drugiemu ukradł, a następnie oskarżając obdarowanego 
o złodziejstwo. Sprowadzonemu nań Księdzu nie dał wy- 
pędzić się z miejsca , z powodu , ze właśnie Kapłan ów 
świeio popełnił grzech, obci]uąc z k .... tą, a więc ze przez 
to utracił prawo wypędzania czarta, sam owszem sługą 
jego stawszy się (3). Podobniei rozgłosił grzech Księdza 
inszy djabeł. Przybrawszy postać trędowatego i owrzo- 
działegó człowieka, stanął przed progiem kościoła. Prze- 
chodząc miejscowy Biskup do świątyni pańskiej, ujrzał ka- 
lekę, ulitował się nad nhn, i chciał uleczyć chorobę jego; 
Przed opatrzeniem ran naiełało ogolić choremu głowę, bo 
właśnie ta była cała zalana strupami. Lecz niestety! co 
odgolono , to zaraz włosami petosło znoMii. Nie ustawał 
wszakie Biskup i golił wcłąl. A w tem z jednaj fcyły wy- 
stąpiło oko, i srodze spojrzało na Księdza, po czóm czart 
uleciał z dymem w powietr;ze, wymówiwszy wprzód te sło- 
wa: .patrzało to oko na ciebie mój Biskupie, kiedyś jadł 

(1) Ann. fuldens. u Pertz 1. 385. 

(2) Ditmar u Pertz V. 788. 

(3) Rudolfi fUIdenś. ann. u Pertz I. 372. 

riiiuBKPOŁS. T. I. 2p 



«i8 

mię^o w czasie wielkiego postu'' (1). Opowiadano, jak czart 
Mttścił się na chciwym lichwiarzu. Do kuźni, będącćj 
W poblizkosci chciwca, wchodził on często i stukai w niąj. 
Lichwiarz przeżegnawszy się chciał go ztąd wypędzić, lecz 
czart odezwał się do niego w te słowa: »kniolrze, dajcie po- 
k^Jy przynieście tu butelkę próżną, a będziecie ją mieli 
napełnioną winem, i to co ranek kaidego dnia''. Lichwiarz 
ogromne flaszy wynosił, i wlewał wino do swej kadzi. Lecz 
to wino pochodziło z piwnicy Biskupa, która się tym spo- 
sobem wypróżniała, a napełniała lichwiarza. Zmiarkował 
stoga boży, co i czem się to dzieje: zaklął czarta znakiem 
krzyża ś., i odjął mu moc źle czynienia. Nadeszła noc. Przy- 
był z flaszą lichwiarz , lecz nie mógł wyjść z zaklętego 
miejsca, i czekał tam aź do rana.. W tern nadeszli słudzy 
Biskupa, i złapali złodzieja (2). 

W grzechu poczęte dziecię rodziło się straszydłem (3), 
a w ogóle każde nieobmyte święconą wodą po urodzeniu 
się, w czartowski^ bywało mocy (4). A tak wywierał nie* 
Buecki 4iAbeł wpływ na ludzi wszelkiego powołania, płci 
i wieku. Był zaś tak silny, ze nawet święci pańscy z tru- 
dnością pokonywati go (5). Porównywano go z olbrz}iaem, 
i obyczajem niektórych wschodnich starożytnego świata lu- 
dAw, mianowicie tez Fenicyan, zą^uano mu ludzi na ofiarę, 
czego surowo zakazał Sasom Karol W. Takim był djabeł 
niemiecki, zobaczmy jakim był. polski. 

(1) tfonacbi Sangallens. gęsta Karoli M. u Pertż II. 741. 
' (2) TamSe 742. 

(3) Dltmar u Pertz V. 742. 

(4) Tenże tamże 741. 

(5) R. 785 u Pertz III. 49. 



r 



2ł» 



3. Cstęp o djable polskim i Jege towanysiaeh. 

W obcej postaci co do stroju i sposobu myślenia, a 
w dwoistej co do znaczenia i siły, pokazi^e się dyabeł pol- 
ski. Wyższe stany pojmowały go podobnie jak Niemcyi 
i w takiej tez postaci występuje) on w kronikach naszych^ 
lubo nader rzadkie są w nich o nim wzmianki (1). Gmin 
pojmował go w znaczeniu swojskich duchów, czyli karłów, 
lecz wyobrażał go sobie po niemiecku, w czarne a kuse 
strojąc go sukienki, gdy przeciwnie resztę duchów ubierał 
w długie białe szaty (2). Był djabeł, podług ludu wyo* 
brazenia, albo karłem, i zył w zgodzie z okolicznemi mie- 
szkańcami, chodził do nich i zapraszał ich ^ do siebie na 
uczty, na chrzciny, lubił taniec, muzykę, biesiadował i t. p 
(3); albo był niemieckim przybyszem, głupim i nieumieją- 
cym ocenić ludzi z któremi. obcuje, tułaczem bez rodziny 
i domu, nieznającym kraju do którego przybyła chciwym 
zysków, i przeto stosującym się do miejscowych zwycza- 
jów. Jak przeto swojskie duchy obcując z ludźmi, posłu- 
giwały im, tak i niemiecki djabeł przyjmował służbę u szla- 
chty i chłopów, był wiernym panu, i niczćm nie dał się 

(1) Są przywiedzione w Polsce 1. 143. 

(2) Wójcick. Klechdy II. 183. Zarysy domowe IV. 343 przyp. 4. 

(3) Tak bajali nadłabańscy Słowianie, a mianowicie Pomorzanie, 
ludzie! Prusacy, o czein zbiory klechd powiedzą obszernie. Złożone 
ciało Zawiszy krakowskiego Biskupa na marach (człowiek to był na- 
der rozpustny za życia) objeżdżając w nocy na około djabH, wykrzy- 
kiwali (według Arcbid. gnieźnieńsk.) poijed^my na hops (tak czy- 
tają rękopisy, wydanie Somersberga ma ops)^ „pojedźmy na taniec"- 



220 

przywieść do porzucenia jćj przed czasem , chyba ze go 
bardzo obrażono, lub postraszono go Księdzem, przed któ- 
rym zawsze uciekai (1). Polszczał łatwo, zwłaszcza gdy 
widział ze na tern zyska. Ze szlachtą za panie brat zył 
i pił> bójki z nią staczał, i potęinie nie raz został wytuzo- 
wany od nićj (2). Mędrsza była od chłopa czarownica, 
lecz chłop mędrszy od ^jabła (3). Wyciskał płyn z sera 
iwieiego, niby wodę z kamienia. Puszczał ptaszka z ręki, 
niby kamieniem słońce godząc. Myśl ta nie tylko polskiemu, 
lecz i nadłabańskiemu wieśniakowi tkwiła w pamięci. I on 
bajał, jak chłop na świecie i w piekle umiał oszukiwać 
4}abła (4). Mimo to wszakże obawiał się go wielce , bo 
djabeł pochodzenia będąc niemieckiego, czychał na ludzką 
duszę, był nieodstępnym towarzyszem czarownicy, miesz- 
kał razem z matką swą w lesie, lub wrozwalinach starego 
zamczyska, a nawet w piecu staraj chaty (5). Kusy ten, 
jak nasz lud mawiał, panicz, nie miał wszakże mocy nad 
człowiekiem, który się krzyiem ś. przeciwko niemu opa- 
trzył: ale kto z pogardą Boga raz się jemu oddał, temu nie 
było podobną rzeczą wyrwać się z jego mocy. Dziwy w tej 

(1) Iskmycki w klechdach Wójcłck. I. 198. Kuhn 98, 107, 873; 
n Temme M2. nstpn. pełno ot^mu 6ocldsche 141. Jahrbttch. V. 93. 
der TeufeL 

(2) Boruta u Wójcickiego w Zarysach domowych I. 41. 

(3) Wójcick. Zarysy II. 49, ffl. 131. nstpn. Siemłeósk. 144, 
145. Baliński XI. 

(4) Jahrb. (Meklenb.) V. 78, 95, der u>Ude Mger^ der neugie- 
rige TeufeL Kuhn 152, 211, 276. nstpn. 

(5) Klechdy Wójcick. I. 15, 149, II. 21. nstpn. Podania gminne 
w Przyjacielu łudu IV. 242. 



221 

mierze prawią piiżoiejszego atwora klechdy (1), do któ- 
rych dostarczyły wątku pieśni o pannie którą martwieć 
porwał (ułamki tylko pozostały się z nią)), o liliach zasa- 
dzonych na grobie zabdjczyni zony« klechda o Czarownic 

m 

cach, o Rusałkach które piękny włos czesy wały, o Topiel- 
cach i t. p. 

W takiemze znaczeniu pojmował nasz gmin nieszczęścia, 
a mianowicie choroby , biedę , powietrze , którym równiei 
rozum miałki przyznawał. Dla tego tez mniemał, ie się 
one łatwo 'podejść dadzą, i ze nie jest trudno na zawsze 
się ich pozbyć. Według wyobrażenia ludu, było powietrze 
wielomówne i gadatliwe a głupie, dawało się topić i t; p. 
(2). Biedna była to istota, mała a wysmukła, z cbudemi 
rękami, cienką i bladą a do zgrabnej panny podobną mając 
jQgurkę (3). Ta, sposobem tymże co zły duch, opętawszy 
raz człowieka, przemocą tylko dała się wyparować, a wy- 
pędzona czekała na nową ofiarę, nie umiejąc nigdy pró- 
żnować, jak czart, który rodzaj ludzki trapił ustawicznie. 

Podobnież wystawiał sobie czarownice, i te albowiem 
pojmował po niemiecku, wiedząc wszakże, iz gdy i one 
polszczeją łatwo, przeto godzi się słowiańskich dziwów 
przypisywać im czyny. Jak czart tak i czarownica miesz- 
kała w lesie, i była rodu ludzkiego nieprzyjaciółką (4), 
łapała i tuczyła małe dzieci na przysmak dla siebie. 
Wszelako córka jej nie tyle ludzi nienawidziła, łatwą bę- 
dąc do zakochania się w młodym chłopcu. 

(1) W zbiorze P. Balińsk. Diabli tanek; Potępiona. 

(2) Pamiętniki o dziejach Słowian U. 78. 

(3) W zbiorze P. BalińsL Bieda^ Blada pawia. 

(4) Grave 138. Goedsche 44. 



232 

Wtedy oszukiwała rodzicielkę, i, za pomocą sztuk cza* 
rodżiejskich, utrzymując matkę w błędzie, ie nie uszła z do* 
mu (ćlina którą córka wypluła, dawała w jćj imieniu odpo- 
wiedź czarownicy): a gdy ta doszedłiszy prawdy, ścigała 
uciekającą, wtedy uciekała czarodziejeczka przemieniając się 
w różne postacie, i tak uchodziła przed zemstą matki. Jest 
czarownica kocbanicą djabła, mićwa z nim na łysych górach 
schadzki, rodzi dzieci i ludziom je na wychowanie podrzu- 
ca. Do przejażdżki ozoga lub bydlęcia u2ywa, bierze teico 
jest na podoręczu. Czarny piesek zWykle jćj towarzyszy 
Wpodróly (1). Spolszczona czarownica podlegała ułomno - 
^ ściom polskich niewiast, a niekiedy miała ich cnoty, lecz to 
tzadko, (bo z natury swej nie mogła być dobrą). Jakoż, 
o czarownicach wtedy tylko gmin mówił dobrze, ładnemi 
i wbiałćm odzieniu wystawiał je sobie (2), kiedy się mu 
starodawne mniemanie o Wiłach i Rusałkach nawinęło. 
Zwykle mawiał o nich źle, pod ich postacią wystawiał ma- 
cochy, i cokolwiek się o czarodziejkach dowiedział z klechd 
obcych, wszystko do macoch dla pasierbic groźnych stoso- 
wał zawsze (3). Na łys6j*górze schadzając się, jak rze- 
kłem, wiązały się w towarzystwa słowiańskim zwyczajem, 
sejmikując jak szlachta: tak spojone więcej mogły, nii cza- 
rownik pojedynczo. Układne będąc i w słowach grzeczne, 



(1) Jahrbucb. V. 82. die He^enkunsl, Afat/nacAł^Mll 206. der 
Hex, 

(2) Kuhn 47, 172. * 

(3) W Balińsk. klechdach Sierota^ Zwierciadło^ miesza maco- 
cha różnego rodzajo zboia, i odosobnłać kaSde pasierbicy każe. 



2%9 

m 

nie unikaiy miłostek, i o maizeństwa zcucodzięjami ubie- 
gały się (1). 

/?^. Klechdy o Twardaw$khn nawe ro^bwimęcie i dalsze 

jśj następstwo, 

Wedłag tego, codmy wyżej rzekli, podobnie się klechdy 
jak podania tworzyły i rozwijały. Bo jak owe, rzeczywi^ 
ście się lub domnienialnie przytrafiwszy^ £yły między Indem 
za nim je spisał kronikarz, lab puścił w obieg powieściarz 
albo legendarz; bo jak owe, bądź od razu upoetyzowane, 
bądź z czasem przeistoczone będąc, ulegały następnie od- 
mianom nowym; tak i klechdy albo się zaraz w tej, jak je 
mamy pokazały postaci, albo tez rozwijając się z czasem,* 
nic jednostajnego w sobie nie miały, tych nawet nie wyją-: 
wszy klechd, które do osób historycznych przyczepiono 
(Madej, Sowizrzał, Twardowski są (ego dowodem). W czćm 
nic nie masz dziwnego. Im więcój się bowiem cywilizują 
i nowemi wyobrażeniami przejmują klechdę powtarzający 
ludzie, tćm piękniejsze, lub z wyobrażeniami nowopowzię- 
temi zgodnlejsze przyjmuje ona kształty; coraz widoczniej, 
coraz jaśniój wydając na jaw głęboką myśl, którą ukrywa 
w sobie, a wydając ją róinie, według róSnych pojęć, jakie 
mają o biegu boskich i świeckich rzeczy, powtarzający opo« 
wieść ludzie. Dosyć rzucić okiem na klechdy o wilkołakach, 
aSeby się o rzeczywistości twierdzenia mego przekonać. 
Dziś albowiem jeszcze daje zupełną wiarę w tę baśń gmin 
ciemny, gdy przeciwnie wykształceńszy lud, ma takową za 

(4) W zbiorze P. Balińskiego klechda Piękne oewff^ 1 tu i ewdzŁe 
w inszych powieściach ludu, lahrbtteher VnL 202 Fm Gauden. 



224 

arojenie. Toz samo o Madeju rozumieją jedni, licząc opo- 
wieść o nim w poczet legend pobożnych, gdy przeciwnie 
drudzy, a ja z nimi, mam ją za klechdę. Toz samo o Sowiz- 
rzale (Niemcy nazywali go EulenspiegelJ i odrodzonym 
z niego Twardowskim twierdziłem (1) i twierdzę; sądząc, 
iz ucywilizowańsi obnażywszy pierwszego z czarodziejstwa, 
które do drugiego przypięli, utworzyli przez to nowego 
boliatera odrodzonej klechdy, tak ii ów zyi samoistnie do- 
póty tylko, dopóki się lud do innego nie przyczepił, dopóld 
powiastkę o Sowizrzale i Aniele Kuternodze, nie przypiął 
dą innej osoby, i tak Sowizrzałowi Twardowskiego podsu- 
nął. Nie tylko nasze lecz i ruskie, tudzież szwedzkie kle- 
chdy doznały tegoż losu. I w nich rycerza jednego czyny, 
przechodzą na drugiego bohatera, głuptasy wyradzając się 
zostają dzielnemi młodzianami, jakich (według twierdzenia 
lodowego,) ani wymyśle(v ani wypowiedzieć, ani w bajce 
znaleźć, ani piórem opisać (2) niepodobna, olbrzymi jak 
Sowizrzał psotują i t. p. 

Sposób ten zapatrywania się na klechdy zganił P. Neu- 
mann (3). Powiada on: »ze przyjąwszy moje zdanie o prze- 
chodzeniu i niejako wszczepianiu się jednych klechd w dru- 
gie, (plugawych w kształtniejsze, i przeciwnie) przyjąćby i to 
należało, iz takowe opowieści dadzą się dzielić według sta- 
nowości narodu, iz plugawe lub niedorzecznościami zagwa- 
zdane, gminnego albo zabałamuconego pojęcia są płodem, 

(1) Polska IV. 376. nstpn. 

(2) Treść ruskich Skazek przez P. Romu. Podbereskiego, w od* 
dziale V. Athenemn 118. nstpn. 

(3) er&a^Frtem NahMaU&ffen. Porównaj 800. nstpn. 



225 



a przecmnie szlacheckiego lub wykształceńszego rozumu, 
są t\voreiD obyczajne i dowcipne klechdy." Przy czem uwa- 
ża, .iz gdy wiadomo, ze massa ludu tworzy wszystkie kle- 
chdy, i przez nie cy wilizacyą przedstawia właściwego wie- 
ku, przeto podobne przypuszczenie miejsca mieć nie może.' 
Mówi dalej: ,ze niepodobna, ażeby powiastki stosowały się 
do mody, ażeby raz popłacały te, a drugi raz szły owe na 
bok; gdyż i owszem wszystkie pospołu żyją, gdyż wszyst- 
kie razem wzięte tworzą jedne całość, i jako całostka roz- 
ważane być winny." Twierdzi nakoniec: •że klechdy polskie 
są trojakiej postaci, pogańskie, bohaterskie, chrześciańsko- 
religijne; że Sowizrzał do żadnego z tego rodzaju klechd 
nie należy i należeć nie może, chybabym wykazał, iż opo- 
wiadane o nim powieści istotnie na polskiej powstały ziemi, 
i przed pokazaniem się jeszcze niemieckiego Eulenspiegela 
objawiły się; chybabym dowiódł, że nazwisko pierwszego 
znane było przed wystąpieniem na świat drugiego, czyli że 
Sowizrzał żył przed Eulenspieglem; chybabym wreszde 
udowodnił i to, że istotnie mógł ów błazen być ii7nikiem 
życia i towarzyskich stosunków polskiego ludu w XY, XVI 
wieku. " Powiada dalej, » że Twardowskiego za odrodzonego 
Sowizrzała brać żadną miarą nie można, gdy obadwa zu- 
pełnie odmienny mieli kierunek w czynie; gdy ów błaznem 
był i flglarność miał na celu jedynie; ten zaś czarnoksię- 
stwem jako sztukmistrz słynął, a miał toż samo co nie- 
miecki Faust na widoku, usiłując zgłębić ostatecznie ludz- 
kich rzeczy wiedzę, poznać świat umysłowy, i niezgłębio- 
ne jego zbadać tajniki. Jakże więc, (kończy temi słowy 
krytyk swoje uwagi) można jednego parać z drugun, gdy 
obadwaj na zupełnie różnej stali podstawie?" 

PIŚHIEN, POLS. T. Ł 29 



226 

Na czter}' pierwsze zarzuty nie odpowiadam, gdyż są 
Biedorzeczne: bo szlaćbeckiemi i gminnemi nazywają się 
klechdy, nie ze względu na ich stanowość (jak gdyby ko- 
niecznie jedne gmin, a drugie [szlachta utworzyć i powta- 
rzać miała), lecz na ukształcenie, tak iz gminny rozum 
mająca szlachta, a szlacheckim dowcipem obdarzony gmin, 
niedorzeczne lub wykształcone lubił; iź u tamtego te, u te- 
go owe .popłacały; iz w przestworze czasu dorzeczniejsze 
zabkrały miejsce niedorzecznym, i więcej były w obiegu; 
przez co samo większego jedne od drugich nabierały wzię- 
cia, chociai wszystkie razem żyły. Na dalsze zaś zarzuty 
odpowiadając, uważam naprzód: ze przed ukazaniem się 
Enlenspiegla krążyły istotnie na ziemi polskiej takie powia- 
stki, jakie następnie o Sowizrzale opowiadano. Albowiem 
eo ów niby niemiecki błazen wypłatał mleczarkom berliń- 
skim, toz samo uczynił wrocławskim Bolko IL czyli Bole- 
sław Piastowicz Książę na Ziembicy, r. 1341 zmarły (i). 
Nie dowiodę ja tego, ze Sowizrzał zył przed Eulenspie- 
glem, ale tez i krytyk nie okaże, iz drugi starszy: jest od 
pierwszego: możemy tylko uprawdopodobnić, iz obadwaj 
są starzy, iz jeden mógł zrodzić drugiego, czyli ze Nie- 
miec mógł być odciskiem Sowizrzała, bynajmniej zaś drugi 
pierwszego. Obadwaj bowiem noszą nazwisko złożone (2), 
a nie pojedyncze, co na nowość wskazuje, dowodząc iz 
obadwaj uzyskali takowe, gdy się język na gramatyczne 
naginał kształty; co mogło mieć miejsce wczasach niepa- 

(1) Stenzel script. rer. Sllesiacar. I. 123. 

(2) Ettlen-Spiegel, Sowi-zrzał, od Euie^ sowa, Spiegel^ zrzał. 
od %rieti^ patrzeć. 



227 

miętnycb, gdyż odwiecznie istniały wyrazy owe w niemie- 
ckim i słowiańskim języku (1); a mogło tez nastąpić pó- 
źniej. Ten zaś bez wątpienia naród nazwał pierwszy wy- 
razami owemi swojego błazna, który miał takowego w po- 
środku siebie. Urodził się zaś Sowizrzał na słowiańskiej 
ziemi, wprawdzie zniemczonej, lecz w naturze swojej nie- 
odmienionej. Człowiek bowiem zbiorowy czyli naród, nie 
jest mocen przyjąć innego usposobienia nad to, którego za- 
ród otrzymał od Boga, razem z tym węzłem to warzy skim, 
który go zrobił narodem, a który rozwinięty został pod 
opieką Boga. Mozę się przelać w bryłę innego narodu, mo- 
że przyjąć jego język, a nawet i zwyczaje, i tak obumrzeć 
dla swojej narodowości: wszelako człowiek taki, nawet ^ 
i po swojej politycznej śmierci, czyli po wynarodowienia 
się, zachowa zawsze cóś takiego, co na sam rzut oka po- 
każe, iz on nie był tem pierwotnie, czem jest teraz, ze 
inny jego początek, niż ten, jaki ma naród, w którego się 
przelał bryłę. Takim odmiennym od Niemców narodem po- 
kazują się być zniemczeni Słowianie. Ci zaś, w najodleglej- 
szych juz czasach, miewali dowcipnych kuglarzy^ wesołych 
i rubasznych jak Sowizrzał, umiejętnych i zręcznych jak 
Twardowsld. Dziś nawet mają w pośród siebie wieiu ludzi' 
do pierwszego typu zupełnie podobnych; gdy przeciwnie 
u Niemców nie bywały takie typy narodowe, lecz nastro- 
jone, nadprzyrodzone, krótko mówiąc wyjątkowe, a by- 
najmniej ogólne. A więc wątpić nawet nie można o tem, ie 
ów błazen był wynildem życia i towarzyskich stosunków 
polskiego ludu; gdy nie jednego podobnie jak on z cicha 

(1) Porównaj Adeluoga^ Mikiosicza, pod temi wyrazami. 



228 

ftanta, nie jednego, jak się nasz lud wyraża, mądrego głu- 
ptasa, pokazują słowiańskie klechdy, (gdy przeciwnie nie- 
mieckie samego tylko Eulenspiegla ukazać mogą), który 
z przyrodzonym swym a chłopskim umem głęboki parając 
rozum, wybornie nim uczoność i książkową podchwytywać 
umie mądrość, który się zna wyśmienicie na sztukach lisich, 
wie kogo i jak niemi podejść; który chłopskim dowcipem, 
wytworną raźnie pokonywając dworskość, zdrowe nauki 
w sercach snadnie zaszczepia przez to, że głupowato-ro- 
zumną swoją prostotą łatwo ludziom do przekonania tra- 
fia. Jeszcze raz zastanowię się nad tem, stosunek naszej 
literatury do niemieckiej, w drugim tomie tego dzieła roz- 
ważając, przy czćm powołam się na historyą literatury nie- 
mieckiej najnowszą, gdzie toż samo co ja mówię, o Sowiz- 
rzale stoi. 

Do popularnych a wesołych istot Sowizrzałowego ty- 
pu, przyczepiono również narodowych, ale po cudzoziem- 
sku wykony wających swą sztukę kuglarzy. Takim był Żitek 
Sowizrzała (bo i w Pradze bywał ten błazen) uczony na- 
stępca, który, około r. 1393, bawił Czechów zadziwiające- 
mi, na sposób Boska wykonywanemi, sztukami (1). Takim 
Twardowski, który Polaków pinetowskiemi zabawiał sztu- 
kami. Obadwąj uzyskali od swoich ziomków przydomki 
czarodziejów. Nie dopiero la życia tych kuglarzy, lecz da- 
wno już przed tem, znane było u nas czarodziejstwo, które 
opowszechniwszy się prędko w polskim narodzie, (bona 
pulchnej ziemi naszej wszystko przyjmowało się i przyjmu- 
je snadnie), stało się, (jak wyżej za Sarnickim powtórzyli- 

(1) IB. Maleho Bachorky U. 66. nstpn. 



229 

śmy) alubioną krakowskich mieszczan zabawą; które 
zostawszy przedmiotem głębokich zaciekań uczonych mi- 
strzów krakowskiej wszechnicy, miało swoje u zgołociałćj 
szlachty poważanie przez to, iz dawało nadzieję zbogace- 
nia się łatwo, bez wielkich na to wysileń i trudów. U Sło- 
wian bowiem, gorliwych czcicieli przyrodzenia, znaleźli się 
wkrótce ludzie osobną kastę mędrców stanowiący, którzy 
wmówiwszy w siebie i w drugich, ze mają moc zaklinania 
i odklinania nieba i ziemi, słynęli pod nazwą Magów, 
Włchów, Czarnoksiężników. Same nazwiska te będąc obce(l) 
tudzież złożone (2), pokazują, że mniemaną ową mądrość 
na rodzimej, jak się rzekło, powstałą ziemi, w obce ubrano 
kształty, czyli że po obcemu ubrano ją w szatę nauki: że 
tego, który ją, iż się tak wyrażę, transcendentalnie czyli 
naukowo (t. j. przy pomocy ksiąg) wykształcał i praktyko- 
wał, czarnoksiężnikiem, tego zaś, który sposobem dostę- . 
pnym wykonywał ją, ( z przedmiotów przyrodzenia moc 
nadprzyrodzoną wyciskać umiejąc), czarodziejem (3) mia- 
nowano. Łączył wsobieobiedwie sztuki Sowizrzał; z chłop- 
skim rozumem jednoczył czarodziejstwo, jak dotąd polscy, 
za lekarzów uchodzący chłppi; jednoczył i czarnoksięstwo, 
bo się zajmował naukami, i sztukami durzył. Nic więc na- 
turalniejszego nie zdawało się nad to, jak przenieść wszy- 
stkie przymioty te na człowieka, który więcćj niż jaki 
inny czarnoksiężnik wsławił się w XV wieku, i który 

(1) Magami nuywhW się Bogumiłowie^ Yf/«/ są italscy Celto- 
wie, Eutymiusz 35. Pierw, dzieje 149. 

(2) C%anw'księ%nik^ pierwotne dzieje 475. 

(3) Sztuki, c%af% działającym, porównaj Hikl. p. w. c%ari. 



230 



dawno juz, a Hiewiadomo kiedy rzeczywiście, zmarłego 
Sowizrzaia zdawał się zajmować miejsce]; jadł, pił i ku- 
glował lepiej od swojego poprzednika; co równie o cze- 
skim, jak i polskim czarodzieju, naprzód szlacheckie, na- 
stępnie zaś ludowe, podały gadki. 

Nie zył juz drugi za panowania w Polsce Zygmunta 
Starego, wtedy bowiem prostaka Dworzanina podszedł wła- 
sny kolega sztuką Sowizrzała, przyczepiwszy ją do zmar- 
łego juz Twardowskiego, którego się uczniem byc mienił. 
Pod swojem atoii mianem słynął polski czarnoksiężnik 
wwyzszym tylko publiczności kole: gmin nie znał go na- 
przód i snadź poznał dopiero później, znudziwszy się sta- 
rym Sowizrzałem, i ku nowemu a szlacheckiemu, ze się 
tak wyrażę, Sowizrzałowi serce skłoniwszy. Mamy bowiem 
historyą Sowizrzała nowo w drugiej połowie XVI wieku 
drukowaną (1), i z tegoż wieku nowszy przedruk tej książ- 
ki posiadamy (dawniejsze druki istniały, lecz się dotąd nie 
wynalalazły): mamy takowyzdruk po roku 1621 zrobiony 
(2); nakoniec mamy druk inny bez miejsca i roku, i znowu 
inny bez miejsca i roku ogłoszony (3j: co dowodzi, jak 
Sowizrzała chętnie czytywał lud polski, gdy historyą o nim 
tylekroć drukowano. O Twardowskim przeciwnie żadne 
dziełko nie wyszło; zkąd czynimy wniosek, ze gdy się nim 
nie zabawiał lud, przeto go też mało znać musiał w XVI 

(1) P. Neumann twierdzi, (miałze mu lak mylnie o t^m donieść 
P. Hanusz?) ze w XVII wieku drukowano ją; na jakiej zasadzie? 

(2) Pokazuje : slf to z wyjątków, które do historyl Sowiz^za^o- 
w^j, z Jagodyńskiego Dworzanek w Krakowie 1617 roku wydanych, 
weszły. 

(3) Porównaj przypis. 1. do tego artykuło. 



231 

wieku: chociai znać go był powinien, gdyż imię Twardo- 
wskiego jest dawne, którem się polska mianowała szlachta 
(1). Ze zaś czarnoksiężnika Twardowskiego dopiero w X\1L 
istotnie poznał stoleciu, na to wskazuje sama przez lud 
utworzona o nim klechda, która, według tego, jak nam ją 
P. Wójcicki przedstawił (2), poczyna się w przestworze 
XVU wieku, i następnie, a co raz niżej idąc, zachodzi w wiek 
XV., odtąd zaś, według ludowych opowieści, ciągnie się 
w zakres XIV wieku, a może i dalej idzie. Tak zwykle 
tworzył lud historyczne klechdy, mięsziu^c i gmatwając 
historyą, i nic w niej az do imienia (jak w klechdzie o Ma- 
deju) historycznego nie zostawiając. I tak odmłodzenie 
Twardowskiego opowiadać zacząwszy lud po r. 1635 (3), 
klecił odtąd resztę klechdy, az całą, niewiadomo kiedy 
uklecił. Tyle pewno, ze dopiero r. 1623 podał Possel (4) 
będące snadź około r. 1570. 1551 w obiegu u polskiego 
narodu pogadanki o Tw ardowskim (jak w Bydgoszczy pod- 
szedł marnotrawcę szlachcica, jak Zygmuntowi Angustowi 
pokazywał cień Barbar)' Królowej) (5), ze za Zygmunta 

(1) W dyplomatach biskupstwa poznańskiego, które z rękopisów 
dawnych zebrał Mateusz Zymchanowski (czytałem !ten zbiór w ar- 
chiwum Kapituły poznańskiej r. 1848) występuje pod rokiem 1441. 
Twardowski Kanonik poznański. 

(2) Juz to w klechdach I. 182. nstpn., juz gdzieindziej, (zkąd Avy- 
jął rzecz P. Siemieński: Podania i legendy 150. nstpn.): podług niego 
klechdę rzeczoną rozbieramy. 

(3) Porównaj przypis. 2. do tego artykułu. 

(4) Porównaj takowyz przypis. 3. 

(5) Porównaj wyz^j na stronicy 79, przywiedzionego Sarnickie- 
go, tudzież przekład (aczkolwiek nie zupełnie wierny, jak się o tern, 



232 

• 

Starego (1506 — 1548) żyli uczniowie czarnoksiężnika, 
i świadczyli o tem, ze niegdyś, a więc w XV wieku, publi- 
cznie wykładano w Krakowie czarnoksięską sztukę. Az do 
tego więc czasu doprowadzić da się istnienie Twardowskie- 
go; tu jest początek klechdy, dalsze zaś na tle history- 
cznem osnowanie jej r. 1635 dosięga. Co jest po za tym 
czasem, przechodzi w sferę niepewności. Według wszel- 
kiego podobieństwa, dopiero wtedy osnowano całość klech- 
dy, gdy z rzeczy wistej stał się poetyczną osobą czarno- 
księżnik. Wtedy to utworzył o nim klechdę lud polski, 
wziąwszy na to wątek, częścią z owych, latami przez nas 
oznaczonych pogadanek, częścią z opowiadań, które z za- 
granicy dostały się do Polski (zaklęcie czarta i danie mu 
cerograflu, umowa zawierana z nim i t. p.)^ częścią z opo- 
wiadań jezuickich o księgach ogromnych Twardowskiego 
(1), częścią z wieści biegającej o serbskim Aniele Kuterno- 
dze, częścią zkądinąd; o czem, a mianowicie tez o mniema- 
nym czarnoksiężnika zw ierciedle w Węgro wcu, nic pewnego 
nie wiemy (2). To wszakże nie ulega żadnej wątpliwości, 

rękopis w bibl. Załuskich z tłumaczeniem polskićm porównywając, 
przekonałem) dwóch ustępów z Possała historyi, przez Fr. Siarczyń- 
skiego w Czasopisie lwowskim zrobiony. 

(1) R. 1620 według Siarczyńskiego (w Czasopisie lwowskim r. 
1829 str. 29. nstpo.), r. 1640 według Muczkowskiego (Mieszkania 
I postępowanie uczniów krakowskich, w Krakowie 1842. Porów. 27). 

(2) O zaprzedawaniu duszy djabłu bajali Niemcy w VI juz wieku, 
pienv. dzieje 474. ' nstpn. O zapisywaniu czartowi tego o czćm się 
nie wiedziało ze istnieje, bajali Łuzycanie (u Smoljera II. 176. nstp), 
Czesi (Maleho Bachorky II. 29. nstpn), Prussacy (Tettau und Temme 
Yolkssagen Ostpreuss. 177). 



233 

ze wszystko co się o Twardowskim nie da stwierdzić hi- 
storycznie, i co się zda być utworem wyobraźni lądu, ro- 
dzime jest i na polskiej powstało ziemi W tej pięknćj bo* 
wiem iataninie dawności z nowością, zastanawia charakter 
polski czarnoksiężnika, cudnie i praktycznie według ludu 
w>obraźni skreślony. Bogobojność, dobro powszechne, fi- 
glarność, miał na celu ten, według nas* odrodzony Sowiz- 
rżał. Po swojemu, t j. anachronicznie, . o tern prawiąc lud, 
powiedział: ze Godzinki do matki boskiej, ze Kantyczki, 
. które na cześć Maryi i Jezusa ułożył, wybawiły Twardo- 
wskiego od śmierci (1), aczkolwiek, juz na kilka wieków 
przed tem znano te pieśni. Twierdził tez, ze dobro powsze- 
chne miał na celu czarnoksiężnik, gdyż leczył chorych, gdyż 
czart na rozkaz jego stawiał groble nad Wisłą, zakładał ko- 
palnie srebra, kamienie z miejsca na miejsce przenosił, stawy 
kopał. Utrzymywał wreszcie źejlubo figlarzem on był i zaba- 
wnickin), nigdy przecież nie przekroczył granic przyzwoito- 
ści, by przez to nie splamić szlacheckiej sławy. Zgoła nie 
używał czarta do posług by ludziom szkodzie, lecz tylko 
k'woli rozrywki. Jeździł przy jego pomocy na malowanym 
koniu, na kogucie, latał w powietrzu bez skrzydeł, pływał 
z swoją kochanką po Wiśle wstecz wody, nie używając wio- 
sła i żagli. Chociaż zaś psotował nie raz z cudzą szkodą 
(szkłami zapalał wsie o tysiąc mil odległe, suknie kobie- 
tom o sto kroków palił), jednakże nie musiały wynikać 

(1) R. 1105 mówi Galus 189. ze Bolesław Krzywousty ofBciun^ 
Sancte Marie fieri instituit, quod postea usu pro deyocione retinuit 
Godzinki do matki boskićj mieli Czesi juz w XIV wieku, o czćm się 
w drugim zwrocie powie. 

TlirnWU. POŁS. T. X. ^^ 



2S4 

ztąd jakowe nieszczęścia dla kraju, gdy zawsz€ miłe on 
miał wspomnienie ułuda. Według jego przekonania, Twar- 
dowski wszystkie swoje kroki stawiał rozważnie przez to, 
2e miał rozum chłopski, a serce szlacheckie. Co właśnie 
przyczyną być miało, iz kierując ?ię owym rozumem 
mądrze, nie garnął skarbów po szatańsku, czyli do siebie 
tylko, lecz i drugim używać dawał co czart przysporzył; 
ze nie postępował sobie po chłopsku, by oszukać djabła, 
lecz źywem uczuciem honoru powodowany, dotrzymał mu 
danego słowa, dawszy się porwać czartowi i unieść w po- 
wietrze. Wszelako i tu nie odstąpiła go szlachecka odwaga, 
nie opuścił chłopski rozum. Ukorzył się przed Bogiem, i za 
przyczynieniem się Bogarodzicy (1) nie tylko uszedł sza- 
tańskich szponów, lecz nawet uzyskał żywot wieczny. Wpra- 
wdzie pędził on i dotąd go pędzi w katuszach, wisząc w po- 
wietrzu ai do dnia sądnego, lecz błogo mu że wisi nad ro- 
dnnną ziemią, ze z obłoków na nią patrzy, i jest wszelkiej 
jaka ją spotyka uczestnikiem doli, (wszak i w piekle, byle 
na swojej ziemi, błogo jest, mawiał chłopek polski); zwła<^ 
SBCza gdy wierny sługa, który mu dopomógł do odmłodnie- 
ma, (członki jego posiekawszy, i posiekane przechowawszy), 
a którego on, ażeby tajemnicy nie zdradził, w pająka za- 
mieniwszy, ma zawsze przy sobie, dzieli z swym mistrzem 
nadpowietrzne mieszkanie: zkąd kiedy niekiedy spuszcza się 
po pajęczynie na ziemię, i tu nowinek nazbierawszy, zno- 
wu po takowej przylazłszy, szepcze Twardowskiemu do 
otba co się w Polsce dzieje. 

(1) Pler>v. dzieje 475. 



236 

Po takim wywodzie rzeczy łatwo odgadnąć, co o kry- 
tyce P. Neumana rozumieć mamy. Nie znając on polskiej 
narodowości, mógł tak o Sowizrzale i Twardowskim, dru- 
gim jakoby za życia i po śmierci Fauście, powiedzieć jak po- 
wiedział (!)• Ile Niemiec marzył i psotował z cudzą bobli^ 
żaiego szkodą, tyle Polak działał dla rozrywki i kuglował; 
nieśmiertelności nie pragnął, cerografów nie pisał, do piekła 
nie poszedł (nikt albowiem nie utrzymywał tego o Twardow*r 
skim powszechnie), nadprzyrodzenie nic nie czynił, (szkła 
optyczne stawiają na to dowód); a mimo to za czarnoksię* 
znika uchodził, gdyż sama sztuka którą wykonywał, zda* 
wała się coś mieć nadprzyrodzonego w oczach tych, którzy 
o Witelionie i Alchimikach nic nie wiedzieli; w oczach zaś 
znawców (miała ich Polska wielu w XV X\I wieku) posza* 
nowanie zjednywała temu, który ją w tak wysokim posia- 
dał stopniu, i który głęboką naukę z głęboką łączył reli- 
gijnością, korząc się przed Chrystusem Panem i boską ro- 
dzicielką. 

Uderzającą jest rzeczą, ze największe przy schyłku śre- 
dnich wieków, pokazujące się w Europie matematyczne gło- 
wy, dają się spostrzegać w Czechach i w Polsce, dwóch sło- 
wiańskich krajach, które dwom Kopernikom, ojcu i syno- 
wi (2), dały życie: ze jeszcze Marcin Luter miał Polaka 

(1) P# Wiszniewski IV. 131. bezdowodnie powiedział,, ze Faust 
był podobno Polakfem, i ze nie masz żadnego na to dowodu, ze nic 
był Twardowskim". Lecz, jak to w drogim tego dzieła powiemy to- 
mie ^stosunek naszej literatury do niemieckiej rozważając], miała się 
ta rzecz wcale inaczej. 

(2) Jak to gruntownie P. Adr. Krzyżanowski (Dawna Polska, patrz 
rejestr,) dowiódł. 



236 

pewnego o czarodziejstwo w porozumienin (1): zkąd oczy- 
wisty dowód, ze Polska była wówczas znana w Earopie 
z mężów matematyce! magii oddających się wielce. Wszyst- 
ko co o Twardowskim słyszano , mianowicie tez 'wesoły 
humor, zjednały mu wielkie wzięcie u ludu, zrobiwszy na 
nim takiei, co przygody Madeja wrażenie. Co znowu było 
powodem, ze na wzór klechdy o Twardowskim i o ulubio- 
nym sobie Sowizrzale opowiadaną, klecił lud nowe baśnie, 
mieszając je z gadkami o czarownikach i czarownicach, ale 
tak niezgrabnii;, iz na sam rzut oka widać, ie powiastki te 
mogły się były obejść bez czarów , a jednakże dostarczyć 
wiele wątku do iartów i zabawy. Dziwnie przypięto do ba- 
śni tych dawne legendy i klechdy, i tak uklecono powieść, 
którą pod napisem Pan Kożuszek w zbiorze p. Balińskiego 
czytamy. Utworzono ją bezwątpienia z pomieszania Sowiz- 
rzałowej osoby z klechdami przywoźnemi i swojskiemi, a 
znajdującemi się w zbiorze P. Wójcickiego pod napisem: Pie- 
czary w czarnej górze (2), Madeja Twardowski, nakoniec 
z bajek o olbrzymach, karłach, czarownicach, koniu Rada- 
gasta i t p. 

Pociesznie jest czytać, jak bogaty pan Kożuszek jeździł 
i^bie piechotą, galopując między sługami, z których jeden 
woźnicę, a drugi lokaja udawał: a ciekawość bierze dowie- 
dzieć się, co to był za jeden ów człowiek na łokieć wyso- 
ki , z trzyłokcipwą siwą brodą , z ogromnym przy boku 
mieczem i jasno palącą się pochodnią, którego poznał Pan 

(1) Kopitara Hesychii glossographi discipulus, Yindobonae 1840. 
Porównaj 33. 

(2) Obca klechda o pieczarach w Schwarzenwald, Kraszewsk. 
Studia 96.* 



237 

Kożuszek w locha głębokim, spuściwszy się tam W koszu 
po sznurze. Dziwaczny ten obraz przypomina karłów, któ- 
rzy spuszczonego do siebie po sznurze chłopca bogactwami 
(według pomorskich i pruskich klechd) obdarzyh*. Zapyta* 
nia czynione do skały i ze skały , przypominają cudowne 
odmykanie się i zamykanie jaskini czarno-górskiój , a roz- 
mowa baby z bohatyrem tej klechdy, przywodzi na pamięć 
szumne po Krakowie przejażdżki Twardowskiego , tudzie£ 
miłosierdzie okazywane przechodniom przez Madejową ma- 
tkę. Twardowskigo sławne verbum nobile, wielką gra rolę 
w tej klechdzie: szanował je krwiożerczy zbójca, i dotrzy- 
mał co przyobiecał. 

Przysługa wyrządzona przez babę Kożuszkowi, gdy 
leżał na drodze bez duszy, podarunek uczyniony mu z ko- 
nia ze srebrną i brylantową grzywą, przypominają podo- 
bnez przysługi wyświadczane (podług inszych klechd) lu- 
dziom, przez zwierzęta przychylne śmiertelnikowi, miano- 
wicie przez lisy i wilki (1); a koń z kosztowną grzywą, 
wiedzie na pamięć rumaka Radagasto wego. Rycerza wszak- 
że ubrał gmin w świetne szaty, po cudzoziemsku. Włosy 
w siwej brodzie olbrzyma silne jak u Samsona, i ukrycie 
przed okiem śmiertelnika zwłok baby, przywodzą na pa- 
mięć klechdę o mieczu zwyćięzkim, tudzież śmierć Sowiz- 
rzała. Raz złożony w grobie nie wstawał on z martwych, 
jak Twardowski, który nie umierał, lecz zył i dotąd żyje. 
Mając on zawsze podostatkiem pieniędzy, włóczył się po 
kraju, z gminem chętnie przestawał, a nawet uczty mu wy- 
prawiał. 

(1) Cudownym olejkiem przywracały one życie umarłym. 



2n 

Klechdzie tej ani sprostała druga pod napisem Ktam-^ 
stwa nadkiam$twami, znajdująca się w tymże zbiorze. Jest 
ona najświeższa , i dotąd powtarzaną bywa od wykształ- 
ceńszej klassy narodu. Mnie samemu opowiadał ją przed 
czterdziestu laty zmarły mój ojczym. Oczywiście utworzo- 
no ją na podobieństwo żartów, któremi zabawiano się u nas 
w XVI, XVII wieku, a któremi nie dawno temu, lubił się po- 
pisywać sławny nasz panie kochanku Radziwił Książę. 

yy, Mifszane klechdy. 

Oprócz usnutych na tle narodowem klechd, jest nie ma^ 
ły szereg inszych obcego początku, które; przypadłszy do 
smaku naszemu ludowi, rozlicznie przeistoczyły się, daw- 
szy nawet wątek do utworu niektórych pieśni gminnych. 
Z tych najstarsze, bo starożytnych Greków, bo powszech- 
ni) wschodnich ludów kjechdowości sięgające wieków, po- 
wiastki, są dwie: o wytryskaniu krwi , o przedzierzganio 
się osób w zwierzęta. Bajając starożytni Grecy o przemia- 
nie ludzi w drzewa (1), bajali i o tem, jak zrywane z tych- 
ie drzew gałęzie i liście tryskały krwią, będąc niby człon- 
kami i włosami przeistoczonej w drzewo lub krzewinę 
osoby. Bajka ta od Rzymian i Niemców powtarzana, zjedno* 
czyła się w powszechnej u Słowian klechdzie o piszczał* 
ce(2), a nawet zrodziła pieśni gminne, w których umarM 
odzywają się z grobu do żyjących (3). W kronikach nie* 

(1) Porównaj uwag! Heinego do Wirgiliusza Eneidy III. 22 . 
nstpn. 

(2) Wójcick. klechdy II. 15. 

(3) Grób, w pieśniach Wójcick. I. 56. 



23« 

mieckich spisanych w X wieku czytamy, ze oznaką śmierci, 
tudzież spodziewanej wojny, bywała krew wytr>'6ki]ji|ca(l). 
Krew tez pryskała z eukni i ciała zabitego człowieka , je- 
żeli się pokazało, ze niewinnie został zgładzony ze świa- 
ta (2). Opowiadali Słowianie o piszczałce krwią troskają- 
cej, z czem pomieszano u nas przygody dziewicy awiezionćj 
przez upiora kochanka, (z piosnki, litewskiego, jak mnie- 
mam, pochodzenia) i utworzoną klechdę o węiu sklejone 
z nią (3), a nakoniec przyczepiono do niej powieść (4) 
o innej piszczałce , wywołującej do tańca wszelkie żywe 
i nieżywe istoty. Równie lez klechda o potępionej i o 
wężu , sklejona jest z piosnek i opowieści różnych. Sta- 
rodawna pieśń o posadzeniu liliowego kwiecia na gro- 
bie zamordowanego męża, tudzież pieśń w ułamku nam za- 
chowana o dziewicy którą martwieć kochanek uwiózł, i in- 
sze dodatki jeszcze, dostarczyły wątku aa utworzenie tej 

klechdy. Nawet słowa zachowano piosnki: 

» 

Siadaj na koii dziewczyno, 
Siadaj przy mnie jedyna. 
B(K^ pnsyrżieklaś być moja. 

Weszły W powieść i różne a obce dziw>', jako to: kłębek 
nici, po którym dochodzono śladu złoczyńcy; olejek wskrze- 
szający umarłych; czarodziejskie koło kredą trzech Króli 
określane (które przestąpić bały się widma, djabły i cza- 

(1) Vivarium usque in mediam dlem apparuit sanguineum, et post 
Tiridl colore est variatum, Ditmar u Pertz V. 837. 858. 

(2) Tamże 858: Hincmari RemcDsis ano. u Pertz L 458. 
(di) W zbiorze P. Balińskiego Potępiona, Wąl, 

(4) Joneky w klechdach WTtjcick. L 02. nstpn. 



240 

równice (1); nakoniec dziad rudobrody, powierzchowno- 
ścią samą okazujący, ze jest nic dobrego, a to podług owej 
przypowieści ludu .ryz, zyz, kuternoga, jeśli co pocziwego, 
wielka chwała Pana Boga". Zgoła jak insze klechdy, tak 
i ta, jest piosnek i powieści gminnych mieszaniną. Pieśń 
tez litewska o wężu, z piosnką o grającej i krwią tryska- 
jącej fiu&i'ce, z przygodami zaczarowanej Meluzyny pomie- 
szana, przebya się widoczbie w tej klechdzie. Jakaż gma- 
twanina myśli i wyobrażeń! 

Bajali Grecy o córce żarłocznego Eresychtona, która 
darem Neptuna zamienić się umiejąc w postacie zwierząt, 
sprzedawana była przez ojca, to jako klacz, to jako kro- 
wa i t. d. (2), i po sprzedaży wracała znowu do postaci 
ludzkiej. Bajano u Niemców w YIII wieku (3), jak diabeł 
przedzierzgniony w konia sprzedany został przez człowie- 
ka, i znowu do postaci dawnćj powrócił. Ztąd powstała 
klechda o czarowniku i uczniu jego (4), przeistoczona z po- 
dano czarownikach, powtarzanych po całej Polsce, tudzież 
przerobiona z sławnej klechdy o Twardowskim czarowni- 
ku. Dotąd powtarza gmin meklenburskf bajki o nauce czar- 
noksięskiej (5), a gmin łużycki o czarowniku nazwiskiem 
Pamfut. Prawi, jak polskimi wołami oborywał on brzeg 
rzeki, by, ruszywszy ją z właściwego koryta, inny jej na- 

(1) Porównaj artykuł nizćj pod tytułem Thesaums magicus 
nmieszczony. 

(2) Ovid. Metamorphos. Vni. w. 873. 

(3) Monachl sangallens. gęsta Karoli M. u Pertz II. 742. 

(4) U Wójcick. n. 25. 

(5) Jahresbericht, w roczniku Hek|jsnb. V. 74. 



241 

dat kierunek (1). Tenże prawirózne wieści o Chrobacie cza* 
równiku^ który był nader nabożny, i dziwne płatał sztoki 
(2). Toź samo powtarzano i u nas o Twardowskim , około 
Krakowa (w dawnej Cbrobacyi ) przesiadającym głównie 
W ósmym wieku po Cbr. bajano nad Łabą o niewia- 
stach wyjmujących serca ludziom (3), co zostaje w związku 
z Uechdą polską o zajęczem sercu (4). W klechdzie ..Trz^ 
bracia" umieszczona powieść „o pannie czeszącej złote 
i srebrne włosy", przypomina Rusałki czeszące zielone swe 
warkoae: w Idechdzie ,,Gołąbek" wspomnione złote jabł* 
ka y które się zerwać nie dały , przywodzą na pamięć Tan* 
tala męki, podania niemieckich ludów o chorobach (5), 
i klechdę „skowronek": nakoniec bajka »o trzech braciachi 
dwóch mądrych a trzecim głupim(6)' (który wiedział o ten, 
gdzie rosną barany z rogami złotemi, umiał zręcznie kuch- 
cikować i. t p.) klechdę ,jL08załkl, opałki" w rozlicznych 
jej przeistoczeniach (7), przypominają. Urocze oczy, pię- 
przez P.Wójcickiego w jednej opisane klechdzie, grec** 



(1) Graeye 02. 

(2) Podług ustnego opowiadania mi przez P. Smoljera wydawcf 
pies'Qi łuzyckicb. 

(3) De eo quod credunt quia femine lunam comendet (tak), quod 
possint corda homlnum tollere juxta paganos, u Pertz III. 20. 

(4) U WójcicL I. 73. 

(5) Grimm Deutsche Mytholog. Wyd. I. 668. 

(6) U wszystkich Słowian znana jest ta klechda. I Heklenbur- 
czycy ją znają. Jahrb. V. 95. Hans und der Kalbskopf^ u Kuhn 
270. der dumme Michel. 

(7) Przyjaciel ludu r. 1848, 38. nstpn. Halebo Bachorky II. 89. 
nstpn. 



nśmiir. połs. Tt i. 



31 



242 

kich i rzymskich sięgają czasów (1). U Niemców upowsze- 
chniony ten przesąd (2j dostał się i nam w udziale. 

Bajki o szklannej górze, o bracie i siostrze, (meklen- 
burska prawi o ojca który chciał swoje córkę pojąć za 
zonę), o gadających rybach, rakach, zwierzętach, tudzież 
bajdy o zaginionem i odszukiwanem rodzeństwie^ o Księ- 
żniczce która poszła w służbę za pomy waczkę, o siedmio- 
milowych trzewikach, o baranie który sypał z siebie czer- 
wone złote, o obrusie, któi7m nakryty stół, zastawiał się 
sam potrawami (3); utworzone są z późniejszych podań 
o Banialuce, tudzież o Oświecimach w Krośnie (4). 

Stare z myśli, a nowe z układu, są następiuące klech- 
dy (5): o zakopanych pieniądzach (6), o kociełku pienię- 
dzy ukrytym pod drzewem które obalono , o złotym pta- 
szku. Ta szczególnićj klechda zastanawia. Tło jej narodo- 
we, a przygody częścią z wyobrażeń pogańskich, częścią 
z pisma ś. starego zakonu, częścią z obcych ukiecone są 
podań. Syn dobry nie chce splamić ust kłamstwem, i nara- 
zony jest na różne cierpienia przez złość czarownicy. Na- 
zbijawszy dużo pieniędzy osiadł on w jednem mieście, żył 
jakby największy pan, jadł, pił, o niczem nie myślał. Śpią- 
cemu rozpłatała brzuch czarownica, i wyjęła złotego ptasz- 

(1) YirgU. bucol. III. 103. 

(2) Grimm Deutsche Mytholog. Wyd. I. 260. 624. 

(3) Kuhn 119, 246, 273, 282. Wójcick. klechdy II. 21, 53. nstpn. 
Maleho Bachorky II. 89. nstpn. 

(4) Przyjaciel ludu z r. 1838, 139. JahrbUcher II. 84. Aschen- 
pOsier. 

(5) W zbiorze P. Balińskiego marj/^ postronek, j}r%eznaćzenie. 

(6) Polska pod względem obycz. i zwyczajów I. 108. 



243 

ka, co mu dostarczał pieniędzy. Szkaradaica tA, własnego 
nawet męża, który jej przeszkadzał w czarach, przedzierz- 
gnęła w niedźwiedzia; lecz przecież sztuką własną prze- 
dzierzgnął się i on w człeka, i odtąd trudnił się chodowa* 
niem cudownych ziół, i niczem być nie chciał przez całe 
życie, jak tylko ogrodnikiem. Zła czarownica odebrała za- 
służoną karę: przedzierzgniona w klacz, sprzedana została 
Tatarom. Aż dotąd zgodnie z wyobrażeniami miejscowemi 
prawiła klechda, lecz reszta je) treści: o podłożeniu ; psa 
i kota położnicy, a puszczeniu jej dziecięcia na rzekę w ko- 
szyku, o złotym ptaszku, co złote jajka i^nosił i dukaty 
kładł pod poduszkę temu, który zjadł jego łebek i żołą- 
dek, o wyborze na Króla tego, któremuby ptaszyna usiadł 
na ramieniu, i t. p., ma swoje zasadę w przesądach niemie- 
ckich, i w opowiadaniach o ś. Genowefie, na co szczególnićj 
zgorzelicka wskazuje klechda (1). Humorystyką też od- 
znacza się klechda o Twardowskim, i kolorytem jej są po- 
wleczone wszystkie, bądź jbędące same w sobie, bądź z le- 
gendami pomieszane klechdy. Czysto humorystyczna jest 
jedna tylko (2), zupełnie w guście Mikołaja Reja opowie- 
dziana, (3) która snadź nie od ludu wyszła, lecz utworzo- 
na dla niego została. 

Najnowszego układu są klechdy w zbiorze P. Balińskie- 
go samopas chodzące, a umieszczone pod napisami Maciej 
Pyta, Pieniądze; utworzono je z powszechnie znanych po- 

(1) U Kuhn 286. nstpn. 

(2) U BaUńskiego Twarti królewska. 

(3) Porównaj rozmowę jego z chłopem w okolicy Krosna, w Sta- 
rozytn. Ambr. Grabowsidego w tomie I. umieszczoną. 



mmmm^^^nO^^^^ 



244 

wieści: o chłopie co Królem został (1), o trzecłi podró- 
inych którzy skarb znaleźli, o mądrym chłopie. Nowo tez 
otworzoną a obcego wątku jest klechda w zbiorze P. Baliń- 
skiego pod napisem „zwierciadło," którą również z podań 
o życiu ś. Genowefy i o Twardowskim uklecono, pociągną- 
wszy obraz kolorytem narodowym. Strojnisia matka prze- 
gląda się w zwierciedle cudownem, przy pomocy czarowni- 
cy. Ma ona tyle tylko mocy, ile jej udzieli czart, płata 
zbrodnie używając do tego pierścienia. Wreszcie tłucze 
zwierciadło, nawrócona będąc do cnoty, dobrocią dziewicy 
córki swej, która, choć występną była jej matka, zawsze 
powaiała ją i kochała. I klechda ta ma ai dotąd koloryt 
polski, z klechdy o Twardowskim i mniemań swojskich o 
zabobonach wzięty: lecz co mówi o zabiciu psa w miejsce 
dziewczyny, o szklannej trunnie, o rozszarpaniu czterema 
końmi zbrodniarki, wyjęte jest z podań zagraniczn>ch, któ- 
re w życiu ś. Genowefy, tudzież w romansie o siedmiu 
mędrcach czytamy. 

dS Rsmt oka na hi$ioryc%ny ronwój podań i klechd. 

Czy wyliczone i przez nas rozebrane klechdy są czystą 
igraszką gminnego dowcipu ? czy podobieństwo ich z dzie- 
jami i podaniami jest przypadkowe? i czy rzeczywiście je- 
dna z drugiej powstawała klechda? Nie podobna, ażeby po- 
winowactwo powiastek tych zdarzyć miał przypadek, lub 

(1) Komedya Piotra Baryki, Polska I. 218. nstpn. Meklenbur- 
ska klechda prawi o krawczyku, który za to 2e uwolnił kraj od ol- 
brzyma, i z dzikich a strasznych oczyścił go potworów^ zięciem kró- 
lewskim został. JahrMch. V. 87. der KMne Sekneiderg^seOe. 



245 

ażeby je od siebie wprost lud wymyślii: bo gdyby tak by* 
io, to również niepojętą byłoby rzeczą odgadnąć, dla cze* 
go o nich tak logicznie i cudowno-prawdopodobnie bajai 
i czemu prawił do rzeczy, a nie od rzeczy. Gdy nadto roz- 
ważymy, ze nie śpiewność, ani uczucie jak w piosnkach, 
lecz rozwaga i rozum (dwie umysłowe potęgi pewnego 
ukształcenia umysłowego wymagające, na którem zbywa* 
ło ludowi) paniką w klechdach, przyznamy, ze musiało 
być coś takiego, co kierując w tej mierze chłopskim umem 
wiodło go ku składaniu tego rodzaju powiastek; ze w pe** 
wnym celu, z niejakąś rzeczy znajomością i widokiem na 
przyszłość^ potworzył je; i ze tym sposobem pozostawił 
nam zasób naukowy, który ważniejszym jest dla wiedzy, 
anizelibyś się mógł spodziewać. Nie jeden (mówi głęboko 
myślący Anglik, który się bardzo nad tą zastanawiał rze- 
czą) (1), gardzi małemi piosenkami (niemi zajmuje się li«- 
teratura ludowa), lecz niesłusznie, one bowiem, przysło- 
wiowo mówiąc, najlepiej ci powiedzą^ zkąd wiatr wiąje. 
Czemu, jeżeli nie wierzysz, spróbuj. Rzuć zdziebełko 
w gorę i brylant; tamto, poleci za wiatrem, ten, spadnie na 
ziemię, nie powiedziawszy ci zkąd wieje powietrze. Nie 
raz piosnka, lub inne lekkiej wagi pisemko, prędzty ci od- 
kryje prawdę, niż głębokie poważnych dziejów źrzódło. 
Często lepiej ci wyjawi ducha historyi klechda, często do- 
kładniej stan ludowego usposobienia opowie, niż inne ja- 
kowe pismo. Przypatrz się jej i rozważ ją, a odrazu zga- 
dniesz, gdzie i pod jakim powstała wpływem; czy ją sam 

(1) Seldeni przywiedziony od niego Percy Religuies ofancieni 
englUh poetry^ u Tettan mid Temme Yolksssagen Ostpreussens, 
wpneaowie. 



246 

lud utworzyi sobie, czy od sąsiada lub z dalekich stron 
przejął; czy dosłownie powtórzył ją, lub opowiedział we- 
dług wyrobu własnćj myśli. 

Gmin, każdego bez różnicy narodu, będąc słabym w po- 
częciu, jest silnym w wykonaniu; jeżeli go poprowadzi umie- 
iętna ręka i głowa zamożna w rozum. Bo, nieposiadając 
oświaty, lud albo słabą ma wyobraźnią, albo nawet zadnćj 
nie ma: poddać mu wątek potrzeba, i czuwać nad tem, 
ażeby z niego jak z kłębka wywijał myśli, równo i gładko, 
dopóki się nie oświeci i, o swoich stojąc siłach, sam na 
własną działać nie zacznie rękę. Gdyż inaczej upadnie, 
i albo dziwolągi bez ładu i składu tworzyć będzie, albo 
powtarzać obce marzenia, uderzony ich wybujałością 
i siłą: a tak mimowolnie cudzoziemszczejąc, utraci moc 
rodzimą, wyzuwając się z wyobrażeń narodowych. Dowód 
* na to mamy oczywisty w klechdach ludu niemieckiego. Mało 
którą z nich wymyślił on, lecz z podanego sobie wątku coś 
wysnuł, stworzywszy z postaci niby nową, z rzeczy zaś sa- 
mej starą i oklepaną klechdę. Tworząc swoje nie wchodził 
w to nasz lud, zkąd się wzięła ta lub owa bajda, i kto jest jćj 
bohaterem, czy Król, czy Ksiąię, czy Hrabia, czy Starościc, 
lecz pytał, jaką ona jest, i czy ma moralny cel? a wtedy, 
wjakiej kolwiek postaci pokazała się mu ona, czy w pro- 
stćj mowie, czy w wierszowanej prozie, czy smutna lub po- 
sępna, czy wesoła lub miła, lgnął do klechdy i zawsze 
miał ją na myśli. Nie troszczy się lud o to, Czy prawda, 
czy zmyślenie jest podstawą i treścią powieści: wyszukuje 
jej i pilnie się przysłuchuje, byle się nią zabawić i czegoś 
pożytecznego mógł z niej nauczyć: byle (słowa są P.Baliń- 
skiego w przedmowie do powieści ludu) w ni^ czystość 



247 

serca, czyn szlachetny, rycerskie poświęcenie się , albo nie- 
winne cierpienia, skromność, słowem każda cnota odebrała 
nagrodę; a zbrodnia, fałsz i ka£dy inny występek, srogo 
lecz sprawiedliwie ukarany został. Wszakże nie w obcą 
lecz swojską szatę stroi lud powiastki swoje. Polskie klech- 
dy celują w tym względzie. Nie tylko słowa, lecz wyraże- 
nia się i obrazy narodowe, są po ich tle rozrzucone (1). 
Widzimy, w nich długi przeciąg czasu rokiem i sześciu nie- 
dzielami, podług krajowych praw, oznaczony; grób na cmen- 
tarzu smutnemi ocieniony brzozami; bydlętom mowę (2) 
wwiliąBozego-narodzenia daną, z tą różnicą, ie gdy chrze- 
ścianinem będąc przyznawał to gmin polski zlewanej na ród 
ludzki mocy, przez niebo pod ów czas otwierające się, 
przeciwnie za czasów pogańskich, przypisywał to ta- 
jemnicom przyrodzenia, o których się od mądrych ludzi 
dowiadywał. Zgodnie zdawnemi wyobrażeniami ubierał 
duchy w białe szaty, bo i Wiły stroiły się biało; braci sie- 
dzących na spółku dzielił równo majątkiem, i t. p. A gdy 
niczem inszem, obrazami przynajmniej i wysłowieniem pra- 
wdziwie {narodowem przyozdobił klechdy, piękniej wyra- 
żając się tam, gdzie jakokolwiek ocierał się o oświatę, niz 
tam gdzie tego nie było. Dowód stawiają na to klechdy lu- 
du krakowskiego, piękniejsze od klechd reszty gminu ziem 
polskich. W nich (3) występują organiści z ksiąg przez 
naukę rozumni, w nich żaki oczyszczają księgi z kurzu, 

(1) Wzbierze P. B^inśk, piękne oc%y^ sierota^ ro%mowa by- 
dlątj wianek Helisie postronek. 

(2) Toz Zgorzelczanie u Kuhn. 268. 

(3) Klechdy w zbiorze P. Balińsk. ro%mowa bydląt^ trupia gio- 
wa^ postronek. 



24S 

i czytają je od deski do deski; gołąbki białe niosą w dziob- 
ku palmę kwitnącą, podobnie jak niegdyś z arki Noego wy- 
puszczony gołąb przyniósł zieloną rószczkę, zwiastuna 
ustałej powodzi. Nie tylko romanse, w XVI juz wieku dru- 
kowy wane w Polsce (1), lecz nawet odgłos starożytnej 
literatury obijał się o uszy tutejszego ludu (2). I nic dzi- 
wnego: bo w Krakowie ucząca się młodzież przebiegała 
wsie i miasteczka, przynosząc światło i pod strzechę ubo- 
giego rolnika. Wszelako ziarno (oświaty, powierzone buj- 
nej roli, nie mogło wydać dobrego owocu. Wypuściło ono 
wprawdzie kiełki, ale te rozrosły się w liche zielsko, samą 
postacią okazawszy, ze ręka chodującego tę roślinę gminu 
nie była sposobna do wypielęgnowania jej na wonne kwie- 
cie, lub krzew wspaniały. 



e) Dodatki do rozprawy o zbiorach podań 
i Ideclid, ieli znaczenia^ podziale 

i obrobieniu. 

a. Zdanie P. Łaciana Siemieńskiego o literaturze lodu, 
I o Polsce pod względem obyeiajów i zwyeiajów 

przei nas oplsan^. 

W dziele swem (podania i legendy,) wyżej od nas przy- 
wiedzionym, pięknie powiedział P. Siemieński: ..ze poezya 
kaidego okresu składa się zwykle z dwóch iywiołdw; 

(1) Polska IV. 408. 

(2) Porównaj klechdę pod napisem Zeflr^ gdzie o pałacu w któ- 
rym były komnaty szeroce ciągnące się w cztery końce, a w tych 
śnieżyste posłania, co Przemiany Owidyusza (mettmorplios. U. 1. 
ns^^n. XI. 592. nstpn^) przypomina. 



240 

z szczerej wiary i wyobraźni, człowieka, który wierzy w to, 
co opowiada; i z wiary szczerej ludzi z czystem uczuciem, 
którzy wierzą w to, co im jest opowiadanem: ze w takiem 
znaczeniu poezya wzięta, prawie nie istnieje dziś tylko 
między gminem, który sam jeden jest panem potrzebnych 
do niej warunków, który, acz stoi na najniższym szczeblu 
społeczeństwa, sam jeden przechował nam w swem łonie 
pierwotne objawienie i najdawniejsze trądy cye: ze objawie- 
nie to nie leży w klechdach czyli bajkach, lecz w podaniach, 
które albo trzymają się pewnego miejsca, albo noszą na so- 
bie cechę pewnej rzeczywistości historycznej, lub pocho- 
dzenia z czasów pogańskich; gdy przeciwnie klechda, swo- 
bodną jak wietrzyk, czystą jest igraszką fantazyi, lubując^ 
sobie w pewnych obrazach i przedmiotach, a mianowicie po- 
staciach bohaterskich, do której lud nie przy więzuje tej re- 
ligiynej wiary, jaką maoi^ęsto w podanie." 

Zgadzam się na takowe iywiolów poezyi i podań ozna- 
czenie, jako tez i na to, ie lud przechował nam pierwotne 
trądy cye, lecz o klechdzie inaczej sądzę. 1 ta albowiem 
trzyma się miejsca, znaną będąc tylko w pewnej przestrze- 
ni ziemi (1); i ta nie jest li tylko igraszką fantazyi, lecz 
płodem wyobraźni ku pewnemu skierowanej przedmiotowi, 
którego się niby krzew swojego pnia czepia, którego jest 
odłamkiem i nim być nie przestaje, wtedy nawet, gdy się 
w postacie inne przemieni, nie pozostawszy w tej, którą ma 
drzewo , rodzic krzewu lub szczepu z jego gałęzi zdjęte- 

(1) Jak klechda o Madeju, znana od Łaby al do Dniepru; gdy 
przeciwnie klechda o Twardowskim, za Wielkopolskę nie przeszła 
dalćj na zachód, czysto i niepokalanie. 

nSMIS!!. rOŁ8. T. I. 32 . 



250 

go (1)9 ale inną na siebie przybierając. Poznasz go zawsze po 
liściach, poznasz po korze; cbociaSby tez na stuczny szpa-^ 
ler niyty, inną wcale wziął postać na siebie; cbociaiby na 
lepszej urósłszy ziemi, miał barwę nadobniejszą i miąi* 
szość lepszą; chociażby wszczepiony w drzewo rodził szla^ 
chetniejsze i smakowitsze nii rodzic jego owoce. Postacie 
bohaterskie, w które się stroi klechda, nie są ludowćj wy- 
obraźni tworem, po za nią powstały, i do nićj się przycie^ 
piły: Ind przyjął je dla tego, iz się one ściśle z swojskowo- 
ścią jego zespoliły, i tak dalece wjedno z nią zrosły, ii 
chcąc je rugować z miejsca, potrzebaby tło naruszyć klech- 
dy (2). Sprostować tei należy co P. Siemieński dalej mówi, 
twierdząc: «2e klechda, podanie, legenda, nie mo£e przy- 
puszczać SadDćj rozprawy, ani krytyki, gdyi tarcza głę- 
bokiej wiary odbija pociski wymagań rozumowych, jfdc 
i wzgardliwej filozofii. " Jeieli bowiem krytyka w to godzi, 
^aieby przez ducha doeiefcania i rozbiorowości, zepsuwszy 
szczytną prostotę wiary lodu, podsunęła mu ułamkową 
cywilizacyą stanów wyłszych, ałeby w miejsce przesądu 
j zabobonu (jak wzgardliwie samorodną te cywilizacyą ludu 
nazywają niektórzy,) narzuciła mu gwałtem mniemania 
społeczeństwa zachodniego, opierające się na dość niegrui- 
townych podstawach, (gdyż lada systemem, lada wypad- 
kiem, wstrząsalnych i obalalnyeh), a£eby nagięła ludu iycfe 
do konwencyoaalizmu, do kształtów zmysłowych, i sprawl- 

(1) Rozważ napływowe wyobrażenia, z rdzeniem klechdy o Ma- 
deju i Twardowskim zespolone. 

(2) Ło!e Madejowe, cyrograf dany Czarta, odmłodzenie TwttN 
dowskiego. 



ła przez to, by rozbiorowaść, a razem konieczny jej wy- 
padek wątpliwość lub zaprzeczenie, zajęty miejsce siln^ 
wiary i poezyi:" jeżeli miiwię, takie jna cele krytyka, wte- 
dy słusznie, jako zapowietrzonąj, unikać jąj należy. Ale, 
jeżeli inne a zbawienne ma dla nauk i ludzkości cele: jeżeli 
wyśledzenie dziejowej prawdy na widoku mając, w to go- 
dzi, by zachowawszy ludowi prostotę obyczajów i niewin-* 
ność, wywieść go z ciemnoty , poprowadzić do odrodzenia 
$ię w postępie, użyczyć mu zasobów naszego doświadczer 
nia, i nowe źrzódło szczęścia odkryć na polu stosownie do 
jego pojęć nastręaonych mu nauk, a przez to ulepszyć 
życie jego społeczeńskie : wtedy zaprawdę pożądaną jest 
krytyka, pożądane rozprawy o literaturze ludowej, gdyż 
nie mają one na celu obalić wiary ludu, nie mają na wido- 
ku skazić niewinności obyczajiiw, ale owszem do tego dążą, 
ażeby utwierdzić tę wiarę, ażeby obyczaje zabezpieczyć, 
z grubizmu do eywUizacyi stopniowo je przeprowadzając. 

Nie dla tego tylko bterze się do rozbioru podań, klechd, 
poważny historyk, by z ikh odrzucić te, które nie przypu* 
dają do miary jego pojęć i poszukiwań; lecz dla tego tte 
ich śledzi, i skrzętnie bada, azah nie jest nadpsute, azali 
nieskakine; gdyż właśnie dopóki jest takiem sprzeciwia się 
historycznej prawdzie, stawiając ją a z nią naród, w brzyd- 
kiem świetle, gdyż właśnie dla tego ze jest takiem uwłacza 
niewinności obyczajów ludu, naśmiewając się z jego wiary, 
która tak głęboko tkwiła mu zawsze i tkwi w sercu, która 
go takiem dla jej stróżów przejmowała i przejmuje usza- 
nowaniem. Niech sam P. Siemieński osądzi azali osłabia 
krytyk ludu wiarę, gdy dowodzi, ze podanie o drzwiach 



252 

W Wiślicy (1), nie od ludu wyszło, lecz na wzgardę Papieia 
jakiegoś (2), który według podania wmnozył się (popadł) 
w grzech cielesny, wymyśloną snadź w XY przez protestan- 
tów została wieku. Nie dla tego ja za stolikiem, z piórkiem 
i okularami, (tych nie używam,) jak P. Siemieński o mnie 
mówi, wziąłem się do wartowania starych broszur, pasz- 
kwilów i karykatur r^znoczesnych, bym zdania pseudo-po- 
stepowe o przeszłości polskiego i ruskiego ogłaszał naro- 
du, lecz i owszem bym z nich wykazał, jakie postępy w do- 
mowem życiu, obyczajach i zwyczajach uczynił nasz i bra- 
tni naród; o czćm się łatwo przekona każdy, skoro Polskę 
i Ruś przezemnie opisaną ; z obyczajowością europejską 
w przestworze X — XVI wieku słynącą, porówna. Z pasz- 
kwilów nawet i karykatur, jak pszczółka z kwiatków, wy- 
dobywając słodycz , wykazywałem , że gorycz i ostrość, 
która się w nich znajduje , jest obcym wtrętem , z któ- 
rych dzieje tego rodzaju podobnież co z dziwactw literatu- 
rę ludu oczyściwszy , pokaże się prawdziwe tło tkanki, 
wystąpi obyczajowość narodu i ludu polskiego czystą i nie- 
pokalaną, i pokaże się gotowy do powieści narodowćj za- 
sób, który powinni raczej obrócić na swój użytek nasi po- 
wieściarze, aniżeli naśladować obrzydłe wzory szalonej li- 
teratury zachodu (3). Nie moja w tem wina, że jedna tylko 

(1) Pod liczbą 43, umieścił ją w swoim zbiorze. 

(2) Urbanem nazwala go powieść. Porównaj nizćj opowiadanie 
he%uniennego r. 1468 o Papieżu, w przeglądzie rękopisów umiesz- 
czone. 

(Z) Rozważ szpetny romans^ który pod tytułem Żelazna Mary- 
na wyszedł w Paryżu przez jednego z rodaków napisany. 



253 

Klementyna i Thńskich HofRnanowa (1), z mych prac ko- 
rzystała. P. SiemieAski nie zaprzeczywszy temn „iz w po- 
dobnych pracach potrzebne są gruntowne i głębokie wia- 
domości" zamiast wyznać , iS dla braku usposobienia nie 
jest w stanie to obrabiać pole, (zwłaszcza gdy wygodniej ka- 
leczyć w powieściach dzieje, nii je snuć na tle dziejowym), 
wolał potępić takowe trudy, nii doświadczyć w nich sił 
własnych; zamiast obrabiać wolał robić lub łowić podania 
i legendy, czyli zbierać, co nagromadzili inni. Ażeby mu zaś 
i to poszło łatwo, podciągnął wszystko pod jedne liczbę, 
z podaniami i legendami pomieszał klechdy, chociaS uroczy- 
ście zapewnił, ze drugie od pierwszych wyłącza, w jedno 
z tamtemi mieszać ich niechcąc. Albowiem, co Bóg nadarzył, 
wszystko pozbierał, bez względu zkąd i jak się wzięło; 
nie pytając, czy P. B. . ., czy lud, podanie to lub owo opo- 
wiedział, czy miejscową lub europejską jest ta lub owa po- 
wiastka, i czy lud przerobił ją po swojemu (2), lub powta- 
rzał machinalnie. I tak, ma lud krakowski toz samo o pe- 
wnej opowiadać Królewnie, co się czeskiej wydarzyło Li- 
buszy: nad czem się zastanowić i przynajmniej napomknąć 
o tern wypadało, iz lud nasz opowiadając tak o Królewnie 
owej, niezgodnie o niej z charakterem polskiego opowiada na- 
rodu. Gdyby albowiem był kto nalegał na nią o to, nie była- 
by Polka wzięła męża, jak tó uczyniła Czeszka, lecz raczej 

(1) Porównaj Orędownik z r. 1843, nom. 31. stronica 247. 

nstpn. 

(2) Powieść 6 rolniku poczytanym za robaka od olbrzymicy, ina- 
czćj opowiadali Skandynawczykowie, (Grimm Hytbol. wydanie pierw- 
sze 311), a inaczej opowiadają dziś w południowej Francyl (w Wo- 
gezach). P. Siemieński mięszd Jedno z dmglem. 



!^4 

byiaby sobie ?;adała śmierć, jak Wanda co nie chciała Niem* 
ca, Nie dziwąjmy się, ze P. Siemieoski nie chciał się nad 
tćB zastanawiać, gdyż inacząj byłby musiał zapuszczać się 
W dziąje, a on z góry zapowiedział: „ze dzieje uważa dla 
literatury ludu za podrzędny środek", zwłaszcza gdy i ta 
wmówił w siebie, ,»ze literatura ludu obejść się bez histo^ 
lyi może, ze pływając po tern morzu łatwo można bez dzie- 
jów nowe odkrywać światy". Czemu tem bardziej się dzi- 
wąjemy, gdy przyznał „iz Kolumb nie byłby odkrył Ame- 
ryki, bez spuszczenia się na wiatr i losy , bez poświęcenia 
swej osoby niepewnościom morza". Czyż tern morzem nie 
jest literatura ludu? Czyż po tem morzu pływając bez kom- 
pasu (bez dziejów), przepłynie się go bezpiecznie? 

/?. Legenda o Bolesławie Śmiałym , w mowie 

opowiedziana ludu. 

Drzewij, (dawniej) (1) kiedy do hol (wysokich gołych 
gór , nad wierzchy drzew wyskakujących) Tomanow- 
skiej, SmruzuDskićj, ledwieś konia przeprowadził pomiędzy 
turnie (tarnie) po styrmach (urwiskach), (bo co teros to 
Cesarka (leraz szosa, cesarska droga, prowadzi ięayj, po- 
jechoł był na koniu jeden Gazda po syr (ser). Jak doje- 
choł ku sałasowi, zdjął uździenicę z konia i puścił go na 
trowę. Kóń prawie przesed sie kęs drogi, przyłożył zęby do 
trowy. Nie dzwonił ón tam wtedy po skałach, bo trowa 
była w pas. Nie bronili ci tam paść, gdzieś chcioł, jak teros. 

(1) W nawiasach kursywą wydrukowane wyrazy, są objaśnieniem 
ęwych, których Góral tatrański (w jego to mowie opowiada się klech- 
da) używa, a które nie^rozomiałe są ludowi równiny zandeszkiyącemu. 



255 

To sobie tn i owee chodzłty dali} {dalej) od sałasn po wir*- 
chacb. a błizyj sałara mógł się kM śmiało paść, bo było na 
cym. Gazda wlo2ł do sałasn, pochwoliłBoga,poscęściuł^ijf-* 
czyi steTę8cia)^Btj f marszy pMtert) co prawie nad łucie* 
rą (eebremj siedzioł, priywitoł się z Jncbasami (młodzi 
paiłerze), nsiodł na proga izbycy, wypjuł cerpok zyntycy 
przy gawędtie. Jakoś wnet zesło kęs casa. Wyjrzoł nk 
konia a konia nima. Myśloł ze między smruki (smreki) 
wlozł. Posłoł powara (chłopiec gobijącf/ Jadio pasterzom^, 
powar powraca po dość długiej chwili, i mnwi ze konia nie 
mógł znaliść. O cuda boskie! jakazby (i gdzieiby)\on(on) 
Sie zadzioł? przćsed przez próg sałasa, pobiegł gdzie go 
zostawił. Patrzy, zgnieciona pod kopytami trowa pokazy- 
wała mu dokąd posed. Idzie za ślakiem, a idzie dość dłu* 
go, bo kóń na żarty nie bawiuł się, ino sobie posed ka 
(gdzie) mu się podobało i widziało. Przychodzi na piękną 
dolinkę: patrzy, kóń sobie poskubi^e trowy, i chodzi tu 
dolinką. Złapoł go,uwiązoł u smruka, i posed troskę dalij 
przypatrzyć się, bo mu się tam zwidziało (coś dziwnego 
ujrzał). Zobacył jamę {grotę), ciekaw)' coby tam było. 
Skraja (na początku) pięknie i przestrono Idzie dalij, as 
tu jakieś dźwierka (drzwiczki). Zmirtwioł, bo myśloł ze 
zbójnicy tam. Ale kiedym jus tu, zajrzę. Podchylił dźwier- 
ka, jesce bardzij zmirtwioł, jak zocył Husarza na koniu. 
Ale jus coftaąc riie było po temu. Wlozł więc, a Husarz s!ę 
go zapytoł: »cy jus cas?*Nie Wiedząc do cegoby to pytanie 
było, odpowiedzioł na traf „Nie". —.Bo my tu, mówi Hu- 
sarz, wojsko Bolesława Króla pol. ćo to był ś. Stanisława 
porąbał, leżymy. Przypatrz sie (widział mnoho wojska le- 
cącego, a kMe priy złabMi chnkpateiy owiea): a jak Ki4I 



256 

się wypokutige, wyrasymy s tego lezyska, i porysymy (po- 
ruszymy) ku wom (wam). Ażebyś pamiętoł ześ tu był, 
nabierz sobie tego do worka," i pokazał mu koński gnój. 
Gazda pomyśloł: o dyć jo ta na oborze dość tćgo mom. 
Ale by sie nie przeciwić nabroł do worka, i przyprowadziw- 
szy konia, włożył nań wur z gnojem. Pozegnoł sie z Hu- 
sarzem, i wyjechoł za jamę. Chcioł zrucić z konia wur 
i wypróżnić, az tu ciężkie. Dodoł siły, zrzucił, az tu 
brzdęk runęło na ziemię. Rozwięzuje worek, patrzy coćby 
to było, a tu pełen wur złota. Uradował sie nie pomału, 
ale jus nie mógł wsystkiego na kóń podnieść. Zostawił po- 
łowę, a [połowę powiesił na siodle, i pojecboł z Bogiem, 
jus nie ku sałasowi ale do domu, aby drugi roz powrócić 
po restę. Spiesy się, wraca, ale jus jamy zńaliść nie mógł. 
Dolinkę znalozł i w,systko co do jamy było prowadziło, ale 
jama siękaś (gdzieś) podziała (1). 

y. Trzy pnypisy do rozbioru klechdy o Sowizrzale 

i Twardowskim. 

1. Nie jest to bez ważnej przyczyny, ze o żadnej po- 
staci ludowej tylu u nas, co o Sowizrzale nie pisano i nie 
drukowano. Od czasu zjawienia się pierwszego wydania, 
wychodziło i dotąd wychodzą dziełka o krotochwilnęj oso- 
bie tej; zkąd wniosek oczywisty, ze żadna tyle,. co ta nie 
l^yła ludowa, tyle narodowa. Oprócz dwóch dziełek w XVI 

• 

wieku po polsku o historyi Sowizrzała wydanych, i trze- 
dego, które o nią potrąca (Polska I. 351, IV. 377. nstpn.), 

(1) Legendę tę opowiadał r. 184S Księdzu Głowackiemu Wfka- 
fjoszowi we wsi Poroninie pod Tatrami, Góral tatrańsU naziMskMn 
'IMaiGlL Szanowny t^n Kaifłan spisał ją. w mciwie ^awiaibtfącego, 
t przesłał mi do dalszego użytku r. 1845. 



257 

znalaziem jeszcze jedne, czyli z porządku czwartą, takąi 
historyą, w bibliotece P. Józ. t^nkaszewicza w Poznaniu, któ- 
rą szczegółowo w trzecim tomie tego dzieła opiszę. Wr. 
zaś 1842 czytałem w bibliotece Zułuskich wSt. Petersbur- 
gu broszurę o tymże samym przedmiocie, z rozważenia 
której zdam teraz sprawę. Ma ona napis: Notny Sowizrzal, 
Abo raczey Nowy zrzal, Nie palrzęó ta tako Sowy. Bro- 
szura ta pełna grubizmu i brudów, w guście Sowizrzało* 
wym napisana, obejmuje wyciąg z różnych a różnych bro- 
szur, które tak o Sowizrzale, jak i o inszych gminowi ulu- 
bionych figurach napisano. W przedmowie do czytelnika 
Paskudnika opowiadając Sowizrzał, jak będąc Dworzani- 
nem bawić musiał dwór pięknemi gadkami, przedrzeźnia 
Dworzanki Jagodyńskiego, czelniejsze z nich wybrawszy, 
i po swojemu je przenicowawszy. Dalej szydzi z Sowizrza- 
ła starego, mówiąc: zęby się teraz na nic nie przydał, bo 
wiele jest obecnie mądrych Sowizrzałów w Polsce. So- 
wizrzałowie ci i leczyć umieją i prawić o moralności, i ba- 
wić konceptami i t. p. Na dowód przytacza tych dzisiejszych 
Sowizrzałów lekarskie nauki, prawi morały, przezwawszy 
je Dyptychami Katona, pociesznie mówi o żołnierzach i ża- 
kach szkolnych, nuci dumy Sowizrzałowe o Kozakach; na 
koniec śpiewa psalm Szewcom ku czci i chwale, którzy łga- 
rzami są, i t. p. Pisemko to, chłopskich bibliotek zalega- 
jące pułki, dowodzi, ze Sowizrzał wiecznie zył w pamię- 
ci gminu, i dostarczał mu wątku do tworzenia nowych a 
śmiesznych bajd. 

2. W dziele Albrychta Stanisława Księcia Radziwiła 
w Wilnie 1635 wydanćm, a mianowicie w rozdziale V. pa- 
ragrafie trzecun tegoż dzieła, znalazłem powiastkę o spo- 

PIŚIOBN. P0Ł8. T. !• 33 



258 

» 

sobie, jaki miał pewny Hiszpan, na odmładzanie się. Nie 
wątpię, ze skoro o tem gruchnęło po Polsce, wnet lud za- 
stosował to do Twardowskiego. Tak więc druga opowia* 
danka o naszym czarnoksiężniku, dająca się udowodnić hi- 
storycznie, ma swój początek wowćm dziele; pierwsza 
w.Dworzaninie Łukasza Górnickiego znajduje się. Brzmi zaś 
droga tak: .Marchion Hiszpan, zamyślając być nieśmiertel- 
nym, rozkazał słudze swemu aby go na sztuki rozsiekał, 
i w stajni pochował, a potem za rok przyszedłszy miał go 
żywego y zdrowego obaczyć y nieśmiertelnego. Dowiedzieli 
się o tem drudzy y przyszli do stajni, alić obaczą jakoby 
dziecię zrosłe z członków rozsiekanych , ruszające się. 
Tamie zginął zaraz." Dawna to jest i znajoma starożytnym 
czarownicom sztuka, o czem objaśniaczy Owidyusza Prze- 
mian Vn. 179. nstpn. porównać należy. (Patrz artyk. Al^ 
brychl Badziwil), 

3. Compendium historiae Possellianae. Taki ma na- 
pis dzieło arkuszowe po łacinie pisane, którem w bibliote- 
ce Załuskich w St. Petersburgu r. 1842 czytał. Obejmiye 
stronic 874, jest na tęgim papierze, z marginesami dwoma 
po boku, z których pierwszy pusty jest, a na drugim są 
wyrażone lata, według których opowiadanie idzie. W przy- 
pisaniu dzieła Władysławowi Królewiczowi, mówi autor 
w ten sposób o celu napisania historyi:. ^Non quod eatenus 
typis mandarem, ul inde aliguid Celsitudo Tua tUUiłatis 
pr ornat, quum jam hactenus a multis viris clarissimis, prae- 
dpue vero a Kazanovio viro militiae peritissimo ,edocta sit, 
magisque • ipsa experientia in graylssimis expeditionibus 
hauserit; sed ut Celsitudini Tuae mentem meam pro tenuita- 
te iagenii mei explicarem: non minus, ut multos regni hu- 



2ft9 

jus inclitissimi incolas ab aliąuot saecuUs de Repub. optime 
meritos recenserem." Podpisał tę przedmowę: .Dabantur ' 
Pelplini Anno post Cbristam na tum 1623." i w}Taził swe 
imię w ten sposdb: .^CelsitiidiDis Toae bumillimus CliensJoa* 
cbifflus Posselius Megapolitanus, S. R H. Medicus, Pbiloso* 
phiaeacMediciBaeD.'' Po czem idzie przemowa do czytelni* 
ka, gdzie mówL* »£xtraneum et peregrinum me esse cense* 
bis, ideo ignarum rerum anłeacłarum m hoc solo. Pa* 
triam me invenire scias, et loco parentum Patronos et be* 
nefactores muniflcos, licet alienae nationisf a muiti^ reputa* 
tus sim, ob culturam avitae religionis; patrios quidem 
deserui lares, non tamen assentationis causa flgmenta me 
protulisse iudices : sed guae vera^ a viris fide dignis ha- 
buif et gtuie m vełusłi8 monumenti9 dispersa inveni, ea 
summo coUegi studio, colieeta fideliter posteritati tradidi." 
Kończy temi słowy: .Dabantur Gedani MDCXX111.'* Nasa* 
mym końcu dzieła powiada: .^Feci quod potui, potui quod 
Cbriste dedisti." Zkąd widać ze Pośsel rodem Meklenbur- 
czyk, popisał w swem dziele co od kogo słyszał, lub cą 
gdzie wyczytał. Z pierwszego źrzódła wypłynęły o Twar* 
dowskim powiastki, według którycb nie mieszkał czarno* 
księznik w Krakowie, gdy go do miasta tego zkądś zawe- 
zwał Zygmunt August. Całe to dzieło niedbale i licbym 
napisane jest stylem. 

S. Thesaunis Magicus. 

Czytałem w Medyce dziełko dobrze malujące ducha 
swojego czasu. Tytuł jego jest: Thesaurus Magicus dome^ 
słicus she approbałus niger libeUus J. E. R. S. in exłrema 
necessUatedicendus. Cracotiaepostpartuni SalutisA. 1637 



200 

(w24<^ kart 16). Składa się z wątku czyli tekstu, i dodat- 
ków, które ręką do dziełka dopisano. Na odwrotnej stro- 
nic tytułu jest drzeworyt , wystawiający młodą osobę 
w stroju XVI wieku, zawiniątko niosącą pod pachą, w któ- 
rćm niby się czarodziejskie narzędzia mieszczą. Nad gło- 
wą jej unosi się Opatrzność boska, z lewćj i prawej ręki 
wznosi się gwiazd siedm. Wkoło dziwaczne są napisy, ta- 
kimiz co dziełko, to jest, łacińskimi wyrażone literami. 
Na pierwszćj po tytule stronicy, jest jakoby przemowa, 
w które bezimienny autor powiada: »ze treść niniejszego 
pisma wyciągnął z ksiąg dawnych, i własnego doświadcze- 
nia ; ze miał wiele za tę pracę do cierpienia ; Se mimo 
prześladowań ogłasza ją drukiem, pragnąc przysłuiyć się 
bliźniemu wiadomościami, których w przeciągu trzydziestu 
siedmiu lat czarodziejskiej praktyki nabył. Napomina chcą- 
cych zjego nauki korzystać, ażeby się z sobą porachowali, 
i rozważyli czy mają dosyć odwagi obcować z duchami, czy 
mają czyste sumnienie i są ludźmi bez zmazy: zapewnia, ze 
jeżeli odpowiedzą tym warunkom, mogą bezpiecznie oddać 
się czarodziejskiemu rzemiosłu, i wiele przezeń nagroma- 
dzić skarbów." 

Przystępując następnie do ogłoszenia światu wiadomo- 
ści swoich, oświadcza naprzód^ ie nikt nie może być czarno- 
księżnikiem, kto nie jest dobrym katolikiem, bo inaczej 
zgotuje sobie zgubę niewątpliwie. Że przystępując do dzia- 
łania powinien się naprzód pomodlić, uzbroić głowę świę- 
tościami a piersi pomazać krwią gołębią, napisawszy nią 
na sercu nazwiska czterech EwanieUstów śś.; ze rozpoczy- 
nający rzemiosło czarodziejskie, powinien się przedewszy- 
stkiem opatrzyć laską z drzewa hebanowego lub czaro- 



261 

dziejskiego (hyerichoiitiBum lignom), urżniętą zaraz po 
nowiu nowym nożem, mającym na sobie wyobrażenia sied* 
miu księżyców i tylei krzyżów, na którychby się te litery, 
J. N. R. J., krwią z czarnego barana wytoczoną, napisane 
znajdowały; ze gdy ścina drzewo na laskę i krwią go ową 
pomazuje, ma odmawiać modlitwy pewne, (wymienił je); 
ze zaklinając dacha ma laską tą rozpocząć działatiie, bądź 
sam, bądź w towarzystwie współpracowników, dobrawszy 
takowych koniecznie w nieparzystej liczbie; ie towarzysze 
ci mają być widzami tylko, ze nawet słówki^ wymówić nie 
powinni, gdyż cały proceder rzeczy ma być [odbywany 
przez tego, który się na Eksorcystę czyli czarnoksiężnika 
narzucił. To powiedziawszy, uczy autor co ma dalej czy* 
nić ów Eksorcysta. Radzi mu obrać do działania miejsce 
spokojne, wktóremby go nikt nie widział, nikt nie podsłu- 
chał: tym końcem więc najlepiej będzie, gdy się zamknie 
w lochu, lub komóreczce (mającej okno wychodzące na 
wschód słońca), lub stanie nad strumykiem, lasek lub gaik 
przerzynającym. Każe nadto obrać czas stosowny: siódmy 
dzień po nowiu księżyca ma być na to najlepszy, a najsto- 
so¥aiiejszą godzma pierwsza po zachodzie, lub trzecia po 
wschodzie słońca. Naprzód ma Eksorcysta okadzić miejsce 
i siebie, używszy na to aloesu, miry, bluszczu i t. p. Po- 
myśl naprzód (mówi dalej autor) w jakim z duchów masz 
lub możesz mieć najlepsze zaufanie, a pomyślawszy, weź 
kawał czystego i nowego pargaminu, zrobionego ze skóry 
czarnej kozy, napisz na nim krwią czarnego barana lub 
nietoperza imię sprzyjającego ci ducha, i pargamin połóż 
wraz z laską na brzegu czarodziejskiego koła. Masz też 
podług wzoru (podaje go) nakreślić czarnoksięską laską 



262 

to koło, masz wypisać na niem imiona: swoje, towaray* 
8Z(iw, duchów wzywać się mających; masz wszystko 
w czasie wyżej wskazanym i przy modlitwach przepisanych 
uczynić. W tak wypisane koło masz wstąpić z towarzysza- 
mi, i zaraz wezwać przed siebie ducha, którego chcesz 
użyć do pracy. Gdyby zaś , zmiarkowawszy duch ześ je- 
9zcze nowicyuszem wczarnoksięskiem rzemiośle, usłuchać 
cię nie chciał, na ten czas weź w rękę pargamin, podnieś 
go w^órę i mów: .słuchaj duchu (tu nazwy go po imie- 
niu) nieodzo\Baej woli mej, i nie bądź uporczywy!" Jeżeli 
zaś i tak nie zechce być posłuszny, weź w rękę czaro- 
dzląjską laskę, uderz nią siedmkroć siedm wjego cyfrę, a 
zobaczysz ze cię natychmiast usłucha. Wszakże (dodaje) 
można zmusić ducha do pokazania się i następi^jącym spo- 
sobem. Weź z sobą, idąc na czary, naczynie garncarskie 
nowe, włói w niego^napisane imię ducha, połóż go na ogniu 
użytym do kadzenia, smaż tak i pal ducha, mówiąc te sło- 
wa: .zaklinam cię straszny £ywiole ognia, zaklinam cię na 
imię tego który na sądnym dniu spali ziemię ogniem, ażeby 
jak się nazwisko to i cyfra (wymień literę jąj) praży i pali, 
tak tez duch (tu wymień jego nazwisko) ten który ją nosi, 
uczuł twoją moc w jestestwie swojem. Co niech się stanie 
przez..." (następuje szereg dzikich nazwisk, jakimi modli- 
twy wszystkie poukładane są w tern dziele). Zaklinając 
i wzywając duchów, zapalić trzeba dwie zwyczajne świece, 
i postawić krzyż ś., a uwalniając ich i pozwalając im odejść, 
mają goreć dwie świece poświęcone. 

Bezimienny nauki tej, czyli raczej tych dziwactw i wy- 
mysłów, spisy wacz, opowiedziawszy rzecz swoje w ogóle, 
przystępuje do szczegółów.. Naprzód daje przestrogi czar- 



26S 

noksięinikowi, jak się stojąc w kole zachować ma w przy- 
padku, gdy mu powobiy dach będzie. Mówi, £e powinien, 
stiuąc w kole bądź sam bądź z towarzyszami, trzymać 
w jednćj ręce cyfrę, w drugiej laskę, a obracając się w o- 
koło na wszystkie cztery świata strony, wymawiać te sto- 
wa, (przywodzę je dla tego£e to jest najkrótsza modlitew- 
ka) iegnąiąc się za kazdem: Siccłoscia f Panim f Bescia^ 
lus f Hakodose f HuJ)en f Yernah f , Hakodose f Veh^ 
im f Echad f po czćm przywodzi formułę wzywania przed 
siebie ducha, (która jest nader długa), i czyni uwagę, ze, 
wymawiając ją, naleiy zawsze w jednej ręce trzymać cy- 
frę, drugą zaś prowadzić po tejie cyfrze (czarodziejską la- 
skę. Wymienia nareszcie imiona czelniejszych duchów, któ- 
remi są: Asłharoth, Azielts, Achuzin, Phul, i osobną formę 
na zaklinanie każdego z nich przywodzi. Co uczyniwszy, 
tak dalej prawi: ^kiedy się juz pokaże duch (po trzecim 
zaś zaklęciu pokazać się musi koniecznie), i zapyta czego 
zadasz? nie lękaj się 'go (ponmąc ze on wyszedł na świat 
jedynie po to, aieby ci usłużył), lecz odważnie wyjaw 
czego żądasz, wprzód atoli silnie go zakląwszy na nowo. 
Jeżeli prosi o czas namysłu, nie daj mu dłuższego nad 
dziesięć minut. Gdy przyrzeknie wszystko zrobić czego 
żądasz, i nawzajem zapyta ci się, czem go za to wyna- 
grodzisz? wtedy, żegnając się, powiedz jemu: Argiel f 
Ałriel f Apatat f , a skoro tylko usłyszy te słowa, zrobi 
wszystko bez żądania wzajemności; boć to są właśnie owe 
słowa, które mają moc związywania i rozwiązywania du- ' 
chów. Wszakże gdy się sprawi jak należy, puść go w po- 
koju, i pożegnaj uroczystemi słowy (udziela ich); a gdy 
zniknie, ty, chociaż go jui nie widzisz, przecież mów je 
przez minut pięć lub dziesięć, wciąż powtarzając. Tymcza- 



264 

sem występuj powoli z koła, odklinając zaklęte na wstępie. 
Pamiętaj o tern, ze duch stosownie do miejsca i woli Eksor* 
cysty, pokazuje się mu najczęściej w postaci ludzkiej, to ja- 
ko strzelec, to jak młynarz, to jak chłop, lub nawet Sa- 
tyr leśny. Bywa niekiedy ze jego przybycie poprzedza wi- 
cher, lub skrzypienie zawiasów u drzwi i okien; Wtedy to 
potrzeba ci największą przytomność umysłu zachować: po- 
trzeba donośnym i jasnym głosem, dzielnie i uwaiaie za- 
kUnać ducha, bo inaczej łatwo możesz popaść w większe 
nawet, jak mniemasz nieszczęście. 

Zresztą, ponieważ te i tym podobne, praklyki, z przy- 
czyny iz dobrych rzeczy zwykle nadużywamy, ograniczone 
(zakazywane) bywają od czasów niepamiętnych przez sto- 
licę apostolską (sztuki czarodziejskiej wszakże czyli magu, 
nie ogranicza ona, i ograniczyć nie jest w stanie), byłoby 
dobrą, a nawet konieczną jest rzeczą, ażeby ten co ich 
uiyć chce, objawił swój zamiar Księdzu, i przez tegoż po 
wysłuchaniu mszy ś. wziął upoważnienie do wykonania 
zamiarów przedsięwziętych, będąc przezeń umocowany do 
uczynienia tego co umyślił, i niejako rozgrzeszony na przy- 
padek, gdy miarę przebierze w działaniu (1). A tak czytel- 

(1) Nie będąc pewni, czyśmy należycie słowa autora pojęli, kła- 
dziemy je tu w oryginale: ,,De cetero quoniam hi similesąue Exorci- 
smi, propter nimium Bonorum abusum, per sedem apostolicam a mul- 
to tempore ligati sunt, (quaDquam Magiam difificulter ligari putem), 
consultissimum erit^ immo et necessarium, ut Citationes hae sub Hissae 
sacrilicio, imposita utraąue Sacramenti specie, mox post conseeratio- 
nem (uti Sacerdos nosse debet) vinculo, quo constrictae sunt sohan- 
tur, insimulque ratione qualilicationis ei, qui operari Tult, coram Sa- 
cerdote prostrato, capiti imponantur, et desuper Licentia Pontifica- 
Us pronuncietur eodem modo et fbrmalitate, quo Bonorum abusnm re- 
laiare utlmur. 



265 

niku miiy, dzieło to za łaską boską ukończone, jakiemkol- 
wiek ono jest, oddaję ci na użytek, w którem o ile mogłem, 
niczego przed tobą zazdrościwie nie taiłem, pragnąc, aże- 
byś go na chwałę bożą i bliźniego pożytek, a na twoje, je- 
żeli można, korzyść używał, i uciekał się do^niego, jakoby 
do miejsca schronienia pewnego, ilekroć, potrzebą zmu- 
szony, pomocy jego zapotrzebujesz. Tg właśnie udzieli 
obficie to dzieło, różne środki do dostąpienia zamiarów na- 
stręczając, i posiadanie dostąpionych zapewniając. Uzywąj 
zbiorów, a nie zostając z prawidłami cbrześciaństwa w sprze- 
czności, okaz jawnie, ześ godzien tego czegoś dostąpił, co 
przyjąwszy za Epilog mej pracy, bądź zdrów". 

Szkoda ze zbieracz tych dziwactw, opuścił sposób za- 
pisywania się czartowi, na co pewno osobna musiała być for- 
muła, gdy zapisy owe mając swoje osobliwości, musiały 
mieć i prawidła pewne, tem bardziej gdy i to wiemy, ze od- 
dawna zabawiali guślarze polscy (Piotr Saryusz z Pacano- 
wa około r. 1527) (1) ówczesną publiczność pismami o 
charakterach czarnoksięskich, i sposobach zakhnania czar- 
ta. W Czechach i w Polsce najwięcej upowszechniony zwy- 
czaj nakazywał, ażeby na pargaminie, krwią z własnego 
puszczoną palca, zapisywano się (2) djabłu. 

r^. Bajki Ezopn, wyłożone dla ludu w XV wieku. 

aa. Uwagi. 

« 

W katalogu rękopisów uniwersytetu wrocławskiego, 
znalazłem zmiankowane dzieło , noszące tytuł slarobah- 
skie pogadanki (historiolae aniles). Ciekawy, coby zawie- 

(i) Polska pod względem obyczajów IV. 400. 

(2) U Wójcick. klechdy I, 183. Haleho bach. II. 33. 

FlŚMlKN, POLS. T. L ^^ 



266 

rało? prosiłem o pokazanie go sobie, a obejrzawszy je, 
dowiedziałem się, ze trzy rękopisy ćwiartkowe, w XV wie- 
ku pisane, nosząc tę nazwę, zawierają (prócz pism teolo- 
gicznej treści,) Ezopa niby bajki w liczbie dwudziestu a je- 
dnej, napisane po łacinie. Wczytawszy się w te rękopisy, 
odkryłem w nich pierwsze dzieło elementarne, dla szkół 
nizszycli przeznaczone. Dostrzegłem tez, ze je mógł napi- 
sać szląski, pomorski , lub nawet łużycki Bakałarz albo 
powieściarz ludowy, niższe ukształcenie naukowe mający, 
oprócz łacińskiego, słowiański i niemiecki język posiada- 
jący. Opowiem na czem domniemanie moje opieram. 

Sama treść dzieła uczy, ze to nie są rzeczywiste bajki 
Ezopa (odrz^iciwszy na bok pytanie, azali nawet pisał kie- 
dy bajki Ezop?), lecz są na podobieństwo ich nowo zrobione 
opowieści. Układ pisma poświadcza, ze to są przykłady do 
okoliczności zastosowane. Stawiający je na widoku pisarz, 
dawał do zrozumienia, iż na ten sposób i dla dopięcia pe- 
wnego celu, możnaby wiele innych podobnych im utworzyć; 
co wyrażał literami i ł.p, (i tym podobne), które kładł 
przy końcu. Wnosząc ze stylu, który jest nader lichy; wno- 
sząc z naukowości, którą się popisywał bajek tych ukła- 
dacz (Nerona Cesarza rzymskiego, Senekę wspomniał); 
można z pewnością sądzić, że wiejski lub miejski Bakałarz, 
z nomenklaturą historyi oswojony, napisał je bądź dla uż>- 
tku szkolnego, bądź dla ludu tego, który wychodząc z koła 
ludowego, wstępował w koło ukształcenie szkolne mające- 
go obywatelstwa, i wyludowiał się przez to. Pragnął bez 
wątpienia pisarz osięgnąć przez swoje dzieło tenże sam cel, 
jaki dziś, pisząc szkolne książki, wydając romanse, osięgają 
pisarkowie. Jakoż wykładano w polskich (a pewno szlą- 



267 

skich, pomorskich i iulyckich) szkołach niższych bajki 
Ezopa, jeszcze na początku XYI wieku, jak w następnym 
tego dzieła opowiemy tomie. Ze tamie, to jest na Szląsku^ 
na Pomorzu, w Łuzycach, a bynajmniej w Polsce dziełka 
to napisano, dowodem są polityczne stosunki, tamtym kra* 
jom a nie naszemu właściwe, w bajce noszącej napis Jak 
śpiewa biedny wyrażone; dowodem wyrazy łużyckie zsa* 
ska pisane (1). Krótko mówiąc, wyobrazowana jest w tej* 
ze bajce szląska, pomorska, łużycka społeczność polityczna^ 
na której czele stali udzielni, feudalni panowie, czego, jak 
w historyi prawodawstw okazałem, nie było w Polsce. Jest 
tez w niej wyobrazowana czysto-słowiańska, jaka się w Pol* 
sce spostrzegać dawała. Wyraża ją w tejże bajce ciąża^ 
która, podług przepisu staropolskiej, procedury sądowej, 
miejsce dzisiejszego sekwestru zastępowała. Nadewszyst* 
ko zaś okoliczność ta, ze w rzeczonych bajkach są^ oprócz 
niemieckich, wyrazy słowiańskie, (2) dowodzi jawno, ił 
ten co pierwszy bajki te pisał, posiadał tez owe języki. 

Oprócz tego mógł mieć na celu bajkopisarz romans dzi«* 
siejszy. Ażeby go napisać, dobrał stosownego wątku, za*- 
czerpnąwszy go z bajki. Wiadomo bowiem, ze świat, iz tak 
powiem, zwierzęcy, miał wiele powabu dla ludu, tkwiącegt 
długo myślą w pogaństwie, uwielbiającem przyrodzenie; dla 
tego tez pisma Zwierzyńcami nazywane (bajka odgrywała 

(1) W bajce ostatniej wyraz yesgwirms^ który najemnika ozna- 
cza, od Jet, jent (yes, yens), za Jęt, jęty, czyli najęty, 

(2) W bajce 1. kloc^ w bajce 2, yesgwinus, yensgwinus^ w baj- 
ce 2. 17. kakuk^ rattus. 



268 

W nich główne role) podobały się powszechnie (1). Wyra- 
sił zaś swe myśli prostaczo, dobrał obrazów niechli^jnych, 
powiedział w bajce 17. ze biesiadę dając pszczołom gnoj- 
iie robaki, zastawiły stół łaj... bydlęcem), ironią i humory- 
styka okrasił je gminną (porównaj niżej przełożone bajki, 
miuące napis: Kio raz co złapał, dzierży. Strzeż się czarta J. 
Zgoła ubrał te bajki w postać romansu ludowego, (w na- 
stępnym tego dzieła tomie opiszemy go), przy każdej dał 
pod koniec tak później nazywany „obrok duchowny" (spiri-^ 
łualiter), czyli znaczenie bajki lub, co na toż samo wycho- 
dzi, wyci^igniętą z niej naukę położył przy końcu powie- 
ści (2). Tak i angielski powieściarz (Walter-Skot, w ro- 
mansie^ Więzienie w Edynburgu) kładł pod koniec swych 
romansów sens moralny, a francuzki romansopisarz Sue 
(porównaj jego powieści pod napisem Siedm grzechów głó' 
wnych) pisze dziś na tenże sposób swe bajdy. Może się to 
komu dziwnem zdawać będzie, atoli tak się rzecz ma isto- 
tnie. Cel albowiem P. Sue a naszego powieściarza, jest 
jeden. Różnią się obadwa samą tylko sztuką, która ocz\- 
wiście inaczej się u obudwóch musiała przedstawić, gdy 
kb tak wielki, bo czterowiekowy blisko, różni pozedział 
czasu. 

Uznawszy ten rękopis być pod każdym względem wa- 
lnym dla historyi literatury ludu, postanowiłem cztery 

(1) Nizćj przy rozbiorze pism Reja, i w drugim tomie tego dzie- 
lą, rozważając J stosunek literatury niemieckiej do naszćj, powie się 
o tćm. 

(2) Chcąc rzecz przedstawić dobitnićj, po dwa kroć wyraziliśmy 
naukę ową; raz w napisie bajki króciucimo, drugi raz w tekście we- 
dług autora szeroce. 



269 

Z niego, a mianowicie: 15, 11, 17, 19, w dodatkach do te- 
go dzieła, wydrukować bajki. Obecnie daję takowe po pol- 
sku, by wykazać postęp ludowej opowieści, która, podo- 
bnie u nas jak u innycb Słowian; od klechdy do bajki prze- 
chodząc , inaczej jak owa rzecz przedstawiała, inficzćj ją 
obrazowała, inaczej moraiizowała, dowcipkowi^ła, trafia- 
jąc w myśl wiekowi swojemu, starając się łączyć zabawę 
z nauką. 

^S. Pr%ekiady czterech bajek. 

j5. JAS ŚPIEWA BIEDNY? 

Kruk porwał gołębiowi pisklę. Idzie gołąb do gniazda 
kruczego, prosząc o oddanie sobie dziecięcia. Rzecze mn 
kruk: czy umiesz śpiewać?— Umiem, ale mało. Dobrze, od- 
powie kruk , więc śpiewaj mało. Gołąb zaśpiewał jak 
umiał. Na to kruk: śpiewaj lepiej, inaczej nie odbierzesz 
pisklęcia. A na to gołąb: nie mogę. Odrzekł kruk: nie do- 
staniesz więc p co prosisz. To powiedziawszy, poźai*ł go- 
łębiątko wraz z swoją małżonką i t. p. Tak również boga- 
cze i udzielni panowie, zabierają prostakowi woły od pra- 
cy, wmawiając w. niego przestępstwa lub kłamstwa. Przy- 
chodzi prostak , prosi by wzięto okup za wołu lub inną 
rzecz jaką, zabraną na ciążą; obiecuje nawet dać pienię- 
dzy nieco podług możności. Powie mu pan udzielny: bra- 
cie śpiewaj , jeżeli lepiej nie zaśpiewasz, pisklęcia swego 
nie odbierzesz A na to prostak: nie umiem, nie mogę le- 
piej , bom ubogi i biedny , dać więcej nie jestem w sta- 
nie. Wtedy bogacz weźmie okup a rzecz zatrzyma, pożre 
tak ubogiego, i t. p. 



2T0 



11. CZEM KAS CZART ZAŚLEPIA? 

Orzeł, będąc chory na oczy, przywołał kruka, którego 
Bają za lekarza ptasiego. Radził się go coby uczynić na- 
leżało? Odpowiedział kruk: dam ci wyborne ziele, które 
chocobę uzdrowi. Na to orzeł: jeżeli tego dokażesz, we- 
źmiesz dobrą nagrodę. Wyszukał kruk cebuli i gorczycy, 
zrobił ztąd leki, położył je na oczy orłowi, od czego za- 
ślępł tenże. Wtedy to ów (mniemany lekarz) częścią po- 
żarł pisklęta orle, częścią pobił je wielokrotnie. Rzekł mu 
orzeł: przeklęte niech będzie lekarstwo twoje, ociemnia- 
łem, a ty pożarłeś mi pisklęta. A na to kruk: dopókiś 
fliiał wzrok, nie mogłem skosztować mięsa twych piskląt, 
na które wielką miałem żądzę. Teraz zaspokoiłem ją. Nau- 
ka ztąd taka: orzeł znaczy Prałata, który mając oko roz- 
twarte na wszystko, nie daje czartowi broić źle. Lecz czart 
robi plaster z dóbr ziemskich, kładzie mu go na oczy, któ- 
re dla tej przyczyny nieba oglądać nie mogą. Wtedy to od- 
daję się Prałat chodowaniu wpłów, owiec, pomnażaniu do* 
chodów. A ponieważ, mając oczy zakryte, nie patrzy na to 
co boskie, przeto czart porywa jego pisklęta i pożera je, 
a samego smaga, dręczy i męczy. 

17. KTO RAZ CO ZŁAPAŁ, DZIERZT. 

W pewnym refektarzu chował się wielki łowimysz 
(kot), który wszystkie myszy, prócz jednego dużego szczu- 
ra, pożarł, pozabijał. Przemyśliwał więc ów kot, jakby te- 
go dużego szczura oszukać mógł i pożreć. Wreszcie kazał 



27i 

się postrzydz, wdziat habit, przybra) postać mnicha, usiadł 
w rzędzie zakonników, i zi^adał. Widząc to szczur, cieszyi 
się, myśląc ze mu (kot) nie chce szkodzić. A więc dyrda) 
tu ] owdzie. Do czasu pozwalał na to (łowimysz), po tćm 
pochwycił go mocno pazurami i dzierzał. Rzecze mo 
szczur: czemuż robisz to okrucieństwo? czemu mnie nie po- 
ścisz? — Nigdy tego nie wymodlisz, byni cię puścił, bracie, 
A ponieważ uczynić tego nie chcę o co prosisz, przeto je* 
stem mnichem. 1 pożarł szczura. Tak tez wielu, nie mogąc 
pozyskać bogactw, lub czego pragną, udają dobrych i świę- 
tych. Inni wstępiyą do mnichów, by (zostać) piwnicznymi. 
Przeorami, Opatami, Biskupami, przez co łapią szczura. Do- 
stąpiwszy czego pragnęli, zatykają uszy na modły, w któ- 
rych prosisz ich by puścili szczura i t. p. 

19. STRZEŻ 8TK CZARTA. 

Przypadkiem dostała się liszka we wiadrze do studni, 
Nadchodzi wilk, i pyta jej, coby tam robiła? A na to mu ona: 
kmotrze, znalazłam tu dużych ryb Wiele, chciałabym się 
niemi podzielić z tobą. Czy bym się nie mógł dostać do 
ciebie, i jak? pyta wilk znowu. Odpowiedziała Uszka: stoi 
u góry wiadro próżne, wstąp w niego, a dostaniesz się ńa 
dół. Bo (należy wiedzieć o lem, że) były dwa wiadra (u o- 
wej studni), jedno szło na dół, drugie do góry. Wilk 
wlazłszy w górne wiadro, zaczął się spuszczać; liszka, 
siedząca w dolnem, zaczęła iść do góry. Kiedy się (sie- 
dząc we wiadrach) zeszli, pyta wilk, kumoszko! dokądze 
idziecie? Na to ona, dosyć już jadłam, wychodzę przeto: 
idźno dalej, a zobaczysz dziwy. Spuścił się na dół. wilk 



272 

biedoy, lecz oprócz wody nie znalazł nic więcej. Rano 
przyszli (do studni) chłopi, a wyciągnąwszy wilka zbili go 
na śmierć i t. p. Liszka znaczy czarta, który mówi do czło- 
wieka: spuść się do mnie, do studni grzechu, a znajdziesz 
bogactw wiele, dobrego wiele. . Głupiec spuszcza się w stu- 
dnię przestępstwa, lecz nie znajduje żadnych pociech. Wre- 
szcie zdybują go chłopi , dają przykład z bezbożnika, biją 
go, zabijają. Zaiste wiele czart dobrego obieciue, a daje 
złego wiele. 

5. Rzut oka na związek, między klechdami obceml 

a polskiemi zachodzący. 

Ścisły zachodzi związek w klechdowym nawet wzglę- 
dzie, między człowiekiem, a całą świata ludnością ; mię- 
dzy ojczyzną, a wszystkiemi kuli ziemskiej krajami. Bo je- 
dna i taż sama, z małemi, nic nieznaczącemi, odmianami 
powtarza się nie tylko w całej Słowiańszczyznie, lecz na- 
wet we wszystkich krajach , mianowicie tez w Europie 
i w Azyi lezących. Łatwo jest pojąć przyczynę tego zjawi- 
ska, aczkolwiek celu jego dociec trudno. Wiemy albowiem 
£e myśl człowieka zgadza się nie w jednym względzie z my- 
ślą całej ludzkości, i ze przyniesiona z obcego kraju, osie- 
dla się łatwo na obcej ziemi; albo, ze takaż sama myśl mo- 
ie powstać w ojczyźnie, jaka się w najodleglejszym jako- 
wym rozwinęła kraju. Tego atoli dociec trudno, czemu 
właśnie myśl ta, przyniesiona nam będąc, przyjęła się na 
naszej ziemi: a dla czego myśl inna, przyniesioną ztamtąd 
będąc, wkorzenić się na niej nie mogła; czyli, mówiąc inne- 
ml słowy, trudno jest dociec, czemu właśnie ta a nie owa 



273 

myśl objawiła się u nas skutecznie, nie przepadłszy jak 
wszelka inna, która chociaż do nas zawitała, jednakże nie 
mogła przypaść nam do smaka. 

Pominąwszy, com wyzćj powiedział o jednolitej i rtf<* 
^Dolitej polskiej a słowiańskiej klecbdowości, zwracam 
uwagę na to, ze takiei same bajdy powtarza Azyata i £a- 
ropejczyk wszelki, jakie się u tatrańskicb dają słyszeć Gó- 
rali. Mianowicie tez Niemiec, tak nadłabański jak i skan- 
dynawski, ma tez same, co Polak klechdy, a maje zrzęda 
owych, które do mieszanych policzyliśmy. Czy to nie ztąd 
pochodzi, ze według tego cośmy w pierwotnych dziejach 
Polski i Litwy powiedzieli, odwiecznie miały styczność 
z nami nadłabańskie i skandynawskie ludy? i ze takie lu- 
dów tych klechdy, w których występują osoby jednym 
tchnące duchem, spowodowały przejście ich łatwe zjedne- 
go do drugiego kraju? ze właśnie powinowactwo to dn- 

i 

chowe sprawiło, iź je za jednolite poczytano, aczkolwiek 
różnego będąc osoby klechdowe lica, nie powinny były za 
jedne być miane. Objaśniając rzecz przykładem, zwracamy 
uwagę na to, ze Polak toź samo usposobienie umysłowe 
przypisuje czartowi, jakie Szwed, Pomorzanin, Litwin, pół- 
nocny i południowy Rusin, olbrzymowi przyznaje: z przy- 
czyny, ie istoty owe nie rodzime lecz przybyszowe będąe, 
pojęte zostały w tćj postaci, w jakiej zaraz przy swojćm na 
ziemi polskiej i szwedzkiej wystąpieniu, być się okazały, 
to jest złe i ludzkości szkodliwe. W skutek czega zróźno- 
litych uczyniono jednolite, bez względu na różne, jakie 
w stawianiu swych kroków czarci i olbrzymi miewali cele; 
bez względu na różne położenie, wjakiem się znajdowali; 
bez względu na różne, z ich jestestwem ściśle łączące się 

FliMin. F0Ł8. T. I. 35 



otLoUcznoścL Myśli, stosowne do pojęć istoty olbrzyma 
i czarta, przynieśli bezwątpienia na szwedzką i polską zie- 
mię cudzoziemcy, i podsunęli je krajowcom, jako wątek 
dalszego wyrobu wymagający. Ci, rozwinąwszy takowe po 
9.Wojemu, czyli do istot w wyobraźni swej wymarzonych 
przyczepiwszy je (1)5 udzielali sobie nawzajem co każdy 
wiedział o istotach rzeczonych. Działo się to za pośredni- 
ctwem handlowych stosunków, lub wędrownych ludzi. Do 
miasta Byrka (leżało wpoblizu Upsali) zawijały różne sta- 
foaytnego świata, a między niemi i słowiańskie okręty, przy- 
wożąc z towarami różne bajdy, i zrobiwszy przez to ste- 
kiem niejako północnego klechdziarstwa rzeczone miasto 
(2). Toz samo o pomorskiem mieście Wineta, a o ruskiej 
Olbii, rozumieć należy: i te bowiem miasta były składem 
htjek całego świata. Inną drogą dostawały się do nas i od 
QiB klechdy przez wędrownych ludzi, upowszechniając się 
i usadowiąjąc u nas podobnie jak za czasów Cara Iwana 
Wasilewicza-Gróźnego, z Włoch do Moskwy przechodziły 
lachodni^ Europy klechdy, za pośrednictwem budowni- 
czych, kiórzy cerkwie stawiali na Kremlu (3), i tak w Rossy i 
m^wszechniały się. Dziwić nas przeto nie powinno, ze tak 
zwane mieszane klechdy polskie, całego niemal świata są 
iNUdami; ze się nie tylko z europejskiemi, ale nawet azya- 
tyckiemi zgadzają: tak, iz gdyby napu przyszło wykazywać 
nu tem polu podobieństwo, końcaby temo nie było. Dla 

r 

(1 ) Pierwotne dzieje 4S3. nstpn. 

(2) Sclayorum nayes solent Bircam conyenire, mówi Adam Bre- 
m^ński u Pertz IX. 305. 

(3)^ Ustnie opowiedział mi o tćm uczony Paweł Huchanow. 



27* 

przykładu przytaczę szwedzkie klechdy (1), i zgodnoJK 
ich z polskie mi wykaSę, pierwsze przywodząc w treści (z po- 
łożoną obok liczbą, ktdra stronicę wskaże), drugie zA 
pomijając, gdyż wyiej obrabiając klechdy wspomniałem jnł 
o nich. 

Z sera, niby z kamienia, wycisnął chłopczyk wodę, o za^ 
kład walcząc z olbrzymem, i puszczał ptaszka ukrytego 
w czapce, niby rzucając kamyczkiem w słońce (5, 337, 9^ 
Wsadzał olbrzym w karmnik dziecię, by go utuczyć na przy«- 
smak dla siebie (17^). Wiedział o tem głuptas, gdzie się 
rodzą barany zzłotemi rogami (40). Kuchcikował zrę^ 
cznie (61), pokonywał potwory (65—67). Kobiety zacbo^ 
dziły cudownie w ciąię owoc zjadłszy, wody napiwszy się 
(79—96). Krwią farbując się woda śmierć oznaczała (SiJ. 
Olejki cudowne przywracały życie umarłym (92). Lisice 
usługiwały i rozmawiały z ludźmi (99). Potwór, pomiesza^ 
stawszy stos żyta i pszenicy, rozkazywał jedno od dru- 
giego wyzbierać zboże (104). Di*zała od zimna Jędza i o 
ratunek prosiła ludzi (117). Dziwozonom kradli ludzie 
czerwone czapeczki (126). Zazdrośnie patrzała na pi(^ 
kność pasierbicy macocha (142). Naraz jeden sto mB u* 
chodziły olbrzyma buty (180). Był obrus, którym nakryty 
stół zastawiał się sam potrawami (202). Potwory morskie 
wymawiały sobie darowiznę tego, o czem nie wiedział czło- 
wiek iź posiada (255, 275). Opuszczona Księżniczka szła 
do służby za pomywaczkę (272). Krew wytryśnięta z pal- 

(t) Schwedische Yolkssagen und Mahrchen nach milndlicher Ue- 
berlieferung gesammelt und herausgegeben von Gunner Olof Hylten 
Cayallius und George Stephens, deutscli Yon C. Oberleitner, Wien 
1848. 



276 

ca, odpowiadała imieniem Królewicza zbiegłego z pod straży 
czarownicy (28B). Bywały przemiany w szczury, ptaki, 
drzewa (289). Dwóch braci starszych, nienawidziło młod- 
szego brata, ze był rozumniejszy i szczęśliwszy od nich 
(319). Przypadki olbrzyma przystosowywano do Sowiz- 
rzała czynów (338). Czesała włosy swoje dziewica, a 
z nich wypadały perły (363). Opowiadano o czarodziej- 
skiej księdze, która uczyła jakby można zostać nieśmier- 
tehiym (368). 

Jest w klechdach szwedzkich nie jedno przystosowanie 
z greckiej mitologii, niejedno z pisma ś. wyjęte. Albowiem 
odcięta głowa potworowi, odrastała nowo, zmaczawszy 
się w wodzie, podobnie jak łby odcinane przez Herkulesa 
hydrze, wzrastały na nowo (73): albowiem wrzucany do ja- 
my lwiej młodzieniec niewinny, nie doznawał żadnego 
szwanku, równie jak Daniel siedzący w lwiej jamie (173). 
Wydawca tych klechd zrobił przy końcu wykaz podobnych- 
ie u różnych ludów europejskich, zwróciwszy uwagę i na 
słowiańskie klechdy, o ile takowe z pism niemieckich poznał. 
Szkoda, ze w słowiańskim języku wydane, a na tle naro- 
dowem usnute, niezrozumiałe mu były. 



•"""^^6^^c>P^ 



IWROT 11. 

pi^hemictwo polskie najdawniejsze, 

w RĘKOPISACH I PnSRWOTNYCH DOCHOWANE DRUKACH. 

1. Przejście zpierw6zeg:o do drogiego 

Ewrota. 



D 



uchowieństwo polskie, wstępując w ślady pierwszych 
chrześciańskiego kościoła Apostołów, zaczęło odnowienie 
oświaty narodowej od chwały hożej, którą w ojczystym 
głosząc języku, przez to samo język ten i polską pielęgno- 
wało narodowość. Za jego przykładem idąc pisarze świec- 
cy, wy sło wiali się po polsku o tem, co powszechność obcho- 
dziło i zaostrzało jej ciekawość, lub co wylewem uczuć 
serca i wynikiem rozumu będąc, wrażenie rohiio na massie 
narodu; tem bardziej, gdy się juz ona niejako naocznie 
przekonywała o tem, iz nie tylko po łacinie jak dotąd, lecz 
i po polsku można pisać prawa, głosić zasady języka, opo- 
wiadać dzieje, opiewać miłość, uczyć zasad moralności. 
Skoro się tak pierwsza udała dobrze próba, niezabawem 
duchowni i świeccy pisarze, dawszy polot religijnej poezyi, 
a z nauką obyczajowości przysłowia ludu pobratawszy, 
utworzyli ztąd piśmiennictwo polskie, które łącząc na- 



278 

przód z łacińskiern, oddzielili je następnie od niego, lubo 
niezupełnie; zawsze bowiem obadwa (e piśmiennictwa 
wpływały na siebie wzajemnie, lecz postęp ich nie był je- 
dnakowy. Polskie, rozwijając się ciągle, ulegało wpływowi 
rzymskiej literatury, która dostarczała piszącym wzorów, 
bądź dla przyswajania czegoś ztąd polszczyznie, bądź na- 
śladowania czyli podchwytywania utajonej wniąj sztuki. 
Łacińskie, stojąc wmiejscu jak wryte, zamknęło się w so- 
bie, obcego wpływu nie przyjęło i przyjąć nie było wstanie 
gdyż, jako skończone, posuwać się dalej i kształcić nie mo- 
gło; i przez to bowiem, ze się stało dla innych piśmien- 
nictw wzorem, nie mogło się juz samo na żadnych kształ- 
tować wzorach. Napomykając tu znowu (o, o czem się mó- 
wiło we wstępie, a w tomie dodalkowym, jak rzekłem, 
obszerniej jeszcze się powie, powtarzam, ze obadwa pi- 
śmiennictwa, polskie i łacińskie, przedstawiając się nam 
w tak odmiennej i zupełnie od siebie różnej, bo żywej 
i umarłćj postaci, jak zjednej strony wymagają, byśmy je- 
dno od drugiego rozważali odrębnie, tak znowu, z drugiej 
obejrzane strony, niejako zmuszają do tego, byśmy je wza- 
jemnie łączyli; gdyż w miarę wpływu który na siebie wy- 
wierały, tworzyły one jedne niekiedy całość, ilekroć du- 
chem i sztuką wjedno jakoby zrastały ciało, polsczyzna 
i łacina. Co mając na uwadze, i bacząc na to, cośmy juS 
wyżej rzekli, zaczniemy rozważać piśmiennictwo polskie 
od pierwszego zawiązku, az do czasu, w któr}'m duch 
wstąpiwszy w jego ciało, dał początek literaturze krajo- 
wej, dwojako ją, bo po narodowemu, i ludowo-narodowe- 
mu ukształtowawszy. Obszerne to i dotąd niezmierzone 
pole uprawić przedsiębiorąc, nie całe od razu obrobimy, 



279 



(sprzeciwiałoby się to literaturnej^ iz tak powiem, ekoaa- 
mice, ktńra część roli pod ugór zosta w i(l radzi), leczwzią* 
wszy na uwagę ten jego obszar, kt(ir> się dotąd za pośre* 
doictwem pomników rękopiśmiennych i pierwotnych dru* 
ków przejść dał, będziemy rozważać jego środek, zkąd 
pójdziem w boczne rozłogu strony, a ztamtąd przejdziem 
w kończyny i do koła obejdziem całego pola granice, z wie- 
ku do wieku, czyli z ustnych podań do pisma, a z pisma da 
druku postępując. Pierwsze wyczerpaąwszy na teraz, a 
w drugie, w miarę odkrytych dotąd pomników, dosyć głębo- 
ko wpatrzywszy się, pozostaje do rozważenia trzecie. Po 
rękopisach przeto, na druki zwrócimy całą uwagę, prze- 
glądać je, i w całym ich ogromie, w całej ważności, długo- 
ści, obszerności, roztrząsać i rozważać będziemy. Co 
w pierwszym dzieła tego rozpoczniemy tomie, pociągniemy 
zaś w trzecim, a ukończemy w następnych i dalszych, ma- 
jąc zamiar opowiedzieć z czasem piśmiennictwo polskie, 
i przł^dstawić obraz jego literatury skreślony aż do pierw- 
szej połowy XIX wieku. 

II. Prieg^ląd rękopi^w. 

Rękopiśmienne pomniki jedne wychodzą obecnie w do 
daticach do naszego dzieła po raz pierwszy, drugie zaś 
powtórnie się ukazują, poprawniejsze i lepiej przez nas 
aniżeli przez naszych poprzedników wyczytane. Te i tamte 
winny być pod dwojakim rozważane względem. Należy bo- 
wiem rozpoznać je i ocenić wewnętrznie, należy je zewnę- 
trznie opisać, i w pierwotną) przedstawić postad. Nadto 
wypadnie niekiedy, bo nie zawsze, w zrozumialszym. języka^ 



280 

czyli w dzisiejszej polsczyznie dać je poznać czytelnikowi; 
a im starszy, im ważniejszy jest pomnik, tćm więcej zacho- 
du około obrobienia jego poĄjąć wypadnie: gdyi tego ro- 
dzaju pismo jest właśnie zasadą dalszej budowy dzieła, 
bądź we względzie historyi języka, bądź rozwoju poezyi 
hib prozy, prowadzić się mającej. Co przywodząc do sku- 
tku, przedstawimy obecnie czytelnikowi rzeczone pomniki 
z jednćj strony; z drugiej pokażemy je w dodatkach, ż wszel- 
ką mozebną dokładnością opisując je i objaśniając tamie. 



1. Roku 1290. Urywek przekładu psalmów, 
luiii tlómacze psalmów i całego Psałterza, XIII wieku 

i następnych. 

Dłago istnieje naród, zanim cóś powiedzą o nim dzieje; 
długo brzmi język ludu, zanim jego mowa wyrazi się pi- 
smem, stawi się przed oczy kształt jej zewnętrzny, i obja- 
wi ducha, który ją ożywiał przez wieki. Troskliwie śledzi- 
my zabytków takich, a odkryte, bądź liche, bądź ważne, 
szacujemy wysoce, jako historyczne pomniki stopniowego 
rozwijania się naszej umysłowości. Są one tern dla historyi 
piśmiennictwa, czem świadectwa spółczesne dla dziejów 
narodu. 

W wieku XI w Czechach (1), a wXin,wieku (jeieli nie 
wcześniej) w Polsce, tłómaczono psałterz Dawida na język 
ojczysty. Odkryty dotąd pomnik najdawniejszy (z rękopisu 

(1) Szaffarzyka rozprawa w dziele ro%bor staroc%eske litera- 
tuty^ w Praze 1842. w kilku poszytach ćwiarlkowych wydanem. 
Portfwnąjl. 119. 



2S1 

który P. Gwalbert Pawlikowski w Medyce posiada), wyci- 
śnięty na kamieniu a w dodatkach do tego dzieła pod licz* 
bą 1. pomieszczony, odmienny jest od owego tejże samćj 
treści, który na okładce pargaminowej znalazł r. 1832 
Konst. hr. Swidziński, a drukiem ogłosił go P. Wisznie- 
wski, nader niedbale (1). Jest to psalm 50. i jest, podług 
naszego zdania, zabytkiem języka polskiego XIII wieku albo 
nawet wcześniejszym. Wnosimy to z kształtu pisma, które 
w charakterze podobne jest ówczesnym łacińskim urzędo- 
wym aktom (2). Dwoisty w nim, prostszy i poprawniejszy 
(drobniejszem pismem wyrażony,) język, wnosić pozwala, 
że to jest zabytek mowy polskiej z różnych wieków. Po- 
mnik ten jest snadź ułamkiem dawnego tłómaczenia wszy- 
stkich psalmów Dawida, które zaginęło, czyli przerobione 
na nowszy przekład zachowane nam zostało w tak zwanym 
Psałterzu Małgorzaty, (przełożonym, jak się jego wydaw- 
ca domyśla (3) r. 1338 dla Księżniczki morawskiej, imię to 
noszącej, któta była zoną Ludwika 1. Króla węgierskiego 
i polskiego). Pokazuye się to z porównania rękopisów me- 
dyckiego i krakowskiego (hr. Swidzińskiego), z Psałterzem 
rzeczonym. W owych rękopisach język i pisownia, grub-« 
szem zwłaszcza pismem wyrażona, różni się od Psałterza 
tego, lecz zgadza się z mm drobniejsze pismo rękopisu, lu- 
bo nie wszędzie i nie zupełnie. Co rozważywszy, wypro- 

(1) W historyl literat, polsk. I. 397. 

(2) W uwagach do pomnika tego, w dodatkach do tego tomu da- 
nym, szeroce się o tćm rozwiedziemy. 

(3) Psałterz Królowej Małgorzaty (z rękopisu) staraniem Stanisł. 
hr. na Skrzynoie Dunina-Borkowskiego wydany w Wiedniu 1834 r. 
Porówna) przemowę IV. ustpn. 

riśiosir. POŁB. T. X. ^^ 



282 

wadziłem ten wniosek: ze rękopisy owe obejmują dwa tłó< 
macźenia, z których grubszem pismem wyraione sięga wie- 
ku XIII, XIV. a oddane pismem drobniejszem wieku XIV, XV. 
i ie znowu to drugie tłómaczenie (zwłaszcza pochodzące 
2 wieku XrV) róim się od przekładu Psałterza Małgorza- 
ty, tak, iz troistego tłómaczenia psalmów na język polski 
mamy ułamki w tych dwóch pomnikach, całkowity zaś prze- 
kład w Psałterzu Małgorzaty posiadamy. Co większa, samo 
nawet tłómaczenie owego Psałterza, nie jest jednjm lecz 
kilkorakim, najmniej dwojakim przekładem, i składa się 
z dwóch części, czyli najmniej z dwóch tłómaczeń albo Psał- 
terzów złożone jest. 

W prologu, czyli we wstępie do Psałterza Małgorzaty, 
czy tjamy: Tu se doconawa (kończy) prolog lacynsky^ poU 
%ki y nemeczski^ a poczina se drugi la/cisz łaciński, pol' 
iky, y nemeczski. Po wypisaniu prologu stoi: Tu se doco- 
nawaie dwa prologi łacińskie polzki, y nemeczski^ a po^ 
czina se szallarz. Dwa te prologi wskazują nieochybnie na 
dwa przekłady, zawierające w sobie dwojakie tłómaczenie, 
jedno tliwy eh a różnie brzmiących tu psalmów; gdy przeci- 
wnie w przekładach Walentego Wróbla, Jana Kochano- 
wskiego i innych (będzie o nich niżej, i w pierwotnych dru- 
Kach) brzmią one jednakowo. Dla przekonania się o tćm, 
rozważmy psalm 13. Psałterza Małgorzaty ., Rzeki iest sza- 
lonrna serczu swoiem ne boga:*' i porównajmy go z psalmem 
52, tamże znajdującym się: ..Szkl (za Rzekł) iest glupy na 
swoiem serczu ne boga." Rozważmy tez psalmy 58, 65. 
i^Witargn me z neprzyaczelow mogich bosze moy, y ote 
wstaieczich na me zbaw me: Spewaycze bogu wszelika że- 
rna:" i porównajmy je zpsahnami 95, 97, 139, 146, 150. 



288 

Nakonific rzućmy okiem aa psalmy 76, 141. Jakie rółae 
jest ich wysłowienie! gdy pnedwnie u przekiadaaów pó- 
źniejszych (porównaj u Kochanowskiego psahn 14, 53) sto* 
wo w słowo brzmi jeden jak drugi. Si)dzę przeto, iz wPsał* 
terzu Małgorzaty psalm 13. jest przekładem jednego, a 
psalm 52. drugiego tłómacza. Różność stylu daje się spo* 
strzegąc i w innych psalmach, o czem napomykając (nie ta 
bowiem jest miejsce do rozważania rzeczy tej szczegóło- 
wo), uwagę zwracam na to, ze i nie tylko pod względem 
rozliczności przekładów, lecz i we względzie źrzodła, z któ* 
rego przekłady te wypłynęły, ważny jest Psałterz Hałgo* 
rzaty: ze pomnik ten pokazując nam mowy polskiej rozwi* 
Janie się, a pisowni pierwiastki, daje wskroś przejrzeć sto« 
sunek naszego do starosłowiańi^Liego i czeskiego języka: 
ze na koniec pokazuje jawnie, iź Księżniczka, dla którąj 
ten przekład zrobiono, nie tylko modlić lecz i uczyć się 
języka polskiego, (a przynajmniej przypominać go sobie, 
była bowiem Słowianką z rodu) miała z tego pomnika. 

Są w Psałterzu Małgorzaty miejsca nacechowane czystą 
polsczyzną, podobną do owej, którą w ułamkach Psałterza 
własnością pp. Pawlikowskiego i Swidzińskiego będących 
czytamy (1). Są tez insze, w których osobliwsza jest piso- 
wnia; tudzież są takie, w których się znajdują wyrażenia 
i składnia w polsczynie niezwyczajna. Pochodzi to ztąd, ie 

(1) Z tych przytaczam trzy. Na stronnicy 19. Psałterza Małgo- 
rzaty stoL „Słowa ust fego lichota y lescz. nechczal rozumecz, aU 
dobrze czinil." Na stronicy 27: ,^luehaycze tego wszistcy ludze. 
uszima poczuycze wszistcy gisz przebiwacze na swecze/' Na str* 
39. glista mola powedze prawdę twoie. wszego dna zbawene twoie/'* 



2»4 

Psałterz, nie wprost z hebrajskiego oryginału), albo łaciń- 
duej wulgaty, lecz z czescyzny przełożony będąc na ję- 
zyk polski, zachował wyrażenia właśnie te, którym podo- 
bnych w języku naszym albo nie mogąc, albo leniąc się wy- 
szukać przekładacz, wolał raczej żywcem z obcej wzięte 
mowy przyswoić językowi polskiemu, niź mozolić się nad 
wynalezieniem polsko-narodowych. Pomnąc nadto, ze cze- 
ski znowu Psałterz w XI jak rzekliśmy, czyli w wieku pano- 
wania cyrylizmu, przekładany będąc, (wtedy bowiem sta- 
rosłowiańskie wyrazy w pospolitem 'jeszcze użyciu były,) 
musiał tem samem zarwać wiele z cerkiewno-słowiańskie- 
go języka, przeto dziwić się nie będziemy, ze i w przekład 
polski wkradły się starosłowiańskie wyrazy, tudzież we- 
szły do niego sposoby mówienia i cyrylskiego prawopisu 
kształty (1). Zważając nakoniec, ze dzieło to pisane będąc 
ku wygodzie Księżniczki, która aczkolwiek z rodu słowiań- 
skiego pochodziła, lepiej jednakże obcy, niz polski posia- 
dała język, odgadniemy łatwo, czemu nie w polskiej tylko, 
lecz i w łacińskiej tudzież niemieckiej napisane być musiało 

(I) Oto kBka starosłowiańskich wyrazów w Psałterzu Małgorza- 
ty: na str. 2. ssod naczynie, 4. kako jako, 5. pr%a spór., 6. weln 
wał wody, fala, dotąd wełnowatisia^ burzyć się (co innego wołna 
wełna), 13. wem ze, wiele, wes%di wszędy, smar a upokorzenie 
(rossyjskie smirenie)^ 15./;^/starosh upwati, polskie ufać, 18. we- 
ttc%ayc%e starosh f^^/ic«a/i Iwielkim, sławnym czynić, 19. Ar^^^i 
starosł. kogda^ kiedy, 20. ne nie, 25. treszcz starosł. irjest łaciń- 
dde calatnus^ 40. opec% starosł. opiaty znowu, 49. gardliczya 
starosł. grlica^ synogarlica, 52. plot starosł. plod, płód, 70. górze 
starosł. gorje bieda, 90. czesarziwo w Ewang. Ostromira cesar^ 
*9iwije, dziś carstwo. 



285 

mowie: a odgadując dalćj uderzające nas w rzeczony m Psał- 
terzu zjawiska , pojmiemy- również, ze nie tak łatwo mógt 
wykonać dobrze dzieło ten, który go nie tylko przekładać, 
lecz i z obcych języków (łacińskiego i niemieckiego) jak 
rzekłem, przepisywać musiał. Biedził się on nie tylko z ję- 
zykiem y który czesczyzną i polskiemi prowincyonalizmami 
łataf, a niepewny, jaki wyraz więcej odpowiednim będzie, 
kładł jeden obok drugiego (szwankowali na to wszyscy 
niemal pisarze polscy, aż do czasu zjawienia się pierwo- 
tnych druków): łecz biedził się i zprawopisem, tudziei 
z sztuką pisania (z ortografią, grafiką). Zkąd poszło, ze 
jeden i tenże sam wyraz pisywał różnie (1); że jedne wy- 
razy! bądź po czesku kładł, bądź zczeska kreślił (2); że 
inne lichszą, a oraz dobrą obok polszcyzną, wyrażał (3); 
że je różnie, według różnej wymowy polskich narzeczy, pi- 
sywał (4); że machinalnie ;cy rylskie kładł, zamiast pol- 
skich, samogłoski (5); a nawet omyłki robił w pisowni (6); 
lubo co do tego szczegółu wątpliwość zachodzi, czy usterki 
w pisaniu na karb przekładacza, lub raczej wydawcy, który 

(1) Str. 3. Psałterza Hałg. w8%stky, wsitczy^ ws%i8tc%yyW9%U'' 
kt\ ws%itky. 

(2) Pr%to, %mi^ za pmeto^ %emi; gelyko^ skuikuóWy na co po- 
niekąd sam wydawca uwagę zwrócił 17, 59, 62. tamże. 

(3) Tamie 73, drogo prawoty albo prawdy. 

(4) Ut za od^ uica za owa^ podług wymowy WicUcopolanów, 
którzy uz9lo kładli i kładą, o%darl za ro%darł, 8, 30, 44. tamże* 

(5) JSTza/. 21, 22. tamże. 

(6) Tses%eta^ za Kseszeia^ Książęta 27, ie%ylem^ za iemykem^ 
XzdiB,D za iV, tamże 29, 36. 



286 

źle wyczytywai rękopis (1), policzyć należy. Jedno i dru- 
gie podobne jest do prawdy. Tak bowiem w rękopisie me- 
dyckim i Swidzińskiego, jak i w Psałterzu Małgorzaty, są 
oczywiste pomyłki piszącego, z pośpiechu snadź lub nie- 
świadomości wynikłe. Przejdźmy teraz do innych Psałte- 
nóWy jakie się po owych az do czasu zjawienia się polskich 
bruków pokazały. 

Czacki posiadał inszy od wymienionych rękopis tłóma- 
czenie psalmów obejmujący, i nazwał go Psałterzem Kró^ 
towej Jadwigi. P. Joachim Lelewel udzielił ztąd w kopii 
irierzytelnej dwa początkowe psalmy Benedyktowi Rako- 
^rieckiemu, a ten wydał je w drugim tomie dzieła swego 
pod napisem Prawda Ruska. Rozważając polsczyznę w za- 
bytku tym,, nie możemy żadną miarą przystać na twierdze- 
nie, jakoby w tej postaci miał rzeczywiście znajdować się 
w ręku wiekopomnej Królowej naszej, zmarłej r. 1399; po- 
mniki bowiem ówczesne języka polskiego mówią przeciwko 
temu, a polsczyzna rzeczonemi psalmami objęta świadczy, 
łe ^ne pisane być mogły najwcześnićj w drugiej połowie 
XV wieku. Co wszakże nie zaprzecza wieści, jakoby Psał- 
terz ten do Królowej Jadwigi należał niegdyś: lecz twier- 
dzi to, ze podobnemuz uległ co do języka przeistoczeniu, 
ak tłómaczenia w zakres tak zwanego Psałterza Małgo* 
rzaty wchodzące. 

(1) Na sir. 41, uwagę uczynił wydawca, Se wyraz ces%lo (uby- 
tek) mybie stoi za sess/^^ w czem pomylić się sam, bo ces%le dolnie 
stoi. Porównaj starosł. i8cze%ati „niknąc,"' u Miki. p. w. e%e%nąti. 
liaatr. 82. ktUdnu za krian^ ,^ań.'' Na str. 91. sy inyc A Z9i %lnych^ 
„zlelnychy ziołami obrosłych," również źle wyczytał. 



287 

Rzućmy pobieżnie okiem na niektóre osobliwości ręko* 
pisa P. Pawlikowskiego, rękopis SwidziAskiego jako mni^ 
ważny opuszczając. 

Spółgłoski piszą się w nim dwojako, dił, c\cz: na- 
demną, ołemne (odemnie), of, od; lice, lycza. Przy t nie 
kładzie się A, lecz przy g, i to nie zawsze : twego, vdrghy 
(wargi). Nosowe samogłoski jednym wyraiają się znakiem 
e, a w wymawianiu róinica jest między ą, ę, smilwjm (zmi- 
łuj się), poczel gesm sie^ (począłem się). Położono u za i, 
lutowana (litowania); g*, i za y, i przeciwnie stoi. Pisze się 
bowiem gest (jest), mich (mych), my (mi), lychoty, lichota. 
Są i wyrażenia szczególne, lecz rzadko: zlie(z\^)zdi grzech, 
usmerzone za uspokojone, sprawednoscz i sprawiedlnost 
za sprawiedliwość, pokład za zakład; fala (chwała) i sta-- 
wa jedno znaczą. 

Większa ogłada języka pod wszelakim względem jest 
w Psałterzu Małgorzaty, uiz w rękopisach medyckim i kra- 
kowskim, a większa jeszcze w tak zwanym Psałterzu Kró- 
lowej Jadwigi. Gdyż spółgłoski miękkie zawsze tu mają 
dodane z, a zaś twarde mają go niekiedy tylko. Samogło- 
ska /, /, zawsze się pisze przez y lub przez g: od kropki 
wszakże (która tylko na końcu wiersza jest, i to nie za- 
wsze), stoi litera duża. Nosowe samogłoski zachowane są 
wszędzie, lecz piszą się jednym znakiem. Przedimki i zaun- 
ki stoją niekiedy z wyrazem złączone, spójniki zaś od- 
dzielone są. Tak więc czytamy tu: / poczynayą szye kszyę- 
gy. Poszmyeyesze gym (naśmiewać się z nich będzie: spo- 
sób mówienia grecki który i Łacinnicy naśladowali). Ząday 
odemnye a damczy. A yusz Krolowye rozumyeycze. Py- 



288 

rtwy (pierwszy), wypowyada (głosi), inolwycz (mówić), 
co należy do osobliwych sposobów mówienia i wyrażenia się. 

Z tego, cośmy dotąd mówili, wypada wniosek, ze od 
czasu zawiązku tłómaczeń psalmów, pokazywały się nastę- 
pnie nowsze ich przekłady, czyli raczej dawnych przekła- 
dów przerobienia: co trwając az do zjawienia się druków 
polskich, spowodowało w dalszym następstwie czasu uje- 
dnostajnienie przekładów owych. Jak albowiem różne by- 
ły odmiany w rękopiśmiennych, tak również w drukowa- 
nych przekładach psalmów bywały różne zmiany: te więc 
ujednostajnić należało koniecznie. Oprócz wyżej wymie- 
nionych, widziałem jeszcze jeden przekład (Jest dotąd 
w rękopisie), który posiada biblioteka kórnicka. Rękopis 
jest w ćwiartce bardzo pięknie pisany na papierze. Tytuł 
jego Zoltarz Davida proroka. Na końcu stoi. Amen Tu 
yms yest dokonany e zoltarza pyssal Jeronym kapłan 
spoznanya Lat panskych'^i52S. 

Psałterze tej, jak rzekliśmy, postaci, wycisnął Wietor 
krakowski drukarz r. 1532, i zupełnie tak przedstawił pie- 
nia Dawida, jak stały w owych rękopisach, język tylko po- 
prawiwszy. Wiat trzy czyli r. 1535 pokazał się u niego 
druk nowy, który tegoż samego roku tamże powtórzony 
został. Z dwóch owych ekzemplarzów miałem jeden (tak 
nazwany Chyliczkowskiego ekzemplarz, znajduje się w War- 
szawie) w rękach, i porównawszy go z przekładem psal- 
mów Walentego[Wróbla r. 1539 drukiem ogłoszonym, prze- 
konałem się, ze jest od niego i od druku z r. 1532 ró- 
iny. Wniosłem przeto, iz ciągle nowe przekłady, a, po- 
dług nich i druki odmienne psalmów, wychodziły. Upe- 
wniłem się w tern mniemaniu, gdym dostrzegł rękopis 



280 

psalmów od wyliczonych dotąd zupełnie odmienny, (1), 
który znowu od druku Walentego Wróbiar ró£ny nieco 
być uznawszy, wniósiem dalćj, ii wciąż odmieniano psalmów 
przekłady, czyli, ze gdy z postępem czasu dawniejsze tió* 
maczenia nie zadowolały, przeto robiono nowsze. Staiszy 
byt przekładom zapewniło dopiero nowe tłómaczenie przez 
Walentego Wróbla zrobione, lubo i to nie na długo im go 
zapewniło: wnet albowiem i po nich pokazały się nowe od- 
miany w drukach, i coraz się nowsze zjawiały. Następny 
tom dzieła tego obszerniej się nad tem zastanowi: przy- 
wiedzie rozliczne druki psalmów zbiorem P. Jochera po- 
większej części nie objęte, a dodatek do dzieła naszego 
pierwotne druki wyliczający, przedstawi najstarozytniejsze 
Psałterze wytłoczone w Krakowie. Tamże zastanowimy się 
nad wewnętrzną wartością szczytnych Dawida pieniów, po* 
równamy je z lirycznymi pieśniami starożytnych pisarzów 
i t. p. Tu potrąciliśmy tylko o rzecz tę, a potrąciliśmy z tej 
przyczyny, ażeby wykazać, iz polskie piśmiennictwo od 
przekładu psalmów począwszy się, dążyło zaraz od pierw- 
szego zawiązku swojego do postępu; ze ciągle pracowało 
nad tćm, ażeby pierwszy na pargamin wylany mowy jego 
odgłos, wciąż się ulepszał we względzie języka, wyrazów, 
myśli, pisowni. 



(1) Z rękopisu krakowskiego zdjął jego podobiznę P. Kazimlrz 
Stronczyaski, i udzielił mi jćj. Będzie w dodatkach przy drukach 
pierwotnych (Porównaj tamże Psałterz z roku 1535 pod literą k. 
przywiedziony). 

nŚMIBH. P0L8« T. I. ^^ 



290 



3. R. 1390. Tlóiiiaeie pisma i. w XIV, XV wieku. 

Dla wiekopomnej Królowej naszej Jadwigi wytłómaczo- 
n0| (podług świadectw niemal spółczesnych) (1) pisAo ś. 
fin polski język, które mieliśmy za zaginione: lecz właśnie 
teraz przekonywamy się, ze i owszem istnieje ten przekład 
w Szarosz-pataku na Węgrach, który zabrany nam niegdyś 
będąc (jak się dorozumiewamy,) przez Rakocego w czasie 
napadu na Polskę, został następnie przez rodzinę jego za- 
pisany około r. 1648 lub 1652 wyznawcom kościoła hel- 
weckiego w Szarosz-pataku w Węgrzech. Lat temu kilka 
znalazł w Hamburgu P. Profes. Hofmann-Fallersleben na 
okładce starej książki łacińskiej (2) dwie karty polskiego 
przekładu pisma ś., proroctwo Daniela obejmujące. Po 
blizszem przypatrzeniu się temu rękopisowi, pokazało się, 
ie jest ułamkiem biblii szarosz-patackiej, której właśnie 
dwóch tych kart niedostaje (3), gdyż je wydarto z niej. 
Przed kilku laty dostał się nam z Królewca jeszcze jeden 
ułamek tąjze biblii, a w kilka lat później znalazł się urywek 
tłómaczonej ewanielii ś. Łukasza w tymże czyli Xrv wieku. 
Na kilka lat zaś przed owem od Professora Hoffmana zro- 
bionem odkryciem, P. Paweł Jolszaj wyjątek mały z biblii 
szarosz-patackiej przepisawszy, na kamieniu gor. 1829 wy- 

(1) Długosz I. B. 161. Karokowski w przedmowie do biblii tld- 
maczenia Wujka. 

(2) Theatrum scholastlcum Jo. Heur. AltstedfJ De Nobfilum pue- 
rorum Educatione Petri Pauli Yergerij. ' 

(3) Rozwiódł się nad tćm szczegółem P. Haoka w nowo przez 
siebie wydanym Slawinie Józefa Dobrowskiego (Porównaj 384 nstpn.), 
do którego odsełam. 



2»i 

cisnął i międiy znawców rozdał. Jeden z takowych odcF 
sków (obejmiue początek pierwsza księgi Mojżesza) dostał 
się do rąk P. Wacława Hanki, który nowo na kamieniu wy* 
cisnąć go dawszy (1), przyczynił się przez to do większe* 
go owej biblii upowszechnienia. Jest to ten sam ułamek, 
który na żądanie Rozalii z Książąt Lubomirskich Hrabiny Rze* 
wuskiej, a za pośrednictwem uczonego Hrabiego Maylatb, nie^ 
dbale niegdyś zdjęto z rękopisu szarosz-patackiego, i który 
wraz z podobizną^fac simile) umieścił w drugim tomie swyxłi 
Pamiętników o dawnej Polsce Julian Ursyn Niemcewicz. Znay 
dajemy między temi odpisami nie tylko różnicę wielką, ale 
nawet zupełne niepodobieństwo drugiego do pierwszego 
spostrzegamy. Nie dosyć bowiem ze zewnętrznej postaci 
pisma nie zachowano w pierwszym przerysie, ale nawet 
pisownię wyrazów odmieniono w nim, a co gorsza słowa po* 
przekręcano tak , iz na sam rzut oka pokazj-wało się nie* 
gdyś, ze rękopis szarosz-pa tacki, jeżeli rzeczywiście w U^ 
kiej postaci jest w pierwotworze, nie sięga tego czasu, do 
którego odnoszą go pospolicie. Błędniej jeszcze wydrukom 
wał ten . odpis P. Wiszniewski (2), wziąwszy go z Pamię* 
tników Niemcewicza, i bardziej jeszcze przez to przeciwko 
dawności rękopisu uprzedził. 

Teraz dopiero mając przed sobą ułamki owe, hambur* 
ski, królewiecki i szarosz-patacki, możemy z pewnościlą twier- 

(1) Przerys tego ułamku zrobił P. Hanka i wydał wSlawinie, 

(2) Whist. lit. polsk. I. 419. 1420. U Niemcewicza stoi yrosz- 
d%elrl^ u Wiszniewskiego /r<?«s£f9^«r/, w rękopisie zaś, podług 
przerysu P. Jokzay, yro8%d%elyl za i rozdaielii i t. p. 



dzić, ze juz w XrV wieku mieliśmy ttómaczone pismo ś. na 
język polski, i ze wyjątki owe pochodzić mogą z owego 

Ś 

przekładu, który dla Jadwigi Królowćj zrobiono, a nastę- 
pnie przerobiono go dla matki Kazimirza Jagielończyka. 
Zewnętrzna bowiem i wewnętrzna postać wszystkich trzech 
ułamków świadczy za tem, ze one do XIV wieku należą. 
Twierdzą dzieje, i uwaga ręką XVI wieku na szarosz-pata- 
ckim rękopisie zrobiona poświadczyła to, ze na żądanie 
Królowej Zofli, czwartej zony Władysława Jagieły a mat- 
ki Kazimirza Jagielończyka, Ksiądz Jędrzej z Jaszowic jej 
Kapelan r. 1435 wytłómaczył pismo ś., które w Nowem- 
mieście (Korczynie) przepisane zostało (1), i ie właśnie 
rękopis szarosz-pa tacki jest owćm tłómaczeniem. Lecz 
zwaSając na postać rękopisu, można twierdzić: ze on da- 
wniejszym jest, ze nie z XV ale z XIV pochodzi wieku, 2e 
zawiera przekład pisma ś. dla Królowej Jadwigi, nie zaś 
dla Zofli zrobiony; ze jeżeli jakowe tłómaczenie pisma ś. 
dla drugiej uczynione było, takowe albo zaginęło, albo 
tez nie inne być mogło, jak zrobione dla Jadwigi, a prze- 
robione dla Zofli. 

Nie ulega bowiem £adnej wątpliwości, ie jak psalmy 
Dawida, tak i inne księgi pisma ś. przerabianiu ulegały. 
Tłómacz, wziąwszy przed się dawniejszy, jeieli był jaki, 
przekład dzieła, wygładził go tu i owdzie, dawne sposoby 

(1) Inny ekzemplarz tego rękopisu, również na pargaminie we- 
dług rękopisu Księdza Jędrzeja z Jaszowic, przez Piotra z Radoszyc 
w tymże czyli 1455 r. przepisany, miała niegdyś posiadać rodzina 
Krotkowsklcli , (Porównaj rozprawę P. Prof. Andrz. Kucharskiego 
w Pamiętniku Religijno-Morah. zr. 1849 w poszycie Listopadowym 
na stroniący 455), który gdzieby się dziś znajdował, nie wiemy. 



298 

mówienia zamienił na nowsie , i tak zrobił nowe nibyto 
tłómaczenie, a w rzeczy samćj dawne podał za nowe, cudzą 
pracę za własną udawszy. 

Według zapiski na rękopisie szaroszpatackim zrobionej, 
miało być pismo ś. tymże rękopisem objęte wytłómaczone 
dla Zofii i, według tejże, była przedtem biblia około roku 
1390, za staraniem Królowej Jadwigi przełoiona. Właśnie 
język i pismo szaroszpatackiego rękopisu dowodzi, ze się 
przeciwnie jak zapiska mówi rzecz miała; ie niem objęta 
biblia nie r. 1435, lecz r. 1390 pisaną, a więc dla Jadwigi 
nie zaś Zofli tłómaczona i przepisana być mogła. Zkąd wy- 
pływa, ie jeżeli druga Monarchini miała osobno dla siebie 
zrobiony przekład, miała tylko odnowienie i wygładzenie 
dawniejszego, nie zaś tłómaczenie zupełnie nowo zrobione. 
Tą pracą (która zaginęła) mógł się zająć Ksiądz Jędrzej 
z Jaszowic. Wygładziwszy on tłómaczenie dla Królowej 
Jadwigi zrobione, i tak przystępniejszym je do czytania 
matce Kazimirza Jagielończyka uczyniwszy , pozyskał sła- 
wę tłómacza, gdy przecież był on tylko dawnego odnowi- 
cielem. Zapisnik szarosz-patacki, dowiedziawszy się o dwo- 
jakiem tłómaczeniu biblii dla dwóch Królowych zrobionćm, 
wnioskował, iz dochowany przekład prędzej do drugiej, 
niź do pierwszej Królowćj nale|ął, i na pozór wnioskował 
słusznie; co albowiem młodsze jest wiekiem, prędzej się 
zachowuje przy życiu, niz co starością trąci. Wszelako 
wnioskował on słusznie na pozór tylko: często albowiem 
i przeciwnie bywa, co się właśnie na dwóch tłómaczeniach 
tych sprawdziło, gdyż starsze ocalało, a zaginęło młodsze. 

Cośmy przy opisie przekładów Psałterza rzekli, toz sa- 
mo i o przekładzie innych ksiąg pisma ś. rozumieć naleiy. 



2U 



Biblia bowiem naprzód częściowo, a dopiero później całko- 
wicie w rękopisach i drakach pokazywała się : naprzód 
z tłómaczeń, a następnie z oryginału lul} tak zwanej wui* 
gat}', wychodząc po polsku. Według zapiski na szaroszpa- 
tackim rękopisie zrobionej, nie dostaje biblii owej nowego 
zakonu, przypowieści Salomonowych, Eklezyasta, Syracyda, 
Proroków, ksiąg Machabejskicb, Ezdry; chociaż, według 
Długosza (1), łożyła Królowa staranie na przekład całego 
starego i nowego zakonu. Nie dziwujmy się temu , jeżeli 
bowiem dopiero Jadwiga postarała się o przekład pisma ś., 
wi^ trudno przypuścić, ażeby go mogła była od razu mieć 
całkowicie przełożone: ażeby się był znalazł taki, któryby 
bez poprzedniczych przygotowań, i drogi ku temu przez 
nikogo sobie utorowanej nie mając, mógł był sam jeden 
podołać tąj pracy. Wszakże od czasu pokazania się prze* 
kładu pisma ś. przez Cyrylla i Metodyusza, tudzież uczniów 
ich zrobionego, nie miał od razu całego pisma ś. na oj czy* 
Sty język żaden lud słowiański przełożonego, ani tez po 
wynalezieniu sztuki drukarskiej całego od razu wytłoczo- 
nego nie posiadał. Wszelako ze juz za czasów Królowej 
Jadwigi nie tylko stary, lecz i nowy zakon, czy całkowicie 
czy cząstkowo, przełożony istniał, pokazuje to ułamek 
przekładu tegoż, który inną a nie szaroszpatacką dostał się 

(1) Długosz I. B. 161. mówi o Krdlowćj Jadwidze: tantummodo 
ad orationem et lectionem librorum dlTinorum, yidelicet veteris et 
noTi testamenti, Omeliarum quatuor Doctorum, vitas patrum, Sermo- 
nom et Passionum de Sanctls, Heditationum et OraUonum BeaU Ber- 
nardl, SancU Ambrosif, reTelaUonum Sanctae Brigittae, et plurimo- 
rum aliorum de Latino in Poionicom translatorum, aniionm et cogi- 
tationen inteaderat. 



2»S 

nam drogą. Z tegoż (czeskiego) przekładu co i psalmy, biblia 
szaroszpalacka aa polski język przerobioną została (1), 
i z tego języka robiono wciąS polskie przekłady: albowiem 
i Leonard Dominikan, który przed r. i 56 i pierwszy kato> 
licki pisma ś. zrobił przekład (2), radził się czeskiego tłtf-* 
maczenia. 

W dodatkach do naszego dzieła przywiedziemy pod 

liczbą 2. owe urywki starego i nowego zakonu, z krótkićm 

« 

objaśnieniem ich archeograflcznćm. Tu zastanowimy się 
nieco nad niemi w filologicznym względzie, biorąc na uwa* 
gę głównie prawopis i wyrażenie się językowe, każdego 
w szczególe z pomników owych (3). 

Kropkuje się tu i owdzie y (4), nosowe ą podwaja się 
(5),c, 8^ wyraża się niekiedy szepluniawo i bez pomocy z (6), 
lub z z użyciem go (7): wszakże się te litery i ostro piszą, 
zastępując przez to dzisiejsze kreskowanie i kropkowanie sa- 
mogłosek i spółgłosek rzeczonych (8). Kładą rękopisy na- 
przemian s, % (9); c za A: nie używają; pomiędzy i, y, g, nie 

(1) Hanka SlaTin 391. DobrowskI Sloyanka II. 137. 

(2j J. Huczkowskl w Dwótygodnlku literackim IŁ 378. nstpn. 
Nowy zakon wcześnićj bo r. 1556.^ lecz najwcześniej protestancki 
przekład tegoż zakonu, gdyż r. 1551, 1552^ wyszedł. Porównaj Jo- 
chera obraz II. 7. nstpn. tudzież artyk. JanSeklucyan. 

(3) Joh%,^ hamb. król. znaczy ułamek przez P. JolszaJ udzie- 
lony, tudzież hamburski i królewiecki urywek oznacza. 

(4) Jolsz. pisze nijebo ij s%emije za niebo i %iemic. 

(5) Hamb. beedz za bądź, 

(6) Hamb. gorecego^ królestwo ^ %apalne. 

(7) Hamb. padaiacz^ czassu. 

(6) Hamb. krtfl. szeszcz za sześć, szelyazo za żelazo. 
(9) Hamb. setrze za zetrze^ sgladzi za zgładzi 



296 



czynią różnicy, lecz może kładą g za j. Mają tez wyraże- 
nia w których a nie wymawia się nosowd (1). Zresztą trzy- 
mają się wszystkie trzy ułamki tejże pisowni co i tłómacz 
psalmu z r. 1290. Pod względem wy rażenia się zastanawiają: 
niezwyczajne kształty przypadkowania i liczba podwójna 
(2), przymiotniki nowe na wzór których utworzono nastę- 
pnie rzeczowniki (3), grecyzmy i słowianizmy (4), nazwy 
urzędów i ludzi stanu (5), nowe rzeczowniki (6), wątpliwe 
wyrażenia (7), skupianie wyrazów zbyteczne, czyli tak 
zwane pleonazmy (8). 

3. 4. a) Kazania i modlitwy kazanne z XIV. wieku , 

tudzież Dekalog z r. 1399. 

Aczkolwiek, po wprowadzeniu do Polski rzymsko-kato- 
lickiego obrządku, odbywała się służba boża po łacinie, 

(1) Mos%owye kaldeyscU mężowie chaldejscy. 

(2) Zgładzi wszitka [wszystkie) królestwa; Podzwa^ s%tasta^ 
iwima, wyelya^ 8%enye (zony), //. 

(3) Sziwe objecie a zapalne żywe ofiary (obiaty; i martwe, pó- 
źnićj tale nazywane całopalenia, 

(4) Hamb. daniel biwal wewrocy ech (we wrotach, tni^ ev 3t^ 
caic^ w pałacu) krolyowicA. Król. nynie (teraz). 

(5) Król. ricenlwOy lyud (lud), Hamb. Król posiał zbyracz sług 
myslrzow asedz (a Sędziów) awogewod aszłacAcyczow y włoda- 
rzow y wszech ksieszeł ze wszech włoscy abi sye seszły aszłya- 
chcyci ałepszi (greckie oi acioroi), 

(6) Hamb. i król. usłiszeły wszełkego stroia (instrumentum) 
iptewaiecegOy równia (rówiennik), posatka {pobyt)^ przikazowanye. 

(7) Król. myasło, miysło^ znaczy miasto i miejsce, 

(8) Lyudze y narodowy e y iezikowye modłyły se sye, ludzie 
1 narody i pokolenia modliły się. 



297 

jednakże kazania miewano w języku polskim, czego dowo* 
dzą mające się w dodatku do tego tomu przywieść pi- 
śmienne tego rodzaju zabytki, z X1Y i X\ pochodzące wie- 
ku. Zwracam więc uwagę czytelnika, na umieszczony tam- 
że pod liczbą 4. urywek z kazania napisanego w XIV wie- 
ku, który się krótko, a przynajmniej krócej niz czeskie te* 
go rodzaju, z wieku XI\. również pochodzące pomniki, 
wyraził {!); tudzież na kazanie zr. 1420 niżej pod liczbą 
15 przywiedzione, które się podobnie jak to tu kazanie za-, 
czyna, i podobne jest w składzie do niego. Resztę, coby się 
o kazaniu tem dało powiedzieć pomijam teraz, (gdyż w dru- 
gim mojego dzieła tomie, mając rzecz o wymowie kaznodziej- 
skiej w Polsce, dotknęli tego pomnika), a słówko powiem 
o Dekalogu w napisie do tego artykuiu wspomoionym. 
Odkryto takowy w rękopisie teologicznej treści, w biblio- 
tece byłego Uniwersytetu Warszawskiego (do której się 
około r. 1820, jak niżej w artykule pod liczbą 13 opowie- 
my, dostał) znajdąjącym się. Stanowił część nabożeństwa 
kościelnego, temu które niżej w artykule 15 opiszę podo- 
bnego, W dodatkach do naszego dzieła będzie ten Deka- 
log pod liczbą 3 wydrukowany. 

4. b) Przysięgi sądowe, przekłady I układy 
statutów Xl\^ XV wieku. 

Z religią łączy się ściśle sprawiedliwość. U nas ona tak 
samo wymierzała się narodowi Jak się służba boża i reszta 
nabożeństwa odbywała. Bo, jak rzekliśmy, msza ś. odpra- 

(1) Porównaj wyboru literatury czeskiej stronicę 1062. 

FIBMUN. POŁ8. T. I. 3 O 



298 

wiała się po łacinie , po polsku zaś reszta nabożeństwa. 
Prawo i wyroki sądowe pisały się również po łacinie, 
wszystko zaś, co powodowało takowe, odbywało się w ję- 
zyku polskim, a mianowicie: rozprawy o mających się sta- 
liowić na wiecy prawach, w ojczystym się języku toczyły: 
w tymie języku rozważano i objaśniano zwyczajem utwier- 
dzone prawa, czyli statuta: w tymże procedura odbywała 
się sądow& Szacowne tego rodzaju zabytki doszły do na- 
szych czasów, i składają się: z przysiąg sądowych i, ze tak 
powiem, homagialnych, z tłómaczeń statutów łacińskich na 
język polski, z układów prawa miejskiego. Przejdźmy je 
po szczególe. 

W pamiętnikach moich ogłosiłem znaczną liczbę przy- 
siąg i innych pism sądowych, które się do postępowania 
prawnego, w sądach ziemskich w XIV, XV wieku odbywa- 
nego, odnoszą. Obecnie dwa zabytki takowe nowo wynale- 
zione rozważę, które w dodatkach pod liczbą 5. wydruko- 
wane będą. Więcej tego rodzaju pomników przytaczać nie 
chciałem i nie chcę. Nie mogę bowiem głębiej w ogrom 
tego rodzaju źrzódeł się zapuszczać, bobym go i nigdy nie 
wyczerpnął, i nicbym ztąd znakomitego, dla historyi litera- 
tury nie wydobył. W ogóle mówiąc, są te źrzódła nader 
ważne dla samego tylko historycznego polskiej mowy roz- 
woju. Zastanawia w nich ujednostajnienie wyrazów, czego 
w przekładzie pisma ś. i w kazaniach nie dostrzeżesz (1); 
co poszło ztąd, iz gdy prawu szło głównie o dobitność 

(1) W Psałterzu są wyrazy dwoistego brzmienia a znaczcDla je- 
dnego, cospodzin, pan; w zabytkach prawnych są one tylko w je- 
dnam wyraSeniu. 



i pewDość, przeto musiaia sądowo-prawna mowa trzymać 
się wyrazów jasne zoaczenie mających. Nie biądzimy w^c 
(zdaje się nam,) gdy utrzymujemy, że głównie przez pisma 
prawne coraz więcej ustalał się język polski. Pisownia jest 
w nich taka sama, co w zabytkach poprzedmcb; albowiem 
miękkie i twarde spółgłoski albo się wyrażają przez po* 
dwójne, albo bez podwojenia stoją (1); co może. jest oso- 
bliwością/czyli zabytkiem mowy szepluniejącej. Utwierdza 
mnie w tern mniemaniu pisownia wyrazu czso. Dodane z 
ostrzega że tu c nie wymawia się jak /r, a ^ napomina, że 
to c ma być wymawiane cicho (co) (2), Czytamy też^z^ita 
(szz}Biś)\sijnay{s)Xk9i), z kresko wanem lub niekreskowanćm 
s, a niekiedy ^ za c (3) znajdujemy. Nosowe samogłoski 
wyrażają się albo przez o przekreślone (e), Jub przez aft. 
^toi więc lankOy rankoiemstit, lanke. Przedimki i zaimki 
stoją razem (poti maści, gdzie poły napisano za po tej (ma- 
ści). Do osobliwych wyrażeń należy nay za narni^ kuglo* 
wal (ztąd kuglarz) za oszukiwał: do technicznych zaś rola 
wsdana (dana) za » sądownie ustąpiona," wrzudl (w co) 
za «wwiązał się." 

Wydane przez P. Joach. Lelewela (w jego hislorycznych 
pomnikach) tłómaczenia z łaciny dawnych statutów, nale- 
żą, uważając je pod względem sztuki, do historyi prawo- 
dawstwa; pod względem języka odnoszą się do dziejów 
piśmiennictwa: dla tego też uczynimy tu króduchną o nich 

(1) Jassek^ Jasiek, pornos pomóż. 

(2) Nizćj (Pamiętn. U. 345) wjTaźaie nawet napisano cOy i zno- 
wu c%sloweka za cłowieka. 

(3) Staniciaw, niby StanićiaWy Stanisiaw, Stanisław. 



soo 

zmiankę. Chcąc dać czytelnikowi -jakiekolwiek wyobraże- 
nie o pisowni, stylu i sposobie zapatrywania się tłómacza 
na rzecz przedsięwziętą, kładziemy przedmowę, która oby- 
czajem ówczesnym stoi na końcu dzieła: .Criste tohye 
phala yusz prawa Polska szą dokonana, yasz wykładana 
przes mystrza y doctora Swanthoslawa Swoczyesbyną cu- 
stosscba kosczola Warszewskyego swąntbego Jana na pro- 
szbą Maczeya sz Rozana pysarza ksządza Bolesława y Cyrz- 
skego plebana pyszana przes Mykolaya Suieda pyszarza y 
burgmystrza Wareczskego myesczanyna latha narodzenya 
bożego, thyszącz y cztirdzesczy dzewyąthego Amen.- 
Zkąd się pokazuje, ze tłómaczenie to zrobił Swiętosław 
z Wojcieszyna, a rękopis skreślił Mikołaj Suieda (1). Tłó- 
maczenie tych praw drugie zrobiono roku 1503, jak ko- 
niec jego (2) opiewa: „Tu sie dokonały statuta Krolia Ka- 
zimierza w.Wisliczy slozone Anno domini 1503.** Trzeci 
przekład zrobił bezimienny, o czem się tenże wyraził w ten 
sposób (3): .Koniecz ustaw albo statuth Kazmirza Wiel- 
kiego Wisliczy postanowionych y potwierdzonych, w piątek 
dnia zwiastowania panny Mariey Roku pań*<kiego 1541." 
Oprócz tych są jeszcze insze przekłady w XVI także zro- 
bione wieku. Z rękopisu wydał je w podobiznie (fac-simile) 
P. Kazimirz Stronczyński, ale nie cały rękopis odwzoro- 
wał. Dopełniając jego pracy, ogłosił całkowity rękopis 

o 

P. Wójcicki (4), wraz z piękną rozprawą P. Feliksa Zocho- 

(1) Porównaj 132 pomoików Lelewela. 

(2) Porównaj tamże 93. 

(3) Porównaj tamże 1 25. 

(4) Statuta polskie króla Kazimirza w Wiślicy złożone, w War- 
szawie 1847. 



301 

wskiego nad językiem polskim XV wieku, w porównaniu go 
z dzisiejszym. 

Uderza różnica języka w przekładach statutów: miano- 
wicie Swiętosław zWojcieszyna różni się wielce od tłóma- 
cza zr. 1503. Pierwszy używa jednej tylko nosowej samo- 
głoski ą, a w miejsce g kładzie ^,[ drugi ma obiedwie (1). 
Gdzie ów a tam kładzie ten o (2). Tamten miękcząc i twar- 
dząc spółgłoski skupia je, ten nad iy c kreskę kładzie, a 
przy i zamiast kropki stawia r (3). Drugi używa nader 
często spółgłosek miękkich (4). Pierwszy pisze j\ a w miej- 
sce jego niekiedy y (5), kładąc zaś spółgłoski kieruje się 
słuchem i podług wymowy wyraża je, używając p za b, 
qw za k, ph za /*, id (6); po t kładzie h lub opuszcza go, 
przed n pisze p (7). Wyrażenia ma dawne (8), i formy 
słów niezwyczajne (9). 

Ów Maciej z Różana, na którego prośbę zrobił Swięto- 
sław z Wojcieszyna przekład praw polskich, zajął się sam 
tłómaczeniem praw mazowieckich. I jego pracę wydał 

(1 ) Sądą^ sąndu: miedzy , micd%y. 

(2) Kas%di (każdy), kozdy. 

(3) C%oby lub czsoby^ ćoby: yic%, idź, rze (ze). 

(4) ObyćaJ^ kmiecie^ dostpiaćienia^ nąń, być^ w sćepye, ośm^ 
oblićnosc^ oczysćenia, 

(5) Jako, yest. , 

(6) Poyowanya za bojowania^ ąwartą za kwartą, pholwar- 
kowy za folwarkowy, wnukephi za wnukwi (drugi przypadek liczby 
pojed. od wnukiew^ wnuka). 

(7) Przelh^ przet, we mpnyeyszych za w mniey szych. 

(8) Przes za bez, tbeyo dlya za „dla tego." 

(9) Ubawszy się za bojąc się. 



302 

s rękopisu J. Lelewel (w bistor)'C£Qycb pomnikach). Wyją- 
tek ztąd podobnyz, co z dzieła Swiętosława przywodzimy: 
•Dokonali szą syąn kszangi praw osswyeczonych xan- 
schanth Mazowesskych na przykaszanye osswyeczonego 
xąndza Bolesława bosząn myloscząn \andza pana 1 dzyedzy- 
cza Czyrsskyego viIozone slaczynskyego wpolsky viklad 
przes poczestnego xandza Maczieya z Rozana pyszarza skar- 
bnego canonyka Warscbewskyego i plebana Czyrskyego py- 
szani przes rąnkąn Mykolaya Sułeda pyszarza 1 burgmistrza 
w tby czassy Warzeczskyego w szobotąn wyelkan dzyen swan- 
tego Ambroszego latb narodzenya bożego, tyssyancz czti- 
rzysthapyanczdzyesyaolego. Amen." Pisownia Macieja zRo- 
iana takaż sama jest, co u Swiętosława z Wojcieszyna, a 
więc [opuszczam ją. Zastanawiam nad wyrażeniami osobli- 
wszemi (1). 

Po wygaśnieniu rodu Książąt mazowieckich roku 1526. 
i przyłączeniu Mazowsza do korony, Zygmunt I. król polski 
wyznaczył kommissyą do spisania wszelkich statutów Ma- 
zowsze obowięzujących. Ta dokonała powierzoną sobie 
pracę r. 1531, którą pozostawiła w rękopisie. Odkrywszy 
ją, wydam z czasem przy historyi prawodawstw słowiań- 
skich nowo obrobionej. Zastanawia w tym pomniku język 
na wymowę syczącą zarywający, szepluniawość zarzucający 
i t. p. jak dowodzi napis tych praw, który tu w całości 
kładę: »Na roskazanie naiasnieisego Sigmunta Krolia pol- 

{\) Po wyelyc%e (wielkiej) noczy, w cząńscz brała swego 
kthorego nye (nie masz) w żyemy nye ma syąn wtnyałac% 
(wwiczywać), wschitek grzech (przewinienie) «cAi;^f/t (szyją, ży- 
ciem) swąn %aplac%yli. Gdidwa czlowyeky myedzi iobąn ru- 
tchUasta bi zalobą o rolee. Porów. pomn. Lelew. 133—135, 152. 



303 

skiego Yielkiego kxiązączia litewskiego Ruskiego Pruskie* 
go tes ijmazoweczkiego pana i dziedziczą Seim walni ij wo- 
lani warsewie aa niedzrelią wtorą wpost roku Bożego Tisią- 
czaego piączset-trzidzie-pierwsego. " 

Ważnym zabytkiem praw ziemsko-gminnycb jest Praw> 
bartne (Bartnikom należącej^ ktńre zebrał, czyli zwy- 
czajem utrzymujące się spisać kazai r. 1559 Krzysztof Ni- 
szczycki Starosta przasnyski, i drukiem je w tymże ogłosił 
roku. Zaginął ten druk, a pozostai! przedruk zr. 1730, 
który znowu przedrukował P. Wójcicki w tomie rV wyda- 
wanćj przez siebie Biblioteki Starożytnej. Ponieważ język 
pierwotny Mazowszan zupełnie wygluzowano wdruglćm 
wydaniu, przeto pomnik ten nie należy juz do historyi li- 
teratury, lecz do prawodawstwa 

Kończą szereg statutów ziemskich konstytucye i ucbwa- 
ły sejmowe, które się w polskich drukach pojawiają począ- 
wszy od r. 1550 (będzie o nich przy drukach pierwotnych). 
Dawniej bowiem li tylko po łacinie wychodziły na sejmach 
stanowione prawa. 

Posiadamy nadto polski przekład umowy, przez Bo- 
dzantę Biskupa krakowskiego z Kazimirzem W. Królem, o 
dziesięcinę kościelną zawartej, w której r. 1361 pośredni- 
czył Jarosław Arcybiskup gnieźnieński. Umowa ta, z łaciń- 
skiego oryginału (znajdującego się w J. W. Bandtkiego zbio- 
rze praw polskich najdawniejszych) przełożona na język 
polski r. 1449, jest na czele przekładu statutów przex Swię- 
tosława zWojcieszyna zrobionego. Posiadamy na koniec 
układ praw miastom polskim służących, które pod nazwi- 
skiem Ortylow (z niemieckiego das UrlheilJ znane są w hi- 
storyi prawodawstwa. Róine się ich rękopisy znajdują; 



304 

dvra są Dąjdawniejsze. Jeden zr. 1450 własnością jest biblio- 
teki zakładu naukowego imienia Ossolińskich we Lwowie; 
drugi, r. 1500 przepisany, znajduje się w posiadaniu P.Kazim. 
Stronczyńskiego. Zastanawiając się nad drugim (1) przy- 
puszczałem, ze rękopis ten będąc kopią dawniejszego, od- 
pisywany później bywał kilkakrotnie. Obecnie pokazało się, 
ze dawniejszy od wspomnionego istnieje Jrzeczywiście. Bi- 
blioteka bowiem zakładu naukowego imienia Hr. Ossoliń- 
skich we Lwowie, posiada rękopis, którego warszawski 
ów, własnością P. Stronczyńskiego będący, kopią byc się 
zdaje. Wszakże i lwowski rękopis nie jest oryginałem ale 
kopią tylko, ze znanych dotąd najstarszą (2). l)am w do- 
datkach pod liczbą 28 wyciąg z warszawskiego rękopisu, 
a w nowem wydaniu historyi prawodawstw rozwiodę się 
nad nim dziejowo. 



5. Przed r. 1399 nstpn. Początek pieŃniarstwa polskiego. 

Jan Łodzią i inni wcześniejsi od nie^o i późniejsi 

pieśniarze. Godzinki do Najś. Panny. 

Rozpocząłem wyliczenie pomników piśmiennictwa nie 
pieśniami, lecz psalmami: dla tego, ze pierwszych żaden 
zabytek nad wiek XIV dawniejszy nie doszedł nas ; lubo 
są ślady w dziejach, ze obok pieśni duchownej treści były 
i świeckie (historyczne,) juz wczasach najdawniejszych, 

(1) W BIbl. Warsz. r. 1846 IV. 362. nstpn. 

(2) W katalogu rękopisów blbl. OssoUósk. zapisany jest pod 11- 
czbą 51. Ma kart 155, i cały pisany po polsku. Oprawa w deski ma 
na klamrach r. 1450, który wskazuje na czas przepisania rękopisu. 



gdyż śpiewywai. takowe Bolesław Krzywousty, Przemy*: 
siaw L Książę wielkopolski , wieśniacy biczowników sektge 
uczestnicy (1) i t p., jak o tern w obrazie poezyi polski^^ 
w drugim tomie tego dzieła przedstawić się mającym, opo*. 
wiemy. Z drugiej strony rozważając rzecz zgodzimy się na toy 
ze po kościołach śpiewywane przez Kapłanów pieśni włacifr' 
skim układano wierszu, jak się o tem wmoskować godzi zft 
zbioru "pieśni, przez Jana z Łodzi r. 1346 ułożonych, który* 
opiszę. 

W katalogu rękopisów biblioteki uniwersy teckićj w Wro^ 
cławiu pod liczbą 236 (2) zapisany rękopis łaciński, jest 
w kształcie arkuszowym, i pochodzi z biblioteki kapitulni 
nyskiej (Neisse). Zawiera różne polemiczne przeciw Wk 
kleflstom i Hussytom wymierzone pisma, Psałterz, traktat- 
o hymnach, wykład Ojcze nasz i zdrowaś Mary a, iiakio*^ 
nieć różne łacińskie pieśni. Pisany jest po łacinie w XV 
wieku. Na karcie 201 ma pieśni łacińskie, z których dwie^ 
zdają się być układu Biskupa poznańskiego Jana Łodzi 
r. 1346 zmarłego (3). Domysł mój na samej tylko treści 
piosnek owych opieram , gdyż prócz króciuchnćj o tem 

(1) Prcgcedebanł y mówi Boguchwała, guandum cantiienam 
prmcinentes. 

(2) Classis I. Dogniatica, polemica, apologetica f. 60. 

(3) Są o śś. Piolrsie i Pawle, o Najśw. Pannie. Wypisujemy 
ich początek. 

Apostolonim passio diem sanciyit seculi Petri triiimphum nobUem 
Pauli coronam preferens Conranxit eąnales viros cmor trinmphalis ne« 
cis deum secntos presulem Christi coronavit fides. 

I^alve funs hostium poitus asylani corona martirum sanctomm bo- 
norom a te bona flnunt ad teqae recarmnt Yirgo flos Yirginuiii. 

PIŚMIBN. POŁS. T. I ^Sf 



808 

snianki, żadnego zresztą dowodu nie znalazłem na to w rę- 
kopisie, ażeby śpiewy te rzeczywiście miały od Jana Łodzi 
pochodzić. Nawet początek ich jest inny jak u Długosza (i), 
i rozkład inny; gdyż, według zeznania kronikarza, pieśń 
o ś. Piotrze odrębną być miała od pieśni o ś. Pawle, a wrę* 
kopisie naszym jedne pieśń o obudwóch znajdujemy świę- 
tych. Zważając jednakże na to, ze rękopjs ów zawiera całą 
niejako himnologią dyecezyi wrocławskiej, i ze jak w innym 
względzie tak i w pieśniarstwie zbliżała się taz dyecezya 
^ do urządzeń warchidyecezyi gnieźnieńskiej (częścią jej była 
wrocławska az do pierwsząj połowy XVII wieku) (2) za- 
chowywanych, i wnosząc ztąd, ze gdy kościół polski cały 
(ffła archidyecezya gnieźnieńska) nucił, według świade- 
ctwa które dał Długosz , pienia Jana Łodzi, przeto i na 
Sdąsku mogły być po kościołach jego śpiewywane himny. 
Z tych przeto powodów twierdzę, iz pieśni owe wrocław- 
skim rękopisem objęte, są właśnie przez poznańskiego uło- 
żone Biskupa, i ze są może oryginalne, a rooze tez prze- 
robione. 

Lecz ułozyłze je Łodzią po łacinie lub po polsku? Nie 
daje na to odpowiedzi dokładnej historya. Zważając atoli, 
ze Długosz mówi, iz kościół polski, czyli Kapłani nucili po 
prymie (po jutrzni) owe pieśni, i ze ilekroć o pieśniach 
śpiewanych w kościele mówią kronikarze, zawsze przez to 

(1) I. 1078. Według niego miała się pieśń o s. Piotrze zaczynać 
Tu es Petrus^ a pieśń o ś. Pawle miała być osobna, insza więc jak 
w naszym rękopisie. O Najświętszej Pannie zaczynać się miała Salve 

* saluiis ianua, przeto InaczćJ jak w przywiedzionym pomniku. 

(2) Jul. Bartoszewicza Królewicze Biskupi, w Warszawie 1851. 
FordwDaj 2S9 nstpn. 



309 

łacińskie od dochowieAstwa nucone pieśni rozamieją; t tyA 
więc powodów mniemam i to, ie Łodzią nie po polsku, al^ 
po łacinie ułożył owe bimny. Dla tego tez wspomnieliśmy 
tu o nim w tym jedynie celo, aiebyśmy przejście czyniąt 
od dawniejszych. do nowszych, z koicem XIV wieku występ 
pojących pomników, wykazali i to. ie istotnie Sądnego za^ 
bytku z wieku XIII poznane dotąd polskie pieśniarstwo nit 
przedstawia. Dopiero kom'ec XIV wieku, rozpoczyna się sze* 
regiem poezyi poiskg-religijnej, ukazując aam wielki pc^ 
czet hironów, z tegoż samego snadż pochodzących źrzódła, 
co i najdawniejsze czeskie pieśni. Wydrukowałem je w dra* 
gim pamiętniku, a resztę, wraz z innemi które się nowo 
wynaleźć dały pomnikami wydam w dodatkach do dzieła. 
Pochlebiam sobie , ie się przez to spełnią nadzieje , jaki€f 
niegdyś powziął Ignacy Potocki (i), mówiąc: .ze się kie^ 
dyś może znajdą pieśni nabożne, modlitwy, formuły, odle- 
głej starożytności sięgające". Znalazły się rzeczywiście^; 
ale nie zbyt dawne, gdyi wyzćj nad wiek XIV nie sięgąjftt 
one. 

Porównywając nasze pieśni z czeskiemi, których napisy' 
podał Józ. Jungmann w rozprawie na posiedzeniu czeskie* 
go towarzystwa przyjaciół nauk r. 1840 czy tanćj (2), i zwa- 
żając na podobieństwo ich z naszemi, uczyniliśmy ten wnio- 
sek, ze lubo polskie pieśni z tegoż samego źrzódła co i cze- 
skie, to jest, jak Jungmann (3) uważa, z rzymsko-katoli- 
ckiego powstały brewiarza, nie z łaciny przecież lecz 

(1) W Pamiętniku Warsz. z r. 1817, w numerze S na str. 326. 
(2> Rozbor staroczeskć MCentury. Porównaj I. ISl.nsIpa. 
(3) Tamie Ł U7. 



108 

jfprost z csesaysny, przełożone zostały na polski język. 
i}f(as, w którym to nastąpiło , wyrozumieć się da częścią 
9 jrękopisów, na których położono lata; częścią z porówna- 
ją pieśni tych z czeskiemi; co znowu (posuwając wstecz 
{iierwobytność tych pieśni) naprowadza na wniosek, iz 
pri^ed wylaniem ich na papier, mogły być śpiewy wane, czyli 
iei ustnie głoszone być mógł}', zanim przeszły w pismo. 
I tak śpiew na Bo£e Ciaio występi^e pod r. 1408, a je- 
dnakże mają go w róinej odmianie .czeskie rękopisy XIV 
wieku (i). Toz samo rozumieć należy i o reszcie pieśni, tak 
w moich pamiętnikach znajdujących się, jako tez umiesz- 
c^Łonych w dodatkach. Ktokolwiek zaś i kiedykolwiek pieśni 
te po polsku przekładał, zostawił tem samem wymowne 
świadectwo na to, ze i pod względem poezyi był juz w o* 
dtegłej starożytności język nasz wykształcony, lubo się 
jeszcze w tok jednej nie był zlał mowy. Różne sposoby 
mówienia , czyli tak zwane narzecza, uderzające i w pie- 
śniach, stawiają dowód na to. Zastanowiły mnie wyrazy 
te (2): szwiłhkimj (świątkini) za święta; słabsza za mil- 
sfa (od luby); szboze (zboże, co od Boga pochodzi, ziar- 
no , majątek) za pańsłtco; swata tri (trzy) za ś. Trójca; 
chwalą^ za sława, nyelecz za nieodiączaj; sloscz za nit- 
szczęście; wijelija za wielce, bardzo; Ucz (zkąd niemieckie 
LisłJ za łgarstwo, podejście^ bydlyenye ^zkąd by 6), za 
bfftnośc, mieszkanie. Są ślady mowy szepluniejącej: vy^ 
sethl za wysed, wyszedł; tudzież mazowieckiego sposobu 
mówienia: masz za mąz. Wyraz bog ma szósty przypadek 

■ 

(1) Pamiętniki moje U. 354. Jungnuom taiaźe 131. nstpn. 

(2) Pamiętnild moje II. 353—358, tudzle! 360i-S72. 



M9 

liczby pojed. wbodze, nb^a pierwszy liczby mnogie n^ 
dze. Tryb bezokoltczny kończy się Ba i, tzmilowaezif, da^p. 
Pod względem poezyi zasługuje na uwagę pieśń na Bo- 
że Narodzenie^ ktdrej zwrotka wesrta następnie w kanty- 
czki. Kładę ją podłag dzisiejszej pisowni, i sposobu mó- 
wienia przerobioną. 

w Betleem, w msdem miejcie. Bóg narodzit się. 

Pastuszkom się Anioł objawił, i nowinę im powiedsiaty 

Ze się narodziło dziecię, które słynie po całym świecie. « 

Piękne wysłowienie, hie bez zalet poetycznych, jest whi- 
mnie o ś. Duchu (1), z którego wyjątek umieszczam: 



Pocieszający towarzyszu niebieskiego rządu, 

Zachowaj nas od trwogi ostatecznego sądu. 

Nie daj złemn pociechy nad twojem stworzeniem, 

Ale racz 'nas Qbdarzy<$ pobytem w niebiosach. 

A gdy przyjdzie godzina, o miły Duchu święty I 

Rozkaz twym Aniołom, by duszę naszą do nieba wzięU. 



Czy, i o ile tak nazwane Godzinki do Najświętszej, 
Panny z tegoż samego źrzódła , to jest z naśladowania 
pieśni czeskich wypłynęły? tego dowieść trudno. W zar 
dnym bowiem rękopisie dawnym nie znalazłem ich. Wieść 
niosła, ze je ułożyć miał sławny nasz czarnoksiężnik Twar- 
dowski, który, podług wszelkiego do prawdy podobień- 
stwa, zył w XV wieku. Że wtedy mogły istnieć rzeczo- 
ne Godzinki, dowodem jest, ie Czesi mieli je w języku 

<1} Str. 372. w Pamfętnikacb moieb II. 



810 

wtasayn ułoione jaz r. 1444 (1)» zkąd mogły być i na 
9UZ język wy tiómaczone. 

6. Tegoi r. i następnych lat resita piećiii , 
początek kancyonaiów. 

Do tegoż czyli do XIV wieku należą dwie pieśni, które 
nowo wynalazłem: trzecia późniejszej jest daty. Pierwsza 
o ś. krzyżu tłómaczona snadź jest z czeskiego (2): lecz 
nie ulega ładnej wątpliwości , ie pieśń druga o ś. Słam- 
slatrie jest oryginalną polską, co sama treść Jej, Czechów 
b}7iajmniej nie mogąca obchodzić , dowodzi. A tak jest to 
pierwsza ze znanych mi pieśń rzeczywiście polska, znikąd 
nie tłómaczona, lecz oryginalnie przez Polaka ułożona. 
Trzecia nakoniec {piosnka czudnaj, najpóźniejszej jest da- 
ty, i w Polsce bez wątpienia w XV, lub może nawet w sa- 
mych początkach XVI wieku, ułożoną została: 

Do rzędu pieśni z czeskiego te£ tłómaczonych języka 
liczę: tak zwany Kancyonał Przeworszczykuy który od- 
krył, wyjątki z niego (częścią zachowawszy dawną piso- 
wnią, częścią dla wygody tegoczesnych czytelników zamie- 
niwszy ją na nowszą) poczynił (3), a samo dzieło niewia- 
domo gdzie podział. Ksiądz Juszyński. Napisany ten kan- 
cyonał r. 1435 zawiera różne pieśni, które, sądząc po wy- 
li) ffodinff matki b(Ai, wspomnlone w rozprawie P. HaokI 
w rozbiorze staroczeski^J literatury I. 1 90. 

(2) Jungmann w rozbor.Iiter. I. 136. pod liczbą 187. Porównaj te 
pieśni w dodatkach pod liczbą 6. 

(3) We wstępie do I. tomu zrobionego przez siebie Dykcyonarza 
poetów polskich. 



811, 

jątkadi przei wydawcę udsidonych^ ezecbiKiny w sobit 
mających, tudzieł po aapiaach pieśni czeskich od J. Jonf^ 
mana (1) wznuankowanych wiiio8kq}ąc, nie z innego Jak 
wyićj wyliczone pieśni powstać mogły źrzddia. Rozwa* 
zmy niektóre osobliwości tych piosnek, we względzie ję- 
zyka uderzające. Zastanawia w pieśni 1. miękczenie 
spółgłoski t przez samogłoskę y (2); w pieśni 2. skła- 
dnia, gdzie złacińska przymiotnik napelnyon (pełny) 
rządzi przypadkiem drogim (3); w pieśni 3. słowo iłużyi^ 
rządzi z tegoż samego powodu przypadkiem czwartym (4). 
Osobliwości te naprowadzają na wniosek, £e ju£ przy kofi^ 
CU X1Y, a bardztćj jeszcze w XV wieku, zaczynał się polski 
język naginać na tok łacińskiej mowy. 

7. R. 1406. Zdrowaś Królewno. 

Bezimienny ułożył w XII wieku po łacinie modlitwę, 
która od zaczynających ją słów salve regina nazwana bę- 
dąc, upowszechniła się w kościele rzymsko-katolickim po 
całym świecie. W XIII wieku przerobiono ją wierszem po 
dwa kroć w Prowancyi (we Francyi), na tameczny język 
krajowy (5); w XIV mieli ją na swój wytłómaczoną Czesi, 

(1) Rozbor. I. 134. 

(2) ijesihesy z^ jesteś. 

(3) Napelnyon mylosc%yy plenus gratiae. 

(4) Boga śluzy ć^ deum colere. 

(5) Z rękopisów w Wolfenbiittel wynalezionych wydrukował je 

Bekker w Ahhandlungen der KiinigL Akademie der Wissenschaf' 
ten %u Berlin, aus dem Jahre 1842 W Berlinie tegoż roku wyda- 
nych. Porównaj dwie pieśni pod liczbą 19. 28. znajdujące się tamże. 
Zaczynają się: 

Saloś TMgimm donna 
nmire del criator 
oni ot WjjwM wntftn tnftn§ni ^ 
domnn p 9m € t ni pnlśm tngtntnf 



812 

zkąi przełożyli ją Polacy dosłownie prawie (i ), w tymłe 
lub w samym początku XV wieku, ddybyśmy nawet nie 
loieli dowodu na to, ze była modlitwa ta wprzód u Cze-, 
cbdw, aiz u nas wytłómaczona na język ojczysty, mogliby*^ 
śmy nawet z pomnika pod liczbą 7. w dodatkach przywie* 
dzionego wyrozumieć snadnie, ze polski przekład nie zkąd 
inąd lecz z czesczyzny powstał. Dosyć bowiem rzucić 
ofuem na pełno czechizm6w w sobie mojącą pols czyznę 
ażeby o tem powziąć można zupełne przekonanie. Wydali- 
śmy ten pomnik podług rękopisu, który odkrył ś.p. Łukasz 
Gołębiowski, znalazłszy go na okładce książki r. 1406 pisa-^ 
n^. Rękopis te ustanowi tekst naszego wydania. Umieszczo- 
ne obok odmienne czytania (variantes lectiones), są również 
częścią z rękopisów po raz pierwszy obecnie wychodzą- 
cych, częścią podług druków zrobione. Z tych pierwsza 
i druga odmiana, z rękopisu warszawskiego z XV pocho- 
dzącego wieku, a przez Łuk. Gołębiowskiego również wy- 
nalezionego, wydrukowana jest. Trzecią odmianę wziąłem 
z rękopisu, który P. Adryan Krzyżanowski posiada. Lubo 
rękopis ten jako juz ogłoszony drukiem (na czele tomu 
drugiego Sandomierzanina), nie powinien tu był wystąpić 
powtórnie, przecież wydaUśmy go przeto, żeśmy go poró- 
wnali z innym drukiem, również z rękopisu \iydanym, 
(rękopis ten, w jednem z miasteczek Księstwa Opolskiego 
na Sziązku znalazłszy go Tomasz Ujazdowski r. 1826, po- 

4 

dał do publicznej wiadomości (2): tudzież wydaliśmy z tej 
przyczyny, iz gdy dotąd nie można było odgadnąć czasu, 

(1) Porównaj Jungmana w rozbor. liter. I. 134 pod liczbą 164 

(2) W Bibliotece PoIsUćJ III. 126. nstpn. 



313 

w którym ów przekład powstał, teraz przeciwnie odgadnąć 
go można, przy pomocy owego druku zrobionego z rękopi- 
su szlązkiego. Gdy albowiem ten niemal dosłownie zgadza 
się z posiadanym od P. Krzyżanowskiego rękopisem, prze- 
to widać, że obadwa są sobie jakby rodzonemi braćmi. Po- 
nieważ zaś ów szlązki (według zdania wydawcy) powstał 
około roku 1480, przeto widać i to, ze w tejże samćj dobie 
powstać musiał i rękopis w Sandomierzaninie wydrukowa- 
ny. Właśnie ten szlązki rękopis stanowi czwartą odmianę 
czytania. Piąta nakoniec wzięta jest ze wstępu do Dykcyo- 
narza poetów polskich, wydanego przez Ks. Juszyńskiego. 
Rękopis z którego ją zdjął, pochodzi z r. 1435, i jest se 
wszystkich najlichszy. Żywcem z czesczyzny powstawszy tell 
przekład, nie został jak poprzednie spolsczony, zkąd ma- 
ło stui się dla nas ważnym. 

Wywód ten rękopisów zrobiłem dla tego, ażeby oka- 
zać, ie różni przekładacze różnie tłómacząc rzeczoną mo- 
dlitwę, jedni lepiej, drudzy gorzćj oddali ją po polsku. Co 
rzuca wielkie światło na wpływ który na nasz język wy- 
warła czesczyzna, tudzież na kształcenie się przez nią ję- 
zyka polskiego; który to wpływ był błogi lub wrogi, sto- 
sownie do usposobienia naukowego osoby, z języka cze- 
skiego przekładającej. Zgoła toż samo było, co się i dziś 
dzieje; to jest, że przekłady z obcych języków robione, 
częścią dopomagały, częścią na przeszkodzie stawały roz- 
winięciu się polskiej mowy, już wczasach najdawniejszych. 
Zastanawiają osobliwości języka w głównym rękopisie 
i dwóch jego czelniejszych odmianach (reszta odmian czyta- 
nia, jako nie mająca nic osobliwego, pomija się) napoty- 
kane, a mianowicie: zitcoth przypadek 5. za iywocie; ye^ 

PliMIKH. POLfl. T. I. 40 



314 

irmi (należący do Ewy,) przymiotnik dziś nieużywany; ślesz 
przypadek 2. liczby mnogiej od starost, slza, dzisiejsze 
ha, od którego przymiotnik szlezewy dziś łzawy, 

8. R. 1408 Pieiiii Bogarodzica. 

Więcej sprzyjały okoliczności Czechom, niz nam we 
względzie cy wilizacyi pierwotnej. Zająwszy oni w posiada- 
nie kraj, który dotąd zamieszkują, zapewnili sobie, za 
wpływem Samona, który ich z pod jarzma Awarów i Niem- 
ców (Franków) oswobodził (1), pokój od sąsiadów w dłu- 
gie czasy. W przestworze VII, VIII wieku wolni od zewnę- 
trznych napadów, oddać się mogli bezpiecznie rozwijaniu 
swojskiej, jakąkolwiek ona była, cywilizacyi, śpiewać na- 
rodowe pieśni, opowiadać podania dawne, i tak wykształ- 
cać język az do drugiej połowy IX wieku, w którym Borzy- 
woj praski Książę przyjął chrzest ś. z rąk Metodyusza sło- 
wiańskich ludów Apostoła, a z nim następnie i czeski naród 
stawał się chrześciańskim. Ztąd łatwo wytłómaczyć sobie 
można ów szybki wzrost poezyi religijnej i świeckiej u 
Czechów, wczasach najdawniejszych. Sprzyjał rozwijaniu 
się jej juzto obrządek słowiański, (w nim ochrzczony został 
Borzywoj), ofiarę ołtarza i całe nabożeństwo kościoła wję- 
zyku narodowym sprawować nakazujący, juz tez ojczysty 
język, do W7razeń poetycznych wcześnie przez to samo 
usposobiony. Nawet i po zamienieniu obrządku tego na ła- 
ciński wX wieku (rok nie da się dokładnie oznaczyć), du. 
chowieństwo łacińsko-czeskie wielce się językiem narodo- 

(1 ) Palacki Gesch. YOn Buhmen 1. 76. nstpn. 



315 

wym zajmowało, gdyż mszą ś. wyjąwszy, całe nabożeństwo 
w narodowym odprawowało języku, a lud nie winnym jak 
ojczystym opiewał chwałę Boga po kościołach (1). Nawet 
ś. Wojciech (poniósł śmierć męczeńską od Prussaków roku 
997), gorliwy zwolennik łacińskiego obrządku, układał 
kościelne śpiewy wjęzyku czeskim. Z takowych jeden, w rę- 
kopisie z r. 1397 pochodzącym (2), doszedł do naszych 
czasów. 

Tenże mąź ś. miał i nam pierwszą ułożyć pieśń, która 
pod nazwą śpiewu Bogarodzica znaną jest powszechnie. 
Zanim się zastanowimy nad tem, czy rzeczywiście całą tę 
pieśń, lub część jej tylko ułożył, zauważmy, czy pod ów 
czas, gdy rzeczony mąz bawił u nas (3), był nasz język jui 
o tyle rozwinięty, ze można w nim było składać pieśni z ła- 
twością. 

Miała polska mowa właściwe swoje, od czeskiego i ru- 
skiego języka różniące ją cechy w X juz wieku (4) ; lecz 
bardzo mało musiała hyc wyrobiona, gdy rozwijaniu się jej 
nie takie, co czeskiej sprzyjały oddawna okoliczności. Wu- 
stawicznej wojnie z Niemcami zostając, nie mieliśmy czasu 
zająć się wypielęgnowaniem języka, i nawet po przyjęciu 
chrześciaństwa (według tegoż co Czesi obrządku), nie ła- 
two było rozwijać go i piśmiennym czynić. Bo naprzód^ 
nader krótko trwał u nas słowiański obrządek, i wnet przez 
łaciński zastąpiony został. Powtóre, nie nagliła potrzeba 

(1) Dowody na to postawiłem wPamięto. I. 236. 

(2J Jungmana hist. literat. Czesk. wyd. I. Porównaj 24. 

(3) Przybył do Polski r. 996 wypędzony będąc z Czech. Poró- 
wnaj Pamięta. I. 243. nstpn. 

(4) Pamięta. II. 23. nstpn. 



316 

do wykształcenia języka ustnie i piśmiennie. Albowiem na- 
pływ obcego duchowieństwa, przy braku krajowców uspo- 
sobionych do zajmowania stopni w hierarchii kościelnej, 
(przeciwnie było u Czechów,) sprawiał, ze Kapłani (naj- 
i|,cy wiłizowańsza część Polski mieszkańców) łacińskim tylko 
językiem myśli swe wyrażać mogli na piśmie; i zh przez to, 
ani nabożeństwo mogło się jo tyle co w Czechach w naro- 
dowym odbywać języku, ani śpiew kościelny, a z nim ję- 
zyk narodowy, kształcić się mógł korzystnie. Ztąd wytłó- 
maczyć sobie łatwo, dla czego żadnej zgoła nie znajdujemy 
zmianki w kronikach i rocznikach o pieśniach religijnych pi- 
sywanych po polsku za panowania Piastów, lubo są wyra- 
źne napomykania o tem, ze je śpiewywano (1); dla czego 
zabytki kościelnego z owych wieków pieśniarstwa, w łaciń- 
skim tylko doszły do nas języku; dla czego, dwie pierwsze 
zwrotki pieśni Bogarodzica wyjąwszy, żaden śpiew w pol- 
skiej ułożony mowie, nie da się odnieść do czasów najda- 
wniejszych. 

Mniemam, ze zbytecznem byłoby nawet wspominać o 
tem, iż wiele zaiste mozołów ponieść musiał Wojciech ś., 
ądy nam ową pieśń układał, przypuściwszy nawet że ją 
z czeska po polsku ułożył. Bo że ś. Wojciech rzeczywiście 
zrobił układ pieśni Bogarodzica najstarożytniejszy, zatem 
mówi nie tylko dawne, ustnie od czasów niepamiętnych, a od 
r. 1506 piśmiennie, upowszechnione w polskim narodzie po- 
danie; lecz przemawia za tem i sam układ pieśni. Pierwo- 
tnie bowiem mała była jej obiętość, i dopiero z postępem 
czasu powiększała się, o czem świadczą rękopisy, które im 

(1) Wyzćj mówiło się o tćm. Porównaj Pamlętn. U. 44, nstpn. 



317 

są dawniejsze, tem szczuplejszy wątek przedstawiają pieśni, 
a im późniejsze znacbodzą się, tem większą tez naznaczają 
jej obiętośc. 

Rozważmy to. 

Pięć jest czelniejszych wydań pieśni Bogarodzicy, a wszy- 
stkie śą oparte na dwóch rzeczywiście tekstach, z których 
dawniejszy (w lat jedenaście po owej piosnce czeskiej r. 
1397 spisanej, a za jUtwor ś. Wojciecha poczytanej, czyM) 
r. 1408 powstawszy, drukiem ogłoszony został !po raz 
pierwszy w Kwartalniku naukowym (1), a ogłoszony nie 
poprawnie. Drugi tekst wyjęty przez Łukasza Gołębio- 
wskiego z rękopisu warszawskiego r. 1456 na papier wy- 
lanego, wydałem w Pamiętnikach (2); przedrukował go P. 
Wiszniewski wraz z po wyższym (3). Ten drugi odpis pie- 
śni wcielił do statutów polskich Jan Łaski r. 1506, od nie- 
go Wziął go Januszowski r. 1600, od niego zaś Stanisław 
Konarski r. 1732 (jest ten odpis przy statucie] Januszo- 
wskiego i przy Woluminach legum, które r. 1732 wydawać 
rozpoczęto). Oprócz tekstu w tych wydaniach znajdującego 
się, są jeszcze inne nieco odmienne, a mianowicie: Stani- 
sława Lwowczyka zr. 1543. Marcina Bielskiego r. 1597. 
Piotra Skargi zr. 1601, Bartłomieja Nowodworskiego z r. 
1620, Juliana Ursyna Niemcewicza z r. 1819, którzy zkąd- 
by owe teksta pobrali, wiadomem nie jest. 

Sama rozliczność tekstów i wydań, naprowadza na myśl, 
ze pieśń Bogarodzica będąc w rękopisie mało co młodsza 

(1) III. 329. nstpn. 

(2) II. 363. nstpn. 

(3) Hist. literat. I. 384. nstpn. 



318 

od owej czeskiej, ś. Wojciechowi przypisywanej, sięgać mo- 
że odwiecznej starożytności, i ze zaraz przy pierwszem na 
świat wystąpieniu swojem, musiała być napisana po poIsku> 
gdy się w tak dawnym zachowała odpisie, i w nim zaraz 
pokazała się odmienną od czeskiej mowy (1), gdy do nićj 
tak wielką przywięzywano wagę, tylekroć ją wydając, gdy 
wielkie miała u narodu znaczenie, służąc za hasło polskim 
wojakom juz w czasach najdawniejszych, (wiek nawet Bole- 
sława Krzywoustego wyprzedzających), Ilekroć oni wystę- 
powali przeciwko nieprzyjacielowi (2). Pytanie atoli zacho- 
dzi, czy rzeczywiście ułożył ją ś. Wojciech, i to w języku 
polskim? i czy w takiej, jak ją mamy, ułożył ją postaci? 
Na pierwsze zagadnienie to tylko odpowiedzieć możemy, iz 
tak w Czechach, jak w Polsce domniemywano się, ze mąz 
święty układał piosnki. Jeżeli więc składał czeskie, toć 
mógł i polskie składać. M(igł zaiste, ale czy złożył? Nie 
inaczćj, gdyż pieśń Bogarodzica, w najdawniejszym szcze- 
gólniej rękopisie, ma pełno czesczyzny, znać przez to da- 
jąc, ze ją pierwiastkowo nie Polak lecz Czech wyśpiewał. 
Zarzut, jakiby tu zrobić można, iz gdy wszystkie najda- 
wniejsze pieśni z czeskiego tłómaczone były, toć mogła 
i pieśń ta, (będąc przez jakiego bądź Czecha, a nie konie- 
cznie przez Wojciecha ś. zrobiona) z tegoż przełożoną być 
języka; zarzut ten, mówię, odpiera się przez to, iz lubo 

(1) Spółgłoska r», (w wyrazach kr%czic%elay pr%ebiih,) nie by- 
ła znaną czeskiej mowie az dopiero w XI, XII wieku: język polski 
miał ją. 

(2) Zmianki w kronikach znajdujące się o tćm, zebrał i do pie- 
śni Bogarodzica słusznie zastosował P. Dominik Szulc, w Pamiętniku 
religUno -moralnym tom I. 10. nstpn. 



/ " 



319 

liczymy na krocie pieśni czeskie w rękopisach z wieku XIV 
pochodzących dochowane, a nuędzy niemi kilka o matce 
bozej znachodzimy piosnek, przecież nie widziemy między 
niemi ani jednej, podobnego co pieśń Bogarodzica w dwóch 
pierwszych zwrotkach układu. Czech więc ów , który ją 
złożył, uczynił to k*woli Polaków tylko, (którzy między 
wszystkiemi słowiańskiemi ludami odznaczyli się szczegól- 
nem ku Bogarodzicy nabożeństwem, którzy pierwszy a głó- 
wny w dawnej stolicy swego kraju, w Gnieźnie (1), kościół 
chrześciański na cześć Bogarodzicielki poświęcić kazali), 
bo gdyby był pieśń takową k^woli swoich wyśpiewał roda- 
ków, nadałby był inne tło obrazowi, cześć bozej rodziciel- 
ki wyrażać mającemu. Mylnie więc (2) utrzymywał Cza- 
cki, ze pieśń Bogarodzica dotąd powtarzają Czesi, albowiem 
piosnki od tych rozpoczynającej się wyrazów, i tejże co 
nasza będącej treści, nie mieli oni nigdy i nie mają. 

Rozważając dwie pierwsze zwrotki pieśni Bogarodzicy 
(które li za utwór ś. Wojciecha poczytujemy), znajdujemy 
je zupełnie w duchu pieśni świętemu mężowi przypisy- 
wanej wyrażone. Składają się owe zwrotki zhimnu i od- 
śpiewu Kyrielejson. Pierwszy nucili Kapłani lub śpiewacy, 
miejsce Księży zastępujący; drugi odśpiewywał chór, czyli 
naród śpiewowi przytomny. Podobnego układu są wszyst- 
kie najdawniejsze, według postanowień kościoła (3) ro- 
bione śpiewy. Takiegoż układu jest i owa czeska, ś. Woj- 

(1) Pierwotn. dzieje 133. 

(2) Porównaj Czackiego dzieł III. 531. W błąd \i:pro wadzi! gO' 
Biskup Kossakowski. 

(3) Du-Cange p. w. Kyrielet. 



820 

ciechowi przypisywana piosnka, którą tu dla porównania 
zowemi dwoma zwrotkami, kładziemy w polskim prze- 
kładzie : 

Gospod>iiie pomiluj nas, 

Jezu Christe pomituj nas. 

Ty zbawicielu świata 

zbaw nas, i iistysz 

Gospodynie, nasze głosy. 

Daj nam wszystkim Gospodynie 

szczęście i pokój w kraju. 

Kyrielejson, kyrielejson, kyrieiejson. 

Czyz i początek pieśni Bogarodzica, podobnej nie za- 
wiera myśli? Czyz nie nuci między innemi : 

Dla mitości bożego syna 
ustysz glosy nasze, 
Daj na świecie 
zbożny pobyt, 
a po świecie 
rajski przebyt. 
Kyrieiejson, kyrieiejson ! 

W czem jest to uwagi godne, ze gdy trzy są dwo-trzy- 
wierszowe zwrotki w czeskiej pieśni, przeto i kyrieiejson 
potrzykroć wniej powtórzono: przeciwnie w naszej pieśni 
położono je dwa kroć, gdyż ma ona zwrotek dwoje, które 
się na sześć dadzą rozłożyć wierszy. 

Króciuchno składał piosnki pierwotny kościół, króciu- 
cjino wyrażali je i pierwsi chrześciaństwa utwierdziciele. 
Jeżeli więc pieśń Bogarodzica ułożył Wojciech ś., nie zło- 
żył jej obszerniej od czeskiej. Jakoż jedna i druga składa 
się (co powtarzam,) z tyluż niemal wierszy; nasza ma zwrotek 
dwie po trzy wiersze, czeska trzy po dwoje i troje wierszy. 
Zwrotki są, jak rzekłem, odśpiewem kyrieiejson pozakoń- 
czane, co się we wszystkich powtarza wydahiacb. 



321 

Reszta al do końca pieśni, nie ma odśpiewa tego, zkąd 
wnoszę, ze oprócz nich inne zwrotki są późniejszym przy- 
datkiem, ze wzięte będąc te dodatki bądź z innych nam 
nieznanych, bądź tez z czeskich w XIV wieku spisanych pio- 
snek (1), gdy znowu zostały z czasem przez inne zastąpio- 
ne (jak to z czeskich pieśni i z polskich,^ w Pamiętniku dru- 
gim umieszczonych widać), wtedy tez owe ztąd powstały 
zwrotki: czego o dwóch pierwszych powiedzieć nie można, 
gdyż te za utwór świętego męża i niby za kanon głó- 
wnego himnu Polaków uważane będąc, nie były i być 
nie mogły przez nikogo, nigdy i pod żadnym tknięte wzglę- 
dem. Im bardziej się w nowsze posuwała czasy pieśń Boga- 
rodzica, tem więcej tez ulegała zmianom, powiększana lub 
pomniejszana będąc. I tak do owych zwrotek dwóch pieśń s. 
Wojciecha stanowiących, dodawano z postępem czasu zwrotki 
nowe, zachodnią Europę wtem naśladując (2), zkąd o dwu- 
nastu zwrotkach, w przestworze czterech wieków powstałą 
pieśń, wylano r. 1408 na piirgamin. Następnie pokazuje się 
r. 1456 taz sama pieśń o dziewiętnastu zwrotkach, z któ- 
rych znowu utracą ona cztery w wydaniu zr. 1506 (słu- 
sznie bowiem uważał Jan Łaski, ze zwrotka o ś. Wojciechu 
nie mogła pochodzić od świętego męża, gdyż sam nie mógł 

(1) Wybór % literatury c%e8ke yi ?xdLZt 1845. (Jest to wybór 
poezyi czeskiej od czasów pogańskich az do początku XV wieku do- 
chodzący. Takiz wybór prozę zawierać mający \^7jdzie póznićj). Po- 
równaj 322,323. 

(2) Juz owe religijno-prowanckfe, pies'ni śpiewając o matce bozćj, 
^vtrącają zwrotki o s'więtych pańskich, ziemi swćj patronach. Poró- 
wnaj piosnki przez P. Bekkera świeżo ^vynalezione i umieszczone 
w Abhandlungen der konlgl. Akademie zu Berlin pod liczbą 18. 

FIŚMIBN. rOŁS. T. L 41 



322 

ipiewać o sobie; ze prośby do ś. Katarzyny, ze modlitwy 
za Króla polskiego i jego dzieci, łe odzywania się do ś. 
Stanisława odnosić do wieku X niepodobna), a w wydanin 
z r. 1819 ubywa jej z tych jedna znowu zwrotka: 

W sprzeczności sam z sobą zostaje P. Dominik Szulc (1) 
utrzymując, -ze rękopis zr. 1408 samą czystą pieśń Bogaro- 
dzica zawiera;** i znowu twierdząc, ^ze ma przydatki:" bo je- 
ieli, jak i ja sądzę; ma ona dodatki rzeczywiście, przeto 
pieśń ta czystą, czyli utworu ś. Wojciecha nie może być ca- 
ła. Również i w tćm się myli (2), ze mniema, »iz mowa pie- 
śni z r. 1408, odnieścsię da do czasów Belesława Cbr.;" gdy£ 
odnieść się da istotnie tylko w dwóch pierwszych zwrotkach 
będąca, a i ta nie zupełnie. Nie tylko zaś od niej, lecz i od 
owej, którą w pomnikach XIII, XIV wieku widzimy, różni się 
mowa w resztujących zwrotkach będąca. Jakiemie więc 
prawem całą pieśń Bogarodzica, w rękopisie zr. 1408 wy^ 
rażoną, za pomnik mowy polskiej z czasów Bolesława Chro- 
brego uważać może P. Szulc? Zdanie moje o różnicy mowy 
w dwóbh pierwszych, tudzież w reszcie zwrotek uderzają- 
cćj, opieram na tern, że ani tyle słowianizmów i czechi- 
zmów, co w dwóch owych, nie znajdujemy wprzydatko- 
wych zwrotkach, ani też mowa ta nie zdaje się nam tyle, 
co będąca w Psałterzach i biblii 'szarosz-patackiej płynną 
i jasną. Co snadź pochodzi ztąd, iż resztę pieśni Bogarodzi- 
ca różnemi różnego stylu i pisowni będącemi połatano piosn- 
kami, niezgrabnie naśladując starożytny ś. Wojciecha himn, 
obcemi go niepotrzebnie dodatkami zapychając, i t. p. Za- 

(1) W Pamiętniku religijno-moralnym 12, 27. 

(2) Tamże 26 nstpn. 



3^ 

stanawia w tych przydatkowych zwrotkach niejednostąJM 
pisownia (1), którą bardziej jeszcze UDlejedaostajnił pierw- 
szy tej pieśni wydawca, drukarskiemi ją zeszpeciwszy o^ 
myłkami (2), i zmusiwszy nas przez to^ żeśmy w oryginał 
wąjrzeć, i z niego nowo wydrukować ją musieli, (3) zwła- 
szcza gdy i P. Wiszniewski pomyłki owe powtórzył w swo- 
im przedruk u. 

9. Te^oz r. i nstpn. Pieśni miłosnych bezimienni 

układacie. 

Pierw^szy człowiek śpiewał wprzód o Bogu, zanim nucił 
o sobie; pierweij na cześć narodu składał pieśni, zanim mi- 
łość opiewać zaczął: dla tego tez w historyi literatury ka- 
żdego, chrześciaióskiego zwłaszcza, ludu wprzód kościelne, 
następnie historyczne, a nakoniec miłosne, pokazują się 
pieśni, przeplatając religijne i dziejowe pienia, a przez to 
ścisłym się z niemi wiążąc węzłem. Tak było u staroży- 
tnych, tak u średnio wieko wy eh ludów. Wiadomo albowiem 
że u tych dopiero w XIII wieku zjawili się Trubadurowie, 
którzy miłość opiewając, umysł swój oraz ku religii i dzie- 
jom zwracali. Toż samo zjawisko przedstawia historya lite- 
ratury słowiańskich ludów; toż samo spostrzegać się dajij 
w dziejach literatury naszej. Nie idąc daleko, weźmy na 
uwagę Czechów i Serbów. W literaturze ich najdawniejszej, 
równie pierwiastków chrześciaństwa jak i dalszych czasów 

(1) Fism \i¥^u sirant/ia sla ludzie?, swaniAri crzw przelah ą 
wyraża przez am, an, poiampene^ rancze^ i przez o^ Starosts, y&. 

(2) Kody a za xobyt^ czyli ksobieją, 

(3) Jest pod liczcą 8. w dodatkach. 



324 

sięgającej, poezya naprzód religijna i historyczna, a dopiero 
miłosna W}'stępując, przeplata ową, i łącząc się z opisową, 
satyryczną, moralną, ciągnie się w tym porządku od począ- 
tka do końca (1). 

Polska poezya również tym poszła torem, czyli domy- 
śliwamy się ze poszła. O ile bowiem z pozostałych nam 
]^j pomników, wjęzyku obcym napisanych, a wyżej wy- 
szczególnionych , sądzić można, przeplatała historyczna 
pieśń religijną, i szła w tymże porządku az do zjawienia 
się takiejze czyli dziejowej, nuconej po polsku; która zno- 
wu dalej potoczywszy swe koło, pchnęła go takąż samą 
koleją w ten przestwór czasu, na którym obecnie stanęli- 
śmy, piosnki miłosne na jaw wywodząc. Nikt dawniej nie 
odważył się zanucić tego rodzaju piosnki, a jeżeli jakową 
wyśpiewał (sądzie albowiem, ze się bez niej obyło zupeł- 
nie, niedorzecznościąby było), nie znalazł się nikt prze- 
cież, coby ją pismu powierzywszy, przechować chciał dla 
potomności. Bo ówczesny Polak sądził, ze pismo Bogu i na- 
rodowi usługiwać powinno jedynie, a do ogłaszania świato- 
wych rozkoszy używane być nie ma. Dopiero gdy protestan- 
ckie nastawały czasy, gdy nowe wyobrażenia wyswabadzać 
myśl z dawnych pojęć, a język na religijne szermierstwa 
rozwięzywać zaczęły; wtedy i śpiewki miłosne zaczęto po- 
wierzać pismu, z największą jednakże czyniąc to nieśmia- 
łością. Pomimo bowiem najusilniejszego starania, nie mo- 
głem więcej nad dwie takowych wynaleźć piosnek, które 

(1) Porównaj przywiedzione ^vyzćj pieśni serbskie, tudzież cze- 
skie pieśni na czele Wyboru umieszczone, a mianowicie też pieśń pod 
napisem Zbyhon. 



będąc (1) nader krdcinchne, zastanawiają delikatnością wy- 
rażenia, i pewną myśli niewinnością, a nawet nieśmiałością, 
wylewając niejako nkradkiem na papier, co serce czuło. Są 
i pod względem rozwoju mowy ważne te piosnki (2), acz- 
kolwiek dla krótkości swćj nader mało osobliwości języko- 
wych nastręczają. 

10. R. 1412 i nstpn. Modlitwa pauska, poidrowienie 

anielskie, skład apostolski. 

Na wstępie do nauki wiary czyli katechizmu, stawiane 
modlitwy i skład apostolski, są dziełem Chrystusa Pana, 
Apostołów i kościoła katolickiego. Pierwszą ułozjł syn 
boży, prosząc Boga ojca, a święci Ewanieliści usł)'szaną 
z ust jego modlitwę zapisali z dodatkiem » Amen/* którego 
sam Chrystus Pan używał w znaczeniu przysięgi (3), albo 
raczej dlau pewnienia swych słuchaczy, ze się nieodmiennie 
tak stanie, jak im mówił. 

Katolicy dodają do niej pozdrowienie anielskie, które 
się składa ze słów wyrzeczonych do Maryi Panny przez 
Archanioła Gabryela, tudzież ze słów, któremi Anna po- 
zdrowiła ją, nakoniec ze słów „Święta Maryo matko boża" 
i t. d., które (4) do pozdrowień owych dodano na soborze 

(1) Porównaj dodatki pod liczbą 9. 

(2) Mylosc% za miłością nijkogo %nal za nikogo nie %naly 
w 1. plosn., handle pan za będ%ie panem w piosn. 2. 

(3) Np. u Łukasza ś. XXL 32, 33. 

(4) Me tak się czytają w ówczesnych modlitwach. I tak w przy- 
wiedzionej pod liczbą 16. w dodatkach ,,o nabożeństwie kościelnym" 
czyta się Panno Maria miłościwa racz być % nami tera% ipr%y 
nas%^ śmierci amen (dzisiejszą pisownią). 



9%% 

Efipzyjskim r. 428, za papiestwa Celestyna I. pod prezyden- 
cyą ś. Cyryłla Biskupa Aleksandryjskiego z dwustu Bisku- 
pów złożonym, przeciwko Nestoryuszowi Biskupowi Kon- 
stantynopolitańskiemu, przeczącemu, ze Marya jest matką 
bożą, ale tylko matką Chrystusa jako czystego człowieka, 
i utrzymującemu ztąd, £e ją nie należy Bogarodzicą, lecz 
tylko matką Chrystusową nazywać. Pomnik nasz opuścił 
w pozdrowieniu anielskiem tę modlitwę, lecz jej nie wyrzu- 
cił całkowicie; dodane bowiem ełc. etc, wskazuje, zewniem 
stać ona powinna, i ze tylko dla oszczędzenia miejsca zo- 
stała z niego wypuszczona. Skład apostolski, czyli tak zwa- 
ne ..Wierzę" ułożył kościół katolicki na pierwszym sobo- 
rze czyli Nicejskim r. 325, po naród. Chrystusa zebranym, 
a ułożył wXn artykułach na pamiątkę XII Apostołów, ar- 
tykuł każdy z głównej zasady nauki Apostoła wyjąwszy. 

Te, iz je tak nazwę, naczelne modlitwy i nauki wiary 
katolickiej, w języku greckim pierwotnie napisane, (gdyż 
święci Ewanieliści w tym pisali języku, gdyż w Nicei, Efe- 
zie, miastach Azyi mniejszej, zebrani Kapłani kościoła ka- 
tolickiego, w greckim o artykułach wiary rozprawiali ję- 
zyku), przełożone ma na ojczysty język każdy lud katoli- 
cki, w sposób jednakowy. Protestanci zachowawszy całko- 
wicie modlitwę pańską, odmienili resztę. 

Nie dało się dotąd odkryć starszego przekładu rzeczo- 
nych modlitw i składu apostolskiego nad r. 1412. Znajduje 
się on w statutach synodalnych wrocławskich, za Biskupa 
Wacława z domu Książąt Lignickich pochodzącego, w roku 
wymienionym spisanych. Ztamtąd wyjąwszy je J. S. Bandt- 
kie (z rękopisów uniwersytetu wrocławskiego) i dodawszy 
inny przekład wyjęty z dzieła teologicznej treści Rudolfa 



*817 

Biskupa wrocławskiego, (które w Norymberdze 1475 wy- 
szło, jest to więc nąjpierwszy druk polski), wytłoczyć dał 
w dziełku pod napisem: Ojcze nasz modliltta pańska z ro- 
zmaitych rękopismów i druków starożytnych w języku 
polskim i innych dyalektach slotmańskich^ w Wrocławiu 
u Wilhelma Bogumiła Koma 1826. P. Wacław Hanka po- 
starawszy się o nową kopią modlitwy pańskiej zr. 1412, 
porównał ją z odpisem innym przed r. 1475 zrobionym, a 
obadwa znowu te pomniki z drukiem norymberskim z r. 
1475 skonfrontowawszy, pozwolił P. Kazimirzowi StroB- 
czyAskierou przekopiować je sobie. 0^ niego dostawszy ich, 
ogłaszam tu drukiem jako najdawniejsze żaby tki mowy pol- 
skiej, będącej na Szlązku w obiegu. Położę więc w do- 
datkach pod liczbą 10 te pomniki: 1. modlitwę pańską i t.p. 
zr. 1412 jak stoi w rękopisie, a jak ją J. S. Bandtkie wy- 
drukował; 2, tęz samą modlitwę z czasu przed V. 1475. 
upłynionego, nigdzie dotąd nie drukowaną; 3, tęz na ko- 
niec w druku norymberskim r. 1475 mylnie wydrukowaną, 
co obecnie sprawdził P. Hanka według ekzemplarza zmaj- 
dującego się w Pradze (1). Odmiany mylnego druku przez 
J. S. Bandtkie dokonanego, tudzież omyłki druku norym- 
berskiego, położę w przypisach. 

Tyle o tekstach. Co się dotyczy saraegoż przedmiotu, 
zastanowię się nad nim w następnym tomie mojego dzieła; 
Modlitwy bowiem te i skład apostolski, ważne są w dzie- 
jach polskiego piśmiennictwa; na nich bowiem osnowywa- 
no dzieła, które w trzecim tomie przywiedziemy. 

(1) Porównaj artykuł P. Hanki w€zasopisIe czesk. Muzeum r. 
1840 1. 08. nstpa. 



328 



11. R. 1417 — 1450. Modlitwy stale przy niszy świętej, 
przez^eelebrąjącego Kapłana odmawiane, 

(canon miesae). 

Wpadły nam do rąk trzy rękopisy: jeden mający napis 
de sacrifłcio missae; drugi, z dwóch niejako składający się 
rękopisów, noszący tytuł explicatio canonis missae; trzeci 
bciz napisu. Pierwszy, jak przy końcu jego stoi, r. 1422 
pisany, dostał sie nam ze Lwowa od P.jAugusta Bielowskie- 
go, i ten w badaniach naszych, tudzież w uwagach archeo- 
graflcznych i bibliograficznych (w dodatkach pod liczbą 11. 
przywieść się mających) lwowskim nazywać będziemy. Dru- 
gi i trzeci w rękopisach teologicznych, własnością publi- 
cznej biblioteki warszawskiej niegdyś będących, a obecnie 
w St. Petersburgu znajdujących się, przez^ Łukasza Gołę- 
biowskiego przed r. 1831 odkryty, i nam do wydania udzie- 
lony, nazwiemy warszawskim. Rękopis lwowski ma wła- 
ściwszy napis niz warszawski. Pomnik albowiem ten nie 
zawiera objaśnień pytania tego, co jest msta ś.? lecz obej- 
muje kanon mszy ś., czyli przepis konsekrowania świętej 
hostyi, przedstawiając najświętszy akt katolickiego kościo- 
ła, przez który się kousekracya, czyli przeistoczenie chle- 
ba i wina w ciało i krew pańską, odbywa. Krótko mówiąc, 
jest to zbiór modlitw, przy mszy ś. przez odprawiającego 
ją Kapłana odmawianych tak, iz mu nic z nich ani i^ąć, ani 
dodać, (nazwiska osób, o których wspomnienie przy mszy 
ś. czyni, wyjąwszy,) do nich nie jest wolno. 

W każdej stronie świata, w każdym kraju, gdzie po- 
dług rzymsko-katolickiego kościoła przepisów służba od- 
bywa się boża, winien Kapłan według tego kanonu mszą 



320 

świętą ódprawować. ASeby zaś wiedzieli wierni, języlca ła- 
lińskiego nie zBający, co on zawiera, postarał się kościót 
rzymski o przekład na pospolity język każdego luda ka- 
tolickiego tych modlitw, poleciwszy, by go do katechizmów 
dodawano; co się teS po dziś dzień zachowuje (1). Tak 
więc przełożony został i w Polsce ów kanon mszy ś., 
i, jak się wnet wykaże, miała każda dyecezya polska swój 
własny przekład, zgodny co do rzeczy z innemi przekła- 
dami, różny co do wysłowienia się języka. Uczynił tak 
kościół z ważnych pobudek. Chociaż bowiem modlitwy te 
są, iz się tak wyrażę, kapłańskie; chociaż, wyjąwszy mo- 
dlitwę pańską, obowiązany jest Kapłan odmawiać je cicho 
(suppressa voce) i niejako tajemniczo; gdy jednakże w od- 
ległych już czasach zarzucali toż samo kościołowi katoli- 
ckiemu heretycy, co mu późnićj wytykali Aryanie, obelgi 
na mszą ś. miotając w Polsce, jak się o tem z pism Ochina 
(będą w liczbie pierwotnych druków w dodatkach do tego 
dzieła przywiedzione) przeświadczyć można; przeto chcąc 
^tenże przekonać, iż oprócz tajemnic ołtarza nic nie zawiera 
kanon mszy ś., kazał go na pospolity przełożyć język. 
Kiedyż to nastąpiło u nas? 

Po trzykroć przełożono te modlitwy na język polski, 
bądź w przestworze czasu między r. 1386—1450 upły- 
nionego, bądź też przepisano je wtedy z dawniejszych ręko- 

(1) Znajduje się przeto i w najnowszym (ze znanych ml) Kate* 
chi%mie rzymsko-katolickim^ po niemiecku przez Schmidta, a po 
polsku 10 Pofunaniu i839 yryidmym. Porównaj 134. nstpn. 



FIŚMIB9. P0Ł8. T. I. 



42 



880 

I»isów, a więc z przekładów odległej sięgających starozy* 
toości. Nie ulega zaś wątpliwości żadnej, ze lwowski i pier- 
wszy warszawski powstał za czasów Władysława Jagieły, 
który r. 1386—1434 panował. Świadczy o tem zapiska na 
końcu rękopisu lwowskiego zrobiona (r. 1422); świadczy 
pierwszy rękopis warszawski. W drugim bowiem dziale po- 
mnika (który w wydaniu głoską b oznaczymy), modląc się 
przy mszy ś. Kapłan, wymienia Króla Włodzisława, który, 
sądząc po języku polskim w tymże pomniku zawartym, 
nie kto inny jak Władysław Jagieło być mógł. Tenże wy- 
mienił Papieża Mikołaja, tudzież Marcina Arcybiskupa i Bi- 
skupa , co żadną miarą do czasów panowania Jagieły nie 
przypada. Przeto albo przypuścić należy, ze machinalnie 
powkładał przepisywacz te imiona, (niby w dawniejszym 
rękopisie przekładu kanonu, który przepisał, znalazłszy 
je, oznaczające jakowegoś Papieża, Arcybiskupa i Biskupa, 
. których kilka w Rzymie i w Polsce nosiło te miana od cza- 
sów najdawniejszych); albo przyjąć należy, iz się pomylił, 
czyli raczej zamiany się imion dopuścił, miano Arcybiskupa 
Papieżowi, Papieża .zaś Biskupowi naprzód, a następnie 
Arcybiskupowi podsunuwszy. Jakoż wiemy, ze za panowania 
Władysława Jagieły Papieżem był Marcin V. który roku 
1417 wstąpił na stolicę apostolską a r. 1430 umarł, mając 
następcą Eugeniusza IV (1); ze Mikołaj Kurowski herbu 
Srzeniawa Małopolanin był Biskupem kujawskim, i tenże 
r. 1411 został Arcybiskupem gnieźnieńskim, a umarł roku 
1422 (2). Na tej zasadzie można z wszelką pewnościądo 
1417 — 1422 dwa pierwsze odnieść rękopisy. Trzeci w la- 

(1) Długosz I. B. 384, 572. 

(2) Długosz I. B. 173. 



331 

tach 1447—^1450 przepisany być musiał. Modlitwa bowiem 
wymienia KrcHa Ka... tudzie£ Papieża i Biskupa Milcoiaja, 
co bez wątpienia Krcila Kazimirza Jagielończyka, (wstąpił 
na tron 1445, umarł 1492,) Mikołaja V. Papieża (który 
w czasie koronacyi Króla tegoż r. 1455 umarł, wstąpiw- 
szy na stolicę apostolską r. 1447), i Mikołaja Lasockiego 
Biskupa kujawskiego (który według Niesieckiego r. 1450 
zszedł z tego świata) wskazuje. 

Wszystkie te przekłady są nader ważne we względzie 
filologii polskiej. Na niektóre zwrócę uwagę. 

Piszą rękopisy: t? za i& (1), w za si (2), łh za di (3), 
sz za s,c g za k, i przeciwnie, a to stosując się do różnego 
sposobu wymawiania (4). Pierwsza osoba liczby mnogiej 
w odmianie słów ma bijchom, co później mawiano abychmy 
(5).Wyrazenia różne, tak w tekście jak i w wary antach znaj- 
dujące się, wykazują jak się kształcił i przekształcał ję* 
zyk (6), i jak się różnił od dzisiejszego sposobu mówie- 
nia (7). Piękność wysłowienia zależy tu na powtarzania 

(1) Wijelerne za wielebne. 

(2) Pothnyaws%y z2l p(?rf;}/(?«/«sy,clotąd wieśniacy za/ md wiąt^. 

(3) Gethcze w odmianie rękopisu yedzczije^ jećcie oijeść, 

(4) Slug^ s%lug^ szluk (sług), ocolo za około, Crista za Chrysta. 

(5) Dziś: abyśmy y byśmy (bijchom szmijelij rn&wycz za By- 
śmy śmieli m&wić). 

(6) Rękopis ma: pr%iJełho (przeto) obyat/mijemy, dlugij^ s%w<h 
lennijk^ ijlkokroc%^ (flekroć); a odmiana jego kładzie: thegodla 
(dziś przekładamy to, mówiąc dla tego)^ ofpjerugemijy s%hibifp 
uc%ennijky kylkokroc%. 

(7) Dziś mówimy: zmartwychwstanie: wówczas ysz pyekła 
wsztanye (z piekła wstanie). Dzisiejszy wyraz poprzednicy^ opi- 
suje się w rękopisie przez: ony kthorzy nas pr%ijes%ly (prtł* 



332 

ednotliwych wyrazów zbytecznem (1), tudzież na powta- 
rsaniu jednego i tegoż samego przymiotnika i rzeczownika, 
co i dziś za ozdobę stylu mamy (2>. 

12. R. 1419. Stanisław Piskorzewski. 

Ktoby był? znikąd tego wyśledzić nie mogłem. Tyle 
jednakże dowiedziałem się z jego rękopisu (który jest w do- 
datkach pod tąz liczbą, czyli 12, gdzie go patrz) ze się dzie- 
jami zajmował, a pisał około r. 1419 pieśni, jak tamże 
uprawdopodobnione będzie. 

13. R. 1422. (1515) Podręczna książka dla bractwa 

ś. Franciszka. 

Po modlitwach, pieśniach i tym podobnych pismach tre- 
ści nabożnej, zajęto się układaniem dzieł takich, któreby 
pobożnych budowały i wzmacniały w wierze. Najdawniej- 
sze tego rodzaju pismo, dla bractwa ś. Franciszka w Byd- 
goszczy przez bezimiennego ułożone, znalazłem w dwóch 
rękopisach, bibliotekę Tytusa Hr. Działyńskiego (w Korniku 
pod Poznaniem) zdobiących, z których pierwszy około roku 

szli nas, poprzedzili). Pospolsthpho (pospólstwo) znaczy tu narody 
późnićj wyraz ten oznaczał gmin. Zamiast pamki pisano panij8%ky 
(paniski, co dziś' jest miejscową osobliwością)^ lubpeznpy ytis^ny [lu- 
bieżny, jasny) za tnily. W składni zawadzają grecyzniy, słowo bo- 
wiem z trzecim się przypadkiem kładzie gdzie dziś stoi szósty, s^lu- 
thiąf8%e nam (zmiłuj się nad nami). 

(1) Obijatha przegnana (w odmianie rękopisu lepiej jest przije- 
%egnana^ przeżegnana), pr%ypysanay twarda^ ros%umna, 

(2) Obyatha c%iJs%tAa, obyatha s%t€yatha (święta), obyatha 
n^epaholuna. 



333 

1422 a drugi około r. 1513 powstał, z czego się w uwa- 
gach do pomnika tego, w dodatkach pod liczbą 14 ogłosić się 
drukiem mającego, w}'tłómaczę. Jest ważny tea rękopis 
z dwóch względów: raz jako pomnik prozy polskiej XV wieku, 
drugi raz jako zabytek dziejów wewnętrznych polskiego 
narodu. Z niego bowiem nie tylko dowiadujemy się o ubio- 
rach osób które się do bractw kościelnych wpisywały, lecz 
nadto czerpiemy wiadomość o strojach świeckich, zabawach, 
czyli (jak się wyraził rękopis) marnościach światowych, a 
nawet a żaby tkach pogaństwa (o Wiłach) przekonywamy się 
ztąd: lubo o ostatnich nader się kuso rozwiódł bezimienny, 
który układał to pismo. 

14. R. 1428. Bezimienny. 

Najciekawsze zabytki języka polskiego XV wieku znala- 
zły się w łacińskich rękopisach, które się, po zniesieniu kla- 
sztorów polskich najdawniejszych, dostały do biblio teki byłe- 
go uniwersytetu warszawskiego (zwiezione do niej będąc za 
staraniem ś. p. Bogumiła Lindego, do odbioru bibliotek i ar- 
chiwów klasztorów owych przez ówczesnego Ministra oświe- 
cenia w królestwie polskiem Stanisława Potockiego r. 1820 
wysłanego), a które dziś znajdują się w St. Petersburgu. 
W jednym z tych rękopisów (jest jak i inne treści teologi- 
cznej), około r. 1428 pisanym, znalazła się pieśń o Jeztisie 
Chr. przez bezimiennego napisana, która w dodatkach do 
naszego dzieła będzie pod liczbą 14 wydrukowana. 

15. Po r. 1428. Naboieństwo kościelne. 

P. Prot Lelewel udzielił P. Antoniemu Muczkowskiemu 
Professorowi akademii duchownćj warszawskićj dwa pół- 



334 

I 

arkasKki pargaminowe, zdjęte t okładzin starćj księgi, a 
ten raczył powierzyć mi je do wydania, co tez w doda- 
tkach do mojego dzieła uskutecznię pod liczbą 15. Rozpa- 
trzywszy się w tych pargaminach, dostrzegłem, ze zawie- 
rają modlitwy z pieśni wyzćj pod liczbą 14 wzmiankowa- 
nej, tudzież z dawniejszej jeszcze bo r. 1408 napisanej, a 
w Pamiętnikach moich drukiem ogłoszonej, na prozę, nie 
wiadomo kiedy, przerobionej (1). Dostrzegłem dalej, ie 
modlitwy te. którem nabożeństwem kościelnem nazwał (za- 
raz się z tego wytłómaczę), zaczynają się tak samo jak mo- 
dlitwy kazanne, wyiej (pod liczbą 3, 4, a.) przywiedzione, 
i wniosłem ztąd, ze pomnik ten w przestworze czasu po la- 
tach 1399—1428 upłynionego powstał. Ten przeto rok, 
gdym znikąd inąd czasu utworzenia go wybadać nie mógł, 
powstaniu pomnika naznaczyłem. Cói przedstawią ten po- 
mnik? Toi samo w nim, co w pomniku dopiero co wspo- 



(1) Wow^J pod liczbą 14. przywiedzionej pieśni, (r. 1428 jak 
tamże rzekłem napisanej,) czytamy. 

Wijtay roego twórcza czalo 
ijzetz mi bo vldzeez dało 
taku iako traarhrytkttalo 

W tćj zaś z r. 1408 (pordwnaj PamiętDikl II. 354] stoi: 

Wytay prawe boże czalo 

thak yako yeiz BakrzUzu patio 

Modlitwa zaś w pomniku naszym ma myśl jakoby ^vyjętą z obu- 
dwóch tych pieśni, i wyrażoną w tych słowach: „przystapeya do 
czyala svyatego boga które szya poczalo spraye ducha syyatego, y 
na drzewye T^szalo dla sbawyenya mego**. 



336 



mnlonym (patrz wyżej pod liczbą 3, 4> a) czytamy, lecz aa 
rozciąglejszy rozmiar jest w tym tu rozwinięta rzecz; albo- 
wiem aie sam tylko Dekalog, nie sam wstęp do wykłada 
ewangelii i do modlitw kościelnych, lecz nadto wykład jęi, 
i całe po wykładzie tejże (miewane dotąd|przez naszych Ka- 
płanów wiejskich po kościołach) naboieństwo, zawiera. Dla 
tego te£ nadałem mu nabożeństwa kościelnego napis, 
w czem, jak sobie pochlebiam, słuszność przyzna mi czy- 
telnik, skoro się w tym pomniku rozpatrzy. Jest on ważny 
i dla wewnętrznych dziejów narodu polskiego. Z niego bo- 
wiem pokazuje się: ze w XV jeszcze wieku hołdował nasz 
lud pogańskim wyobraieniom> wierząc w czary, gusła, za- 
iegnywając powietrze i i. p., z czego, czyniąc z nim po- 
wszednią spowiedź w dni świąteczne po kościołach Kapłan, 
usprawiedliwiać się przed Bogiem nakazywał mu. Zastana- 
wia dalej, ie połowa w nabożeństwie tem \^7raionych mo- 
dłów, składa się z pieśni na prozę przerobionych. Zasta- 
nawia nakoniec, ze się w nim obszerny wykład Dekalogu 
znajduje, któryśmy dla tego oddzieliwszy od niego, do na- 
stępnego artykułu odesłali. 

16. Tegoż r. Modlitwa i dziesięcioro przykazania. 

Zważać należy na to, ze Dekalog stanowiąc u Słowian 
ważną część nabożeństwa kościelnego i domowego, bywał 
opisywany często prozą i wierszem , jak tego dowodzą li- 
czne zabytki, juz w rękopisach, juz w drukach znachodzące 
się. Czesi obierali nawet Dekalog na tło dydaktycznego 
poematu w XIV już wieku, (1) czćm się my poszczycić nie 

« 

(1) Porównaj Wybór literatary czetke 231. 



% 
I 



336 

« 

moZemy. Mamy wprawdzie z owego wieku Dziesięcioro 
przykazania wierszem ułożone, mamy je tez w wieku XV 
kilkakrotnie w rękopisach, a raz w druku r. 1480 (druk 
ten należy przeto do najdawniejszych) wyrażone, lecz jest 
to ni poezya ni proza, i żadnej wartości, język wyjąwszy, 
nie posiada. Zebraliśmy wszystkie, jakie się odkryć daty 
Dekalogi polskie, i wydrukowaliśmy je razem, (1) podając 
takowe jako ważny zasób do badań nad polską mową. 

17. R, 1440. Jakób Parkosz gramniatyk , 
i polscy stownikarze. 

Znamienitym stał się Jakób Parkosz przez to, ze pierw- 
szy zastanawiał się nad prawopisem, i prawidła jego wier* 
szami opisał polskiemi. Z rękopisu wydobył te wiersze Je* 
rzy Samuel Bandtkie, i naprzód w Pamiętniku warszaw- 
skim (2) wydawszy je, ogłosił powtórnie wraz z całem 
Parkosza dziełem, kosztem Edwarda Hr. Raczyńskiego (3). 
Ponieważ druki i przedruk wierszów owych uczyniono 
mylnie, przeto zdało się nam raz jeszcze dać je wytło- 
czyć z oryginału, (4) z wykazaniem pomyłek, jakie w po- 
znańskim szczególnićj przedruku uderzają. Zasługuje bo- 
wiem na to Parkosza praca, ażeby się dokładnie przedsta- 
wiła czytelnikowi: boć ona po Janie Husie (5) pierwszy 

(1) Porównaj Dekalogi w dodatkach pod liczbą 16 \vydrukowane, 
gdzie się i źrzódła, z których wypłynęły te zbiory wskażą. 

(2) Z roku 1816 VI. 349. nstpn. ztąd przedruk jego zrobił Ra- 
kowiecki w Prawdzie Ruskiej U. 219. 

o 

(3) Jacobi ParkossU de Zorawice antiąaisshnus de orthograpbia 
polonica libeUus. Posnaniae 1830. 

(4) Będzie w dodatkach pod liczbą 17. 

(5) Palacki Geseh. yen BShm. 111. 299. 



337 

krok w badaniu nad językiem, w całej literaturze słowiań- 
skich ludów, postawiła; boć pierwsza utorowała drogę 
naszym gramatykom, po którą) chodząc nie bardzo się da- 
lej od Parkosza w rozwoju prawopisu posunęli. Któż on 
był, i co ważnego w gramatyce polskiej uczynił? 

Sandomirzaninem był Parkosz (1), wżórawicy, wsi 
blisko Secemina położonej, urodzony: dla t^^go cez w dzieł- 
ku swem wspomina miejsca w Sandomirskiem lezące, nie- 
mniej wyliczając Nyssę i Cieszyn na Szlązku, gdzie snadź 
przebywał także. Był Kanonikiem krakowskim, miły Zbi- 
gniewowi Oleśnickiemu Biskupowi (zmarłemu 1455). Wsta- 
nie nauczycielskim zasłużył się, naprzód jako Rektor 
szkółki parafialnej na Skałce, a następnie r. 1439, tudziei^ 
. r. 1440 jako Rektor akademii krakowskiej. 

Sądzi J. S. Bandtkie, ze dziełko Parkosza nie ręką jego 
własną napisane, lecz cudzą przed r. 1486 przepisane ma- 
my przed sobą, (przepisy wącz opatrzył je niewielkiej wagi 
przemową). Mniemanie swe opiera na tem: ze w rękopisie 
jest tu i owdzie zachowana różnicą między /jf, g, co nowo- 
ścią ma trądc. Lecz to jest częścią fałszywy, częścią błachy 
zarzut: gdyż wyżej pod liczbą 11, przywiedziony rękopis zr. 
1417—50. (kanon mszy ś. po polsku przedstawiający,) ma g 
wyraźnie, i chociażby go nie miał, nie moźnaby ztąd wnio- 
skować, iz Polacy nie odróżniali niegdyś g od ą. Boć i spół- 
głoski /, /,pisały się jednakowo, i samogłoska y kładła się 
za I, jj a przecież różnica między niemi była w wymowie (2j. 



(1) Juz r. 1212 za Leszka Białego zył Małopolanin tegoż nazwi- 
ska, uRzyszcz. codex diplom. Poloniae I. 2L 

(2) Porównaj Jacobi Parcossii Ubelluso5, 65,52,53. 

PIŚmEH. POŁS. Tt I. 43 



338 

Nie dla tego, jak mylnie utrzymują niektórzy uczeni (1), 
mozoliliśmy się długo nad oznaczeniem abecadła polskiego, 
£e, cyrylski porzuciwszy, nie umieliśmy się w łacińskim, 
naszemu językowi nieodpowiednim, znaleźć alfabecie: lecz 
dla tego, ze wymowę spółgłosek i samogłosek najlepiej ze 
wszystkich Słowian wykształciwszy, musieliśmy więcej niz 
oni pracować nad tem, jakby wynaleźć zewnętrzne znaki, 
któremiby wymowa ich mogła się wykazać naocznie. W tej 
mierze pierwszy a stanowczy krok zrobił Parkosz: piszący 
po nim w tymże przedmiocie Stanisław Zaborowski (2), 
Jan Seklucyan (3), Jan Kochanowski, Łukasz Górnicki, 
Jan Januszowski (4), mało zaszli dalej, i po większej 
części powtórzyli Parkosza. On pierwszy przypomniał 
i stanowczo wyrzekł: że nosowe samogłoski ą, ę powinny 
się pisać odmiennie; że w pisowni powinna być różnica mię- 
dzy i,j\ y, zachowana; że /, c, s, tr, przekreślane, kresko-, 
wane i kropkowane być powinny, dla oznaczenia /, ć, s, i, 
i; zkąd może poszło, że kreskowanie spółgłosek c^ ś, i, do- 
tąd rzadko zachowywane w rękopisach, stało się częstsze 
(5). On radził, ażeby zamiast g ^^ pisywano niekiedy iluh 
Jj it. p. Lubo sam nie zawsze zachowywał pisownią własną, 

(1) Ich zdanie dzieli i Bandtkie w przemowie Xni. 

(2) Orthographia^ po raz pierwszy wyszło to dzieło r. 1518. P. 
Prof. Andrz. Kucharski wydał go z uwagami w tłómaczeniu polskićm, 
w Warszawie 1 825. 

(3) Porównaj artyk. Jan Seklucyan. 

(4) Nowy karakter polski, w Krakowie 1594. 

(5) Jacobi Parcossii libellus 37, 59, 64, 72. P. Kucharski mylnie 
przyznaje wynalazek przekreślania /, Stanisławowi Zaborowskiemu, 
w objasnieoiach do jego ortografii. 



339 



(1), przecież przez swe usiłowania dokazał tego, że tak 
pierwsze zasady polskiego prawopiisu położone zostały. 

W dziele Parkosza po łacinie, jak rzekliśmy, pisanćm, 
uderzają ślady szepluniejącej mowy (2), tryb rozkazu- 
jący zakończony na /obyczajem dawnym (3), lub nowszym 
sposobem (4) bez i zakończony. J. S. Bandtkie rzuca py- 
tanie (5), czy niejednostajność tę na karb przepisywacza, 
lub samego Parkosza policzyć należy? Zważając na to, że 
nasz gramatyk nie był jednostajnym w zachowywaniu przez 
siebie podanej pisowni, policzyłbym na karb jego te usterki. 

Pisma religijnej treści nie potrzebowały żadnych obja- 
śnień, czytywano je i niemi się budowano, gdyż wiara za- 
stępowała co się wyrozumieć nie dało: bo im odleglejszej 
starożytności sięgał język, im dawniejsze było pismo, tym 
więcej ceny miała nabożna książka; jak dziś prości ludzie, 
u nas i u Rossyan, do ksiąg gockiem lub starocerkiewnem 
pismem wytłoczonych większą niż do drukowanych łacin- 
skiem, grazdanskiem, przywięzują wagę. Nic dziwnego' 
przeto, że nie znajdujemy żadnych objaśnień, żadnych sło- 
wników do wyrozumienia pism nabożnej treści ; że jedy- 
nem ułatwieniem, jakie k'woli czytających takowe (zwła- 
szcza po łacinie pisane) dzieła czyniono, były wyrazy pol- 
skie, nad lub pod łacińskiemi pisywane: co i dla własnej 
wygody czynić zwykli byli Kapłani, osobliwie dla tego, iż 
złacińskch pism kazywać mieli do polskiego ludu. Ażeby 

(1) Jacobi Parcossi libellus 74. 84. 

(2) Tamże 60, 61. 

(3) Tamże 93. i)r%ijpisschij. 

(4) Płs$%^ nepissch, 

(5) Tamże 61. 



340 

przeto nie potrzebowali, stojąc na ambonie, namyślać się nad 
doborem wyrazów polskich, ponadpi^ywali lub popodpisy- 
wali nad łacińskiemi polskie wyrażenia, i przez to ułatwiali 
wyrozumienie tych pism czytającym je prostakom. Inaczej 
się rzecz miała z pismami prawnemi i lekarskiemi. Gdy al- 
bowiem te wyrozumiewane być musiały, a bez objaśnień 
wyrazów obejść się nie' mogło, przeto układano do statu- 
tów słowniki, lub robiono takowe do ksiąg lekarskich po 
facinie pisanych. Spisy te były lub być mogły pierwszym 
zarodem słowników polskich, gdyby się był kto zajął ze- 
braniem ich, i ułożeniem wjednę całość. Nikt się atoli do- 
tąd nie poświęcił tej pracy, nikt uwagi nawet nie zwrócił 
na pisma tego rodzaju. Pierwszy ku temu krok czyniąc, 
wymienię ze znanych mi najdawniejsze. 

Znajduje się słowniczek wyrazów prawnych przy statu- 
cie wiślickim r. 1444 pisanym (powiem gdzieindziej o nim). 
Znachodzimy słownik języka polskiego z r. 1457 przy jednym 
z rękopisów lwowskich (1). Mamy sposobem abecadłowym 
r. 1464 ułożone wyrazy lekarskie, wjednym z rękopisów 
biblioteki ordynacyi hr. Zamojskich (2). Znam oprócz tych 
róine jeszcze słowniki, lecz owe które wymieniłem są naj- 
dawniejsze. 

(1) Rękopis ten, s'wiezo dla biblioteki zakładu naukowego imienia 
br.OssoIinskich, przez P. Augusta Bielo wskiego nabyty jest o 196 pół- 
arkuszacli, i zawiera Yocabularium latino-polonicum^ w tym. Jak 
się rzekło, roku pisany. 

(2) Jest w katalogu rękopisów lekarskich liczbą 631 oznaczony; 
zawiera, oprócz innych pism lekarskiej treści, Yocabula multa secun- 
dum ordinem alphabeti inpolonico exposita medicinalia duplicia. 
Na końcu stoi ów rok, co wskazuje na datę rękopisu. 



341 



18. R. 1444. Modlitwa do Nąjśw. Panny. 

Bezboznemi napojony był zdaniami, ten który modlitwę 
tę (w dodatkach pod licztą 18, 19. wydrukowaną) pisał: 
wyrzuty bowiem czynił Bogarodzicy posądzając ją o stron- 
ność. Stanowi ten pomnik jakoby przejście z czysto-kato- 
lickich do nowszych protestantyzmem nasiąkających cza- 
sów, w których wyobrażenia nowe walcząc z dawnym po- 
rządkiem rzeczy, wywoływały, mianowicie od czasu zja- 
wienia się pism Krowickiego, Ochina, nowe a niezrozumiałe 
i dzikie myśli, dla tych nawet, którzy mniemali, ze je poj- 
mować lub przynajmniej przeczuwać umieją. Nowi ci my- 
śliciele, według własnego usposobienia, naboinie lub bez- 
bożnie (1), nowy stan rzeczy pojmując, wpadali w ostate- 
czność; która wywoławszy drugą znowu ostateczność, przy- 
gotowywała ten obrót piśmiennictwu polskiemu, jaki na 
początku XW wieku czynić on zaczął. Takowejze co w tij 
modlitwie, ale dobitniejszym, lub, iż tak powiem, schlu- 
dniejszym wyrazem, jest pisarz nazwiskiem, 

19. R. 1449. Andrzej z Dobczyna Galka. 

Do najgorliwszych bowiem zwolenników wybujałego 
hussytyzmu, do braci czeskich, których już w połowie XV 
wieku było snadż kilku w gronie Professorów uniwersytetu 
krakowskiego, należał bez wątpienia Andrzej z Dobczyna 
Gałka. Bieg jego życia i zawód naukowy wiadomy nie był, 
aż dopóki nie dał się poznać ze zdań rzymsko-katolickiemu 



(1) Przykład tego dałem w Polsce pod względem obyczajów 
IV. 101. 



342 

kościołowi przeciwnych. Będąc Mistrzem nauk wyzwolo- 
nych i Kanonikiem u ś. Floryana na Kleparzu w Krakowie, 
nie wahał się publicznie ogłaszać myśli przeciwn>ch łaciń- 
skiemu duchowieństwu, chociaż wiedział o tem dobrze, iz. 
go to pozbawi urzędu i dochodów. Jakoż skazany został 
za swój sposób myślenia na rekolekcye do Mogiły pod Kra- 
kowem; lecz potrafił się wydobyć ztamtąd i uciekł do Gło- 
gówka w górnym Szlązku, gdzie panował Bolesław \. Ksią- 
żę Oleśnicki, ^ zwolennik braci czeskich. W listach które 
ztamtąd do kolegów swoich pisywał, bronił sposobu my- 
ślenia Jana Wiklefa, i wyraźnie oświadczał, „ze z nich tylko 
logiki nauczyć się można gruntownie." Z miejsca pobytu 
swego usiłował tez rozszerzać w sw ej ojczyźnie zeszpe- 
coną naukę Hussa, a to przez piosnki polskie, z których 
jedna doszła do naszych czasów. Z rękopisu wydał ją J. 
S. Bandtkie w Pamiętniku warszawskim z opisem życia au- 
tora (1). Następnie P. Wiszniewski (2), gruntownej i daleko 
obszerniej rozwiódł się o życiu i przygodach naszego An- 
drzeja. Piosnka ta uważana jest za jedyny zabytek polskie, 
go piśmiennictwa XV wieku, przez akademików krako- 
wskich pomnożonego; gdyż oprócz niej tudzież Parkosza 
dziełka, nic z resztą (3) .przez cały ten wiek (ani jednego 
newet wiersza) po polsku nie napisali oni. Uderza w niej pi- 
sownia, podobna do owej, którą naśladował Święto- 
sław z Wojcieszyna, uddrzają kreskują się i szepluniejące 

(1) Pamiętn. Warsz. z roku 1816. tom V, 457. tom VI. 451 i 
następn. 

(2) Hist. lit. III. 224. następn. 425. 

(3) Mówi P. Wiszn. lU, 298. 



343 

spółgłoski. Jest u miękczone samogłoską y (l),fzBi w po- 
łożone stoi (2); Ar, c używane są na przemian (S), nosowa 
samogłoska q, dla ostrzeżenia ażeby się ostro wymawiała, 
spółgłoską opatrzona bywa (4). Skupiając twardzi spół- 
głoski Andrzej (5), i szczególne wyrażenia ma (6). 

20. R. 1430. Wyznanie wiary. * 

Wyznawcy pierwotnego hussytyzmu, chcąc wykazać 
ze po katolicku wierzą, czynili wyznanie wiary, jak tego 
dowodzi rękopis w dodatkach pod liczbą 20. wydać się ma- . 
jacy. Dla osobliwości mowy polskiej czesczyzną przesyco- 
nej, zasługuje ten pomnik na wielką uwagę? i dla tego tez 
należało ogłosić go drukiem. 

21. Tegoż r. List o twarzy Chrystusa. 

Wśród walki prawowiernego kościoła znowemi wyo- 
brażeniami, gorącą zapalać się zaczęli katolicy żądzą, do- 
wiedzenia się czegoś o postaci wizerunku Zbawiciela, i za- 
tapiali się tym końcem w dawne, bo w pierwszym wieku 
po Chr. uklecone legendy. Rzecz tę świeżo obrobił kryty- 

(1) Poganyskiego zdi pogatiskiego^ szeizem za %setcem, zsie- 
c%em. 

(2) FscAiczi za W8%ic%i^ wszyscy. 

(3) Boskich^ zacrite, 

(A) Szag, za sza (są), gdzie zbyteczne jest g^ jak n, m, u Świę- 
tosław z Wojcieszyna, Sząndomirskey, sąm. 

(5) Lezz za iez (łgarstwo). 

(6) Tszcz^ tszczica znaczy czescy stradnyci (ludzie na strace- 
nie przeznaczeni, niby stratnici (u Czechow straceńcy), gdzie d za t; 
pospólstwo znaczy powszechność^ publiczność. 



344 

« 

cznie P. Wilhelm tirimm (1), wykazawszy, zkądby po- 
wstało podanie o twarzy Chrystusa, i jak się krzewiło. 
Pod obrazem twarz Chrystusa wyobrażającym, znajstarozy- 
toiejszych jednym, podpisał ktoś terum icon (prawdziwy 
obraz), zkąd powstało mniemanie, ze Weronika Izraelitka, 
obtarłszy skrwawioną twarz Zbawiciela, uzyskała tak od- 
cisk oblicza jegp na chuście (2). Podanie o twarzy Chry- 
stusa weszło u nas w obieg na początku, lub w środku J[V 
wieku, jak świadczy o tem zabytek piśmiennictwa, takiejźe 
pod względem języka co i powyższy wagi (3). Że zaś ma 
on wartość małą, przeto nie powtórzymy go w druku, tem 
bardziej gdy zkądinąd wyjęty opis życia Jezusa Chrystusa 
zastąpi nam ten ubytek (4). 

22. Tegoi r. Kazanie. 

* Wyżej pod liczbą 3. 4. a) napomknąwszy i o tym zaby- 
tku, który w dodatkach (pod liczbą 21. 22.) będzie wy- 
drukowanym, nadmieniam jeszcze, iż właśnie z niego bierze 
się dowód na to, com wyżej na str. 339, 340. (o objaśnieniu 
polskiemi wyrazami pism łacińskich nabożnej treści) powie- 
dział. 

23. Tegoż r. Ksiądz Mikołaj z Błonia. 

Był Kapłanem dyecezyi płockiej. Doktorem prawa kano- 
nicznego. Kanonikiem warszawskim a Plebanem czerskim. 

(1) Die Sagę mm Ursprung der Christusbilder^ rozprawa 
w rocznikach akademii berlinskićj z r. 1842 umieszczona. 

(2) Ha\tbausen etudes sur la Russie I. 65. 

(3) J. S. Bandtkie podał go z rękopisu do druku w Pamięta. 
Warszaws. XX. 172. nstpn. 

(4) Porównaj artyk. Baltą%ar Opeć. 



84S 

Odróżnić go naleły od innego Mikołaja t Błonia, który wr. 
1415 stopień BakatarM a r. 1420 stopień Magistra w uni- 
wersytecie krakowskim otrzymawszy (1), należał do \kthy 
uczących w zakładzie tymłe. Pisał nasz Mikołaj dzieła 
łaciński^' treśd, a wjednyift z nieb znalazł się spory ostępu 
w polskim pisany języku, (który w dodatkach pod liczhą 28. 
wydrokawany będzie,). Wykład pisma i zawierający. 

24* Tegai r. Saezegity o tfeku Nąjśw. Panny, 4wi«^i 

Anny i Joachima^ 

Między innemi znalazłem w Sieniawie koprą rękopisu, 
nie mającego początku i końca, który do pierwszej połowy 
XV wieku odnoszę na tej zasadzie, ze wysłowienie jego 
jest bardzo dawne, i ze zastarzałe ma słowa (2). Sądząc 
po rysach pisma, kopia ta w końcu XVI powstała wieku, 
i co do pisowni oddała rzecz niezupełnie wiernie, wyraia* 
jąc się tak i owak (3). Nie wiadomo czy juz w oryginale 
stały glossy, lub czy kopista dodał je dofńera. Mogło być 
jedno i drugie: juz bowiem Psałterz Małgorzaty przedstawia 
glossy tym tu podobne (4). Rękepia ma mią)6ca nie zrozu- 
miałe (kursywą wydruki^ je), co ztąd poszło, iz przepisu- 
jący oryginał poopuszczał wiele^ lub tez z popsutego te- 

(1) J. Kuczkowskiego statotar nec non Hber promotf onom, Craeo- 
Ttae 1849. Potdwną) 10, 14. 

(2) Jest to Hcsla po<w^}aa p9€%ąla8tm; przed sanogłoskamf 
pokłada się w, (wustawic%ny^ za usiawic%nj/J i t. p. 

(3) Barzo 1 bard%o; tudzież abo 1 albo. 

(4) Objaśnienia wyrazu przez wyraz drugi, np. ćo znaczą czthy- 
r%y %yvyoly (cztery żywioły) objaśniając pisarz, kładzie alho aly^ 
menta (dementa). 

PIŚMJIH. F0L8« t. Z. 44 



346 

ksta przepisywał. Dla lepszego zrozumienia rzeczy wydru- 
kuję ten pomnik według pierwotworu (patrz go w do- 
datkach pod liczbą 24), tudzież według dzisiejszej pisowni, 
przy czem poprawię wysłowienie, objaśnię je, i t. p. co 
obejmę klamrami i nawiasami. Opatrzę też rękopis napisem, 
gdyż go nie ma, a z resztą nie odmienię go w niczem. Uwa- 
gę zwracam na to, ze układacz lub tłómacz tego pisma, da- 
jąc po polsku objaśnienie (czyli jak je nazwał ..cz^ytanie") 
szczegółów zżycia dziewicy Maryi i t d. wyjętych, poszedł 
za zdaniem tych, którzy Annę świętą i jej męża Joachima, 
nie za ciotkę i pociotka (męża ciotki), lecz za matkę i oj- 
ca nąjświętsząjipanny uważali. 

Zi. Tegoż r. Modlitwa przed kazaoieni. 

Modlitwa ta objaśnia dalej znane nam już z innych rę- 
kopisów nabożeństwo kościelne. Dla porównama go z owe- 
mi nabożeństwami położy się w dodatkach do tego tomu 
pod liczbą swoją, czyli 25. 

26. R. 1454 Stanisław i Paeanowa. 

Ignacy Potocki podał w Pamiętniku warszawskim (1) 
ważną wiadomość o rękopisie łacińskim, zawierającym 
summa in Decrełales przez Piotra Comestora czyli Mandu- 
catora (2), który, należąc r. 1503 do Plebana Jana zMyże- 
nic, pisanym był. 1454. Na nim jakiś Stanisław z Pacanowa, 

(1) Fortfwnaj Pamiętnika tegoż zr. 1817 numer 3 na str. 326. 

(2J Rodem był z Troyes, um. r. 1178. sprawował urząd Kancle- 
rza uniwersytetu paryskiego, napisał historyą starego i nowego za- 
konu, zapchawszy Ją wyjątkami z JozeA Źydowlna powybieraneml. 



347 

rzeczonego rękopisu przepisywacz, oprócz pojedynczych 
gdzie niegdzie słów, umieścił od osnowy rękopisu odrębną 
modlitewkę, w tych, wyrazach: «Myl (miły) swanthi Jarnol- 
cze (Arnoldzie) dostoyny doctorze y biskupie bancz mylo- 
sthyw twemu drusbye day lemu boże (na brzegu stoi Bo* 
szhze) potem swe uznane, a ktemu rosumu oswyeczenye. 
Yszby tako yego pozywał, yakoby thwey swantbey nauky 
naśladował. O day to yemu yyelki panye na proszba y za- 
sługa twego mylegd spoyyednika Jarnoltha Byskuba y veł- 
mosznego doctora." Zastanawia w modlitwie tej pisownia, 
odpowiadająca postępowi wydoskonalającego i psującego 
się prawopisu, tudzież wyrazy (drusba, velmosznego,) 
rzadko w ówczesnych zabytkach polskiej mowy napotykane. 

27. R.1468 Bezimienny ukladaoz powieści o Urbanie 

Papieiu. 

Powieść o Papieżu Urbanie, jego niemocy i pocieszeniu 
w chorobie, ułożył bezimienny, lecz modlitwy, którą nad 
umarłym Ojcem ś. odśpiewał Kapłan, nie zachował nam: 
(przynajmniej w rękopisie, z którego opowiadanie to prze- 
pisał ś. p. Łukasz Gołębiowski nie było jej). Atoli inną dro- 
gą Jak się w dodatkach do tego tomu pod liczbą 27 powie,) 
doszły nas rzeczone modlitwy. Widać wielką różnicę w pi- 
sowni obudwóch pomników, czyli w powieści i modlitwach. 
Pierwszy odznacza się postępem czasu, drugi bynajmniej, 
chociaż drugi, jako późniejszy, powinien był postępy oka- 
zać znaczne. Miałoźby to ztąd powstać, że obadwa zjedne- 
go pochodzą wieku i są blizkiemi sobie wiatach? W powie- 
ści o Urbanie Papieżu widzimy zabytki szepluniejącej mo- 



34$ 

iry, umieszcKOfle obok syczącej (1) ł, zad, nosowe e, ą, 
prosto tudzież przez on, an, wyrazoie, z opuszezaiie, lob 
kładzione przy 9, e, y zbytecznie i t p. (2). Zostanawia 
wyraz wmozijl za wdroiyl się, tudzież foremnie i niefore- 
flsiiie odmienianie wyrazu oyciec (oycze, oczczaj. 

28. Przed r. 1430 n»tpn. Andrzej ze Słupia, 

Stopiichowski? 

Do pomników poezyi polskiej wylanych na papier w XV 
wieku, które zebrawszy niegdyś z rękopisów biblioteki 
warszawskiej, uiyczył mi do wydania ś. p. Łukasz Gołę- 
biowski, należą pieśni niewiadomego wieszcza. Są one ro- 
zliczne. Idą naprzód dwie pieśni : uczucia żałosne matki 
boskiej w wielki piątek, pieśń o Królowej niebios; po któ- 
rych następuje wstęp do nowych pieśni, w tych wyrazach 
brzmiący (kładziemy je w dzisiejszej pisowni); „Wykład 
$łopuchowskiego, początek pieśni nowej, ku czci matucbny 
bożej, z wszystkich róz rajskich najkraśniejszej." Zkąd 
fuę pokazuje, ze Słopuchowski na podobieństwo pieśni 
dawnych układał nowe, z których pięć (oprócz dwóch 
powyższych jest tu pieśń o Maryi panny nawiedzeniu, himn 
do najśw. panny, himn do Jezusa Chryst.) doszło do naszych 
czasów. KŁóz był ów Słopuchowski? 

Po zniesieniu klasztorów naszych starodawnych, znac?;ne 
fundusze mających, gdy (jak rzekliśmy wyżej) przywieziono 
do Warszawy ich biblioteki i archiwa, i takowe w ówczes- 

(1) Papijes {popijesz^ daies^ nabożne. 

(2) NiJeotpowiJed%ijal, bede, spijavaijonc%iJ^ swątha, swan- 
thego^ cijelesnijy pr%ijijacijele^ nadijeije. 



348 

nąj bibliotece [mblicziiej xłolono, przeglądający rękopisy 
klasztorów łysogórskiego i aieciechowakiego owczesoy bi* 
bliotduirz P. Joacb. Lelewel, znalazł w pochodzący eh z lat 
1470—1493. wspofliinanego często Andrzeja ze Słupia. 
Ów Aadrzej, (według tychie rękopisów (1) ) będąc wy-^ 
chowańcem klasztoru łysogórskiego, został r. 1470 prze- 
zeń do zarządu kościoła Wąwelnickiego (którego saadź był 
kolatorem klasztor) przeznaczony, na którym to urzędzie 
przez dwa lata bawiąc, gdy znowu r. 1472 do klasztoru 
wrócił, został tegoż samego r4)ku posłany do Słupi (mia* 
steczka lezącego u podaoza łysej góry), dla sprawowania 
tamże urzędu Plebana. Później r. 1407 był Przeorem kla- 
sztoru tegoi, od r. 1481 począwszy. Wiemy albowiem zkąd* 
inąd, ze Przeor łysogórskiego klasztoru, Andrzejem ze Słu- 
pia nazywający się, uzyskał r. 1481 pozwolenie do udzie- 
lania odpustów za to, iz jego klasztor dostarczył posiłków 
pieniężnych zakonowi maltańskiemu na wojnę przeciwko 
Turkom; ze'tenze Jędrzej przepisał r. 1493 jedno z dzieł 
sławnego Kanclerza uniwersytetu paryskiego i utalentowa- 
nego pisarza Jana de Gerson (który umarł r. 1429), i ze 
się podpisał na niem imieniem i przezwiskiem owem (2). 

Rozczytując się dalej w tychie rękopisach Łukasz Go- 
łębiowski, następca P. Lelewela w urzędzie bibliotekar- 
skim, znalazł w nich pięć owych pieśni, i wstęp, z których 
dwie pierwsze przyznał temuż o którym mówi rękopis, czyli 
utworem je być Andrzeja ze Słupia uznał, a dwie drugie 

(1) Lelew. Bibliogr. ksiąg dwoje wWiluie 182S. tom 2. Por. U. 89. 

(2) Porównaj artykuł do Biblioteki polskiej z roku 1826 numeni 
pierwszego na str. 87 następn. podany. 



350 

za utwór nicgakiegoś Słopochowskiego poczytał. Mniema 
bezimmienny, w drugim powyiej przy wiedzionjm przypisku, 
ze Andrzej ze Słupia a Słopuchowski (niby Słupski) jest 
jedną osobą: co wiele ma do prawdy podobieństwa. Mniema 
dalćj, ze pieśni owe nie ułożył, lecz nowo je wyłożył, czyli 
na tle dawnych ukształtował pieśni. Gdy atoli mniema- 
nie swoje na tem jedynie opiera, ze w pieśniach tych są 
bardzo dawne wyrazy, przeto niczego, zdaniem mojem, nie 
dowodzi. Puściwszy więc mimo tę uwagę, robię inną, pytając, 
czy Andrzćj ze Słupia układając swe pieśni, miał przed 
sobą dawne jakie utwory? I odpowiadam ze je miał, gdyż 
sam o tem mówi, (powiadając w pieśniach o Królowe) nie- 
łnos^ o matce bożej, ze nowe układa pieśni, zkąd widać 
ze były dawniejsze tego rodzaju pienia), gdyż jego himn 
do Jezusa Chrystusa^ zgadza się nawet w wysłowieniu z o- 
wą z r. 1428 przewiedzioną wyżej pod liczbą 14. pieśnią 
o Jezusie Chrystusie. Co większa, zdaj^ się być pieśń ta 
przerobieniem dawniejszej, czyli redakcyą \t} nową być 
wydaje się, jak o tem wnioskować można z ponadpisy wa- 
nych i popodpisy wanych do niej wyrazów w oryginale. 

Z przyczyny, ze są pieśni Andrzeja ze Słupia ważnym 
pomnikiem poezyi polskiej XV wieku, tudzież języka, wy* 
drukujemy je w dodatkach do tego tomu pod liczbą 28. 
dwojako, czyli damy ją w oryginale i w dzisiejszym języku. 

W rzeczy samej nie może iść w żadne porównanie co- 
kolwiek przed ukazaniem się tych pieśni, wydała na jaw 
poezya polska. Dla przekonania się o tem, weźmy na uwa- 
gę zwrotki pieśni uczucia żałosne matki boskiej tv wielki 
piątek opiewającej, które tu kładę (w dzisiejszej mowie.) 



351 

Synu miły i wybrany! 

Podziel z matką twoje rany. 

Wszakem ci^ synu luby w mćm aercu nosita, 

i tobiem, wiernie stuzjrta. 

Przemów do matki, bym si^ pocieszyła! 

Bo juz odemnie odchodzisz moja nadziejo miia. 

O Aniele Gabryelu! gdzież owo twe weselef 

któregoś mi obiecywał tak wiele, 

mówiąc do mnie: „panno, pelnaś miłości!" 

A ja pełna smutku i ibalości. 

Spróchniało we mnie ciało i wszystkie me koścL 

Pięknie zaczyna okład własnych pieśni, temi przema- 
wiając słowami: 

śpiewajmy wesoło, bo<^ w pieśni dobrego wiele, 
* i w każdej duszy, 

serce się ku Bog^i wzruszy. 

Zachęcając do ich nacenia powiedział: »kto to będzie 
śpiewać, albo słuchać pilnie, panie Boże racz mu to wszy- 
stko dać, czego od ciebie' będzie mógł żądać." Po czćm 
położył nowe pienia, w których uderzyły mnie zwrotki te: 

Ani niia białością, 
ni kraśna roza pięknością, 
kwiat zamorski swą drogością, 
ni szpikander swą wonnością, 
z Maryą się nie zrówna. 

Zdrowaś ty gwiazdo zamorska, 
Cesarzownaś ty niebieska, 
ty nam drogę ukazujesz, 
sama nam łaskę zyskiąjess, 
u Chrystusa nazarańskiego. 

Pod względem prawopisu nie masz nic do nadmienienia 

» 

o tym rękopisie: jednostąjność jego dowodzi postępu w tę) 



' 352 

mierze. Mowa wieszcza jest wielkim skarbem dla badacza 
języka polskiego. Jest w niej wiele wyrazów zastanowienia 
godnych. Na przykład przytaczam niektóre (1). 

29. Po r. 1490 Pamiętniki Janczara spolszczone. 

Od czasu Władysława Łokietka, który córkę swoje 
Elżbietę wydał za Karola Roberta węgierskiego Króla, 
wiele polskich rodzin przenosiło sfę za Karpaty. Juz przed 
rokiem 1409 nie mało Polaków osiadło na Węgrach {%). 
lxL potomka takich przesiedlców (emigrantów) miałem bez- 
imiennego (3), którego pamiętniki z rękopisu wydano 
w Warszawie u Gałęzowskiego r. 1828 w zbiorze pisarzów 
polskich. Upatrywałem niejakie podobieństwo jego życia 
z przypadkami, które w blizko dwieście lat później spo- 
tkały wTurczech naszego ziomka, Wojciecha Jaksę z Bo- 
bowćj Bobowskiego (4). Przekonałem się późnij żem się 
omylił, i ze pamiętniki owe nie są dziełem człowieka z pol- 
skiej rodziny pochodzącego, a nawet £e nie są polskiem 
oryginalnem dziełem, lecz przekiadem sobcćj (nie z cze- 
skiej wszakże, jak powiemy nlićf) na nasze mowę. Roz- 
ważmy naprzód jego życie. 

(1) Zastanowiły mnie wyrazy te: krwaioe g^dy, o%yalyala 
(oblałowała, opłalcała], das%kmuinye (dokeaaaie, skutek), s%ynem 
ckodzy (nosi w żywocie syna), pr%ei%(hyałAkyny (bezdzietna), u 
lyudzy nyerowno (oiepodobso). 

(2) Mówi Bielski, kron. polska 292. 

(3) Orędownik z roku 1843 str. 128. 

(4) Podał o nim wiadomość Fr. SlarczynskI w Czasoplsie lwow- 
skim z r. 1828. poszyt I. str. M. następn. 



353 

Janczar ów urodził się w Ostrowicy w Serwii, czyli, jak 
ją inaczej zwano, w rackićj ziemi, i dla lego nazywany byi 
Serbem, Rethem, Racent Rękopis XVI wieku świeio przez 
Eustachego Hrabię Tyskiewicza odkryty w Wilnie, a zawie- 
rający dzieło sławnego Jana Tarnowskiego Hetmana wiel- 
kiego koronnego, pod napisem księgi o gototcosci wojen^ 
nej: tudziei inszy rękopis XVII wieku mieszczący rzeczo- 
nego Raca pamiętniki świadczy, ze mu na imię było Kon- 
stantyn, a ojcu jego Michał (i). Jeden i drugi rękopis na- 
zwisko rodowe naszego pisarza wymieaia: podaje go i sam, 
lubo nie wyraźnie, chociaż wiele szczegółów udziela o so- 
bie które wyliczymy. 

Konstanty zostawał w domir Despoty serbskiego, a ten 
będąc hołdownikiem Turcyi, wysłał go młodzieniaszka (2) 
z rycerstwem swój em na pomoc Mahometowi synowi Murata, 
Cesarzowi tureckiemu, dawszy starszeństwo nad tym po- 
cztem wojska niejakiemuś Jaksycie (3). Snadź wródł się 
z tej wyprawy Konstanty, ale gdy następnie Cesarz ture- 
cki wojował z Despotą, wziął Konstantego w niewolę wNo- 
wobrdzie wraz z dwoma jego braćmi, i posłał do Natolii 
wAzyi, ażeby się tamie na Janczarów w>xhowali. Tak 
więc ów Rac został Bisurmanem, przyjąwszy wiarę Maho- 
meta i tureckie obyczaje : zkąd nazwany został Janczarem 
(4). W wielkich łaskach i znaczeniu był u Turków, tak 
dalece, ze później Cesarz Mahomet, wojując wBośnii, prze- 

(1) Tygodnik literacki z roku 1840 numer I. 8. Orędownik z ro- 
ku 1841 numer 43. 346. 

(2) Str. 140. Pamiętników Janczara wydania Gatęzowsk. 

(3) Str. 129. tamże. 

(4) Str. 140. tamże. 

PI8MISM. P0L8. T. I* *^ 



354 

łożył go nad zamkiem nazwanym Zwyczaj, lezącym blizko 
Wojcza, który właśnie zdobył tamże (I). Kiedy następnie 
Maciej Korwin węgierski Król (panował od roku 1458 az 
do roku 1490) wojując z Turkami opanował ten zamek, 
nasz Janczar, dostawszy się tym sposobem wmocchrze- 
ściańską, odstąpił Turków i służbę przyjął u zwycięzcy 
swojego (2). 

Wtedy żyjącego wpośród siebie obstąpili bracia chrze- 
ścianie, dopytywali się ciekawie o jego dzieje; i opowiada- 
ne przez niego, a następnie spisane przekładali na swój ję- 
zyk. Pomnąc na to, iz według rękopisu linowskiego, o 
którym wnet powiemy, pamiętniki Janczara naprzód lite- 
rą ruską (słowiańskiem pismem) wyrażone były; tudzież 
na to, iz w Czechach twierdzono ze sam Konstanty spisał 
swe pamiętniki; na koniec na to, iz różne były ich czeskie 
przekłady, możemy ztąd wnieść z pewnością, ze naprzód 
wjęzyku Janczara ojczystym czyli serbskim spisane zosta- 
wszy, uzyskały następnie przekład czeski i polski, a jeden 
odrębnie od drugiego. Księgarz i drukarz w Łutomyślu 
w Czechach zamieszkały, Aleksander Augzdecky, wydał 
po dwakroć, r. 1565, 1581 przekład czeski (3). 

W przypisaniu pierwszego wydania Haugwicowi z Bi- 
skupic mówi, nze z różnych zbiorów zgromadził dzieło/* 
czyli, ze wjedno zlał różne jego teksta, «na wielu miejscach 
czesczyznę poprawiwszy (4)/' Zkąd się przekonywamy ze 

(1) Str. 198. tamże. 

(2) Str. 202. tamże. 

(3) Jungmana histor. liter, czesk. wyd. drug. 146. 

(4) Kieruito histor ij nejaky znamemtp a stateczny rytirz. 



855 

nie raz, lecz przynajmniej dwakroć przełożono na język 
czeski Janczara pamiętniki, a przełożono je w sposób ko- 
ściołowi katolickiemu i cesarstwu niemieckiemu nieprzy- 
chylny, obelgi na Papieża i Cesarza miotając (1). Winnym 
duchu przemawia przekład polski, i tak się wyraża, ii kto- . 
by na towarzyszące dziełu i jego przekładowi, (czyli ra- 
czej przekładom, jak zaraz wykażemy) uwagi nie zwróci* 
wszy pilnej, chciał z tych pamiętników wnioskować o po* 
chodzeniu Janczara, mógłby go słusznie mieć za Polaka, 
i rzymsko-katolickiego kościoła wyznawcę. 

A naprzód zastanawia, ie w dziele, opowiadaniu spraw 
tureckich i serbskich poświęconem, zwraca opowiadacz mo* 
wę ku Polsce, ilekroć się do tego by najmniejsza nadarza 
pora. Wspomina Królów naszych, a mianowicie: Włady- 
sława Warneńczyka, Kazimirza Jagielończyka i jego brata 
Jana Olbrachta, zmiankując o klęsce, którą za jego pano- 
wania ponieśli Polacy na Wołoszczyznie w bukowińskich la- 
sach, i oddając mu pochwałę, ze on tylko z ówczesnych 

gtneneni Michał % Ostrowic, Rac pr%iro%eny w gedno se* 

bral i sepsaL,.. Tau pr%ic%inau w gedno szm ci tak yakz poiuzira 

BYŁA PODLE MOZNOSTI SEBRAL A NA HNOUA MiSTECU CZESTINU ZPRiWIW 

.« tiemalym nakładem y pracu wyłiskl, mówi drukarz Augzdecky 

I 

w przypisaniu z r. 1565. 

(1) Mówiąc Czech o Królach polskich i węgierskich, tak się wy- 
raża o Macieju Korwinie: „Ne tak, yako Kral Matyass slawnć panie- 
ti, zanechaw Pohanstwa, Wałku wedl s krzestiany a po hrzjchu 
snad Otec s. Paweł Papę?, od kterćhoz rzjdko co dobr^ho pochazy, 
A Cysarz Rzimsky Frydrych, oba slawnć pamćtl, byli toho przjczjnau, 
kgdyź Krale Matyassa k tomu pomukli, aby s Czechy wałku wedl ka- 
cerzugic gi." (Me masz tego w przekładzie polskim). 



356 

Królów cbrześciańskich wojoje tureckie pogaństwo (1). 
Wyliczając urzędy tureckie i takowe porówny wąjąc z pol- 
skiemi powiada, jak który z nich nazywa się po turecka, a 
jik pa naszemu. Zastanawia się nad tem, co to jest za 
.mędnik turecki odpowiadający nazywającemu się u nas 
Starostowcem lub Starostą (2), Marszałkiem, Burgrabią (3), 
Rotmistrzem, Wojewodą (4). Wyjąwszy Czechów i Pola- 
ków, żaden inszy słowiański naród nie miał Burgrabiów: 
przez wyrażenie się więc u nas, nie zakarpackich lecz przed- 
karpackich oznaczają pamiętniki urzędników. Ze zaś pol- 
skich przez to rozumieją, dowodzą przy wiedzeni w nich 
Rotmistrzowie i Wojewodowie, którzy pod ów czas w sa- 
m^ tylko Polsce, tudziei w tak nazywanem wtedy państwie 
moskiewskiem, byli. Kiedy mówi o nieszczęśliwej porażce 
Władysława Warneńczyka, opowiada zasadzki tureckie 
których nasi nie dostrzegli (5). Przypuściwszy, ze wyra- 
łenie to równie się do Węgrów, walczących pod sztandara- 
mi Króla Władysława, jak i do Polaków odnosi, to wszak- 
że zastanawia, ze tam, gdzie wyrazisto mówią pamiętniki 
o polskim języku, nazywają go naszym językiem (6). Sprzę- 
ty tez wojskowe niektóre polskiemi nazwane są wyrazami, 
i dane im są techniczne miana, u inszych Słowian pod ów 
czas nie używane. Tak np. tatarski wyraz buzdygan ma 
i czeski język, ale btUawa w naszym się tylko znacho- 

(1) Str. 74. nstpn. Pamiętn. Jancz. 

(2) Str. 72. 812. tamże. 

(3) Str. 214. tamże. 

(4) Str. 238. tamże. 

(5) Str. 106. tamie. 

(6) Str. 72. tamże. ^ 



357 

dzi (1). Lubo^ancur był pierwotnie w greckiej wycbowaiy 
cerkwi, i za powrotem do chrześciaństwa tejże samćj trzy* 
mai się bez wątpienia, przecież w dziele awem (2) wyrała 
się jako wyznawca rzymsko-katolicŁego kościoła, nazywa- 
jąc Papieża świętym ojcem i sprawcą wszej wiary cbrze- 
śdańskiej. Zkądze to pochodzi? ztąd pewno, ze tu nie sam, 
lecz tłómpcz przemawia, i kładzie na karb jego wyrażenia, 
o których się jemu pewnie ani śniło. 

Przystąpmy do przeglądu literatur}' pamiętników Jan- 
czara, wzgląd mając na samą tylko Polskę. Mamy trzy rę- 
kopisy, a wszystkie ręką XVII wieku pisane: berdyczowski 
jeden, z którego zrobiono wydanie warszawskie (mieliśmy 
je pod ręką, artykuł niniejszy pisząc), działyński drugi, 
znajdujący się w Korniku w bibliotece Tytusa Hr. Działyń- 
skiego, zupełniejszy od poprzedzającego, gdyż tylko roz- 
dział ostatni jest w nim nie cały (3). Trzeci rękopis miał 
być w roku 1838 odkryty około Grodna, (jak mnie w ów 
czas upewnili dwaj uczeni pobratymcy Litwini, PP. Franci- 
szek Dobkiewicz i Benedykt Turski). Jest to zapewne ów 
rękopis linowski, własnością P. Władysława Trębickiego 
będąc}', i przez niego w Bibliotece warszawskiej 111,229. 
nstpn. z r. 1845 opisany. Są nadto wypisy z kroniki Kon- 
stantyna. Jedne znajdują się w rękopisie smoguleckim, tak 
zwanym, ze na ostatniej stronicy jego wymieniono rok zgo- 
nu niektórych członków polskej rodziny Smoguleckich (4), 
gdzie między inszemi są: krothkije wijpissanije Nijektho- 

(1) Str. 256. tamże. 

(2) Str. 76. tamże. 

(3) Porównaj Tygodnik literacki z roku 1840. 8. 

(4) Będzie o nim wiadomość w drugim tomie naszego dzieła. 



338 

rijch spraw sposobu a zuchowanija Boyowego Ricerskie- 
go^ a w Dich wyjątki z Janczara pamiętników. Drugie znaj- 
dują się w wyżej wspomnionem dziele Jana Tarnowskiego, 
po którem w tymże samym rękopisie następują księgi trze- 
cie^ wypisania niektórych spraw i porządku rzeczy wo- 
jennych w Turczech, z kroniczki Konstantyna, syna Ui- 
chata Konstanty nowicz a z Ostromce Raca: który był 
wzięl od Turków: y byi janczarem; z łacińskiego języka 
na polski przełożona. Wypisy pierwsze czytałem w biblio- 
tece Załuskich wSt Petersburgu r. 1842, o drugich do- 
wiedziałem się z Orędownika (1). Nader ważna jest tu 
imianka, ze kronika Konstantyna wytłómaczoną została 
% łacińskiego na język polski; to albowiem dowodzi, ze nie 
tylko na żywe, lecz i na martwy język przełożone zostało 
dzieło, gdyż sam Janczar napisać go po łacinie nie mógł, 
wychowany będąc między Turkami, a więc znać łaciny nie 
mogąc. Nie wiadomo mi, czy pod względem języka i piso- 
wni zgadza się ten przekład z owym, który w rękopisie 
berdyczowskim i linowskim czytamy; a więc i ó tem wy- 
rokować nie mogę, czy drugi powstał z pierwszego, lub 
z innego jakowego, bądź tłómaczenia, bądź oryginału. To 
atoli pewno, ie ani z serbskiego, ani z czeskiego polski 
przekład powstać nie mógł (2), lub jeżeli powstał, nie zu- 

(1) R. 1841 numer 43. str. 346. 

(2) P. Prof Kucharski, w numerze 32. dodatku do Gazety poran- 
nej warszawskiej zr. 1840, a za nim P. Wład. TrębickiwBibl. warsz. 
r. 1845. 111, 242. nstpn. twierdzi, ze z czeskiego przełożono te pa- 
miętnild. Przeciwnie Joclier. Ul, 263. rzuca domysł, zez polskiego 
przełożone być mogły, gdyż trudniący się r. 1544. Augzdecki dru- 
karstwem w Królewcu, mdgł tu zacliwycić wiadomości o istniejącym 



359 

pełnie na język polski przelany, lecz raczej do Polski, po 
katolicku, zastosowany ztąd został. Tak albowiem, jak się 
polski wyraził przekład, nie mógł Janczar o Papieżu pi- 
sać; tak' zaś jak znowu w czeskim przekładzie niby powie- 
dział o nim przekładacz polski, nie wyraził się; skąd oczy- 
wisty dowód, ze tenże wsuwał do orginału i wyrzucał 
z niego, co się mu zdało. Nie mogę tez przystać na zdanie' 
uczonego Władysł. Trębickiego, jakoby ów przekład pol- 
ski dopiero w drugiej połowie XVI wieku wykonany byc 
miał; (1) gdyż język pominąwszy, właśnie pisownia, na 
którą się uczony mąz powołuje, mówi przeciwko niemu. 
Jest albowiem podobna do owej, którą znacbodzimy w za- 
bytkach mowy polskićj XV wieku (2). 

przekładzie polskim tych pamiętników^ i przelozj^ć je ztąd na czepki 
język. Jedno i drugie zdanie fałszywe jest^ ^według tego cośmy po- 
wiedzieli wyż^j. 

(1) P. Wład. Trębicki wBibL warsz. r. 1843 111, 251. m({wi,!e 
napisano te Pamiętniki w języku polskim r. 1400 — 1506. 

(2) Pisze on Kxijegy, Kyasky, XiqskiJ, Xija$%kyi (książki). 
Tam gdzie dziś otwarto wymawiamy i kładzie (/, a gdzie wymawia- 
my je cicho pisze y^ gdzie zaś i oznacza spdjnik, wyraża go raz po 
dzisiejszemu, drugi raz po swojemu. W używaniu nosoAvych samo- 
głosek i spółgłosek niejednostajny jest rękopis, a miękkie spółgło- 
ski dziwacznie[wyraza: i tak przy i kładzie h lub opuszcza je^ ^ przez 
M, ć przez c% wyraża. Czytamy więc w tycli pamiętnikach: vijekije 
(za wielkie,) nyebaij 8%ijemije (hIzćj pisze ziemie) za nieba i zie- 
mie^ i wodę (za wodę) piją^ mijewaija s%uyetho (nizćj pisze szwie- 
ty, szuijethy) za miewają święto, chlep za chleba bok^ bog za bóg 
sbes (omyłka pisarska za ///^« czyli /^j» nasze /^ftjak nizćj stol)^ /mi- 
szczynacz za pościnać. Co do odmian i składni uderzyły mnie wy- 
rażenia te: posczaszye za posczą, trzecza godzyne za trzecia go* 



360 

Opowiadał swe pamiętniki Konstanty międy r. 1490 a 
1407, to jest w czasie, kiedy na Macieja Korwina śmierć, 
a na Jana Olbrachta klęska padła w bukowińskich lasach. 
Albowiem mówi o sławnej pamięci, czyli o nieboszczyka 
Królu Macieju (1), wyraziwszy się o nim tak, jako o mężu, 
który zszedł z tego świata. Rozwodząc się nad pochwała- 
mi polskiego króla Olbrachta, (2) opowiada jak o iyją- 
cym, co okaząje, ze Monarcha ten był jeszcze na świecie, 
kiedy^ Janczar pisał swe dzieje. 

Jest to dzieło ważne nie tylko pod względem języka, 
lecz i rzeczy, dając na sam rzut oka poznać, ie pochodzi 
od człowieka bystrością rozumu niepospolitą obdarzonego, 
lubo niedokładnie obeznanego z dziejami świata. Podług 
niego Konstanty W. Cesarz ustąpił Rzymu Sylwestrowi Pa- 
pieżowi, a dla siebie zaczął stawiać Byzancyum miasto, 
które ukończywszy, nazwał Stambułem (3). Jest-to fałsz 
oczywisty, bo dopiero Turcy miasto Carogrod przezwali 
Stambułem, przekręciwszy po swojemu grecki sposób mó- 
wienia o pochodzie do miasta, to jest do stolicy (4). Ta i 
insze jeszcze usterki małe, nie uwłaczają wszakie warto'- 

dsiina, pz go nieposzlusny biJUj za ii mu niepo8ha%ni byli (poró- 
wnaj rozdziały 1, 3, 6, 15, 18). 

(1) Str. 192. tamże 

(2) Str. 74. tamie. 

(3) Str. 72. tamże. 

(4) Na sposób Rzymian, Ictórzy stolicę swoje nazywali urbs., By- 
zantynowie przezwali miasto konstantynowe :to).i^^ i stosownie się 
wyrażał! mówiąc o pocliodzie do tego miasta fi^ (wymawiali is) rrjr 
(wymawiali łinj 7toliv. Turcy zamieniwszy ten wyraz na JIol wyra- 
żali się is łin pol, is tan pol^ czyli Istanpoł^ (ztąd Stamboł). 



361 

ści dzieła, ktfire, szcsegóinićj tez pod względem opowia- 
dania rzeczy todziez pięknego wysłowienia się, na wielką 
uwagę zasługuje. Z tej nawet przyczyny dzieło to trzyma 
niepo^edne miejsce między wszystkiemi bistorycznemi, pi- 
sanemi po polsku w XV wieku, i stanowi niejakoś pra- 
gmatyczne owego wieku dzieje. Opowiadacza ich wszystko 
zastanawiało co widział, bądź to były zwyczaje ludu turę* 
ckiego (1), bądź miasta które oglądał (2); bądź siła Tur- 
ków pozornie straszna (3). Z politycznego stanowiska za* 
patrując się na rzeczy, ubolewa nad tim, ze Cesarz i Kró- 
lowie chrześciańścy godują i krotofiiują, zamiast postarać 
się o wyparcie Turków z Europy, czegoby łatwo dokazać mo- 
gli (4). Pięknego wysłowienia dał dowód w mowach, któ- 
re w usta pokładł osobom, na widownią wyprowadzonym 
przez siebie. Piękne wystawił obrazy osób znakomitych, 
i godniejszych widzenia przedmiotów. Szczególniej mnie 
uderzył opis zgonu Łazarza serbskiego Księcia, i towarzy- 
szących mu okoliczności (5). Kładę go tu podług własne- 
go przekładu. 

Konstanty opowiedziawszy jak z ręki Łazarza poległ 
ojciec i dwóch braci Cesarza tureckiego Bajazeta, opisuje 
następnie drugą walkę Serbów z Turkami, w której pier- 
wsi na głowę porażeni zostali, i z powodu tego utracili Mo- 
narchę, tudzież dwóch znakomitych mężów, Krajmira i Misi 
Kobelicza, oprócz innych rycerzy wielu, Itak mówi: „W ten 

(1) Str. 93. Painiętn. Jancz. 

(2) Str. 165. tamże. 

(3) Str. 257. tamże. 

(4) Str. 77. tamże. 

(5) Str. 62. nstpn. tamże. 

riÓMlEK. P0L8. T. I ^^ 



362 



dzień byt pojmany Książę Łazarz, blizko jednego kościoła 
matki bożej tak zwanego samodzielny. Stoi tam teraz słup 
marmurowy/postawiony na pamiątkę tego Księcia. Na tem 
miejscu obok Monarchy poległ Krąjmir Wojewoda Teplicki, 
i wielu inszych panów. Przeniewiercy i zdriycy, przeraieni 
tym wypadkiem, przeszli na stronę nieprzyjaciół, lecz to 
żadnemu z nich na dobre nie wyszło. Albowiem niebawem 
gdy przeglądano więźniów, dano tych zdrajców pościnać, 
uwagę im uczyniwszy, ze co zrobili swemu panu, toby 
i nieprzyjacielowi zrobić mogli. Właśnie wtedy ujętego 
Księcia Łazarza i Dymitra Wojewodę przyprowadzono przed 
nowego Cesarza Bajazeta tam, gdzie ojciec jego i dwaj bra- 
cia leżeli na marach. 1 rzekł Cesarz do Ksiązęcia Łazarza: 
«Oto widzisz na marach ojca mego i dwóch braci lezących. 
Zkąd ci^przyszła ta śmiałość kusić się o to, coś uczynił? 
zkąd zuchwalstwo stawiać opór ojcu mojemu?" Książę Ła- 
zarz nic nie odpowiedział na to. Wtedy rzekł mu Krajmir; 
.Książę miły odpowiadaj Cesarzowi; wszak głowa nie jest 
pniem wierzbowym aby dwakroć rość miała." Na ten czas 
rzekł Książe do Cesarza: ,, owszem ja dziwić się temu po- 
winienem, zkąd ta śmiałość ojcu twemu kusić się o króle- 
stwo serbskie. Gdyby mnie było nie zawiodło szczęście, 
obok ojca leżałbyś i ty na marach, a jabym był zuchwa- 
łych słów twych nie słyszał: ale tak Bóg chciał, niech się 
dzieje wola jego. *• Wnet rozkazał Cesarz ściąć głowę Księ- 
ciu. Uprosił to u niego Krajmir Wojewoda, aby mu wolno 
było podłożyć podołek swej szaty pod głowę Ksiązęcia, 
i niedopuścić lezeć jej na gołej ziemi. Gdy ta spadła na po- 
dołek, wtedy Krajmir Wojewoda, skłoniwszy swą ku jego 
głowie, rzekł: „przysiągłem dziś panu Bogu, ze gdzie gło- 



363 

wa Łazarza Księcia, tam i moja lełeć będzie." Tak więc 
obiedwie głowy na ziemię spadły. Jeden Janczar przyniósł- 
szy głowę Misi Kobelicza, rzucił ją przed Cesarza ku owym 
dwom głowom, i rzekł: »oto jest głowa okrutnego nieprzy- 
jaciela twego." Potem Serbowie, czyli raczćj ci, którzy byli 
przy Cesarzu, uprosiwszy sobie u Bajazeta ciało Ksiązęcia 
Łazarza, zanieśli do klasztoru zwanego Kanancza, i tam 
je pochowali. Później policzony został ten Książę w poczet 
świętych. " 

30. Tegoi r. Książeczka Nawojki (na której się 

Jadwiga (lwięta?) modliła). ^ 

Kardynał Bernat Maciejowski dał w upominku siostrze 
swojej, pani Wapowskiej, książkę pisaną, która na okład- 
ce miała tę uwagę piórem nakreśloną, .ze to jest właśnie 
taz sama książeczka, na której się modliła święta Jadwi- 
ga." Rękopis ten aź do naszych czasów dochowany, wy- 
dał P. Józef Motty, Professor gimnazyum poznańskiego, ze 
wstępem przez siebie dorobionym (1). Lubo badał wyda- 
wca, któraby to Jadwiga książeczkę tę posiadać mogła, 
i wykazał, ze począwszy od ś. Jadwigi Księżnej szlązkiej, 
a małżonki Henryka Brodatego, w roku 1243 zmarłej, az 
do córki Kazimirza Jagielończyka toi imię noszącej, a w r. 
1474 za Ksiązęcia bawarskiego wydanej, żyły różne polskie 
Księżniczki imię Jadwigi noszące; przecież stanowczo nie 

(1) Książeczka do nabożeństwa; na której się modliła ś. Ja- 
dwiga w Poznaniu 1823. Obecnie przedrukowano to dziełlco w Kra- 
kowie 1849. bardzo nie starannie, dawszy mu napis książeczka do 
nabozeftsiwa iwiętćj Jadwigi. 



364 



wyrzekł, z jakiego przynajmniej wieku zabytek ten języka 
polskiego pocbodzić może. Z samego dziełka pokazuje się, 
ce nie Jadwiga (która bądź), ale Nawojka jakaś, książe- 
czkę tę, w postaci jak ją przed sobą mamy, posiadała (1), 
(dla której, jak ja sądzę, z różnych modlitw, prozą i wier- 
szem ułożonych, niewiadomy pisarz skreślił ją w drugiej 
połowie XV wieku, a w tymże czasie przepisała ją osoba 
dziś niewiadoma, i języka polskiego nieznąjąca dokładnie. 
Sąd mój opieram na tych dowodach: 

Pominąwszy charakter pisma, którym dziełko to skre- 
ślono, a który nosi na sobie cechę XY wieku, widać z tre- 
ści książeczki Nawojki, ze w drugiej połowie tegoż wieku 
napisaną była. Zaczyna się i kończy rękopis modlitwami 
do Matki Boićj. Pierwsza modlitwa kończy się na stronicy 
75 po czćm, ai do stronicy 94, idzie modlitwa do Jezusa 
Chrystusa, ułożona z pieśni religijnych (2) dziś zaginionych. 
Kładziemy je tu : 

Bo moya vyara czyebye zawzdy wydzy. 

A mocznye y zupelnye zawzdy vyerzy: 

podliig twogych szlow: 

yzesz thy wbyalosczy chlyeba ihego prawy bog: 

Bo nyz tbwe szlowo przeydzye 

naprzód Nyebo y zyemya przemyenia szye: 

Thysz moy niyly sthworzyczyel: 

y wschego szw^^atha odknpyczel. 



(1) Na str. 70. mfiye yowoycae, 74. i/a N.proscha, na 83 
czytamy ve%r^y okyem mylos^yernym podług voley twey namya 
Nawoyka^ na str. 92. A uc%yn nmye Nawayka s%luga g%wa, na 
str. ill. ya JSatoyka proscha czyebye, 

(2) Xa str. 78, 80, 82, 88, 91. 



3«5 



uprawa twa yestesz mye oscadsyla 

zbaw Diye yzbych ya Vyeczney nzinyerczy nyeuku schyla. 



nyemayacz naszobye czooth odEyenya. Xngyeltkjtgo 
yako thu przysłucha przydz przed pana thako Moesnego. 



nye chcze szmyerczy grzeschnego czluwyeka: 
y czyrpy przecz3rwnosczy odnyego 
czekayancz nawrucsenya gyego: 
vemnyc nadzneyyest szwyadeczthwo tego 
gdybym uczynyla lyczba od iirodzenya mego. 
Bom czy wszohye nye nalyasla nycz dobrego 
yedno grzechy od porodzeiiya szwcgo: 



thy moczą wyelkyego 

myloszyerdiya thwego 

niozesch Myc virwacz myły panye zewschego 



Następuje (1) modlitwa przy podniesieniu ciała pań- 
skiego pod czas mszy ś., w której także są ułamki pieśni: 

kolyana thobye zgybaya 

ku chwalye thwey y raczę thobye szkladaya 

duchem szwyathym gospodnye 

ducha mego odnów vemnye 

przez thwe szwyanthe czyrpyenye 

day my yyeme skruschenye : 

Idzie po tej (2) modlitwa z łacińskiego przełożona: a 
za nią (3) insza, przed przjjęciem ciała pańskiego śpie- 
wy wana, w której uczy autor modlącego się, gdzie (4) ma 

(1) Str. 94. 

(2) Str. 103. . • 

(3) Str. 129. 

(4) Str. 136. 



366 

/ 
/ 

goręcej westchnąć ku Bogu. I tak kończy się urywkiem 
z pieśni: 

Powythay dzyewicze czyalo 
kthoresz na krzyżu wiszyalo 
trzeczyego dnya zmartwych wsthalo 
sthoba panno królowało 
nawyeki .\nien. 

Za tą modlitwą idzie druga (1) tejże samej treści, to 
jest o Bozem ciele, zaczynając się od wyjątku z pieśni: 

o czyalo boga żywego 
Jesu Krystha nyebyeszkiego: 
przyyniy od nasz pozdrowyenie 
nad czya boga gynego nye: 

Modlitwa do Najświętszej Panny, różniąca się od pier- 
wszej, idzie (2) aź do końca, i zamyka to dziełko. 

Pominąwszy tę okoliczność, ie pieśni dopiero co przed- 
stawione są ułożone na podobieństwo owych, które w Pa- 
miętnikach naszych (3) z rękopisów drukiem ogłosiliśmy, 
i ze są do nich podobne nie tylko mysią ale i wyrażeniem 
(4), a różnią się jedynie pisownią, która jako w dziele no- 

(1) Str. 154. 

(2) Od str. 172. 

(3) II. str. 352. nstpn. Porównaj w dodatkach pod liczbą 14. 
pieśń oJe%tisie Chryst. wydrukowaną, z roku 1428 pochodzącą. 

(4) Np. w pleśniach na Boże Ciało i o Jezusie Chrystusie w Pa- 
miętnikach II. 354, 355. Wytay prawe bo%e c%alo^ thako ynko 
yes% nakr%is%u pualo (ufało). WiJtaJ mego twnrc%a czalo, tako 
iako smartwy wstało, U Nawojlci zaś, w pieśni przed przyjęciem 
ciała pańskiego odspiewaln^j, czytamy: Potcythay d%yetvic%e czya- 
lo ktAoresz na krzy%u wiszyaio tr%ec%yego dnya zmartwych 
wsthalo. 



367 



wszego układu, powinna była koniecznie być, jakoż i jest, 
doskonalszą: tę mówię okoliczność pominąwszy, mamy mo- 
cny dowód na to, ze książeczka Nawojki ma pieśni żywcem 
przepisane z poety polskiego, który słynął przed lub oko- 
ło r. 1470. Jest nim ów Jędrzej ze Słupia Przeor Benedyk* 
tynów na łysej-górze, o którym mówiliśmy wyz^. Bliędzy 
poezyami jego jest bimn do Jezusa Chrystusa, którego po- 
czątek jest takiz sam co i w modlitwie o Bozem Ciele, ksią- 
żeczką Nawojki objętej. Tez same wyrazy są tu, lecz piso- 
wnia dokładniejsza. Czytamy bowiem : 

o czyalo boga żywego 
iesu chiysta nyebyeszkyego 
przemy od nas posdroyyenye 
nathczya gynego boga nyc. 

Ze nie Jędrzej ze Słupia, ze nie bezimmienny wr. 1408 
1428. 1440 śpiewający pieśniarz, z książeczki prozą uło- 
żonej przepisał tę zwrotkę, ale i owszem układacz książe- 
czki rzeczonej wyjął ją z poety w swoim wieku znakomi- 
tego i na prozę przerobił, na to, jak sądzę, dowodu dawać 
nie potrzeba. 

Postawiwszy czytelnikowi przed oczy, ze dziełko wmó- 
wię będące musi być płodem drugiej połowy XY wieku, 
gdy w sobie mieści wypisy z dzieł spółczesnych, wykażmy, 
ze nie jest pierwotworem, czyli oryginałem, lecz przepisa- 
niem, czyli kopią (1). 

W rękopisie są omyłki w pisaniu, które objawiają, ze 
i^ układacz, lecz przepisywacz popełnić je musiał, a więc 
ze dziełko to przepisane mamy. I tak stoi tam: "przez 

(1) P. Wiszniewski hist. liter. I. 421. bezzasadnie mówi, ze pisem- 
ko to z XIV pochodzi wieku. 



S68 

ioya bogóslawyona boża porodzyezyelko wrotka nakra- 
sehsza: Othworzona sza przez czy a pokoy myedzy czlo- 
wyekyem y Angyolem ticzynyon yest przez czya szwyathj 
aprawyon yest. W tern nie masz^ żadnego sensu, i tak nie 
mógt napisać książki tej autor, lecz przepisywacz musiał 
niedorzeczność tę popełnić. Ustęp ten powinien się czytać : 
przez czyn bogosławyona boża porodzyezyelko wrotka na- 
kraschsza (najkrótsze) ołkworzona sza: przez czya po- 
koy myedzy czlowyekyem y Angyolem uczynyon yest; 
przez czya szwyath oprawyon yest Podobnego rodzaju 
omyłek pełno jest w rękopisie (1). Niekiedy nawet po dvTa- 
kroć jedno (2) stoi tu napisane. Słowa osobliwsze ze sło- 
wiańskiego języka wytłómaczyć się nie dające, i albo fał- 
szywie pisane, albo obce (3), tudzież niemiecką pisownią 
wyrażane przedimki (4), lub z czeska ale mylnie pisane 
spójniki (5), objawiać zdają się, ze nie Słowianin, lecz cu- 
dzoziemiec ten rękopis przepisywał. Zdaje się nawet, że po 
kilkakroć przepisany był, i łe z późniejszego odpisu ten-tu 
jest wzięty. Naprowadza mnie na tę myśl ta okoliczność, 
ze modlący odzywa się tu niekiedy w rodzaju męzkim: 
zkąd czynię wniosek, ze z książki służącej niegdyś ku mo- 
dlitwie mężczyznom, zrobiono następnie układ modłów dla 
niewiast, zachowawszy przez pośpiech w>Tażenie się obu- 

(1) Str. 48, 49 moyey nyedosthoyney modły ^Thwy, 

(2) Str. 69, 

(3) Y%esch s%yna bo%ego dogyla y yego%es% kambl\la, (str. 
26,) gdzie obadwa wyrazy znaczą karmić. 

(4) Tzyebye, 

(5) Nyeba gy %yemye str. 39, gdzie spójnik gy fałszywie napi- 
sany stoL 



369: 

r 

dwom pHiim siuiące (l)u Wtteic^ to i z Mstanałjdi 
form języka, i z pisowii wyi azńw» obok s^wyeb zakończeń 
i BiiV8Zttgo. prawopisu ptttosoDyoh (2). Fonnoimiiie bo* 
wioń Sitoipma wyższego jeKt loirsase, pnyiDk>tiłłki włm^ 
inmyin i nowym są ksEteicie, azspjuniąiąca jest labo rzadko, 
mowa (90> na kontec są wyrazy w pdźoiejszycb tylko ody* 
waoe cwsaeli (4K Co^ wszystko utwierdza naa w tem przc^ 
koaaaWi, ze książeczkę aa ktdrąj się może Jadwiga ś. (jak 
pitfrem zapisaae podaaie niosio,) aiegdyś modłHą przera* 
biaao ptfźai^ L w rtlzaydti podłóg równego prawopisu prze* 
pisywaoo* ją wiekacb, na koMoc ze przepisał ją języka poU 
skiegoi m». dobrze zaąjący człowiek, i ze tak przerobioity 
doszedł nas ten modlitewajJi. 

31. Saiidoinirzaiiina pieśni i dzieje wierszem 

opowfadane. 

Wewnątrz okładek starćj ksląłki przylepione dwa pół*^ 
aii^usze papierowe miały ręką XV wieka napisane pieśni: 
o słowach które Chrystus wjfmkł oshieetnm na kn^f/iu^ 
o rozporządzeniu które umierając uczyniła o kosterach 

(1) Pr%yymy uboga gr%eschnyc%a [ubogą grzesznicę) y bar- 
%o Ubogyego C9ilatpyeia str. 104^ namc^ynąfe vyewkythec%nego 
csklawyeka str. 106. 

(2) Jest tu dawny tryb bezokoUezny na / {$%thr%ec%y^ strzeż), 
a wyrazu ojciec odmiana nowsza (ayc%yec%^ oycza str. 133, 138^ 
s%yerc%e, serc%e str. 120): nosowe ą piszę się Jalc dziś I przez aii, 
(gląboka^ %andalaj, o^ u, na przemian używana Jest^ (doścAa, du- 
scha) (dusza). 

(3) Star%ey$chy za starsąy^ c%ifelny i c%yeiesih^y (mający 
ciało), uccynyla za uc%ynyla [uczyniła). 

(4) Str. 127, posilał komorny ka. 

PIAmIBM. POŁ8. T. I. 4« 



370 

I imnych złych ludziach^ o strasznym przypadku który się 
graczom peumemu wydarzył w Budzie na Węgrach^ 
które zakończono westchnieniem do Boga, „by odwrót 
dWBzy nieszczęścia od Polski, spuścił je na Tatarów, Tur- 
ków, Wołochów i pogan". Ostatnia zmianka naprowadza na 
wniosek, ze około r. 1497, kiedy za Jana Olbrachta toczy- 
liśmy bój srogi z Wołoszą, spisano te pieśni. Reszta ręko- 
pisu opowiada zdarzenia ważniejsze, które w Sandomirzu 
od r. 1241 do 1464 zaszł}% kiedy Tatarzy opanowali i zni- 
szczyli to miasto, a Bonifacyusz (IX, umarł 1464) PapieS, 
dał mu, naproźbę Bodzanty Dziekana, liczne odpusty. Koń- 
czy rzecz westchnieniem do Boga pieśniarz, i podawszy 
to o sobie ze jest Kapłanem, wraca znowu do dziejów, kle- 
cąc wiersze o tem, co się niegdyś działo w Jerozolimie, 
Troi i Rzymie, za czasów wojen z Hanibalem toczonych. 
Całe to pisemko jest niby silva rerum i stanowi przejście 
od religunej do świeckiej a marzącej poezyi, w jakiej sma- 
kowali Czesi (ale nie my,) w czasach dawniejszych. Wydru- 
kivę ten pomnik w dodatkach pod liczbą 29—31. 

32. Przed r. 1500. Zdrowaś gwiazdo morska. 

Wyzćj pod liczbą 5, 6, mówiło się o pieśniach naboSnój 
treści; do których i pieśń z napisem Zdrowaś gwiazdo 
morska dodać nale2y. Będzie w dodatkach pod liczbą 32 
wydrukow^ana. 

33. R. 1500. Ortyle czyli statuta miejskie. 

Mówiąc wyićj pod liczbą 4 6, o zabytkach prozy pra- 
wnej, powiedziało się i o tym pomniku. W dodatku do te- 



371 

go tomu, pod wskauną czyli 33 liczbą, dam z niego wyją- 
tek, a całkowicie wydrukuję go z czasem. 

34. R. 1601. Urywek kazania. 

Popiera i ten pomnik twierdzenie nasze, wyżej o kaza- 
niach po polsku miewanych położone, o czem tu nawiasem 
wspominając, resztę o rękopisie z którego wyjąłem go po- 
wiem przy druku tekstu^ (w dalszym ciągu tego dzieła) 
w dodatkach pod liczbą 34 umieścić się mającego. 

35. Około r. 1505. Chwalezewski Stanisław. 

Opisał Chwalezewski dzieje Polski, od początków naro- 
du aź do zgonu Bolesława Wstydliwego, w pięciudziesiąt 
i jednym rozdziałach, z których nie wszystkie do nas do- 
szły. Albowiem nie dostaje siedmiu pierwszych, gdzie kroni- 
karz opowiedział snadź tak zwane bajeczne nasze dzieje, 
tudzież rządy Mieczysława I. i początek panowania jego 
syna Bolesława opisał. Brak tez jest rozdziałów XV, XVI, 
gdzie zapewne przedmioty religijne i stosunki Polski za 
Bolesława Śmiałego skreślił. 

Wiadomość o Chwalczewskim i jego dziele czerpiemy 
Ii tyUco z krótkiej zmianki, którą w tej mierze na końcu 
kroniki swej uczynił, gdzie czytamy: ^Ta kronika polska 
yesth napysana przess urodzonego Stanisława Chwalczew- 
skyego starosthe Kobrynskyego dzyedzycza Raskowskiego 
zwyelką pylnosczyą od stharych ludzy zebraną dlya pa- 
myeczy pothomkow nass wszytkych day Boże aby ponasz 
lyepyey było Roku Bożego 1549 yesth przepy ssana wras- 
kowye". Z tych słów, w braku wszelkich zgoła inszych 



wiadoności, wntoski tsyDiąc I. p. Łukasz Gałębiowski {i) 
powiedział (w przeisaowle do di^ieła): Je €hwaiiczew9ki 
był Litwinem, ze rękopis puławski, z którego do przedru- 
ku zdjął kop^, spMczesfhyiD, a nawet ile się zdaje auto- 
grafem jest, ze autor do małej liczby dobrych pisarzów hi- 
storycznych XVI wieku należy, ze kronika jego będąc 
pierwszego roku panowania Zygmunta Augusta, czyli rolcu 
1549 przepisana, była wcześniej juz napisana". Rozwiódł 
się tez nad źrzódłami, z których czerpał Chwalczewski, 
nad zaletami i wadami jego dzieła, na koniec nad korzy- 
ściami, które z kroniki tej na dzieje piśmiennictwa polskie- 
go mogą spłynąć. Rozważmy to. 

Kobryń (le£y w dawnem województwie brzesko-litew- 
8kieiii),był niegdyś ekonomią królewską, w której Chwal- 
C2?ewski urząd Starosty piastował. Tu snadź pisał on dzieło 
8 we około r. 1506, albowiem w rozdziale XXXVU dotyka- 
jąc dziejów klasztoru miechowskiego, mówi: »ze w tym ro- 
4cu przez opieszałość Mnichów, pogorzało całe miasteczko 
Miechów, a z niem kościół z klasztorem". Że kobry uskim 
był Starostą wnosić ztąd nie można, ażeby miał być Litwi- 
nem: bo tem samem prawem możnaby twierdzić, ze był 
i Rusinem. Albowiem dziedzicem był Raszkowa nad Dnie- 
strem snadź położonego miasteczka, za którem leżały pola 
służące Tatarom za pastii iska dla bydła, przywłaszczone 
sobie później przez nich przy pomocy Turków. Tu kronika 
ową Chwalczewskiego przepisano r. 1549, a przepisano ją 
nie ręką autora, lecz obcą, jak widać z wysłowienia; «Ta 

(1) Który kronikę tę po raz pierwszy wydał w Warszawie roku 
1S29, w zbiorze pisarzów polskich Gałęzowskiego. 



873 

l^ronyka ptlska yuth napysaiui prze|p urodzoBego Stani- 
siBWŁ' i L d. Sam autor, jak maienam, nie tyłby się na- 
iwat ^odcoBym, a txm saaićni, nie chełpiiby się u swego 
sdacUectwa: nadał mu te tytuły pneepisywacz. A gdy ta 
kronika ręką Chwalczewskięgo napisana, a ręką obcą prze- 
pisana była , przeto dla tąj samćj przyczyny za autograf 
uważaną być nie może. Zarzut teo przyznał za słuszny 
sam Gołębiowski, gdy (1) wyrzekł, ie kronika rzeczona 
pierwej, to jest przed r. 1549 napisaną była. 

Do historyków (czyli raczej kronikarzy) dobrych słu- 
sznie policzyć można Chwalczewskięgo, leci tylko ze wzglę- 
du na czystość języka, tkliwą prostotę i naturalne podo- 
bieństwo; jednem słowem, ze wzgiędn na jego wysłowie- 
nie i jasność wykładu, nie zaś dla tego, zęby miał zgłęUć 
rzecz, którą opisywał. Bo nie z rzadszych źrzódeł, a mia- 
nowicie z aktów urzędowych i najstarszych kronik, lecz 
ze źrzódeł zwyczajnych, czyli z powszechnych pod ów czas 
Tocznikarzy, mianowicie tez, według badań Leona Borow- 
skiego (2) , z Długosza czerpał, i, jak to zmianką ową o 
Miechowie stwierdziliśmy, rzadko z dawnemi dziejami spół- 
czesne stykał. Za przykład wykładu rzeczy i stylu jego 
niech posłuży skreślona przezeń charakterystyka Bolesła- 
wa Wstjdhwego: »tho xyąze bel myeloszyerny trzeźwy 
a nyecbytry ale wrosprawye rożny dary byerzaczy mysly- 
wyecz osoby od nyewyasth czysthy y panycz bel dla któ- 
rey wy sok}' cznotby wezwań yesth Bolesław sromyezliwy 

(1) W przedm. str. IV. 

(2) W rysie historyi literatury polskiej, w I. tomie Album p. Wój- 
cickiego umieszczonym. 



374 

(uatydliwy) czo sye dotychmyasth nye przydało ynsym 
xyązetom". Co w dzisiejszej mowie tak brzmi: ,,Ksiązę ten 
był miłosierny, trzeźwy, małego rozumu i serca (i), prze- 
liupny, wielki (osobliwy) myśliwiec, stroniący od niewiast 
i zachowujący czystość: dla tak wysokićj cnoty nazwany 
został wstydliwym^ którego przydomku żaden z Książąt 
ue uzyskał dotąd". 

Gołębiowski sądzi, ze kronika Chwalczewskiego może 
posłużyć za zasób do opisu zwyczajów i obyczajów staro- 
żytnych, do badań nad językiem i pisowni dawnej, ze przez 
nią dopełnić można szereg ówczesnych dziejów, i dzisiej- 
szy ich wykład ztąd sprostować. Lecz, wyjąwszy język 
i pisownię, nie sądzimy, ażeby dla czego inszego ważnym 
był ten pisarz, lub ażeby zasługiwał na wiarę w rzeczach 
daWnych, zwłaszcza o ile się to co mówi nie zgadza ze 
irzódłami spółczesnemi. Bo czyż godzi się brać na dowód 
pisarza żyjącego w XVI wieku, o tem co w Xl az do XIII 
wieku było? pisarza pełnego usterek, które wytknął mu 
wydawca? 

To zaś nie ulega wątpliwości, ze Chwalczewski nader 
ważny jest pod względem badań nad językiem i pisownią 
ówczesną. Dziedzic włości w ziemi ruskiej położonych, 
a urzędnik litewski, i, jak to z dzieła jego widać, więcej 
Ruś, niz Litwę znający, (gdyż dziejów pierwszej dotyka 
więcej niz drugiej) , długiem snadź przebywaniem po za 
granicami Polski, przywykł do dawnej a niewykształconej 
polsczyzny, (podobnie jak piszący przed mm tłómacz pa- 
miętników Janczara), i powtrącał w polskie narzecze dużo 



(1) W rozprawie, w kierowaniu swymi kroki, niepewny. 



376 

prowincyoMritaHhr. Podobny jest z tego wiględa do £y- 
iącego po Biv Strykowskiego, obok którego stanął, jako 
dragi głtfwny rasko-litewsko-polski pisarz (1). 

36. B. 1510. iywot AleksMidra Wielkiego, pnes 

Lenarta i Balie napisany 

Żaden z bohatyrów starożytnego świata nie podobał się 
tyle wiekom średnim, co Aleksander Wielki, zwłaszcza 
gdy im poet}'cznie, lubo z ujmą historyi, przedstawił go 

(1) Za dowód niech posłuży kilka przykładów, wyjętych z roz- 
działu VIII — X, tudzież z rozdziału XLI i następnych, gdzie mówi 
i pisze izXvidiCzAit:Kxj/%ec%ifem, xyą%ec%ifa^ ^9«tf> ^ąd%^ k%ya'' 
%eczya^ k%ią%e^ x%ytpie, ayąie^ (ksiązęciem, ksiązęda, ksiąze). 
Kładzie Jak tłómacz pamiętników Janczara, / przy A lub opuszcza je, 
thak^iym. Nosowe samogłoski wyraża lub nie wyraża: mec%enstwOy 
mayąc%^ fnę%e lub fne%e^ masa (mąz). Rzadko używa (f^ a gdzie 
używa, kładzie go zamiast y^ lub zamiast /, samo zas' / tylko w środ- 
ku lub na początku wyrazów^mieścl, pisząc: kijawskye^ kyawskycy 
woraijmskijey w Gnieinie jest. Inne wyrazy godne uwagi są te: 
oc% (prócz) bacosiaw (Pakosław), c%y8ty (zacny), sromye%lywy 
(wstydliwy od srom^ wstyd) kopac% (górnik), w%d%ywy [(ku podzi- 
wieniu, wielce) ihepyli (palić, niskie iopiti) nyepo%c%ye (nie po- 
szedł), aby%my nyebyly wydany (łacińskie ne videanmr^ byśmy 
się nie zdali), w%yaws%y sass (wziąwszy Sasów) /mtu^cs (męz- 
czyzna czysty jak panna. Tak i Skarga, w przypisaniu żywotów 
śś. Władysławowi Królewiczowi, stan młodzieńca niewinny panień- 
skim nazywa). Walec%nyk (rycerz). Składni rzadko używa takiej, 
co tłómacz pamiętników Janczara np. C%echowye nyechc%yely go 
(mu) hyd% poslusny^ lub (wyrażając się łacińskim tokiem) ktony 
ych %adaŁy (żądali) o tho (poscere aUtuem). Tryb rozkazujący 
kończy niekiedy na ^ mówiąc ys%c%y (iść) do Pruss. Inne przykła- 
dy zobacz u Leona Borowskiego^ w miejscu skazanćm. 



37<| 

KorcyusŁ Prawiraa o nim klechdy la Knpatemi* i pnti 
Karpatami, od Dniepru tx do Łaby poirtnrząfąc je; twor 
rzono o nim poemata w Niemez^b, csyli raczej, w Geraia- 
nii (siedlisku dawnych Niemców i Słowian) w XII , XUI 
wieka, a nie zabawem i w Czechach (i) układano takowe. 
W Polsce skreślone prozą życie bohatyra znalazłem w rę- 
kopisie, który nie znany mi ikądinąd Lenart z Balic po- 
zostawił. Wyjątek z niego w dodatkach pod liczbą 36 
dany będzie. 



n. Teg«ł roku, Pieśni. 

Znalazły się dwie pieśni w rękopisie, zawierającym pie- 
nie o Pruskiei porascze^ czyli o bitwie Władysława Jagieły 
z Krzyiakami pod Dąbrówna (GrOnwald), którą Leon Hr. 
Rzyszczewski wydał w Bibliotece W^arszawskiej. Jedne 
z nich pieśnią moralną , drugą zaś nazwawszy rozmową 
grzesznika % Bogiem, wydrukąję w dodatkach pod licz- 
bą 37. obiedwie. 



38. R. 1530. Comediii o miessopnsezie, 

przejście stanowi od rękopisów do drakdw pierwotnych, 
w polskim ogłoszonych języku. Jest wainy ten zaby- 
tcfk (wydrukujemy z niego wyjątki w dodatkach pod liczbą 
38) z wielu względów. A naprzód, (pominąwszy pieśni na- 
bożnej treści i modlitwy które zawiera,) zasługuje na uwa- 

(1) W Czasopisie czeskiego mnzenm drukowane są zabytki poe- 
mata e Aleksandrze W.,.(Alexandreis), w rękopisadi XIV wieku do- 
chowane. 



377 

gę przez to, ze jest pierwszym z dotąd znanych dyaiogów 
pisanych po polska (łacińskie, drukiem ogłoszone, są da- 
wniejsze). Powtóre, ie układ tćj, jak ją rękopis nazwał, 
komedyi, przedstawiony jest w guście staroiytnego dra- 
matu, dzieląc się na akty i na chóry. Potrzede, wątkiem 
swoim zastanawia. Chociaż bowiem treści jest religijnej, 
(rozprawia o wierze katolickiej,) jednakie nie przedstaiHa, 
jak niósł zwyczaj średniowiekowy, tajemnic wiary, (uiatfi" 
cŁov^ tajemnica), lecz raczej daje widowisko z chełpliwi 
gawiedzi, która popisywała się z wiedzą o rzeczy sobie 
wcale niezrozumiałej. Dwa dyalogi przedstawia ten po- 
mnik. W pierwszym, (z którego wyjątki wydrukowane bę- 
dą) Pleban i kościelna czeladź (Organista, Szkolnik, Dzwon- 
nik), rozprawę mają o wierze z Studentem, właśnie co z Wi- 
tenberga, gdzie nauki pobierał, przybyłym, tudzież z mie- 
szczaninem polskim, na imię Hanusz, wyznawcą auszpur- 
skim. Rozprawiających Swawo, zmusza do milczenia gospo- 
dyni księża. W drugiej, rozprawę ma w tejże materyi Ple- 
ban z Kolatorem swoim. 



III. Przeg^ląd pierwotnych druków, 
w związku Icii z rękopisami. 

W lat kilkanaście po zjawieniu się sztuki drukarskiej 
w Niemczech, zaczęto w Krakowie 1465 drukować po ła- 
cinie. Polskiezaś druki, przydatkowo do łacińskich wsuwa- 
ne, pokazały się w Norymberdze 1475, i w Wenecyi 1480. 
Całkowite książki drukowane po polsku miały się zjawić 
u Halera w Krakowie 1508, 1514, których atoli nie oglą- 

PIŚMIEK. rOŁ8. T. I. 48 



^s 



I*. 



baliśmy (1). Ja znam najstarszy druk polski, rtfwoiez we- 
Bfói złaciftskim, reku 1514 u Halera wydany. Jest nim 
Agenda kościelna. Następujące po niej druki najdawniejsze, 
idą na przemian tymże co rękopisy porządkiem (wyliczą 
aię wszystkie w dodatkach do tego dzieła); nabożnej bo- 
wiem treści będące przeplatane są pismami świeckiemi, 
po rzymsko-katolickich idą bussyckie, a za niemi prote- 
stanckie różnej barwy następują dzieła. 

Przystępując do przeglądu tych pism, zauważam na- 
przód , ze o kazdem z nich znajdować się będzie osobny 
artykuł w dziele naszem (mianowicie tez w poczcie dru- 
ków pierwotnych, dodatkowo do naszego dzieła zrobio- 
nym), z którego obszerniejszą wiadomość poweźmie 
czytelnik o tem, co się tu króciuchno powie. Uważam da- 
lej, że druki pierwotne są jakoby przedłużeniem rękopi- 
sów, gdyż o czem te mówiły, lub rozpoczęły mówić, o tern 
aamem albo rozprawiały w dalszym ciągu drukowane 
książki, albo też, wywołując na jaw myśli nowe, dopełniały 
ich treści , w dotąd nieznane ludzkiej wiedzy puszczając 
się kraje. Uważam na koniec, że znowu druków przedłu- 
żeniem są dzieła wzorowych pisarzów, które dopełniwszy 
czego tym nie dostało, zaokrągliły tak zakres literatury, 
w pewnym przeciągu czasu objawionej. Z przeglądu więc 

(1) O łacińskich drulcach krakowskich porównaj Wiszniewsk. 
Ust. lit. III. 79 DStpn. O drukach norymberskich i weneckich mówi- 
łem wyź^j pod r. 1412', 1440. {ModlUwapmiska, Modlitwa i dzie- 
sięcioro przykazania) rękopisy rozwalając. Całkowite druki polskie 
u Halera przywodzi Swidziński w notatach, miały być te: O przy- 
kazaniach i grzechach 1508. Powieść o Papiem Urbanie 1514^ 
(powiedziało się ot^j powieści w przeglądzie rękopisów pod r. 1 468.). 



pism który twhtmjy p<nreiMiie czytelnik wyobr^zente 
o tem, z czćm wzorowi pisarze trzeciego zwrotu wystą- 
piwszy, połoiyli zasady literatury hidowo-tiarodow^j t^j, 
kt^a się w pełoi rozwiacła okofo czasu, da ktdrege dzie- 
ła nasM dojść zamierzyło sobie. Rzućmy okiem aa pi- 
śflDienaictwo nasze po rękopisach najdawniejsze, poznajmy 
jego wątek, i przypatrzywszy się głównym rysom obraza 
poezyi i prozy, w następnym dzieła naszego tomie wycie- 
niować się mającego, przygotujmy przez to czytelnika do 
przejęcia się duchem, który literaturę naszą ai do r. 1650 
oływiał. Z rzuconych tu i owdzie o tym przedmiocie na- 
pomknień, możemy jui zawczasu zrobić sobie wnioski o sta- 
nie naukowości, tudzieS o języku i stylu polskim , o któ- 
rych podana tamże wiedza, będzie niejako wstępem do 
owego obrazu , który z całą o ile się to wykonać Ida do- 
kładnością skreślić mamy w zamiarze. 

Religijna poezya rozpoczęła piśmiennictwo polskie, 
w psalmach Dawida, i w pieśniach nabożnych, wskazawszy 
naszym pisarzom niewyczerpany wątek do układania dzieł 
nabożnej treści, któremi oni piśmiennictwo to rozpoczęli. 
Skoro bowiem nieznany z imienia przekładacz uderzył 
r. 1290 w lutnią Króla Proroka, szli jego torem wszyscy 
wierszopisowie i prozaiści. Na t<5m tle osnowywali najszczy- 
tniejsze pienia religijne, i niemi wiązali w jedną całość 
płody umysłowości polskiej z zapadłą starożytnością. Są- 
dząc po wysłowieniu się pierwszych przekładaczy psal- 
mów, możemy wnioskować z napotykanych w nich słowia- 
nizmów, iż tłóraaczenie Psałterza przez Cyrylla i Metodyu- 
sza wykonane, znane będąc tradycyjnie w Polsce, służyło 
za wzór naszym pisarzom przy przekładzie Dawida pie- 



380 

Diiiw na ięzyk polski. Lecz niezabawem wystąpił po owych 
Apostołach słowiańskich pieśniarz, który swoim utworem ^ 
zwrócił pobożnych myśli w inną stronę. Albowiem ś. Woj- 
ciech, ułożywszy około r. 096 pieśń Bogarodzica, był snadź 
powodem do układania takowychze pieniów o świętych 
polskich, o matce bozój i t. p. Zkąd zapewne poszła owa 
pieśń o ś. Stanisławie w rękopisie XV wieku zachowana, 
zkąd powstały Godzinki do Najświętszej Panny, zkąd kan- 
cyonały, zkąd rozliczne pieśni nabożne, w pierwotnych 
drukach az do r. 1500 ogłoszone, początek wzięły. Obja- 
wił się w tem pierwszy, iz tak powiem, polot myśli pol- 
skiej, z rękopisów, gdzie górował znakomicie, (Andrzej ze 
Słupia,) ku drukom skierowawszy się. W nich to naginając 
się na różne, dziś we względzie filologicznym zastanawia- 
jące nas kształty, spuścił się wreszcie z górnych niebios 
na ziemię, i uderzył w struny świeckiej liryki polskiej. 
W tej to liryce stale zamieszkawszy, górowała w niej poe- 
tyczna myśl polska, (Jan Kochanowski, Sęp Szarzyński, 
Kacper Miaskowski,) i dotąd w niej góruje, słabiej odzy- 
wając się w epicznym wierszu, . a najsłabszy głos wydając 
w dramatycznych utworach. 

Z poezyą, religijność pierwotnie opiewającą, pobratała 
się od razu proza takiejże treści, i zamieszkawszy naprzód 
w przekładach pisma ś. obojga zakonu, przeniosła się ztąd 
do historyi i obyczajowości, w których dotąd najwięcej ce - 
luje. Cokolwiek bowiem proza polska szczytnego i zasta- 
nowienia godnego posiada, wszystko się to nadziejach 
wspiera, i około nich obraca, wymowy nawet nie wyjąw- 
szy, gdyż i ta na polityce, a więc na dziejach, wspiera się 
w kazaniach sejmowych Skargi, nad które nic artysty czniej 



381 

obrobionego, sie ma ówczesna polska proza. Gdy psalmy, 
w nowych i coraz nowszych występąjąc przekładach, kształ- 
towały relig(jńą poezyą i język polski, przeciwnie pismo ś. 
jak raz utkwiło w przekładzie swoim, (który jednego tylko 
doczekał się obrobienia, a i to ukrywa się dotąd w ręko- 
pisie), tak tez tkwiło w nim az do r. 1531, 1556, (Seklu- 
cyana Ewangelia, Szarfenfoergerowski Nowy Testament,) zo- 
stawszy nie tak rychło odnowione. Dla tego tez na kształ- 
towanie się prozy i języka, nie mogło wpływać dzielnie toz 
pismo, i takiej co psalmy nie uczyniło przysługi literatu- 
rze. Lecz wyręczyły go w tej mierze pisma, które do pra-^ 
ktyki religijnej zmierzając, prozie zarówno jak poezyi, pod 
nazwą modlitw, usługiwały Modlitwy bowiem odśpiewy- 
wano raczej niz odmawiano w przestworze XIV, XV wieku, 
zwyczajem pierwotnego kościoła katolickiego, który się 
modlił śpiewając. Dopiero r. 1543, wystąpił u Wietora 
w Krakowie pierwszy * druk modlitewny, wyłącznie prozie 
należący się, objaśniający zasadnicze modły i wyznanie wia- 
ry, juz w rękopisach z r. 1412instpn. objawione. Za nim po- 
szedł takowyźdruk z r. 1345, poprzedzony będąc róznemi 
dziełami treści tejże, z których modlitwy stałe przy mszy 
świętej przez celebrującego kapłana odmawiane (r. 1417 — 
1430), na wielką zasługują uwagę. Po modlitwach idą 
w pierwszem miejscu pisma, zawierające zdarzenia wa- 
żniejsze z starego zakonu, ku dekawości i zbudowaniu wier- 
nych wyjęte (r. 1340—1545 nstpn.), za któremi następują 
dzieła rozlicznej treści, godząc w polemikę kościoła, sze- 
rokie w polskiem piśmiennictwie pole zaledz odtąd mającą. 
Budować i umacniać w wierze ąalezało lud tern bar- 
dziej, gdy wkrótce po spaleniu Hussa zaczf^ły się objawiać 



3fó 

•u nas bezboine zdania, które się naprzód w rękopisach, 
roka 1444, (porównaj wyi^j pod liczbą 18, umieszczony 
w przeglądzie rękopisów artykuł,) pojawiwszy, przeszły 
około r. 1535, do druków protestanckich (wtedy się pojawiła 
tak zwana confessio, pierwsza ze znanych mi protestanckich, 
drukiem ogłoszonych książek), i odtąd dalej wciąż szły, 
V dąłąc, w pismach mianowicie Marcina Krowickiego, Ochina 
i innych Aryanów (od r. 1545 — 1558,) do podkopania po- 
wagi kościoła, wyszydzenia hierarchii duchowieństwa rzym- 
sko-katolickiego, przeistoczenia zasad wiary i t. p. Za czem 
szły i wciskały się do Polski, świeio w zachodniej Euro- 
pie potworzone, tudzież dawno uśpione, a teraz nowo 
wskrzeszone w niej sekty: co pchnęło myślące gło^iy do 
zastanawiania się nad dziejami kościoła, czynienia różnicy 
między chrześciaAskiem a innemi wyznaniami, rozważania 
ceremoniałów, ustaw kościelnych; co nakonier dało powód 
do szermierstwa teologicznego, które groźną i coraz gro- 
źniejszą przybierając postać, zmferzało do rozsprzęzenia 
istniejącego porządku w kościele i świeckim rządzie. 

Objaw tych myśli zaczął się, jak rzekliśmy, pokazywać 
w rękopisach około r. 1444 — 1449, mianowicie tez przez 
owe myśli bezbożne, przez pieśń, którą przeciwko Papie- 
żowi i duchowieństwu rzymsko-katolickiemu, wystosował 
odszczepiony od jego grona Kapłan, a w które- pochwały 
Wiklefa głosił. Wtedy to, by osławić obyczaje duchowień- 
stwa, utworzono powieść o Papieżu Urbanie, która ponie- 
waż się stała pospolitą między polskim ludem, przeto wzię- 
to się do zbadania jej w gruncie: co znowu dało powód do 
rozważania dziejów kościoła z krytycznego stanowiska. 
Taż sama droga doprowadziła do zastanawiania się nad 



383 

różnicą wisr rozUczaydi, zkąd gdy się przekonano o wyi- 
Mzom cbrześciatokiej nad żydowską i mabonietańską, za- 
częto następnie ri^żnicę smaychźe wyznań cbrześciańskicb 
i cereinoniałów icb rozważać, (1) i myśleć nad tem, które 
z nieb, czy katolickie czy protestanckie, jest prawdziwsze, 
j szczęściu ludów więcej odpowiedne. Przeciwnicy, trafia- 
jąc w smak ludzioni świeckim, występowali z zdaniami o 
kościele i jego obrzędach w kształcie poufnej rozmowy, 
którą niby między sobą tocząc osoby popularność w kraju 
mające, (2) cbwaliiy i ganiły wzajemnie własne praktyki 
kościelne. Katolickie ducbowieństwo widząc, ze duch czasu 
przeciwny mu jest, starało się naprzód rozżarzyć serca lu- 
du miłością ku Bogu i jego wszecbmocności, dając mu po- 
znać wizerunek Zbawiciela, opisując żywoty śś. Anny, Joa- 
chima, P. Maryi, tudzież Jezusa Chrystusa modlitwami 
i pieśniami przeplatane; dalej opowiadając historyą o stwo- 
rzeniu nieba i ziemi, którą rycinami ozdobiło ( 3), wstępu- 
jąc na koniec w szranki z przeciwnikami, zwalczając ich 
tąz samą bronią, którą oni przeciwko kościołowi obrócili, 
czyli w kształcie poufnej rozmowy przez osoby z wyższe- 
go towarzystwa wzięte, a więc lepiej z biegiem rzeczy za- 
znajomione, niby toczonej, ścierając się z róznowicrcami (4). 
Trzy główne, znane|nam juz, stronnictwa odszczepieńców 
wystąpiły przeciwko kościołowi katolickiemu. Jedno z nich, 

(1) Comedia o miessopusczie w rękop. 1532, tudzież List Rabi 
r. 1539, ua koniec rozmowa z Turczynem 1546. w drukach pier- 
wotn. znajdująca się. 

(2) Pleban i Podawca (Kolator), Ziemianin i t. p. (r. 1532, 1543). 

(3) Ręk. 1450, druk 1551. 

(4) R. 1551 1562. Kromka, H^zyusza rozmowy w druk. pierw. 



384 

które, na Pomorzu i w Prusiech głównie przesiadując, miało 
swych zwolenników w polskićm mieszczaństwie, trzymało 
się zdań Marcina Lutra. Było to stronnictwo najmniej ko- 
ściołowi szkodliwe, gdyi pod względem naukowej uważane 
wiedzy, było nader słabe, licząc zaledwie parę znamieni- 
tości w swem gronie. W pismach znanych nam z druków 
pierwotnych, Jan Brencyusz (r. 1556) głównie się odzna- 
czył, jako podpora tej sekty. Drugie stronnictwo, wyzna- 
jące zasady Kalwina, było bardzo silne, juz to przez połą- 
czenie się z braćmi czeskiemi, juz przez to ze miało w swej 
sekcie największe znamienitości naukowe, i znajdowało 
opiekę w pierwszych domach pańskości polskiej. Liczyło 
w swem gronie Szymona z Proszowic, Wawrzyńca Krzysz- 
kowskiego , Wawrzyńca z Przasznisza , Krzysztofa Prze- 
chackiego, Grzegorza Paulego, Stanisława Sarnickiego, 
(r. 1557—1564), a opiekunem miało, prócz wielu innych. 
Księcia Mikołaja RadziWiłana Litwie. Ten pan, przez swych 
stronników nazwany Apostołem Litwy, (mawiał Wawrzy- 
niec z Przasznisza ze był znakomitszym nawet niz Włady- 
sław Jagieło rozkrzewicielem wiary, bo nie datkiem jak 
ów, lecz słowem, ewanieHą w swoim rozszerzał narodzie,) 
najwięcej upowszechnił swym kosztem ksiąg, po polsku 
przeciwko kościołowi katolickiemu wydanych. Atoli oprócz 
Stanisława Sarnickiego, potoczywszy się następnie owe filary 
od kościoła helwecko-polskiego do aryanizmu, uczyniły tę 
znowu sektę najpotężniejszą w polskim protestantyzmie. 
W^szyscy w ogóle sekciarze nie uznawali Papieża gło- 
wą kościoła, ofiary ołtarza nie czynili, z sakramentów śś. 
dwa tylko (chrztu, ostatniej wieczerzy,) przyznawali, oso- 
bne mając praktyki przy braniu drugiego (wyznawcy 



385 

auszpurscy i helweccy), osobne przy przyjmowaniu chrzto 
(Aryanie). Zresztą zachowywali, ile się im zdało, porząd- 
ki kościoła katolickiego, miewali jak on nauki dla ludu, 
pisywali dla swych zborów (wyraz starost, znaczy greckie 
exxk7jata) ustawy, tudzięz dzieła nabożnej treści dla wy- 
znawców swych układali, objaśniali im pismo ś., które 
(odrzuciwszy powagę ojców śś. podania kościelne i sobo- 
rów powszechnych ustawy,) za jedyną wyznań swych za- 
sadę pokładali. W ślady przeto wstępując kościoła katoli- 
ckiego, który kazania miewał w ojczystym języku, kazy- 
wali i sekciarze, a oddziaływając, cokolwiek kościół tenże 
dla własnego działywał dobra, wydawali dla swych zbo- 
rów postanowienia, wsuwając w nie i rytuały, wskaząjące 
jak należy czynić chrzest i dawać śluby małżeńi^kie. Nako- 
niec obznajmiali swych wyznawców z zasadami wiary, tłó- 
maczyli im początek słowa bożego, podawali różnicę pra- 
wej a fałszywej o niem nauki, (przyczem miotali zwykle 
obelgi na katolicki kościół,) napominali swoich wyzna- 
wców, by mocno stali przy wierze; występowali z nowem 
tłómaczeniem pisma ś., zwłaszcza gdy się im zdało, ze jego 
oryginału nie oddano dobrze w żadnym przekładzie, i gło- 
sili, ze dopiero sami przełożą go wiernie na polski język. 
Wystawiali Królowi potrzebę zreorganizowania kościoła 
katolickiego w Polsce, podając mu myśl oderwania go od 
Papieża, lub, zwoławszy sobór narodowy polski, zrefor- 
mowania na nim Księży katolickich i ich nauki (1). K'woli 
czemu, ochydzając Papieża, wydobywali na jaw wymysło- 
wi) Yergerius, porównaj artykuł Jan Brencyu9%^ głównie po- 
pierał tę myśl. 

riimsK. POŁS. t. i. ^^ 



8S6 

le baśnie, stawiając je naprzeciwko pismom kościoła ka- 
tolickiego w tćjze wydawanym treści. 

Zaraz po ukazaniu się pism Ocbina wjęzyku polskim, 
wystąpiło duchowieństwo z pismami w tymże języku. W nich 
ono ganiąc sekciarzy, wykazywało: ze ów zwierz wielo- 
głowny w Apokalipsie (objawieniu ś. Jana), znaczy prote- 
stancką wiarę, niezgodną i wzajemnie uwłaczającą sobie : 
w nich replikując pisma katolickie pod ów czas gło- 
śne, wydało wojnę wszystkim zgoła sektom kacerskim: 
w nich dając wiedzieć ludowi o Papieżu, obznajmiało go 
z dążeniami, jakie mają protestanci, uwłaczający mu. 

Zobaczymy niżej, że myśli te nie przemówiwszy do 
przekonania niektórych pisarzy zwrotu trzeciego, (którzy 
owszem sekciarzom potakiwali, a nawet na ich stanęli cze- 
le), wpływ swój zbawienny wywierać zaczęły na wiernych 
dopiero od czasu wystąpienia Jana Kochanowskiego w pi- 
sarskim zawodzie, (który, o czem tu nawiasowo powiem, 
był dobrym katolikiem, ale, nie m>śląc po jezuicku, prote- 
stantów nie prześladował,) i ze odtąd przeciwny kierunek 
wziąwszy czelniejsi pisarze owego zwrotu, zaczęli przema- 
wiać za kościołem katolickim, przechodząc krainę wiedzy 
naukowej w różnym kierunku, jak się to w następnym tego 
dzieła tomie opowie. 

Tak więc w religijnym względzie ścisły zachodzi zwią- 
zek między drugim a trzecim zwrotem, po rok 1650; gdyS 
od czego zaczął poprzedni, na tem skończył zwrot nastę- 
pny. Rozpoczął się bowiem zwrot drugi przekładem psal- 
mów, a trzeci zamknął się kazaniami Fabiana Birkowskie- 
go. Środek przestrzeni upłynionego między obudwoma 
zwrotami czasu, ząiąwszy świeckie piśmiennictwo, otwarło 



387 



nowe pole pisarskim dowcipom, które kolejno występując 
na niem, kierowały według możności obadwa zwroty ku 
pierwszemu, powodując przez to objaw ludowo-narodowej 
literatury. Długiego atoli potrzeba było na to czasu, gdy£ 
jak rękopisy, tak i druki pieiwotne, leniwo się brały do 
świeckiej poezyi, która jedynie mogła ową literaturę z na- 
rodową pobratać. 

Widzieliśmy wyiej, ze rękopisy biorąc się do piśmienni* 
ctwa świeckiego, naprzód się statutami, następnie językiem 
(prawidłami pisowni), dalej historyą, a w końcu dopiero 
poezyą zajęły. W toż samo godziły druki, ale rozpisując 
się o rzeczach świeckich nie zupełnie tegoż samego trzy- 
mały się porządku. Albowiem]druki świeckiej treści, ile ich 
dotąd poznaliśmy, rozpoczęły rzecz opowieścią ludową. 
Trzeci ze znanych nam, (Jana Bakałarza z Koszyczek ro- 
zmowy Salomona z Marchołtem,) powieść takową pierwszy 
wywiódł na ja w. Po nim druk następny (z porządku czwar- 
ty z r. 1524) przedstawił inną powieść. Jest to piękna ale- 
gorya, dająca naukę młodzieży, jak wiek swój pożytecznie 
ma przepędzać, póki k'temu służą lata. Z drukiem tym ści- 
śle się łączy mniemane Seneki obyczajowe dzieło, z łaciny 
na polski przełożone język: z tym zaś zostaje wzwiązka 
Mrowińskiego o stadle małżeńskiem pismo (r. 1541, 1561.) 
Po tych drukach pojawiło się w piśmiennictwie polskiem 
dziwnej treści dziełko po trzykroć wydane, wktórem się 
ze zdaniem podobnem temu jakie objawiają pisarze dziś tu 
i owdzie, o emancypacyi kobiet, odezwał Andrzej Glaber 
z Kobylina, Professor uniwersytetu krakowskiego. Uczony 
i, jak się to niżej przy Marcinie Bielskim pokaże, postępowy 
Professor wyraził sięo tćm (w przypisaniu swego dziełka pa- 



388 

ni Jadwidze z Kościelca Kasztelance Żarnowskiej a Zupniczce 
i Wielkiej Rządzczyni krakowskiej) w ten sposób:" między in- 
szemi przyczynami (przytaczam jego słowa dzisiejszą polsczy- 
zną i w pisowni dzisiejszej,) dla których mężowie, naśladu- 
jąc wtem ustawy przodków swych, strzegą tego, by biało- 
głowy nie uczyły się pisma i ksiąg nie czytały, a tem sa- 
mem rozumu swego nie ćwiczyły, zazdrość nie pośledue 
zajmuje miejsce. Bojąc się bowiem om*, ażeby ich płeć pię- 
kna nie prześcigła w rozumie, wzbraniają im czytywać pism 
głębokich, a każą pilnować samych tylko modlitw i pacie- 
rzy. Czego rozum nie pochwala. Bo i czemuż one niebogi 
mają doznawać tej wzgardy? czemuż mają być niżej od męż- 
czyzn uważane? Zwłaszcza gdy już za Rzymian, tak w cza- 
sach pogaństwa jak i chrześciaństwa, było wiele pań sta- 
tecznych, mądrych, poważnych, które rozumem swym chwa- 
lebnie się sprawowały, i więcej, niż nie jeden mężczyzna, 
okazały mądrości. A Polacy, opuszczając inne przykłady, 
nie mieliż Królewny Wandy córki Krakusa? Wkrótce wy- 
da się o tem, za łaską bożą, dzieło po polsku, na pocie- 
chę paniom i na zachętę im do wytrwania w dobrem, by, 
sprawując się według cnoty, sławę dobrą zostawiły po 
sobie.** Atoli pismo jego chybiwszy celu (a chybić musiało, 
gdyż się nie zgadzało z prawdą, Polacy bowiem nie bronili 
nigdy żonom, siostrom i córkom swym przystępu do nauk, 
przestrzegali tylko, ażeby bujając wysoko myślami, sobie 
przez to i dobrym obyczajom nie zaszkodziły), (Omiałoizno- 
wu ten skutek, iż istotnie wyszło zapowiedziane o zacnych pa- 

(1)0 czćm się więcej powie przy poglądzie na przekłady pisma 
8., w drugim dzieła tego tomie. 



389 

niach dzieło (nie przez Andrzeja Glabra wszakie, lecz 
przez Jana Kochanowskiego napisane będąc), i ze fliozofla 
Arystotelesa, raz wystąpiwszy po polsku na publiczny wi- 
dok, zaczęła odtąd w szacie swojskiej pokazywać śię nam 
częściej. W nowym atoli przyodziewku swym nie tyle co 
w łacińskim ceniona będąc ta filozofia, mało przedstawiała 
rozum polski, i śmiało rzec można, ze o ile naród przepa- 
dał za Arystotelesem po łacinie głoszonym, o tyle mało 
cenił przedstawianego sobie po polsku ; bądź ze mu go 
w ojczystej mowie nie umiano, lub nie chciano przedstawić 
należycie, bądź, co pewniejszą zdaje się być rzeczą, iz 
więccy cenił prosty swój, a zdrowy, niz wyszukany, a szkol- 
ny rozum. Jednakże reprezentantem jakimkolwiek był Ary- 
stoteles świeckiej filozofii u ówczesnych Polaków. Stawiano 
mu naprzeciw filozofią chrzesciańską, która wespół z dzie- 
łem Andrzeja Glabra wystąpiła w księgach Jezusa syna Sy- 
rachowego (r. 1535), a która głosiła: „ze każda mądrość 
od Boga pochodzi, a z nim jest zawsze i była przed wieki; 
ze studnicą mądrości jest słowo boże, a wejście do nićj 
leży wprzykazaniaah bo£ego zakonu." 

Po tych następujące druki znowu w to godziły, co i rę- 
kopisy. W sto lat albowiem, po objawieniu się (r. 1440) 
słowniczka lekarskiego, zjawiły się dzieła lekarskiej tre- 
ści zielnikami zwane (r. 1534 przez Stefana Falimirza i t. p. 
wiatach następnych), które się na piśmie o weterynaryi, 
przez lekarza panów Pileckich r. 1563 ułozonem, kończą. 
Za zielnikami poszedł słownik r. 1541 wydrukowany, a 
poprzedzony r. 1537 arytmetyką Tomasza Kłosa. Roku 
1551 pokazało się dzieło o języku (moralnej treści), które 
pisma satyry czngo wątku (r. 1543) poprzedziły. Po niem 



3W) 

wystąpiiy dzieła o jeografli, bistoryi, przeplatane pismami 
moralnej treści, gospodarczemi , prawnemi, dziełami o 
wojskowości, pedagogice i t. p. Zgoła co rękopisy roz- 
poczęły, lub o czem napomknęły, prowadziły to dalej 
druki, wszystkiem oprócz światowej poezyi, zajmując się 
wielce. Geniusz bowiem poetyczny piewców katolickich, 
uderzając w struny Króla lutnisty, nie tykał świeckiej, zo- 
stawiając ją następcom swoim do wyśpiewania. Skoro się 
jej ci chwycili, jak to wjnastępnym opowiemy zwrocie, odtąd 
dopiero poezya ta nabrała ducha, i obok religijnej stanąw- 
szy, prześcignęła ją nawet. 

Smutne czyni wrażenie ostatnie dzieło treści świeckiej, 
w liczbę pierwotnych druków wchodzące. Jest to romans 
nie moralny, z łacińskiego na] język polski przez Jana Wą- 
cholczyka r. 1564, przełoży ny i wydany. Dziwnie parając się 
^0 pisemko z myślami o stopniach pokrewieństwa przez 
niektórych Aryanów objawianemi (1), robi nie miłe uczucie 
w rozwazaczu piśmiennictwa polskiego, któremu gdy go czy- 
ta, przychodzi na myśl, ze jak kościół oszpeciło kacerstwo, 
tak dobre obyczaje podkopała wszeteczność, zmuszając 
wzorowych pisarzy, których teraz poznać mamy, kopać się 
przez brudów stosy do przybytku literatury polskiej, i usił- 
nie starać się oto, ażeby zagarnąwszy pod swoje moc miał- 
kie dowcipy, albo je przywieść do milczenia, albo tez (kie- 
rując niemi,) zapobiegać, by swemi piśmidłami nie obłąkiwa- 
ły czytającą publiczność. Rozważmy jak się to stało. 

(1) Powiemy o tćm w tomie drugim, prawa kościołów protestan- 
ckich rozważając. 



ZWROT III. 



ŁUDOWO-NARODOWA LITERATIRA. 

I. Przejście z dmgiego do trzeciego zwrota. 



O 



tworem stało piśmiennictwo polskie każdemu, kto po- 
znał nasz język i nim popisywać się ośmielił, występując 
jako pisarz, jako rozkrzewiciel myśli, bądź pewne cele, bądź 
dobro nauk na widoku wyłącznie mającej: każdy bowiem 
stanąć mógł na tćm polu swobodnie, znikąd żadnego nie 
doznając ścieśnienia swej woli, mógł głosić śmiało co chciał, 
mógł pisać, co i jak się podobało; gdyż cierpliwy papier 
dozwalał wszystko wycisnąć na sobie, a czytająca publi- 
czność chwytała chciwie, co jej podały księgo tłocznie, żadne- 
go w pismach nie czyniąc braku. Pół wieku panowała ta swa- 
wola, za nim jej przyszło na koniec. Nie rządu, nie cen- 
zury, lecz wyższych talentów pisarskich ukróciła ją wola; 
które skoro zabłysł} , i ku swym pracom mocą naukowej 
wyższości przyciągnęły czytających tłumy, nikły małe 
pisarskie zdolności, i albo się kryły w sekciarskiem po- 
pleczników swych kole, albo wtórując naukowym znako- 
mitościom, i tak myśli ich rozmazując, sprawiały, że za 
przyczynieniem się swojte, w ciało lecz nie w ducha rosło 



392 

dalej piśmiennictwo polskie, bez żadnego jednak ztąd dla 
literatury szwanku. Uczeńsza bowiem publiczność maio 
odtąd dbała o małych pisarków, samemi wzorowych pisa- 
rzów tworami się zajmując. 

Histoi^k wszakże, niemogąc pominąć prac dowcipów 
małych, (przez to samo bowiem ze istniały, zyć one muszą 
w dziejach piśmiennictwa), i zniewolony będąc przynaj- 
mniej zmiankować o nich, ma, wydobywszy je z ukrycia, 
stawić na widoku dziejów, i niby zwitek kwiatów z nich 
robiąc niby wplatając je jako trawę do wieńca, ukryć je 
winien w dolnych splotach bukietu. Tak i w dobrze upo- 
rządkowanym ogrodzie czelniejsze zioła i krzewy na samym 
stawiają się przodzie, trawy i chrósty opodal od nich sieją się 
i sadzą, ażeby chwast nie zagłuszył woniejących kwiatów, 
i nie zmuszał lubownika i podziwiciela przyrody, szukać 
wśród wybujałego zielska,wśród parzącej pokrzywy lub kolą- 
cego chróstu, szlachetnych roślin, któremiby nasycił zmysły 
swoje i umysł rozweselił. Wszelako, gdy i czarowny wie- 
niec z pachnących wijąc kwiatów, winien ich barwę stawiać 
podług jasności i cienia; przeto porządek pewny zachować 
ma historyk, w szeregowaniu samychze pisarzów wzoro- 
wych. Naj stosowniej, zdaniem mojem, będzie iść w tej mie- 
rze za skazówką przyrody, i według tego, jak ona, jednym 
kwiatom wcześniej, drugim później roz>vijać się nakazuje, 
tych pisarzów na przodzie, owych w środku, tamtych na 
końcu ma stawiać. Tą drogą poszedłem rękopisy i pier- 
wotne druki przeglądając : tą dalej idąc wyliczę znamieni- 
tych pisarzów p olskicb w tym porządku, jak zswemi arcy- 
tworami dawali się poznawać światu, i według czasu 
w którym je objawiali, poustawiam ich w chronologicznym 



893 

porządku. Rozuniiem, ie ztąd i wrażenie czytelnik mieć bę- 
dzie, i ie uderzony arcydziełem pisarza, a następnie lich* 
szym jego utworem zraiony zostawszy, przyzna mimowol* 
nie, ze i geniusze są ludźmi, i ze ich także dowcip różną 
mierzy się piędzią. 

II. Znakomici pisarze polscy ai do pierwszej 

polowy XYII wieka. 

1. Marcin i inni Bielscy, r. 1550. nstpn. 

Życiorys. 

Piśmiennictwo polskie, w przestworze czasu który opo- 
wiadaniy, liczy trzech Bielskich: z tych Marcin ojcem był 
Joachima, a czy powinowatym lub nawet krewnym Samue- 
la, powiedzieć nie umiem. O pierwszym, jako rozpoczyna- 
jącym szereg pisarzów znakomitych, powiem w tem miej- 
scu, Joachima tu i w trzecim tomie dzieła mego wspo- 
mnę, i tamże powiem o Samuelu. 

Marcin Bielski nazywał się tez Wolskim, według zwy- 
czaju szlachty polskiej , który u nas nastał pod koniec 
XV wieku. Zwali się niegdyś ziemianami wszyscy właści- 
ciele roli, i ktokolwiek własności nabył ziemskiej, szlachci- 
cem się przez to stawał. Co gdy zmieniono r. 1496, nie do- 
zwalając ludziom czyli gminowi nabywać ziemskich majętno- 
ści, lecz samej tylko szlachcie, i gdy dla tego zaczęło odtąd 
jedno znaczyć, być ziemianinem a szlachcicem, przeto szla- 
chta, celem dobitniejszego wyrażenia swojej szlacheckości, 
przybierała wtedy nazwiska od swoich włości, które przez 

ri^llI£K. P0Ł8. T. I. OO 



394 

to imionami nazywały się. Nazwisko swe zarzucał ziemia- 
nin pozbywając się włości, a przybierał nowe od majętno- 
ści nabytej. Tak uczynił będący w mowie pisarz. Dopóki 
Wolę-Bielską posiadał nazywał się Wolskim, gdy posiadł 
Białą Bielskim się miano w'ać zaczął (1). O jego życiu tyle 
zresztą wiemy, ile o sobie udzielił, lub napomknął o nim 
Joachim. Powiedział sam, ze młody wiek strawił na dwo- 
rze Piotra Kmity Wojewody krakowskiego , i ze rycersko 
służył, walcząc pod Obertynem przeciwko Wołoszy, i pod 
Wiszniowcem przeciw Tatarom. Na sterość zył w Białej, 
dziedzicznej włości swej w Sieradzkiem położonej, gdzie 
sterczą dotąd szczątki murów domu, który zamieszkiwał. 
Ze wsi często wyjeżdżał do Krakowa, w celu naukowym. 
Zmarłego dnia 18 Grudnia r. 1573 blizko ośmdziesięciole- 
tniego starca, (zkąd widać, ze około r. 1495 urodził się 
Marcin,) pochował syn Joachim w Pajęcznie miasteczku (2). 

MAUCIN BIELSKI JEST PJSARZEtf POSTĘPOWYM. 

Zacząwszy od filozofii i historyi powszechnej, przeszedł 
Marcin do dziejów krajowych; nad któremi już to biografi- 
cznie i etnograficznie, już politycznie, już religijnie zastana- 
wiającsię, zrobił wielki rozwój historyi, w rozlicznym pisanej 

(1) Będzie o tćm szeroce w nowćm wydaniu historyi prawo- 
daw^w. Tym czasem należy porównać p.Sobieszczaóskiego w życio- 
rysie Bielskiego Marcina, przy Joachima Bielskiego nowo wydanćm 
dziele Dals%y ciąg kronikipolskićj ic Warsz, 1851. znajdując>Ta się. 

(2) Porównaj I. 394 nstpn. wiadomości historyczno-krytycznych 
Ossolińskiego, tudzież zmiankowane wyz^j P. Sobieszczauskiego 
dzieło, gdzie pisma jego wyliczono i oceniono starannie. 



3§5 

kształcie, ktdry dziś poznać ten trndnićj, gdy nader rząd* 
kie są ekzemplarze dziei jego, wywołane będąc z bandla 
księgar^ego zgoła wszystkie, nakazem cenzury dircho* 
wnej r. 1603 — 1617 wydanem (1). Zebrawszy takowe z wiel- 
kim trądem, rozważać będziemy szczegółowo, zaczynając od 
najdawniejszego a najrzadszego, któremu dał napis Żytco^ 
ty filozofów (2). 

Cel i wartość pracy pokazuje się dostatecznie, z przypi- 
sania dzieła, i zrobionego do niego wstępu przez Andrzeja 
z Kobylina. Czytamy w tamtem między innemi co następuje: 
»Gdy woi albo osiel wpadnie w doi, zaź nie słuszno jest idz 
k niemu a pomagać mu bytez było y w święto, takież (przy- 
kładnie mowiacz) człowiek będącim więzieniu potrzebuie 

wszelkiey laski którem tak z pilnością y z pracza nie małą, 

z pomaganim niektórych uczonych ludzi na polskie przeło- 
żył.... ktorem ia zawzdy słuzyc chcę, ku czci y sławie, y tu- 
dziesz dla rozmnożenia polskiego ięziica, którego przed tym 
nie wiele dla trudności iego pisano, tak aby każdy komu się 
ie czysc przy trafi, będący tey ziemie przyrodzony, za słusz- 
nym uczinkiem przyrodzoney mowy nie wzgardzą!". .W tem 
mówi ów Andrzej: „Dawna a pospolita iest przypowieść 
między ludźmi, gdy mówią. Thak trzymaymy iako naszy 

(1) Tak twany Index librorum prohibitoj-um , wydany ostate- 
cznie w Krakowie przez tamecznego Biskupa Marcioa Szyszkowskie- 
go, wyraża się: Martini BietsćU Sprawa Rycerska, et alia omnia 
yuaecungue ewsiant dicti auctoris opera prohibenłur. Porównaj 
lochera III. 349, 391. 

(2) Blbliograftczuie doktadnićj od Ossolińskiego (wiadomości 
i t d. I. 418. astpn.) Opisał to dzieło P. Sobieszczauski tamże XIII. 



Sft6 

pnodkowie trzymali. Nad to przysłowie nic nie masz pra- 
wdziwszego, bowiem gdybyśmy się tak sprawowali iako 
oni, mam za to zęby lepszy byl stan naszy. około tego gad- 
kn iest. Bowiem mnodzi ludzie a zwłaszcza gmina pospoli- 
tego tak się domnimaią. iakoby ociec abo matka którzy nas 
na świat wypuścili byli prawi przodkowie naszy. A tak że- 
byśmy tak mieli trzimać wszitko iako oni trzymali a inaczey 
nic , byłoby nie -małe szaleństwo. Bowiem oni ludzie byli 
azczyrzy, a snadz prości abo głupi, y owszem wiele sinow 
naydzie mędrszych y sprawnieyszych daleko w mnogich 
rzeczach niz byli taci przodkowie ich. Przeto domnimanie 
takowe zostawiaiącz pospolitemu gminowi który często 
bladzi, inszey się drogi imiemy... . trzeba się striedz aby- 
amy tak nie zbłądzili iako £ydowie, którzy tez tak się mie- 
nią trzymać iako ich przodkowie, . ktorzi iz z dawna byli 
lichwiarze, złodźieie, lotrowie (a iako pismo świadczy 
o nich) twardey krzcSyce y niewierni. Przeto tez y podzis 
dzień ich sinowie stop swych rodziców nasładuiąci idą bez 
chyby na zatracenie. Chcemy li tedy nie ustąpić, potrzeba 
nam wybór uczynić miedzi naszymi priodki, których mamy 
naśladować, abyśmy doszli dobrego dokonania. Takich 
przodków naszych będziemyli się trzymać iako plota (opu- 
ściwszy plotki y insze y zabobony) zaiste nie ustąpimyć 
w wierze Kriescianskiey". 

Postęp przeto, jak widzimy, miał na celu Bielski i po- 
mocnik jego, zabierając się do rozważania iycia filozofów. 
Obadwa rozumieli przez to znakomitych mężów różnego po^ 
wołania, rodu,nauki. Naprzód króciuchno (podług Laercyu- 
aza, i będąc^ pod ów czas w obiegu księgi rękopiśmiennej, 
o czćm zaraz będzie) opowiedział Bielski życie tychże: na- 



997 

stępiiie zdania ich praywiddi, i Md memi lastanawiał dię 
szćsegtfłowo, drolńazgowo rozbierając je. Nazywa to: .,do- 
myślneni, dowcipiieiiii rozumy, domysłami", i t p. Przedo* 
itatmm wediog niego mędicem był Ałdcaander Wielki, 
oatatniili zaś Boecyusz r o którym w tych słowach' wyraził 
się między iiiDemi: ,,Slii8znie nasze kxią8zki tym Philozo- 
yhm zamkniemy. Bowiem ten byl naposlednieiszy philo- 
zoph, to iest mędrzec y krzescianin prawy. Ifial teł y Sonę 
barzo uczoną, która pieśni kościelnych nie mato zlozyla, 
które leszcze y doczasow mnieiszych na nieszporzych by* 
waią śpiewany". 

PISAŁ DZIEJE POM^ZECHNE SPOSOBEM BIOGRAFII. 

Nie jest ta dzieło, czem się być zdaje na pierwszy rzut 
oka: nie jest ani zy wotopisem fliozofiiWi ani wykładem fi- 
lozofii, ani zdań filozoficznych; lecz ma na celu wykazać, 
jak wielcy ladzie kier^jąc się zdaniami mądremi, wielkiej 
dostępowali sławy, imionami swemi przynieśli chwałę na- 
rodom, między któremi porodzili się, i tak punkt oparcia 
się stanowili w ich dziejach. Jakoż wielcy ludzie są wła- 
ściwie historyą swych ziomków, i naród wszelki, który nie 

• 

ma znakomitości w swych dziejach, nie iyje whistoryi 
rzeczywiście. Pisemko więc Bielskiego jest właściwie histo- 
ryą powszechną w biografiach przedstawioną (1). Krzą- 
tając się około zawartćj w tychie biografiach myśli histo- 

(1) W srediiicłi wiekach pistao takowe biografie, lecz kiedy? 
nie wiadomo. Znakomitsze biblioteki posiadają tego rodzaju dzieła 
w rękopisach. I UhHoteka ordynacyl Zamo^ch posiada taU rękopis 
z XV wiekiL 



% I 



398 

rycy, dotąd jej iiie rozwinęli (1); nic dziwnego przeto ze 
j^ i Bielski nie rozwinął Zacząwszy te dzieje od bistoryi 
ludu, który za najnowszy na świecie poczytywała odległa 
starożytność, zacząwszy je, mówię, od Scytów (ci bowiem 
według Herodota lY. 5. byli najnowszym na świecie naro- 
dem, co ma znaczyć, ze oni polityczne swe życie najpóźnićj 
rozwinęli), i największego z ich mędrców Anacharsysa na 
przód wystawiwszy, przeszedł do Greków, a od tych do 
Rzymian skoczył, mając na uwadze tych głównie mężów, 
którzy na polu nauk w różnym zawodzie, jako filozofowie, 
prawodawcy, poeci, mówcy, lekarze, badacze dziejów; lub 
którzy na drodze czynów wsławiwszy się, byli oraz wiel- 
kiemi nauk miłośnikami (Temistokles, Aleksander Wielki, 
Ptolomeusz Król, Scipio). Wszystkich innych opuścił, jako 
tych, którzy czynem tylko, bynajmniej zaś naukami, według 
powszechnej nie wsławili się wieści. 

PISAŁ TAKOWEŹ DZIEJE ETNOORAFICZNIR 

Jakkolwiek szły Bielskiemu dzieje (przynajmniej sam 
mniemał, ze mu dobrze idą) dopóki tkwił w starożytno- 
ści. Lecz gdy w nowsze potrzeba było przerzucić się czasy, 
uznał wtedy, ze nie da się historya sposobem tymie dalej 
opowiedzieć. Gdyż nowsi, jak uważał, mężowie nie odzna- 
czyli się taką jak dawni mądrością, gdyż na polu nauk nic 
uwagi godnego nie wynaleźli, gdyż żadnej nie wydali z sie- 
bie nowej a takiej myśli, któraby mogła iść w porównanie 
z filozofią starożytnych mędrców. Uderzył przeto w inną 

(1) Kttlb, Ltfnder und YOlkerkunde in Blografien. Berlin 18S4. 
nstpD. 



399 

stronę, i zaczął powszednie dzieje kronikarskim, według 
wieków i narodów, jeden biorąc po drugim, opowiadać 
sposobem , nie' pomijając iywotów filozofów. Ztąd po* 
wstaili kronika świata, która nader się spodobała w Polsce 
i na Rusi (gdzie, jak w następnym opowiemy tomie, wyjąt- 
kowo w ruskich wychodziła przekładach), która trzykroć 
(nie czterykroć, lub nawet pięćkroć, jak dziś prawią) wy- 
szła u nas z druku. Ta, która się po raz pierwszy r. 1 550 
pokazała, nie długo, bo juz we cztery lata drugiego się 
wydania doczekała, a w lat dziesięć po raz trzeci wyszła. 
To trzecie wydanie, w kształcie arkuszowym ogłoszone, 
ma tytuł w ekzemplarzu w bibliotece zakładu Hr. Osso- 
lińskich we Lwowie znajdującym się cały, w innych któ- 
rem oglądał ma takowyz wydarty. Wydanie pierwsze, 
które w ćwiartce wyszło , a znajduje się w Warszawie 
i Lwowie, również wydarty ma tytuł. I w środku są po- 
spolicie uszkodzone ekzemplarze, osobliwie tez wydania 
drugiego. Znam dwa takowe. Jeden posiada biblioteka War- 
szawska, drugi biblioteka ordynacyi Zamojskich. W pier- 
wszym jest początek uszkodzony znacznie, w drugim nie 
tyle. Wszelako jeden i drugi jest w tym stanie, iź się wyda- 
nie to dało opisać bliżej, co tem potrzebniejszą było rze- 
czą, gdy P. Wiszniewski (1) powątpiewa o tem, azali tako- 
we istniało rzeczywiście, i gdy wydanie to drugie pokłada 
za pierwsze. 

KRYTYKA TYCH DZIEJÓW. 

Zaczął Bielski swą pracę od kosmografii , czyli od roz- 
miaru i podziału ziemi, a uzupełnił ją opowiedzeniem dzie- 

(1) Hist. lit. V1L 423. Wszystkie trzy wydania opisał dokładnie 
P. Sobieszczanski tamże XXV. nstpn. 



400 

jów całego świata, które na sześć wieków podzieliwszy, 
opisał według czterech monarchii (assyryjskiej, perskiej, 
greckićj, rzymsko-niemieckiej), nie pomijając żadnego na- 
rodu . europejskiego do rzędu ludów, znaczenie w dwcze- 
SDĆj polityce mających, należącego. Dzieje słowiańskich 
ludów po szczególe przeszedł, dzieje ludów resztę Euro- 
py zamieszkujących przyczepił do historyi Papiezów i Ce- 
sarzów niemieckich, szeroce rozwiódłszy się o Niemczech. 
Przeszedł dzieje Polski od Lecha ai do roku 153o podług 
kroniki przez Bernarta Wapowskiego, kanonika krakow- 
skiego po łacinie napisanej, którą w spolsczeniu skrócił, 
dopiskami tu i owdzie opatrzył, i az do r. 1548 dociągnął/ 
Jest to właśnie taz sama kronika, którą obecnie, z łaciń- 
skiego, początku nie mającego, bo dopiero rokiem 1380 
rozpoczynającego się oryginału, przełożywszy, wydaje po 
polsku uczony Mikołaj Malinowski, a podług której, jak 
przy końcu kroniki świata pierwszego wydania zeznaje, 
miał kiedyś szerzej dzieje polskie opisać Bielski. Na wię- 
kszy rozmiar zrobił wydanie drugie, lecz w nićm dziejów 
Polski w niczćm nie odmienił. W nowem tem wydaniu 
rzecz całą nie tylko na wieki, aie i na księgi podzielił (jest 
ksiąg cztery): a co tam było na początku (wyłożoną na 
wstępie rzecz o kosmografii, zakończył opisem ziemskiego 
raju) , to w wydaniu drugiem umieścił częścią w środku, 
częścią na końcu. 

Właściwe dzieje dawne oddzielił od ziemiopisu , czyli 
jeografli , połączywszy drugą z kosmografią. Obszernie 
wyłożył opis wszystkich niemal europejskich królestw, 
i z nim połączył ich dzieje: krajopis wszakże samejze 
Polski pozostał kusy, jak w wydaniu pierwszem; co tem 



401 

więc^ zadziwia, giiy autor innych siowiańdiicłi krajów opi- 
sowi osobny poświęcił rozdział. Wszakże uczynił to snadź 
umyślnie Bielski, gdy miał zamiar (który tez przyprowa- 
dził do skutku,) osobne o Polsce napisać dzieło. Czwarta 
księga poświęcona jest dziejom, i opisowi nowo przez Krzy- 
sztofa Kolumba odkrytych krąjow w Ameryce, czego zu- 
pełnie nie dostaje wydaniu pierwszemu. Zakończono rzecz 
opisem raju ziemskiego, wyjętym z pierwszego wydania. 

Wydanie trzecie jeszcze bardzićj rozszerzył, co wyka- 
zi^e sama liczba listów, jak to wspomniona P. Sobieszczań- 
skiego rozprawa naucza. 

Księgotłocznik ozdobił wszystkie wydania rycinami, 
częścią temi samemi, które się następnie w Zwierzyńcu Re^ 
ja spostrzegać dają, częścią nowemi, umyślnie na to spo- 
rządzonemi. Te czasem dziwacznie pod jednem i temze sa- 
mem wyobrażeniem, dwie zupełnie inne, a wcale od siebie 
.różne wystawiają osoby^jak np. Solona i Marcina Lutra. 
Bielski starał się i w tem dziele wszystko spolsczyć, dla 
tego tez i wiersze staroiytnym Sybilloim przypisywane, po 
polsku, ale wiązaną oddał mową. 

Nic nowego nie utworzył Bielski, pisywać bowiem dzie- 
je powszechne, było zwyczajem wszystkich ludów, i tylko 
na sposobie pisywania ich polegała różnica, co znowu od . 
stanu oświaty wieków zawisło było. Nikt z spółczesnych 
Bielskiemu nie wyrównał, ani nawet nie zbliżył się do Po- 
libiusza (umarł r. 122 przed Chr.), który pierwszy swego 
imienia godną napisał powszechną historyą. Piszący po nim 
takową opowiadali ją chronologicznie, i sposobu ich wy- 
kładu trzymał się Bielski, niesprostawszy swym wzorom, 
a mianowicie Sabelikowi (ur. w Rzymie r.l436, urn. 1506), 

PIŚMIBK. POLS, T. L *^ * 



402 

za którym szedt daremnie. Nie umiał bowiem korzystać ze 
źrzrtdeł, i zamiast wzór swój naśladować, przyswajał z nie- 
go sobie. Inaczej uczynił Tacyt. OnnaśladowałSalustyusza, 
czyli sztukę tylko pisania dziejów plastycznie przejął od|nie- 
go. Dla tego tez twórczym został pisarzem, a został przez to, 
że umiał czytać dzieło mistrza swojego, ze się wpatrzył 
w niego nie po to, by się dowiedzieć co pisze, lecz raczćj 
po to, by się nauczyć, jak i dla czego tak pisze. Wskutek 
czego stawił Tacyt wzór obok swego wzoru, gdy przeci- 
wnie Bielski (który również, ale dla samej tylko wiedzy, 
czytywał Salustyusza, i wypisywał go (1), ) kopii nawet 
zdjąć z niego, i w swojej umieścić nie umiał kronice. Śmie- 
sznością atoli byłoby wyrzucać Marcinowi, ze podobnej 
co Tacyt nie napisał kroniki, zważywszy stopień oświaty 
Polaka a Rzymianina. Przykład ten więc przywiedliśmy 
dla tego, by nikt postępu w Bielskim nie upatrywał we 
względzie sztuki pisania, lecz w sposobie pojmowania prze- 
zeń dziejów: w czem rzeczywiście krok zrobił wielki, dale- 
ko za sobą poprzedników swych, Janczara i Chwalczewskie- 
go, daleko i następców, w rękopisach dotąd ukrywających 
się (2), pozostawiwszy. On pierwszy u nas dzieje pobratał 
z jeograflą -fizyczną, zjawiska historyi warunkom flzyolo- 
gicznym poddawszy, a dzieje te wysnuł z czynów społeczeń- 

(1) W Argumencie Sprawy rycerskiey mówi: „ludzie żywią jak 
dobytek, co tylko brzuchowi ołduje," u Salust. Catll. J. „velu(i pc- 
cora ventri obedientia." Inuych dowodów których dostarcza wiele, nie 
przywodzę dla krótkości. 

(2) W bibliotece hr. Raczyńskich w Poznaniu znajduje się w rękopi- 
sie Theatrwn pows%echnego Xiąiąt y wszystkich świata historyi 
Jana Mikołaja Dogliona Część pierwsza i następne. Ostatni rok 
położono 1576, wledy więc napisano to dzieło. 



408 

stwa, oparłszy wszystko m faktach. Chociai zaś dla bra- 
ku krytyki nie pojfliował źrztideł, (co szczególniej w jego 
wywodzie Poiaków od Gotdw i Wandalów uderza), jednak- 
że należy się mu ta chwała, iz przeczuciem wiedziony, u* 
miai pojmować dzicye organicznie, czyli w związku z iyciem 
narodów, i wiedział o tem, ze bistorya polityczna, bez po- 
łączenia jej z węwnętrznemi dziejami, na mało się przyda. 
On pierwszy z Polaków stawiając historyą w związku zje-* 
ograflą, wskazał stosunek dziejów do lądów, powinowa- 
ctwo między niemi a podaniami, ludów, tudzież stosunek 
teraźniejszości do przyszłości uczynił, kronikę swą wy- 
dania trzeciego na zmartwychwstaniu ciał i sądnym dniu 
zakończywszy, właśnie jak gdyby (słowa są Ossolińskiego) 
dzieje swoje chciał oprzeć o krawędź świata i czasu. Opo- 
wiadania o nowym świecie, czyli o Ameryce, zajęły go mo- 
cno, które bez ogródki i zadnąj zgoła krytyki wyłożył, 
z obawy może, ażeby, przyjętej od siebie zasadzie, przeciw 
prawdzie rozumu mc^ zbytnie folgując, nie poczytywał za 
urojenie, czego nie pojmował, i tak z bajkami odrzucając 
podania ludów, nie zagrodził innym drogi dojścia tam 
gdzie sam ząjśc nie Umiał, a przez to nie zasłużył na za- 
rzut, ii odrzucając czego nie rozumiał, przedstawił histo- 
ryą bez wyrazistości iycia. Zgoła nie jest Bielski bada- 

• 

czem, lecz opowiadaczem, nie jest artystą, lecz układa- 
czem dziąjów, które lubo nie krytycznie, jednakże z pe- 
wnym poglądem na świat i iycie, a zawsze z wielkiem za- 
miłowaniem swego kraju, i z miłością ku ludzkości, bez ża- 
dnych wikłań rzeczy w pajęczą przędzę spekulacyjnych wyr 
bujałości ^zedstawiając, w języku je pełnym żyda, lubo 
nieco prostaczym bo gminnym, opowiada: w których dosta- ^ 



404 

tecznie wykawje, ze cel dziejów pojmuje, i nie lęlca się 
objawić prawdy. Przywiedźmy na to dowody. 

W przypisaniu pierwszego wydania kroniki świata Zy- 
gmuntowi Augustowi, tak się o dziejach wyraża: „Nye bez 
przyczyny on Grecki historjk Tucitides zowye historie 
skarbem królewskim, które, powyada, nyemyałyby z ich 
ręku nigdy wychodzić, przeto iz z ich ostrzegania a upo- 
minanya równe sprawy y przygody, bez których swyat być 
nie może, ludzyem częstokroć przychodzą, tym swoye 
przespiecźniey opatrzone być mogą, bo acź osobi zwirchne 
na czas przypadaya. Aristoteles mędrzec, każdego kto hi- 
storij nie cźytha powyada być dzyecyęcyem, taki (pisse) ma 
być rady oddalon: Przeto Alexander wyelki przed sobą 
kxyęgi starych historikow kazał wssędzye nosić na konyu, 
.Homerusa poetę czytał, a Aristotelesa słuchał, yako, 
by, z umarłem gadał a żywego słuchał. M. Cicero wykła- 
da tez historią ii yest poseł żywota, swyadek starości, 
swyeca prawdy etc. Wiele inych pożytków czytanie lu- 
dzyem przynassa, zwłasscza tym którzy \17elkyemi spra- 
wami szaftiyą rzeczy pospolitey, by nye było z dawna 
swyatu zostawione thakye pismo albo zagładzono, ludzye 
by tak yako iny dobythek pospołu cyało z duchem bez ża- 
dnego rozeznania s świata schodzili, niewyedząc yeden o 
drugim ani o Bogu ani o sobye skąd sye co kyedy a s czego 
poczęło." O sposobie objawiania prawdy, tak mówi w za- 
kończeniu kroniki tejże: h Tu koniec pokładam moi Pano- 
wie pisaniu swemu zacnych dzieiów, tak postronnych, iako 
naszych. Acz mogły być szerzey okazane pisanim tym dzie- 
je przeszecone, zwłaszcza przodków naszey ziemie przyro- 
dzoney, ale mye ktemu wiele rzeczy rozmyślanych przy 



4M 

wiodło; abych miarę w pisanin swym taką zachował, lako- 
by w nim myśli, a iądo^i ludzkie mogt napełnić, co iest 
trudna uczynić iednemu, gdyż takowe rzeczy za zywothow 
naszych nie mogą być przespiecznie pisane, bowiem przy- 
rodzenie ludzkie iest chciwe stawy dobrey zawłdy, a złey 
mecierpliwe, zwłaszcza którzy są takowi, ii woli być niż 
się mianować złym, a w thym się niechce obaczyć, snadzby 
mu co nie ku myśli było choćiaby y|iiwda, mógłby czo 
złego za to pomyślić miasto dziękciwknia, iako tyranom 
obyczay bywał." Co gdy snadź tak wykładano, jakoby 
Bielski lękał się objawić prawdy, wyrzucił ten ustęp z dru- 
giego wydania swej kroniki, a zresztą toz samo co w pier* 
wszem opowiedział w przemowie do dziejów polskich, 
rzekłszy między innemi : „\z bracia szlachta nie powinna 
mu wziąść za złe, ie szczerze i otwarcie o rzeczach kra- 
iowych pisze, źe nikt z tego względu jaką nielubością prze- 
ciw, niemu poruszon być nie powinien." Szczególniej obru- 
szało się na niego duchowieństwo o to, ze aczkolwiek pra- 
wowiernym się katolikiem być głosił, jednakże pisząc o 
sprawach kościoła, otwarcie myśl swoje o nim wynurzał, 
i z dziejów wydobywał, co kościołowi temuż mitem być 
nie mogło. Gdy dla tego zakazywali go Biskupi czytać, 
i ekzemplarze palili, posiadający przeto takowe, chcąc je 
ukryć przed okiem duchowieństwa, wydzierali tytuły 
z dzieła. 1 ztąd to poszło, żo obecnie rzadko który ekzem- 
plarz kroniki świata posiada tytuł (1). Osobliwie tez gnie- 

(1) Ze znanych ma go tylko ekzemplarz Swidzińskiego, zkąd wy- 
pisał takowy P. Sobieszczański w przywiedzionćm wyzćj dziele na 
str. XXXII. 



WODO się nań, ze z kroniki Marcina, (od jednycli Polakiem, 
od drugich Strzepą zwanego) o Papiezadi i Cesarzach na- 
pisanej, wyjął powieść o Janie ósmym Papieżu zwanym nie- 
wiasta, który niewiastą rzeczywiście będąc, miał r. 856, 
(pod tym rokiem mówi o nim Bielski w kronice swej wyli- 
czając Papiezów) stolicę papieską zasiadać (1); i z tego to 
powodu za Sycia i po śmierci nie uchodził Bielski za dobre- 
go katolika, ow<^ między Aryanów policzony bywał 
(2). Co aczkolwiek go nie zniewoliło do cofnienia co raz 
wyrzekł (jakoż we wszystkich wydamach kroniki świata 
znajduje się powieść o Papieznicy), jednakże miało snadź 
ten skutek, iz odtąd cokolwiek o dziejach lub polityce pi- 
sał, nie ogłaszał drukiem, lecz w rękopisie chował. 

POGL.^D NA RESZTC DZIEŁ. 



Chociaż w kronice świata trzeciego ^vy dania, oświad- 
czył Bielski, ze resztę dni życia spoczynkowi, wolny od 
wszelkiej pracy uczonej poświęci, jednakże pisaniem zajmo- 

(1) Marcinów, zakonu Dominikańskiego Kapłan, rodem Szlązalc 
od Opawy, spowiednik Papieża Mikołaja III., r. 1278 Arcybiskupem 
gnieznieńsiciffl przez tegoż mianowany^ lecz przed objęciem stolicy 
arcybiskupiej zmarły, czy rzeczywiście powieść ową o Papieżu nie- 
wieście napisał, nie wiadomo. Starsze bowiem kroniki jego rękopisu 
(z takowycłi jedeu na pargaminie w XIV wieku pisany, znajduje się 
w bibliotece miasta Świdnicy na Szlązku) nie mają jćj. Sądzi Osso- 
liński, (wiadomości I. 297, a osobliwie 334. nstpn.) ze powieść tę 
istotnie w swej kronice umieścił Marcin, lecz do andronu tego (tak 
się krytyk wyraża) żadnej nie przywięzywał wiary. 

(1) Bartosz Paprocki u J. S. Bandtkiego whlst. drukarń. 384. 
Porównaj artykuł Adryan Junga (rozwiązanie 29). 



407 

wał się wciąi, i przed rokiem 1560, skreślił tak od siebie 
nazwany St/em niefctiiói, a po nim Sprawę rycerską, na- 
stępnie Sen majowy, dalej fiozmowę nowych proroków, 
na koniec Kronikę polską napisał, co wszystko pozostawił 
w rękopisie, nic ztąd, Sprawę rycerską wyjąwszy, nie ogło- 
siwszy drukiem. Doszł)' te pisma do naszych czasów, inne * 
zaś, o których wyraźnie mówi, iz napisze, tudzież ii napi- 
sał je (1), zaginęły. Zachowanych nam nie będę bibliogra- 
ficznie opisywać (2): natomiast kilka uwag o pismach tych 
zrobię, prostując mylne o nich, lub niedokładne poprzedni- 
ków mych zdania. 

PISMA fOLlTYCZNEi TREŚCI. 

t 

Syem czyli Seym niewieści (wydał go ^ rękopisów ojca 
swego Joachim Bielski w Krak. 1595), z Mikołaja Raja (3), 
bynajmniej zaś z Arystofanesa, jakP. Wiszniewski (4) mnie- 
ma, naśladowany, satyrą jest politycznej treści, na ówcze- 
sny nieład rządu polskiego napisaną. Niewiasty, przestra- 
szone skutkami bezrządu, i wiele dolegliwości od swoich 
doznając mężów, składają radę, na której uchwaliwszy, »ze 
im należy mężów od steru rzeczypospolitej uchylić, a sa- 
mym chwycić się jej rządów,- udają ^ się z tą uchwałą do 
Księżny swej, czyli do Polski uosobionąj, która pozwala na 
to, by, zwoławszy sejm niewiast, i rzeczpospolitą męzką 

(1) Porówn. Sobieszcz. tamże LYIII. 

(2) PoróWD. Sobieszcz. tamże LII. nstpn. 

(3) Porównaj artykuł w pien^^otnych drukach pod napisem rokn 
1548, Ambroży Karc%bork Roiek. 

, (4) Hlst lit. VII. 306. 



408 

na amazoósko-niewieśdą na nim zamieniwszy, nowy porzą- 
dek odnowionemu tak nadały państwu. Stanowią więc ta- 
kowy niewiasty, idąc za własnem natchnieniem (za radą 
jaką niegdyś Kalimach, nauczyciel Króla Jana Olbrachta 
Polakom dawał, a która u nikogo z ówczesnych, Bielskiego 
wyjąwszy, poklasku nie znajdowała). Mają przedewszyst- 
kiem na pieczy obronę kraju, o której nauczywszy ich 
Księżna, przyobieciue następnie napisać im o niej osobne 
dzieło, w te się do nich ozwąwszy słowa : 

Jiiz na ten czas córuchny macie dosyć na tym, 
Dnigie rycerskie sprawy napiszę wam potym. 

Zkąd widać, ze przed r. 1569 (wktórym Marcin Bielski 
wydał swą Sprawę 'rycerską w Krakowie), albo napisane, 
albo pomyślane zostało to dzieło. Takie tez są wniem o 
wojskowości myśli, jakie w Sprawie (1) rycerskiej napo- 
tykamy. 

I Sen majowy naśladowaniem jest z rękopisu czeskiego, 
co właśnie zastanawia ; ztąd albowiem pokazuje się, ze 
Bielski miał z uczonymi czeskiemi ścisłą zażyłość, tak da- 
lece, iz ci rękopisów mu nawet swoich użyczali. Zastanawia 
dalej, ze myśl wziąwszy Bielski z czesczyzny, dał jej inny 
obrót, i we dwóch wyraził ją dziełach, gdyż ją tez z dwóch 
czeskich poematów wysnuł. Poemat pierwszy zawiera 
wiersz miłosny pod napisem Snu majowego r. 1491, drugi 
zamyka w sobie wiersz na śmierć Macieja Korwina Króla 
węgierskiego r. 1490 napisany. Obadwa poemata, czyli 
raczej wiersze, wyszły z pod pióra znakomitego Czecha, 
.Hynka z pod Brodów (Podebrad), i dotąd w rękopisie zo- 

(I) W rozdz. MI, VIII. 



409 

stają. Wydał wprawdzzie wiersz pierwszy P. Wacław 
Hanka (1), lecz wydał go z nader lichego rękopisu (2): 
wydanie przeto jego za nic się nie uwaia. Drugi wiersz 
(jest tamie opisany,) dotąd nigdzie drukowany nie został. 
Na uwagę zasługuje, Se jak Hynka wiersz jest zlewkiem 
dwóch poetycznych utworów, niemieckiej zakonnicy Klary 
Hetzler (żyła wdrugićj połowie XV wieku), tak znowu 
Bielskiego Sen majowy, zlepiony jest z dwóch poezyjek 
Hynka. Pierwsza {dostarczyła naszemu ziomkowi samego 
tylko napisu ("Sen majowy J^ druga poezyjka nasunęła mu 
wątek do śpiewu historycznego. Hynek bowiem, po śpiewie 
miłosnym który w pierwszym zanucił wierszu, wziął się do 
pieśni historycznej, opisał skon Króla węgierskiego Macie- 
ja, i przepowiedział, ie po jego śmierci ulegną Węgry tu- 
reckiej potędze. Bielski zastosowawszy to do swego kraju, 
wyprowadził na scenę Polskę, która z węgierską i z{woło- 
ską ziemią rozmawia o przyszłych nieszczęściach wojny. 

DZIBŁO o SZTUCE WOJBNME/. 

Gdy nad celem napisania Sprawy rycerskiej, jej treścią 
i źrzódłem, zastanawiali się juz poprzednicy moi, przeto ją 
pominę. Wspomnę tylko, ze dzieło to, co się Polaków i lu- 

(1 ) W zbiorze dawnych |Kl«yf czeskich plęciotomowym, SUtnh 
była składane^ Porównaj V. 78. nstpn. Inny snadź jest ów ^Sen tna^ 
jawy^ o którym, jakoby drukiem ogłoszonym, wspomina broszura 
czeska r. 1573 wydana. Porów. Jungmana hist lit 141. wyd. drag. 

(2) Daleko lepszy rękopis, (opisano go w Czasopisie czeskiego 
muzeum z r. 1848 I. 2, 114. nstpn.> posiada obecnie P. Jan z Neyber- 
ga, szlachcic czeskL , 

riBMISM. rOŁ8. T. I. ^^ 



410 

Afiw 1 nimi wojujących dotyczę, zawiera niby wypadek do- 
świadczeń/ które zrobił znający się dobrze na swćj rzeczy 
człowiek; ze wyszedłszy ono z pod pióra wysoce na swój 
wiek ukształconego żołnierza, sRazówką jest, jak się na 
wojskowość zapatrywano w ów czas, z historycznego i stra- 
tegicznego stanowiska. W części technicznej opowiedzia- 
wszy wszystko, co się przyrządzenia potrzeb wojennych 
dotyczy, szczególną uwagę zwrócił Bielski na ulepszenie 
siecznej i palnąj broni polskiej, zastanawiał się następnie 
i|ad stanem rycerskiej u nas sztuki w czasie pokoju i woj- 
ny, czyli tak nazwane oglądania (rewije powiatowe) roz- 
ważył. Miał dalej na oku sposób wojowania narodów nas 
Otaczających, nie pomijając nawet ludów odległej od nas 
mieszk^uących. Szczegóły w tej mierze przy wiodłem w opi- 
sie życia domowego Polaków, rzecz mając o wojnie, dla 
tego tu zadnycł) z dzieła Bielskiego wypisów nie czynię. 

KRONIKA POLSKA. 

Józef Maxymilian Ossoliński twierdzi (1): ze Marcin ni- 
gdzie nie powiedział o swoim zamiarze pisania osobnej kro- 
niki polskiej, ze jego kronika niczem innem nie jest, jak ósmą 
księgą kroniki świata, którą przerobił syn jego Joachim, 
a dołożywszy dawniejszych pisarzów krajowych, Kadłubka, 
Miechowi tę i Długosza (gdy z jego oj ciec oprócz Wapowskie- 
go i Krbmera nie miał radzić się innych), utworzył nowe 
izieło, i takowe za pracę rodzica swojego udał. Słowa bo- 
wiem Joachima „dopisywałem, gdzie on (jego ojciec Marcin) 
przestał," tak tłómaczy Ossoliński, „iena czem Marcin Biel- 

(1) Ossoliński I. 407, 443 i nstpn. 



411 

ski skończył, (na opisie pogrzeba Zygmunta I.), odtąd on 
(Joachim) zaczął, a przerobiwszy zapełnię całe dzieło, 1 
nznpełńiwszy je własnemi dodatkami, nową niejako kronikę 
polską wydał." Dowód na to ma stawiać nie tylko język, 
(ktdry w kronice polski^ odmienAy jest od owego, jaki 
w dziełach ręką Marcina pisanych czytamy), ale i ta oko- 
liczność, ze właśnie przy opowiadaniu dawnych dziejów 
z X[[I wieku (1), są przytoczone okoliczności, które się po 
śmierci Marcina wydarzyły, a więc ie on sam nie mógł był 
o nich pisać. Lecz nie zapowiedziałłe, iz skoro kronika 
Wapowskiego wyjdzie z druku całkowita, szerzej z niej, 
jak w kronice świata W}'pisywać będzie? To zaś co daiej 
Ossoliński rozprawia w tćj mierze, nic innego, mojem zda- 
niem, nie dowodzi, nad to, ie wydając pracę ojca swojego 
Joachim, wydał ją przerobioną, nie tylko ją dopełniwszy, 
i co do języka ogładziwszy, ale takie poodmieniawsży, 
uzupełniając przez to dzieło całe, i poprawiając takowe. 
Kronikę więc tę nazwał słusznie, przedostatni jej wyda^ 
wca (Bohomolec, ostatnie wydanie tej kromki jest w zbio- 
rze pisarzów polskith Gałęzowskiego) pracą nie Bielskiego 
lecz Bielskich, albowiem ojciec i syn pracowali nad nią. Na- 
próSnobyśmy i wtem dziele głębokiej nauki, lub zalet hi- 
storyka upatrywali: nie ubiegali się bowiem za tćm piszą- 
cy je, kładli rzecz jak napisaną znaleźli, wyjawiając nie 
raz grubą niewiadomość (2). Nie starali się tez oto, azeby^ 

(1) Ossoliński 1. 445. Zdanie to podziela P. Sobieszczańsid 
w dziele swćm wyzćj przytoczonem, o czem w artylc. Joachim Biel- 
ski słówico powiem. 

(2) W kronice świata 1. wydania mówi o Wulkanie bracie Jowi- 
sza, lane usterki opowiem w tomie 3, rzecz mając o Joachimie. 



412 

mówiąc Ossolińskiego słowy, (1) .przyczyn dociekać, w zwią- 
zek skutków utraflać, tajemnych rad, sprężyn, powodów, 
celów, wpływów szlakować; ludzi znacznych, z uchyleniem 
przybieranćj postaci, w ich własnej wystawiać:" i ubiegać 
się nie mogli, gdyż po innej drodze chodził ich w sztuce 
pisania dziejów odznaczający się postęp. Staraniem ich, 
osobliwie tez Marcina było, zbierać ile możności wszystko, 
zkądby przedsięwzięty przedmiot mógł się opowiedzieć na- 
leiycie. Zadziwiającą jest w tern rzeczą, iz pod ręką miał 
on najnowsze nawet dzieła, które świeżo na zachodzie wy- 
chodziły. Ze jeden tylko przywiodę na to przykład, tak 
zwane sybilińskie wiersze (znane juz w pierwszym po Chr. 
wieku, lecz podrzucone, a bynajmniej od starożytnej Sybili 
erytrejskiej nie pochodzące dzieło,) wyszły po raz pierw- 
szy w Bazylei 1545. Bielski miał je pod ręką, i użytek 
z nich dla kroniki świata wydania pierwszego zrobił (2). 
Układając kronikę tę, miał tez między innemi (wylicza je 
osobno) roczniki nieznanego mi Ablaviusa, z których we- 
dług Sarnickiego (3), miał Jornandes (piątego wieku kro- 
nikarz gocki) wypisywać. Pisząc kronikę polską, miał pod 
ręką dawniejsze kroniki nasze po łacinie pisane, bądź wy- 
dane, bądź w rękopisach znąjdąjące się, tudzież narodów 
nas otaczających, a mianowicie szwedzkie i duńskie (4), 

« 

(1) W artykule o Joachimie Biebkim. Porównaj wiadoinos'ci I. 
442. nstpn. 

(2) O mnienianych księgach sybilińskich, najnowsze pismo jest 
J. A. MoehleTy La Patrologie traduit de fallemand^ ParU 1843. 
w dwóch tomach. Porównaj I. 572. nstpn. 

(3) 986. wyd. Lipskie przy Dhigoszu. 

(4; O czćm mówi Bielsk! ^w kronice polskiój 27. wydania pierw- 
szego. 



413 

• 

węgierskie i niemieckie (1) kroniki, zaglądai na koniec 
i w akta urzędowe. Jakoi odwołiye się nie raz, czy Marcin 
czy Joachim (tamże .272), do listdw królewskich z pieczę* 
darni w skarbcu chowanych. I w tern dziele z całą wystąpili 
Bielscy otwartością. Aczkolwiek nale£eli do rzędu szlachty, 
dawali wszędzie przycinki onąj, za chłopkami, jak mówią 
(tamże 448) niebo£ętami, przemawiając. Zgoła w niczćm nie 
ubliżając prawdzie, szczerze i otwarcie opowiedzieli rzeczy 
pamięci godne; nieoszczędzając nikogo, ale tez nikomu nie 
uwłaczając. Słusznie dzieło to wierszami pochwalnemi 
uczcili Stanisław Grochowski i Jan Smolik, którego tak zwa- 
ne laudes w osobno napisanym o tym wierszopisu artykule 
porównaj. 

2. R. 1560. Mikołaj Rej i Nagłowię. 

ŻYWOT- UCZONY. 

Życic Mikołaja Reja opisał przyjaciel jego Andrzćj Trzy- 
cieski (2), pięknie ale niedokładnie. Oprócz innych' uste- 
rek popełnił i tę, ze czas jego urodzenia mylnie wr. 1515 
położył, gdyż wcześniej bo r. 1507 urodzić się musiał. 
Umarł r. 1568 lub 1569 sędziwej nie doczekawszy się sta- 
rości, z przyczyny złego prowadzenia się w młodym oso- 

(1) Bonfiniusa i Witikinda wspomina tamże 16. 39. 

(2) Znam dwa opisu tego wydania, jedno przy Żywocie poczci- 
wego człowieka z r. 1568, drugie, które w bibliotece Zuhiskich 
czytałem, bez miejsca i roku, lecz rzeczywiście w Wilnie 1606 
w ćwiartce drukowane. Pokazuje się to z przypisania dzieła dnia 10 
Czerwca owego roku przez P. B. D. drukarza Wileńskiego. Prze- 
druk pierwszego druku dał P. Wójcicki w Zarysach 111, 212. nstpn. 



414 

bliwie wieko, o ezem móif ią w niczćm niepodejrzani świad- 
kowie (1). 

.Mikołaj Rej miał pochodzić od sławnych w czeskich 
dziejach Werszowcciw. Zdania tego jest P. Jan Prawosław 
Kanbek (2). Lubo zas swoje twierdzenie tern jedynie po* 
piera, ze i Rfj miał za herb Okszę, przecież sama ta okcf- 
liczAość, ie przodkowie jego nie porodzili się w Polsce, 
lecz do nas przybyli ze Szlązka, (czeskiej od Xrv wieku 
koronie hołdującego,) zdaje się przemawiać za tćm mnie- 
maniem. Drobnostka ta jest wainą w zawodzie pisarskim 
Mikołaja, jak się to wykaie ni£ej. Trzycieski mówi: ie Rej 
pochodził z ziemi krakowskićj, gdzie się przodkowie jego 
ze Szlązka tu przesiedlili. Za czelniejszego przodka daje 
mu tenże Trzycieski Nankiera Opolczyka, który z Kanonika 
krakowskiego Biskupem w ówczesnej stolicy polskiej obra- 
ny został r. 1320 (3). Nie wiadomo kiedy Nankierowie 
w nazwę Rejo w przeszli: wiemy atoli, ze juz na początku 
XV wieku Jan Rej Kanonik krakowski, towarzyszył roku 
1440 do Litwy Kazimirzowi Jagielończykowl (4). Ojciec 

(1) Porównaj u Juszyńskiego artykuł o Mikołaju Reja. Dziedzic 
tego! dalszy, (tuz bowiem po Mikołaju objął dziedzictwo syn jego, 
także Mikołaj. Porównaj przemowę Ambrożego Grabowskiego do 
pism Reja wierszem, w Krakowie 1848 wydanych), Andrzej Rej z Na- 
głowic, wielki hołdownik Bachusa^ zeznał r. 1590 przed urzędem 
starościńskim krakowskim, ,ie szlubował Bogu, nie pić przez cały 
rok więcćj nad pół miary wina codziennie." Porównaj ów akt urzędo- 
wy w dodatkach 39. b. e. 

(2) W Słowianinie Jaszowskiego I. 59. 
(8) Oługosz I. 972. 

(4) Długosz 1.751. 



4i5 

naszego Rej«[Sjtaii|ąław^ mjai wkrakowski^ sieini, po przod- 
kach odziedziczoną, wieś Nagłowice. Zostai^aia ita mąię- 
tność niedawnemi jeszcze ciąsy wręjj^acb Eufirozyny z Jor* 
danów KotIjLO wskiej, ostatniej z linii Reja następczyni, która 
juszyńskiemu (j^H to ^^ ^^^i P^zy opisie życia Reja) 
darowaia ważny rękopis, życia sławnego jej przodka i ów- 
czesnych dziejów dQtyczący się. Juszyński zrobiwszy 
z niego do ppisu życia Mikołaja uiytek, nie wiadomo gdzie 
ten rękopis podział. Ojciec Reja opuściwszy krakow^ą, 
przeniósł się do ziem mskicb, mając tamże dzieriawę na- 
daną sobie od Króla za usługi rycerskie. Tam-to, w Żora- 
wnie nad Dn|eśtrem, urodził się Mikołaj. Pieścił rodzic 
synka, nie troszcząc się o dobre jego wychowanie, z wielką 
ukodą ojczystego piśmiennictwa. Bo młody Rej miał wiel- 
\ie z przyrodzenia do nauk zdolności, lecz ich nie rozwi- 
nięto w nim. A tak przez własne tylko kształcenie się zo- 
stał on znakomit}in pisarzem, i stał się z natchnienia filo- 
zofem praktycznym ten, który mógłby był wyjść n|i naj- 
świetniejszego swojego wieku gieninsza, gdyby był stoso- 
wne iodebrał wychowanie. Oddany do szkoły parafialnej 
wSkarmierzu pod Krakowem (dziś austryackie gim^iazya 
;Kówczesnemi parafialnemi szkołami poniekądby porównać 
można), później posłany do szkół lwowskich, a następnie 
umieszczony w uniwersytecie krakowskim, niczego się nie 
nauczył. Tego wżyciu swojem nader ważnego wypadku 
dotykając Rej (1), obwiniać się zdaje mistrzów swych, 
o małe postępy, które w naukach uczynił. 

Ówczesny uniwersytet krakowski (są to jego słowa) 
darmo tuczył nie jednego z nauczycieli swojego grona, któ- 

(1) W Zwierzyńcu Ust 112 wydania drugiego. 



416 

rzy zamiast strzedz młodych opiece swćj powierzonych, 
czas na fraszkach przepędzali, urzędu swego nie pilnując. 
Tak więc zadziwiać nas nie powinno, co o Reju pisze Trzy- 
cieski, 2e on ze szkół wyszedłszy, mało co, albo raczćj 
nic nie umiał po łacinie. Cbociai później usilnie się starał 
przez własną pracę niedostatkowi temu zaradzić, przeciei 
w pismach swoich najoczywistsze zostawił dowody małćj 
biegłości w naukach, na co kilka dowodów połoSę. Podług 
niego rzeka Nil początek swój wywodziła z Raju (1). So- 
krates filozof zył po Epikurze, Pompejusz był pierwszym Ce- 
sarzem rzymskim, Merkuryusz posłannik bożków greckich 
obcował z Mojżeszem patryarchą Izraelitów (2), Franci- 
szek Dandalus (Dandolo) Książę wenecki, wyklęty od Pa- 
pieża Klemensa III, musiał za pokutę na czworaku przyleźć 
pod stół i leżeć tam u nóg Ojca ś. przez czas obiadu, zkąd 
psa nazwisko z całą swą rodziną odtąd nosił (3). Antygon 
Król aragoński staczał boje pod murami Aten (4). 

Pracując sam nad własnćm wykształceniem, wiele do- 
znawał trudności, pozbawiony będąc dobrego przewodni- 
ka. Rubasznie i po swojemu wyrażając się w tej mierze (5), 
mawiał: ie lepszy jest zawzdy żywy glos, niz zdechła sko- 
ra, co miało znaczyć, ie łatwiej jest ustnie wykładającego 
pojąć nauczyciela, niz macać nauki po foliałach wparga- 
min oprawnych. Nie raz, trafić z księgami do ładu nie mo- 
gąc, wmawiał w siebie i w drugich „iesię więcej mądrością 

(1) Wizerunek 177. 

(2) Wizerunek, 67, 144. Żyw. 134. 

(3) ApókaUps. 1 1 4. 

(4) Żywot 45. 

(5) Żywot 15. 



417 

niz naukami bawić należy (1); to znowu, udobruchawszy 
się, zawierał przymierze ze wzgardzonemi od siebie fllo- 
zofami i historykami, czytanie ich pilne zalecając (2). 

Az do samej śmierci narzekał na to, „ze młodym ludziom 
nie potrzebnie mistrzowie zaprzątają głowy fabułami Owi-? 
dyusza i Wirgiliusza; ze przy gramatyce nie raz bywają 
puki, a dziecko potrze sobie kolana i czoło, (karę często 
odbierając); ze gdy się chłopiec uczy, stoi nad nim brzezi- 
nowy wójt, i nim siecze go ojciec, siecze matka, siecze zak 
(nauczyciel). „Ganił logikę, ganił arytmetykę, a utrzymy- 
wał, „ze wiele pięknych i pożytecznych rzeczy nabyć mozia 
z poetów rzymskich; „wyznawał" ze z mówców wiele wybor- 
nych słów łacińskich łatwo się nauczyć, byle się- ich uczyć 
igrając, byle, czytając łacińskie księgi^ zaraz je na polskie 
wykładać umiano. „Mawiał", ze gramatykę zrozumieć łatwo, 
byle się jćj uczyć wtedy, skoro się weźmie pochop z łaciń- 
skich pisarzy do jćj zrozumienia: ze dobra jest filozofia, 
nie ta, która uczy kręcić, lecz ta, która naucza stateczno-* 
ści, a rozmyślnego uważania w każdej sprawie, iiby się 
kaidy sam w sobie słusznie rozsądzić, a jako ono opowją«- 
dąją/swą się własną piędzią rozmierzyć umiał (3). „Co ja^- 
wnie dowodzi, ze Rej nie naukom, lecz złemu ich. wykła^ 
dowi i złemu zastosowywaniu przygąniał, i ze słuszny 
miał zal do swoich nauczycieli, iz ćwicząc go w naukach, 
raczej niesmak niz zamiłowanie do nich wzbudzili w jego 
umyśle, rozwijać go nie chcąc, czy nie umiejąc. 

(1) Mędrzec nie uczony sthicze djabła, by szermierz prostą sztu- 
ką^ gdyż nauka Jest jako kwiat na drzewie, a mądrość la, owoc sta- 
nie. Wizerunek 80. 

c2) Żywot 8. 

(3) Wizerunek 6, 87, 88. Żywot 7, 12, ,13. 

Fiśmnr. połs. t. i. 53 



418 



JAKIM CZŁOWIIKIEN, TAKIM PfSARZIM BYŁ RBI. 

To też Rej, stanąwszy raz w sprzeczności z samym so- 
hą, zostawał w nićj przez całe życie, i był niby trzcina, 
ktdrą w tę lab owę stronę naginał wiatr dowolnie, mimo 
oporu, na który się daremnie zdobywało giętkie jego ciało. 
Jakoż dopiero przy schyłku życia, oparł się^ umysł Reja 
burzom namiętności statecznie. Kiedy, niczego się w szko- 
łach nie. nauczy wszy, oddany został na dwór Tęczyńskich, 
celem przetarcia się w świecie, i gdy (amze obudziła się 
w nim chęć do nauk, do tego nawet wzniósłszy się sto- 
pnia, ze ramować począł: kiedy następnie pisząc juz gład- 
ko, zwrócił na siebie uwagę spółwyznawców helweckiego 
kościoła, którego się trzymał, i namową ich wiedziony po- 
święcił się cały pisarskiemu zawodowi, wtedy dopiero za- 
czął się uczyć na dobre, lecz nie umiał się uczyć. Stanął 
więc powtórnie na rozstaju, a obierając drogę, po której- 
by mógł zajść do celu, zamiast w prawo, poszedł w lewo, 
zamiast się poświęcić rzymskiej literaturze, chwycił się 
łaciny, i tak się jej uczepił mocno, iz nie chciał juz żadną 
miarą przekonać się o tem, ze plewy bierze za złoto, ze 
nie prawdziwemu bóstwu, lecz bałwanowi hołduje. Był 
wszakże jeszcze czas po temu, bo mu jeszcze pora kształ- 
cenia się nie przeszła, i Rej, który pisarzem zostawszy, 
nigdy się od nauk nie uchylał, byłby może przeparł w so- 
bie upór, gdyby go znowu okoliczności, odwiódłszy od do- 
brego, nie były w sprzeczności postawiły z sobą. Okrzy- 
czany przez spółwierców za mędrca (mimo utyskiwań na 
to świadomszych rzeczy,) i temu uwierzywszy, nie dał się 



419 

niczem przywieść do tego, ażeby w naukowym celu odwie- 
dził obce kraje (1), lub własne nawet zwiedził kąty, przy- 
patrzył się rozległej Polsce, poznał ją lepiej , nią się prze- 
jął, i pojął ji^j potrzeby. 

Zalediiie ze się na przcjaidzkę do Litwy zdobył, do- 
kąd go nie żądza poznania kraju, lecz zażyłość, jaką miał 
z Mikołajem Naruszowicem , Sekretarzem i Sprawcą kan- 
cellaryi wielkiego Księstwa Litewskiego (jemu swoje Apo- 
kalipsę przypisał), powiodła. Gdzieindziej wyjechać nie 
było czasu, lubo się ten zawsze znalazł na zabawy. K'woli 
nim jeździł na zjazdy i na sejmy, te tylko pełniąc dla 
kraju posługi, do których go przymus nie wiązał. K'woli 
nim jeździł na dwór królewski i do pałaców możnych, acz- 
kolwiek inawiał, iz nie ma we zwyczaju wychylać się z do- 
mu (2), gdyż u siebie znajduje, coby go oświecić, coby mu 
ukochanej swćj Polsce blizko się przypatrzyć dało. Bo ma 
podostatkiem ksiąg, ma zawsze przy boku dobraną druży- 
nę, ma czas na zabawę i na pisanie, i umie korzystać z ka- 
żdej chwili, dla własnej i ziomków nauki. I tak tez było. 
Mając z przyrodzenia 'ponętę do iycia zgiełkliwego, ota- 

(1) Na co narzekając chwalca jego Trzycieski (on to bowiem 
napisał wiersze na obraz Reja, przy jego Apokalipsie umieszczo- 
ne,) w żywe mu śpiewał oczy: 

Aby tie by^ gdiye daley nie wszytko ta ćwiczył, 

Byłby dnifi Homerui, ftlbo Polski Plato, 

Acz nam jednak polakom, przedtie ttoi ta tho. 

(2) Juź ty kolac iako clicetz botem podkowanym, 

Juił «ie więc tam pnjrpatruy tciaDaro malowanym, 
Bi^ay za naatołkami, a polewki cliwatay, 
A iako kędy mozetz, tak twe tzczęście łatay. 
Jam ini tak doma liedząc, obr^ tobie pokoy. 

taki napis położył pod herbem swym w Zwierz, list 64, 



420 

czai się wielką paniąt i ludzi młodych zgrają, którzy tćm 
diętniej wieszali się okoio swego ulubieńca, gdy umiał ka- 
idemu trafić w myśl, będąc O^k się wyraził Trzycieski,) 
człowiekiem zachowałym, dworskim, znajomym wszem, 
csyli we wszystkich doświadczonym psotach. Zkąd (jak się 
wyraził tenże,) rosła mu sława rozumu u wszystkich sta- 
nów ludzi, iz go za wielki skarb mieli sobie wielcy i mali. 

Tak czas swój podzielił, iz we dnie (mówi tenże) bawił 
się towarzystwem i muzyką, a pisywał nocą, wylewając na 
papier, co mu na myśl przyszło. To znowu postawiło go 
w sprzeczności z sobą, bo pracując w ten sposób , mając 
ciągle rozproszone , w różne strony skierowane i rozrzu- 
cone myśli, nie mógł się nad rzeczą zastanowić należycie, 
nie mógł z namysłem i rozważnie pisać. Przemogło wre- 
szcie lepsze przyrodzenie, i przywiodło go do tego, ie 
z czasem zmienił sposób życia, wziął rozbrat ze światem, 
i zawód swój pisarski na pierwotny tryb skierowawszy, zo- 
stał znowu czem był w młodości, pisarzem przyrody, lu- 
dowo-narodowej literatury utwierdzicielem, przewodnikiem 
dla młodzieży w nauce obyczajowej, jakiego samemu po- 
zazdrościł los niegdyś. Porzuciwszy przeto światek, który 
mu za młodu bardzo smakował, stawszy się skromnym, 
trzeźwym, spokojnym (słowa są Trzycieskiego), porzuciw- 
szy wszystko prócz pisania, przyłożył rękę do ostatniego 
dzieła, w którem niejako odwołał wszystko, co niegdyś 
na papier wylał. Trzy lat czasu wystarczyły na zmazanie 
grzechów, które przez dziesięć lat (odr. 1557 w którym 
Postilę swą wykończył) broił, których nie dawno temu 
składem uczynił swoje pismo, wielkie z pomysłu, płaskie 
w wykonaniu. Co albowiem w Postili, co w Zwierzyńcu, 



421 

r. 1564 powtórnie wydanym, rzekł byi o katolickiem da- 
cbowieństwie, to odwołojąc w Żywocie poczciwego czło- 
wieka r. 1567 ogłoszonym, z uwielbieniem wspomniał o 
Biskupach poiskicłi, chwaląc ich za cnoty obywatelskie, ,M 
chętnie podejmowali się znosić ofiary dla publicznego do* 
bra, bezpłatnie sprawując urzędy, o własnym koszde po* 
słując dla rządu u dworów zagranicznych". Wtedy to ów 
Rej, który niegdyś flikiem i bukiem dowodził prawdziwo* 
ści sw}xh zdań, (do pięści uciekając się nie raz), kaidemu 
oddawał sprawiedliwość, nikomu (nawet swym spółwier. 
com) nie pochlebiając (dał tego dowody w Apoftegmatach), 
i bez względu na zdania, kłaniając się wszystkim, o któ- 
rych znał z własnego uważania i z powieści ludzkich, „ze 
wiedzą i rozumieją, co chrześciańskiemu człowiekowi wie^ 
dzieć i rozumieć należy, a co gorliwemu o dobro kraju 
obywatelowi, który rzeczy przyszłe dla dobra rzeczy-po«> 
spolitej przepatruje (1)". 

PRZYGOTOWAME DO WYROKU O PRACACH REJA IfAUKOWYCH. 

Zawód pisarski osobliwego tego człowieka został oko- 
licznościami pchnięty na tę kolej, na której go ujrzymy. 
Przypadek to bowiem zdarzył, ze Rej, spowinowacony bę- 
dąc z Prałatami rzymsko-katolickiemi (2), przystawszy do 

(1) Słowa są Reja wyrzeczone w przypisaniu Żywota poczciwe- 
go człowieka Albrycbtowi Łaskiemu, sławnemu i swego czasu wie- 
lowładnemu pauu. 

(2) Miał za zonę Kosownę z Sędziszewa pod Rzeszowem, sio- 
strzenicę Rozyca-Borzyszewskiego, ktdry z archikatedry lwowskiej, 
na arcybiskupstwo gnieźnieńskie po Ksiązęciu Fryderyku Kardynale, 
synu Kazimirza Jagielończyka, zmarłym na chorobę przjmiot, na- 
stąpił. 



422 

kościoia helweckiego, zostai najgorliwszym protestanty- 
zmu głosicielem; ze za namową spółwierców zawodowi się 
pisarkiemu poświęciwszy, stał się z nieuka pisarzem, a pi- 
sarzem nie lichym: gdyż dziś nawet, po upływie trzech 
wieków, ma on znaczenie w naszej literaturze, a w stylu 
polskim pierwszej doby dotąd celąje (wykażemy to w na- 
stępnym tomie naszego dzieła,) tak, iz teraz jeszcze do 
niego zastosować można Trzycieskiego słowa (przy Żywo- 
cie poczciwego człowieka): 

Rej bowiem, jako mówią, ty sam w Polszczę wodzisz, 
W naszym polskim języku ty sam przodkiem chodzisz. 

Dziwuje się temu Juszyński, zkąd Rej ów nieuk, gdy 
wystąpił z swą Postilą, pokazał się w niej uczonym, w pi- 
smach Ojców świętych obojga kościoła, wielce obczytanym 
pisarzem, chociaż po łacinie nic, albo mało umiał, a przeto 
czytywać ich nie mógł: i ztąd wnosi, ze to nie Rej, lecz 
jakiś zboru helweckiego Minister w Polsce, wydał Postilę 
pod imieniem jego, tern pewniej, gdy Jan z Woźnik spół- 
wyznawca Mikołaja, wyrzucał mu publicznie, iz się w tem 
dziele, niby owa bajeczna kawka, w cudze ustroił piórka. 
Lecz pominąwszy tę okoliczność, iź gdy od wydania prze- 
kładu psalmu (r. 1533) a ukończeniu Postili (r. 1557) lat 
dwadzieścia cztery upłynęło, i gdy w tym przeciągu czasu 
mógł się dobrze Rej z łaciną zapoznać, której znajomości 
dawał odtąd wielkie dowody w swych pismach, poetycznej 
zwłaszcza treści; to, mówię, pominąwszy, można właśnie 
ztąd, i z zeznania Jana z Woźnik powziąć to przekonanie, 
iz sami protestanci w piórka owe ustroiwszy go, do pisar- 



423 

stwa gtębBzego zaprawili; ze z ich namowy zostai Rej teo- 
logiem mimowolnie, i ze skoro się raz z obowiązku swego 
wywiązał, więcej się koscielnością zajmować nie cbciai, 
ale w inną skierował się stronę, satyrze i obyczajowości 
poświęciwszy się odtąd wyłącznie. 

Protestanci wystrychnąwszy Raja na teologa, sobie 
przez to i polskiej literaturze usłużyli dobrze. Trafiwszy 
łatwo do człowieka, w którym czeska, husycka krew wrza- 
ła, i rozsiewaczem go swych zrobiwszy myśli, sprawili 
przez to, iz musiał koniecznie iśc taką drogą, na którą 
był raz wstąpił: ze musiał pisywać po polsku, i ażeby tern 
więcej zjednać mógł słuchaczów swój mowie, musiał zyć 
popularnie: ze mimowolnie nawet musiał się stać ludowo- 
narodowym pisarzem, otwarcie i serdecznie a rubasznie 
mówić, gdy właśnie szło o to, ażeby trafiał do serca, a 
przez to ayednywał jak nąjwięcćj protestanckiej sprawie 
zwolenników: ze chociażby i chciał, nie mógł zostać nau- 
kowym, lecz musiał pozostać natury pisarzem, jak Kato 
Cenzor u Rzymian, jak Jakób Rousseau u Francuzów, po- 
mimo ze się naukami zajmował wielce. Wielkie bowiem ma 
z nimi podobieństwo Rej, i wielce różni się od nich, co wła- 
śnie szczęśliwszemu usposobieniu, jakiem go przyrodzenie 
obdarzyło, zawdzięcza. I on samemu sobie winien ukształ- 
cenie swoje, (do czego się wziął nier>xhło i niezręcznie, 
bo czasu nie było staranniej około nauk chodzić); i on za- 
dziwiał głębokością myśli i wzniosłością duszy. Pomimo 
to jednakże mędrcem nie został, a nie został przez to, ze 
rozum kładąc za główny warunek oświecania się, nie umiał 
go podsycać; ze, ciągle uprawiając a nie użyźniając, wyją- 



424 



ławiał go, ze go zagłuszał chwastefti, wyzwalając się 
z więzów przyzwoitości, a nawet od względów i stosun- 
ków, nie tylko światowych, lecz i duchowych, wyswobo- 
dziwszy się. I on, aczkolwiek nosił na sobie owej surowo* 
ści piętno, podobał się naturalną swą prostotą: lecz gdy 
w najwyższych warstw narodu towarzystwach chętnie wi- 
dywany bywał, nie musiał jak owi ckliwość sprawiać gbu- 
rowatością i szorstkością swćj powierzchowności, i wiedział 
o tern pewno, gdzie i co mówić, i jak się w karbach przy- 
zwoitości zachować należy. Widać z pism Reja, widać z ca- 
łego żywota toku, ze to nie był ani uprzykrzony zrzęda 
jak Kato, ani samowolny utrapieniec jak Rousseau, lecz 
był człowiekiem czynu i życia, sobie i drugim, o ile siebie 
i ducha czasu pojął, użyteczny; ze jako mąz wytrawionćj 
myśli przejrzawszy się na wylot, i przekonawszy o tem, co 
ma w sobie dobrego co złego, pojął zawczasu, dokąd i jak 
skierować trzeba życia nawę, by naprawić, co zepsuł. Jak 
Rzymiamn i Francuz był i Rej róźnohtej barwy, i jak owi, 
próżno się na pole nauk puszczał. W wymowie im zrównał, 
a przewyższył obudwócb obrazowością języka , który pla- 
stycznie jako teolog, poeta, moralista ukształtował. 



Rli JAKO TIOLOG (WYLICZENIE PISM I KRYTTKA). 

Są dziś nader rzadkie ekzemplarze dzieł Reja, i one 
bowiem, i to słusznie, w poczet zakazanych pism policzone 
zostały przez cenzurę duchoi^ną (porów. Jochera III. 391). 
Teologią rozpoczął on od przekładu pieniów Dawida poje- 
dynczych, z których setny trzynasty psalm juz r. 1533 wy- 



425 

szedł z druku (1). Snadź z czasem dopełni wszy przekład, 
wydał całkowity Psałterz wraz z modlitwami, jak zeznaje 
Trzycieski. Jeszcze przed r. 1838 miał się znajdować 
ekzemplarz tego dzieła (ze znanych jedyny,) w bibliotece 
gimnazyum toruńskiego, gdzie, jak upewnia, widział go 
R Józ. Łukaszewicz (2), a gdzie, zwiedzając tę bibliotekę 
r. 1844, juS go nie znalazłem. Mniema Sobolewski (3), ze 
ekzemplarz Psałterza bez początku i końca, który się w bi- 
bliotece warszawskiej znajduje, a którego P. Lelewel (4) 
za pracę Reja uważać nie chce, jest istotnie przekładem 
Reja, przed r. 1548 drukiem ogłoszonym. Wszakże gdy, 
wyjąwszy psalm pierwszy u Stanisława Szarfenbergera 
wydrukowany, wszystkie inne u Łazarza (którego drukar- 
nia od r. 1550 zaczęła być czynną), lóżnó wyszły, przeto 
gdyby owego roku miał był całkowity Psałterz pokazać 
się, pocózby Rej osobno je dalej był drukował? Później 
więc (może około r. 1555 jak się domyśla P. Bentkowski 
lub 1560, jak inni) (5) wyjść musiał Psałterz Reja, o czćm 
dziś z pewnością powiedzieć nie możemy. 

(i; Posiada go osobno drukowany biblioteka gimnazyalna war< 
szawska. Inne róznemi czasy wydane zebrawszy oprawiono razem 
z rozllczncm! pismami, nadawszy dziełu nazwę Kancyonału. Ekzem- 
plarz dzieła takiego puławski opisał kocher III. 211. nstpn. i psalmy 
ow^ przedrukował. Takowyz ekzemplarz oglądałem w Sieniawie. 

(2) Nowe W7pisy polskie (Poplińskiego). Część druga, w Lesznie 
1838. Porównaj 113. 

(3) Joch. II. 22, 142, nstpn. 

(4) Bibl. ks. I. 114. 

(5) Porównaj Włszniewsk. Ust. lit. VI. 512. nstpn. 



FIŚMIEK. rOŁ8. T. I 



54 



426 

Po Psałterzu wydał Postylę, ktOra raz za jego życia, 
a po śmierci dwakroć jeszcze wyszła. Ponieważ wydania 
te, których sam nie oglądał, podług notat Juszyńskiego 
opisał Jocher (II. 441, 681.), a opis jego nie zgadza się 
,z drukami w bibliotekach gimnazyalnej i akademii rzymsko* 
katolicko-warsza\¥skiej znajdującemi się (pierwsza wszyst- 
kie trzy wydania w ekzemplarzach uszkodzonych, druga 
całkowity ekzemplarz wydania trzeciego posiada), które 
czytałem, przeto bliżej je opisuję. 

Wszystkie trzy wydania są w kształcie arkuszowym, 
i na tyleż podzielone są części. Pierwsze wydanie od po- 
czątku i końca uszkodzone, ma na czele nieliczbowanych 
listów 15. Na nich znajduje się: wiersz na orła polskiego, 
(iż Orzeł yest własnye przywłaszczon za herb a za klenot 
Królom i t. d.,) wirsze (tak) pod herb tego kroleicskyey 
MUosći J. L. (napisał, rozumie się. Któż był ów J. L.?), 
przypis Zygm. Augustowi, przemowa do czytelnika (każde- 
mu krześćiańskiemu Rycerzowi i t. d.), ku temusz napomi- 
nanie^ na zacną osobę, slachełnego Mikolaia Reya z Na- 
głowic (pod obrazem podpisano, że miał lat od urodzenia 
50), na jego herb Oksa dwa wiersze, dalej rejestr, po któ- 
rjm idzie Ostatnya przemowa. Następują Ewanielie na trzy 
rozłożone części. Pierwsza idzie od 1—136 listu, i ma, jak 
rzekłem, wydarty tytuł. Część druga ma napis: Nauk świę- 
tych a prawdziwych słów Pańskich wtóra cześć. Klora 
iui w sobie zamyka powinność każdego krześćianskyego 
człowieka^ iako ihu ma swoy zywoih zachować i/? cnotli- 
wych sprawach swoich, tak przeciwko Panu swemu, iako 
y bliźniemu swemu, (co w pięknym jest drzeworycie, pod 
którego spodem z prawej ręki r. 1556,) ma listy od 137 do 



427 

241, i kończy się odezwą ku temu co czytał. Część trze- 
cia zaczyna się od listn 242, a kończy się oa liście 317 
(rozkład tej części taki sam, jak w wydaniu trzeciem, o 
czem niSćj) przemową Do tego co czytcU. Ostatnie j^j sło- 
wa brzmią: ,Ą dokończyło się dnia Y Stycznia, Roku f ańsk. 
1537". List na koniec 318 zamknienie dzieła wierszami 
i rejestr zawiera. Wydanie drugie będące bez początku za- 
czyna się od iistu 8, a idzie wciąi a£ do 356. Następi^ą 
dwa listy nieliczbowane. Przy końcu pierwszego stoi: A do- 
kończyło się dnia XXI III Ciyrwca Roku Pańsk. 1 560. Na 
odwrotnej stronicy jest: „Zamknienie a namowa ku dobrym 
towarzyszom*. Drugi list rozpoczyna się wierszem „na za- 
cność Oxey Herbu", po którym drzeworyt wystawiający 
herb, a za nim ów wiersz. Pod spodem listu czytamy: „Je. 
K. M. Typograph Maciey Wirzbięla imprimował 1571". 

Drugie to wydanie zgadza się z trzeciem, dwa owe nie- 
liczbowane listy wyjąwszy, których tu nie masz. Znajduje 
się zaś wiersz na herb i zamknienie, żywcem z pierwszego 
wydania wyjęte. To wydanie trzecie jest więc przedrukiem 
drugiego, z pewną odmianą, na co uwagę zwracam. Tytuł 
jego brzmi tak: Postilla Polska To test, Wykład prosty 
Etnangelij niedzielnych y świąt uroczystych^ które icedle 
zmyciaiu dawnego w Kościele Boiym czytane byicaio. Te- 
raz znowu z wielką pilnością y uważnym przeyzrzeniem 
wydana. Nakładem zacnie urodzonego Pana Michała 
Frąckiewicza z Radzimina, Podkomorzego ziemie Poło- 
ckiey. w Wilnie u Jakuba Markowicza sługi Je. X Mści. 
Pana a Pana Krzysztofa Radziwiła Woiewody Wileńskie- 
go etc. etc. Roku Pansk. 1594. Na drugićj karcie wiersz 
na herb Frąckiewicza, i drzeworyt herb ów wystawiający: 



428 

na odwrotnej stronie karty jest wiersz.do tegoż, przez Jana 
Kozakowicza Litwina. Trzecia karta rozpoczyna się prze- 
mową do chrześciańskiego rycerza, (każdemu krześćianskie- 
mu Rycerzowi na tym świecie i t. d.), której trzy karty. Po- 
czem rozpoczyna się Postila, w trzech częściach. Pierwsza 
i druga wciąż ma liczbo wane stronice, jest icff 817. Trze- 
cia ma osobno liczbowane, jest ich 165, i ostatnią kartę po 
jednej drukowaną stronie, gdzie stoi: Do tego co czytał, 
jak w wyd. pierw. Układ ewanielii inszy, niz w wydaniu 
temze. Bo każda kończy się Summa z lej wszytkiey 
Ewanieliey i t. d. Na stronicę 11. części I. II. zachodai 
ewanielia pierwsza. Wtóra w piątym zaczyna się wierszu. 
Początek jej: A^^:: miłościwy Pan^ ii byl obiecan przez 
Proroki. Wtóra część, rozpoczyniyąca się na karcie 495 
po jednej stronie liczbowanej, ma napis: Wtóra cześć świę- 
tych nauk a pratcdziwych slow Pańskich. Która tu w so- 
bie zamyka powinność każdego Krześćianskiego człowie- 
ka, iako tu ma swoy źytcotj y krześciańską powinność 
swoich, tak przeciwko Panu swoiemu, iako y bliźniemu 
swoiemu. Na karcie następnej czyli 496 str. jest Ewanielia 
pierwsza po świętey Troycy, jak w wydaniu pierwszem. 
Trzecia część ma na tekście tenże tytuł, po czem ku temu 
co będzie czetł, a na odwrotnej stronicy stoi: Ewanielia 
pierwsza o wcieleniu Pana naszego, tak samo zgoła, jak 
w owem czyli pierwszem wydaniu. 

Zebrawszy wszystko, cośmy o wydaniu Postili rzekli, 
pokazuje się: ze zanim dzieło przysposobione do druku zo- 
stało, już był gotowy tytuł do wydania jego, rokiem po- 
przednio zrobiony. Zkąd wypada, że chociaż na tytule rok 
1556 stoi, jednakże dzieło roku 1557 dopiero wyszło, i że 



429 

ci, którzy ten lub ów rok wyjściu jego naznaczają, mają 
poniekąd słuszność za sobą (i). Względem drugiego i trze- 
ciego wydania wątpliwość żadna zachodzić nie może, gdyz' 
na nich wyraźnie rok stoi. 

Nader się, mówi Trzycieski , spodobało to dzieło ów- 
czesnej publiczności , i waznem stało się w piśmiennictwie 
przez to, ze spowodowało wydanie Postyli katolickiej, któ- 
rej dotąd nie było; i ze się stało celem sporów religijnych, 
które, ale dopiero po jego śmierci, wiedli z Rejem Kapłani 
zgromadzenia Jezusowego. Jakób Wujek, w^ przemowie do 
swojej Postyli, tak się w tej mierze wyraża, obracając mowę 
do Adama Konarskiego Biskupa poznańskiego: „ii się dzi- 
siejszych czasów tak wiele Catechizmów, Modlitw y Tra- 
ktatów Kacerskich językiem Polskim namnożyło, nad to y 
Postylle są wydane, którymi bardzo wiele nie tylko pro- 
stych, ale y Rycerskich ludzi y osób przedniejszych (czego 
się Bóg pożal) od jedności Kościoła Bożego y powszechnej 
wiary, na tę nową Luteranową, Kalwinową, Serwetową 
Ewangelią zwieść się dało, jest tego wielka potrzeba aby 
przeciwne lekarstwo także językiem Polskim podane było, 
y tym którzy słoja żeby nie upadli, y tym co upadli żeby 
powstać mogli. Ano przeciwnicy snadź niczym więcej nie 
stoją jedno językiem przyrodzonym, którym snadnie zwo- 
dzą niewinne, proste a nieumiejętne ludzie, y przetosz się 
też na ten najwięcej zdobywają. Bo iż inne pisanie opusz- 
czę, maią oni od kilkunaście, jeśli nie od kilkudziesiąt lat, 
kilka Postyl swoich, językiem polskim napisanych. Samem 

' (1) Pierwszy rok pokładają Bentkowski, Juszyński, Lelewel: co 
niepotrzebnie gani Osiński. Porówn. Lelew. bibl. ks. II. 209 



480 

się teęo napatrzał, ]£ nie tylko w Miesckich y Slacheckich 
domiecb, ale y między naszymi Kapłany, wiele się Postyl 
Kacerskich zawadzało: a niektórzy ich y na Kazanie swoje, 
juz nie tylko po wsiach, ale y po Miasteczkach uiywali: a 
zwłaszcza Rejowćj, która dla dwomości a gładkości mowy 
języka Polskiego między innymi górę otrzymała". 

Powiedział Jan Zrzenczycki (w anatomii Uartynusa Lu- 
tra), ze nie ze swćj głowy pisał Rej Postyle, ale wylał na 
papier, cokolwiek. usłyszał od czarta. Jakób Wujek zarzu- 
cał mu: „ze wPostylach swoich małżeństwo nad panieństwo 
przekładał, utrzymując, ie to jest stan najpobozniejszy, 
ze się żaden P. Bogu \vięcej nie podoba, ze nie może być 
wdzięczniejszy klasztor ani zakon poczciwszy u niego, jako 
jest małżeński, i że nie jest żaden inny, jedno ten z woli 
a z ustanowienia jego (1); że obrazy i pamiątki świętych 
i wybranych bożych Belzebubami nazywał (234); że wy- 
kładał pismo ś. nie ucząc się go nigdy, jako ten, który swe 
lata w żartach, w kartach, we dworstwie, szyderstwie, kun- 
sztach a rymowaniu strawił (338); że utrzymywał jakoby 
przyczynienie się do Boga za nami innych na nic się przy- 
dać nie miało, gdyż każdy za siebie modlić się i łaskę upra- 
szać sobie od Boga powinien (392); że naucza, iż wszelka 
modlitwa prostą być powinna, gdyż się P. Bóg nie kocha 
we wielomowoych a wydwornych słowach, i że pacierze 
wszetecznic nazywał niedźwiedziem mruczeniem, nie po- 
trzebnem szemraniem, różańcami kołataniem a wielomó- 
stwem (395); że Jezus Chrystus nie uniósł z sobą do nie- 

(1) Str. 117. wydania pierwszego Postyll Wujka. Na toz wydanie 
i stronice dzieła wskazują liczby w naszym tu poumieszczane te- 
kście. 



431 

ba Ojców śś., ale jako więźnie zabrat śmierć, grzech i dja- 
bia (403); ze P. Jezus nauczał uczniów swoich, ażeby zie- 
go losu, jaki na nich spaść może, nie uwazaii za pogorsze- 
nie stanu swego zesłane im od niego (414); |e słowa Chry- 
stusa Pana wyrzeczone do uczniów, gdy im chleb podawał, 
^to jest ciało moje" nie dosłownie, lecz przenośnie rozu- 
mieć należy, i ze P. Jezus pie chciał, ażeby je tak rozumia- 
no, jakoby się istotnie on chleb w ciało jego przemienił 
(509. 510); ze utrzymuje, iz żadnemu wiernemu po śmier- 
ci, ani modlitwy ani ofiary nic nie pomogą (530); ze słowa 
ewangelii ś. o przejściu Łazarza na łono Abraama fałszy- 
wie rozumiał (532); ze Biskupów i inszych Kapłanów 
w owczem odzieniu, a z wilczemi paszczękami namalował 
w Postylach swoich (608); ze posty i świeczki oflarowy- 
yirane do kościoła przez pobożnych wymysłami, a wynalaz- 
kami Księży nazwał (615); ze nauczał, iź krótka a szczera 
modlitwa jedynie podoba się P. Bogu, i ze pilnie sprawo- 
wać obowiązki swoje, toź samo znaczy, co modlić się go- 
rąco w kościele (649. 650); ze zakonników z Faryzeusza- 
mi złośliwemi równał (710); ze P. Bóg nie zakazał praco- 
wać we święta, ale zakazał upijać się i wsżeteczny prowa- 
dzić żywot (716); ze więcej nad to, co mdłe a grzeszne 
przyrodzenie nasze pozwala, a więc i miłości większej dla 
siebie, nie może po nas wymagać P. Bóg (726); ze Kapłan 
będąc sam grzesznym człowiekiem, grzechów odpuszczać 
nie może grzesznikom (741); ze nie z cudów, które Chry- 
stus czynił widać bóstwo jego, gdyż on większy jest nad 
cuda, zwłaszcza gdy i czarownicy wyprawiają dziwy brudne 
do pojęcia (763); nakoniec, że powstawał przeciwko bęz- 
żenności Kapłanów (796)". 



432 • 

I 

Mikołaj Rej nie posiadał tyle nauki, ażeby w sporach 
religijnych mógł był coś z własnej powiedzieć głowy: 
wszystko u niego jest pożyczane od teologów protestan- 
ckich, zwłaszcza francuzkich i niemieckich tych, którzy po 
łacinie pisali. Powtórzył tylko ich tudzież Czechów myśli, 
a ie się Postyle jego podobały w Polsce, to uroczej jego mo- 
wie i ówczesnemu usposobieniu umysłów przypisać należy. 
Wszakże przesadą ujął dziełu wiele wdzięków wraz z wy- 
dawcą tegoż. Bo pisarz i księgotłocznik wysadzili się na to, 
aieby ochydnemi obrazami zeszpecić całe dzieło. Nie do- 
pięli wszakże celu, rozśmieszyli raczej, aniżeli pociągnęli 
ku sobie rozsądnego czytelnika; wprawiwszy go w to 
mniemanie, ze Rej nie poznawszy rzeczy z gruntu, dał się 
uwieść gwałtownym namiętnościom, i nie miał tyle mocy 
nad sobą, ażeby zabronił językowi wygadać przed światem 
myśli przez siebie nie wytrawionych; księgotłocznik zaś 
ie dla zysku, chcąc tem prędzej pozbyć się przedmio- 
tu handlu , ustroił je w szaty, w jakieby zaledwie byli 
swoje ubrali dzieła, gwałtowny Hussyta (brat czeski), po- 
pędliwy zwolennik Lutra, lub krzykliwy Hugonota. U Reja 
miejsce rozwagi lżenie, miejsce nauki łajanie, miejsce oświe- 
cenia krzyki zajmują. Gwałtowna namiejętność owładła 
jego duszę, i odjęła wiele uroku męzkićj i powabnej jego 
mowie, który po całem tem dziele rozlany jest wszędzie. 

• 

Trzeciem z porządku dziełem religijnej treści jest Apo- 
kalipsis czyli objawienie świętego Jana, które u Macieja 
Wierzbięff/ r, 1 564 wydał w ćwiartce. Ponieważ poprze- 
dnicy moi (zwłaszcza J. S. Bandtkie, który w historyi 
drukarń krakowskich, pierwszy dał je poznać dokładnie,) 
opisali to dzieło bibliograficznie, a P. Wójcicki (w dodatku 



433 

do drugiego tomu swćj historyi literatury) przedruk jego 
(lubo nie całkowicie, z opuszczeniem właśnie tego, co się 
do opisu Polski stosiye) uczynił, zkąd czytelnik może po- 
niekąd obeznać się bliżej z tern pismem; przeto, nie rozwo- 
dząc się nad nićm, powiem tylko, iz Rąj ułożył to dzieło 
podług łacińskiego przekładu Apokalipsy, który Henryk 
Bulinger (ur. 1504, [um. 1376) teolog szwajcarski (Zy- 
gmuntowi Augustowi dobrze znany, gdyż z nim listował 
ten Król) (1) zrobił, czyli raczej ze naśladował oryginał 
w piśmie swojem. Albowiem sam tylko tekst Apokalipsy 
przełożywszy, opuścił objaśnienie Bulingerowskie, a dodał 
własne, i zrobił wykład swój w duchu etyki, czyli moralno- 
ści chrześciańskićj. Widać z tego dzieła juz niejaką odmianę 
w sposobie myślenia piszącego, aczkolwiek i wniem szydzić 
z obrzędów kościelnych nie zaniedbał, jak się okazuje z o- 
pisu świętych Patronów, o czćm w przywiedzionym (w do- 
datkach do tego dzieła) Ambrożym Korczbork Rożku, do- 
czyta się każdy. 

Juszyński (w artykule o Reju) liczy do prac nauko- 
wych Mikołaja tak przez siebie nazwane Ewangelie i Epi- 
stoły bez miejsca i roku w ósemce, jak mówi, wydane,.uwa- 
iając je za nowy Testament przez niego przełożony, a uwa- 
iąjąc dla tego, iz w Postyll sąewanielie tak samo co tu prze- 
łożone. Przy tej uwadze kładzie P. Jocher IL 370, znak za- 
pytania, powątpiewając snadź o Juszyńskiego twierdzeniu. 
I słusznie: bo i owszem wcale inny w obudwóch dziełach 
jest przekład ewanielii, wyjąwszy niektórych wyrazów po- 

(1) Siarczyńskiego obraz wieka panowania Zygmunta UL Poró- 
wnaj L 12. 

nlicm. FM4. T. !• 55 



434 

dobieństwo, co przecież niczego dowodzić nie może. Tak 
od Joszyńskiego nazwane Ewanielie i Epistoły znajdują się 
w ekzemplarzu (1), kształt ósemki małej, czyli raczej dwu- 
nastki mającym, który biblioteka warszawskiego gimna- 
zyum posiada. Nie ma w nim początku, jest koniec. Dzieło 
grube na dwa alfabety, duiemi i małemi głoskami ozna- 
czone.. Karty ma nieliczbowane, po brzegach floresami 
ustrojone. Na piątćj kartce są wiersze (jest ich 18) z na- 
pisem: Czcicielowi dobry Towarzysz. Początek ich: 

Wiedz każdy chrześcijański człowiecze, 
Iz to jest rzecz nalepsza na świecie, 
O %ym wiedzieć a oto sie starać, 
Nie wszytko sie tez tym światt m parad. 

Na odwrotnej stronicy czytamy: Cząsłhki Epistoły 
Ewangeliy, tak Niedzielnych^ Postnych^ iako y Świąt 
Chrześciańskich, przez wszytek Rok, s słowa do stawa na 
rzecz Polską przełożone. Po x idąca karta siódma ma na 
odwrotnej stronicy (zachodzące na ósmą kartę) wiersze ku 
temu co czedł. Po czem, od karty y, są Historie męki Pa- 
na naszego Jezu Christa od czterech Ewangelistów wypi^ 
sanę, z mcłszą pilnością nizli przedtym wyprawione. Idą 
a£ do końca czyli do arkusza ee, którego jest kartek czte- 
ry. Po kartcf^, spółgłoską h oznaczonćj, znajdująca się na 
drugićj kartce ewanielia, brzmi tak: .W on czas mówił Je- 
sus uczniom swoim: Gdybyście tedy uźrzeli brzydliwośc 
spustoszenia.* A zaś wPostyli wydania pierwszego zaczy- 

(1) Inny snadź ekzemplarz^ ktdrego wyjścia r. 1561 naznacza^ 
■lał przed sobą Joeher II. 873, M2. nstpa. i opisał go; inny mtfwię, 
bo nasze opisy nie wszędzie się zgadzają. 



436 

na się taz sama ewaaielia aa odwrotnej stronicy lista 232, 
tak: .Gdy użrzycie okrucieństwo spustoszenia." Gdzieł 
więc toisamośc przekfadtfw? I TrzycieskI, wyliczając dzieła 
Reja, nic o piśmie z tym tytułem nie wspomina. 

R£J J.iKO POETA. (WYUCZENIE PISH POETYCZNEJ TREŚCl). 

Wystąpił Rej z pieśniami treści duchownej, do Kancyo- 
nałów je pisząc (1), tudzież dał się poznać na polu świe* 
ckiej poematem moralnej treści, którego nlapis: Żywot 
Jozepha z pokolenia żydowskiego sina Jakobowego roz- 
dzielony te rozmowach person (2). Aczkolwiek nigdzie nie 
wymienił się w tem dziele, i sądzićby można, ie jeżeli ten, 
to również i ow żywot, który niżej w poczcie druków pier- 
wotnych pod r. 1540 przywiedziemy, za pismo Reja poczy- 
taćby można: jednakże gdy (pominąwszy język) tytuł dzie- 
ła podany przez Trzycieskiego (3) raczej na to, niż owo 
z r. 1540 pochodzące pismo wskazuje, Żywotem a nie Hi- 
storyą Józefa nazywając go, przeto nie wahamy się przy- 
znać Rejowi za własny poemat ten. Nazwano go słusznie 
Żywotem w rozmowach, gdyż rzeczywiście raczej drama- 
tycznym poematem, aniżeli dramatem, lub, jeżeli się tak 
nazwać go spodoba, zbiorem jest dramatów kilku, spojo- 
nych w jedne całość poniekąd. Mówię poniekąd, bo w isto- 
de nie masz w nim jednej całości, a przynajmniej nie masz 
takiej, którejby części czyli akty ; (sprawami, rozprawami, 

(1) Wiszniewski hist. lit. VI. 449 nstpn. przedrukował je, wyją- 
wszy z Kancyonałów tychże. 

(2) Miałem ekzemplarz od P. Wójc. inny znalazłem w Korniku. 

(3) „Pisał tez Rej, %ywot i sprawy onego Józefa żydowskiego 
Patryarchy," mówi tenże. 



436 

. I 

nazwał je Rej,) jeden spajał węzeł, obudząjący i zaspaka- 
jający ciekawość słuchacza przez zręczne zawiązanie, pro- 
wadzenie i rozwiązanie intrygi w całćj sztuce; ale pojedyn- 
cze części wielkiego tego, bo na dwanaście aktów podzie- 
lonego dramatu, tak są ułożone, iz same w sobie uważane 
dwanaście małych dramatów stanowią znowu, a wszystkie 
razem wzięte wystawiają dzieje przygód Józefa Patryarchy, 
które się mu w ziemi chanaeńskiej i w Egipcie wydarzyły. 
Trzecia szczególniej rozprawa, czyli akt trzeci, godny jest 
uwagi, z powodu charakterów różnych, i zręcznie prowa- 
dzonej intrygi przez dwie niewiasty, na zgubę Józefa sprzy- 
sięzone. Widać tu mocne rysy różnego sposobu myślenia 
osób wyprowadzonych na scenę: Magona służącego (Haus- 
knechta, mówi Rej) Putyfara, Zefiry zony Putyfarowej, 
Achizy panny jej służebnej i powiernicy, Józefa dorodnego 
i cnotliwego młodziana, osobliwie tez dobrodusznego i ocię- 
żałego Putyfara; który nie troszcząc się wielce oto, co się 
dzieje w domu, nie rad i plotek słucha niewieścich rozsie- 
wanych o Józefie, az wreszcie, fukami i szlochami zniewo- 
lony zony, posyła ulubionego sobie młodziana do więzie- 
nia; następnie narzeka na swą porywczość, znowu go przed 
sobą stawić każe, i sam niewiedząc co czyni , poseła na 
powrót do więzienia. W rozprawie czwartej (jest tu omył- 
ka drukarska, zamiast „rozprawa czwarta" położono » roz- 
prawa trzecia,") jest, podobnie jak w Hamlecie Szekspira, 
sztuka w sztuce, w której Józef zastępcą Króla Faraona 
zostawszy, nową rolę odgrywa, i nowy na siebie charakter, 
a wcale od owego odmienny, który na sobie nosił, gdy rzą- 
dził domem Putyfarowym, przybiera. Na tym zostając urzę- 
dzie rozwiał dalej swe cnoty, których się wiernie trzymał 



4a7 



w każdej życia kolei, i własnym przykładem dowiódł, ze 
był i jest dobrym synem, kochającym swe rodzeństwo bra- 
tem, cnotliwym obywatelem. Poeta życząc ziomkom,' ażeby 
się w takichze umacniali cnotach, kończy dzieło. 

Cała ta sztuka takąż samą poezyą, co i inne dzieła Re- 
ja oddycha; celuje on i w niej jako satyryk i moralista, lu- 
biący i umiąjący wady cudze wytykać i opisywać. Chara- 
kter kobiet tak skreślił w trzeciej rozprawie, kładąc opis 
w usta Magona sługi Putyfarowego: 

A snadz nie jest żadne żwirze, 

tak uporne waśniwe, 
Jako fltyszę biate głowy, 

a gdy ktemn pletliwe. 
Wszytko chcze mie<$, wszj^tko wiedzieć, 

czo się na świecie toczy. 
Pilniej słucha, dzywniej myśli, ^ 

wszędy zbiegają oczy. 
A inaczej niz jest prawda, 

każdą rzecz chcze rozeznać, 
A snadź by się tego stanti, 

by mogto byd odżegnać. 

Wysłowienie i styl podobny jest do mowy, którą Rej 
w innych swoich objawił pismach. Lubi używać przysło- 
wiów. Tak Achiza mówi do Zefiry: 

Iź pies szczeka a wiatr niesie, 
Rozlecić się to po lesie. 

Podoba sobie w podobieństwach. Tak Józef zostawiwszy 
płaszcz w ręku Zefiry, za który go pochwyciła, mówi sam 
do siebie, ze dobrze uczynił, precz od niewiasty odszedł- 
szy. Bo 



438 

Ody kto u ognia piecse, 

albo tez czo warzy, 
Snadź im nadalej stoi, 

tym 8ie namniej sparzy. 

Powtarza się, jak i w innych swoich pismach. Tak Achi- 
za podobnie do Zefiry mówi w tym dramacie o marnościach 
tego świata, i o potrzebie używania roskoszy, dopóki mo- 
żna, w jaki rozwiódł się Epikur filozof w poemacie Reja, 
który następuje: 

Poemat ten ma napis Wizerunek tcłasni/ żywota czlo- 
toyeka poczciwego^ w którym iako we zwierciedle^ sna- 
dnie każdy swe sprawy ogłędać może: zebrany y s Filozo- 
fów, y z rożnych obyczaiow świata tego, w Krak. u Mały- 
sa Wirzbyety Ro/cu od przyscia Syna Bożego na świat 
1560(1), z którego gdy nader wiele powypisywał P. Wi- 
szniewski, przeto nic ztąd nie przywodząc, nad samą tylko 
treścią jego i celem zastanawiać się będę. 

Przedstawił w nim Rej niby walkę człowieka z namię- 
tnościami, wskazał niby prawidła rozumu przez mędrców 
greckich podane, a pokazujące, jak poczciwie źyć należy. 
Jak w Odyssei Homera, jak w rzymskich romansach Apu- 
leja i Petroniusza, dobre i złe istoty .przewodniczą błą- 

(1) Dziełko w ćwiartce, dosyć pospolite, bo niemal w każdej bi- 
bliotece zamożniejszej znajdujące się, które bibliograficznie opisał 
P. Wiszniewski hist. lit. VII. 27, niewspomoiawszy, ii na dołączonym 
do niego wizerunku Reja znowu czytamy „r. 50 od urodzenia." Pod 
obrazem Jest wiersz łaciński Andrzeja Trzycieskiego, którego począ- 
Uk kładziemy: 

Sic ocnlot Itńai, lic on dlierta farebat, 
Reias S«rniatici splendor, hunotąue loU, 
Notter hic ett Dutei, 



439 

kająćemu się po świecie młodzieńcowi, ku CDOcie przywo- 
dząc go iub zbrodni, tak Rej, oprowadzając po ziemi i nie- 
bie niedoświadczonego młodziana, dobre i złe nastręcza 
mu jestestwa, rozum i rozpustę, cnotliwych i wszetecznych 
ludzi za towarzyszów podróży mu daje, którzy na rozstaj- 
ne wyprowadziwszy go drogi, obierać każą poczciwy lub 
rozpustny żywot. Po długiej walce z namiętnościami, wspar- 
ty łaską bogini mądrości, przestrzeżony radami mędrców 
starożytnych, i karą zagrożony nieba, odwraca się na ko- 
niec młodzieniec od niecnot, porzuca rozpustę i ku cnocie 
zwraca swe kroki. 

Trzeci poemat Reja ma napis: Zwierziniec Wkłorim 
Tozmaitich sianów ludzi,, iwirząłh^ y ptaków, kstałty^ 
przypadki, y obyczaye, są władnie wypisane. A zwłaszcza 
ku czasom dzisieyszym naszym nieiako przypadające. 
Na rok od narodzenia Pańskyego 1562. 

Niechże cie nic nie ruaza, moy namilszy bracie, 

Jestiby co nie k'niy8li, teź przypadło na cię. 

Bo od iednak tacniey 8 swym, niz draźnid obcego, 

Wazak ia thu nie wspominam, co mi nic do thego. 

Jedno ia tn na pamicd, swe dilekty liczę, 

Co im WBzego dobrego, iako sobie życzę. 

A iż się też wtaczaią, y postronne rzeczy, 

Radbych by sie s cudzych spraw, miat każdy na pieczy. 

NAPOWiJłSIBYSZT PKZYIACIEŁ PRAWDA. TRBNOROI ilj. 

Taki jest tytuł dzieła, które wdwócb ekzemplarzach, 
w bibliotece gimnazyum ś. Maryi Magdaleny w Wrocławiu, 
i uniwersyteckiej w Pradze, czytałem. Jest w ćwiartce, 
i X dwóch składa się części. Pierwsza, mająca tytuł który 
wypisałem, jest o 143 liczbo wanych po jednćj stronie li- 
Btach, i własny znak drukarski (ostatni iest S3) .posiada. 



440 

Druga nosząc napis Przypowteići przipadłe^ s których sye 
moie wiele rzeczy przesłrzedz, liczbowanych listów nie 
ma, ale tylko sygnaturę ((ostatni znak druku £e 3). Ta 
część jest bez żadnych przydatków, pierwsza ma ich wiele; 
spisane są na 14 listach, licząc w to i ty tut. Na nich znaj- 
duje się: przypis dzieła .zacnie urodzonemu a wielmożne- 
mu panu, panu Janowi Chodkowicowi (tak) Stolnikowi 
Ksyęstwa Litewskyego," i t. d. pod którym podpis «W. M. 
prawie życzliwy przyiaciel, którego dobrze znasz. " Na od- 
wrotnćj czyli drugiąj karcie są łacińskie wiersze na po- 
chwałę pisarza, z tytułem i początkiem tym: 

Nicolaufl Miuciilns 
Nomen Smyrna tnuin late YulgaYit Uomerus 

Carmine quod reliąuos vicerat Jonios. 
Sic quoque Sarmatico Reiiis nunc poUet in orbe, i t. d. 

Dalej są wiersze: »do szacunkarza cudzych spraw. Do 
tego co czyść ma." .Następuje wizerunek autora, pod któ- 
rym podpisano: .Roku od narodzenia lego 50." Po czem 
idzie samo dzieło. Tak więc ekzemplarze te zawierają dwa 
pisma Reja, Zwierziniec i Przypotoieśći, które razem roku 
1562 wyszły. Wydanie drugie pierwszego dzieła wyjść mia- 
ło we dwa lata; o czem zapewnić nie umiem, w ekzempla- 
rzu bowiem biblioteki warszawskićj, który czytałem, tytuł 
wydarto. I to wydanie przypisano « Janowi Chodkowicowi" 
jui nie Stolnikowi lecz .Grabi na Skłowie y Messu, Wolne- 
mu Panu na Bycbowie, Staroście Zmudzkiemu, Marszałko- 
wi Wielkiego Księstwa Litewskiego" i t d., a przypisano 
nie przez piszącego, lecz przez drukarza ^Macieya Wirz- 
bięta." Ma to wydanie takoi ćwiartkowe karty. Nieliczbo* ^ 
wanych jest 5, z których dwie na przypisanie, trzy na obraz 



441 

Reja (bez wyrażenia juz roka«) i na wstępne przedmioty 
przypadają, (na odwrotnćj stronicy tćj samej, która obraz 
Reja przedstawia, czytamy: .,A tu napirwey Rzeczpospo- 
lita skarży sie na swe nieszczcscie")> liczbowanych zaś po 
jednćj stronie 147. Zkąd się przekonywamy: ie ci, którzy 
o 143, i ci którzy o 147 kartach dzieło to przywodzą, słu- 
szność mają po sobie (1), ci zaś, jak Popliński (2), tudzież 
Aloizy Osiński, a za nim P. Wiszniewski (3), którzy o wy- 
daniach Zwierzyńca r. 1561. 1574 rozprawiają, mylą się 
wielce. Takowe bowiem nie istniały nigdy. Uwagę i tę 
zrobić muszę, iz żadne dzieło nie doszło do nas podobnie 
jak to uszkodzone; wydzierano z niego nie tylko tytuł, 
lecz i karły środkowe. Sprawdził to P. Wacław Hanka 
w Pradze, któremu z różnych stron , z Kijowa , z Puław , 
z^Gaiicyi ekzemplarze nadsełano, a wszystkie nie całe, po- 
darte, powalane. 

^ Po śmierci Reja przyczepili się do jego Przypowieści 
przyjaciele zmarłego, a mianowicie Piotr Rojzyusz Hisz- 
pan, Professpr prawa rzymskiego w uniwersytecie krakow- 
skim, (który na pochwałę Wizerunku trzy owe epigramata 
^acińskie napisał), i, nieznany zresztą, Adryan Branden- 
burczyk lekarz lubelski, (z którym się zapewne \udy wał Rej 
w Lublinie, ilekroć do swych dóbr w Lubelskiem położonych 
przyjeżdżał (4), i ogłosili je drukiem bez wyrażenia miej- 

(1) Wójcicki Zarysy domowe UL 256. rosprawiał o tćm ostatni 
przedemną. 

(2) Nowe wypisy polskie. Porównaj 113. 

(3) Łelew. bibl. ksiąg II 209. Wiszniewsk. hist lit VII. 59. 

(4) Pordwnaj o tćm dyplomata w dodatkach pod liczbą 39, b. 
a— d. 

nilflKlf, FOLB. T. L ^" 



442 

sca r. 1570. Wtedy bowiem drugi zrobił pierwszemu przy- 
pisanie dziełka z Lublina, odmieniwszy jego tytuł, i na- 
zwawszy go: Figliki, albo rozlicznych ludzi przypadki 
dworskiej które sobie po zatrudnionych myślach, dla kro- 
łofile, wolny będącz, czytać możesz. Teraz notco drukotoa- 

7ie(l). 

Dzieło swe z dwóch, jak rzekliśmy, części złożone, nie- 
cbcąc, jak był powinien, nazwać iMsem, mianował Rej 
Zwierzyńcem^ ćo według zeznania jego, tudzież drukarza 
(mówi o tem Wietor w przypisaniu) jedno oznaczało. Zkąd 
widać, ze zakładając w swych dziełach Zwierzyniec, nie 
poszedł Rej za myślą, od poetów w zachodnićj Europie po- 
wszechnie niegdyś przyjętą, którzy, a osobliwie też poeci 
dolno -niemieccy, wyśpiewawszy na długą nutę apolog, 
utworzyli ztąd epopeję dydaktyczną, a w niej główAe role 
dali odgrywać zwierzętom (das Thierepos); lecz poszedł 
raczej za przykładem Rzymian. Należy bowiem wiedzieć 
o tem, że podczas zaczynającego się psować u nich smaku 
w naukach, nazywali rzymscy poeci lasem doraźne swe 
wiersze, dla tego, że wysypując bez namysłu, trzebili na- 
stępnie, psując lub ulepszając je, według potrzeby (2). 
Zkąd upowszechniły się u średniowiekowych pisarzy tak 

(1) W ćwiartce, karty nleliczbowane, ostatni znak druku Ee VIy 
o siedm więc kartek pomnożono wydanie to. Na ostatnićj karty stro- 
nie odwrotnćj, znak Jest drukarni Wietora, z którćj bez wątpienia 
wyszło dziełko. P. Wójcicki zrobił jego przedruk w Zarysach III. 
325. nstpn. 

(2) Kwintylian X. 3. tak się w tćj mierze wyraża: ex tempore 
scribuni, hanc Hlvam pocanł. RepeimU dełnde et campanunl 
cuae effuderani. 



443 

zwane sylwy (silyąe rerum), które bardzo się zagęściły 
w Polsce, znacząc u nas księgi, zawierające w sobie bez 
ładnego braku przedmioty, wierszem i prozą pisane. Pier- 
wszym tego rodzaju u nas dziełem, było Sandomirzanina 
owe pismo, które wyićj w poczcie rękopisów pod r. 1497 
przywiedliśmy, uwazywszy o nićm £e spisane zostało bez 
braku. To2 samo powiedzieć należy o dziele Reja , który 
w swojem niby lesie również brakował, (jak sama obję- 
tość i różnica wydań jego Zwierzyńca pokazuje), i który 
byłby go snadź dobrze przetrzebił, gdyby go nie była 
śmierć zaskoczyła (1): zwłaszcza gdy się z Apoflegmatów, 
o których wnet będzie, pokazuje, iz z czasem wszedłszy na 
nową drogę, wcale inne zakładał lasy, i ze o ile dawnićj 
przezeń siane i sadzone, wszeteczne były i plugactwem 
zarosły, o tyle później zakładane moralne, iz tak powiem, 
i schludne były lub miały być, według zmienionćj zakła- 
dacza myśh'. Czuł to snadź i wydawca tego dzieła, i od 
własną Reja ręką nowo zasadzonego lasu, od Apoftegma- 
tów, mówię, pożyczywszy imienia, i nićm okrasiwszy Fi- 
gliki, uniewinnił się z zarzutu. M takowe brudy drukiem 
ogłosił, a uniewinnił przez to, „ie raczej k'woli języka, mi 
rzeczy wydał je jako Fraszki, Facecye, śmieszne powieści 
(2), nie w to godząc, aieby się ich czytaniem psuli, ale 

(1) Nie zdaje się bowiem, ażeby sam miał go był wydać pod 
imieniem cudzćm, (Adryana Brandenburczylca, jalc sądzi P. Lelewel 
bibl. ks 1. 181 a za nim P. Wiszniewski bist. lit. VII. 60,) czyli raczej, 
ażeby miał w tćj jak go widzimy postaci, przygotować do druku po- 
śmiertne swe dzieło. 

(2) W przypisaniu dzieła Rojziuszowi, tudzież na odwrotnej stro- 
nicy karty pierwszćj ku temu co c%yić będ%ie. 



444 

raczej przestrzegali (naprawiali) młodzi ladzie". Lecz przy- 
powieści Rejowe, dopóki stały w lesie i częścią były Zwie- 
rzyńca, odpowiadały jakkolwiek przeznaczeniu swemu. 
Puszczone samopas, wykazały się być po największej czę- 
ści stekiem brudów. Piszący miał na celu przedstawić 
w Zwierzyńcu malowniczą Polskę, a chociaż myśli swej nie 
przeprowadził, godzien wszakże chwały dla tego, ze innym 
utorował drogę dojścia tam, gdzie sam dojść nie umiał. 
W prologu zwróciwszy uwagę na to, ze pospolita rzecz po- 
^trzebuje naprawy, zapuścił się w rozdziale pierwszym 
w czasy dawne, i z dziejów piękne charaktery osób znako- 
mitych wydobywszy, przedstawił je za wzór pobożności, 
cnoty, rozumu. Przeszedł następnie do Polski, i takową 
opisał historycznie, religijnie, politycznie, miejscowo, mo- 
ralnie, a na koniec (w przypowieściach) humorystycznie. 
Prawda, ze dzisiejsze tego rodzaju opisy (1) wcale ina- 
czej wyglądają; lecz pomnąc na wiek w którym pisał Rtg, 
i biorąc na uwagę usposobienie jego naukowe, musimy po- 
dziwiać myśl, którą w swem dziele objawił. Niektóre przed- 
mioty wyrażone tu dopełniał w piśmie poetycznej treści, 
z wydawanych przez siebie ostalniem, które li moralności 
poświęcił. Podam o niem wiadomość bibliograficzną, po 
czem do krytyki przejdę. 

Dzieło, które ostatnie wyszło z pod pióra Reja za ży- 
wota jego, jest nader rozmaite. Bibliografowie przywodzą 
go pod napisem Zwierciadło albo Kstalt i t. d. (szeroce 
opisali go Bentkowski, Juszyński, Wójcicki, do których od- 

(1) LaPoIogne historigne, litteraire. monmnentale, et illiistr^, 
par Leon. Chodźko li Paiis 1839—1841. 



445 



syłam). Eksemplara biblioteki warssawdci^. którego uły* 
wałem, ma tytui wydarty , a zresztą jest cały. Powiem 
€0 zawiera to dfieło, wiadomość bowiem ta potrzebną jest 
do moich badań. Przed przypisaniem go Hrabiom z Gdrki 
list liiżno idący ma (ytai: Zwyerćiadło albo ksłalłta którym 
. każdy slan snadnie sie może swym spratcam tako we 
zwierciedle przypatrzyć. Za szczęsnego panowania sła- 
wnego Króla Zygmunta Augusta Króla Polskiego, Roku 
po narodzeniu Pańskim 1567. Następuje rejestr, który 
idzie az do listu 179 kończącego dzieło, po czem jest list 
jeden nieliczbowany^ na którym wiersze: Do człowieka 
pocciwego i t. d., za nim Przemowa krotka do tychże 
. ksiąg należąca do Krześciańskiego człowieka każdego^ 
o przypadkoch rozlicznych czasów dzisieyszych. Na od- 
wrotnej stronicy herb Szafranców, następna zaś stronica 
ma przypis: nStanisławowi Szafrańcowi s Pyeszkowey ska- 
ły". Za przypisaniem .wiersz na herb Stary Koń", a na od- 
wrotnej stronicy „Jakuba Pherrata Podwysockiego ku te- 
mu co czyść będzie distichon''. Tu występuje inne dzieło. 
Po liście 188 idący czyli 189 list przybiera u góry napis: 
Spoinę narzekanie wszey Korony, kończący się listem 206, 
na którego odwrotnej stronicy jest podpisany u spodu „An* 
drych dworzanin, twoy dobry towarzysz", Po tem dziele 
czytamy wiersze, z podpisem „Poganiay, poganiay'\ Na li- 
ście 209 znajdują się Apophtegmata. To iest. Krothkie a 
roslropne powieści, człowiekowi pocciwemu słusznie nale- 
żące, przez tegoż to co y żywot pocciwego człowieka pi- 
sał, tylko dwiema wirszyki zebrane a zniesione. Przypi- 
sano je „Piotrowi ze Zborowa Kastelanowi Woynickiemu 
Staroście Stobnickiemu" etc. Data „z Buska od mniszek po 



44« 

świętym Gawle we Wtorek 1567. życzliwy prawić Wiel- 
moz. twoiey". Każdy apoftegmat ma swój napis, i składa 
się nie raz z kilkadziesiąt wierszy, z których dwa cały 
sens (niby mały apoftegmat,) zamykają. I tak pierwszy 
o mocie zaczyna się: 

Wszystko pospota umiera s człowiekiem, 
Lfccs swi^tm cnotm tm trwa wiecznym wiekiem. 
Cnota iest klenot nie oszacowany. 
Bo taka zdobi ubogie y pany. 

Na liście 231 idą Apophtegmala krótsze s przypadło- 
ści czasów y rzeczy brane. Naprzód zawarte są w czte- 
rech, dalćj we dwóch wierszykach. Na przykład kładę z li- 
sta 235 wiersze dwa: 

ZAK Z MNICUZM. 

Przecz tam Mnichu w te ulice 
Bieżysz, niosącz tę tablica, 
Wiesz zeć tam Lutrowie siedzą. 
Co y w Piątek mięso iedzą. 

HA DOM 

Jam to budowat nie tobie. 
Ty tez buduy k woli sobie. 

idzie po tern ,J^rzemowa krótka do poććiwego Polaka 
staną Rycerskiego", po której następuje opis różnych kra- 
jów (Włoch, Czech, Niemiec i t. d.) , i idą główniejsze 
zdania o sprawach politycznych. Kończy rzecz ZJbroia pe- 
wna każdego Rycerza Krzesciańskiego, przypisana „Hiero- 
nimowi Syeniawskiemu Wojewodzicowi Ruskiemu (1)". Na 

(1) P. Wiszniewski hist. lit. VII. 27. do zaginionych pism Reja 
liczy to dzieło. 



447 

liście 269 znowu się moralne znajdują wiersze, pod napi- 
sem: Tenże tho s iwiałhem z dobrym towarzyszem swoim, 
y z tego ozdobnemi przypadki zegnaiąc si^rozmauia kro- 
tkiemi słowy. Na czele jest obraz Reja z napisem ,,Roka 
od narodzenia iego 50". Na samym zaś końcu czytamy: 
w Krakotcie u M. Wirzbięjly 1568 (1). 

USTfP o TEM, GDZIB SZUKAĆ ZAGDUOIITCH PISM REJA, I O ROKU 

. URODZENU PISARZA. 

Zwracam uwagę na to, (o czem mi znany w literaturze 
krajowej ś. p. Kilisiński napomknął ustnie, gdym się z nim 
widział r. 1846 w Korniku,) Se dotąd mają istnieć własno- 
ręczne pisma Reja (2), równiei jak i druki, które za dzieła 

o 

(1) Jest to jedyne wydanie dawne: drugie, ale sam tylko Żywot 
obejmujące, >vyszło r. 1828 w Zbiorze pisarzów polskich Gałęzow- 
skiego. Poezye znajdujące się przy tćm dziele wydano obecnie w Kra- 
kowie 1848 pod tytułem: Pisma wiers%em Mikołaja Reja % Na- 
głowic^ z przemową P. Ambrożego Grabowskiego. Juszyńskl przy- 
wodzi według Olofa wydania zr. 1 567 dwa (jędno w arkuszowym 
kształcie drugie w ćwiartce) krakowskie, 1 trzecie wileńskie z r. 1606 

o 

w Ćwiartce. Takowe nie Istniały nigdy. Wileńskie znaczy Żywot 
Reja Trzyclesklego wyzćj przy^vledziony. Ponieważ wydanie r. 1 568 
przygotowane zostało do druku r. 1567 Jak się rzekło wyzćj, ztąd, 
Jak mniemam, sądzono mylnie, Iz pierwsze wydanie 1567 wyszło. 
Wydanie ćwiartkowe roku tegoi czystćm jest urojeniem. 

(2) „W miasteczku Szańcu w Krakowskićm, które od ordynacyi 
Myszkowskich oderwane, kupił na publlcznćj licytacyl Olbrycht Sza- 
niecki, znajdowały się rzeczywiście szczątki dawnćj biblioteki ordy- 
nackiej, a w nićj rękopis cienki, tak zwany sUca rerum^ trzema auto- 
grafami Reja rozpoczynający się. Rękopis ten zostający następnie u 
8. p. Defingera lekarza Pińczowskiego, zakupił nowy nabywca Szań. 
ca P. Jdzef Lubowldzkl (były Prezes Banku Polskiego,) 1 snadź do- 
tąd jest w jego posiadaniu**. (Własne słowa s. p. Kllislusklego). 



4 

» 



448 

jego poczytuje Trzycieski (J). Gdy nadtOt według zeznania 
tegoż, na zadoćm swćm dziele nie podpisywał się Rej, prze- 
to wątpić o tem nie należy, iz nie jedno znajduje się obe- 
cnie, o którem ze istotnie jego jest pismem nie wiemy. Do 
takowych liczę Rozmowę pana z Wójtem a Plebanem , któ- 
rego ułamek odszukać się udało (2). 

Jak pisma nadzwyczajnego człowieka tego coś dziwnego, 
coś uderzającego w ilości swej i jakości przedstawiają, tak 
i rok urodzenia jego ma w sobie tę osobliwość, iz o nim 
nic pewnego spółcześni, nawet i nąjpoufalsi przyjaciele nie 
wiedzieli; a ci co nas w tej mierze rhcieli upewnić, wpro- 
wadzili w błąd, ów rok rozmaicie przywodząc. Gdy Trzy- 
cieski upewnia, ze się r. 1515 narodzić miał Rej, przeci- 
wnie drukarz Wirzbięta znać daje, że albo r. 1507, albo 
1510, albo 1512, albo 1514, albo nawet 1518 urodził się. 
Co ztąd poszło, iz r. 1557 kazawszy zrobić obraz pisarza, 
i nim Postilęjego przyozdobiwszy, używał takowego do 
pism drukowanych później, zkąd poszło, że na Postyll roku 
1557, na Wizerunku r. 1560, na Zwierzyńcu r. 1562, na 
Apokalipsie r. 1564, na Żywocie r. 1568 wydanych czyta- 
my, iż dzieła rzeczone wyszły w lat 50 od urodzenia pi- 
sarza. Bacząc na to, obraliśmy datę pierwszą, jako najpe- 
wniejszą, i rok 1507 urodzeniu Reja haznaczyliśmy, odrzu- 
ciwszy daty, które Sobolewski (u Joch. II. 146 nstpn.) 
przywiódł, mylnie utrzymując że się r. 1504 lub 1505 na- 
rodził. 



(1) Nawy c%yfciec^ Kupiec^ O potopie Noego ^ Dyalogt 

(2) Będzie w dodatkach pod liczbą 39. a. 



449 



KATTTIA PISM POITYCZRBJ TRlÓCI. 

Dzieła Reja poetycznej treści ważne są z swojego po- 
stępu i wstecznych dążeń, dwie łącząc sprzeczności, i sprze- 
czność w zdaniach o sobie dawanych wywołując juz za 
życia jego. 

Po rymowanej prozie w Żywocie Józefa przedstawiają- 
cej się, Wizerunek wydany odznacza się poetycznemi rze- 
czywiście obrazami, które się w opisach natury, miejsc, 
gmachów, i w porównaniach duchem wieszczym wyśpiewa- 
nych, w malowaniu potęgi wszechmocnego , rysach cnót 
i ułomności ludzkićj, podobają najwięcej. Widać w tern 
dziele wielki postęp rymotwórcy, który juz na poetę zakra- 
wał, i z przyczyny tćj może z Janem Kochanowskim (czemu 
jednakże sam Rej przeczył,) porównany bywał w w} £szych 
nawet warsztwach ówczesnego społeczeńsswa, jak Łukasz 
Górnicki w drugićj księdze Dworzanina swego zaświadcza. 
Rej atoli poetą nie był i zostać nim nie joógł, z przyczyny 
tej, iz natchnienia i uczucia poetycznego obudzić w sobić 
nie był w stanie, nie umiejąc okiełzłać sztuką dzikiej swej 
wyobraźni, ani rozrzewnić rubasznego, grubizmem namię- 
tności ciągle miotanego serca. Pod tym więc uważany 
względem daleko pozostał za Andrzejem ze Słupia, który 
na sto lat przed nim sentymentalnością natchniony, czule 
opiewał smutek Bogarodzicy stojącej pod krzyżem, który 
w duchu jakoby Petrarki wielbił dziewicę Maryą, toriUąc 
drogę Sępowi Szarzyńskiemu. Rej nikomu na drodze poe- 
zyi nie przewodniczył, w ryitaowanćj jednakże prozie miał 
i on swoich naśladowców. Ponowił rymy w Zwierzyńcu, 



n^MISK. POŁft. T. I. 



57 



450 



i odtąd rymował wciąż, nie czyniąc żadnego postępu w poe- 
zyi, lubo w wyraieniu myśli czynił go rzeczywiście, oso- 
bliwie odkąd z siebie zrzucił w Apoftegmatach jarzmo na- 
miętności, która długo wyciskała na nim swe piętno, każąc 
mu nosić brudną- swą barwę , niby pan swojemu słudze. 
O ile bowiem wszetecznym, a nawet plugawym jest w dru- 
giej mianowicie części Zwierzyńca, o ile bezwstydnym 
w pierwszej, tam zwłaszcza gdzie obelgi miota na kościół 
katolicki i jego Kapłanów, o tyle przykładnym, przyzwoi- 
tym, a nawet prawowiernym jest w wierszach, które przy 
Żywocie poczciwego człowieka ogłosił, naprawiając co 
niegdyś zepsuł, i tak do siebie stosując, co przed siedmiu 
laty wyrzekł był rubasznie o starych wszetecznikach (1). 
Różne doby, przez które jego przechodziła Muza^ na uwa- 
dze mając spółcześni, stosownie, jak Klonowicz i Miaskow- 
ski (2), Enniuszem go , Uezyodem nazywali polskim; gdy 
przeciwnie drudzy, jak Trzycieski, Homerem, Dantem nie- 
właściwie go mianowali. Jakoż stosuje się to do Reja, co 
o Enniuszu wyrzekł Owidyusz i Kwintylian (3), a naiiet 
to, co o Hezyodzie tenże Kwintylian powiedział, zwłaszcza 
gdy pomnimy na to, ze i Hezyod dla samych tylko podoba 
się opisów. Ale z Homerem lub Dantem, z powodu Wize- 
runku (ze w nim przedstawił błąkającego się po ziemi, 

(1) Pies stary gdy spars^ywieje y ryzie się taogon^ Wize- 
nmku list 29. 

(2) W Zalu VIL, w Herkulesie słowieńsklm. 

(3) Ennius ingenio maxłmus, arie rudis^ 0\icl. Trist. II. 424. 
Etmittm^ sicuł sacros retustate iticos, adoremus^ in cuibtis gran- 
dia et antigua rohora jam non tafUam hnbent speciem, gtian- 
tam religionem. Ouinctil. X. 1 . 



451 

» 

piekle i niebie młodzieńca, ze w nim wyobraził dwfe mą- 
drości, pogańską i cbrześciańską) porównywać Reja, śmie- 
sznością trąd. Nie mając on od sztuki żadnych wrażeń, nie 
mógł mieć i wyobrażeń, któremiby bujną swoje, ale dziką 
okiełzławszy fantazyą , mógł cóś artystycznego wyrobić; 
zwłaszcza gdy pomiatając dobremi wzorami, gdy ganiąc 
rzymskich wieszczów, których nie pojmował, czerpał z ka- 
łuży, i ztąd brał natchnienie (1). Skutkiem czego dopiero 
następcy Reja, sztukę w nie wlawszy, z wielkich pomysłów^ 
jego skorzystali, jak Bartosz Paprocki, jak Simondes, 
jak Ignacy Krasicki; gdy przeciwnie sam, ubogim w sztukę 
pozostał jak się urodził, i jak pod gołem wychował się 
niebem, tak tez umarł powity w pieluchy rymów, nie mając 
nawet wyobrażenia o duchu wieszczym, i przez to Wize- 
runku swego, choć w małej cząsteczce na ten co Dante 
sposób, pod względem społeczeńskiego życia przedstawić 
nie umiejąc; aczkolwiek, jak właśnie z tego poematu widać, 
schylał głowę nad książką, i wszystko o mądrości i oby- 
czajowości z starożytnych i średniowiekowych pism zebrał, 
co się tylko zebrać dało. Nie posiadając bowiem Rej za- 
sad, nie był w stanie rozumieć źrzódeł, jako ten, który 
samą się tylko łaciną karmił. Co wszystko mając się uDan* 
tego odwrotnie, miało skutek przeciwna, wcale z tem co 
zdziałał Rej nie porównalny. 



(1) Z pism o iilozofiBch i filczofii średniowiekowych ułożył Wi- 
zerunek; większą część Zwierzyńca i Przypowieści z eplgramatciw 
i bajek Harcyalisa, Fedra wybrał; w Apoflegmala wiele tak zwanych 
Katona, i innych podobnego rodzaju greckich poetów, na łacinę tłó- 
maczonych (wymienia ich Słowacki U. 167,) wierszy wcielił. 



452 



PUZBSatNlS SZCZfŚŁIWB. 

Aleć, bo teź to dziecko przyrodzenia, nie miało w prze- 
znaczeniu stać się sztukmistrzem (ćwiczonym podług pra- 
wideł), lecz uczonym z natchnienia. Hiało zostać pisarzem 
natury, mimo własnej poniekąd woli, gdyS go nasadzili na 
to protestanci, ażeby rozprawiał, naprztfd o tem, czego nie 
rozumiał, następnie o tem, co dobrze pojmował, co czuł, 
w czem zył. Miał zostać natury ludzkiej, pod warunkami 
polskości, znakomitym przedstawicielem. Więc tez Rej, raz 
do mówienia i pisania pobudzony, pisał, mówił co myślał, 
nie mogąc ani się powściągnąć z mówieniem , ani poprze- 
stać, dopókiby wszystkiego co wiedział nie wymówił. Żar- 
tował z drugich i z siebie, i właśnie żart uważając za 
znamię dobrego serca, i głosząc, „ze kto się śmieje serde- 

9 

cznie, taki źle myśleć nie umie" (1), przestrzegał od szy- 
derców, którzy „umizgając się kozim uśmiechem, dybią na 
szkodę bliźniego". Przez co zwrócił on wielką na siebie 
uwagę spółczesnych, tudzież zwrócił ją przez to, iz nie ro- 
zumując według przepisów, nie raz trafbiej rozumował od 
mistrza z ksiąg uczonego, a rozumował dla tego, iz swo- 
bodnie o wszystkiem wynurzając swe myśli, szedł za popę- 
dem wrażeń, nie pytając się zresztą o dalsze ztąd skutki. 
A jako słowa, które z ust wypuszczał, był}' niby odlewem 
najpiękniejszego po większej części kształtu, przez to, iz 
swobodnie wyjść im na jaw dozwalał, bez naraienia na 
szwank i zbękarcenie się nietrafnie użytą sztuką; tak i spo- 
strzeSenia, które czynił nad światem, tak i pytania, które 

(1) Zastosował to do Tarłtfw, Zwierz. 59 



4S3 

prsytemiiyiD dawał , były myczęteiej traflie , i w kłopot 
względem odpowiedzi wprawiały tych, ktdryai je do roz- 
wiązania dawał. Skończył oa tćm, od czego zaczął, szczę- 
śliwiej do skatka doprowadziwszy, aii był rozpoczął dane 
sobie posłannictwo: co właśnie miał do zawdzięczenia nie- 
stateczności swojego charaktem, który nie znając i znać 
nie chcąc Sądnego przymusa, mimo wiedzy i woH wprawił 
go w przymus, w niewolę zaprzągłszy jego swawolę. 
Sprawdził więc Rej na sobie, co był wyrzekł (1): „ie po- 
stawy i sprawy kaidego człowieka, a zwłaszcza młodzień- 
ca, są jak młode piwo albo wino, które gdy się trybuje, 
wszystko z siebie na wierzch wyrzuca*. Ów niedbalec, 
jak siebie i dom swój nazywał (2), ów nieuk, któr}' uczył 
drugich, czego sam nie umiał, głosząc słowo boże: ów 
ustawiczny kręcidel, który nigdy na miejscu nie usiedział 
spokojnie, ślęczał po nocach, spisując cokolwiek posłyszał 
we dnie, czemu się przypatrzył, co dostrzegł i rozważył. 
Skoro się znaczny zebrał zapas myśli, i dosyć namnożyło 
się rolnego rodzaju wzorów i wzorków, obrazów i obra- 
zeczków, wnet, pracowity ten próżniak, składał ztąd dzie- 
ło, czyli wierny siebie i spółczesnego świata kreślił wize- 
runek (podobniusieńk! w tym i w każdym innym względzie 
do satyryka rzymskiego, którego jednakie bynajmnićj nie 
znał) (3), układając niby nowy Zwierzyniec, któryby mu 

(1) W Żywocie Hst 19. 

(2) Przypisanie Wizerunku swego nczyatł, jak się wyraził, 
,^ zamku Nyedbalca". 

(S) Co o Łufiiiiiiszo napisał Horacy (senn. I. 4. w.- 7. nstpn. 1. 10. 
w. 3. nstpn. 50. nstpa* IL 1. w. 30 mtpn.), to ifwtem da się zasto- 
sować do Mikołaja Reja. 



464 

Z czasem dostarczał badulcowego drzewa do wystawienia 
czegoś nowszego, a może lepszego i pożyteczniejszego. 

REJ JAKO MORALISTA, POLITYK. 



I stało się, ze gdy przyszedł wiek myślenia, i gdy juz 
więcej nie zaspokajały go fraszki, znalazł podostatkiem we 
własnych dziełach zasobu do zbudowania wybornego pi- 
sma, które na wieczną sławy swej pamiątkę po sobie zo- 
stawił. Napisał bowiem Rej naukę obyczajową, a napisał 
juz nie urywkowo, jak w poprzednich swych dziełach, juz 
nie baraszkując, lecz rozważnie i z wszelkim namysłem 
Oako ten, co się juz był, Trzycieskiego mówiąc słowy, we 
wszystkiem ochinął, czyli upamiętał,) napisał systematy- 
cznie, nazwawszy ją Żywotem poczcmego człowieka (taki 
dał napis dziełu). Rozłożył go na trzy wieki, na młody, 
średni i w lata podeszły, i wskazał w nim (są Trzycieskiego 
słowa), jak się ma poczciwy człowiek, na każdym stanie 
będąc, zachować w swej powinności. Wespół z tem dziełem 
wydał Apoftegmata, czyli krótkie i roztropne zdania, któ- 
reby myśli mądre i dowcipne w sobie zawierając, toz samo 
przedstawiały wierszem, co prozą wyrazałżywot (1). Obok 
położył pisma politycznej treści, zmierzające do ustalenia 
porządku kraju, a zarazem ostrzegające o przyszłych nie- 
szczęściach krajowych (które się niestety! sprawdziły), tu- 
dzież zachęcające do prowadzenia żywota w duchu pra- 
wdziwie chrześciańskim. 

(1) Tak, ćamćm przeczuciem, bo po grecku nie umiał, odgadł, 
według Ossolińskiego (wiadomości I. 421.)) nąjlepićj z ówczesnych 
pisarzów, Apoftegmatu znaczenie. 



455 

Dzieło to nie tylko w niczćm nie ustępuje pismom tejże 
treści, które czeska literatura Xrv. XV. wieku przedstawia, 
ale nawet w wielu przewyższa je względach (1). Zawiera 
niejako treść tego wszystkiego, co kiedykolwiek pisywał 
i drukiem ogłaszał Rej: kościelność, moralność, filozofia, 
dzieje, dykteryjki, podobnież co w poprzednich występąją 
tu dziełach, niekiedy przedstawiając się anachronicznie (2). 
O czćm albowiem, jako niedawno w)'darzonćm, stosownie 
w dziełach wcześniejszych powiedział , o tem po upływie 
lat kilkudziesiąt niestosownie, jako o świeżo wydarzonej 
Okoliczności rzekł. Widać w tej księdze wylew serca wy- 
trawionego długiem obcowaniem ze światem, widać czło- 
wieka, którego umysł i zdanie upewniło się zasadami mo- 
cnemi; widać starca, który przebywszy burze młodzień- 
czego i męzkiego wieku, przenosił się na inne życie, i to 
wyznanie uczynić chciał, ze umiałby inaczój iyć, i inaczejby 
nie o jednej rzeczy myślał, gdyby mu się odrodzić pozwolono. 

(1) Tomasz ze Szczytna, szlachcic czeski, wdnigićj połowie XIV 
wieku żyjący, pozostawił Ro%mowy naboine^ ktdre w wielu miej- 
scach zgadzają się z Żywotem Reja, (porównaj z Szczytnego wyjątki, 
drukowane w Wyborze literatury czeskiej 639. nstpn. z Reja księgą I. 
rozdz. 1y 2, 4, III. rozdz. 3.). Jan z Łobkowic ułożył nauki dla syna 
swego Jarosława, o których toz samo powiedzieć należy. Dzieł tych 
nie znał Rej. Pierwsze bowiem jest dotąd w rękopisie, i dopiero za 
naszych czasów podano w Wyborze literatury czesk. niektóre wyją- 
tki z niego: drugie od r. 1504 istniejąc w rękopisie, w końcu zeszłe- 
go wieku podano Jo druku (Prawdziwy czesky Mentor w Frazę 1796). 
Chybabyśmy przypuścili, ze jak Marcinowi Bielskiemu, tak Rejowi, 
nadsyłali Czesi rękopisy. Lecz i to nie sprzeciwiałoby się wyzćj po- 
łożonemu, o wyższości Reja twierdzeniu. 

(2) Wzmianka o Cesarzu Maksymilianie „niedawno" (r. 1519.) 
zmarłym, uczyniona w Żywocie w liście 169. 



456 

W diide ten dał nmkę sptfłbracioii, jtk się w kaidym 
wieka prowaduć i sprawować powiani, szczęśliwy, gdyby 
liyi sam dostał w młodości takiego przewodnika , jakiego 
dła iniiycfa przysposobił. Nie działają tu bóstwa pogańskie, 
nie w}'8tępiuą na scenę mędrcy starożytnego świata, ale 
rzecz całą prowadzi sędziwy starzec, lepiej nii mistrz 
1 katedry (są to jego słowa) ticzący ludzi ,Jak się naj- 
przystojaiej w każdym wieku zachować mają, i co się od 
lich panu świata, trojakiemu w osobach a jednemu w bó- 
stwie, który króluje bez początku, i będzie bez końca na 
wiek wieków, co cnocie, co rodzinie i całej rzeczypospołi* 
tej należy". Wieńcem i tego dzieła jest satyra, lecz ta nie 
razi grubizmem jak w Zwierzyńcu , nie wykrzywia ust 
ustawicznćm chycbotaniem się nad światem i jego sprawa^ 
jDi, jak w Przypowieściach, nie zrzędzi, nie wzbudza ckli- 
wośd, i nie zostawia przykrego smaku na języku, po sko- 
sztowaniu niedojrzałego owocu, którym do sytości nakar- 
mił czytelnika w Postyli. Zgofa kwiatem literatury ludowej 
jest całe to dzieło, zwierciadłem pięknej duszy człowieka, 
który jak sam swobodnej był myśli, tak tez swobodę umy- 
słu swego i serca, a przy tem uczucie naturalnego i do przy- 
rody najwięcej zbliżonego piękna, chciał przelać w społe- 
czność ludzką, i niejako plastycznie wyrazić na umyśle ka- 
żdego człowieka, w obrazowej i pełnej świeżości mowie. 

3. R. 1566. Łukasz Górnicki. 

WSTCP. 

Uczony Władysław Trębicki, w wybornym swym arty- 
kule do Biblioteki warszawskiej (1) podanym, udzielił nie- 

(1) R. 1843. Ul. 77. nstpn. 



457 

znane dotąd szaeg<iły o iydu Górnickiego, dostawszy ich 
z rękopisów, które świeżo szanowny Ignacy Kułakowski 
wynalazł. Nadto ogłosił drukiem poezyą Łukasza polską, 
recenzyą wydań dzieł jego staranniej jak kto inny zrobił, 
i tak ułatwił mi napisanie tego tu szkicu literackiego. Na 
pracy tej uczonego męża, i na spostrzeżeniach własnych 
wspierając moje śledzenia, pobieżnie przejdę cośmy dotąd 
wiedzieli o Górnickim, a głębiąj, ile zakres pisma dozwo- 
li, zapuszczę się w dzieła jego» których szereg pomnożyły 
listy, z rękopisów wydobyte przezemnie (1). 

BIEG ŻYCIA. 

Urodził się w Krakowskiem Górnicki, nie pewno kiedy, 
rok bowiem 1520 który p. M. Podczaszyński święzo podał, 
nie wiadomo naczem się opiera. Naprzód w Krakowie, a 
następnie w Padwie we Włoszech, pobierał nauki. Powró- 
ciwszy do kraju, baWił jako Dworzanin u Samuela Macie- 
jowskiego Biskupa krakowskiego i Wielkiego Kanclerza 
koronnego, po którego śmierci r. 1545 pozostał w tymże 
charakterze u jego następcy w biskupstwie, u Andrzeja 
Zebrzydowskiego, az do r. 1550, w którym len Prałat 
zszedł ze świata. Około r. 1553 był Dworzaninem Księ- 
dza Przyrębskiego, zmarłego Arcybiskupem gnieźnieńskim 
r. 1562. Jeszcze przed śmiercią tego Dygnitarza przeniósł 
się do Filipa Padniewskiego Biskupa krakowskiego i Kan- 
clerza Wielkiego koronnego, bawiąc u niego juł r. 1559^ 
jak o tem sam pod tym rokiem w Dziejach wspomina. Za- 
lecony przez tegoż Zygmuntowi Augustowi, został króle- 

(1) Będą w dodatkach pod liczbą 40. Retoryk!, którą tez miał 
napisać Górnicki, nigdzie się dostrzedz nie dało. 

PliMlKS, POLS. T. I, 5^ 







łrj 



■ « 



458 

wskiffl Sekretarzem tudrieS bibliotekarzem, i orząd ten 
al do r. 1563 piastowa^ w którym Starostą wasiłkowskim 
i tykodńskiffl zrobiony, mieszkał odtąd częścią w zamku 
tykocińskim, częścią w Lipnikach, włości do starostwa na- 
ałącej. Ztamtąd bowiem przypisał tegoł roka Dworzani- 
na swego Zygmuntowi Augustowi : ztamtąd datował listy 
do Bfikołaja Księcia Radziwiła. Żył Górnicki jeszcze roku 
1601, a nawet r. 1602, jak świadczy ostatni list, tudziel 
własny podpis jego na akcie urzędowym, z rękopisu przez 
P. Kułakowskiego odkrytego, położony (1). 

DZIEŁA. 

Dzieła, które pozostawił, są częścią naśladowane, i te 
słusznie mianesą za najlepsze; częścią oryginalne są, a mier- 
ne być się okaząją; częścią przekładami będąc, takiejze są 
wartości. Przejdę je tą koleją, mając na uwadze pierwo- 
tne wydania tylko, zresztą zaś czytelnika do wyżej zmian- 
kowanego artykułu P. Trębickiego odeszlę. 

ARCYDZIEŁO. 

Pierwsze i najważniejsze dzieło Górnickiego jest Dwo- 
rzanm polski (2), ułożony na wzór włoskiego U libro d&l 
cortegiano wydanego przez Hrabiego Balcera Castiglione, 

(1) O tćm wszystklem mówi sam Górnicki w Dziejach wydinls 
drugiego (Porównaj 3, 4, 46, 67, 151, 173.), w Rozmowie Polaka 
z Włochem (Porównaj 82 wydania bez miejsca i rolcu), w przypisaniu 
Dworzanhia wydania pierwszego. 

{2) Pierwsze wydanie wyszło r. 1566, następnie trzy razy je- 
szcze pokazało się: są więc cztery wydania dzieła tego. 



469 

które po raz pierwszy wyszio w Wenecyi r. 1528 (1). Cho- 
ciaż Polak ogólnćj myśli do jego układu od Włocha po£y* 
czyi przecież całe to dzieło jest zupełnie polskie, przed- 
stawiając się jako wierny obraz sposobu myślenia i humo- 
ru najucy wilizowańszej klassy polskiego obywatelstwa X\I 
wieku, a pod względem stylu, pomnikiem będąc mowy na<- 
B%6u olbrzymim krokiem ku udoskonaleniu postępując^. 
Wniem dowiódł Górnicki, ze doskonale pojął świat, na któ- 
rym spędził najpiękniejsze swe lata. Odmalowane wnićm, 
jak sam (w przypisaniu) mówi, polskie dworzaństwo, roz- 
mowy jego wyrażone, i obejście się opisane, przedstawiają 
najpiękniejszy obraz wyższych towarzystw narodu w owym 
wieku, wyrażając wiernie wizerunek tegoż z natury z4ję<- 
ty. Bo w niem występują na scenę najznakomitsze ówczesne- 
go wieku osoby, rozprawiają i działają, dozwalając zupeł- 
nie wejrzeć w tajniki swego serca, dając przeniknąć by- 
strość rozumu, oglądać piękność ozywiąjącćj ich duszy, na 
licach swych wyczytać pozwalając co się wewnątrz dzieje, 
a powierzchowną swoją "układnością przekonać się o tćm, 
ie z ówczesnych europejskich narodów przodkowie nasi po- 
trafili najlepiej pogodzić wytworność maniery włoskiej 
z prostotą obyczajów północnych ludów. Porównywąjąc 

(1) Po francuzku naśladował to dzieło Faret członek akademii 
frahcuzkićj, i tę jego pracę przełożył na łaciński język Karol Ogiń- 
ski syn Samuela Stolnika (późnićj Tiuna) trockiego^ Syjąc w Holandyf> 
gdzie zawarł szluby małżeńskie, i gdzie tez przekład swój 1643 r. 
ogłosił drukiem. Porównaj 175. Rękopisu łiistorycznego przez P. 
Edw. Koźmiana w WrocŁ 1845 wydanego. Snadź łatwićjmu była 
Francuza niz Polaka (Górnickiego pracę) przełożyć, zwłaszcza gdy 
tenże tak unarodowił swe dzieło, iz się na obcy Język żadnym spo- 
sobem dobrze przełożyć nie dało. 



460 

obrazy Dworzan XVI wieka, które wystawił włoski a pol- 
ski pisarz, przyznać łatwo, ze nasz Dworzanin nie był Ii 
tylko człowiekiem wielkim do małych rzeczy, a małym 
kiedy wypadało prawdziwie praktyczne rozwinąć £ycie, 
pięknie rozprawiającym o naukach i sztukach, w który eh 
się wyćwiczył, dla tego głównie, ażeby błyskotał niemi 
w małym zakresie okazałych ówczesnych dworów drobnych 
Książątek włoskich, i na ich scenie ważne swoje odgrywał 
role, intr}'gując i miłostknjąc: ale przeciwnie, ze był nasz 
Dworzanin człowiekiem, który nawet i wtedy, gdy na ło- 
nie dworskiego życia wpośród miękkości i pieszczot rosko- 
szował, pamiętał o tern, ze jest obywatelem, człowiekiem 
wielkiego narodu, wiodącego życie w politycznym zawo- 
dzie głośne, mającego w każdym względzie pierwszeństwo 
w ówczesnćj Europie północnej, piersiami swemi zasłania- 
jącego Zachód od przeważnej Turków siły, a wewnątrz 
kraju czuwającego nad tem, ażeby wolność wyznawania 
mniemań religijnych i objawiania politycznych zdań szano- 
waną była, i żadnego ztąd uszczerbku nie poniosła od mo- 
rza do morza szeroko rozciągająca się jego rzeczpospolita. 
Takiego króla Dworzanin, a oraz współobywatel takiego 
narodu, nawet i „wśród zabaw dworskich obmyślał (1) do- 
bro pospolite, i pamiętał o tem, ze powinien zawsze tak 
działać, ażeby odnosząc za poczciwe sprawy, sławę i po- 
chwałę, nie zszedł milczkiem ze świata, jako nieme zwie- 
rzęta zcbodzą. „Tak porachowawszy kroki, które miał ba- 
cznie stawiać po slizkiej przestrzeni dworskiego życia pol- 
ski Dworzanin, okazał mu następnie Górnicki (w drugiej 
księdze,) jak ma żywot swój prowadzić, strzegąc się prze- 

(1) Słowa są Górnickiego, we wstępie do księgi I. wyrzeczone. 



461 

sady (wydwarzania), a ubezpieczywszy tym sposobem płeć 
męzką, wytknął ścieikę i dla płci niewieściej, iyjąci) na 
dworach (dworne panie), po któr^jby postępowały z cnotą 
i światowością zgodnie (księga trzeda). Rzecz całą ładnie 
i składnie wyłożywszy, obiecał Dworzaninowi (w czwartćj 
księdze) spokojną i uczdwą starość, miłą Bogu, szanowa- 
ną od ludzi spółczesnych, a uwielbianą od potomnych, i za- 
kończył dzieło swoje temi słowy: „A tu dopiero ostatni, 
y błogosławiony kres, y koniec naydziem naszym Rado- 
ściom (życzeniom): Tu odpocznie każdy z prac ziemskich: 
Tu wytchnie z nędz, w których opływa człowieczy ływot: 
To się uleczą cielesne choroby: Tu będzie nąjpewnieyszy 
port nam wszystkim, którzy na świecie, iako na rozgnie- 
wanym i niebespiecznym morzu, mieszkamy." 

m 

Rozwaiając go po szczególe, uderza w Dworzaninie 
mowa i humorystyka, która wywarła wpływ wielki na pi- 
sma polskie, nauce i zabawie poświęcone. Plastyczną jest 
mowa Reja, nosząc na sobie zewnętrznie i wewnętrznie 
wydatne piętno pierwiastku ludowego; w rubasznych i tłu- 
stych wyrazach, w podobieństwach i porównaniach, poka- 
ząjąc jawnie, ze używający jej pisarz wziął ją od ludu; 
który nie umie udawać, który się takim, jakioL istotnie 
jest, okazuje. Plastyczną jest i Górnickiego mowa, lecz in- 
sze wcale widzimy jej przyrodzenie, gdyż z innego wypły- 
nęła źrzodła. Dworujący, chociaż nie wydwarząjący, czyli 
delikatnie a z serca przemawiający nią pisarz, na sam rzut 
oka poznać daje, ze od gładkiego Cycerona (którego zda- 
niami zbijać lubił mistrza swojego, i od którego pożyczał 
dla swojego Dworzanina potrzebnych mu wiadomości), 2e 
od Seneki do rozumowań i rozamkowań nawykłego, po£y- 



462 

ezyvf%iy dln oi^ kra^y, nlywai ostróinie, aie śmiejąc mi 
kroku postawić zh dworskie łycie^ nie. wałąc się ani słowi- 
ka powiedzieć wbrew przyjętemu zwyczajowi aa dworach 
paAskich; a uzywai nie na szkodę, ale owszem na dobro 
języka narodowego. Pod piórem albowiem Górnickiego 
przybrała ona nową postać, z ludowej dworską się stając, 
i tak do wyższej się potęgi wznosząc. Nie sądźmy, ażeby 
aię przez to wyrodzić, i lepsze swe przyrodzenie nodat na 
gorsze zmienić nasz język, z polskiego w rzymski się tok 
przelewając: plastyk bowiem, który go tak uksi^taitował, 
miai na celu sam tylko wyraz, a nie ducba. Chciał zetrzeć 
z języka dawną szorstkość, a przez to wynaleźć dla myśji 
pęta, ażeby ta wydobywając się na jaw, objawiała się 
z wszelką na dworność oględnością, bez uchybienia w czem- 
kolwiek grzeczności. Dobrze albowiem mniemał, ze dwor- 
ski człowiek skoro prawidłom sztuki podda, swe słowa, 
tem bezpieczniej będzie umiał stawiać kroki wśród dwo- 
rtUA^ycb mężczyzn i niewiast, nauczy się popisywać z my- 
ślami i mową, nie dla tego, by co inszego w sercu, a co 
inszego na języku mając, łudził i odwodził od wynurzenia 
prawdy, ale owszem dla tego, by wiedział, jak ją, bez 
obrazy przyzwoitości, wynurzyć ma jawnie, jak rzucić za- 
słonę na objawiające się słowa, a przez to jak stawać się 
użytecznym dwojako, bo pod skromności, a więc moral- 
ności i szczerości względem. Jakoż tak uważana Górni- 
ckiego mowa, przedstawia cóś osobliwego, cóś nadzwy- 
czajnego, cóś az do zjawienia się Dworzanina nieznanego 
w Polsce. Tćj plastyki, która drugi okres ojczystego kra-* 
samóstwa, w przestworze przebiezonych od nas wieków 
stanowi, nie moina się było snadź nauczyć w kraju, gdy 



46S 

si^ na nią żaden z pisarztf w prMd CMnickim nie zdobył, 
i gdy dopićro od czasa pokazania się jego Dworzanina 
wszedłszy w iyde, stała się odtąd powszechną. Tego ży- 
da, nie byłaby snadź mogła nabrać polska mowa, i nie by- 
łaby się mogła rozwiać własną potęgą, gdyby jćj był 
sSEtukmistrz nie okuł pozornie w rzymskie pęta, gdyby jej 
w świetną nie był przybrał szatę. Tćj gruntownosd myśli, 
tego czuda, które dziś jeszcze ma swoje wartość, nie mia« 
łyby były Górnickiego pisma, gdyby był obcych nie naśla* 
dował wzorów. Nic jednalde mowa nasza przez to na swtj 
nie straciła mocy; bo wyzuta z gminnej odzieSy, i w nową 
piękność, a powab, wzniosłość nawet, przybrawszy się, 
przystała lepiej odtąd wyrazowi uniesień wyższych. 

Jest Rej humorystą, jest nim i Górnicki: ale jego hu- 
morystyka przyzwoita, dowcipna, skromna nawet tam, 
gdzie jest dwójznacżną : co wszystko przeciwnie się ma u 
Reja, którego dykteryjki, w Przypowieściach mianowicie 
objawione, sprawiają ckliwość, gdyi są częstokroć piętnem 
bezwstydu nacechowane. Właśnie takowe pochwyciwszy 
Górnicki, na wspak obrócił jedne, i z niechlujnych uczjuił 
przyzwoite; drugie wziął za przykład, i w miejsce jało- 
wych połoSył dowcipne; inne na koniec nastroił tak, ii 
powleczone zasłoną przezroczystą, zamiast obracać dwój- 
znacznością, umacniają owszem w obyczajności, i niewinno- 
ści strzegą. Jak Rej, juz to w Przypowieściach, jui w Zwie- 
rzyńcu, wywiódł na pole dowcipów różnego rodu polskich 
obywateli, i począwszy od Króla przebiegł wszystkie stany 
królestwa; jak różnego wieku, płci, powołania ludzi prze- 
pędził przez rózgi, nie juz satyrą uszczypliwą, lecz często- 
kroć grubym ochłostawszy ich żartem; tak Górnicki) za- 



464 

cząwszy od Monarchy, przeszedł wszystkie, duchowne 
i świeckie stany, dostojeństwa i urzędy, naukowe, rolni- 
cze, kupieckie zatrudnienia, słabości wreszcie ludzkie, na- 
miętności, zabobony; mówiąc o tern co się Polakom, Litwi- 
nom, Niemcom spolszczonym^ powiedzieć wydarzyło do- 
wcipnie, w kraju i za granicą. Wszystko zaś po większej 
części nie z swojćj opowiedział głowy, lecz, w czem jego 
największa leży zasługa, wyjął zżycia, czyli w obiegu 
świeżo będące, bo za starego i młodego Króla (za Zygmun- 
ta L i za Zygmunta Augusta) wydarzone przypadki pocie- 
szne, i triefoe o nich pogadanki, uwijające się w wyższych 
i niższych warsztwach polskiego społeczeństwa zebrawszy, 
w ustajepowkładał,przekęsem dowcipnie wojujących Dwo- 
rzanów polskich. Prawi Rej o tem, jak ktoś zapomnianych 
pierścieni Królowi nie v¥rócił, co i jak przytrafiło się Li- 
twinowi, Niemcowi, Tatarzynowi, Księdzu, (którego do 
kozła przyrównano): o chłopach i wilku, o niewiastach 
i t. p. rozprawia. Mówi i Górnicki pociesznie o tem, jak 
Zygmunt Stary postradał swoje pierścienie, co mu do- 
wcipnego powiedział o skarbowych Pisarzach Chalecki Li- 
twin, jak Grabowiecki Starosta mławski (spolszczony Nie- 
miec) przedstawiał się światu, jak się Biskup wileński uba- 
wił, posłuchanie dając posłowi tatarskiego Chana, co oby- 
watelowi sandomirskićj ziemi nazwiskiem Kozieł dowci- 
pnie powiedział prosty pachołek z imieniem jego igrając, 
co się Włochom nocującym w lesie wydarzyło z wilkami, co 
o niewiastach prawił Rej z czaplami je porównywając (1). 
Ta szczególniej część dzieła (stanowi drugą księgę 

(1) Jeżeli mi kiedyś przyjdzie >vydać powtórnie Polskę pod 
względem obyczajów, umieszczę w nićj wszystkie te żarty. 



463 

Dworzanina,) zrobiła wielkie wraienie na czytającej publi- 
czności. Widziano w nićj wierny obraz sposobu myślenia 
i bumoru polskiego narodu, we wszystkich słojach spcHte- 
czeństwa uważanego. I rzucili się, ale mali tylko pisarko- 
wie, do naśladowania Górnickiego, liczne na podobieństwo 
jego popisawszy dzieła (1); lecz nie sprostali wzorowi 
swemu, i, dziwna rzecz, ze sam nawet piszący go iadnem 
dziełem, które następnie wydał, lub w rękopiśmie pozo- 
stawił, nie zrównał swemu Dworzaninowi, ze cokolwiek 
odtąd bądź tworzył bądź układał, daleko za tćm pozosta- 
ło pismem. Tak więc Dworzanin jest początkiem i zenitem 
sławy Górnickiego, za który nie poszedł wyzćj dowcip je- 
go, jak zaraz wykażemy. 

DZISŁA MAŁEJ WARTOŚCI. 

Puścił się naprzód na pole poezyi, lecz mu się na niem 
nie powiodło. Nie znaliśmy dawniej tćj poezyi, teraz ją 
poznaliśmy. P. Trębicki bowiem wydał Górnickiego tren, 
który ułołył na śmierć swej zony, Barbary z Bezdziede 
Broniewskiej, r. 1587 zmarłej. Koniec jego (2) podobał 
się nam : 

O! Śmierci krwi niesyta czemusz oie zabita 
Mnie, Sibym dal swoy Żywot za tę co mnie mila. 
I podobniey mnie było, w leciech podeszłego, 
^ Wzią(5, niz tę co niemiała roku trzydziestego. 

Ale.4 y tak złośliwa mnie nieomineła. 
Boś w ciele moiey Inbey mnieś większą częśd wzięła. 
Dokonay już bezecna a tym mnie przeprosisz, 
Gdy tak mnie iako żonę twą ostrą pokosisz. 

(1) Przy wiedziemy je w drugim tomie naszego dzieła, mtfwiąc 
o pismach zabawie I nauce poświęconych, miejsce dzisiejszych ro- 
mansów zastępujących. 

(2) Porównaj Bibi. warsz. r. 1843 111. 80, 81. 

. FI8MUN. POLS. T. I. ^^ 



466 

Nistępuie przełoSył z tak zwanego Seneki tragika (1) 
jednę triyedyą (2), niby na przykład (mówiąc Górnickiego 
słowy, w przypisania dzieła Piotrowi Wiesiołowskiemu 
Sekretarzowi królewsk. wyrzeczonemi) .mogąli tym kształ- 
tem wcliodźić w polskość rzeczy, językiem greckim lub ła- 
cińskim pisane. ** 

Odtąd wziął się znowu do naśladowania, i jak z wło- 
skiego Dworzanina, tak z łacińskiego dzieło o dobrodziej- 
stwach Seneki filozofa spolsczył (3). Sam o tćm mówi 
w przypisaniu swćj pracy Zygmuntowi 111., zeznając: Se ją 
ułoSył „dogadzając wyrozumieniu łatwemu a nie rzeczam, 
obyczajom y ludziom Rzymskim czasów onych, a y tu y 
owdzie przydawając nieco swego; a niektórych rzeczy dla 
pewnych y ważnych przyczyn nie tykając, y niektóre tez 
odmieniając." 

Następnie, w krótkiej przemowie do czytelnika, jaśniej 
tłómacząc się w tym względzie, mówi: ze w przekładzie 
tym „przestąpiło się abo co tym czasom nie służy, abo to, 
czego lepiej nie wiedzieć niz wiedzieć/' Pogaństwo i zabo- 

(1) Bezimienny a nadęty poeta uzyskał imię Seneki, zprzyczy* 
ny iz i Seneka filozof trajedye pisał. (Porównaj Kwfntyliana VIII. 3, 
31. IX. 2, 8.) Lecz sposób pisania trajedyi, które do nas doszły^ a 
z których jedne z najlepszych przełożył Górnicki, wykazuje, !e ich 
Seneka filozof pisać nie mógł. 

(i) Troa&^ Tragedya % Seneki^ w Krak. uŁa%ar%a 1589^ 
według Juszyńskiego, bom Ja nigdzie oglądać J^J nie mógł. 

(3) Tak dobrze osądzili juz to pismo inni, (porównaj Sobole- 
wskiego u Joch. I. 168,) których niesłusznie gani P. Trębicki, Bibl. 
warsz. tamie 102. tłómaczeniem go zowiąc. Wyszło w Krak. 1593 
pod napisem R%ec^ o dobrodzieyslwach % Seneki w%ięta. Docze- 
kało się i drugiego wydania r. 1790, o czćm tamie 91, zobacz. 



WfWw 

bony Z chrześciaństwem niezgodne opuścił, i dzieio caie 
przyswoił raczą) polski^ narodowości, aniżeli wytłóma** 
czyi je wiernie. Dla tego tez w przekładzie tym występu^ 
ją w przykładach, Moskwa, Tatarzy, Węgrzyna i Kanonia 
cy (1). Przywiedziony od Seneki wyjątek zpierwsząj sie* 
lanid Wirgiliusza, wytłumaczył wierszem, dowolnie ale 
dosyć zgrabnie. Cokolwiek odtąd pisał, pozostawił wr^^ 
kopisie, zkąd synowie zmarłego wydawali pośmiertne te, 
miernej wartości dzieła. Przejdę je po kolei. 

Występuje naprzód : Demon Socratis albo rozmowa 
zlodzieia z Czartem, wydany 1626 z popratcą (jest 
w Warsz.) Przerobione więc, snadż przez którego z synów 
zmarłego, wyszło to dzieło. Treść jego następująca: „Zło- 
dziej namiętnie kochający dobre panie (nierządnice), stał 
się zbrodniarzem z poczciwego człowieka. Rozpoczął 
obrzydłe swe rzemiosło od kradzieży srebrnego pasa. 
Gdy długo kradał, schwytany wreszcie został i osadzony 
w więzieniu. Tam, rozmyśliwąjąc nad swym losem, kląć 
zaczął czarta, który go przywiódł ku złemu. Wtem stąi# 
przed nim czart, i dowodzi, ze nie diabeł, lecz i owszem 
sam złodziej, folgując namiętności, skusił siebie, pozbył 
cnoty i piekłu oddał się w ręce: które wszakże nie będzie 
miało mocy nad grzesznika duszą, jeżeli ten, przyznawszy 
się do winy, z chęcią odda się na pokutę, a wycierpiawszy 
mękę, zamieni życie niecne na błogi żywot po śmierci." 
Widać i ztąd, jak lichym poetą był wzorowy nasz stylista, 
gdy tyle cnót przypisał diabłu, i jak stosownie do pojęć 
ludu o diable polskim prawił, gdy te słowa włożył w usta 

(1) I. 6, IV. 14, VL 18, 10,. VIL 10. Resztę wtćj nio-za ^ 
Jothera w obrazie 1. 168. zokacz! 



4«8 

SEatanowi. »,Alem ja jest ztych duchów, co na powietrzu 
mieszkając, jest im to woIdo z tym lub z owym stowarzy- 
szyć się człowiekiem, y abo w tym abo w owym przemie- 
szkiwać miejscu, przykrości nie czyniąc nikomu, owszem 
się podczas w rzeczach potocznych człowiekowi zachowu- 
jąc, i jego z większego złego do mniejszego prowadząc. 
Jakoż miewałem ja wielekroć towarzystwo z ludźmi, a 
z Sokratesem wiodłem najwiętsze, człowiekiem cnotliwym, 
y mądrym na świecie. Otoz mając ja litość nad tobą, cho- 
ciaś ty nie mnie ale tym którzy w piekle mieszkają świe- 
czki stawiał, radbym ci tak pomógł, żebyś jako na umyśle 
tak i na ciele, tu na tym świecie odcierpiał: bo możesz mi 
wierzyć,' ze y ci w piekle czartowie, nie wszyscy pragną 
zguby ludzkiey, mała to roskosz iest mieć towarzysza 
boleści.* 

Następuje dzieło, które również jak Dworzanin byłoby 
wielką zrobiło sławę Górnickiemu, gdyby mu był sprostał. 
Znam dwa wydania jego. Jedno (jestwbibl. gimnaz. warsz.) 
mające napis: Rozmowa Polaka z Włochem o wolnościach 
y prawach polskich, które wyszło bez miejsca i roku (1). 
Drugie ma tytuł następujący: Rozmowa o elekcyey, o Wol- 
ności, o prawie, y ohyczaiach polskich. Pod czas Etectiey 
Króla Zygmunta III. czyniona. Terai nowo wydana przez 
Po tomki iego, za pobudką umknienia Tytułu y własno- 
ści Authora prawdziwego, w Krakowie u Dziedziców Ja- 
kuba Siebeneychera. Roku Pańskiego 1616. (czytałem 



(1) W ćwiartce, stronic 101, ostatni znak druku N. 3. Tytuł 
jak podaliśmy, |ma wkoło obwódkę, i flores w środku. Treść niby 
rozdziałów, wyrażona Jest po marginesie, tudzież wypisani są czel- 
niejsi pisarze, zktórych rzecz wyjęto. 



. • 



460 



wKorn). Wydawcy Jan i Łukasz Górniccy aczyaili „w Gło- 
wie 20 Aagasti Rokn 1016/' dzieła tego przypisanie 
„Adamowi Konstantemu KsiąSęcin Ostrogskiemu, Hrabi na 
Tarnowie/' gdzie między innemi mówią: „|e Łukasz Gór- 
nicki dzieło swe napisawszy, dał do odczytania Krzyszto- 
fowi Radziwiłowi, Janowi Zamojskiemu, Markowi Sobie* 
skiemu Wojewodzie lubelsk. i wielu innym. Ci radzili, aie- 
by wyborne to pismo nie zaraz było drukowane, lecz ra- 
czćj aieby poczekano, azby naród nasz sam przez sie 
rząd sobie zasmakował. Do czego gdyby przyszło, dopie- 
roby te rzeczy sprawić co dobrego mogły." I tak się stało. 
Byłoby długo leżało to dzieło, gdyby je był pewny szla- 
chcic 7 ziemie przemyskićj (1) za swoje wydrukować nie 
kazał, przypisawszy je temuż Adamowi jKonst. Ksiązęciu 
Ostrogskiemu. To było pochopem synom zmarłego, ie 
dzieło ojca wydobyli, i drukiem powtórnie go ogłosili. 
Miało następnie kilka wydań to dzieło, a nawet na język 
niemiecki r. 1753 (2) przełoione będąc, po dwakroć 
w swym przekładzie wytłoczone (3) zostało (4); cojo£ 
samo za wielką jego wziętością przemawia. W ścisł} m zo- 
staje ono związku z drugiem Górnickiego dziełem. Dzieje 
ir koronie polskiej (5), tudzież z trzeciem i ostatniem, któ- 

(1) Podług Kiesieckiego Ul, 241. Piotr Suski Pisarz grodzki 
przemyslski. 

(2) Czytałem w bibliotece tak zwaućj ś. Bernarda na nowem 
mles'cie w Wrocławiu. Myli się więc P. Trębickl rok 1752 wyjściu 
jego naznaczając. 

(3) Drugie wydanie 1762 wyjść miało. 

(4) Porównaj zresztą P. Trębickiego [wyzćj przywiedziony arty- 
kuł 92. nstpn. 

(5) Wyszło po raz pierwszy w Krakowie 1637, następnie cztery 
jeszcze wydania uzyskało. 



470 

re pod tytułem Droga do zupeiney wolnaiói syn jego Łu- 
kMs, szeiićdueaięcioletni starzec, Dsiekaii warmijski, po- 
dał do drako r. 1650 w Elbłągn (1), z rękopisów go po 
ojca pozostałych wydobywszy. 

Nie w tym porządku lat, jak je wydawano, powsta- 
wały te dzieła: naprzód bowiem napisał Górnicki Dzieje, 
następnie Rozmowa ułożył, na koniec Drogę do wolności 
wskazał; o czem syn jego Łukasz wyraźnie wspominając 
w przypisaniach, (dziąje przypisał Władysławowi lY. Dro- 
gę Jonowi Kazimirzowi,) okaząie i to, iz stosownie jak te- 
go okoliczności wymagały, lub jak pisma owe odkrywał 
w papierach po ojcu pozostałych, ogłaszał je drukiem. 
Jakoż gdyby nie postępek Suskiego, nie byłby się jeszcze 

o 

na wydanie Rozmowy odważył. Ze zaś do niej nie przy- 
dał Drogi, i razem z tamtą w świat jćj nie wyprawił, był 
ten powód, iz ją dopiero r. 1628 (2) między rękopisami 
ojca odkrył. Nie sądził być bezpieczną rzeczą wydać ją za 
Zygmunta III. lub za panowania Władysława IV., wtedy 
bowiem wiele znaczyła szlachta, przeciwko której pisibo 
to wystosowanem zostało. Tak więc wyjść naprzód mu- 
siały Dzieje, a dopiero, przy wstąpieniu na tron Jana Ka- 
zimirza, pokazać się mogła Droga, gdy walące się na kraj 
nieszczęścia przez kozackie bunty, dawały otuchę, iz prę- 
dzej teraz posłucha szlachta cierpkiej prawdy, i dane so- 
bie przestrogi na rozwagę weźmie. 

Ojciec przeto i syn, jak ztąd widzimy, mieli odwagę 
mówić i głosić prawdę, lecz jej ani wynurzyć bez ogródki, 

(1) Porównaj artykuł P. Tręb. 98. 

(2) Jak sam mówi w przekładzie Jaua Barklajusza, który pod 
napisem paraenesU (szeroce tytuł wypisuje Jocher O. 246,) z ory- 
ginału w Rzymie 1617 ogłoszonego, tegoż roku wydał. 



X 



471 

ani w dogodnym cusie wypowiedzieć nie śmieiŁ Jawnie 
to wyicazuje, le trudno, by dworak dobrym był history- 
rykiem, i ze nie mogąc nim być, nie może teł politykiem 
zostać. 

Greckiego mędrca zdanie „poznaj siebie samego'' 
stosuje się do pojedynczego i zbiorowego człowieka^ ja- 
kim jest kaide państwo. Poznaje się sam człowiek, gdy 
bacząc na stosunki, które go z towarzyską społecznoddą 
wiążą, według nieb stawia swe kroki, gdy namysłem 
i ostró2nie wkaidej sprawie działając, postępuje z wszel- 
ką na siebie i świat oględnością. Toi samo się o zbioro* 
wym człowieku rozumie: i on bowiem w podobnychłe, lu- 
bo daleko rozciąglejszycb, zostając do świata stosunkach, 
winien baczne zwracać oko na siebie, i na to wszystko co 
go otacza. Doświadczeniem uczony, miarkuje obecność.*prze<- 
szłością, z tego co było wnioskując o tern, co jest i będzfe. 
Właśnie to jest mu pewnikiem działania, jest podstawą 
prawdy, jest przekonaniem (o tćm, ie nie mylnie stawia 
swe krdki, Se tą postępując drogą, dojdzie do celu swych 
iycitt. A poniewaS tem jaśniej, im wielostronnićj wycho- 
dzi na jaw prawda, i znowu ta zrdinćj uwalana strony 
rdznie się pokazuje, przeto 'pojedynczy i zbiorowy czło- 
wiek tćm lepiej siebie i swój do świata pozna stosunek, im 
bliżej i głębićj ludzkość rozwalając, z właściwego się na 
nią stanowiska zapatrywać nauczy. Któż schowany na łonie 
pięknej przyrody będzie się jćj umiał z właściwego przy- 
patrzyć stanowiska, podziwiać, pojmować, rozmawiać 
z nią, jeżeli nie zna jej języka? Któi rozwalając siebie 
i świat, poznał swe jestestwo, i w sercu tych z którymi 
obcuje czytać potrafił, jeleli nie poznał świata, czyli zbliż- 
ka się z tym nie obeznał, z którym wszedł w stosunki ? 



472 

Któl da sposobność dragim do odgadnienia, czego sam nie 
odgadł* jeieli zimnym i martwym dla nićj będąc, nie od- 
kryje im prawdy, lub wyjawi ją po niewczasie? kiedy joz 
ostygną dla niej serca, i. sama stanie się umarłą lub nawet 
dziką, dla tycb, co j^ siuzyć i pojmować ją chcieli? Zaiste 
nie poznał siebie samego Górnicki, i Polska nie mogła o 
sobie przeświadczyć się z jego nauki, gdy mniemał, ze jak 
w mowie, tak i w dziejach dworować można, gdy history- 
kiem nie będąc politykował, gdy sądził, ze dobrze ten 
czyni, który ludziom nie głosi prawdy, kiedy jej słuchać 
nie chcą: jak gdyby piękne słówka stanąć mogły za rzecz, 
jak gdyby ten, co nie poznał ludzkich stosunków, mógł 
uczyć drugich, jak świat pojmować mają, jak gdyby miło- 
śnik prawdy nie miał obowiązku głosić jćj i tym którzy 
nateraz są dla niej głusi, jak gdyby słuchacz mógł sobie 
dośpiewać piosnki, której nigdy nie słyszał, a ten na któ- 
rego ustach ostygła i umarła prawda, mógł się spodzie- 
wać, iz nią trafi do serc potomnych. 

Przytaczając na to dowody, com wyrzekł, usprawiedli- 
wiam powództwo (moje, na pisarza przed sąd historyi wy- 
toczone, własnem jego zeznaniem. Wydał bowiem Górni- 
cki pamiętniki swojego czasu, w których zamknął wszyst- 
ko, co widział od r. 1532 do r. 1572 lub czego miał wia- 
domość dostateczną, liche napisawszy dzieło. Gdyż nie 
tylko nie postąpił w niem dalej od swoich poprzedników 
w sztuce pisania dziejów, lecz nawet wsteczny krok uczy- 
nił. Pominąwszy formę, (którą zupełnie od .starożytnych 
pisarzów przejął, włożywszy w usta występujących na wi- 
doku dziejów mowy niby ich własne,) nie widać w rozwi- 
nięciu dzieła zalet greckim i rzymskim historykom właści- 
wych, lecz widać błędy, które przejął od nich: przez co 



47S 

zagrodził sobie drogę do zapatrywania się aa dzieje z po- 
litycznego stanowiska. Bo naprzód ubliiai prawdzie, ina- 
czej jak było o głównej osobie, o Królu Zygmuncie Aur 
guście, podawszy. Powtóre, przywiódł drobne okoliczno- 
ści, a pominął waSniejsze w kraju wypadki, o których jako 
ły}ący pod bokiem Monarcby, jako polityk, powinien był 
mieć wiadomość dostateczną, gdy ją mieli inni, z położe- 
nia swego mniej świadomi krajowych zdarzeń. Po trzecie, 
drobnostek nawet tych nie przywiódł dokładnie. Po 
czwarte, dał nam za rzecz piękne słówka, wypadki dzie- 
jów krasomówstwem zastąpiwszy. Zgoła tez same popeł- 
nił błędy, co Liwiusz, którego naśladował, a który ró- 
WBieS jak nasz pisarz, dworował, drobnostkował, szcze- 
gółów się chwytał, a ogół spuszczał z uwagi, rzymskiemu 
Augustowi i patrycyuszom z ujmą ludu nadskakując, wyli- 
czaniem ijawisk natury zabawiając czytelnika, a ducha 
polityki Rzymu nie ukazując mu. Lecz ogrom rzeczy opo* 
wiedziaaycb, i inne od Polaka w opowiedzeniu ich cele, 
kaią nam o tych usterkach rzymskiego zapominać history- 
ka; gdy przeciwnie zniewalają do przyganienia Górnickie- 
mu, właśnie dla tego, ii na dziejach rozwój politycznego 
stanu Polski oparłszy, właśnie nie zgłębił tego, co chciał 

o 

w praktyczne wprowadzić iycie. Ze nie sgłębiai rzeczy 
i nie szukał prawdy, dowodem na to jest rzecz o Skarta- 
belach, której w Rozmowie Polaka z Włochem dotknąwszy, 
twierdził, „źe to byli tacy obywatele, ktńrzy nie chcąc 
się poczuwać do obowiązków szlacheckich (nakazi^ących 
by każdy obywatel, który imię (majątek ziemski, dobra nie- 
ruchome) posiadał, służył w myśl prawa rycerskiego 
(szlacheckiego) w wojsku), i dla tego wyprzedając się 
z imion, przenosili się do miast.! wnich jako SkrytobyUnm 

PlimSK. POŁS. T, I. ^^ 



474 



(jako ludzie sjrjący skrycie,) ukrywali aię przed wojakawo'- 
ścią". Lecz o Skartabelachjako salacfacie po miastach nie- 
ukrywając^ się, mówi właśnie ten statut (wiślicki, w sta- 
tutach Łaskiego) na który się powołąje Górnidu, o czem 
Hiedzieć nalełało temu, który rozważał prawa polskiej 
szlachty. Tamże mówi, ze kokoszą wojna ztąd nazwisko 
swoje wzięła^ i£ podczas pospolitego ruszenia za Zygmun- 
ta 1. szlachta, niedopuszcząjąc się wielkich na majątkach 
współobywatel gwałtów, same im tylko kokosze na ży- 
wienie dla siebie zabierała: co za dobrą monetę wziąwszy 
inni (1) toz samo powtarzali, chociaż na podoręczu mieli 
właściwe nazwiska tęj wojny znaczenie, która jakoby na 
gdakaniu kur, czyli na próznąj skończyła się gadaninie 
(9). Poświęciwszy swe dzieło przedstawieniu obrazu nie- 
szczęść kraju, które z lekceważenia praw i zle zrozumia- 
aiij wolności wynikły, i obraz ten na widok publiczny wy- 
stawić zamierzywszy, dał Górnicki do obejrzenia temu, 
który przez szlachtę (aczkolwiek nią pogardzał,) najwię- 
cej w kraju wichrząc (3), miał właśnie w tern swoje wido- 
ki^ by ta nigdy nie przejrzała. Jan Zamojski, jak aę spo- 
dziewać naleiało, radził wstrzymać druk dzieła. 1 usłu- 
diał go dworak Górnicka nie poszedłszy torem sławnego 
poprzednika swego, z którego wiele wypisał (4); nie po- 

(1) Pordwnaj Lindego p. w. koko$%. 

(2) Inne usterki wytyka Witwicki w wieczorach Pielgrzyma I. 
399 Dstpn. 

(S) Porównaj w trzecim tomie tego dzieła opisaną broszurę, 
mającą napis: Erorb&arUie które 9ie dtaaly pr^ess Osube Kaen^ 
cterską J,żnmof/8kiego. 

(4) Joan. Ośirorog matmmenium pro camUiU generaUna 
tiBgni sub rege Cm9taUroprB reĄfubficae ardinaiione congetium. 



475 



^WBzy, jak Ostroróg, uwag swydi do wifidomośei puUł- 
€ED^ uwag któreiii labo w XV wieku wzgardził sejm, jt^ 
dnakłe wXYi przyjął je, i po większej częśd wprawo aa- 
niwił. Tuszę, £eby Utkiez samo, a przynajmniej pooiekąd, 
miało 66raiekiego dzieło powodzenie, gdyby się był od* 
wałył przemówić do narodu za łytia: dziwna bowiem jest 
potęga słowa, i zwykle więcej robi wraienia na pabliciM* 
m wydane za £ycia piszącego niz pośmiertne dzieło. Gdy 
m wspak poszedł zamiar, uderzył nasz polityk w inną 
stronę, i w duefau pańskości napisał dzieło polityczne) tre*- 
śct Drogą do szctęida nazwawszy je. Przejąwszy się za 
młodu tą myślą, „ze narody mogą być szczęśliwe, tylko pad 
nądem monarchicznym lub repubHkanckim tym, w którym 
rej wodzi arystokracya paAdm'', i będąc tego przekonania 
..ze współrządy średniego stanu (a niby taki składała szla^ 
cbta w Polsce) do bezrządu wiodą", radził władztwo Polski 
na wzór rzeczypospoUtćj weneckiej {przeistoczyć, i nama- 
wiał naród, ażeby takowe ziozył w ręce panów wyłącznie, 
którzyby je sprawowali przez radę nieustającą (1). Aieby 
zaś rzeczypospolitej tak urządzwej na rodacb pańskich 
nigdy nie zabrakło, powtórzył daną juz w Rozmowie ra- 
dę, by w domach magnackich urządzono branie dziedzictw 
fposobem majoratów; skutkiem czego najstarszy w rodzie 
dziedziczyłby, wykluczywszy od majątku rodzidekkiego 
resztę rodzeństwa. W takiój rzeczypospolitej (mówi Górni- 
du,) byłoby Króla obowiązkiem doglądać tylko, »i£by ka- 

Dzfełko pisane około r. 1 460. Z rękopisu wydał go, roJcu i iiiiej9C}i 
druku nie W3rrazlwszy, w Warszawie 1831. Jan WIjic, Bandtkie^ 
•wraz z polskim przekładem. 

(1) Sejmem ustau>ic%nym^ nazwał ją w Rozmowie; ur%ędem 
gónąfm^ mianowi^^łą wfoatec 4iz»pełn^ Wolnośtł. 



.476 

idy przełOKOiy orzędowi swemu dosyć uczynił. Sam nie 
będzie nic mógł, ale ze wszystkiemi władać wszystkiem 
będzie. Będzie on wprawdzie niewolnikiem w pośród wol- 
nych panów, ale święta to niewola mieć się dobrze, mieć 
wielkie dochody, dwór ozdobny, uSywać przejazdek w ło- 
wy, być we czci u wszystkich, Electorem być wszystkich 
dostojeństw, a nie kołatać się po drogach.* 

Nie tylko rady te, lecz zgoła wszystkie myśli, które 
w swych dziełach (w Rozmowie i w Drodze mianowicie) 
o poprawie rzeczypospolitej objawił, nic nowego nie za- 
wierały. O naduiyciach bowiem, które wytykał, wiedzia- 
no powszechnie, szło tylko o to , a£eby powainy jaki pi- 
sarz (takim właśnie był Grórnicki.) przemówiwszy o tako- 
wych, zrobił wielkie na narodzie wrażenie, zwłaszcza gdy 
słowa Skargi, w kazdem niemal sejmowćm kazaniu w toz 
samo godząc, do serca nie trafiały sejmującym stanom: 
wielu bowiem protestantów liczył sejm w swoim gronie, 
którzy się z słów mówcy, jako Jezuity, natrząsając, z wia- 
trem je puszczali. Samym nawet katolikom szło w nie- 
smak, o czem do nich przemawiał Skarga, gdy ich temi (1) 
upominał słowami: „przezacai panowie, nie czyńcie z Kró- 
lestwa Polskiego Niemieckiego Rześkiego miasta; nie czyń- 
cie malowanego' Króla, jako w Wenecyey, bo weneckich 
rozumów nie macie , y w iednym mieście nie siedzicie". 
A oni właśnie pielęgnowali oddawna myśl, by tak uczynić, 
by wszystko jak radził Górnicki zrobić, zwłaszcza gdy 
przed wieki wszystkie słowiańskie ludy miały demokraty- 
czno-arystokratyczną zasadę rządu, którą, aczkolwiek się 
juz zupełnie była zużyła, i, za wolą samychze panów,. 

(1) W kazaniu czwartćm scij^owte ^o monirchii" mianćm. 



477 



w szlachecko-demokratyGziią lasadę przeszła, y 
ją znowo ożywić, i przez nią rzecz-pospolitą polską na 
pańsko-arystokratyczną obrcHrić chciano. Rozbierzmy za- 
sadę takiego rządu. 

Wrodzone to sobie mąiąc człowiek, by do lepszości 
zdążał i ubiegał się za wyższością, właśnie przez to samo 
zostaje, nawet mimo wiedzy i woli, arystokratą, jak chłop 
polski , który w kwestyi o małżeństwie nąjarystokraty- 
Gzniejszemi kieri^e się zasadami; jak każdy zgoła poje- 
dynczy i zbiorowy człowiek, który z samego przyrodzenia 
jest ar)'stokratyzmem przejęły: bo, jak rzekłem, za le- 
pszością i wyższością ubiega się, czyli za arystokratyczna- 
scią (według wyrażenia się Greków, twórców nazwiska 
arystokracyi i nąjgłówniejszych jej w starożytnym świe- 
cie rozkrzewicieli,) goni. Początkowo trzyma się człowiek 
źrzódła, z którego mu wyobrażenie o rzeczy płynie, i do 
urodzeniapojęcie arystokracyi przywięzuje: lecz z czasem 
sięgając wyzćj i coraz wyiej, zacność naprzód, następnie 
różne, według różnych od wyobrażeń w narodowości swo- 
jćj uzasadnionych, kładąc wyższości warunki, mierzy pojęć 
swych stopą wyższość ową, oddalając się coraz więcej od 
pierwotnego źrzódła, czyli nie koniecznie już do rodu 
przywięzując arystokracyi znaczenie. Tak z czasem sami 
Grecy przyznawali wyższość tym tylko rodom, które do- 
brze krajowi się zasłużyły, i nabyły przez to prawa do 
uważania się za coś wyższego od reszty obywateli. Tak 
Rzymianie, którzy te pojęcia dalej rozwijali, prawem 
uświęcili, ażeby było wolno dobrze zasłużonym dla kraju 
mężom, zewnętrznemi się oznaki, od reszty obywatelstwa 
odróżniać (jus imaginum), ażeby nawet ci, którzy, ze 
świetnych nie pochodząc rodów, położyli wielkie zasług 



47S 



V krąni (homin$s noviJ, tegoż saiiegt prawa byli ucae* 
atnikaaiL Po Grekach i RzymiaDach Słowiaaie i Niemcy 
Mjbardiiej arystokracyi sprzyjając, kładli jćj za waranek 
naprzód obywatelskość, (jak to było u Słowian,) i kasto -• 
wośc rodową, 0ak było u Nienciłw,) następnie zaś, miano- 
wicie od czasu zetknięcia się z Rzymianami , rycerskość 
wiążąc z rodowością, na dwóch tych zaćnościach wyi* 
szość zasadzali obywatela. Dwa te (naprzód odrębnie, na* 
stępnie zaś, od czasu wystąpienia Franków na widowni 
dziejów, łącznie pokazując się u europejskich iadów) po* 
jęcia arystokracyi, walczyły z sobą zawsze o pierwszeń- 
stwo, probi^ący która przemoie którą. Pierwsza mocno 
zakorzeniwszy się u naddunąjskich Słowian, przebiegała 
mem z nimi południową Europę, i doszła a2 do gór al* 
fcgskich^ szczególniej się nad rzeką Lechem w Bawaryi, 
lodziei w przepysznym Wenecyan rozgościwszy grodzie(l). 
Drugą, przez kastowych Niemców upowszechnioną na pół- 
Bocy, zwichnął iołnierski duch Rzymian, tem łatwiej zmia-* 
nę wyobraień w t^ mierze zrządziwszy, gdy duchem woj- 
skowości przejęci Frankowie, rycerskość kładli za główny 
warunek wyiszości obywatelski^}. Duch ten owiał i prze- 
siedlonych Słowian z za Karpat przed Karpaty; od cza<- 
«św zaś jawionych między nimi Lechów, zamieszkał u nich 
na zawsze: zkąd powstała walka zastarzałych wyobrazei 
z nowemi, gdy dawne rody nie tamąjąc drogi postępowi 
Mwych myśli, bierne jednakie raczej, niz czynne znaczę* 
nie przyznać chciaiy zasłudze. Krótko mówiąc, ebcifd:y 
' ' I. 

(1) Według iex Ba}marimrvm^ z szóstego po Ciur. wieku, wy. 
trans liczba zndLoaAych rodzin sttla u steni rządu. To£ saoio 
by to w Polace, j w Czedmch niegdyś. 



470 

tego dawM rody (jponowie), aieby rycendcim czynem n- 
jrttiioiy knjowf obywatel (siladidG,) ttiał cześć i posza- 
nowanie osobiste, a wpływał aa nądy kraju, w dalszte 
dopiero pokoleniu, gdyby szczęśliwym zbiegiem okoliczno- 
ści ttdaio się jego następcom zachować świetne przo&ów 
imię, odświełać przez nowe czyny nabjtą sławę, i tak ćią* 
głem następstwem zasług utrzymywać w swym domn blask 
wsławloMgo imienia, wynosząc je przez to do rziędu ro- 
dowych kraju znidcomitości. Gdyby, czci owćj osobiście 
posiadanćj nie na samem poszanowmiiu ograaicziuąc, 
chciały były starołytae rody, stosunkliwo do zasług, zle- 
wać na zasłaionych takie korzyści, jakich kraj dostarczał, 
a nie garnęły ich do siebie wyłącznie, byłby cel dopięty; 
lecz gdy się przeciwnie działo, a szlachta miała po sobie 
prawo, przeto zasada ta, chwiać się zaczęła, kołatana bę- 
dąc wpływem stronnictw, co znowu zasadę rządów kraju 
wstrząsało. 

Na^pomknęliśmy we wstępie, zkąd i jak potworz}'ły się 
w Polsce stronnictwa, i jak na pansko-^ziacfaecką polska 
wykierowawszy się rzeczpospolita , żyła w nierówności 
praw, gdy jedno stronnictwo z krzywdą drugiego ciągnę- 
ło do siebie korzyści, rąj wodząc w rządach kraju. Doma- 
gano się przeto naprawy rzeczypospolitej, i tego miał do- 
kazać Zebrzydowskiego rokosz, który, jak tamże napo- 
mknęliśmy , różne nadto miał na widoku cele. Gdy za- 
miar nie dopisał, widoczna była odtąd przewaga stron- 
nictwa pańskiego nad szlacheckiem , tern bardziej, gdy 
stojący dotąd w pośrodku obudwóch Monarcha przechylił 
się na stronę panów, i musiał się przechylić, przekonawszy 
się o tem, ze oni wespół z Jezuitami utrzymali go na tro- 
nie. Atoli Król jak się na j«daę nakłonił atronę , tak ró- 



480 

wiieł most jej odstąpić, do przeciwnego przeszedłszy 
stroBnictwa; zwłaszcza gdyby osiadł aa tronie człowiek 
przedsiębierczy, i przez szlachtę chciał poniiyć panów, 
czyli wpływ ich na rządy kraju ograniczyć. Tego się oba- 
wiając panowie, przedsięwzięli teraz sami przywieść do 
akntku naprawę rzeczypospolitćj , i gdyby nie wojny ko* 
zackie, byliby swój zamiar do skutku przywiedli, mając na 
to dawno ukute plany. Oddawna bowiem zwracali uwagę 
na państwo, które w nader małym zamknięte obrębie, bo 
w jednem skupione mieście, nie małą ziemi władło prze- 
strzenią, obszerne lądy i wielkie posiadając wyspy; które 
drewnianym obwarowane murem, bezpiecznie spoczywało 
poza lasem swych masztów; które stojąc na złot}in piasku, 
wstrząsało podstawą państw na granitowćj osadzonych 
skale; które na pozór słabe bo od wielu rządzone, (mają- 
cych na swem czele lalkę, postawioną na to; by dawane 
sobie i milionom ludów rozkazy podpisywała,) wpływało 
silnie na rządy potęine, bo woli jednego ulegające; które 
nie przez rycerski, lecz kupczący lud wspierane, kierowało 
według woli ogromnemi massami zbrojnych i do oręia zro- 
dzonych narodów. Taką była Wenecya, taką jćj, na poli- 
tyce wspierające się rządy. Podziwiali je polscy panowie, 
i podróżując po Włoszech najdłuićj w Weneckim przesia- 
dywali grodzie, ucząc się wielowładnego miasta sądów 
i rządów, rozważając jego o władzy Prezydenta rzeczypo^ 
spolitej czyli Dozy postanowienia, podziwiając rozkazy da- 
wane rządcom prowincyj (i), przemyśliwąjąc nad tem,a2a- 

(1) W bibliotece ordynacyi Zamojskich czytałem ciekawe parga- 
miny, na których stoi wypisana z r. 1507. InsHŁulio data a Leo- 
nardo Lauretano duce Yenetiae in dignUatem Rectoris imulae 
Cretme acdis poteataits , a. 1519 in potestatem ierrae Marti- 



481 

Uby się nie daio rządów tych usUisować do folski. Łea 
4o tego potrzetMi było wiele warunków, przedewszystkićm 
zaś, ]ąk dobrze powiedział Skarga , potrzeba było wenę* 
ckich rozumów (nauka z bezsumiennością i wytartem pa- 
rana czołem, uczyła tyeh rozumów); na które gdy się na- 
stępnie zdobyła Anglia (1), przeto tez rządy takowe po- 
trafiła zaprowadzić u siebie, i niemi, dotąd stoi. U nas nie 
mogły się przyjąć te rządy, nawet i w części. Przyczyna 
tego leiała w samem żrzódle kast obywlitelstwa polskie- 
go, które z rycerskości powstawszy, tćm samćm postępo- 
we miało o arystokrae>i pojęcie, które z powołania swego 

« 

na rząd kraju wpływając (każdy bowiem *polski obywatel 
był ojczyzny swój Wazałem, i dla tego żołnierzem, przez 
co właśnie wyosobniał się od obywatelstwa reszty Euro- 
py), nie mogło być pozbawione tycb praw i w ówczas» gdy 
w myśl Górnickiego część takowych rządów wprowadzono 
do Polski, Radę nieustającą (sejmem wiecznym, urzędem 
.górnym nazwałby ją Górnicki) r. 1775 (po pierwszym roz- 

nenghi^ a. 1524. Beci&ri insulae Caneae, hisUłuUo in pote$Mem 
ełcUaiis BergmU dmia ab Andr. GrUi^ a. 1530 acHii potesłaUs 
supra citiiałem \enmae. Tamże znajdoje się.* anh camUti A§- 
calu in Yenełia, cm»iUuiiQ pro ccnHUarHs reipmblieae Yene* 
tiarwny z lat 1565, 1569. Zamojski Jan doradzał zaprowadzić do 
Polski postępowanie sądowe Wenecyan, Andrzej Wolan (porównig 
Mich. Balińskiego pisma histor. 111. nstpn.) wystawiał r. 1572 za 
przykład urządzenia praw, do za))ezpieczeDia rzeczypospolitćj zmie* 
rząjących, instytucye weneckie. 

(1) Istny ona dziś Jeszcze przedstawia obraz weneckich rządów, 
po wzięciu na tron r. 1689. Wilhefaoa Stathudera Holandyi, a bar- 
dziej jeszcze po obraniu Elektora Hanowerskiego r. 1693 KrcHem 
Wielkićj-Brytanii, ustanowionych. 

•niicuur. fou. t. i 01 



482 

bjórze krigu,) postanowiwszy. Seeroce się o tem, da Bóg, 
przy dziełach Stanisiawa Konarskiego (który, jak mówią, 
miał wiele korzystać z Górnickiego) rozwiodę, gdy mi 
historyą literatdry XViII. wieku rozwalać przyjdzie. Tu 
potrąciłem o ten szczegół, w kilku słowach rzecz o ary- 
stokracyi znaczeniu, według własnych wyobrażeń zam- 
knąwszy, a potrąciłem przeto, aiebym usprawiedliwił wy- 
łój o Górnickim, jako dziejopisarzu i polityku, wyrzeczone 
zdanie (1). 

4. R. 1578. Jan i inni Koehanowsoy. 

lUą KOCHANOWSKICH, ŻYCIORYS JAMA. 

Nie wiadomo, czy ów Kochan, ulubieniec Kazimirza 
Wielkiego, (od Archidyakona gnieźnieńskiego u Sommers- 
berga wspomniany,) zostaje w jakowym związku z Ko- 
chanowskimi. To wszakże pewno, ze przed wystąpieniem 
pisarzów tego imienia, nie znaną była ich rodzina w dzie- 
jach polskiego narodu. Ale odkąd zawitał na świat (2) 
Jan, i z sześciu swych braci trzech do pisania własnym 
pociągnął przykładem, wtedy rozsławiło się Kochanow- 
skich imię, juz to przez oryginalne dzieła, juz przez prze- 
kłady z greckiego, rzymskiego i włoskiego języka. Słynął 
Mikołaj Kochanowski jako Iłómacz Plutarcha (między rę- 

(1) Reszty o arystokracyi, jćj postępie i wpływach na rządy kra- 
ją, doczytać się można, zajrzawszy w pierwotne dzieje PolsM ! Li- 
twy, w kronikę Lechicką, w historyą prawodawstw, przez nas na- 
pisaną. 

(2) R. 1530 jak s'wiadczy postawiony mu w Zwoleniu nagro- 
bek. Porównaj Mich. Balińsk. Pisma historyczne IV. 102. 



483 

kopisami biblioteki ordynacyi Zamojskich, ukrywa się do- 
tąd przdkiad jego,) i liryk aizszego rzędu, słynęli Andrzej 
i Piotr, jako przekiadacze Wirgilego, Tassa i Aryosta; 
lecz sławę braci prześcignął Jan, który, jak słusznie o so- 
bie śpiewał: 

Pierwszy wdart się na skatę pickney Kalliopy, 
Gdzie dotychmiast nie było znaku polskiey stopy. 

Któż nie pisał o jego życiu i dziełach (1)? A jednakże 
arcyrzadki, ktoby właśnie te z życia Jana wypadki wyo- 
sobnił, i znaczenie ich wskazał, które do zrozumienia 
dzieł jego głównie dopomagają. Nie zastanawia to, (jak 
mniemam,) ze zwiedził Francyą, Włochy i Niemcy; ze się 
spuszczał w sybilińskie lochy, chcąc się w miejscu pobytu 
Kumejskiej wieszczki przejąć poetycznym duchem; Se, ró- 
łne przechodząc życia koleje, różne na siebie przybierał 
postacie, dziś (jak o sobie mówi) będąc żakiem (co w ów 
czas uczonego oznaczało), jutro rycerzem przy mieczu, 
dziś Dworzaninem w pańskim pałacu, jutro Księdzem w ka- 
pitule, i mało brakło, ze nie mnichem w szarej kapicy 
i z dwojakim płatem (2). Bo chociażby i stopą nie postał 
za granicą, i lat wielu nie przepędził we Włoszech, (w tym 
drugim raju ziemskim,) chociażby nie był kładł na głowę 
biretu, uczęszczając na nauki w rozkosznym Paryżu, ani 
przypasywał do boku karabeli szlachty polskiej zwycza- 

(1) W naszych czasach szczególniej się ś. p. z Tańskich Hof- 
manowa o Kochanowskim rozpisywała, w dziele Jan Kochanowski 
wIApsku 1842. nstpn. w dwóch tomach po dwakroć wydanym, a 
poprzednio w NowśJ biblioieeey^^fTOciicwln r. 1839 drukiem ogła-' 
szanuj. 

(2) Porównaj wstęp do Fraszek księgi Ul. 



484 

» 

» 

jeiD, nie przebywał w królewskich giMchach, jako Sekre- 
tarz Zygmunta Aagosta, nie bywał ngaszczany w paf acach 
praów, jako przyjaciel Piotra Myszkowskiego krakow- 
skiego Biskupa i wyićj od nas trspomnionego Padoiew- 
skiego, nie był jadł (aczkolwiek krótko) duchownego 
chleba, dochody z probostwa poznańskiego pr^sekazane 
sobie mając WOI4 Kanclerza, nie był obrany Opatem od 
sieciechowskich Cystersów: chociażby, mówię, nie b} ł prze- 
szedł tych lycia kolei, byłby i tak uczonym, byłby się 
stał twórcą poetycznego języka Polaków, wieszczym był- 
by tchnął duchem, zachował serce szlachecko - polskie, 
miał polor i ogładę społeczeństw wyiszych, skromne 
wiódł życie. Nauk albowiem nabywać (aczkolwiek nie pod 
takim, jak za granicą wpływem, czemu' nie przeczę,) mo- 
żna juz było i w kraju, a gienialnie pisać po polsku potra- 
fił teraz lada umysł dowcipny; zwłaszcza gdy Górnicki 
zrobił przetor do tego, i gdy na pulchnej roli polskiego 
umnictwa łatwo się przyjmowało, coś posiał, zasadził, 
wszczepił; czego dowodem są ci, którzy stopą za granicą 
nie postali, a jednakSe wielką mieli naukę, wieszczego po- 
siadali ducha , piórem władli gładkićm , jak Klońowicz, 
Szarzyiski, Skarga, i wielu innych. 

Szlachcic polski, jako człowiek publiczny, jako obywa- 
tel, musiał umieć £yć na wielkim i na małym świecie, bra- 
tać się z spółobywatelami wszelkiego stopnia, strzedz 
swej chudoby, by nie zgołociał i tak nie obumarł polity- 
cznie, co samo przez się zniewalało każdego zyć stosun- 
kowo do własnego majątku. Lecz przejąć się tak naukami 
i duchem ojczystej mowy, prowadzić taki żywot, tak czuć, 
tak umieć pisać, jak Jan, nie potrafił iaden: i to właśnie 
mojem zdaniem, udena w łyciu nadzwyczajnego tego czło* 



466 

wieka, i jest jakoby pism jego komentarEein. Bez tego 
trodnoby było pojąć to życie , ocenić je , zrozomieć świat 
sa kttirym Jan łyi poznać wiek, na który tak silnie wpty- 
nął. Zdumiała się nadzwyczaj ówczesna spółeaność pol- 
dca, ie Kochanowski umiał jćj przez swą naukę trafić do 
smaku, jak iaden inny; fie się potrafił do tego stopnia wy- 
zuć z żądz ludzkich, ii nie tylko dostatkami i wysokiemi 
w kraju dost()]nościami, któremi go częstowano, wzgardził, 
lecz odwaiył się, porzuciwszy świetność i wygody dworu, 
przenieść się pod wiejską strzechę, osieść na zawsze z Nim- 
flEimi i Satyrami w lesie (tak swą majętność Czarnolas 
w sandomirskiej połoSoną ziemi nazywał), chadzać za płu- 
giem poganiając woły, odnosić z pola do domu młode 
kózki których mać odbiegła, siadywać w dymnej piekarni 
z czeladzią (1); le o tak różnorodnych przedmiotach, ja- 
kiemi są religia, miłość, smutek mógł pisać równie wzoro- 
wo, na wzniosłe, czułe, rzewliwe tony równie łatwo na- 
strajając swą lutnię; ze będąc spokojnego umysłu, i jedy- 
nie myślą wylatującą ku Bogu wzniosły, do ziemskich zaś 
uniesień i wielkich mało zdohiy wzruszeń, (jako ten, który 
według własnego zeznania dwa razy tylko uniósł się ziem- 
skością, raz gdy pokochał Hannę (2), drugi raz gdy opła- 
kiwał Urszulę, a zresztą w miłości Boga i ojczyzny zata- 
piał się cały,) umiał jednakie przelać w spółczesnych to 
przekonanie, ze Polska większego od siebie i więcćj naro- 
dowego poety nie miała, nie ma i mieć nie będzie. Lecz 
łatwo pojąć powód zdumiewania się i mniemania takowe- 

(1) Czytaj jego poemat pod napisem Marszałek. 
(2} Hanna, inaczćj Dorotą zwana, Podlodowska^ z którą nastę- 
pnie zawarł slaby m^łzeiakie. 



486 

gOj gdy pomnimy, ze źrzódło dziwu i wysokiego o wiesz- 
czu wyobrażenia leząc właśnie w sercach samychze podzi- 
wicieli, wybuchało dla poety wielkiemi pochwałami tem 
łatwiej, im rzadziej się takie pokazywały w narodzie cha- 
raktery, jakich piętno Jan na sobie nosił, im mniej byio 
ludzi, którzyby mieli odwagę zyć podobnie co on, im tru-^ 
dnićj byfo o taką poezyą, jakiej był Kochanowski przed- 
stawicielem, pełną rodzimych uczuć, wiążących człowieka 
z ogółem społeczeństwa, pełną delikatnej a nie szorstkiej, 
nie dokuczliwej satyry, jak u Raja i innych. Zapaśnej 
w wielkie bogactwa myśli, i w wielką oryginalność mając 
inni podostatkiem, (na czem Janowi bardzo zbywało,) nie 
umieli jej miernością (i dla tćgo wielką mądrością) życia, 
modlitwą, pogodą duszy, cnotami, stosownem kierowa- 
niem swych kroków, ani przyozdobić, ani w takiej jak 
poeta z Czarnegolasu oddać jej mowie: w przykre się 
przeto wprawili poiozenie z własnej winy, jak to w arty- 
kule o Klonowiczu wykazem]^. 

PRZEGLi^D WYDA^ I TREŚCI DZIEŁ. 

Przypatnsze sic co umie poczciwe ćwiczenie, 
Gdy slachetne przypadnie, k'nieniu przyrodzenie . 
Co rozeznasz s przypadków, y s postępków iego, 
Tego Kochanowskiego, Slachćica Polskiego. 
Jako go przyrodzenie, s dwiczeniem sprawnie, 
Co iego wiele pisma, iasnie okazuie. 
Mogtd nmie($ Tybultns, piórkiem przepiec owad. 
Lecz nie wiem umiatli tak, cnotą zafarbować. 

Tak Śpiewał o Kochanowskim Mikołaj Rej w. Zwie- 
rzyńcu, zkąd widać, ze juz r. 1562 były w obiegu pisma 
Jana, ale nie drukowane (l),gdyz dopiero r. 1578 poczęto 

(1) Tańskiej Jan Kochanawik. I. 384. nstpn. 



487 

wytłactać jego dzieła, Psałterzem, naprzód w drukarni 
Łazarzowćj, następnie zbiorem wszystkich pism prócz Psał- 
terza tamSe i a Andrzeja Piotrkowczy ka wydawanie ich roz- 
począwszy (1). Psalmy wychodziły nadto oddzielnie (2). 

(1) Pojawiły się w ćwiartce, od r. 157S drakowane a2 do roku 
1600 u Łazarza, od n zaś 1 604 przez Bazylego Slulskiego z dru- 
kami tejże wychodziły. Od r. 1611 wziął na siebie wydawanie 
dzieł Andrzćj Piotrkowczyk i kiUca razy je, pod owym rokiem tudzież 
1617. 1639, wydał. Wszystkie te wydania wychodziły pod napisem: 
Jan Kochanowski. Biblioteka piotrowick;a i gimnazyalDa warszaw- 
ska posiada Idlka takowych. Dostarczały ręlcbpisów juz to wdowy 
Kochanowsldch, \vi Krzysztof Kochanowski, który Proporzec Sta- 
nisławowi nńsUemn przypisał. 

(2) Nie oglądałem wydania Psałterza z r. 157S; Ictóry, jalc się 
z jego notat dowiaduję, posiadał Konst. br. Swidżińsid. We dwa 
hta wyszła dorobiona do niego muzylca przez Mikołaja Gomoikę^ 
r. 1580 (patrz pod tym roldem w trzecim tomie o Gomółce artykuł) 
ogłoszona drukiem. Druki Psałterza z lat następnych wyUcza Jo- 
cher II. 23, z k;tórych nie oghidałem wydanych r. 1588. 1607, 
1609. W bibliotece gimnazyalnćj warszawsld^j nie znajdują się one. 
Wydanie z r. 1586, posiada bibliotelca piotrowiclca z taidm tytułem: 
Psałterz Dawidów przekładania Jana Kochanowskiego. Po 
czćm jest wiuietlca Dawida grającego na arfle przedstawiająca, pod 
ktdrą stoi: Wszystko pod rozsądek Kościoła powszechnego nie- 
chay podlezę^ w Krakowie w Drukarni Łazarzowey: Roku 
Pańsk. 158b (rzymską). Ćwiartki po obu stronach są liczbowane, 
Uczb jest 216 prdcz tytułu (na odwrotnćj stronicy przypis Piotrowi 
Myszlcowsk. Bisie, kralc.) i czterech ćwiartelc rejestru. Przy końcu 
czytamy znowu: fo Krak. w Druk. Łazarzowey, Roku Pansk. 1586). 
Od r. 1610 wziął na siebie druk Psałterza Andrzej Piotrkowczyk. 
Wydania jego 1610. 1612, 1641 posiada biblioteka piotrowiclca. Za 
iycia Kochanowskiego wyszło nadto, 1579 roku, oddzielnie Siedm 
psalm&w pokuinych (czytałem d P. Józ. Łukaszewicza w Poznaniu) 



488 



Dueła świeckićj treści rozpoczął Kochanowski zaraz po 
Psałterza i psalmach ogłaszać. Wydał naprzdd Treoy (1). 
Tego2 samego roku w miesiącu Styczniu posłał z Czarno- 
lesia Janowi Zamojskiemu trzy pieśni, ogłoszone drukiem 
w roku tymSe, czyli 1580 w Warszawie, bez wymienienia 
drukarni (2). Pieśni te są: o wzięciu Połocka, o state- 
cznym słudze rzeczypospolitćj, o uczciwej małionce, które 
ie śMieio napisał, widad to z przypisania ich temui Jano- 
wi Zamojskiemu, gdzie się wyraSa: „Me jednak chceszli 
mnie W. M. na świecie mleć dłu£ćj, proszę, nie kai mi W. 
M. theraz nic pisać. Bo w dobrym zdrowiu ledwie jakie 
takie operae pretium człowiek czynić moie , teraz neque 
res, neque yerba suppetunt." W trzeciej pieśni wylał 
się cały z pochwałami dla swoj^ małżonki (która koiła 
mu bóle doznane z utraty córki Urszuli, w Trenach opła- 
kanej), wynosząc przy tem pod niebiosa cnotliwe zony 
polskie: 

Moiłe kto ręką stawy dostaiS w bojo, 
MoKO wymową, y rządem w pokoju: 
Leo jeśli Męża zona nie ozdobi 

Mąź proźno robi. 
Zona uczciwa ozdoba mężowi, 
Y naypewnieysza podpora domowi: 
Na niey rząd wszytek: swego męża ona 

Giowy korona. 

(1) Threny Jana Kochanowskiego z godłem: 

Tmles iunt hominum menUi fmali pater ip»t 
Jwfittf mttHftroM hutmoit IwmiwB temt$ 

Po którćm czytamy: Cum gratia et fritilegio S. R. M. w Kraka- 
ęaie w Drukarni Ła%ar%owey Roku Pamk, 1580. Stronic nume- 
rowanych 26. Ostatni znak druku CIUL Znajdują się w bibl. oniy- 
nackićj Zamojskich, gdzie je czytałem. Drugie ¥rydanle r. 1588 czy- 
tałem u P. J<iz. Łukaszewicza w Poznaniu. 

(2) Czytałem w bibliotece zakładu imieiiia OasoHńaUch weŁwo- 
wie. 



489 

W lat ' trzy wyszła : Jezda do Moskwy y posługi 
% młodych lat Krisłopha RadziwUa opisane przez Jana 
Kochanowskiego z Czarnolasu 1583, bez wyrażenia miej-, 
sca druku (1). Wcześniej pokazały się, czyli raczej poka- 
zać się mogły, Satyr i Zgoda (2). Ze zbioru bowiem pism, 
o którym wnet powiem, przekonywamy się, ze pierwszy poe- 
mat Zygmuntowi Augustowi przypisał Jan, lecz kiedyby 
go drukiem ogłosił, zachodzi wątpliwość. Nakoniec w ro- 
ku śmierci wieszcza, która go w Lubiinie zaskoczyła, wy- 
szły Fraszki (3): czy zaś i inne pisma wtedy lub wcześnićj 

(1) Czytałem w bibliotece gimnazyalnćj w Toruniu: drugi ekzem- 
plarz, lecz z wydartym tytułem, widziałem u P. Jdz. Łukaszewicza 
w Poznaniu. 

(2) Które w oddzielnym ekzemplarzu tytuł, wydarty mającym, 
w bibliotece P. Łukaszewicza w Poznaniu czytałem. 

(3) BlizćJ wydanie to, które się w Warszawie znajduje, opiszę. 
Tytuł jego jest: Fraszki Jana Kochanowsk. DaKj gwiazda za- 
miast winiety, a za nią dwa wiersze: 

FnitsU tym kii%xko« dziti4: kto %l% piućl b« uie 
UisezypUwjrm językiem, x« CrMski nie lUmie. 

W Krak. w Druk. Ła%ar%. Roku Paiisk. 1584. [Ćwiartki po obu 
stronach liczbowane. Ostatnia liczba 130. Na stronicy 125 HarcI- 
nowa powies'ć(ta sama na Ictdr^j Icończy się wydanie z r. 1629,) za- ' 
chodząc dwoma wierszami na odwrotną stronę. Po czćm stoi: %a 
pr%ywileiemJ.Krol.M. Na str. 127. 130. czytamy: Dobrym Towa- 
rzyszom gwoli. O Jfdrzeiu. O Gospodiniey. Do Marcina. 
O cMopcti. O Proporciey. O Gościu. O Gąsce. O Flisie. Czego 
nie ma w wydaniu z r. 1629, w poprzednich zas z rolcu 1604. 1612. 
1617, (wszystkie są w biblotece gimnazyahićj warszawsidćj,) pocho- 
dzących znajduje się. Czy i wydanie z r. 1639, ostatnie ze znanych 
mi przed Bohomolcem sporządzonych druków, mieści je w soMe? 
powiedzieć nie umiem: ekzemplarz bowiem warszawski jest nie cały. 

PIŚMIBK* POU. T. Ł ^^ 



400 

pokazały się? zapewnić o tern nie mogę, aczkolwiek zape- 
wnia P. Wiszniewski (1), lecz snadź się myli. 

Jeszcze za życia swego, zaraz po wydaniu Psałterza, 
^fflówi Jan Januszowski właściciel drukarni Łazarzowej,) 
omawiał się Kochanowski z drukarzem, o wydanie wszyst- 
tich pism swoich, tak ogłoszonych jui, jak i w rękopisie 
zostających. Gdy umowę śmierć udaremniła, drukarz sam, 
zaraz w rok po jego skonie, przywiódł ów zamiar do 
dcutku, mając sobie nadesłane od wdowy wszystkie dotąd 
drukowane, a z nie>irydanych te, które się zebrać dały. 
Wyszedł więc zbiór pism wieszcza wierszem i prozą, pod 
napisem </an Kochanowski jak rzekliśmy wy£6j (2). Wszy- 
stkie powyzćj wymienione druki, oprócz Jezdy do Moskwy, 
weszły w ten zbiór, a z nowych przybyły następujące: 
Phaenomenay przełożone z Arata; Muza, naśladująca sió- 
dmą satyrę Juwenalisa (Litteratorum egestas); Monoma- 
ehia Parisowa, przekład trzeciej rapsodyi Homera Iliady; 
Odprawa Poslow greckich, trajedya w gliście staroży- 
tnym z chórami r. 1578 napisana, do której wzięto wątek 
z historyi trojańskiej; Szachy, poemat naśladowany z dzie- 
ła tejże treści, które napisał Wida poeta włoski; Dziewo- 
^tąh, zawierający rady dawane względem pojęcia zony; 
Epithalamium, dwa tego napisu poemata, zKatuIa (3) 

< 

(1) Hist. lit. VIŁ 78. 79. Z lóźno niby wysrłych wierszy, pozna- 
łem Jeszcze w Toruniu Jana Kochanowskiego wiersz na wybór 
Króla Electie fn-zysKley 1587^ podrzucony zmarłemu 1584. poecie. 

(2) Przypisał je drukarz Janowi Myszkowskiemu z Mirowa Ka- 
sztelanowi źamowskiemu, i w przypisaniu swćm ową historyą wy- 
łkuśMi opowiedziaŁ Wydanie to powtórzono r. 1611. 1617. Eluem- 
plarzesą w Warszawie. 

(S) 61. in nuptias Juliae et Mantti^ 62. carmen nuptiale, 
64. eptthalamtum Pelei et.Thetidos. 



491 • 

nośladowaiie, z których dragi jni r. 1 578 napisał był 
poeta; Zuzanna, według pisma ś. starego zakonn; Broda, 
wiersz iartobliwy z greckićj naśladowany Antologii; Drias 
Zamechska, więcńj sielanka jak satyra; Proporzec, Osmier- 
ci Jana Tarnowskiego, Pamiątka Tęczyńskiego, trzy na 
większy rozmiar historyczne pieśni, w których dzieje Pras, 
czyny sławnego Hetmana, i tragiczny przypadek Polaka, 
wspaniale lubo nie wszędzie z uczuciem opowiada; Omen, 
urywek wiersza pochwalnego Polski; Pieśni ksiąg dwoie, 
którym przyswojono rzymskich liryków myśli, i w których 
tu i owdzie satyra się i sonet Petrarki przebija (1). Z pro- 
zy dał się po raz pierwszy poznać Kochanowski w tym 
zbiorze, napisawszy Wzór pań mężnych, (co juz był An- 
drzćj z Kobylina Glaber zamierzał, jak się rzekło wyićj); 
Wróżki, gdzie (w ulubionej pisarzom naszym formie, w ro- 
zmowie Ziemianina z Plebanem,) przepowiedział przyszłe 
nieszczęścia kraju, dla zagęszczonych zbytków i pogardy 
religii. Wykład cnoty, w którym objaśniając wyraz, (lubo 
na próżno, rzymska bowiem tirtus^ nie da się na Saden 
język przełożyć,) uwagę czyni, iż rozumiejąc tez przez 
cnotę mądrość, a tę znowu w znaczeniu biorąc rozumu, 
wypadnie opierające się na tymże nauki, jedne wyżej, dru- 
gie niżej, według ich praktycznej wartości postawić. (Jan 
pierwsze naznacza miejsce rycerskim, dragie prawnym, a 
trzecie dopiero wyzwolonym naukom). Pisał tei prozą 
o tćm , Iz pijaństwo test rzecz sprośna a nieprzystojna 

(1) Księgi L pieśń 7. elegią rzymską, tejże księgi pleśń 4, 12, 
23. II. 19. sonety Petrarki, I. 17. Owidyusza heroldy, (Penei&pe 
UliaiJ. Sobótki piesn 9, 12. OiTldyosza Metamorfozy VI. 451. nstpn. 
i Horacego (epodon 2.) przypondniją. Reszta pielai ma mysK z tegoi 
Horacego wyjęte. Pieśń 18. księgi L na satyrę zakrawa. 



"492 

człowiekowi, (zakończy! opis wierszami stosownemi, które 
wielkie rzucają światło na dawne i ówczesne obyczaje, 
tadziez zwyczaje przy biesiadach zachowywane). Uczonym 
wywodem o Czechu y Lechu od Kochanowskiego zrobio* 
nym, drukarz położył koniec zbiorowi pism jego. 

W kilka lat powtórnie wyszły z tejże drukarni trzy 
ostatnie pisma , jako to Wróżki 1587, tudzież o Czechu 
y Lechu historia naganiona. Kutemu o cnocie y o spro- 
snosci pijaństwa 1589 (1). Na koniec pokazały się pisma 
nowo w pozostałościach po Janie odkryte, które pod napi- 
sem Fragmentów r. 1590 drukiem ogłoszono (2). W nich 
znajdują się: Apoftegmata prozą i raczej sposobem po- 
wiastek, (co właśnie na pochwałę wychodząc Janowi, o 
niestosowną nazwę nadaną dziełu obwinia go,) niz krótkich 
a dowcipnych zdań, trybem Rzymian i późniejszych Gre- 
ków pisane (3), (z nich niektóre są tez same, co u Górni- 
ckiego); pieśni kUka, mniejszej od wyżej przywiedzionych 
wartości; carmen macaronicum, wyszydzający sposób 
mówienia łaciną przeplatany (którego wszakże lubo nie 

(1) I te wyszły w ćwiartce; czytałem je u P. Józ. Łukaszewi- 
cza w Poznaniu. 

(2) Fragmentu albo po%ostaie pisma Jana Kochanowskiego. 
(Następuje znak drukarski, kolumna sięgająca w niebo) W Krakowie 
w Druk. • Ła%ar%owey, Roku Pańsk. . 1590 w ćwiartce, przypis 
Firlejowi z Dambrowice Podskarbiemu Koronnemu przez Jana Ja- 
nusz. Dan z Krakowa 1590 (przypisania tego nie ma w dziełach z r. 
1629). Ćwiartki po obu stronach liczbowane: jest ich 48. Przedo- 
statnia czyli 47. ma Pr%y pogr%ebie r%ec% (reszty nie ma w ekzem- 
plarzu). Późniejsze wydanie z r. 1604 ma biblioteka piotrowicka. 
Od nićj późniejsze 1608, 1612, 1629, 1639, są w Warszawie. 

(3) Porównaj Groddeck initia historiae Graecorum Utterariae n. 
12, 66. 



493 

rażąco, uiy wał sam Kochanowski, a między innemi, w przy- 
pisaniu Odprawy posłów Janowi Zamojskiemu uczynionćm); 
na XII tablic ludzkiego żywota^ zdania dwuwierszowe, 
nakształt gnomów greckich (1) ułoione. Po których idą 
napisy przydłuzsze, na obrazy znakomitych pań rzymskich 
zrobione, urywek pięknej pieśni historycznej o bittoie 
z Turkami Wladyislawa Warneńczyka, urywek dramatu 
Atcesłis w sposób tenże co Odprawa posłów napisać się ma- 
jącego, mowa przp pogrzebie^ nagrobki i napisy róine, 
na koniec para urywków pieśni. 

Wiat kilkanaście nowy przedruk zrobiła tych dzieł juS 
nie Łazarzowa,Iecz Andrzeja Piotrkowczyka, jak rzekliśmy 
drukarnia. Tak więc wyszedł w Krakowie r. 1629, 1639, 
w ćwiartce: Psałterz Dawidów (2), tudziei Jan Kochor 
nowski (3). 

Tyle znalazłem pism Jana, tyle wydań dzieł jego poró- 
wnywałem, nie trafiwszy na resztę ich, które azali istnia- 
ły pytanie zachodzi (4). Doszła mnie wieść, Se pisma Ko- 
chanowskiego drukiem dotąd nie ogłoszone, znajdują się 

(1) Tenże I. 41. 

(2) Stronic liczbo wanych 214., tudzież pięć nieliczbowanych 
ćwiartek, tytuł I rejestr zawierających. 

(3) Ćwiariek liczbowanych 315. Oprócz pism zbiorem wyzćj 
wymienionym objętych, znajduje się tu Jezda Krzysztofa Radziwiła, 
pod napisem: Wtargnienie do Moskwy r. 1S81; tudzież Rołuiy 
Mikołaja Kochanowskiego do synów swych r. 1584 zebrane; i 
Fraszki (stronic liczbowanych 83), które, jak rzekłem wyz^j, mnićj 
niz w pierwszćm zawierają wydaniu; Fragmenta;^ tak samo jak 
w wydaniu pierwszćm, choć mni^j tu, bo tylko 44 liczbowanych 
stronic. 

(4) Według Leona Borowskiego, (wAlb^m Wtfjdddego I. 262) 
miał Kochanowskiego Proporzec wyjść osobno 1569 r. 



494 

w St. Petersburgu. Sprawdziłem tę wieść, i znalazłem ją 
być mylną. Rzecz się tak ma. Jest w bibliotece cesarskićj 
rękopis /papierowy w ćwiartce, na którego pierwszćj kar- 
cie napisał własnoręcznie czcigodny Biskup Andrzej Zału- 
ski, ze zamyka poezye Jana Kochanowskiego. Rozwa£y- 
wszy go należycie, przekonałem sie, ze istotnie zawiera 
Godyniec (epithalamion), na wesele Jana Zamojskiego 
z Gryzeldą Batórowną przez poetę z Czarnolesia po łaci- 
nie napisany: lecz wiersz ten wydrukowany jest w wyda- 
niu poematów łacińskich Jana, w Krakowie u Łazarza r. 
1584. W rzeczonym rękopisie jest nadto Isłula site grotu- 
lotto nupliis Joannis Zamoscu et Grisełidis, niby Kocha- 
nowskiego także: ale praca ta obca i licha jest, niegodna 
być nazwana własną poety z Czarnolesia. Dalej idą w rę- 
kopisie tym różne wiersze: Epithalomium in nuptiis Tho- 
mae de Zamoscio et Cothorinae Dueissoe ob Ostroga Juno 
pronuba, Ode, tymże nowożeńcom przypisane, Memorabi" 
Ha ex Plutarcho de viris illustribus, mowy akademiczne 
miane w Zamościu (wszystko to jest po łacinie),, a przy 
niektórych w samym rękopisie stoi, ze je powiedział Jan 
Kochanowski. Co przecież być nie może, gdy wiadomo 
jest, ze on umarł r. 1584, a Zamojska Akademia 1594 
założoną została. Należy więc sprostować rzecz w ten 
sposób, ze wierszydła i mowy owe pisał jakiś Kochano- 
wski (1), lecz nie poeta z Czarnolesia. P. Klementyna 
z Tańskich Hofmanowa przywodzi (2) jego Hymrty kośctel- 

(1) Hoże ów, którego liche wiersze łacińskie, z tłómaczeniem 
•bok polskićm, znalazłem w Załuskich biUiotece pod napisem: Vita 
mors et triumphus D. Casimiri Principis metro quo ipsemet ss. 
Yirginem ariuii descHpta. 

(2) Tański^ Jan KochanowsU L 302» 



405 

ne z rzymskiego jakoby brewiarza przełożone, ^których bi- 
blioteka puławska ekzemplarz posiadała; lecz go tamże 
nie znalazłem. Rzecz zastanowienia godna, ze biblioteka 
ordynacyi Zamojskich, aczkolwiek Kochanowski z Janem 
Zamojskim w ścisłych zostawał stosunkach, nie tylko ia- 
dnego rękopisu, lecz nawet ani jednego listu jego, zgoła 
ani literki własną ręką Jana pisanej nie posiada. Moiemy 
więc śmiało otrzymywać, ie nad to, co znamy, niesie z pism 
Jana nie zachowało. Te zaś ku podziwieniu wielkiemu, nie- 
starannie , a nawet błędnie drukowano dotąd i drukują 
ciągle (1), tak ii konieczność sama nakazuje, by przeciei 
kiedy krytycznie ktoś wydał, i uczenie objaśnił, szacowne 
prace wieszcza z Czarnolesia. 

POGLi^D NAUKOWY NA TS DZIEŁA. 

Trzy drogi prowadzące go do przybytku sławy, miał 
przed sobą Kochanowski; a którąkolwiek z nich byłby po- 
szedł, stałby się był nieocbybnie w naukach wielkim. Wy- 
dając r. 1579. Arata łaciński przez Cycerona zrobiony 
przekład (2), okazał, ze jako uczeń najsławniejszych 
wieku swego literatury starożytnej znawców, Robertel- 
lego i Manucyusza, posiadając w stopniu wysokim znajo- 
mość greckiej i łacińskiej literatury, mógł ją chlubnie 

(1) Łazarzowe wydanie Jana Kochano wsk. ma omyłki drukar- 
skie na stronicach 211, 214, 227. Poprawiło je wydanie Piotrkow- 
czyka, lecz zrobiło usterki nowe na str. 215, 245. Cdz dopiero 
mdwić o wydaniach Bohomolcar. 1787, Mostowskiego 1803! (o kM- 
rych porównaj Bentkowsk. I. 270.) Wrocławskie r. 1823 i najnowsze 
lipskie u Bobrowicza r. 1836 ma omyłek krocie. 

(2) Porównaj Jocbera 1. 7, IM. 



496 

« 

apowszechniać w Polsce, a przez to stać się tćm dla 
nas, czem dla swoich ziomków Petrarka i Bokacyusz: pod 
których przewodnictwem Włosi w literaturze starożytnej 
zasmakowawszy, wznieśli przez to własną do najwyższego 
stopnia między wszystkiemi ówczesnej Europy ludami. 
Lecz tą drogą pójść nie mógł Kochanowski, bo i Polska 
innym szła i musiała iść od Włochów w naukach torem. 
Rzec można, ze gdyby nawet z katedry wykładał był 
grecką i rzymską literaturę, Professorem krakowskim zo- 
stawszy, byłby nie więcćj wskórał od innych (co w drugim 
tego dzieła wykażemy tomie). Mógł tez Kochanowski, nie 
rozrzuciUą<^ slC» poświęcić swe siły jednemu, wielkiej tre- 
ści i wagi poematowi, jak Dante, jak Tasso, jak Aryost; 
mógł nam wielkie utworzyć epos, zwłaszcza gdy w histo- 
rycznych pieniach dowiódł tego, zęby był z chlubą tako- 
wemu przedmiotowi sprostał. Lecz i tą nie poszedł drogą, 
poznawszy dobrze czas swój i ludzi, i przekonawszy się o 
tćm, ie ówczesnym Polakom czegoś inszego potrzeba było; 
ze chcąc dla nich pracować ^korzystnie, należy z nimi kurs 
niejako odbyć literatury, i na wzorach dobrych dać im po- 
znać poezyi ducha, zwłaszcza gdy dotąd, oprócz kilku 
poezyek, samemi ich tylko wierszami częstowano. Tą więc 
poszedł drogą: przeszedł z ziomkami ów kurs dwojako, 
religijnie i świecko. Psałterz bowiem Dawida, z polecenia 
Biskupów polskich r. 1571 przedsięwzięty^ który nie prze- 
kładem, ale raczej utworem, dziełem natchnienia jest(l); 
tudzież pienia nabożnej treści, które rozsiał po swoich 
pismach, stanowiąc całość poezyi polsko-religijnej, są jako- 
by jednym poematem na wyższą wyśpiewanym nutę, są 

(1) Porównaj TańsUi^j Jan Kochanowski I 336. nstpn. 



497 

arcytworem poety, są wieicem, który jego skronie nie- 
zwiędłym dotąd opasige bluszczem, są dziełem, które ma 
wiekopomną sławę zjednywa. Reszta tworów stanowi ja- 
koby kurs literatury, pojętej według zasad Horacy uszo- 
wój poetyki, gdy prawidła, które Arystoteles podał, je- 
szcze się nie były tak upowszechniły, aieby w nich smako- 
wać w ów czas umiano, i według nich obrabiano Uteraturę. 
Wyjąwszy co o języku, sztuce, smaku, prawidłach powie- 
dział Horacy, (a czego oczywiście powtarzać za mm nie 
mógł Kochanowski, gdyS nie przepisy literatury, lecz wzo- 
ry jćj przedstawić zamierzył), przebiegł wieszcz z Czarne- 
golaso całą literaturę starołytną, grecką i rzymską, głó- 
wne jój części juS w przekładach, juz w orjgmalnych two- 
rach podał po polsku; i od eposu zacząwszy, na epigra- 
macie skoAczył, podobnie jak poniekąd Horacy; poniekąd 
mówię, gdył nie ze wszystkiem tak opowiedział literaturę 
wieszcz rzymski. Horacy bowiem od epopei (1), przeszedł 
do Uryki, a ztąd do dramatu skoczył, gdy przeciwnie Ko- 
chanowski wszystkie części starozytaój i nowszej literatu- 
ry objął, przyswoiwszy sobie, zdam^m spółczesnych, wszy- 
stkie piękności czefaiiejszyćh pisarzy Grecyi i Rzymu (2). 
Stawiać na jaw dwa epiki, historycznćj i dydaktycznej, 
wzory (Homera i Arata), dał na przykład naśladowania 
obudwóch historyczne swe i obyczajowe pienia, odłoży- 
wszy na czas póiniejszy dalsze tego rodzaju poezyi rozwi- 

(1) De arte po^tica liber ad Pisones t. 74. są. 

(2) Klonowicz w Żalu 111. VI. nazywa go Safoną, Stesichorem^ 
Sofokiem, Kallmachem^ Eurypidesem, Teokrytem, Hezyodem, Wirgi- 
Hm, Nazonem, Horacym, Marcyalisem, Juwenalem^ Propercyuszeii, 
Tybulem, Katulem. 

nŚMIRI. rOŁS. T. I. ^^ 



498 

nięeie. Co tei cz^śctą flam (Szachy), częścią bracia jego 
śaAtzńj i Piotr, częścią inni, w przdciadach rzymskich 
ł włoskich epików (które w drogim tonie tego dzieła prze* 
biełeny), wpieśaiach aa koniec historycznych własnego 
ddadu, przywiedli do skntkn. Wziął się następnie Jan d» 
dramatu, i tiricowy według wzorów greckkh przejawił 
w^Cfftodd i nłamka (Odprawa, Alcestis), najwiękscy przex 
to (mianowicie w Odprawie,) tałent do naśladownictwa 
d^wiwszy; tak doskonały zrobiwszy odlew greckiej sztu- 
ki w toku polskim oddany, na jaki się obecnie sam tylko 
CrMhe (w Mgenii) zdobyt. Lirykę objął całą, którą czę- 
ś€ią(jak elegią, epigram, stefaHikę,)wedłag greckich i rzym- 
skkrh wzorów, częścią 0^ resztę) na sposób Rzymian 
przedstawił. Napisy bowiem r większa część Fraszek, przy- 
pommają nam jui to dystychy, ju£ jamby, juz pomniejsze 
poezye w Antologii (1) greckiej otirfęte; i znowu tez same 
Fraszki, Treny, a nawet niektóre pieśni, przedstawiają na- 
śładowanie greckiój elegii, juz to dawniejszo) jui nowszC 
odnoszącój się do wieku Ptolomeoszów, a wykształcono 
przez Kalimacha poetę aleksandryjskiego, tudziei przez 
rzymskich wieszczów, Owidyusza, Katula, Propercyusza, 
Tybuhi, którzy w tym rodzaju poezyi wyższymi są od gre^ 
dcich wieszczów przedstawicielami elegij. Resztę lirycznój 
poezyi, a mianowicie wyiszćj, podług rzymskich wzorów 
wyśpiewał Kochanowski, Greków, z wyjątkiem Anakre- 

(1) Znaczy sMr kwiatom poetycznych. Choeiai te dzieło 
wczasach skarłowaeenia poezyi greckiej, w wieka Ptolomeuszów 
fnaslępnyefa, powstało, jednakie ono odległa stara£ytaoścf sięga- 
Jąee drobna poezyi greckfój rodzafe, na^duje. Portwni^ firaddeek 
taiiUa n. 70. nstpn. U 28. nstpn. 



anta i JSaftniy (1), poniiąląc Jai to dla t^a, le wXn 9At- 
ka zaczęta dopierp pezaanmć lirykdw tycbie , zMerająe 
ałanU inącjcSk iirzeil Piodarem<£7t Kndar «koia 520 r. 
pned Cbr,), sanego zaś Pindara (dopiero r. 1513 po dur. 
zrękopiadw wydaaego) mato zDając; joł teł ^ tego, ie « 
wszystkich ówczesnych poeftfw ear^ejskich priewałaia 
zdanie Horacego X2), ii Pindara naśIa^Hi^ nie podobna. 
W Satyrze Rzymianom i Crrekom wtdrowai w^adiyąc nie^ 
kiedy w liryzm jak Horacy. Jawną jest albowiem rzeczą, 
ze Kochanowskiego Satyr kształt grecki z rzymakm zmie- 
szany przypomina. Bo chociał sposobem! Eurypidesowego 
Cyklopa, z prologiem, Satyra swego dyalogicznie przed- 
stawii Kochanowski, opowiedziawszy przed Zygmuntem 
Augustem »zkąd wziąi leśną tę potworę, którą j^rzed me* 
narcbą stawił," i wkohcu przymówiwszy sięj^ .by nie 
omieszkała zawitać do domka poety, gdy raecz swą na 
królewskim dworze sprawiwszy, wracać będzie do lasu:* 
jednakże gdy Satyr sprawiając się (rzecz swą prawiąc przed 
Królem) rozmawia sam, rozumuje, naucza, to właśnie dy- 
daktyzm takie, a więc rzymski^ satyry kształt przypo- 
mina. 

Proza Kochanowskiego niema ogólnego pomysłu, skła* 
da się ze szczegółów, jakie poprzednicy jego rozbierali, 
historyą o Czechu i Lechu wyjąwszy. Gdy bowiem we 
Wzorze i w Apoftegmatach wypadki zaszłe, powalnie, lar* 
tobiiwie i dowcipnie, sposobem dziejów i anegdot, opowia- 
da; gdy w Wróżkach polityku je, w 'rzeczy o pijaństwie 

(1) Wiersz do jpifijf^ umieszczony w trzeciej Księdze Fraszdc, 
na^Miował zSafoay. 

(2) Odiinm IV. 2. 



500 

moraliząje ; przeciwnie w historyi krytycznie rozbiera je- 
dno z nąjwainiejszych podań ojczystych dziejów, i obrabia 
przedmiot przez żadnego pisarza polskiego przed nim nie 
tknięty. Zastanawiiu^c się nad tćm, zkąd przodkowie nasi 
Łachami zostali przezwani? Odpowiada: Ae gdy sama tyl- 
ko Ruś mianuje Polaka Lachem, przeto być może, iz od 
kckićj czyli łaciń&kiej, to jest rzymsko-katolickićj wiary, . 
dała mu to imię." Nie przeczy jednakże i temu, ze juz da- 
wnićj, przed przyjęciem chrześciaństwa, służyć nam mo- 
gło to miano, nadane by wszy z innej okoliczności jakowej. 
Zgadza się i na to, ze Lachów nazwa mogła być następnie 
na nowszą, czyli na Polaka imię zamieniona, i znowu pó- 
iniej zarzucona, az wreszcie przez jakowegoś nad nami 
paniyącego Lecha, odnowiona będąc, zaczęła znowu słu- 
iyć narodowi naszemu, ale nie długo, ..gdyż Kadłubski 
(Wincenty Kadłubków) i stare historye, żadnej zmianki o 
Lechu i Lachach nie czyniąc, o samych tylko Polakach mó- 
wią." Chociaż ten wywód jest fałszywy, gdyż nie sama 
tylko Ruś, lecz wszyscy Słowianie obrządku greckiego nas 
samych tylko, a bynajmniąj inne słowiańskiego szczepu 
ludy, łacińską również jak my wyznające wiarę, mianowa- 
ły Lachami (zkąd wynika, ze od wiary lackiej nie mogło' 
nam przystać to miano); chociaż wszystkie okoliczności, 
które, wywód swój usprawiedliwiając Kochanowski przy- 
wiódł, błędne są i fałszu pełne ; jednakie wielką sobie 
zyskał sławę przez to, ze pierwszy zaczął się na pierwo- 
tne nasze f dzieje z krytycznego zapatrywać stanowiska, ze 
pierwszy z Polaków zwrócił uwagę na to, jak się tworzyły 
podania nasze dziejowe w kronikach do Długosza, od któ- 
rego, za pośrednictwem Kromera, przeszły po większąj 
części do wszystkich prawie następnych kronik. Widać 



SOI 

ztęj rosprawki, ie skony stał nie mało z wykłada nauk 
Karola Sygoniusza (om. 1585) Professora historyi na ró* 
inych uniwersytetach włoskich, z którym się Jan przyja* 
inił, i do którego z Polski pisał r. 1560 elegią (jest dzie- 
wiątą zliczby łacińskich jego elegij). Widać i to, ie gdy- 
by był i dalćj chciał na tern pracować pola, byłby u nas 
zaszczepił krytykę historyi, którą, Sigoniusza poszedłszy 
torem, tak wysoce wznieśli w XY1II, XIX wieka historycy 
zachodnio-earopctiscy. 

POGL.p GŁĘBSZY. 

Oddawszy się Jan wyłącznie obznajmienia ziomków 
z poezyą starożytną, przejął się i przesiąkł nią cały (1), 
tak iż od niej jakoby opętany, cokolwiek pomyślał, miał ją 
ponad okiem, ponad czołem, ponad twarzą, a miał wespół 
z włoską, która aczkolwiek tamtej wypływem okaziąje się, 
jednakże jest i była oryginalną, czego wpolskićj, zlitera-^ 
tary staroiytnćj przez Kochanowskiego naszemu piśmien* 
nictwa przyswojonćj, bynajmniej nie dostrzeżesz. Przy* 
czyna tego leży w asposobienia amysłowem, i talencie pi* 
sarskim włoskich poetów, a polskiego wieszcza. Włosi 
umiejąc zapatrywać się na pisma Greków i Rzymian, jako 
na dzieła gasta i sztuki (których się aczyć, i na ich 
sposób cóś własnego, w odrębnym układzie i wątku, two* 
rzyć należy), nie kopiowali ich jak Kochanowski, lecz 
naśladowali, umiejąc tak pisać, iż poezyami swemi, wzór 
przypominali, a zresztą zupełnie cóś nowego przedstawili 

(1) P. Kraszewski, nowe studia IL 19., mniema, że niczyim na- 
śladowcą nie był Jan. WszaiLze sam napomyka^ że ten i ów wiersz 
Jego może być naśladowany. Porów. Kraszewsk. stadia II. 57. z Ka- 
tuła eleg. 67. Properc. I. 16. 



S02 

w Błcb. To się niekiedy i Kochanowskiemti udawało (wpie* 
śni świętojańskiej, jak rzekUśmy wyzćj), jednakie nie 
o tyle jak Danteam, jak Tassowi, jak Aryo3towi, i ianym 
poetom włoskim, u których nie namacasz Wirgilego, ani 
Homera, ani klechd greckich nie ujrzysz (1)^ gdy prze* 
dwnie u wieszcza z Czaniegolasu, wszędzie widzialny Ho- 
racy, wszędzie elegijni Rzymu poed, wszędzie włoscy 
wyglądigą wieszczowie, tam BHanowide, gdzie według 
zdania P. Kraszewskiego (2), Jan oryginalnie filozoftije, 
porównania czyni, unosi się poetycznie, stwarza, obrazy 
świeże z żywego wzięte świata przedstawia; na co krocie 
dowodów znajdzie, ktokolwiek Kochanowskiego poezye 
z przeszłością i jego obecnością zmierzy (3). Jedynie Treny 
i niektóre Fraszki wyjątek od tego twierdzenia czynią. Bo 
chociai i dla tych pożyczył zewnętrznych kształtów od rzym* 
skich poetów, wewnętrznie jednakie przedstawił je oryginal- 
nie. Dla tego Treny zenitem są Kochaaowskiego sławy, 
w których nikt mu dotąd nie wyrównał, nie prześcignął go. 
Odkąd ujrzawszy Hamię, poznał siłę aułości, orzeczony 
przez nią, nastroił lutnię na czułe tony, i co w swych Frasz- 
kach wysiewał o niej, również go wysoko jak reUgijae 
postawiły pieśni. Kiedy znowu (przed r. 1580) wyrwała mu 
śmierć Urszulę {dzieweczkę, którą wieszcz nad wszystkie 
swe kochał córki, nastroił wtedy lutnię na żałobne tony, 
ł z serca cięikim przepełnionego smutłuem, wydał nie jęki, 
lecz tęschne dumania, rzewliwie rozważając ludzkich przy* 
gód koleje. W religii szukając idgi, rozbrat wziął, czyli 

(i) Porówna! o nidi Groddeck initia H. 4a nstpa. M. nstpn. 

(2) Newe stadia IttereoUe I. :», SO, ai, 38, 3S,i^7. 

(3) Zajmaje się tfm pnedmittem Jeden z wamzamkich uczo* 
Dych (P. Emanuel GlOcksberg). 



raczej chdat wiiąć, i elegią starefiytiycli, by się nógt 
caiy w siowiafiałdćm, chrześdtifitwa dachowi wielce od- 
powiednieflDif, pogrążyć dnmuiia; i odaio się ma samodziel- 
mt wydobyć 2 aontaęj gętii czułe wsdychaiia, wyśpiewać 
trosH 2alCt Orasanki^ kwilić pa dtnesciaAska, jak się to 
nobliwie z końca siódmego trenu (za ni^pięl^BlcJAsy >^ 

miaaego stuszaie) pcdcazuje, gdzie tak żało- 



bnie Hod: 

Nle do teldey toząfce, «ioU dalewko droga* 

Bliata ćię mad uboga 
Doprowadzić: nie takąd dać obiecowata 

Wyprawę, iakąć didta; 
OAmśŁetwkttś (kośzuię) tylko dala, a licbą tkAnecsk^ 

Oyćiec śiemie breloczka 
Wgtówki wtozyt: niestetysz: y posag, y ona, 

W iedney skrzynce zamkniona. 

Mimo to jednakże nie mógł, jak rzekłem, od snującej 
się mu przed oczyma uwolnić mary, nie mógł odpędzić 
rzymskiej elegii od żałobnej sw^ pieśni, nie mógł doka- 
zać tego, by jćj zewnątrz nie opanowała, osiadłszy na sło- 
wiański^ dumce niby owad na kraśnym kwiecie (1). Zkąd 
się przekonywamy, ze trudno zostać oryginalnym poetą temu, 
który za długo w dziedzinie obcej przemieszkiwał poezyL 
Zkąd widzimy, ze dopiero wtedy zaczyna taki zyć wła- 
snem życiem, gdy obumarłszy dla obcej, rozpoczyna no- 
wy a wieszczy zawód dla swojskiej poezyi. 

Jakoż obumrzeć musiał na duszy Kochanowski, wyzuć 
z siebie klassycznością staroiytną przepełnionego człowie- 
ka, a przybrać postać męva zależącego od zewnętrznych 
form nowego, słowiańskiego iycia; aSeby podniósł i uszla- 

(1) Porównaj Tren 14, 19. z Propercyusza elegiami 111. 1. 18. 
IV, 7, 11. 



£04 

cbetBił wieszczą swą istotę, i sam się niejako przewyższył; 
ałeby uzewnętrznił narodowości swej dncha, przymusił 
naturę do pojęcia siebie, wynalazłszy sprężynę, mogącą 
podnieść i wywołać potęgę żywiołów w słowiańskim pa* 
nąjących świede. I w rzeczy samej, gdyby nie smutek, któ- 
ry tak bardzo przystaje do słowiańskićj twarzy, gdyby 
czułość nie była mu rozrzewniła* serca, Treny Kochano- 
wskiego byłyby elegią nie dumą ; nie byłaby je zbwnątra 
odziała krasa tęschliwych pieśni serbskich, lub czułych 
królodworskiego rękopisu dumek; nie byłyby się we- 
wnątrz przejęły tym wdziękiem smętliwym, który wysokie 
naznacza mu miejsce w iałobliwem pieśniarstwie europej- 
skich ludów, dając jego Trenom urok, jakiego nie ma elegia, 
która nie jest dumą przeto. Elegia bowiem, od utyskiwa- 
nia tak od Greków przezwana (1), ubolewa, rozpacza, 
przeklina nawet co zaszło, i ażeby się nadal uchronić od 
nieszczęścia, ucieka się do błagalnych ofiar, pali je na 
cześć bóstwa, chcąc sobie przez to łaskę jego zakupić na- 
dal. Przeciwnie słowiańska dumka zdumiewa się, duma, 
(zkąd jej nazwisko,) czyli dziwi się i rozmyśla nad tem, co 
zaszło, a zgadzając się z wyrokiem bóstwa, opatrąje na- 
dal, by rażony nieszczęściem człowiek [popadłszy znowu 
w cierpienia, nie uległ pod ich ciężarem. Taki charakter 
noszą na sobie Kochanowskiego dumy, które łzami napi- 
sawszy, nazwał słusznie Trenami, które żalem rozpoczął a 
skończył modłą, śpiewając w przedostatnim Trenie : 

Zgubisz nas prędko wiekuisty Panie, 

Jeśli nad nami stanie 

Twa ciężka Boska ręka: 
Sama niełaska iest nam sroga męka. 

(1) Groddeck ioitia I. 42. nstpn. 



505 

Ale od wieka twoia lutoś<5 słynie: 

A pierwey świat zaginie, 

Niź ty wzgardzisz pokornym: 
Chocia byt długo przeciw tobie spornym. 

Fraszki Jana od miłosnych odcięte piosnek, stoją po- 
środkiem między Przypowieściami Reja, a dwomemi Gór^ 
nickiego powieściami (w drogiej księdze Dworzanina). Nie 
mają w sobie ani tyle sprosności co owe, ani tyle niewin- 
ności i przystojności co te, lecz noszą na sobie charakter 
czasowi, który im dai iycie, stosowny. Taz sama co u 
Górnickiego przyodziewa je barwa (1), takaż sama zao- 
strza je satyra, i poniekąd na filozofią humorystyczną kie- 
ruje. W Fraszkach albowiem poeta zastanawiając się nad 
światem, nic na nim, prócz marności, według wyrażenia 
się Psahnisty, nie widzi. Są więc one niejako odwrotną 
stroną Trenów, tyle się wwnętrzając w ducha poety, ile 
go tamte uzewnętrzniają. Pięknie opisał wieszcz ich przy- 
rodzenie, w trzecićj księdze, temi słowy: 

Fraszki nieprzeplacone, wdzięczne fraszki moie, 
W które ia wszystkie kładę taiemnice swoie. 
Bądź łaskawie fortuna zemną postępnie, 
Bądź inaczey, czego snadź więcey się nayduie. 

Obratliby się kiedy kto tak pracowity, • 

« 

Zęby z was chdiał wyczerpać umysł moy zakryty: 
Powiedzcie mu, niech prozno nie frasuie głowy. 
Bo się w dziwny labirynt y błąd wda takowy, 
Zkąd żadna Aryadna, żadne kłębki tylne, 
Wywieśd go moc nie będą, tak tam licieszki mylne. 

Nie powiedziałze tu wyraźnie Jan, ze jak niegdyś sa- 
tyryk rzymski zrobił swe wiersze składem przygód wła- 
snych, tak samo on chciał swe Fraszki mieć pamiętnikiem 

(1) W księdze U. Fraszka o Koiie. 

PIŚmSN. POŁS. T« I. 64 



500 

życia (1)? Jakoż pragnąc wydać przed światem co myślał 
i czuł, a jednakże sobie i drugim nie chcąc zaszkodzić 
przez to, jako ten, kt(>ry, według wyrażenia się spółcze- 
snycb (2), nikogo w swem życiu nie uszczypnął, musiał (mó- 
wi przypisanie dzieł wydania pierwszego) ukryć swe my- 
śli poza manowce labiryntu, ażeby ścigający je ciekawiec, 
zgubiwszy ślad, zabłąkał się jak w lesie, i próżnej zanie- 
chał pracy. Ze słów Januszowskiego, który zauważył, że 
kto Fraszki Kochanowskiego szacować zechce, nie na lata, 
kiedy je wydał, lecz na wiek, kiedy je pisał, uważać powi- 
nien; z oświadczepia samegoż poety, iż dla zabicia czasu 
pisuje drobne swe wiersze (3); widać że je robił przez 
całe życie, mając przy ich układzie nie tylko te, jak rze- 
kliśmy cele, lecz chcąc je nadto uczynić składem drobnych, 
ufinkowych, żartobliwych, a nawet wielce poważnych poe- 
zyek, które w młodym lub dojrzał}'m wieku pisywał, 
bądź naśladując obce wzory (4), bądź pisując wierszyki 
okolicznościowe, bądź różne różności, dla zachowania ich 
w pamięci, kreśląc na papierze. Stroskany utratą córki, 
gdy przewracając swych rozmaitości tekę, przebiegł jako- 

(1 ) O Łucyliuszu tak pisze Horacy, sermon. D. w 30. nstpa. 

lUe velut fidii aiaiiMi lodaUbiu olim 
OwęMMi. librU: neąiie, ai małe cesMrat, uw|a«m 
Decarreiis alio, BeqiM ai bene. Quo fit, ut omnia 
YodTa pateat Teluti deaciipU Ub«(la 
YiU aeaia. 

(2) Godło postawione na swych Żalach przez Klonowicza. 

(3) Wiersz na Fraszki w drugićj umieszczony księdze, kończy 
temi słowy: 

Wy tedy, co kto lubi, moi towanyaze, 

Piyeie, grayde, miłayde: Jan fraasld niech piase. 

(4) Grecką Antologią i Anakreonta osobliwie, na co zwrócił 
uwagę Leon Borowski Porc^wnaJ stronicę IX. wstępu do I. tomu 
Jochera. 



507 

by kres upłynionego żyda, znalazł w Fraszkach czemby 
się rozerwać, pocieszyć, uśmiać nad sobą i światem. Zna- 
lazł szczytne myśli, obok płaskich, a nawet plugawych 
wierszydeł (1); znalazł dobitne rysy i swej osoby i towa- 
rzyszów; znalazł historyą swojego czasu, w drobnych, a 
wiele znaczących szczegółach skreśloną (2); i zastanowiw- 
szy się nad tern, czyby puścić w obieg różnej wartości te 
wiersze (3)? zwłaszcza gdy temu, co je wypuścić miał, 
srebrne (jak się wyraził) wiły się w głowie nici? postano- 
wił ogłosić je drukiem, bez względu, ze niektóre z nich 
potępić może czytelnik. Sądził albowiem, ze kto się w nie 
dobrze wmyśli, pojmie ich znaczenie, i nie zgorszy się nie- 
mi; sam zaś, ze nic ztąd wymazać nie może, gdyż z nich 
osobliwie pokazać się miało, iz tak pisał, jak zył ukła- 
dacz tych wierszy. Oświadczył się przeciwko temu dru- 
karz , lecz zbił go piszący, i nic z Fraszek wyrzucać nie 
dozwolił. Tyle jednakże wytargował Januszowski, ze naj- 
więcej rażące na samym końcu połoiyć dozwolił poeta: 
lecz się tam nie ostały długo, wyrzuciła je bowiem dru- 
karnia Piotrkowczyka, i odtąd coraz więcej trzebiono Fra- 
szki, mimo błagań wieszcza, które za życia zanosił do 
Muz, mówiąc: 

Proszę niech ze mną zaraz mc rymy nie giną, 
Ale kiedy ia umr^ one niechay styną. 

(1) Początek drugit^j i trzeciej księgi, i w tejże czyli trzecićj księ- 
dze Fraszek modlitwa o deszczy gadka. 

(2) Pięknie to wykazał P. Kraszewski. Porównaj studia litera- 
ckie 268^ do którego odsyłam. 

(3) W księdze I. o frai%kacA, U. dofras%eky do mych rymAw^ 
III. o iwy eh rymUchy o firai%ka€h. 



508 



CHARAKTER POBTT, WPŁYW fltGO NA NARÓD. 

« 

Wywarł pracami swemi Kochanowski wielki wpływ na 
naród , na piśmiennictwo, na język. Żyjąc w wieku upo- 
wszechnionego u nas protestantyzmu, przejął się jego za- 
sadami* więcej wszakie w czystego hussytyzmu niz innych 
sekt, pojmując go duchu : czego się nie zapierał nigdy, 
aczkolwiek poufnie zył z Prałatami rzymsko-katolickiego 
kościoła. W swoich bowiem, za życia jeszcze wydanych 
Fraszkach, powstawał na prowadzenie się niemoralne du- 
chowieństwa, i wyrzucał mu, źe inaczej uczy, a inaczej 
sobie postępuje. Ganił bezzenność Kapłanów, o czem 
w pośmiertnych nawet jego pismach rozwodzone ^7czytu- 
jemy żale (1). Ztąd tez, mieli go niektórzy za heretyka, 
nie śmiejąc atoli objawić swego zdania za zyria poety. 
Skoro się zaś odezwano z tern po śmierci wieszcza, wprost 
zaprzeczono temu, wychodząc z tej zasady, źe gdy Kocha- 
nowski jeszcze za życia swego na heretyków pisał (w księ- 
dze 111. Fraszek na heretyki), przeto sam heretykiem być 
nie mógł (2). I tak tez było w samej rzeczy: poeta bo- 

(1) W księdze I. Fraszka na ojca *., na posła papieskiego^ Ił. 
o ka^nod^iei^ III. o swych rymiech^ o Kapłanie, Carmen ma- 
caroniann w Fragmentach 28 ^Yydania drugiego. Ten wiersz naśla- 
dował nie znany z resztą Jodko Litwin, wydawszy r. 1 600. Carmen 
Polskolatinum cechu pijackiego, 

(2) Wespazyan Koebowski w Niepróinującśm promowaniu 
wydanem w Krakowie 1674. Tak i dziś P. Władysł. Syrokomla w II. 
tomiku przekładów poetów polsko-Iacinskich, porównaj III., sądzi, 
i mnie, zem się przeciwne poważył ogłosić zdanie, gani. Lecz niech 
zważy na to, ze mimo wzglęgów jakie u duchowieństwa miało imię 
Kochanowskiego, jednakże właśnie owo Carmen macaronicum^ do 
pism policzył heretyckich Biskup krakowski r. 1617. Porównaj Jo<> 
chera Ul. 391. 392. 



500 

wiem obstawał za poprawą Uerarcbii duchownej, a dogma- 
tów wiary nie tykał. Takież samo powodzenie miały jego 
pisma w obyczajowym względzie. Chociaż się zdawał ubli- 
żać w swych Fraszkach moralności, jednakże żadnego jej 
przez to nie zrządził uszczerbku, gdyż poezyą jego ocza- 
rowana ówczesna publiczność, nie upatrywała w tłustych 
jego rymach nic więcej nad gołe słowa, wzbijające się jak 
mgła w powietrze podczas dnia pogodnego, po to, by parą 
swą zakrywszy na chwilę światłość dzienną, tem jaśniejszą 
ją pokazała , by wydobywszy się z dusznej atmosfery, 
która niekiedy religijnego owiewała wieszcza, (a której 
nie chciał ukryć przed światem, by się inszym nie wydał 
jak był rzeczywiście), tem jawniej okazywała, że naród, 
którego błędów część największa miała swój zaród raczej 
w składzie rządu, aniżeli w usposobieniu swem moralnem 
i charakterze; że «taki naród, w którego państwie były 
prawa bezsilne, a swawoli i namiętnościom obszerne pole 
do rączego działania otworem stało, gdy słodyczą swojego 
charakteru umiał się wstrzymać od okropnej rozpusty 
i innych podobnych jej bezprawiów, które zachodnią szpe- 
ciły Europę; że taki naród, powtarzam, nie zepsiue się 
wierszami poety, znanego aż nadto z swej cnoty, prawo- 
ści, bezinteresowności i pieczy o dobro publiczne. Gdy 
przeto Polak takim być zauważył Jana, nic więc dziwnego, 
że zamiast szwankować, naprawiał się czytając jego pisma. 
Co wielce wpłynęło na spółczesnych mu i potomnych pi- 
sarzów, którzy pragnąc takiejże nabyć wziętości, tłumnie 
gp, zewnętrznie dobrze, wewnętrznie licho, nie tylko na- 
śladowali, lecz nawet wady przejmowali jego; którzy 
chwytali za słabą stronę poety, a zalety jego pomijali, nie 
idąc dalej wskazaną sobie przez niego do postępu drogą. 



510 

Kaznodzieje, mianowicie Tren ostatni, naśladowali w ka- 
zaniach. Pisarze dziejów bistorycznemi, Kochanowskiego 
kształtem układanemi pieśniami, przeplatali swoje opo- 
wiadania. Wierszopisowie Fraszki jego bądź przyswajali 
sobie, bądź na ich sposób układali własne, bez cela a więc 
i dacha, pisząc je nudno i brudno. Przekłady pism ob- 
cych (w których on najmniej rozwinął talentu, niżej w tym 
względzie od braci swych, a mianowicie od Piotra stanąw- 
szy), podobnie jak on czynili polscy pisarkowie, wsuwając 
w tłómaczenie, czego w pierwotworze nie było, przykła- 
dając do dzieł w polską przybieranych szatę, a nie prze- 
kładając ich jak należało. Zewnętrzna poezya i język poe- 
tyczny, któremu dał nowy polot, ani o jeden krok nie po- 
stąpił naprzód pod piórem naśladowców Jana. Żaden z nich 
nie próbował sił w miarowym wierszu, przezeń po raz 
pierwszy wprowadzonym do ojczystej mowy, (w Odprawie 
posłów, gdzie same tylko chóry wierszem z końcówką 
znajdują się): żaden dwu i kilkusylabnemi na wzór Gre- 
ków utworzonemi przymiotnikami nie cieniował dalej pol- 
skićj mowy , lecz raczej zapychał ją i zaciemniał niemi; 
żaden wyrazami nowemi, w szatę słowjańską obleczonemi, 
nie wzbogacał jej po nim. 



UZNANIE ZASŁUG PRZEZ NARÓD. 

Jednak mam tę nadKieię, xe przedśię za laty, 

Nie będą moie czute nocy bez zapłaty: 

A co mi za iywota. uynde czas dźi^eyszy. 

To po śmierdi nagrod/i z lichwą wiek poznieyszy. 

Y opatrzy! to dawno syn piękney Latony, 

Ze moich koi6i popi ot nie b^sie wzgardzony. 



Sil 

Tak śpiewał Jan (1), wieszczym odgadując dachem 
jeszcze większy szacaoek, jaki miał mieć u naroda po 
śmierci. Będąc za życia szanowany i, pomimo zdań polity- 
ce duchownej i świeckiej przeciwnych, powaiany od Pra- 
łatów i braci szlachty (2), zjednał sobie to powszechne 
mniemanie , ze zupełnie wyrównał poetom greckim i ła- 
cińskim, i ze większego wieszcza nad niego Polska dotąd 
ani miała ani mieć będzie (3). Najznakomitsi ówcześni poe- 
ci, wyżsi od niego lirycy, 0ak Kacper Miaskowski,) lub wię- 
c^ narodowi wieszczowie (jak Sebastyan Klonowicz,)śmierć 
jego opłakiwali (4), a nie śmiejąc sami z nim się porówny- 
wać, dawniejszych polskich, greckich i rzymskich poetów 
obok niego stawiali, Reja mianowicie, i czelnych pisarzy 
starożytności (5); lubo ani z pierwszym ani z drugimi, mo- 
wę wyjąwszy, nic nie miał wspólnego wieszcz z Czarnego- 
lasu. Znakomite polskie domy miały sobie za szczęście łą- 
czyć się z szlachecką rodziną Kochanowskich. Dowód na 
to stawia broszura, w bibliotece Załuskich czytana przeze- 
mnie, zawieriu^ca wiersze wydane r. 1649 przez Adryana 
z Wieszczyć Wieszczyckiego, pod tytułem: Archetyp albo 
perspeklytm żcUomego rozwodu „który śmierć nieuiyta, 
nie respektując na wielmożne parentelle: Jana z Wielopola 
Wielopolskiego bieckiego, bochneńskiego etc. Starosty z jej 

(1) W wierszu Mu%a. 

(2) Porównaj Tańskiej Jan Koch. I. 335. nstpn. tudzież wiersz 
pod napisem Mu%a, 

(3) Januszowsld w przypisaniu dzieł Janowi Myszkowsidemu. 
Bielski, Kronika polska' 797. Paprockiego herby 556. 

(4) Miaskowskiego rytmy, wydanie pierwsze. Porównaj 228. 
Żale Klonowicza wyzćj wspomnione. 

(5) Klonowicza Źal III. VL VD. 



512 

Ifcią P. Zofią z Barycze Wielmoinego niegdy Jana Kocha- 
nowskiego (był to syn Jana poety) Chorążego koronnego, 
libuskiego, kozieńskiego etc. Starosty córką; Jana, Piotra, 
Mikołaja Kochanowskich etc. wielkich KawaIer0w maltań- 
skich, Chorążych, Homerów Sarmackich wnucką, nie bez 
żalu małżeńskiego sprawiła , od Adryana z Wieszczyć 
Wieszczyckiego brata i szwagra nie farbaibi, ale łzami wy- 
stawiona". 

Powszechny był odgłos w narodzie, „ze pienie Jana, 
wdzięcznie (pięknie) słowiańskiemi słowy ułożone, stoją 
za najlepszą szkołę, ze kto je weźmie w rękę, będzie się 
miał czemu podziwie i czego się ukochać". Gdziekolwiek 
pokazał się Kochanowski, wyprawiano na jego uczczenie 
biesiady; jego osobą szlachta polska lubiła zdobić swe sto- 
ły (O- I miał za co być mu wdzięczny naród; bo Jan nie 
dla zysku, lecz z prawdziwie obywatelskiej przysługi pi- 
sał i wydawał swe dzieła, nic za to od drukarza nie bio- 
rąc (2), dnie i nocy nad pracami naukowemi trawiąc, i po- 
wtarzając sobie na czele ustępu tego przywiedzione słowa. 
Słusznie wznawiając temi czasy śpiewak pamięć wieszcza 
Czarnegolasu , upomniał pisarzów polskich, by czułem 
pieniem uczcili jego popioły: 

w cieniu ludn jak w dąbrowie, 
A wiec w gtosy śpiewakowie, 
Nieście waszą dań! 

I praszczura polskiej pieśni 
Czcijcie śpiewem, bracia cześni, 
Jak przystało nań! 

(1) Klonowicz, w przytoczonych miejscach. Jan Januszowski 
w przedmowie do dzieł jego. 

(2) Wstęp do pierwszćj księgi Fraszek. 



513 



5. Pned r. 1581. JNikoląi Sęp Sianyń^ki 



POGLĄD NA PR\(:B 1 ZYCIE. 

Uderzyły Juszyńskiego urywki poezyi Sępa, w dzie- 
łach pisarzów polskich XVI. XVIL wieku zachowane, i ubo- 
lewał nad tćm, ze nigdzie odkryć nie mógł całkowitego 
ich zbioru. Przypadek zdarzył, 2e takowy (drukiem roku 
1601 ogłoszony będąc) wpadł w ręce Tytusowi Hr. Dzia- 
łyńskiemu, o czem wnet dał znać publiczności P. Lelewel 
(1), przywiódł z przypisania dzieł poety (przez jego brata, 
Jakóba Szarzyńskiego Podstolego ziemi lwowskiej, Jakó- 
bowi Leśniowskiemu tejie ziemie Podczaszemu, uczynione- 
go) wiadomość o wszystkich wierszach^ jakie kiedykol- 
wiek (zmarły przed r. 1581) Sęp zostawił po sobie. Wnet 
zrobił przedruk tychże dzieł P. Józef Muczkowski, ogło- 
siwszy Mikołaja Sępa Szarzyńskiego rytmy abo wiersze 
polskie. Po iego śmierci zebrane y toydane. Roku Pań' 
skiego 1601 (miejsca druku nie wj-mieniono,)" w zbiorze 
najcelniejszych i najrzadszych rymotworców polskich XYI. 
i XY1I. wieku w Poznaniu 1827" w jednym dotąd tomiku 
wydanym. W poczet zgromadzonych w jedne całość nie 
wszedł, a. więc i w przedruku nie znajduje się, wiersz Sę- 
pa, na cześć dzieła Marka Piotrkowity (będzie o nim ar- 
tykuł w trzecim tomie naszego pisma,) snadź około r. 1579 
napisany. I oto wszystkie naukowe pozostałości po wie- 
szczu! którego tu£ po Janie Kochanowskim kładli spółcze- 
śni, a my wyżej go, w pewnym względzie, nad niego sta- 
wiamy. 

(1) Bibl. ksiąg dwoje U. 203. ostpu. 

PIŚMHEK. P0L8. T. I. 6t> 



I 

Pozostałości te, w owym Jedynym i całkowitym ekzem- 
plarza Tytusa Hr. Dział}1iskiego zachowane nam, rozwa- 
żaliśmy, odgadując przyczynę, czemu je tak chowali tro- 
skliwie w odpisach spółcześni Sępowi, a mianowicie Starze- 
chowski i Pobiedziński obywatele ziemi Iwowskig, tu- 
dzież Jakdb Przedflc z Gawron Wojewoda podolski, ktćry 
je, jako rzadką swojego wieku osobliwość, pokazywał z u- 
niesieniem Księdzu Andrzejowi Wargockiemu (1). 

O życiu Szarzyńskiego nader mało wiemy. Spółcześni 
pisarze, jak Paprocki i Barcin Bielski (porównaj wstęp do 
przedruku P. Muczkowskiego), to tylko podali o nim: »ze 
r. 1581 umarł i w Przemyślu jest pochowany, że w mło- 
dym wieku rozstał się z t)iD światem, ze po Janie Kocha- 
nowskim był przedniejszym (najpierwszym) w polskim 
wierszu". Zkądinąd dowiadujemy się (2), ze przez Księ* 
dza Antoniego z Przemyśla Dominikana, spowiednika swe- 
go, namawiany był do przekładania na język polski pism 
teologicznych; a ztąd robimy Mniosek, iz wcześnie zajmo- 
wać się musiał czytywaniem i przyswajaniem językowi pol- 
skiemu pism religijnej treści, tem bardziej, gdy (według 
zeznania tegoż Księdza Antoniego)" Sęp był wielkim służ- 
ką i gorącym miłośnikiem Bogarodzicy, jej łasce przypisu- 
jąc swój niedosiężny do poezyi dowcip". 

W pozostałym po nim zbiorze mamy sonetów sześć, 
dziewięć pieśni opisujących Psalmy Dawida, tudzież opie- 
wających religią, szlacheckość, męstwo dzielnych wojaków 
(a między innemi Fryderyka Herborta i Stefana Króla), na 

( 1 ) Jak to sam zeznaje w dziele o Rzymie pogańskim. Porównaj 
51. (Będzie o t^m dziele w następnych tomach naszego pisma). 

(2) Porównaj artykuł Roianiec ponpoHcw róiany wianek. 



515 

koAiec napisy, nagrobki i t. p. Wszystkie te. znakomitego 
wieszcza twory, stwierdzają świadectwo, jakie o ńim spói- 
cześni dali, z tą róinicą, iz zdaniem naszem, wyżej go one 
nad Kochanowskiego stapiają w naśladowania, na ró¥mi 
kładą go co do przyswajania obcych płodów polskiej lite- 
raturze, a mało nizęj mieszczą go co do wysłowienia, da- 
leko zaś za wieszczem z Czarnegolasu pozostawiają co do 
władania piórem. Czemu sam nie przeczy, lubo nie potrze- 
bnie, mówiąc (w sonecie szóstym do Mikołaja Tomickiego): 

Nie będę nazwań lokkiem ud żadnegu. 
Bym siawit piękność w tobie doswiastzoney 
Kozdemu cnoty. Jeno żem uczoney 
Mato pii wody, nie śmiem się iąć tego. 

Niepotrzebnie, powtarzam, sama bowiem młodość wy- 
mawia go od zarzutu, jaki mu dzisiejsi czynią krytycy (i), 
i przekonywa o tern, ze młodzian nie mógł mieć talciego, 
jłdi mąz wytrawny wykształcenia. 

MIKOŁAJ W CZEM WYŻSZY NAD JAKA? 

Sześciomiarowy swój wiersz o jedne z czasem zmniej- 
szywszy stopę Grecy, utworzyli tak przez siebie zwany 
dystych , z dwóch nierównych składający się wierszy, 
z których drugi pięć miar mając, czyni wespół z pierw- 
szym jedne całość. Takowemi dystychami pisując elegie, 
naprowadzili Włochów na nowy rodzaj wiersza, zwanego 
sonetem; zewnętrznie i wewnętrznie do elegijnego Greków 
zbliżającego się ryrau, z tą różnicą, iż oni wyśpiewując 
równe co do miar wiersze, pierwszy z ostatnim, a środ- 
kowe dwa z sobą parali, i tak czworowierszowy tworzyli 

( 1 ) P. Kraszewski w studiach uu wycb, jak niżej będzie. 



516 

dystych, po raz pierwszy przez Sępa polskiej przyswojony 
poezyi. Nie przez to jednakże jest on wyższym nad Ko- 
chanowskiego, nie przez to, mówię, celuje nad nim, iz pi- 
sał wierszem, którego Jan nie spróbował, lecz przeto 
kładę ją Szarzyńskiego wyżej, iz naśladując, nie poszedł 
torem wieszcza z Czarnegolasu ; któremu naśladować a 
przyswajać stało za jedno, który ilekroć co z obcej litera- 
tury przenosił do polskićj, przelewał w nią żywcem cu- 
dzoziemskie płody, nie przetopiwszy ich w przypomnieniu 
sobie, i następnie nie odlawszy na nowo w utworzonym 
obrazie; który, mówiąc krótko, nie tylko myśli, lecz na- 
wet słowa obce w polską oblekał szatę. Zkąd poszło, ze 
na sam rzut oka odgadnąć możemy, co zkąd wziął Kocha- 
nowski, gdy przeciwnie Szarzyński w zewnętrznym tylko 
kształcie wiersza obce polskiej poezyi narzuca kształty, 
a zresztą, mianowicie tez w rozwinięciu opiewanego tym- 
że wierszem wątku, twórcą jest, sztukmistrzem, kształtów 
nowych wynalazcą; zgoła naśladowcą nie przyswoicielem, 
w tym niby stosunku zostając do włoskich wieszczów, 
w jakim oni mająsię do greckich i rzymskich, to jest, iz ze- 
wnętrznemi kształty przypominając w swych tworach ob- 
cość, są w rozwinięciu ich zewnętrznem zupełnie oryginalni. 
Przekonałem się o tem, sonety Sępa wzięte z Petrarki po- 
równawszy z jego pieniami. Dostrzegłem, ze niektóre po 
śmierci Laury przez włoskiego wieszcza śpię wane(l), miał 

(1) Sonet 312, który się poczyna: 

Teanemi amor anni veBt* ano ardendo 
Lietu nel foco, t nel duol pień di tpemej 

Son«t 3]3n którego taki początek: 

lvo piangendo i miti paitati tempi, 
I qiłai poti ia amar cota mortale 
8«BM lerami • toIo li«yeBi*io V de, 



517 

przed sobą, gdy sonet swój piąty i trzeci układał; lecz 
doistrzegłem oraz, iź, wpatrzywszy się w nie, co innego 
wcale, a równie pięknie, równie wzniosie wyśpiewał, sta- 
nąwszy godnie obok swojego wzoru, jako drugi Petrarka; 
gdy przeciwnie Kochanowski, nigdzie się w swych pie- 
śniach drugim nie pokazał Horacym. Niechaj czytelnik 
porówna t włoskim oryginałem te zwrotki Sępa z Petrar- 
ki naśladowane: 

¥ niemilować cięszku, y niitować 
Nędzna pociecha: gdy żądzą zwiedzione 
Myśli, cukruią nazbyt rzeczy one, 
Które y mienili, y muszą się psować. 

Mitośc^ iest własny bieg bycia naszego, 
Ale z żywiołów utworzone ciało, 
To chwaląc, co zna początku równego, 
Zawodzi duszę, ktorey wszystko maio. 

Panno bezrowna, stanu człowieczego 
Wtóra ozdtfbo, nie psowała w ktorey 
Pokora serca, ni godność pokory, 
Przedziwna matko stworzyciela swego. 

Niechaj takież samo naśladownictwo Greków i Rzy- 
mian , w poecie z Czarnegolasu wykazawszy , przekona 
mnie kto o tem ze się mylę. Prześcignęli Jana, jak z cza- 
sem opowiem, poeci epoki Stanisławowskiej, Mikołaja któż 
dotąd przewyższył? Czyi ta zwrotka sonetu pierwszego, 

A ia co daley, lepiey cień głęboki 
Błędów mych widzę: które gęsto iędzą 
Strwożone serce ustawiczną nędzą, 
Y s płaczem ganię młodości mey skoki. 

Canzone XXIX. tak zaczynające się: 

Yergine bellft; che di sol vettit« 
CoroDAU di ttelle al toano lole 
^Piacetti ii, clie'n te lus hice sicote. 



518 

którą Mickiewicz, wyjąwszy ją z Passkiiia, żywcem do pel- 
skiego języka przeniósł (1), 

Zc wstrętem i z przestrachem czytam własne dzieje, ' 

Sam na siebie pomsty wzywam, 

1 serdecznie żałuję i gorzkie tzy lej^y 

Lecz smutnych rysów nie zmywam, 

piękniejszą jest, pod względem wyra^nia myśli, od owej 
wieszcza XVI wieku? Pojmuję zkąd poszia ta różnica mię- 
dzy Kocbanowskiffl a Sępem, i właśnie przez to jeszcze 
więcej się przekonywam o tern, ze chociażby był chciał 
i mógł, jednakże nie był Jan w stanie inacz^ śpiewać, jak 
tylko przyswajając sobie wzięte do naśladowania wzory; 
a przeciwnie Mikołaj, chociaiby był nie chciał i nie mógł, 
musiał naśladować a nie przyswajać sobie, cokolwiek po- 
znał, czem się przejął, co ukochał. Rogan bowiem miał 
przed oczyma pierwszy i, jak powinien był, pojmował ich 
światowo: cbrześcian, a do tego gorliwych katolików, miał 
przed sobą drugi, i musiał ich pojmować bosko, jako ten, 
którego nie ziemskie, ale niebieskie zajmowały istoty, 
który takież, jak włoski wieszcz miał uwielbień cele, re- 
ligią i miłość opiewając, który więcej pierwszą niz drugą 
przejęły, lub ilekroć się na nią puścił, więcej ją religijnie 
niz ziemsko pojmując, w religijnym tylko jak Petrarka 
duchu umiał świeckie opiewać przedmioty. Tak sonet Pe- 
trarki na wodospad Wokluzu (Yaucluse) zrobiony, śpiewa 
religijnie: tak religijnie wyraża się Szarzyńskiego świato* 
wa pieśń (ze tu jego słów użyję) „Pannie Jadwidze Tar- 
łownie nucona kwoli ', która się tak w ostatniej wyraża 
zwrotce: 

(1) Poezye wydania warszawsk. II. 299. 



M9 

Ozdobo śiemie: szczęśliwy, szczęśliwy, 
Komu dic Pan Boi^ naziwczjrt iycMwy. 
Komu łi^ Hymen stówy start^cmjrmly 

Y pochodniami przyłączy wieeen3rmi. 

O psalmów Dawida opisach nfc nie powiem: w nich, 
jak dobrze (w niżej przywieść się mających studiach) za- 
uważył P. Kraszewski, nie tyle swobodnym, nie tyle peł- 
nym, nie tyle co Kochanowski władający językiem pokazał 
się Sęp: co jednakże, pomnąc na lata obudwóch wieszczów, 
samo się z siebie tłómaczy, a oraz zadziwia i mimowolnie 
pytania te narzuca: czem się to stało, ze gdzie niegdzie 
mógł kilkunastoletni młodzieniec doścignąć wiekiem i wpra- 
wą wytrawnego męża? ze mógł, będąc tak młodym, prze- 
jąć się duchem boskiego psalmisty? 

w rZEM Ml WYRÓWNYWA. 

W innych wierszach, a osobliwie tez w przyswojonych 
z rzymskiego językowi polskiemu, nie prześcignął* Jana, 
również jak on naśladować Rzymian nie umiejąc. Przeło- 
żył kilka wyjątków z Horacego, Marcyalisa, Boecyusza, 
Witalisa (1), czyli raczej przystosował je do Polski. Z Ho- 
racego mianowicie przekładał zwrotki następujące (2), 
które tu kładę: 

■ 

Ehey! iak gwałtem obrotne obłoki, 

Y Tytan prędki lutnc czasy pędzą: 

Zacni sie ludzie rodzą także z zacDych. 
Znać w koniach nztuki oyczyste, lękliwych. 
Mężna Orlica gołębi nie rodzi, 
Ani mdły zaiac z dużych Lwów pochodzi. 

(1) Jan Witalis du Tour Frauciszkau, w XIV. żyjący wieku. 

(2) Wyjęte są z ady 14. II. 4. IV. 7. 1. 



520 

* 

Fioninein stratzDym obnymy pobite. 
Poważnych Krolow sprawy znanienite, 

Niech Icto chce śpiewa: 
Bacha ifipiewaymy cicho pilącego 

Przy nim Cypr^-dę. 

Tak i W porównywaniach wyraził się rzymskich wiesz- 
czów torem, piękne obrazy przenosząc z ich pism w swe 
rymy, i wizerunki ich do polskich przystosowując twarzy. 
Wezmę za przykład tęz samą Horacego odę czwartą księ- 
gi czwartej , której dziewiątą zwrotkę tak spolsczył, do 
cnoty zastosowawszy ją szlacheckiej: 

Droga ku fllawie, w stawnym urodzenie 
Domu, nie sama sława. Przeto w cenie 
Kto chce byd, porzuć nikczemne zabaw>% 
Sie na herb przodków patrz, ale na sprawy. 

Wezmę, pospolity u wieszczów rzymskich, obraz wcze- 
śnie zwiędłego kwiatka, który tak przystosował do śmier- 
ci nowo narodzonego Starzechowskiego: 

Kownie tak kosą ostrą pracowity 

Oracz, kwiateczek wonią znamienity 

Nowo roskwitly sifina niebaczliwie, 

Którego dtugo czekały tcakliwic 

Śliczne Dryady, 7.ądaiąc go sobie 

Y dla wonności, y czoła k' ozdobie. 

A on z drugimi na pokosie kwiatki 

Leży iuź zwiędły gwałtem, a iiie łatki (latami). 

W CZEM MZSZY OD JJIECO? 

P. Kraszewski (1) zauważywszy .iz gdy co do ducha, 
co do siły natchnienia, Sęp w swej nie wielkiej liczbie po- 
zostałych poezyj, nie ustępuje Kochanowskiemu", oświad- 

(1) Nowe studia II. 117.126. 



521 

cza: ..ie się nie moie zgodzić na zuchwałe, w oczach swych, 
porównywanie go z wielkim XVI wieka mistrzem; z przy- 
czyny tćj, ze Sęp nie ma Kochanowskiego natchniraia, lie 
ma jego swobodnych ruchów, nie ma tej wyrazistości obra^* 
zów, nie ma wcale obrazowości wyrażeń; ie ma wiersz tru- 
dny, myśl pospolitą, i więcej filozoficzną niz poetyczną."* 
Według krytyka więc »Sępi nie ustępował Kochanowskie- 
mu co do siły natchnienia, i znowu nie miał natchnienia 
jego," wczem równie sprzeciwia się on sobie, jak się po- 
niekąd iw tćm myli, co o języku poetycznym obudwóch 
rozprawia pisarzów. Ja wyżej go wjednym nad wieszcza 
Czarnegolasu postawiwszy względzie, w drugim umieści- 
łem go i mieszczę niżej, zauważając przytćm, ze go tamten 
czułością i delikatnością, ale bynajmniej wyrażeniem pra- 
wdziwie poetycznem nie przewyższa. Przy czem obstając, 
zauważam i to, ze poetyczny ogień, który ogarnął całe 
jestestwo Sępa, i mocą swoją strawił go zawcześnie, jak 
wielką błyska łuną we wszystkich jego poezyach, tak ró- 
wnież u czuwać się daje w wysłowieniu, które tak dobitnie 
jak u Jana malując wszechmocnego potęgę (1), równfei 
wyrazisto jak u tamtego przedstawiają opiewane cfd wie- 
szcza świeckie przedmioty, uderzając nowością wyrazów, ' 
których słownikowi języka polskiego nie dostawało dotąd 
i niedostaje (2). Nie dotykam reszty, ale uwagi tej nie 

(1) W pieśni trzecićj powiedział, ,^e ręką swą w rządne błą- 
dzenie wprowadził gwiazdy, a ogniem przykrył wiatry/' Gdzież się 
mocnićj o Bogu wyraził Kochanowski? 

(2) Nie masz w słowniku Lindego wyrażonych, w Szarzyńsklegó 
pieśni drugiej o rządzie Bożym na świecie, tudzież w owćj pieśni 
Pannie Jadwidze Tarłownie k^woH śpiewań^, przymiotników opa* 
c%y8ty^ HUany^ za Uliomy. 

riŚMIBU. F0Ł8« T. I. 66 



522 



#logę pominąć, ze gdy pierwiosBek poesyi oiradwóch wie- 
mcxAm, równo wcześnie i z rdwną dla pieśniarzy btysną- 
iMzy dihibą, pomimo ie nierówne miał nadal powodzenie, 
(pierwszego bowiem najrańszy kwiatek swobodnie rozwi- 
ifeął się i wpeine blasku wyrosi kwiecie, pierwiosnek dru- 
giego przed rozwinięciem się zgubiły szrony i rosy chło- 
dne,) równo się rozrósł, i wydał owoc równie znamienity, 
przeto sama ta okoliczność, iz mniej szczęśliwy zrównał 
sie z szczęśliwszym, daje odgadnąć różnicę kwiatu poezji 
tydiSe, nawet przed posmakowaniem jego owocu. 



6. R. 1582 Sebentsran Fabian Klajniowiez. 

IMlf PISARZA I PRZEGLĄD DZIBŁ JIGO. 

Dwoma imionami podpisywał się Klonowicz na później- 
szych swych pismach wydawanych po polsku, lubo nie na 
wszystkich: na niektórych albowiem nie kładł swego imie- 
nia, a na łacińskich jednem się tylko mianował. W języku 
Rzymian układając naprzód swe dzieła, przerabiał je pó- 
źniej na polskie; obok nich wydawał tez li po polsku, a 
kładł w końcu treść ich po łacinie. Znam następujące: 

PhUtron Sebastiani Stdmircensis Acerni, quo inaesłi- 
mabilis vis charitaUs Christianae exprimitur. Cracoviae 
1582, (w ćwiartce, czytałem w Toruniu.) Przypisał je Klo- 
nowicz, imię swe (klon^ acer) ówczesnym zwyczajem na 
łacinę przełożywszy, «Thomae Wieczorek, Adamo Przyti- 
cio> Sebastiano Konopnica, Stanislao Kielczowski Coss. 
Łeonhardo Mrzyglodowic Advocato, tanquam senioribus 
contubernii Literatorum in civitate Regia Lublin." 



323 

Roxolania SebasUani Sulmyrcemis Acerm, cim Im- 
btinenm. Craeomae 1584, (w ćwiartce, czytałem tamie). 

Sebasłiani Sułmircensu Aeęmi, Yktoria Dearum. In 
qua oontinetur teri^herois educatio (dzieło w ósemce, 
% czterdziestu czterech rozdziałów czyli pieśni, (którycli 
padał treść P. Kraszewski, w nowych studiach 1. 136. nstpa.) 
złożone, bez wyrażenia roku i miejsca druku wydane. P. 
Wiszniewski whist. lit. YL 295. nstpn. mylnie opisał je. 
Bo me Sutmircensis lecz Sulmircenus podpisał się Kiono* 
wicz, a wierszem greckim przemowy nie zakończył. Miał- 
ieby P. Wiszniewski mieć inne wydanie w ręku? P. Krasze- 
wski (tamie jak wyżej,) podobnie jak my opisiye swój ekzem- 
plarz. Czytałem to dzieło w bibliotece ordynacyi Zamoj- 
skich, gdzie się w trzech znajduje ekzemplarzach, z któ- 
rych jeden własnoręczny ma dopis autora Szymonowi Si- 
monidesowi , przy przesłaniu mu ekzemplarza w darze. 

Pamiętnik Xiąząt y królom Polskich. Sebastyana Fa- 
biana Klonotmca* Po czem zdania łacińskie: Viła hominum 
bretis. Principum brevior. Tyrannorum tero, lU omnibus 
invisa, ita omnibus brevissima. Dalej ozdóbka drukarska. 
Na odwrotnej stronicy przypis: .Janowi Firlejowi z Dąbro- 
wice, Podskarbiemu Koronnemu, Lubelskiemu Staroście.* 
Oprócz tytułowiy ćwiartki, składa się całe dziełko z ćwiar- 
tek pięciu. Na czterech wypisano poczet Książąt i Królów 
polskich, począwszy od Lecha az do wstąpienia na tron 
Stefana Batorego. Piąta ćwiartka zawiera powtórzenie 
łacińskim wierszem, lubo niedokładne, co piszący poprze- 
dnio powiedział po polsku. Wydanie to powtórzył w ćwiar- 
tce o Thomas Benedictides Gumowski a Ciechanów (czyta- 
łem ^v Toruniu)," i przypisał .Janowi Zborowskiemu ze 
Zborowa Kasztelanowi gnieźnieńskiemu, Starośde wendęń* 



524 

skiemu, odolanowskiemn, dabnickiemu, wolpnickiemu.'* 
Podobne jema zr. 1639, w ćwiartce przywodzi Jaszyński 
w artykale o Klonowiczn; ja nie widziałem go. Znam zaś 
wydanie (mylnie o nićm powiedziano przy krakowskim 
przedruku,) owe, które zrobił Piotr Jan z Białocina Bia- 
łecki, Pisarz grodzki siewierski, na ośmiu ćwiartkach, r. 
1666, jak na końcu stoi (miejsca druku nie wyraiono), 
aczkolwiek poczet Królów do Jana Sobieskiego r. 1674, 
doprowadził. Zresztą to2 samo tu jest, co w wydaniu pier- 
wszem, wyjąwszy przypisanie dziełka (Wojciechowi Szczer- 
skiemu zakonu Premonstrateńskiego s. Norberta, Probo- 
szczowi Płockiemu), i dwójwiersz łaciński, rok wyjścia 
pisma oznaczający. (Są obadwa te dziełka w bibliotece 
gimnazyalnej warszawskićj). Inne wydanie togoz z r. 1673 
posiada biblioteka piotrowicka. Ostatnie dziełko, niby dal- 
szym ciągiem Pamiętników Klonowicza będące, jest wiersz 
po łacinie i po polsku pisany, który z drukarni Ignacego 
Grebla wyszedł w Krakowie 1787, w kilkudziesięciu nie- 
łiczbowanych ćwiartkach (ostatni znak druku k. 2), a za- 
wiera krócióchno wyrażone Królów polskich dzieje, począ- 
wszy od Mieczysława I. azdo Stanisława Augusta. W miej- 
sce tytułu ma broszura ta dwa łacińskie a trzy polskie 
wiersze, które kładę: 

Fama. Pulvere. de. sacro. divi. cousurgite. manesl 

Sanguu. adest. veRter. qni vitam. fnndit. in omnes. 

S i a w a. Z świętych popiołów ziemscy Bogowie 
Powstaycic żywo! widząc w Krakowie 
Króla Stanisława Aiigiista i t. d. 

Zaie nagrobne, lo Krakowie 1585, (znam z wydania kra- 
kowskiego, które niżej opiszę. Pierwotnego druku nie 
oglądałem). 



5S6 



FUs (w otdóbce drukarskiej stoi tei wyraz,) To jest, 
Spuszdanie stołków Wisią y inszymi rzekami do niey 
przypadaiąeymiy Sebestyana Fabiana Kłonomca z SuU- 
mierzyć. Drukował Sebesłyan Stemaoki. Nie powiedzia- 
no na tytule, gdzieby i kiedy wyszło, le€z przypis » z Wołki 
Jozefbwskiej, Stanisławowi Gostomskiemu z Leżenie Woje- 
wodzie Rawskiemu r. 1595*^ uczyniony uczy, it w ów czas 
wydane zostało istotnie (ćwiartek jest 24, liczbowanych 
po obudwu stronach^ ostatnią wyjąwszy; jest więc stronic 
47, a nadto cztery są nieliczbowane ćwiartki, na których 
stoi tytuł, przypisanie, i stosowne są o dziełku greckie 
(z polskiem tłómaczeniem) i polskie wiersze. Resztę o tem 
^Tydaniu dobrze powiedział t^. Wiszniewski hist. lit. VIL 
88. nstpn. a Bentkowski i Juszyński rzekli bezzasadnie, 
jakoby nie w Krakowie, lecz Rakowie, z drukarni aryań- 
skićj wyjść miało). Wydanie drugie, od pierwszego od- 
mienne, wyszło w Warszawie u Jana Trelpinskiego 1643. 
Opisał je P. Wiszniewski tamie. Nie dodał atoli, ze wyda- 
nie to różni się od owego tem głównie, iz ma 23 nowo, 
niewiadomo przez kogo, dorobionych zwrotek, które z o- 
ryginalnem wydaniem połączono. Wydanie trzecie, które 
miał w ręku Juszyński, nie wiadomo kiedy wyszło. Czwar- 
te pokazało się w Gdańsku 1829 w ósemce, za staraniem 
czcigodnego Mrongowiusza. Piąte jest krakowskie z tegoż 
roku i w takimze kształcie. 

Worek Judaszow: To iest^ złe nabycie maięlnośd. 
Joan: XIL Judas fur erał, et loculos habenSy ea quae mii tę - 
banłur portabal. Po czćm ozdobka drukarska. Dalej stoi: 
w Krakowie: Drukował Sebestyan Sternacki, Roku 1603. 
Na odwrotnej stronicy tytułu dziewięć wierszy. »Do przy- 
jaciela farbowanego." Następuje trzy ćwiartkowe przypis 



A26 

sanie dzieła ^Szlachetaemo y sławiętneoia panu Stanisła- 
wowi Lichanskiemu Raycy Lubelskiemn, przyiacielowi y 
koUedze łaskawemu etc* dane .w Lublinie wdzienuro* 
czysty Świąteczny który przypadł na 21 dzień Ifaia: wro* 
ku Pańskim Miłościwe letnim 1600." Na odwrotnej stroni- 
cy ostatniej ćwiartki stoi 12 łacińskich wierszy, zi^adpi- 
sem: „Proditoris Apostoli notae." Po czem na dwóch 

• 

ćwiartkach »Autor do czytelnika/ Wszystkie te ćwiartki 
mają kustosze, krzyżykami i arabską oznaczone liczbą. Na- 
stępuje samo dzieło, ćwiartki obliniowane z obwódką (i po- 
przednie są takiejze postaci,) a nieliczbowane mające, któ- 
re kustoszami, literą du£ą i liczbą wyrazonemi, są opatrzo- 
ne. Ekzemplarz biblioteki gimnazyalnej warszawskiej koń- 
czy się na kustoszu A: 3., reszty mu nie dostaje. W liniach 
otaczających ćwiartki znajdują się po łacinie i po grecku 
wypisane cytacye, objaśnienia \ t. p., lecz drugie są po pol- 
sku, i po niemiecku, a obok nich czytamy napisy niby roz- 
działów, lecz po polsku tylko. Inne wydanie z r. 1607 
zupełnie takież, przypisanie wyjąwszy, znajdąje się w tej- 
że bibliotece. Jest całe: kustosz ostatni ma znak L 3., po 
którym jeszcze dwie ćwiartki idą, zakończone tą uwagą 
« Worka Judaszowego koniec." Wydania z r. 1683, i wcze- 
śniejszego zr. 1600. które przywodzą pp. Bentkowski 1.338. 
i Wiszniewski hist. lit. VII. 93, nie oglądałem; lecz miałem 
w ręku ekzemplarz bez roku i miejsca wydany, znalazłszy 
go w bibliotece uniwersytetu wro.cławskiego (opisuje go 
P. Wiszniewski), i przekonałem się z niego, ia we wszyst- 
kich \17daniach jest sobie jednakowym Klonowicz, gdyż 
i w wydaniu tern, oczywiście pierwszem, rozprawia o lwiej 
skórze. Czem powodowany, nie wierzę w to, ażeby miało 
istnieć wydanie Worka Judaszowego z r. 1600 takie, któ- 



527 

remnby, jak JuszyAski (w artykule o Klonowicza), utrzy- 
muje, czwartej części, Jodaszów w Iwićj skórze opisującej, 
nie dostawało. Dziwno ie P. Wiszniewski, stronice nawet 
wydania tego wyKczywszy, nic o czwartćj części Worka 
nie nadauenił. Powtarzam więc, 2e jeieli istniało wydanie 
z roku IGOO, albo musiało toi samo co pierwsze, (bez miej* 
sca i roku) obejmować, prawiąc i o lwiej skórze; aibo, nie- 
abejmując wszystkiego, tćm samem było sfałszowane. Ho* 
jćm przeto zdaniem trzy wydaaia Worka Judaszowego za 
życia autora ogłoszone drukiem, istniały i istnieją : jedno 
bez roku, drugie zr. 1603, trzecie zr. 1607. Mniemam 
tei, ie bibliografowie, pomnąc na datę przypisania dzieła 
przy wydaniu drugićm zna}diuącą się, mylnie z niej o wy* 
daniu zr. 1600 wnieśli; aczkolwiek data rzeczona nie czas 
wyjścia, lecz napisanie dzieła oznacza. Jakoi sam Klono* 
wicz wyraźnie o tem mówi, ze r. 1 600 napisał, i snadź 
wtedy bez wyrażenia czasu drukiem ogłosił swój Worek. 
W te bowiem odzywa się słowa przy końcu trzeciej części: 

Jako daie się na przvkiad: Arendnją komu 
Do roku teFaćniego wioski abo domn. 
Tak iako teras piszą. Roku szcić setnego 
Nad tysiącny." 



99 
9% 
>» 



Podobnejze omyłki co do roku wyjścia na jaw dzieła 
Yicłoria Deorum dopuścili się snadź bibliografowie, przy- 
puściwszy, ze miejsce druku odgadli, lubo, jak zaraz wy- 
każemy, i to ulega wątpliwości. P. Bętkowski I. 337, a za 
nim Wiszniewski VI. 295, dorozumiewa się, ie w Rakowie 
wyszło to dzieło. Lecz gdy i w Krakowie miał Sternacki 
drukarnię (1), czemuzby wdrugiem mieście nie miała by- 
ła wyjść Klonowicza Wiktorya? zwłaszcza gdy tamie 

(1) Lelew. bibL ks. 1. 197. 



52S 

wszystkie pisną jego wytłaczano? Lub dk czegoz przy- 
puszczać, iz wtejie co reszta pism poety wyszła? gdy 
drukowaną być mogła w osobnej jakowej tłoczni? by prze- 
to uniknąć prześladowania, jak o tem przy końcu artyku- 
łu naszego powiemy. Większa pewność jest co do czasu 
napisania i wydania dzieła, gdyż o tem sam Klonowicz na- 
pomyka. Poświęcił on swoje pismo cieniom (zmarłego r. 
1586) Stefana Batorego, a przy końcu dzieła powiedział 
'o założonym (r. 1594 co przypominam) i kwitnącym (r. 
1600—1605) uniwersytecie zamojskim, o młodym Króle- 
wicu WłJEidysławie (urodź. 1595) it. p. Co naprowadza 
na wniosek, ze przed r. 1586 a po 1595, i późnićj jeszcze 
pisał to dzieło, Se go r. 1594 łub 1597 juz był do roz- 
działu 41 doprowadził, po roku zaś 1605 wydrukował 
go, i wkrótce snadź umarł. Pokaząje się to z dziełka 
(znam go zprzedruku krakowskiego) noszącego napis Po- 
iar upominanie do gaszenia. Roku Pańsk. 1597, które 
Januszowi Ksiązęciu Ostrogskiemu Kasztelanowi krako- 
wskiemu przypisał (1); pokazi^e się z przemowy do Wła- 
dysława Królewica, juz nie dziecięcia, lecz chłopięcia; 
którego prosi, by z czasem przeczytał podane sobie dzie- 
ło; pokazuje się z napomknień o rokoszu Zebrzydowskie- 
go (2); pokazuje się wreszcie z własnego zeznania, iz wiele 

(1) „Przetozem przełożył z 41 rozdziału ten pożar sksiąze- 
czdc którem nazwał Yictoriam Deorum" mówi w przypisaniu. Prze- 
dmie krakowski naznacza rok 1597 i pod tym rokiem tez wydane 
bez miejsca to dziełko przywodzą noiaty Konst. hr. Swidzińskiego, 
które i biblioteka piotrowicka (P. Andrz. Kozmiana) posiada. Mylnie 
daje temu wydaniu niby w ćwiartce ogłoszonemu r. 1594 Przyjaciel 
Ludu. Porównaj IV. 416. 

(2) Jeżeli tylko do rokoszu odnosi się, co o walkacb Tytandw 



529 

łat (a więc nie kilka Jeieli przed r. 1586, i po 1594, pisał swe 
dzieło) pracował nad niem (1). Uczynił poeta dzieło to 
głównym składem myśli, które od czasu wystąpienia w za* 
wodzie pisarskim, drukiem ogłaszał, puszczając po polsku 
niby zwiastunów, mającego się kiedyś ukazać ładńskiego 
dzieła. Tak więc Pamiętnik, Żale, Flis, Worek, są jakoby 
Wiktoryi ustępami, albo osobnemi na jćj wątku osnowane* 
mi dziełami, które po wyjściu na jaw Roksolanii, a przed 
pokazaniem się Wiktoryi, ogłaszał drukiem. 

Reguła blogosiawionego Benedykta ś. na polski język 
pilnie przełożona, w Krakowie u Andrzeja Piotrkowczyka 
1597 (w ćwiartce, jest w bibliotece gimnazyalnej warsza* 
wskiej). Obszernie tytuł dzieła przywodzi Jocberl 11, 326. 
i wypis z przypisania tej pracy Księdzu Józefowi Were- 
szczyńskiemu Biskupowi kijowskiemu (gdzie Klonowicz 
wyliczył wszystkie dzieła owego Prałata) daje na str. 385. 

Tak zwane Całonis Disticha i Dworsłwo obyczaiow, 
które Juszyński za własne Klonowiczowi przyznaje, o ile- 
by rzeczywiście pracą jego były, powiemy o tem w trze- 
cim tego dzieła tomie (2). Dziełko o Cnocie bez miejsca 
i roku wydane, o którem u Jochera II. 345 zobacz, nie zna- 
ne mi jest; nie mogę przeto rozstrzygnąć sporu, azali je 
pisał Klonowicz lub nie. Wydano w Krakowie 1829 u Jó- 
zefa Czecha dzieła Klonowicza z popiersiem (idealnem) 

(szlachty,) przeciwko Jowiszowi (Zygm. III.) powiedział w rozdz. 39 
i następnym. Porównaj Kraszewsk. nowe studia 1. 179. 

(1) W przypisaniu Yictoria Deonim Adamowi GorajsUemu, mię* 
dzy innem! mdwi: Has nostros conatus^ hds camplurium anno- 
rum labores et tigUitu^ Tihi addico. 

(2) Porównaj artykuły r. 1610. Katonawe wier$%ej r. 1605 
Jan Zabc%yc. i* - » . 

nsMiiff. roŁS. T. I. 67 



530 

autora, w dwKch tomikach ósemkowych, objąwszy następa- 
jiice jego pisma: Flis, Żale rmgrohne, Pamiętnik, Worek 
JudastoWy Pożar. Druk jest błędny, pierwotworowi zu- 
pełnie nieodpowiedni. Toz samo powiedzieć należy o tako- 
wem^ dzieł tych wydaniu J. N. Bobrowicza w Lipska 
1837. Niemal to£ samo o Pamiętniku Ksiąziąt i Królów we 
Lwowie 1849 wydanym. 

BIIG ŻYCIA I CHARAKTER PISARZA. 

Nie daremnie wdałem się w krytyczny rozbiór wydań 
dzieł Klonowicza: ztąd bowiem płynie światło, pokazują- 
ce nam Sycie pisarza, bieg jego myśli, stosunek ich do 
świata. 

Z nagrobku łacińskiego, który Klono wieżowi postawił 
wLublinie Sebestyan Kąjek tameczny obywatel, a jego 
krewny, nie pokazuje się ani rok jego urodzenia; ani rok 
skonu (1). Z dzieł, które po sobie zostawił, widać, ze się 
urodził w Sulimierzycach wielkopolskich, w powiecie odo- 
lanowskim, na pograniczu Szlązka (dla tego tez, jak mnie- 
mam, Gumowski odolanowskiemu Staroście przypisał Pa- 
miętnik Klonowicza,) położonych, gdzie dotąd istnieje o 
nim podanie między tamecznem obj^watelstwem miejskiem, 
gdzje ojciec Sebestyana Wójtem czyli Burmistrzem był, 
i pusty czyh osierocony zostawił po sobie majątek, gdyż 
syn jego, raz wyszedłszy z rodzinnego miejsca, powrócić 
do niego więcej nie chciał (2). Podług Ks. Juszyńskiego 
miał Kienowicz umrzeć r. 1608, mając łat 37. Co jeżeli 

(1) Obraz miasta Lublina przez S. Z. Sierpińskiego w Warsza- 
wie 1889. Porównaj 79. 

(2) Księdza Siwickiego artykuł w Przjrjac. Ludu XIL 7. 



531 

rzeczywiście tak było, przypadłaby epaka jego urodzenia 
na r. 1551, i wypadłby ztąd wniosek, ie psalm siedm- 
dziesiqty, który r. 1556 w przekładzie polskim wyszedł 
z drakami Łazarzowej, nie jest jego pracą (1). 

Życie poety tego rozrzewnia, a poezye jego w zadzi- 
wienie wprawiają, szczególniej teS z powodu sw^ dąino- 
ści i obrazowości, która Klonowicza za prawdziwie naro- 
dowego poetę uwaSać, i nad wiełu z ówczesnych, a słynnych 
wieszczów naszych, wyłćj stawiać go każe, Nad wszyst- 
stkie zabawy nanki on przekładał, ale dla ustawicznych 
zgryzot, które jego trapiły serce, mało miał chwil wol- 
nych, ażeby im się :mógł oddawać swobodnie. Dotykając 
tego, wzjfciu swojem smutnego wypadku, tak sam mówi 
o sobie (2): 

Ja kiedy si^ nad prosty gmin kn niebu na chwilę, 

Do Phoebnsa wychylę. 
Wnet fruninek zaysdrosciwy łakiś wróg przytocs>^ 

Który mnie zaś w gmin doczy. 
Trzeba bowiem animuszu nie zamarszczonego. 

Do wiersza uczonego. 
Kiedyby rię gdsie nad rzeczką wtóka mogta doitad, 

Mogtoby się co sprostać. 

W domu dokuczała mu zta iona, za domem ścigali 
prześladowaniem oszczercy. Snadi mając na pamięci dwa 
te najnieszczęśliwsze dla siebie zdarzenia, opowiada 
(w przemowie do poematu Worek,) jak niewsfydliwa ło- 
na przymawia mężowi przy rozwodzie, szczypie go (sło- 

(1) Za takową wzięliśmy go w Tygodniku literackim z r. 1840 
w numerze 10 i w Orędowniku z r. 1843 num. 46. Za jego pracę ma 
go i dziś P. Wójcicki hist. hi. U. 888. Mylnie, jak teraz widzimy. 

(2) Źal, VII. 



532 

wy), szkaluje, przycinki wynajduje, i o flirbowonym przy- 
jacielu kładzie godło na poemacie tymże. Przebiegi opi- 
sując Mnichów (i), którzy zapisy i cbojne datki wyłudza- 
li od chorych, gdy ich słuchali spowiedzi, przewidywał, 
ze go oni prześladowaniem ścigać za to będą, i pokornie 
ich o przebaczenie prosił. To naucza, zkąd Klonowiczowi 
przychodziły zmartwienia. Lecz nąjwainiejszy dowód za 
co, i od kogo najwięcej cierpiał, odkrył świeżo P. Józef 
Muczkowski (2). Jest to świadectwo ówczesnych Jezui- 
tów, które opiewa, „ze gdy Klonowicz, wy Chowaniec nie- 
gdyś krakowskiej akademii a od roku 1584 lubelski mie- 
szczanin, człowiek dosyć majętny, przyszedł z czasem do 
takićj nędzy, iź w szpitalu ś. Łazarza w Lublinie (będące- 
go pod zwierzchnim dozorem Jezuitów) umierać musiał, 
to wreszcie otworzyło mu oczy do uznania winy swej, któ- 
rą nie raz popełniał za zycio, występując przeciwko Zgro- 
madzeniu Jezusowemu w Polsce, a mianowicie tez w bez- 
imiennie r. 1600 wydanóm swem dziełku Eąuitis Poloni 
in Jesuitas actio prima (wyszło później i po polsku pod 
tytułem konterfekt Jezuitów), dowodząc tego, ze Jezuici 
ogołocili z uczniów krakowską akademią, ze polscy nie są 
to ludzie naukowi, jak w inszych krajach, lecz intryganci, 
którzy, błędnemi księgami swemi i złym uczenia sposobem, 
szkodę kościołowi katolickiemu i Polsce przynoszą." Nie 
sama więc zła zona, jak dotąd sądziliśmy, przywiodła do 
nędzy iKlonowicza, lecz, jak się on, ale za późno, prze- 
świadczył o tern, ci, u których umarł w szpitalu. 

(1) W III części poematu Worek, 

(2) Rękopisma Marcina Radymlńsklego, w Krakowie 1840. Poró- 
wnaj 118. następn. 



533 

Człowiek ten, miłujący nad wszystko prawdę, gorli- 
wy zwolennik cnoty, którćj w żadnym razie nie odstępował 
ani na chwilę, gromiąc w pismach swoich występki, nie 
zważał ani na stan ładzi, ani na ścisłe stosunki, w których 
zostawał z nimi, i nikomu nie przepuszczał, kogo widział 
być nagany godnym. Chociaż sam jadł chleb duchowny, 
obok radziectwa i pisarstwa wójtow^skiej w Lublinie ławy 
urząd Sędziego (tanquam Loci capitanens) sprawiijąc r. 
1595, 1597 w dobrach Mnichów sieciechowskich (1), (za 
co miał przez nich ustąpioną sobie w posiadanie wioskę 
około Radomia), przecież pisywał przeciwko Mnichom. Zo- 
stawszy około r. 1600 Burmistrzem, roku zaś 1603 do 
dawnych radzieckich i pisarskich obowiązków wróciwszy, 
miał nadal powierzone sobie rozsądzanie spraw żydo- 
wskich, co dało mu łatwość przypatrzenia się przebiegom 
i zabiegom synów Izraela, tudziei poznania sumniennćj 
sprawiedliwości sprzedajnych swoich kolegów. Wytykał 
to we wszystkich pismach swoich, lecz najwięcej się roz- 
wiódł nad tem w Worku Judaszowym. Lubo miał Klono- 
wicz sposobność wypłoszenia kieszeni bogatych Źydków, 
przecież nie korzystał z okoliczności, woląc raczej zyć 
w nędzy. Był więc z przyczyny tej wyśmiewany, i niena- 
widzony za iycia, z powodu zaś dzieł swoich prześladowa- 
ny, i, jak stoi na inszym jego nagrobku (który mu Mikołaj 
Żeromski położył) (2), ledwie ze nie wygnany z kraju, za 
to ie się nie chciał stosować do zepsutego świata, ale 
owszem, poważył się strofować go ostrem swojem piórem, 
i własnym naprawić go chciał przykładem, ze się powa- 

(1) Przemowy do Flisa, i do reguły ś. Benedykta. 

(2) U Jttszyńskiego znajioje się ten nagrobek. 



534 

iyi być wrogiem swej ojczyzny wrogów, wiele pod ów 
czas moinych Jezuitów, i narodowi swema otwierał oczy 
na zgttbę Ictóra go czekała od nieb, i od młodzieży przez 
nieb wycbo wy wanej. Ci nawzajem, mszcząc aę nad nim, o zgu« 
bę go przyprawili, a jakoby złego człowieka oczerniwszy, 
odstrycbnęli od niego umysły ziomków. Dla tego tez, 
oprócz małej u boka drużyny, nikt nie pożałował skonu 
męża, który za życia swego znakomitym ówczesnym talen* 
tom bojnych nie szczędził pęcbwał. U potomnycb nawet, 
którzy go albo nię zrozumieli, albo zrozumieć nie cbciell, 
nie był w poszanowaniu (sam bowiem tylko Stanisław Wi- 
tkowski, w historycznych swoich pieniacb, tudzież Józef 
Wereszczyński, ze czcią o nim wspomnieli): co sprawiło, ze 
z wiatrem uchodziły nauki dawane przez niego narodowi, 
lub jeżeli wpływ jakowy wywierały na obecnych, działo 
się to ukradkiem. Nie jeden bowiem, co się pismami Kio* 
nowicza oświecił, co niemi wzbogacił swe prace, taił 
źrzódło, z którego mu płynął rozum i sypały się nauko- 
we zasoby. 

ROZWÓJ MYŚLI. 

Dwojakiego rodzaju są pisma Kionowicza. Jedne ukła- 
dał przygodnie, które ury wkowemi przeto nazwaćby mo- 
żna: drugie przedsiębrał w pewnym celu, i dopóty ich nie 
spuszczał z uwagi, dopóki całego nie wyczerpnął przed- 
miotu, w jednym jakoby ciągu pracując nad ich obrobie- 
niem przez lat wiele. Do rzędu owych należy pierwsze 
jego po łacinie wydane pismo (Philtron), tudzież Pamię- 
tnik, Żale nagrobne, Reguła; które lóźno i bez żadnego 
z sobą związku pisywał, wktói7cb prócz myśli nic nie 
uderza, które, z wyjątkiem Reguły, jak z prostego naśla- 



«3ft 

downictwa bez ladoego dla literatury powstały dobra, tale 
tez znowu bez Sądnego na postęp wpływu znalaziy swo- 
ich naśladowców (1). Do rzędu drugiego policzam resztę 
pism jego. Przejdę je po szczególe, zadziwiają bowiem 
swojem przedsięwzięciem i rozwinięciem, lubo nie mają 
wykończenia i sztuki. 

Piękność kraju, jego cuda i dziwy, zwykle me zajmują 
tycb, co się w nim porodzili. Ci wychowani na jego łonie, 
i do widoku ziemi, po której obojętnym stąpają krokiem 
nawykli, nie zagłębiają się myślą nad dziwami, wspaniale 
się przed ich oczyma na wielkim warsztacie natury rozpo- 
ścierąjącemi; nie śledzą badawczem okiem urody jćj i po- 
żytku płodów; nie przypatriy'ą się obrazowi kraju, chara- 
kteru mieszkańców, obyczajów ich, zwyczajów nie rozwa- 
żają, a tćm mniej badają koleje odmian i przemian fizy- 
cznych powiierzdini, roztoczonej przed ich tępym wzro- 
kiem. Piękna bowiem, którćj się przypatrują przyroda, 
milczy dla nich: ziemia tyle powabów mająca, w tyle cie- 
kawych odmian przybrana, tyłu jestestwami ożywiona, ty- 
lu zjawiskami urozmaicona, nagim i niemym jest dla nich 
głazem; bo, języka jćj nie znając, rozmawiać z nią nie 
umieją. Ale niech się jeno zjawi obcy człowiek, i zawita 
w te strony, dostrzeże on za jednym oka rzutem, ucziiye, 

(i) PMlŁren w toz samo zmierza w co Kochanowskiego Zgoda. 
Z greckiego Teokryta, jak sam na tytule dzieła zeznał, tudzież 
z Owidyusza, o czćm nie powiedział, naśladował Żale nagrobne^ 
na cześć Jana Kochanowskiego w Lublinie właśnie zmarłego napi- 
sane, (Porównaj Źal YIIL, ze wszystkich najpiękniejszy, z Owldyusza 
Tristium I. & IV. 6.) Pamiętidk zndazł naśladowców i dopełniaczy. 
Liche to pisemko odznacza się oryginalnością pomysłu. Zawiera ni- 
by dzieje monarchów polskich nłoaoae w epigramatach. 



536 ' 

azna, i wymownie opowie te dziwy, ktorydi, patrząc się 
na nie, widzieć nie mógł rodowity lub stały krąjn mieszka- 
niec. Jakoi dostrzegł Wielkopolanin, czego Lublinianin 
I Lwowianin nie widział, zwrócił uwagę na piękność ziem 
ruskicb, osławił po wszystkich częściach obszernej Polski 
ich dziwy, i pierwszy spowodował to, ze odtąd pisząc o 
tym kraju Polacy i Rusini, wzmianki czynili o jego dziwach, 
dostarczając kolorytu do krajobrazu malowniczego, który 
w kilku, ale dobitnych rysach staraliśmy się przedstawić 
gdzieindziej (1). Coś podobnego, ale w nader małym za- 
kresie, zrobił Klonowicz dla Polski, napisawszy Flisa, czyli, 
jak się wyraził, » pieśń o spuszczaniu statków Wisłą i in- 
Bzemi rzekami do niej przypadającemi (wpadąjącemi) za- 
śipiewawszy,'' i wskazawszy nutę, na którą się ma śpiewać. 
Wprawdzie insze on poematowi swemu naznacza cele (przy 
końcu dziełka w epilogu łacińskim), powiadając, ..ze chciał 

4 

W niem i nauczyć, jakby po Wiśle żeglować i handlować mo- 
żna było bezpiecznie (2);" lecz pozornie naznacza on te 
cele, zezem się nie ukrywa. Sam albowiem na wstępie 
zeznał, ze w poemacie swoim podał krajobraz nadwiślań- 
skiej Polski, opisał miasta i miasteczka stojące nad Wi- 
słą, rzeki i rzeczki wpadające do niej wywiódł poety- 
cznie, mieszkańców nadbrzeżnych i pływających po wo- 
dzie ludzi, obyczajowo i zwyczajowo przedstawił," ku 
przestrodze i ucieszeniu szyprów polskich i ku ulżeniu 
tęskności na wodzie* (własne są jego słowa z przypisania 
wyjęte) wydając na świat dwuniedzielną swą pracę, wła- 

(1) Polska pod względem obyczajów II. 25. Ds^n. 

(2) Zkąd P. Bentkowski I. 338. wziął pocbop do policzenia tego 
dziełka w poczet poemąttfw dydaktycznych. • 



537 

właśnie na Wiśle, gdy po niej do Gdańska płynął, wyko- 
naną. 

Lecz jakaż boleść przeszyła mu serce, gdy, od ziemi 
spojrzawszy w górę, dostrzegł, ze ci, którzy na tćj ziemi, 
wysoko siedząc, kierują losem niższych warsztw społe- 
czeństwa, siebie i lud poddany sobie gubią. Badając przy- 
czyny złego, z przestraehem zoczył, ze szlachta wodząca 
rej w Polsce i w związku z nią będących panująca zie- 
miach, stawszy się powodem niedoli kraju, gotąj^ mu wię- 
ksze na przyszłość nieszczęścia, a gotąje przez to, ze m'e 
umiejąc być szlachtą, nie chce dowiedzieć się i przekonać 
o tem, na czem właściwie zależy szlachectwo? Ze zamiast 
pokładać jego znaczenie na zasłudze, na pracy, pokłada 
go na rodowości, i tak wstecz cofa się w pojęciu o zacno- 
ści człowieka, nie idąc naprzód w rozwinięciu myśli, która 
właśnie kierowała narodem polskim, gdy u siebie tworzył 
szlachtę, gdy zasłużonych krajowi męiów wyząj nad zwy- 
czajnych, czyli niczem nie odznaczających się stawiał lu- 
dzi, gdy imieniowi ozdobionemu cnotą i nauką cześć oby- 
watelską wyrządzał, gdy wysoko cenił tych, którzy mę- 
stwem i mądrą radą umieli dobrze zasługiwać się krajowi, 
bogobojnie, cnotliwie, sprawiedliwie, rostropnie rządząc nim 
na chwałę boią, na zaszczyt ojczyzny, na pociechę podda- 
nego swej władzy ludu. A poniewai dzielił to przekona- 
nie, ii złe naprawić się mo£e, jeieli szlachta posłuchaw- 
szy prawdy, nauczy się pojmować szlachectwo we wła- 
ściwćm znaczem'u, przedsięwziął przeto, wypowiedziaw- 
szy wojnę występkom i niecnocie, skreślić obraz szlache- 
tnego męża, i nauczyć, jak przez stosowne wychowanie 
stać się nim może prawy młodzieniec. Bogu i ojczyźnie na 
chwałę, sobie na zbawienie. Chodał przeczuwał piszący^ 

nbOMK. P0Ł8. T. 1 . *^ 



638 

ił samiast ttagrody za pracę, ściągnie na siebie gniew i nie- 
nawiść ziomków (1) Jednakże mając to'przekonanie, ze nie 
masz złego, któreby nie pokonała moc nieba, ie nie masz 
takiej potęgi, którabysię oparła władzy jedynego w trzech 
osobach bóstwa, Se prawica wszechmocnego zwycięża wszy- 
stko; zaczął przeto w imieniu przedwiecznego głosić ziom- 
kom prawdę, cierpko im nie raz przymawiąjąc, i żądłem sa- 
tyry godząc tych, którzy (jak rzekł,) zbękarconćm swojem 
nadymiyąc się szlachectwem, urągali cnocie: zaczął opie- 
wać zwycięstwo Boga (2) nad zepsuciem świata, uftay ie 
go silną swą prawicą zasłoni od prześladowania tych, któ- 

(1) W przypisaniu dzieła swego Adamowi Gorajskiemu mówi: 
^um bene viTere intjelHgimus, qui sua sponte, judicia consQiaque, 
secundum Yirtutem Tirit. Iq eo sanę docentium genere iste libellus 
loster poni posse Tidetur, quem nos in eum finem et usum compara- 

« Timus, maiori fortasse cura quam fiselicitate, ut non ingratfs ciYibus, 
amicis, popularibus sit eiltus vitae rogatus et mitis. HoYit nos et in- 
dta^it ad boc opus aggrediendum morum nostrl saecuH superba, in- 
?ldtosa et bisignls depraratlo^ qaapropter haec scripta nostra multis 
ta locis aecedunt ad satyricam petulandam. QuOniam Tero istae no- 
atiae bicubrationes e)usdem sint geneiis , utpote quae bellum vittis 
indixerint, et susceperint patrodnium YirtuUs, ergo valde dubito, 
Qui8 sit propositi nostrl exitus ftaturus. Educationem veri herois in- 
stituo ad exemplar eorum, quos non potest satis mirari ant!quita8 

(2) Odkąd Tacyt, bistor. V. 13. Jedynego niewidzialnego Boga 
Izraelitów^ w mnogićj wymienił liczbie, Dii za Deus nazwawszy go; 
1 odkąd Ojcowie święci kościoła katolickiego , a mianowicie Laktan- 

, cyusz, DiTlnarum institut. II. 1., zauważyli, iz sami pogańscy mędrcy, 
zardwno w pojedynczej Jak mnogiej liczbie, bogdw swycb zbiorowo 
wyrażali; odtąd uczeni, czystą pisząc łaciną, Hczby mnogiej rtfwno 
jA pojedynczej uiywall, Boga w Tr#Jcy świętej Jedynego, rzymsUm 
wyiałąfąc sposobem. W tte rozunrienln bkne Kloiowlcs wyru 



5a& 



rym się poważył w zy we; mówić oczy, iz ze szczętem zgi- 
ną, jeżeli się nie odrodzą w Chrystusie Panu. Mieli się zaś 
odrodzić na chwałę Boga i pociechę ojczyzny, oiywiąjąc 
staropolskie cnoty, przywołąjąc do życia dawne szlache** 
ckie zatrudnienia, a mianowicie skromność, która naka*- 
ząje przestawać na małem, aieby przez ubieganie się za 
wielkiemi zyskami szwanku nie odnieść na duszy; rycer* 
skość, która głównie na szlachcica kładła obowiązek ba- 
wienia się zołnierskiem rzemiosłem, aieby przez zanie* 
dbanie jej obrony, nie popaść w niedolę; nauka, która uczy 
radzić ojczyźnie mądrze. W osobnych rzecz tę wyśpiewał 
poematach, i jako osobne dzieła swego ustępy, osobno 
drukiem je ogłosił po polsku. Z tych pierwszym jest Flis, 
który nie tylko krajobraz nadwiślańskiej Polski, lecz, jak 
rzekliśmy, obyczaje te£ i zwyczaje jój opisując niektóre, 

DUy jak widać (ze wstępu do przedostatnićj i do ostitnićj pieśni 
mianowicie), z całego.dzleła jego, które temi wierszami kończy: 

Sed jam NoblUtat, ąno dt fiandaBMiia nixft 
lUsimiifl, tt ■•gmurt peota tr«iceimiM ft«q«»r. 
^noi^ae Dtui Ticit, i«m lab tellure prtnantar. 
Yicittis tasdtni tup«ri, ąnot Hncere pat ttt, 
Omnia Dirioit, Mąuimi ett saccumbere sceotrit. 
Magneparent renini, taa ttat victoiia lenper, 
ChriaU triunphatar, qiii 
Dncit de nmndo, de pecc«toqiie tńimphun. 
Yiciiti patiia e^ nad venerabile Pneutna, 
Yiditi Tera, Rtx onra^teatis Olynpft. 
Cedite cnncta Deo, genibua procnmbite flexii, 
Sapplas indinate capat, provoIvite eorpat. 
Summo Yictori magnum initaurate tropbaenm, 
yietoremątie Deum, mctoria Ticta tremiicat. 
Obdnuit Virtus, ąuare vitioM tnmeapt 
Et notha nobUiUnf alio ai Baicerłt ortu 
Qaam de germano TirtotiB germine iiirgMl 
NacqiiM^n«m Mae g«MU at^iM petioti* iMmt» 
Nobilia eat unui, noad digniaaimm Htroi, 
Vir boun et Mpiaii: ta ctctan Tidgua ktb«to. 



540 

mtfwi głównie o handlach szlachty prowadzonych po Wi- 
lUe. Nie ganiąc jej tego zatrudnienia, ale i nie chwaląc 
poeta (1), godzi w toł samo, co ówcześni pisarze polscy, 
mocno ubolewając nad tćm, i£ żądzą wzbogacenia się wie- 
dzione polskie obywatelstwo, obowiązków zapominało ry- 
cerskich (2). Większe poeta rozwodzi w tej mierze żale 
w Judaszowym Worku , którego sam napis (złe nabycie 
majętności) naucza, o czem mówić zanuerzył. Chcąc tern 
dostępniejszem uczynić dzieło, i pragnąc zjednać mu wzię-^ 
tość, przybrał go zewnątrz i wewnątrz w powabną szatę, 
okrywszy jakoby płaszczykiem utajoną myśl pisma, by 
przez to w ciekawość czytelnika wprawić. Judasza imię 
godłem miało być dzieła, zaś jego treścią instynkta zwie- 
rząt» główną grających rolę w Zwierzyńcach, czyli pismach 
średniowiekowych dla ludu wydawanych (3). 

Gdy nie dla gminu tylko przeznaczył swe dzieło Kio- 
nowicz, nie mógł przeto dawnym trybem wprowadzić na 
scenę powszechnie z drapiezy, chytrości, przemocy zna- 
nych, wilka, lisa, lwa; gdyż wtedy, zarywając swem dzie- 
łem na bajkę, nie uczyniłby mem żadnego wraienia, czyli, 
jak się w przypisaniu go koledze swemu rubasznie wyra- 
ził, słuszoieby był wtedy usłyszał: „nigdy się tak nie do- 
robisz, idź przecz, nie umiesz ludzi nęcić błaznie". A poe- 
cie przecież (słowa są jego) szło o to: „by nęcić do swego 
pisma ludzi iakoby cietrzewie", by „dawszy im kłamstwo 
y pocałowanie Judaszowe" pokazać „ze iaką kto miarką 

(1) Rozdz. 21. Wiktaryi, FIU. 

(2) Polska II. 195. nstpn. 

(3) Porównaj Sendichreiben an Karl Lachmann^ von Jacob 
Grirmn. Ueber Reinhart Fitchs; Lełpsd^ 1840. 



541 

mierzy, taką się mu odmierza", i nauczyć przytćm „ze się 
na nic nie przygodzi człowiekowi, choćby wszytek świat 
pozyskał, iezeli uszczerbek iaki y ubliżenie odniesie na 
duszy swoiey". Zamiast więc zwierząt, wywiódł ludzi na 
widok, ubrawszy ich w skórę zdartą z wilka, lisa, rysia, 
lwa, by tak pokazywali zewnątrz, czem są wewnątrz. Zło-. 
dziejów różnego rodzaju wilczą okrył skórą, tych, którzy 
pod płaszczykiem nabożeństwa oszukują, ubrał w skórę 
lisią, owych, co pod pokrywką prawa o szkodę przypra- 
wiają i zdradzają, przyodział rysią skórą, a na barkach 
tych ludzi, co do swego worka zganiają . nagromadzone 
przez Judasza skarby, lwią skórę zawiesił. Widać jasno 
kogo przez to rozumiał, widać ze ryczałtowo wjmieml 
różnego stanu i powołania mieszkańców kraju, w skórę 
Króla zwierząt ubrawszy butną, przewodzącą w krąja 
szlachtę. Lekko jej dotknął, bo jak się wyraża, .strach by- 
ło pisać o tej skórze wiele", ale boleśnie dociął upomnie- 
niem, by wyzuwając z majątków współobywateli, i o piel- 
grzymstwo czyli tułactwo przyprawiając ich, (gołota albo- 
wiem, czyli nie osiadłym, a więc nie obywatelem i prawie 
niewolnikiem, stawał się kaidy, kogo wyzuto z majątku,) 
pamiętali o ich pogrzebie, kupiwszy za wyłudzone pienią- 
dze kawał ziemi, ażeby złupieni, gdy za życia nie mogli, 
po śmierci przynajmniej spoczęli na własnćj ziemi, zwłasz- 
cza gdy i Judaszowe pieniądze, wzięte za zdradzenie Chry- 
stusa Pana, poszły na kupno cmentarzowej roli, któr^ 
opisem kończy swe dzieło Klonowicz, teroi przemawiając 
słowy: 



Za i$ic, za 6\ą wioy Chiyste, kupiono tę rolą: 
Dla tych ktoBy s Oyesysny mbsU w tę miewolą* 



942 

Zęby duBse sahie|;Ie które są pod nieben, 
U<5ie8zyły koń<5i swe tym woln3Hn pogrzebem. 
Seby wśdy po ich śmierci óIbUb, nie gin^y: 
Ale w tym ta •grodśie twym odpoczyn^y. 

Odwodząc od takowego nabycia majętności, wskazał 
rycerzowi pole, na którem si$ zacność jego pokazywać 
miała ; wskazał mu na Turka , i w harcach z nim kazał 
szukać sławy ; przypomniawszy (w poemacie nazwanym 
Pożar) ludziom rycerskim, a zwłaszcza przełoSonym miast 
i gi^odów, obowiązki względem ojczyzny, właśnie jakoby 
stanowi ith szlacheckiemu przyrodzone, których pielęgno- 
wanie (mówi poeta) jak niegdyś wysoko podniosły zna- 
czenie szlachty, tak zaniedbanie ich przyprawiło ją i bar- 
dziej jeszcze przyprawi o zgubę, , Juz bowiem podniósł Bóg 
zwycięzko prawicę na krnąbrnych, i o powinnościach swych 
Aa ojczyzny zapominających synów, i chwilka jeszcze cza- 
su, a spuści ją, i na miazgę zdruzgocze zbękarconą szla- 
chtę •. 

WTKOKAIIIB. 

Rozważmy, czy naśladował jakie wzory, zbierając, 
i rozwijając swe myśli? Nie miał żadnego przykładu Klo- 
nowicz, początkując swe dzieło, żaden bowiem z żyjących 
przed nim wieszczów nie wyśpiewał takowej pieśni, acz- 
kolwiek wielu miało podobne myśli. Lecz ich ani objawić 
nikt nie śmiał, ani na ciągłą nie wyśpiewał nutę, zaledwie 
tak i owak, zagadkowo lub urywkowo, coś o prawdziwem 
i fałszywem szlachectwie przez zęby przepuściwszy. Na- 
wzajem nikt się tyle, co on nie uczepił obcych wzorów,, 
pieśń swą wyśpiewiuąc: nikt, mówię, (Dantego wyjąwszy 
który poniekąd m t^ śpiewał Mtę, satyrę do opisów 



543 

iiieKa i piekła prsycsepłając,) tyle co Klonowici kształtów 
obcych niezgrabnie do swego nie domieszał pienia: co 
w języka i zewnętrznćj postaci leiało pieAni, która będąc 
w mowie Rzytnian nuconą, musiała przez to samo przy- 
brać filę w barwę i postać rzymską, i, rzecz dziwna, d wdch 
zapełnię sprzecznych sobie pisarzów starożytnych, Wirgi* 
lego i Jawenalisa, wziąć na siebie postać. Wszelako naśla^^ 
dowcą zostawszy Rzymian, nie stał się ich kopistą nasz 
wieszcz. Uwaiając on Wirgiliusza za % najczelniejszego 
z wieszczów całego świata (1), poszedł jego torem, i 
w miarę zdolności naśladował go. Równie uczony jak Rzy-^ 
mianin, a mianowicie tez ile tamten w kapłanskiem tyle bę« 
dąc w świeckiem prawie biegły (2), umiał uczoność swą 
hamować, i nie naprzykrzył się nią wcale, aczkolwiek za- 
wsze popisywać się nią lubił, i od samego tytułu dzieł 
poczynając (3), wszędzie głęboko (nie raz na własną' 
swoje szkodę) uczonym (4), pokazał się poetą, za wier- 
szem uczonym ubiegając się zawsze Rzymian zwyczajem 
Umiał, powtarzam, uczoność swą(by nianie unudzić,) zręczm'e 

(1) Herst wszpstkiek Poeiśw WergiUm^ wyraża się w przy- 
pisaniu Pożaru; RuMcus Ute Maro Fhoenix et gloria vatumy mó- 
wi w 26. rozdz. Yictorla. 

(2) Macrobius III. 1. Serrius ad Aeneid. II. 57. 

(3) Roxolania, FtiSy Worek są uczone nazwy, do rzeczy o któ- 
rych śpiewa poeta, nie bardzo stosowne. 

(4) Tak tytuł dzieła opiewającego zwycięztwo Boga^ którego 
za Deus nazwał Dii rzymskim zwycząiem^ jak wyzćj rzeldiśmy, na- 
robił mu wiele biedy. P. Kraszewski, lubo dobrze znaczenie owego 
wyrazu zauważył (nowe studia I. 47.), Jednakie zastosować tego do 
Klonowtcza zaniechał, (tamie II. 179.). Zkąd mylnie znaczenie na- 
pisu Yłętoria Deorum wytłónutezy^ł. 



944 

ukryć przed czytelmkiem, na brzeg pisma lab do wstępów 
odsytając wszystkie zapasy naukowe. Jako doskonał)* ma- 
larz , celował w opisach , jeden i tenże sam przedmiot, 
różnie (i) a tak pięknie przedstawiając, 12 dzisiejszym za- 
ledwie ustępuje wieszczom. Dowodem na to niech oprócz 
innych będzie opis lasu, który inaczej w Roksolanii, ina- 
czej w Wiktoryi przedstawiwszy, zgadza się poniekąd z ta- 
kowymze od Adama podanym. Niech go, ale w oryginale 
rozważy czytelnik, (przekład b o wiem P. Syrokomli w to- 
;m'ku III. 29. przekładów poetów, polsko-łacińskich nie od- 
dał jego piękności,) a rozważywszy niech sądzi, czy tak 
jest istotnie. 

Hic patula ąuercns, lenta pinguedine piniu. 
Hic plątani crescnnt, frasinus, alta laiix, 
Robora cum tiliis, yerrentes aethera fagi,^ 
Hic albent betulae rubra vibice minaces. 
Et socias omoB fleiilis ulmna habet. 



Si cedrus non crescit odorataeąne cupressi, 
Saltibufl in nostris: ergo cadet ardua»pinus, 
Pina«terque ferus multo procerior iUa. 
Et montana larix, abiesqne secnribni icta, 
Pondere prosternet lucum decidua quercus, 
Prociunbent piceae, et silWs extantior alnuB. 
Fraxinus, annosae ąuercns et ,pronnba pinus. 



Stoi pośród grona 
Para, .nad catą leśną gromadą wzniesiona 
Wysmuktośćią [kibici i barwy powabem, 
Brzoza biata, kochanka, z małżonkiem si^ym grabem. 
A dalćj, jakby starce na dzieci i wnnki 
Patrzą, siedząc w milczenin, tu sędziwe buki. 
Tam matrony topole, i mchami brodaty 
Dąb, włożywszy pięć wieków na swój kark garbaty. 

(1) Obraz mnicha szpetny i piękny w rozdz. 24. WiktorrL 



5tf 

Owe sławione dnewa, rosnące na waehodkie 
I na południu, w owej pieknćj wloskićj ziemi, 
Którez równacS śię może z drzewami naszemi! 
Czy zachwalony cyprys długi, cienki, chudyt 
• Co zdaje si^ być drzewem nie smutku lecz nndyl 

Lecz opisy i podania narodowe, obrazowo przedstawio- 
ne (i), wyjąwszy, nie mają innych zalet Klonowicza dzie- 
ła: nie mają ani sztuki, ani mowy, ani delikatności uczu- 
cia, ani żywości i świeżości kolorytu w wyrażeniach wiel- 
kiej, którą rozwijają, myśli. Nie mogą być, a zwłaszcza 
Wiktorya, nazwane utworem sztuki: nie dla tego, jak P. 
Kraszewski (2) sądzi, iz w tem mianowicie dziele nie masz 
działających osób, zawiązku, czynu; iź nie połączone ża- 
dnym węziem żywszym, żadną powieścią ciągłą, zszyte 
jest z epizodów niezmiernie długich: boć tym wymaganiom 
i Ziemiaństwo Wirgiliusza (ów naj poety czniejszy utwór 
starożytnego świata,) zadosyc^ nie czyni, a jednakże znako- 
mitem jest dziełem. Gdzież bowiem, wyjąwszy jeden i drugi 
ustęp, jest działanie osób w utworze rzymskiego wieszcza? 
Nie żywszy te£ od Klonowicza śpiewu łączy go węzeł, po- 
wieść w nim nie jest ciąglejsza, mniej i krótszych epizodów 
w nim nie masz. Poeta bowiem rzymski rolnictwo, polski 
ludzkość z głównem zadaniem wiąże, i zadanie to juz opi- 
sowo, juz ustępowo rozwija. Lecz jak we wszystkich 
swych utworach, tak w Wiktoryi, tem szczególniej szwan- 
kował Klonowicz, ze nie umiał założenia swego jak Wir- 
gili przeprowadzić przez powab sztuki, nie mając żadnego 
zgoła pojęcia o tem, jakby naukę z życiem poetycznie ze- 

(1) We Flisie o tiurkuj o nogacie^ które Jednakże, jako rzadkie 
i mało obrobione poetycznie, mało uwagi zwracają. 

(2) Nowe studia l'i38. 100. 

• FliMIM. P0L8. T. I. 69 



546 

spolić nalezato. Sztuki zaś mieć nie mógt, gdy wcale inne 
od rzymskiego wieszcza odebrał wychowanie, gdy całe 
iycie to w Radomskićm, (gdzie posiadłość od Mnichów 
dzierzał,) to w pieniackim spędził Lublinie, (zdobywszy się 
zaledwie na przejażdżkę do Węgier i Gdańska), gdy ża- 
dnych z kwitnących pod ów czas europejskich Aten nie od- 
wiedził. Jakże więc mógł zostać sztukmistrzem? jak doka- 
zać tego, by forma równoważyła się z duchem, w utwo- 
rach wyrażających myśl na tysiące rozpryśniętą obrazów? 
Jak główne, juz rzewnie, juz tęschliwie, juz krwawo-iro- 
nicznie wyśpiewane zdanie, natchnąć duchem poezyi o tyle, 
ażeby rzeczywistość, w marzeniach utopiona wieszcza, po- 
ciągając za serce, uczuciami raczej, niz rozumowaniami do 
przekonania trafiały? 

Ale nie mając sztuki, ma Klonowicz myśl, którą góruje, 
która go nad jego wiek wznosi, którą przejęty kazał od 
przerobienia siebie zaczynać przetworzenie społeczeństwa, 
przebudowanie świątyni narodowości. Miał natchnienie, 
tego demona dobra, tego anioła stróża, który wieszczem 
go rzeczywiście, bo prorokifem uczyniwszy, dał odwagę 
powiedzieć narodowi, „ze kto usiłuje być czem nie jest, 
znać ze sienie troszczy zostać czem być powinien*, to jest 
człowiekiem naprzód, a następnie szlachcicem. Miał cier- 
pliwość dążyć wiecznie do mądrości , a przez to cierpieć 
nieskończone Tantala męki, znosząc ustawiczne życia nie- 
pokoje, a miał ją w ów czas kiedy, po spełznieniu na ni- 
czem rokoszu Zebrzydowskiego, najlepsi obywatele straci- 
wszy wiarę w życie, w rzeczywistość, i upadłszy na du- 
chu, zamknęli się w sobie, szukając pociechy w rozmyśla- 
niu tych dóbr, których świat wydrzeć nie może. Lecz pię- 
kne te myśli, jak wysoko wzniosły wieszcza, tak nizko 



54t 

postawiły go w obec wieka , który dał i utrzymywał mu 
życie: co właśnie sprawiło, ii walcząc o to życie z obecno- 
ścią, i cbcąc je na równi postawić z wysokiemi myślami 
sweroi, musiał zadrzeć z ducbem czasu, który go za to wy- 
dał na zemstę spółczesnych, tćm łatwiej, gdy ci myśli 
poety, jako wieszcza, jako proroka, a więc męża, który 
nad swój wiek wystrzelił, nie pojąwszy, iadnego dlań ani 
nie mieli, ani mieć mogli spółczucia. Boć temu nikt nie za- 
przeczy, iz, mimo wielkość myśli, geniuszem IClonowicz nie 
był, ze jak w sztuce, tak w polityce partaczem się okazał, 
ze wcale radzić sobie nie umiał. Żyjąc on w owym czasie, 
gdzie wielkie doby myślenia zetknęły się, czyli raczćj 
miały się zetknąć równocześnie z wielkiemi zmianami po- 
litycznemi , i przekonany będąc , ze zmiany te dadzą się 
szczęśliwie przeprowadzić, byle się w tej mierze poradzo- 
no mądrości (która, zdaniem jego słusznem, nie zależała na 
wielu wiadomościach, ale na prawdach zasadniczych a ży- 
wych, w kazdem położeniu przerobić się łatwo dających 
na tkankę dobra powszechnego, byle ludzie szczerze tego 
chcieli), poważył się spółczesnym objawić tę mądrość, 
i objawił ją bez ogródki, nie pytając o to, (czem właśnie 
zbłądził), czy też oni mieli tyle wykształcenia, tyle sil- 
nej, nieugiętej, żelaznej woli i wytrwałości, ażeby chcieli 
lub mogli chcieć tego, czego po nich wymagał ten, „który 
od młodości przyuczył się łamać twardemi i wichrowatemi 
(jak mówi Rej,) naukami, który przymusi! się nie unosić od 
poczciwej powinności, świętym rozumem wszystko hamować 
i stanowić umiejąc". Na to wsa^jstko KlonoM icz nie bacząc, 
zadał bękarctwo szlachectwu , i upomniał wyższe społe- 
czności warsztwy, by (jak na chrześcian przystało) uznały 
siebie, przejęły się żalem, skruchą, poprawą, i zacząwszy 



648 

przerobienie społeczeństwa od siebie, przebudowały t&k 
świątynię narodowości. Dawszy plastyczny a dwoisty 
obraz tejże narodowości, czyli zdrowo ją i chorobliwie 
przedstawiwszy, obierać kazał tę lub ową, groźne doda- 
wszy słowa, jakich przed tern od nikogo nie słyszała szla- 
chta. Ani bowiem Kochanowski, który jej w Satyrze mocno 
przyciął, ani Skarga, który ją surowo na ambonie łajał, 
bękartem nie śmiał nazwać tćj, która za najpiękniejszy 
zaszczyt poczytywała sobie prawe urodzenie, srodze ści- 
gając statutem pomawiających o bękarctwo gołem słowem. 
Czy więc dla tego, ze dowodami oczywistemi popierał 
sprawy (z konieczności samej zostawszy przez to niby Wir- 
gilim^ niby uczonym jak on poetą, aczkolwiek tenże Wirgili 
przeszłość Rzymianom wyśpiewiuąc , nie na tę co Klono- 
wicz wyśpiewywał ją nutę); czy tez, ze wszyscy przekonani 
o tem byli, iz dobrze ale przykro dla uszu mówi, dali po- 
kój wieszczowi, co właśnie na wielką wychodzi pochwałę 
narodowi, a potępia tych, którzy zaprowadzili go do szpi- 
tala i w nim pozwolili mu umrzeć. Byli to Jezuici i pro- 
testanccy magnaci, którym Klonowicz przypisywał swe 
dzieła, a którzy nie okazali się na naszym poecie, czem 
się być mienili, to jest nauk i uczonych opiekunami, acz- 
kolwiek tenże pod niebiosa wynosjł ich sławę, za wzór 
prawego przedstawiając ich szlachectwa niesłusznie. Oni 
to bowiem, jako pierwsi mężowie stanu, w moralnćm 
otrętwieniu dla własnych widoków utrzymując szlachtę, 
na wyrzut, jaki jej Klonowicz czynił, zasłużyli rzeczywi- 
ście. Zgadzali się z ich sposobem myślenia rzymsko-kato- 
lickiego wyznania panowie, jak Zamojski, Tarnowski, któ- 
rych ze czcią wspomniał w swej Wiktoryi. Rzekłbyś, ze 
drudzy spolitykowali, nie chcąc się opiekować pisarzem, 



549 

który musiał być beretykieu, aryamnem nawet, gdy w Ra- 
kowie dzieła swoje drukował. Lecz pominąwszy mylność 
wniosku o miejscu druku, jak rzekliśmy wyięj, okoliczaoiić 
ta, iź Biskupowi i Arcybiskupowi rzyoisko-katolickiemu 
(Wereszczyńskiemu, Solikowskiemo) przypisywał i aa icb 
cześć pisywał dzieła, ze u Mnichów sieciecbowskich obo- 
wiązek Starosty sprawował, ze na herezyą powstawał (1), 
dowodzi, iź owszem rzymskim być musiał katolikiem. 

Padł ofiarą ducha czasu z własnej poniekąd winy, 
gdyż, jak rzekliśmy, nie opatrzył się od szkody przed 
wzięciem się do dzieła, gdyż nie wymiarkował wymaga6 
wieku, i z swojęmi się nie obrachował siłami; gdyż mając 
wystąpić jako pisarz więcej od swych poprzedników po- 
stępowo, z zapałem a zimno, bo sztuki nieogrzany ogniem, 
w wymownym a jąkliwie, bo w chropowatym wystąpił 
wierszu, niżej przez to od uboższych w pomysły stanąw- 
szy wieszczów, którzy dla tego, iz w ducha czasu trafili, 
za wyższych od niego poetów zostali uznani. Rozumiem 
tu Kochanowskiego, również ale, zdaniem mojćm, nie tyle 
co Klonowicz narodowego poetę. 



PORÓWNANIE Z JANEir KOCHANOWSKIM. 

Można albowiem stać się narodowym pisarzem, nigdy 
nim nie bywszy: można być narodowym, nie zostawszy za 
takiego uznanym. Boć narodoNrym jest istotnie pisarz, 
którego dzieła do narodu przeszły, i wywarły nań wpływ 
wielki: podobnież jak narodowym jest, którego pism wą- 
tek z narodowości jest wzięty, którego dzieła wyrażiyą 

(1) Rozdz. 7. 25. Yictoria Deorum. i 



550 

nczacia i charakter naroda, pomimo 2e nie przypadł do 
smaku, i maio się podoba czytającej publiczności. Ta zaś 
wielka zachodzi między obudwoma pisarzami róinica, ze 
wziętość ich względną będąc co do czasu, istnieje chwilo- 
wo lub ginie, trwając krótko lob wiecznie. Pierwszego 
bowiem sława upada , lub moie upaść z postępem czasu, 
gdy przeciwnie drogiego pisma żyją wespół z narodem, 
i są od sztukmistrza poszukiwane nawet wtedy, gdy ob- 
umrze lud, którego obraz w dziełach swych przedstawił nie 
poznany w swoim czasie pisarz. Jakoż Kochanowski, kró- 
lując w poezyi polskiej przez trzy blizko wieki, nie panuje 
w nićj więcej, prześcigniony będąc w sławie od wieszczów 
epoki Stanisławowskiej: gdy przeciwnie Klonowicza sława 
iyje i zyć nie przestanie, dopóki malarz i rzeźbiarz pę- 
dzlem i rylcem wyrażać będzie starodawnych Polonusów 
twarze, a wieszcz nucić nie zaniecha pieśni o tej ziemi, 
którą bez źadnc^go wyrazu, bo tak przedstawił w swych 
tworach Jan, iź gdyby nie nomenklatura, nie dopatrzyłbyś 
się na niej miejscowości polskiej ; gdy przeciwnie żywo 
i wyrazisto od Sebastyana namalowane i wyryte obrazy, tam 
nawet, gdzie oka niczem nie zachwycają, dają tez same, co 
dziś oglądać twarze mieszkańców Rusi i Polski, przedsta- 
wiają tez sarae krajobrazy, tez same obszary pól gołych 
1 lesistych ukazują; takie rozpościerając, na których błąka 
się w nieskończoności strudzone oko, nigdzie zastanowić 
się nie mogąc, na których buja wzrok wodzony bez ustan- 
ku, niby po przestronej powierzchni morskiego błękitu (1). 

(1) Rozważyłem, co o narodowych obrazach Jana powiedział P. 
Kraszewskie nowe studia II. 47., 1 nie przekonałem się o mylności 
mojego twierdzenia. 



551 

W wymuskaną i foremnie ulaną poezyą Jana, iatwo się 
Stanisławowscy pisarze wwiązać, i jak on na starozytnćj 
i wioskićj, tak ci na francozkiej poezyi dalćj ją kształto- 
wać mogli; zwłaszcza gdy Kochanowski, ogładziwszy oj- 
czysty język, zdatniejszym go do spolsczenia rymów fran- 
cuzkich uczynił. Nic tez dziwnego , ze ich następców, tak 
zwanej romantycznej poezyi obecnie u nas rozkrzewicielów, 
gdy się na toź co Klonowicz puścili pole, spotkał zarzut, 
ze sadząc zastarzałemi mówienia sposobami, i przywołując 
do życia dawne żaków i Klechów dyalogi, (godne by się 
niemi bawiła gawiedź wiejska, by je powtarzały baby przy 
kądzieli, jak o tem sądził Jan Sniadecki,) psują mowę i le- 
psze o poezyi pojęcia cofają wstecz: ale to zadziwia, ze 
dziś, mimo te krzyki, popłacają raczej duby karczemnej 
(jak się Jan Sniadecki wyraził) Klonowicza gawiedzi, niz 
foremnie, według zasad dawnej poetyki^ ulane wiersze 
Kochanowskiego. Co naprowadza na wniosek, ze kto, nad 
swój wiek wystrzeliwszy myślą, nie trafił nią spółczesnym 
do smaku^ ten nie żywszy w obecności, będzie zył u poto- 
mnych, w wieku myśli: a kto wdziękami zyskał sobie hoł- 
dy, utraci je zestarzawszy się, jak piękna twarz, którą 
pokryły zmarszczki. Wtedy bowiem wdzięk nowy zajmie 
starego miejsce; gdy przeciwnie nowa nie wjTuguje sta- 
rej myśli, lecz albo wszczepiona w nią rodzic dalej, albo 
osobno posadzona własny owoc rozpładniać, i tak nastę- 
pnie, obok coraz nowszej, coraz świeższej, zyć i wiekować 
będzie; jako ta, która duchem będąc nie ciałem, nie cho- 
dzi ziemskich istot torem, która zyje.wtedy nawet, gdy nie 
popłaca, niepojętą a nawet wzgardzoną czasowo zostaw- 
szy. Tak Klonowicz (który nie zaspokojony będąc schola- 



552 

st)czii}ia prawa wykiadem (1), chwycił się poezyi, i wiel- 
ką przez nią myśl przedwcześnie objawił), nie poznany 
w swoim czasie, żyje dziś w Panu Tadeuszu, w Nieboskiej. 
Tak Kochanowski (który z niczem nie wystrzelił, coby się 
sp6łczesnym podobać nie miało (2), żyjąc w swoim wieku, 
zyć przestał obecnie. Łatwo odgadnąć, czemu się spół* 
czesnym nie podobał pierwszy? (wszak i Homer, z którym 
przecież wieszcz lubelski nie mo£e iść w żadne porówna- 
nie, niićj od Wirgilego był ceniony za wieku rzymskiego 
Augusta, Medyceuszów, Ludwika XIV), a czemu podobał 
się drogi? Kochanowski bowiem, jak się pięknie o nim 
wyraził P. Kraszewski (3), cały pokojem i swobodą prze- 
jęty, to tylko śpiewał, a tak się nie wymuszał, tak był 
sobą samym, ie obcych sobie uczuć, wypadków, nawet 
nie śpiewał, lub zmuszony do tego widocznie słabł. Gdy 
przeciwnie Klonowicz malować lubił głęboko w duszę 
wrastające, płomieniem wybuchające namiętności, wyla- 
tywał myślą ku Bogu niby żaląc się na to, co się pod ów 
czas w Polsce działo , powtarzał z Juwenalisem, ie cho- 
ciażby nie posiadał do poezji daru, pisałby jednakże wier- 
sze, by tylko opisać mógł spółczesne zgroza (4). Słusznie 

(1) Widać to z przypisów do Worka Judaszowego mianowicie. 

(2) Jak ów Rzymianin o którym Enniusz powiedział: ftdelis^ 
suavt's hamo^ facunduz^ miogue contenius^ sciiui atgue beaius^ 
faecunda loąuens In iempare^ cammodus. Przeciwnie się rzecz 
miała z Klonowiczem. 

(3) Studia nowe II. 108. Porównaj tez 67, 106. ternie. 

(4) W przypisaniu Gorajsldemu mówi: ,, ita ut vere dixerit ilie 
cum eodem stomacho ad scribendumaccedens: 

Si natura negat, facit indignatio pertum". 



553 

o całej Wiktoryi jego powiedzieć można, co sam wyrzekł 
o jednym z niej ustępie: 

Mam wróżkę pewną, bo nową radością 
Cieszy mię serce y zapalczywo8(5ią. 
Niesłychana mi otucha przychodzi, 
Jeśli mię wiesdzba, a nie chnd uwodzi. 
Jeśli mię tey tu nie unosi strony 
Życzliwość, albo nienawiśi5 ku oney. 
Czyni mi niebo cwatt Językiem wtada 
Y piórem moim, skąd mię myśl napada, * 
Pisad te rzeczy które noc pokrywa (1). 



POGL.^ NA ZYCH 1 DZIEŁA. 

Cokolwiek! kiedykolwiek pisał Klonowicz, wszystko to 
umieścił w wielkim poemacie swoim, składem go, jak rze- 
kłem, głównych swych uczyniwszy myśli. Porwawszy się 
w swćj Wiktoryi na wielkie rzeczy, miał odwagę wystąpić 
jawnie z śmiałą myślą, niezataiwsży, jak w Ekwesie (2) swe- 
go imienia, i owszem podpisawszy się na dziele, by tak oszczę- 
dzić kłopotu drukarni, która lękała się prześladowania. 
Nie uszedł go wieszcz, za świadectwem nagrobku, jednakie 
nie uczuł dotkliwie. Karą albowiem, przez którą odpoku- 
tował za swą winę, było zimne zapomnienie, za co jednak- 
że nie złorzeczył ziomkom, owszem pocieszając się tą my- 
ślą, ze choć późno uzna pewnie potomność jego zasługi, 
przeprosił się i pożegnał ze światem, stosownie o sobie, 

(1) Tak, na początku Pożaru, spolszczył owe Wirgiliusza alta 
caiigine mersas. Porówn. Aen. VŁ 267. 

(2) £quitis Poloni in Jesuitas aetio prima. 

FIŚMIBK. P0L8. T. I. *^ 



554 

przy końcu dzieła, do Muz i młodego Zamojskiego prze- 
mówiwszy (1). 

Świat jednakże dopiero obecnie, po upływie półtrzecia 
wieku, przeprosił się z nim, żałując, ze go dawniej nie po- 
znał. Właśnie duchowni, których miał za życia najzacię- 
tszemi wrogami, stawiają dziś Klonowiczowi pomniki, pol- 
skim Homerem, wielkim swojego czasu pogromcą zepsutych 
obyczajów go zowiąc (2). Mniemam, żeby najlepiej uczcił 
pamięć wieszcza i przysługęby publiczności uczynił wiel- 
ką, ktoby się kry tycznem wydaniem dzieł jego zajął (kła- 
dąc obok łacińskiego tekstu przekład polski), zwłaszcza 
gdy te, aż do tytułu, fałszywie przedstawiają historycy, 
jak to wyżej w bibliografii nadmieniliśmy. Przedsięwziął 
niegdyś tłómaczyć na ojczysty język Wiktoryą bezimienny 
Akademik krakowski, i już do połow} doprowadził swą 

(1) „Przychylne Muzy (śpiewa poeta przy końcu ostatniego roz- 
działu swćj Wiktoryi)) wnieście mój ' poemat do Olimpu, odziejcie 

' krasą te wiersze, nie gładkie, niewykończone, bo wśród spraw są- 
dowych, dorywczo, pośpiesznie napisane. Wy Jednakże wdzięczne- 
mi i dla mnie zaszczytnemi je zróbcie, niech późne wieki przyja- 
znym mi powtarzają je głosem. Ty zaś (mówi dalćj, obracając mowę 
do Tomasza Zamojskiego) przyjąwszy pod swą opiekę lichą osobę 
poety, gdy otarłszy kurz z księgi weźmiesz przed się to dzieło, do- 
strzeżesz, iz dawny sługa twojego domu słabym wyśpiewał w nićm 

. wierszem zwycięstwo bóstwa. Przysłuchasz się mu niby głosowi 
polnego konika, świergotającego wśród łabędzi, wśród poetów ateń- 
skich, wśród melodyi pienia, na wysoką pociągnionego nutę. Mozę 
cienie moje pośmiertną uczcone zostaną chwałą, może odbiorą na- 
grodę za swą, choć późno, pracę. Stanfe się tak niewątpliwie. Jeżeli 
spojrzawszy okiem, nie wzgardzisz wierszami, które ci przynoszę." 

(2) Ksiądz Siwicki Pleban Sulmicrzycki w Prz)jacielu Ludu VI 
271. nstpn. XII. 6. nstpn. 



355 

pracę, uczonemi przypisami tu i owdzie objaśniwszy ją. 
Lecz gdy Jezuici potępili to usiłowanie, (aczkolwiek sam 
tłómacz powyrzucał był z dzieła, co, jak się wyraził, do- 
bremu katolikowi nie przystało), przeto snadź zaniechał 
dalej pracować, i niewiadomo dziś, gdzie się podziało to 
tłómaczenie (1). Jacek Przybylski również Akademik kra- 
kowski (umarł r. 1819) zaczął przekładać toz samo dzieło, 
i pracę swą prawie do końca 35 rozdziału doprowadził, 
pozostawiwszy ją w rękopisie, w którego posiadaniu jest 
dziś uczony Ambroży Grabowski. Sądząc po wyjątkach 
nadesłanych mi (2), jest dosyć dobre to Hómaczenie, acz- 
kolwiek go nieco rozwlekle zrobiono. Kładę wyjątki z niego 
obok łacińskiego tekstu. 

Yictores memorate Deos proleniąiic tonaiiUs 
Privigno8 magnae Junonis et inclyta dextri8 
Agmina semideos, o fomiosiBsima suninii 
Mttsae progenies JoyIs Heroumąiie sororcs. 
Namqae sub infensa pariter gemnere noverca 
Dis geniti ąuondam, sub qiia geniuistis et ipsae 

Et non invideas vircs artcmąiie bibcndi, 
Uli, ąni voliiit meruitąue Tricongius oUui 
Dici, diuii fasces et nomen amystyde quaerit 
Atquc gnlae meritis, dum fundittis impiger haurit 
Jngentcm vini cyatbnni Yastam^ąne lacunam 
Gnrges et eiiripus 

Poczet bogów zwycięzców niech będzie wielbiony! 
Potomków światogromcy, pasierbów Junony. 
Te szeregi półbogów, sławnych przez prawice, 
Wy przypomnijcie Muzy, prześliczne dziewice, 

(1) JuszyńskI w artykule o Klonowiczu. 

(2) Początek dzieła i koniec 35 rozdziału az do 32 wierszy przy 
końcu doprowadzony, zawierają te wyjątki. 



556 

Wy Jowiszowe córy, dziewiątko uczona. 
Wy siostry nieśmiertelnych bohatyrów grona. 
Wszak się i wam cznd data zazdrośd macoszyna. 
Pod którą boska niegdyi jęczaia rodzina.... 

Nie zazdrość sztuki picia, ni sil zmierzaj harcem 

Z owym, co wart byl niegdyś nazwad się Trzygarcem. 

Co z obżarstwa zastugę zyskat u Tybera, 

1 przez Wilkom (i) konsulat z imienia odbiera. 

Co niezmierne do ręku biorąc wina Kije (2), 

Waleczny bez przerwania az do dna wypije, 

Co jak enryp i otchłań 



7. Tegoż ciyli 1582 r. Maciąj Strykowski. 

BIEG ŻYCIA I NAUKOWE USPOSOBIENIE. 

Na wstępie do najznakomitszego swojego dzieła: Kro- 
nika polska, litewska^ zmodzka, y wszystkiey Rusi ki- 
jowskiey, moskiewskiey, siewierskiey, tooUnnskiey , podoi- 
skiey, podgorskiey, podlaskiey, w Królewcu 1582, (3) 
opisał Strykowski wierszem życie swoje. Dowiadujemy 
się ztąd, ze miasteczko Stryków (blizko Łowicza położo- 
ne) było miejscem urodzenia jego, i 2e ta osada była gnia- 
zdem rodziny Ososztewców herbu Leiiwa, z której on po- 
chodził. Powiada, ze się urodził w środopościu. Nastąpiło 
to roku 1547, gdyż sam Strykowski oznaczył rok swego 

(1) Wilkom, niby pos'wiccony, miano wielkiego puhara. Klono- 
wicz nazywa go amystes. 

(2) AT/, rówDiez nazwa puhara. W oryginale cyaihus znaczy 
puhar po prostu. 

(3) Obszerniej tytuł u Wiszniewskiego hist lit. VII. 481. który 
skróciłem. 



557 

na świat przyjścia (1). Poblidue Strykowowi miasteczko 
Brzeziny, było mu, jak m6wi, Padwą i Bononią: tam pobie- 
rał początki nauk, począwszy od roku szóstego swojego 
życia. W młodzieńczym wieku, udał się po raz pierwszy do 
Litwy wr. 1595 (2). Poprzednio, ćwiczył się w naukach 
na uniwersytetach włoskich i niemieckich, zaszczycając się 
względami sławnych pod ów czas filologów i krytyków, Bu- 
deusza, Manucyusza, Robertella, Karpentaryusza(?) i innych 
(3). Na Litwie upodobał sobie rycerskie rzemiosło, zwie- 
dził kraje północne, Moskwę, Finlandyą, i całe nadbrzeże 
bałtyckiego morza. Chęcią widzenia obcych ziem wiedzio- 
ny, udał się nawet na południe, i wszystkie ówczesne po- 
siadłości Turków w Europie i Azyi lezące odwiedził. Dzia- 
ło się to w czasie obudwóch bezkrólewiów przed panowa- 
niem Stefana Batorego (4). Z ciekawością oglądał miejsce, 
gdzie Owidyusz przemieszkiwał, będący tu niegdyś na wy- 
gnaniu u Tomitów. Podziwiał skaliste Bałchany (góry Bał- 
kanu), i pilnie przypatrywał się tutejszym okolicom, sła- 
wnym z dziejów krajowych i obcych. Biegły w kunszto- 
wnych pracach, które juz w ów czas popłacały u Turków, 
miał z nich pewne utrzymanie, rysując różne postacie, i ta- 
kowe złotem i kolorami ozdabiając. 

W podróżach swoich szczególniej uważał na wszystko, 
co się dotyczyło słowiańskich, a mianowicie tez polskich 
dziejów. Za Karpatami bawiąc, widział nędzę tamecznych 

(1) W napisie umieszczonym nad wizerunkiem na czele kroniki 
swćj położonym, naznaczając sobie w r. 1582, lat 34 od urodzenia. 

(2) Kronika, 372. 

(3) Juszyński w życiu Strykowskiego świadczy to, lecz nie mó- 
wi zkąd wyczerpnął tę wiadomość. Karpentaryusz uczył w Paryżu. 

(4) Przypisanie kroniki temuż Kr<(lowL 



568 

Stowian, jęczących pod jarzmem Tarków i (w pieniirO nie- 
woli Tureckiej) płacząc nad niemi powtórzył z Jeremia- 
szem Prorokiem: 

Dziedzictwa cudzoziemcom nasze się dostały, 
Srogie ręce sierotom chleb wtasny pobrały, 
Wode^my wtasną swoję za pieniądze pili, 
Drwaitmy sobie u Pogan w niewoli kupili. 
Nad szyją nam okrutni katowie stojeli, 
Spracowanym od pracy wytchnąd dad niechcieli. 

Widział w Carogrodzie nad morzem bak, który był 
grobem sławnego Wiszniowieckiego. Patrzał na tryumfy 
tureckie, słyszał na własne uszy, jak Mechmet Basza posło- 
wi polskiemu Taranowskiemu wymyślał (są to jego słowa). 
Był obecny temu, kiedy tysiąc przywiedziono chłopców 
chrześciańskicb z dziesięciny ^rybranych (każda rodzina 
dać musiała dziesiąte swe dziecię płci męzkiej, lub z kilku 
rodzin wybierano dziesiątego chłopca), ażeby ich ćwiczo- 
no na janczarstwo w serajach tureckich. Powiada, ze za 
jego czasów tyle Turcy do piekieł nagnali cieniów, ze sam 
Pluto narzekał na przepełnienie swych gmachów, ze ka- 
zał Parkom prząść co najdłużej pasmo ludzkiego życia, ze 
Charon nie chciał więcej wozić zmarłych, a na polach eli- 
zejskich nie było miejsca dla nowych przybyszów (1). 
Kończąc ten opis, tak mówi (2). 

Przyczymem byl obecnie, nie piszę z powieści, 
Ani z owycb co Baby, prawią w latkach wieści. 



•-0 



(1) Dosłownie z tegoż pienia, tudzież z Napominania do rycer- 
stwa. 

(2) Tamże, tudzież w pieniu O porażenia Torktf w . 



559 

Wr. 1574 bawił jeszcze na podróży Strykowski (1), 
iwAzyi zwaliska starozytaćj Troi oglądał: lecz jaz w tym 
samym roku wrócił do krają, i zaczął wydawać dawniej 
napisane swe dzieła. Zostawszy Kanonikiem zmudzkim, 
osiadł w Miednikach. Snadź Aleksander Chodkiewicz zwabił 
go w te strony, z którym zostawał Ksiądz Maciej w ścisła 
zażyłości. Jemu on swoje przypisywał dzieła, jego wyso* 
ko cenił, gdyż (mówi! Strykowski we wstępie do Wjazdu) 
jak niegdyś rzymski PoUio Marona, jak Mecenas Flakkusa, 
a Messala Tybulla ku rymowaniu poruszył, tak zacny Chod- 
kiewicz jego zachęcił do pisania wierszy. Nową ojczyznę 
swoje tak polubił, ze lubo sam był Polakiem z urodzenia, 
przecież Żmudzinem się być mienił. Gońca swego przypi- 
sując „Patryey i swym pobratymom Lachom i Utwinom"(2). 



KRYTYCZNY PRZEGLĄD PISM POMNIEJSZYCH. 

Różne koleje iycia, które przechodził, miały wielki 
wpływ na usposobienie Strykowskiego moralne, i na powo- 
łanie naukowe, któremu się oddaWał. Nie raz blizki był 
śmierci, popadając w kalectwa różne. W szkołach bawiąc, gdy 
się niebacznie podsunął ku dzwonicy, zaledwie ze nie został 
na miejscu zabity. Przyszedł do siebie, lecz odniósł szwank: 
miał odtąd (są to jego słowa) skwapliwą, jak niegdyś Moj- 
żesz, wymowę, tak ie mu z trudnością przychodziło dwa 
nawet wymówić słowa. Gdy mu dla tego przykro było ob- 
cować z żywymi, chętnie zabawiać się lubił z umarłymi, na 
czytaniu i pisaniu wiek swój przepędzając najmilćj. Szcze- 

(1) Kron. 170. 

(2) Słowa są Strykowskiego^ Goniec, rozdz. 8. 



560 

« 

gólniej lubił pisywać wiersze. Naprztf d układał sielanki 
na wzór Wirgiliusza: następnie wziął się do poezyi histo- 
ryczndij, opiewając polskie bezkrólewia, i przez bajeczne* 
go naszego Łiecha prowadzone niegdyś wojny. To było ma 
powodem, ie zasmakował w czytaniu dziejdw, i pilnie war- 
tował kroniki dawne. To było lakłe przyczyną, £e cała 
poezya Strykowskiego stała się historyczną. Wątek jćj 
jest dwojaki. Przed pochodem swym do Turcyi opisywał 
wainiejsze za czasów swych zdarzenia, tudziei dzieje 
upłynionych wieków. Tunaleią(l): 

Przesławnego iryazdu do Krakowa y pamięci go^ 
dney koronacyey Henryka Watezyusza, tv Krakowie 1574 
(przedruk osobny w Pomnikach P. Kraszewskiego w War- 
szawie 1843 wydanych). 

Goniec cnoty, pismo naprzód bez wyrażenia miejsca 
i roku, następnie w Krakowie u Macieja Wlerzbięty w ćwiar- 
tce 1576 wydane. Tu tez wiersze przeciwko nowo- 
chrzczeńcom w Lublinie 1572, które mylnie w jednej prze- 
ciwko Aryanom, nie wiadomo przez kogo wydanej broszu- 
rze (porów. art. Antychymn,) upatrywano (2). Tu na koniec 
należą. Wywodu narodów sarmaiskich y Królów polskich 
żywoty, wydane r. 1575, które napisał snadź chcąc powe- 
tować kradzieży, jakiej się na nim dopuścić miał Gwagnin. 
Insze poezye swe, dziś zaginione, wymienił w kronicfe. A 
mianowicie (w przedmowie) wspomniał: wiersz O zdrowej 

(1) Tytuły dzieł skrócę, bibliograficznie nie opiszę wydań, do- 
brzeje bowiem opisano w wstępie do kroniki Strykowskiego w War- 
szawie 1 846 wydanej, dokąd odsyłam. 

(2) Powiedzieli o nich Księża Juszyński i Siarczyński. Od tych- 
Se, tudzież w owym wstępie do kroniki, są przywiedzione hme je- 
szcze Strykowskiego pisma, których nie oglądałem. 



5«1 

poradzie, wiersz łaciński wydany w Krakowie (nie powie- 
dział kiedy) ..O ziemi węgierskićj i j^ Królach," wiersz tak- 
ie po łacinie napisany ,.0 rządzie Kniazia Moskiewskiego 
Iwana iBroźnego.* Dzieła te napisał w Witebsku, a zgubił 
je wChoroscy, przy Aleksandrze Chodkiewiczu bawiąc. 
Rzecz »0 wjeździe do Krakowa Henryka Walezyusza/ nie 
tylko polskim wierszem, ale i po łacinie opisał. Ułożył 
takie »Opis pogrzebu Zygmunta Augusta/ i miał zamiar 
wszystkie sprawy tegoi Króla podać pamięci (1). Naprzód 
Wjazd, następnie Gońca ułożył, bo pierwszy poemat koń- 
czy temi słowy : 

Teraz na prostym wirszu przestań czekay końca, 
A czytay chceszli o tym szyrzey mego Gońca. 

Ale obadwa wydał razem, przypisawszy je Aleksan- 
drowi Chodkiewiczowi, który (słowa są Strykowskiego) 
w Muzach się oMrał,i, jak iię wyfćj kronikarza usty rzekło, 
wiersz poety wzbudził z gLUsności. Obadwa te wiersze są je- 
dnejze wartości, ale drugi kosztował go więcćj pracy, nii 
pierwszy. Bo zabierając się do napijania tego poematu, czy- 
tał naprzód (2) Długosza, Miechowitę, Kromera, Eneasza 
Sylwiusza, Stellę, Krancyusza, a następnie przejrzał ruskich 
latopisców. Goniec więc jest rymowaną kroniką, i pierw- 
szym zawiązkiem wielkiego, które w ostatnim ustępie tego 
szkicu ocenimy, dzieia. Ze szczerej miłości i pilności wła- 
snćj rycerskig (słowa są jego), wziął się do tej prac)*, sam 
sobie będąc w tej mierze przewodnikiem : 

(1) Kronika, 776. 

(2) Jak o tćm sam mówi w Gońcu 8, i w przypisaniu Aldcsan- 
drowi Chodkiewiczowi. 

PIŚMIBN. P0Ł8. T* I. 71 



/ 

Bom ja tu sobie sam torowat drogę, 

Gńyi żaden nie szedł przedemnąy rzec mog^ 

Sanem Jak pciotka w rozirfck szperał, 

Powodowany tćm, co w Turcyi widiiał, z catą, jaką 
posiadał, mocą wziął się Strykowski do wystawienia przed 
oczy ziomkom, jak wielce szanować powinni wolność swo- 
je, i jak się mieć na ostrożności przeciw^LO potędze otto* 
mańskiej, ażeby w podobne co i inni Słowianie nie popadli 
nieszczęście. Rzea tę wyłożył w poemacie, który ma 
tytuł: 

O wolności korony polskiej w Krakowie 1575* Przy 
tem są następcuące wiersze, z temiz zostające w ścisłym 
związku : o niewoli Tureekiey, o rokoszu Tureckim, o Ce^ 
sarzach Tureckich, napominanie do rycerstwa, napis na 
grobie (1). 

Przywodzi P.Bentkowski (L 353.) dzieło Strykowskie- 
go pod napisem Zwierciadło kroniki Ułewskiejf, które r. 
1577 wyjść miało, a obejmować genealogie i t. d. Książąt 
litewskich i Królów polskicii. Ze istotnie dzieło to wyszło 
z druku, dowodzi drugie wydanie jego, które w bibliotece 
Załuskich czytałem. Sporządził je Samuel Dowgird z Po- 
gowi^, wytłoczywszy takowe w Lubczu w drukarni Piotra 
Blastusa Kmity Roku 1626, pod napisem Genealogia^ 
albo krótkie opisanie Wielkich Xiąząt litewskich (2). We 
wstępie rymowanym, do Krzysztofa Radziwiła Hetmana 
polnego W. księstwa litewskiego, dopełnił Wydawca pier- 

(1) Szeroce rozwiedziono się nad bibliop^ą dzieła w owym 
wstępie do kroniki, i tamże przywiedziono drugie wydanie jego z r. 
1587 którego nie znam. 

(2) Bibliograficzny opis w owym wstępie do kroniki Stryko- 
wskiego. 



5e» 

wotwór, doktti^ąjszy od Strykowskiego rodopis Monar** 
chóff naszydi skreśliwszy. Inne snadź od tego dzieła Jest 
pismo o sprawach rycerskich nc^odu litewskiego, ktdre 
ze się w bibliotece pnławskiej pod liczbą 1882 zapisane 
znajduje w oryginale, powiedział Czacki w zapiskach wła- 
snoręcznych, czytanych przezemnie w Sieniawie. 

ARCYDZIKŁO. 

Wszakże najważniejszym dziełem Strykowskiego jest 
kronika. Z początku (jak o tem mówi sam w opisie iycia 
swojego), miał zamiar Długosza wytłdmaczyć na język 
polski, lecz zaniechał przedsięwzięcia, rycerskiemu się na-^ 
przód rzemiosłu, a następnie podróżowaniu poświęciwszy. 
Za powrotem do kraju obok poezyi, trudniąc się i dzieją-* 
mi, wykończył kronikę, dśm lat pracowawszy. nad nią, 
.z krwawym potem (słowa są jego, w przedmowie), z spra-' 
cowaniem mózgu, zzemdlonem zdrowiem w ćwiczeniu się 
ustawicznem w naukach.* Rozwa£ył on wtój kronice nie 
tylko dzieje głównych krajów polskich, ale tez (jak na ty- 
tulę stoi) H rozmaite przypadki wojenne i domowe, pru- 
skich, mazowieckich, pomorskich, i inszych krain króle- 
stwu polskiemu i wielkiemu księstwu litewskiemu przyle* 
głych: według istotnego i gnmtownego zniesienia pewnydk: 
dowodów zi^ozmaitych historyków i autorów, postronnych 
i domowych, kijowskich, moskiewskich, słowiańskich, łn- 
flantskicb, pruskich starych, dotąd ciemną chmurą zakry- 
tych kronik i latopisców ruskich, litewskich, i Długosza 
ojca dziejów polskich z inszymi.* 

Tak, na szerokim swę) kroniki tytule, rozwiódł wię 
Strykowski o zakresie dzieła, które Jest Jedną % mgle^ 



SM 

pszycb prac owoczesnychi i po kronice Ologosza ną|le- 
pszem MstorycEnćiD wypracowamem, na jakie się az do 
czasów Naruszewicza polskie piśmiennictwo zdobyło, i któ- 
re, wraz z kroniką Gwagnina, wy tiomaczyli na swój język 
Rossyańie. Tłómaczenia te znajdują się w bibliotekach Hra- 
biego Tołstoja (dziś akademickiej) w St Petersburgu, i P. 
Carskiego w Moskwie. Trzeci rękopis kroniki tej, na wiel- 
kornskie tłómaczonej narzecze, jest w archiwum moskie- 
wskićm (mostranniok dieł, spraw zagranicznych). 

Myli się ś. p. Łukasz Gołębiowski, nazy wąiąc kronikę 
Strykowskiego niefortunnym zamysłem w chwalebnćj ocho- 
cie powziętym, a nikczemnie wykonanym (1). W łagodniej- 
szym nieco duchu przemawia w tej mierze P. Kraszewski 
(Z), który zarzuciwszy Strykowskiemu wiele usterek i nie- 
dokładności, zagmatwania, omyłek i nieporządku, wyma- 
wia go następnie, uwagę czyniąc, ze co mógł krobił z sie- 
bie Ksiądz Maciej, a ze nie dosyć zrobił, nie winien temu, 
bo więcej zrobić nie mógł. 1 w rzeczy samej mamy za co 
dziękować kronikarzowi, a potępiać go za to, ze się na 
historyą nie zapatrywał z krytycznego stanowiska, jest-to 
iądać od niego rzeczy nie podobnych. Dosyć uczynił, kie- 
dy do przedsięwziętego dzieła przysposobił się jak mógł 
nąilepiej : własną osobą zwiedził kraje, których opisywał 
dzieje, uczył się języka krajowców, i na miejscu, gdzie się 
wypadek jaki zdarzył, zastaniawiał się nad nim, przysłu- 
chiwał się powieściom mężów, którzy mieli udział w tern 

(1) Pamiętnik umiejętności wWarsz. 1826. str. 47. 

(2) W rozprawie o Strykowskim mnieszczonćj w wizerunkach 
1 roztrząsaniach naukowych w Wilnie 1839 wydanych, (z. poczet 
drugi tychże wizerunków, numer 10. str. 23 następn.), w Przyfa- 
ddnliodu zr. 1846. (Porównaj 10. nstpn.) 



lub owem zdarzeniu historycżneiD (1), zbierał kroniki 
i dzieła, uchodzące podług ówczesnego mniemania, za bar^ 
dzo starożytne. Za takowe poczytał Strykowsld pismo 
Manetona o Królach egipskich, rzeczywiście w XV wieku 
podrobione (?) dzieło (2). Cokolwiek i jaMcolwiek znalazł 
on w kronikach, to wypisał i za prawdę przyjął, z fałszem 
w jedno pomieszawszy zdarzenia prawdziwe, przez latopi- 
sców, szczególniąi tez ruskich, dziwnie przeistoczone, myl- 
ną rachubą lat oznaczone, odmienieniem nazwisk zeszpe* 
cone, złem wypadków i osób zbliżaniem i wiązaniem za- 
gmatwane. Gdzie znalazł źrzódła lepsze, tam i Opowiada- 
ne przez niego zdarzenia wolne są od wad dopiero co wy- 
tkniętych, podając szczegóły wielkićj wagi, o których się 
ani śniło jego poprzednikowi, to jest Długoszowi. Szcze- 
gólniej uderza zachowane nam przez Strykowskiego poda- 
nie o ś. Piotrze, które pomiędzy ludem ruskim krążyło 
(3), i wiadomość o chrześciaństwie, z okolic Oławy na 
Szlązku wdzierającem się do Polski (4), gdzie jak nas o 
tćm ślady historyczne przekonywają, było biskupstwo ob- 
rządku słowiańskiego przed r. 1000, do archidyecezyi 
Metodyuszowej należące (5); rzecz o mał£once Mieczysła- 
wa I. Dąbrówce, która i podług Strykowskiego (6), sio- 

(1) Kron. str. 739. 

(2) Kron. 11,46,48. GroddeckinitiahlstoriaeGraecor. literar. 
ivyd. drugiego t U. 5S. Dziś znowu za bardzo dawne poczytuje się. 

(3) Kron. 147. 

(4) Kron. 130. 

(5) Z. rozprawkę moję wpis'mie czasowćm warszawskićm noszą- 
cćm napis Światowida umieszczoną (w IL tomiku tegoż pisma z ro- 
ku 1838) podtytułem: obra% Bogarod%icy w mogile pogańskiij 
na S%lą%ku r. 1817 %nale%i(my. 

(6) Kron. 130. 



SM 

strą, a nie oirką Bolesłiwa L Księcia czeskiego była. 
Rzeczywistość tych wiadomości stwierdziła bistorya w dzi- 
nejszycli czasach. Dłogosz częścią zaailczał o nich, czę- 
ścią mylnie je wystawił, nie tak czyste trz6&ta dzicjdw, 
jAk Strykowski mając przed sobą. 

Starał się dzieło swoje tak ułoiyć, aieby je z chęcią 
czytywali starzy i młodzi. Tamci rzeczą, ci powabem jej 
wystawienia, mieli być mimowolnie do rozpamiętywania 
dziejów przywiedzeni. Tym końcem Strykowski poemata- 
mi historycznemi poprzeplatał prozę, walaiejsze zdarzenia 
wśpiewach historycznych ogłosił, nucąc tu i owdzie Wir- 
giliusza torem. Śpiew historyczny (1) o bitwie pod Dąbro- 
wą (Griłnwald) tak zaczyna : 

Zbroić y m^źów dzielnośd wystawiam Sarmackich, 
Y pottumioną hardośd wielkich sit krzyżackich, 
Hardotfd, którą Bóg nisczy, a pokorę Inbi, 
Cichych na ftolce wsadza, pysznych z Carstwy gnbi. 

Z tych pieniów, najwięcej uwagę moje zajęły: śpiew 
o bitwie pod Haliczem z Rusinami za czasów Kazimirza 
Sprawiedliwego (2), śpiew o bitwie z tymiż pod Zawicho- 
stem za Leszka Białego (3), śpiew o wyprawie Witołda 
na Tatarów r. 1399 (4), na koniec śpiew o Władysławie 
Warneńczyku r. 1444 (5). 

Dzieło to, własnym wydane nakładem (którego druku 
sam dopilnował, zjechawszy umyślnie po to do Królewca; 

(1) Kron. 521. 

(2) Kron. 229. ' 

(3) Kron. 240. 

(4) Kron. 507. 

(5) Kron. 600. 



567 

i bawiąc w tern mieście ał pólci zandara swego nie wylconał, 
mimo olcropnego powietrza, Ictóre pod ów czas grasowało 
tamzeJprzypiaaiStryJcowsl^i walecznemu Królowi naszemu 
Stefanowi Batoremu, tudzież Księciu Jerzemu Radziwiłło- 
wi Prymasowi litewskiemu, i Senatorom całej Polski, chcąc 
przez to (jak sam mówi) uprzejmą cbęc swoje ku narodo- 
wi okaza<!, opisawszy jego dzieje dokładnie i wiernie, nie 
uwodząc się ani stronnością, ani niechęcią, w rzeczy zaś 
samej (jak mniemam) aieby dostojne te osoby omawiały 
go przed tymi, którymby się to, co napisał niepodobało. 
»Bo (temi słowy kończy Strykowski swą kronikę) Jeśli się 
co komu nie pomyśli zda, tedy H tak wiele jest zmysłów y 
mniemania roinego na świecie, ile głów ludzkich, trudno 
odemnie jednego taką potrawę ktoraby wszystkim jedna- 
ko smakować miała przyprawić." 

Doprawadził swoje dzieło az do roku 1582. Przy koń- 
cu je skracał, mając zamiar osobno wydać dzieje nowsze, 
które troskliwie i obszernie wypracował do druku, jako 
to historyą panowania Zygmunta Augusta, tudzież dzieje 
polskie a£ do Steflina Batorego. Zamiaru swego m'e dopiął 
w tej mierze, a pisma, które wygotował, zaginęły dla nas. 

w 
I 

RZUT OKA NA ZYCIE I PRACE NAUKOWE STRYKOWSKIEGO. 

W opisie Sycia swego powiedziawszy o sobie, »ze często 
spotykał Się z Bachusem, lecz rzadko bywał w rocie Syle- 
na, ze ilekroć go płomienie cypryjskiej pani rozpalały, 
ugaszał te żary belikońskiemi zdrojami," tak następnie od- 
malował Strykowski chęć swoje do nauk: 

Matom darów Cereri mogąc stuBsnie uzyt, 

Bom cnode stawie wiecmey, nie bnachowi ttuiyt, 



568 

Csfttom oUad poeiywid nsilnyn csytanieni 
Y rozmaitych neczy w mózgu rozmyślaniem, 
Częstom tyszkę porzncit, a iak w zachwyceniu 
WziąWBZy pióro strawiłem wieczerzą w kwiczenia. 

Jakoż przy usiłuj tylko pracy mógi nabyć tyle wiado- 
mości, i tyle do dziejów przez siebie rozważanych nagro- 
madzić źrzódeł, których szereg na odwrotnej stronie ty- 
tyiu swąj kroniki umieścił Rzecz dziwna, ze nie pilniuąc 
historycznych poszukiwań, do których wiele miał zdolno- 
ści, ubiegał się za składaniem lichych wierszy, i konie- 
cznie chciał historycznym zoslać poetą, chociaż o tąj poe- 
zyi błędne miał wyobrażenie. Ganiąc Wirgiliusza i Owi- 
dyusza, wyżej się nad nich cenił: „z powodu (słowa są 
Strykowskiego we wstępie do Wjazdu,) ze oni folgując 
ozdobie, chybiali gościńca, a tak słów tylko nie rzeczy 
byli historykami." Chcąc ich przewyższyć, »pisał (słowa są 
jego wyrzeczone tamie) po prostu, bo prostoty potrzebu- 
je prawda," przez co stał się rymującym kronikarzem. 
Nie dbał o piękne wysłowienie i wystawienie rzeczy, byle 
wiernie powtórzył, co wyczytał z dziejów. Dzikiemi wy- 
razami i łacińskiemi makaronizmami radził, i chluby ztąd 
szukał ; tym zaś którzyby go kiedyś ganili w tej mierze, 
odpowiedział zawczasu (1): 

• 

Sam swóy wirszyk mdły nie z inszego skiadam. 
Sam iczykiem mdlyni, mędr8Z3rm most zakładam. 
Pisz kto chce lepiey, jeśli sądzisz ^ogo, 

Papir nie drogo. 

Wszelako mimo te błędy, jest Strykowski znakomitym 
pisarzem, godny być położony z Marcinem Bielskim i, o któ- 

(1) W rozdz. 8. eońca. 



569 

rym nasrtęiMiy powie aitrkoł, t Bartostem Paprockim, aa 
jedn^ stali. Jest bowiem rdwiiiei jak oni postępowy, ce- 
ląje wielką myślą, Uóri] wszak£e, podobnie jak owi pi* 
larze, dokładnie rozwinąć nie umiał i me mdgł. Trzymając 
się w granicach, kttfreśmy naszema zakreślili dzieła, a 
ktdre nie wyczerpąjąc branych pod rozwagę przedmiottfw, 
zamierza treściwie rzecz wyłuszczać, mając głtfwnie na 
uwadze postęp naukowy, dam, po P. Kraszewskiego i Da-* 
niłowicza nad Strykowskim badaniach (1), (które do kry- 
tycznego rozbioru tego kronikarze otwarły drogę,) nie- 
które spostrzeżenia nad celem, jaki miał Ksiądz Kanonik 
łmudzki, dzieło swe układając, zachowawszy sobie roz- 
waSyć źrzódła , przy szczegółowym rozbiorze piśmienni- 
ctwa Rusi i Litwy, w dodatkowym tomie do naszego dzie* 
ła skreślić się z czasem mającym. 

W dziwnóm, jak we wstępie do tego rzekliśmy tomu, 
znalazła się połoieniu Litwa, po zetknięciu się z Polską 
za sprawą Jagieły; w dziwniejszym po zjednoczeniu się 
z nią i zlaniu w jedno paftstwo związkowe, za sprawą osta- 
tniego z Jagielonów. Mając osobne prawa i rząd własny, 
a jednakie zawisłą będąc od Polski, gniewała się na sie- 
bie , ie własnćj nie rozwinęła sobie cy wilizacyi , ale ją 
lywcem od bratniego wzięła ludu, sama wyznawszy przez 
to , ze była niczćm przed połączeniem się z Polakami^ 
aczkolwiek rzeczywiście była wielkiem 1 potęznćm pań- 
stwem. W takim przypadku należało łagodzić rozjątrzone 
serca, naleiało godzić umysły, przyznawszy Litwie, czego 
jej nikt zaprzeczyć nie mógł; należało przypomnieć jćj, iz 



(1)0 właściwych litewskich lątoplscach, jest nieco w wstępie do 
kroniki Strykowskiego wydanćj w Warszawie 1846. 

PIŚMIEM. F0Ł8. T. I. 72 



570 

potęgi swćj nie byłaby mogła utrzymać, gdyby długo 
w pierwotnym swoim zostając stanie, nie byłą się przez 
chrzęściaństwo z europejską cywilizacyą zetknęła. Wzięli 
na siebie pisarze nasi obowiązek orędowania między nią 
a Polską, i jak niegdyś Jagielonowie przez udzielanie pier- 
wszty przywiląjów, 2jednywali ją dla drugiej, tak ci przez 
piśmiennictwo pozyskiwali ją dla niąj, oświatą traiSając do 
umysłów niechętnych, nauką kształcąc rozumy, przez lite- 
raturę godząc i naprawiając serca. Strykowski najwię- 
ksze bez wątpienia ma w tym względzie zasługi; on bo- 
wiem głównie pozyskał nam Litwinów serca, początek ich 
wysławiwszy, chwałę wysoko wzniósłszy, rodowość uświe- 
tniwszy, nie przez pochlebstwo i dla zysku, jak mylnie 
P. Wiszniewski (1) mniema, lecz z rzetehiego o prawdzie 
przekonania się, której, jak dzieło jego dostatecznie prze- 
konywa, hołdował zawsze. Ze nie obeznany z ogółem 
nauk, 1 o historyografli pojęcia nie mając, „nie umiał, cu- 
dzemi mówiąc słowy (2), należycie rozwinąć pojęcia o sto- 
sunkach społecznych i warunkach bytu Litwy, przeniknąć 
wielkość swego przedmiotu, i natchnąć się siłą podoła- 
nia ogromowi pracy", wina w tem jego. Wszelako gdyby 
był (chociaż zawcześnie, bo usposobienia do tego nie ma- 
jąc,) z dziejami Litwy nie wystnelii pierwszy, gdyby był 
nie zaczął wydobywać ich z oceanu odmętu i głuchego 
milczenia, i tak nie przechował ich dla potomności; gdyby 
był według swej możności nie wywiódł na jaw pierwiastku 
cywiiizacyi litewskiej, kto wie, czybyśmy dziś nie tyle wie- 
li) Hist. Ut. Vn. 489. nstpn. 

(2) Wstęp do kroniki wydania warszawskiego zn 1846. Poró- 
wnaj 14. nstpn. 



571 

dzieli o historyi Litwinów, ile wiemy o Ameryce przed za* 
witaniem do nićj Kolumba? kto wie czy by Litwa nie była 
długo jeszcze dzieliła mniemania tego, ił na połączeniu się 
z Polską nic nie zyskała rzeczywiście? 

Zarzucają mu, ze samowolnie nie zrobił tego dla bi- 
storyi litewskiej, co Długosz dla polskiej uczynił; !e źrzó- 
deł, a mianowicie dyplomatów nie zgłębiwszy , wziął się 
do historyi Litwy. Lecz stosunkowo do prac przy go* 
towawczycb , jakie zastał , zrobił Str)'kowski tyle£ , co 
Długosz , a źrzódeł więcćj od niego zgłębił , zajrzawszy 
i w takie, które- arcykronikarz polski pominął zupełnie, 
a które litewski kronikopiśarz uratował przez to od 
wiecznej zagłady. Rozumiem tu podania i pieśni ludu, 
które Długosz pominął, a na które się Strykowski powo- 
łuje często, aczkolwiek z umysłu ciemno na nieb osnowy- 
wa dzieje, by stanowczo nic o nich nie wyrzekłszy, obu- 
dził ciekawość, i do głębszego zbadania rze(;zy zacbęcił 
swoich następców. Mówiąc prawdę, nic więcój pewnego 
o pierwotnych dziejach Polski nie powiedział Długosz nad 
to, co o takowychie Litwy wyrzekł Strykowski, a £e w dal- 
szych historyczniejszym jest od niego pierwszy, leje na 
chronologii wspiera pewnej , źrzódłom to on, a nie sobie 
zawdzięcza, obrobieniu tychże, a nie swoim winien jest ba- 
daniom. Rzymian w tej mierze naśladując (1), dwojako 
zachodnia Europa , a z nią Polska, spisywała swe dzieje, 
latami i materyami podając je pamięci: zkąd roczniki i kro- 
niki, zaraz przy pierwszem historyogcafli polskiej na scenę 
literatury krajowej wystąpieniu, pokazały się, i w długie 
jedne obok drugich istniały wieki. Ruś, a za nią Litwa, 
bizanckich naśladując pisarzy, roczniki raczej niz kroniki 

(1) Porównaj pierw, dzieje 547. nstpn. 



572 

pisywała sobie* dołączając do dziąjów, latami niby spisy- 
wanych, wypadki za obręb roku wyszczególnionego wy«* 
akakujące, kttfrych wszakże właściwym nie określała aa- 
sem, kilkoroczne, lub nawet kilkunastu lat dziąje, miesz- 
cząc pod jednym rokiem. Wyśledzić takowe powinien byl 
Strykowski , nie tylko w roczniki , lecz i w dyplomata, 
zwłaszcza przy takiej niedokładności pierwszych, zaj- 
rzawszy. Łeczi pominąwszy tę okoliczność, ze i Długosz, 
aczkolwiek stosy ich miał pod ręką, mało do dyplomat&w 
za^dał, moinai, pytam, żądać, by ten, który pierwsze 
iamał lody, który Litwie, same roczniki dotąd posiadają- 
ca, napisał kronikę pierwszą, mdgł sam jeden podołać 
wszystkiemu? By, zaledwie zdoławszy objąć tłum latopi- 
8CÓW, miał się i za dyplomatami, szczelnie pod ów czas 
w krzyżackich zamkniętemi archiwach, (które dopiero 
dziś stały się dostępniejsze) ubiegać? By badając , i co 
zbadał opowiadając , by samych z sobą i z postronnemi 
historyi opowiadaczami godząc litewskich rocznikarzy, by 
dla dziejów opowiadanych szukając światła u staroży- 
tnych, średaiowiekowych i nowszych historyków, kryty- 
cznie, składnie, jasno, dowodnie opowiedział, co mętnie, 
bez ładu, ciemno i bezdowodnie bezmózgowi, jak się wy- 
raził Ksiądz Maciej, podali rocznikarze? Urąga więc rozu- 
mowi, kto (1) łamigłówką dla uczonych, dla zwykłego 
czytelnika postrachem (w którćm znajduje styl jasny obok 
dziąjów zmąconych,) nazywa Strykowskiego dzieło, mie- 
niąc je przy tem z wielu względów szacowną pracą: sta^ 
rozytność bowiem nie mogła je uwaiać za takie, gdy 
w niem smakowała i przekładała na swoje narzecza; obe- 

(1) P. Wiszniewski hist. lit. YOL 469. 492. to czyni. 



&73 

cność zaś mając je za nić Aryadny, która nas z sprzeczno* 
intfwnośd litewskich wyprowadza dziejów, bynąjmnićj zaó 
za dzieło sztoki, z ufno^idą, a bynajmniej z przestrachem, 
do czytania go przystępąje, ilekroć bada te dzieje, gdy£ 
do czytania ich ma dziś inne, pjrzystępniejsze dzieła. Wy* 
znać atoli naleiy, ze dzieła te nie lepi^ (stosunkowa do 
czasu) od Strykowskiego bistoryą przedstawiły Litwy, ie 
nawet, jak zauważył P. Kraszewski (1), szacowna P. Nar- 
butta praca, dalćj w tęj mierze (stosunkowo do czasu, po- 
wtarzam) od niego nie sięgła, ie je nie sztuczniąj obro- 
bione przedstawiła. Jakoż nie dosyć na tćm, ze ten i ów 
szczegół krytycznićj z bytów czyli społeczeństwa ludzkie- 
go czynów wysnuto, (zwłaszcza gdy nowo wykryte źrzó- 
dła, których pierwszy historyi litewskićj obrabiacz znać 
nie mógł, pozwoliły w rzecz wąjrzeć głębiej);